On jest dla mnie (t.3) - Corinne Michaels - ebook + audiobook
BESTSELLER

On jest dla mnie (t.3) ebook i audiobook

Corinne Michaels

4,6

263 osoby interesują się tą książką

Opis

Przyjaźnię się z Devney Maxwell od szóstego roku życia, ale nigdy nie powiedziałem jej, jak bardzo ją kocham.

Jako zawodowy gracz w baseball spędzam większą część roku w rozjazdach, ale ona jest moim domem – jedynym, jaki znałem. Kiedy wróciłem do Sugarloaf, aby zająć się rodzinną farmą, dowiedziałem się, że Devney zamierza wyjść za mąż za nieodpowiedniego mężczyznę. Wpadłem w rozpacz i po prostu musiałem zadziałać.

Jeden cudowny pocałunek zmienił wszystko.

Mam sześć miesięcy, żeby przekonać Devney, by wyjechała wraz ze mną i rozpoczęła nowe, wspólne życie, którego symbolem jest nasz pocałunek.

To właśnie jest moim celem, gdy spędzam czas, porządkując sprawy na farmie, trenując drużynę baseballu ukochanego bratanka Devney i kochając ją całym sercem. Wymaga to wielu zabiegów z mojej strony, ale w końcu wydaje się, że osiągnąłem swój cel – nasz związek rozkwita i jesteśmy zgodni, że uda nam się wspólnie pokonać wszelkie przeszkody.

I wtedy wydarza się tragedia, która na zawsze odmienia życie Devney. Moja ukochana nie może ze mną wyjechać, ja zaś, związany kontraktem, na pewno nie zostanę w Sugarloaf.

Wiem, że ona jest dla mnie tą jedyną, lecz być może będę musiał pozwolić jej odejść…

"On jest dla mnie" to trzecia część najnowszej serii romansów zatytułowanej "The Arrowood Brothers". Bohaterami tej czteroczęściowej opowieści są bracia Connor, Declan, Sean i Jacob Arrowoodowie. Po śmierci znienawidzonego ojca wracają w rodzinne strony, by wypełnić jego ostatnią wolę. Każdego z nich czeka konfrontacja z przeszłością i własnymi uczuciami. Każdy musi podjąć decyzję, która radykalnie odmieni jego życie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 382

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 10 godz. 57 min

Lektor: Corinne Michaels

Oceny
4,6 (1537 ocen)
1073
331
107
24
2
Sortuj według:
Domenajka1
(edytowany)

Nie oderwiesz się od lektury

Gdzy sięgam po książki o moich ulubionych baraciach zawsze przygotowywuje sobie chusteczki bo wiem co mnie czeka. Trzeci tom i znowu się nie zawiodłam nawet gdybym chciał to się nie da. Każda kolejna część jest lepsza od poprzedniej i powoduje, że płaczę jak bóbr. Nie mogę się doczekać ostatniej części już wiem, że się nie nasycę powinno być przynajmniej dziesięciu braci Arrowood. Mam nadzieję, że historia tej rodziny dopiero się zaczyna a Corinne Michaels pozwoli nam poznać najmłodsze pokolenie Arrowoodów.
30
kala_0

Nie oderwiesz się od lektury

Jak zwykle wciągająca i pełna emocji!!
00
ejacz76

Nie oderwiesz się od lektury

Jak każda książka tej autorki, wyciska łzy, rozciąga uśmiech na ustach i jest taka życiowa. Aż szkoda że się kończy bo chciałoby się jeszcze poczytać i dowiedzieć co dalej u bohaterów. Czekam na ostatni tom. Polecam serdecznie.
00
mkordecka

Nie oderwiesz się od lektury

Zdecydowanie najlepsza część.
00
smiechuuu

Z braku laku…

Pierwsze dwie części super, a ta taka sobie.
00

Popularność




Seria

THE ARROWOOD BROTHERS

Wróć do mnie

Zawalcz o mnie

On jest dla mnie

Zostań dla mnie

Tytuł oryginału: The One for Me

Projekt okładki: Sommer Stein, Perfect Pear Creative

Redakcja: Dorota Kielczyk

Redakcja techniczna: Sylwia Rogowska-Kusz

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Katarzyna Szajowska

Fotografia wykorzystana na okładce© Brian Kaminski

Copyright © 2020. THE ONE FOR ME by Corinne Michaels All rights reserved

© for the Polish edition by MUZA SA, Warszawa 2021

© for the Polish translation by Barbara Górecka

ISBN 978-83-287-1694-0

Warszawskie Wydawnictwo Literackie

MUZA SA

Wydanie I

Warszawa 2021

fragment

Melisso Erickson – dziękuję, że jesteś niezwykłą przyjaciółką i zawsze mnie rozśmieszasz. Mimo to Sean nie jest twój. Dowodzi tego właśnie moja dedykacja. Wyjaśniam tę kwestię, na wypadek gdybyś miała jeszcze jakieś wątpliwości.

