Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Dramatyczne przejścia, niebywałe sukcesy. Jak czteromilionowy naród stał się piłkarską potęgą?
Od debiutu Chorwatów na mistrzostwach świata w 1998 roku tylko dwie reprezentacje stawały częściej na podium tej imprezy: drużyny Niemiec i Francji. Słabiej od Ognistych spisywały się takie potęgi, jak Brazylia, Argentyna, Hiszpania, Włochy, Holandia, Portugalia czy Anglia. A do tego tylko jeden piłkarz w latach 2008–2021, czyli w epoce arcytytanów Leo Messiego i Cristiano Ronaldo, wyrwał Argentyńczykowi i Portugalczykowi Złotą Piłkę – legenda chorwackiego futbolu, Luka Modrić.
Jakub Kubielas stara się znaleźć odpowiedź na to pytanie, jak to możliwe, że kraj, gdzie sypie się stadion narodowy, a szkoleniem na poważnie zajmują się dwa kluby, stał się piłkarską potęgą. Na podstawie wizyt w Chorwacji, analizy historii kraju i cech jego mieszkańców snuje wciągającą opowieść o futbolu spod znaku czerwono-białej szachownicy.
Co sprawiło, że żaden z trzech dyktatorów – Benito Mussolini, Ante Pavelić i Josip Tito – nie złamał ducha Hajduka Split? Czy Zvonimir Boban, atakując jugosłowiańskiego milicjanta, naprawdę ryzykował życiem? Dlaczego kibice Dinama Zagrzeb odmówili samemu Franjo Tuđmanowi, czyli pierwszemu prezydentowi odrodzonej Chorwacji? Oto niezwykła historia nie tylko futbolu od Slawonii po Dalmację, ale też próba odpowiedzi na pytanie, skąd wziął się jego fenomen w skali globalnej.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 496
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Reprezentacja Chorwacji to nie tylko drużyna piłkarska – to serce narodu. Kiedy ona gra, cały kraj żyje jej meczami. To znacznie więcej niż sport, to nasza tożsamość.
Miroslav „Ćiro” Blažević
Dedykuję moim Rodzicom i ukochanej Reni
Poświęcam pamięci mojego brata, Radusia, i mojego siostrzeńca, Konrada
Wstęp
Czy noblista byłby szczęśliwy?
Gdy 5 grudnia 2025 roku losowano w Waszyngtonie grupy turnieju finałowego mistrzostw świata 2026, stawiałem ostatnie znaki tej opowieści. Krótko po tym, gdy okazało się, że reprezentacja Chorwacji zagra w grupie L z Anglią, Ghaną i Panamą, na facebookowym profilu chorwackiej federacji pojawiła się szybka sonda. Zapytano w niej, z którego rywala kibice cieszą się najbardziej. Aż 82% głosujących wybrało Anglię. Z pewnością w znacznej mierze chodziło o atrakcyjność tego spotkania – obie ekipy zmierzą się na pięknej arenie AT&T Stadium w Arlington, gdzie na co dzień swoje mecze rozgrywa legendarny klub futbolu amerykańskiego, Dallas Cowboys. Będzie to jedno z najciekawszych, jeśli nie najciekawsze starcie fazy grupowej nadchodzącego mundialu.
Ale nie o samo zainteresowanie tym spotkaniem w Chorwacji tu chodzi. Ten niespełna czteromilionowy kraj od lat żyje w przekonaniu, że ma znakomitą drużynę narodową, i jest głęboko przeświadczony o jej wysokiej klasie. Ogniści nie jadą na mundial do Ameryki Północnej po to, by być czarnym koniem i, być może, sprawić kolejną niespodziankę. Z Anglią na otwarcie chcą wygrać i wierzą, że mogą to zrobić, choć doskonale zdają sobie sprawę z tego, że ich lider, Luka Modrić, w dniu meczu liczyć sobie będzie dokładnie 40 lat, 9 miesięcy i 8 dni. Wiedzą też, że przyjdzie im się mierzyć z rewelacyjnym, będącym w gazie zespołem. Nie boją się jednak, bo są przekonani, że mogą wygrać z każdym. Nie ma bowiem praktycznie ani jednej wielkiej reprezentacji, której Chorwaci w ciągu nieco ponad 30 lat istnienia swojej drużyny narodowej bardzo poważnie nie ubliżyli. I to w meczach o stawkę.