1

Ale się nawaliłam! – Krótki chichot, czknięcie, potem Devney zakrywa sobie usta.

Od czterech godzin siedzimy u niej w stodole, śmiejąc się, popijając piwo i gadając o życiu. Zapomniałem już, jak uwielbiam z nią być.

– Jeszcze po jednym – nalegam.

– Nie. Jutro muszę się spotkać z Oliverem.

Przewracam oczami. Nie mam pojęcia, co ona, do diabła, w nim widzi. To dokładne przeciwieństwo faceta dla niej. Devney jest silna i buntownicza, choć ma też wiele słabości, które starannie ukrywa. Na przykład chce uszczęśliwić wszystkich wkoło, nawet za cenę własnych pragnień. Oliver tego nie widzi ani nie rozumie. On jest po prostu… miły.

To jedyne, co przychodzi mi do głowy.

Miły gość.

A ona nie potrzebuje ciepłej kluchy. Devney powinna mieć rywala, kogoś, kto wznieci w niej iskrę i rozpali ogień. Dawno temu była pełna żaru. Nie przypuszczałem, że kiedyś ostygnie. Nagle jednak, dziewięć lat temu, tak właśnie się stało.

Nie wiem dokładnie dlaczego, ale Devney bardzo się zmieniła.

Każdy się zmienia, wiadomo. Ja sam w niczym nie przypominam faceta, jakim byłem przed pamiętnym wypadkiem, który odmienił moje życie, ale Devney nie ma przecież żadnych mrocznych tajemnic. Ja zaś ukrywam przed nią tę jedną jedyną historię.

Za to Oliver nie zna jej sekretów.

– A co u naszego przemiłego przyjaciela Olivera? – pytam. Wypiłem już na tyle dużo, że nie obchodzi mnie, jaki ze mnie wał.

Zazwyczaj to maskuję. Trzymam na wodzy kipiące we mnie uczucia, ale dzisiaj akurat mam to gdzieś.

– Zamierza mi się oświadczyć.

Podnoszę zamglony wzrok i wpatruję się w jej kawowe oczy; nienawidzę słów wypowiedzianych przez usta, które pragnę całować do utraty tchu.

Ona nie może wyjść za niego za mąż.

Obojgu nam ciążą kłamstwa, którymi tak długo się karmiliśmy.

Muszę ją powstrzymać.

– Dev…

– I bardzo dobrze. On… jest taki dobry, Sean. Będzie przy mnie, zaopiekuje się mną, ale zostawi mi też swobodę i przestrzeń. Powinieneś być zadowolony, a nie patrzeć na mnie takim wzrokiem.

– Jakim?

Zakłada za ucho pasmo ciemnobrązowych włosów i wzrusza ramionami.

– Jakbym walnęła cię prosto w twarz. Tak samo wyglądałeś tamtego dnia, kiedy Debbie Sue chciała cię pocałować.

– Debbie Sue całowała się też z moimi braćmi.

– Miała w końcu misję: bzyknąć się z którymś z braci Arrowoodów. Albo ze wszystkimi.

– To prawda. – Oboje parskamy śmiechem.

Devney kładzie głowę na oparciu kanapy i odwraca się do mnie, podkulając nogi.

– Przyznasz, że niewiele różniła się od dziewczyn, które teraz wyrywasz. Jak tam się na takie mówi? Gorące fanki?

– Nie masz bladego pojęcia, co mnie interesuje – odpowiadam, kręcąc głową.

– Tak, jasne. O, mam. – Podnosi głowę i uśmiecha się do mnie. – Laski-kijaski. A może lachony? Foczki? Blachary? – Drapie się zamyślona po brodzie.

– Lole bejsbole – mruczę. To jedno z niezliczonych określeń dziewczyn, które lubią się pieprzyć z baseballistą.

– Na jedno wychodzi – kwituje Devney. – A dlaczego uważasz, że nie wiem, co cię interesuje?

Bo wcale nie jestem facetem, któremu zależy tylko, żeby zarywać laski, zwłaszcza że nie są… tobą, myślę ponuro.

Bo za tobą ciągle gonię, chociaż teraz siedzisz tutaj przy mnie.

Moi bracia słusznie twierdzą, że ja i Devney nie możemy być razem. Nie z powodu przysięgi, że pozostanę samotny i nigdy się nie ożenię. Chodzi o mój tryb życia. Nie zniosłaby tego, że wiecznie mnie nie ma. Za dużo podróżuję, zbyt intensywnie trenuję, pracuję ciężej od innych, bo inaczej zostanę wycięty.

Moim jedynym marzeniem była zawsze gra w baseball. Poradziłem sobie z przemocą ze strony ojca, bólem po śmierci matki i nieustannym zamartwianiem się o braci, ponieważ zawsze miałem baseball.

Nie potrafiłbym z niego zrezygnować. Dla nikogo.

A Devney potrzebowałaby ode mnie tego poświęcenia. Nie umie kochać połowicznie, dzielić się kimś, a ja ożeniłem się z baseballem. Devney byłaby jedynie kochanką.

– Oj tam, nieważne, daj spokój. – Biorę piwo. Nie zamierzam ciągnąć tematu. Miałem już w życiu dość twardych kolizji, ta przyjaźń jednak zasługuje na szacunek.

– Ale ja chcę się dowiedzieć.

– Szczerze wątpię.

– Tak, tak, masz mi powiedzieć, słyszysz? – mówi, dźgając mnie palcem w pierś.

Rozchylam usta. Jeśli słowa ulecą, nie będzie można ich cofnąć.

Biorę od niej szklankę, dolewam piwa i podaję.

– Napij się jeszcze i możemy dalej nabijać się z moich braci albo pogadać o tym, dlaczego wciąż mieszkasz w Sugarloaf, skoro zawsze marzyłaś, żeby stąd wyjechać.

Ten wątek zazwyczaj skutecznie odwraca jej uwagę.

Połączyło nas pragnienie czegoś więcej. Devney chciała być architektką. Rzadko widywałem ją bez ołówka i szkicownika, w którym rysowała duże gmachy, małe domy i różne inne budowle.

Rzuciła to po powrocie z college’u.

– Sean – jęczy. – Jestem już kompletnie zalana. Oliver nie znosi, jak piję, bo staję się nieprzewidywalna. Lubi, jak grzecznie się zachowuję, nie zapominam o dobrych manierach, a on nie musi się o mnie martwić.

– No to Oliver cię nie zna – parskam śmiechem.

– Zna mnie taką, jaką jestem teraz, po powrocie do Sugarloaf.

– Jednak nie sądzę. Tylko ja wiem, kim naprawdę jesteś, w głębi duszy.

Podnosimy szklanki, stukamy się lekko i pijemy.

– Rano będę tego strasznie żałowała – skarży się Devney; głowa opada jej na oparcie.

Nie tak strasznie jak ja, odpowiadam w duchu.

– Opowiedz mi o Oliverze. Co on tam z tobą kombinuje? Jakie ma plany? – Przywracam rozmowę na właściwe dla mnie tory.

– Nie wiem, co ci powiedzieć. – Devney wbija we mnie wzrok i wzrusza ramionami. – No, wspomniał, że czas na dalsze kroki. Kocha mnie i jest dla mnie dobry. To taki facet, który daje wsparcie, wiesz?

– Widzę perspektywę bardzo udanego małżeństwa.

– Nie zaczynaj. Ja nie oceniam twoich związków. O ile w jakichś poważniejszych bywasz, w co wątpię.

– I słusznie. – Uśmiecham się krzywo.

– Przestań mydlić mi oczy, Sean. – Wzdycha. – Chcesz mieć żonę i dzieci, zawsze zależało ci na rodzinie. Problem w tym, że jesteś koszmarnie głupi.

– Głupi?

– Mhm – przytakuje. – G-ł-u-p-i. I do tego tępy.

– A to nie to samo?

– Tak, ale należało tę cechę podkreślić.

Boże, uwielbiam jej bezczelność, błyskotliwe riposty i luz. Jest taka tylko ze mną, a przynajmniej chciałbym tak myśleć.

Przez ostatnie dziesięć lat nasze przyjacielskie więzy trochę się rozluźniły. Oboje wyjechaliśmy do college’u, ja skupiłem się na baseballu, ona na studiach. Widy­waliśmy się podczas ferii, lecz po wypadku, który zmienił moje życie, zostałem w Maine, więc rzadko się spotykaliśmy.

Choć gdy miałem rozgrywki w Nowym Jorku, Devney przyjeżdżała. Kiedy byłem w Filadelfii, zawsze znajdo­wała sposób, żeby mnie odwiedzić. Parę razy poleciałem z nią do Tampy na Florydę.

Za to teraz będziemy się widywać znacznie częściej i wiem, że uczucia między nami nie znikną, przeciwnie, jeszcze się wzmocnią.

Tak, przypuszczam, że istotnie jestem głupi.

– Możesz mnie uważać za matoła, ale nie zamierzam się ustatkować.

– Jak to? – Devney podrywa się i prostuje.

– A to, że może na swój sposób kochasz Olivera, ale on nie doprowadza cię do szaleństwa.

– Za to ty mnie doprowadzasz, właśnie teraz – fuka Devney.

– I dobrze.

– Wkurzasz mnie!

– Bo mnie kochasz – odpowiadam.

– Jesteś pociągający, to fakt. – Szybko zakrywa usta dłonią. – Nie to miałam na myśli.

Uśmiecham się szeroko i nachylam do niej.

– Uważasz, że jestem seksowny?

– Średnio. Ale harem tych twoich… jak je tam nazywacie, nieważne… gorących lasek na pewno ślini się na twój widok.

Od tak dawna zwalczam w sobie chęć wyjawienia jej swoich uczuć. Wytłumaczenia, że te dziewczyny nic dla mnie nie znaczą, są przezroczyste. Że była i jest tylko ona. A jeśli już jakaś mnie interesuje, to wyłącznie brunetka choć trochę podobna do niej. Tylko wtedy istnieje cień szansy, że coś zaskoczy. Ale nigdy Dev tego nie mówię.

Teraz jednak się zastanawiam, czy to nie ten moment, żeby pogadać na poważnie. Oliver zamierza się jej oświadczyć. I się z nią ożeni, a ja nie będę mógł się temu przeciwstawić, bo nigdy nie wyznałem jej miłości.

W dodatku teraz jest na bańce, wyluzowana.

Najwyżej potraktuje to jako żart.

– Być może tak reagują, ale ich o to nie pytam. Zresztą podobają mi się wyłącznie dziewczyny w twoim typie – wyznaję. Devney zaśmiewa się, kręcąc głową. – Musi być dziwnie całować najlepszego przyjaciela, no nie?

Nagle wiem, co teraz zrobić. Nie ma znaczenia, że to głupie lub niewłaściwe. Nie obchodzi mnie jej narzeczony ani to, że ta chwila nieodwołalnie zmieni między nami wszystko. Dev zgodzi się na oświadczyny Olivera. Uczepi się tego, co dla niej bezpieczne, niestety mnie to automatycznie wyklucza. Tyle że ją kocham.

Przysuwam się do Dev; kawowe oczy śledzą moje ruchy. Drżącą ręką ujmuję jej twarz i opuszką kciuka pocieram gładką skórę. Wszystko dokoła zastyga, czuję bijące od niej ciepło. Jesteśmy już tak blisko, że mieszają się nasze oddechy.

– Czy ja wiem?

Czekam chwilę, daję Devney ostatnią szansę – jeszcze może mnie odepchnąć, ale nie, przesuwa wilgotnym językiem po miękkich różowych wargach, i to całkowicie mi wystarczy.

Lekko dotykam ustami jej ust. W tej sekundzie moje życie nie tyle się zmienia, ile staje na głowie.

2

Wszystko gra? – pyta Oliver, ponieważ nie jem, tylko grzebię widelcem w talerzu.

– Tak, oczywiście.

Ale to nieprawda. W gruncie rzeczy mam mętlik w głowie. Od czterech dni nie odbieram telefonów od Seana. Cały czas odtwarzam w pamięci nasz pocałunek.

Sean Arrowood mnie pocałował. Zrobił to, a mnie się podobało. Bardzo.

– Wydajesz się jakaś rozkojarzona.

Przylepiam uśmiech do twarzy i otrząsam się z zamyślenia. To nasza uroczysta comiesięczna randka, więc powinnam być przecież szczęśliwa. Oliver przyszedł do biura z bukietem kwiatów i uśmiechem tak ciepłym, że roztopiłby bryłę lodu. Jest dla mnie dobry, daje mi poczucie bezpieczeństwa. A jednak… Czuję się okropnie.

Nie zasługuje na to, żeby go okłamywać.

– Oliver – zaczynam ostrożnie i milknę. „Całowałam się z Seanem”. – Nie wiem, jak to powiedzieć.

– Po prostu powiedz, Dev. Wiesz, że możesz mi mówić o wszystkim.

Odkładam widelec i biorę głęboki wdech. Od dawna mam przed nim tajemnice. Nawarstwiają się, pożerając co dzień cząstkę mojej duszy. Nie dam rady żyć z jeszcze jedną. To złudzenie, że możemy rozmawiać o wszystkim, są sprawy, o których nikt nie chce słuchać.

Mimo to nie będę brnąć dalej. Nie zgodzę się, żeby wszystko stało się kłamstwem.

Popełniłam błąd.

Schrzaniłam sprawę, i to wyłącznie moja wina.

– Tamtego wieczoru, kiedy spotkałam się z Seanem… – zaczynam i znowu urywam. Milczenie się przedłuża, bo jest mi strasznie przykro, że zranię Olivera. Nie zasłu­guje na to, ale powinien znać prawdę. – Sporo wypiliśmy.

Uśmiecha się wyrozumiale.

– O ile dobrze pamiętam, zapłaciłaś za to następnego dnia.

I dalej płacę, całe cztery dni.

– Tak, ale to nie wszystko… – Boże, zaraz zwymiotuję. – Oboje byliśmy pijani. Cóż, powinniśmy odstawić alkohol znacznie wcześniej. Muszę ci to wyznać, bo naprawdę cię kocham. Kocham ciebie i to, co nas łączy.

– Devney, czy… czy wy spaliście ze sobą?

Wzdrygam się, otwierając szeroko oczy. Jak Oliver może robić tak gwałtowny przeskok?

– Nie – odpowiadam poruszona. – No co ty. Ale… się całowaliśmy.

– Rozumiem. – Prostuje plecy i poprawia serwetkę. – Nie tak zwyczajnie, jak przy powitaniu albo pożegnaniu?

– Nie. – Kręcę głową.

– Nie jestem zaskoczony. – Upija łyk wina z kieliszka.

No cóż, ja przeciwnie.

– Dlaczego tak mówisz?

– Czy zaszło między wami coś więcej? – pyta surowo. – Zakładam, że informujesz mnie o tym, ponieważ to jeszcze nie wszystko.

– Nie, przysięgam. Głupio się zachowałam, ale nawet nie rozmawiałam z Seanem od tamtej pory. Tak mi przykro. Kocham cię. Źle mi z tym, że cię zraniłam i zniszczyłam naszą relację. Chciałabym to cofnąć. Uwierz mi, bardzo tego żałuję.

Oliver, najmilszy człowiek na świecie, który nigdy nie kwestionował moich wyborów, nie nakłaniał mnie do niczego, na co nie miałam ochoty, przyjaciel, który mi pomógł, kiedy waliło mi się życie, o czym nikt inny nie wiedział, teraz mnie znienawidzi. A co najsmutniejsze, będzie miał do tego pełne prawo.

Ocieram łzę wiszącą na rzęsach, która zaraz skapnie do talerza. Mój wybryk jest niewybaczalny.

– Kochasz go?

Czuję bolesny skurcz żołądka. Tak. Nie. Nie wiem. Nie umiem jasno opisać swoich uczuć.

– Kochałam go bardzo długo, ale nie kocham go tak jak ciebie.

– Pytam o to, czy jesteś w nim zakochana, a nie o to, jak go kochasz. – Z jego tonu bije napięcie, jakiego nigdy dotąd nie słyszałam. To okropne, że nadużyłam zaufania Olivera i złamałam mu serce.

– Tak, wiem. Nigdy nie myślałam o nim inaczej niż o… Seanie.

– Czyli?

Serce bije mi mocno. Mam wrażenie, że wszystko dokoła się rozpada, a ja nie wiem, jak to powstrzymać. Dotykam szyi, bawię się wisiorkiem – dostałam go w prezencie od Seana, gdy miałam szesnaście lat. Ten drobny, odruchowy gest objawia mi nagle całą prawdę.

– Jest moim najlepszym przyjacielem.

– Właśnie tym pragnąłem być dla ciebie, nikim więcej – oznajmia Oliver.

Oczywiście w pełni na to zasługuje. Obserwuję go; przełyka z trudem, jego twarz jest maską, z której nic nie mogę wyczytać. – Wiesz, co to dla nas oznacza, prawda?

Łza spływa mi po policzku, kiwam głową.

– Że ze mną zrywasz. Z mojej winy.

– Nie chodzi o pocałunek. Mógłbym o nim zapomnieć. – Oliver posyła mi sztuczny, wymuszony uśmiech. – Jakie to smutne! Oto siedzę i mówię kobiecie, której zamierzałem się oświadczyć w przyszłym tygodniu, że potrafiłbym jej wybaczyć pocałunek z innym mężczyzną.

Otwieram usta, muszę koniecznie powiedzieć mu coś, co go pocieszy.

– Ollie.

– Ale tu chodzi o coś więcej. Nie mogę cię kochać, skoro twoje serce należy do kogoś innego. Gdybym poprosił, żebyś wybrała między nami, zdecydowałabyś się wybrać jego.

Bardzo pragnę zaprzeczyć, ale to byłoby kłamstwo. Być może nie kocham Seana tak, jak sądzi Oliver, ale dobrze wiem, że gdybym miała wybierać, nigdy nie pozwoliłabym Seanowi odejść.

Jesteśmy zatem w impasie.

Ollie kładzie dłoń płasko na stole, grzbietem do dołu.

– Weź mnie za rękę, Devney – prosi, a ja to robię. – Nie będę udawał, że mnie nie zraniłaś. Zawsze było mi trudno pogodzić się z waszą przyjaźnią, głównie dlatego, że jej nie rozumiałem. Mimo to ją akceptowałem. Kocham cię i chciałbym, żebyś została moją żoną, ale nie mogę się ożenić także z nim. Rozumiesz?

– Nigdy nie poprosiłabym cię o to, Ollie – bąkam.

– Kochasz go, chociaż nigdy się do tego nie przyznałaś, nawet sama przed sobą. Może dopiero teraz. Wasza przyjaźń jest nierozerwalna, a ja ciągle walczę o miejsce w twoim sercu, choć ono należy do niego.

Zawsze porównuję wszystkich właśnie z Seanem. Do niego się zwracam, kiedy życie daje mi popalić. Sama nie wiem, po co w ogóle udaję, że tak nie jest.

– Chciałam, żebyś to był ty – wyznaję, pozwalając płynąć łzom. – Pragnęłam takiego związku dla nas.

– Ja także. – Głos Olivera się załamuje. – Chociaż zdawałem sobie sprawę, że toczę przegraną bitwę.

Boże, jestem straszną jędzą.

– Nie wiedziałam, że tak to się potoczy. Uwierz mi, błagam.

– W dniu, w którym go poznałem – uśmiecha się smutno, lekko pocierając kciukiem wierzch mojej dłoni – zrozumiałem, jak bardzo go kochasz. I że jesteście dla siebie stworzeni. Modliłem się tylko o jedno: abyś zechciała mnie jednak pokochać.

– Kocham cię – mamroczę drżącymi wargami.

– Wiem.

– Wiesz?

Kiwa głową, ale cofa rękę, zostawiając mnie z poczuciem osamotnienia.

– Skoro nagle otworzyły ci się oczy, nie mam już u ciebie żadnych szans. Zamierzam więc zrobić to, co dla nas obojga najlepsze: odejść, póki nadal możemy się przyjaźnić.

– Ollie…

Wstaje, odkłada serwetkę na stolik, podchodzi do mnie i całuje mnie w czubek głowy.

– Bądź szczęśliwa. Życzę ci, abyś została wyleczona i znalazła sposób pokonania wszelkich przeszkód, czymkolwiek one są.

Z łomoczącym sercem spoglądam, jak odchodzi.

Straciłam właśnie najlepszego mężczyznę spośród tych, z którymi się spotykałam.

Popełniam stanowczo za dużo błędów.

koniec darmowego fragmentuzapraszamy do zakupu pełnej wersji

Warszawskie Wydawnictwo Literackie

MUZA SA

ul. Sienna 73

00-833 Warszawa

tel. +4822 6211775

e-mail: [email protected]

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Wersja elektroniczna: MAGRAF s.c., Bydgoszcz