Zacznijmy od tych najbardziej utytułowanych. Brazylię piłkarze Zlatko Dalicia wyrzucili w ćwierćfinale katarskiego mundialu, a z Włochami przegrali tylko raz – w 1942 roku, gdy istniało marionetkowe Niezależne Państwo Chorwackie. Nowych Vatrenich, mimo aż dziewięciu prób, Italia nigdy nie pokonała. Niemcy zostali przez Ognistych upokorzeni w ćwierćfinale mundialu 1998 roku, a Argentyna poległa w fazie grupowej mistrzostw świata w Rosji. W obu tych przypadkach Chorwacja triumfowała 3:0, miażdżąc na boisku przeciwników. Z Hiszpanią, mimo bolesnej porażki 0:6 w 2018 roku, Chorwaci potrafili wygrać w fazie grupowej Euro 2016. Anglików z kolei obrazili w sposób doszczętny. Zwyciężyli bowiem w meczu kwalifikacji do Euro 2008, na Wembley, 3:2, choć zupełnie nie musieli tego robić, mając zapewniony awans. Synowie Albionu walczyli wtedy o drugie miejsce i wystarczał im remis, ale presja ich przerosła. To przez tę porażkę Anglia po raz ostatni nie zagrała na wielkim turnieju – mistrzostwach Europy w Austrii i Szwajcarii. Francuzów Chorwaci pokonali dwukrotnie w Lidze Narodów – w 2022 i 2025 roku. Podkreślmy: wymienione reprezentacje triumfowały w 20 z 22 rozegranych mundiali. Nigdy natomiast Chorwacja nie wygrała z Urugwajem. Bo nigdy z nim nie grała. To właśnie tuż przed Urugwajczykami plasują się Chorwaci w osobliwej klasyfikacji medali MŚ w przeliczeniu na liczbę mieszkańców. Przy obecnej populacji jeden medal przypada w Chorwacji, w zaokrągleniu, na 1,27 miliona ludzi, a w Urugwaju na 1,75 miliona. Dalej są: Szwecja (3,3 miliona), ex aequo Holandia i Austria (4,5 miliona), a piąte miejsce zajmują Węgrzy (4,75 miliona). A jak to wygląda w gronie najbardziej utytułowanych nacji, tych przynajmniej z jednym tytułem mistrza świata? Niemcy – 6,9 miliona, Argentyna – 7,8 miliona, Włochy – 8,4 miliona, Francja – 17 milionów, Brazylia – 23,7 miliona, Hiszpania – 49 milionów, Anglia – 58 milionów.
Chorwacja imponuje także skutecznością na mundialach: trzy medale w sześciu startach na mistrzostwach świata, czyli 50% występów z miejscem na podium. Nie licząc Turcji, która grała na MŚ tylko dwa razy i wywalczyła trzecie miejsce w 2002 roku, lepiej wypadają pod tym względem jedynie Niemcy: 12 medali na 20 występów oznacza 60%. Chorwacja wyprzedza Brazylię (9 medali w 22 startach – 40,9%), Włochy (7/18 – 38,9%) i Argentynę (6/18 – 33,3%), Austrię (2/7 – 28,6%), Francję (4/16 – 25%) i Szwecję (3/12 – 25%). Vatreni, którzy zadebiutowali na mistrzostwach świata w 1998 roku we Francji, zdobyli od tamtej pory trzy medale. Częściej na podium stawali jedynie Francuzi i Niemcy. Argentyna i Brazylia meldowały się w czołowej trójce po dwa razy, a Włochy i Hiszpania – tylko raz. Próżno szukać w tym zestawieniu Anglików. Jasne, reprezentacje te w skali globalnej są bardziej utytułowane – każda ma na koncie co najmniej jeden tytuł mistrza świata. Trzeba jednak pamiętać, że istnieją znacznie dłużej, a zatem miały dużo więcej czasu i szans, by odnieść sukces.
„Najgorszą i najtragiczniejszą ze wszystkich słabości ludzkich jest niewątpliwie kompletny brak umiejętności przewidywania” – napisał w swojej najsłynniejszej powieści, Most na Drinie, jedyny jugosłowiański noblista w dziedzinie literatury, Ivo Andrić. Gdy w 1945 roku po raz pierwszy publikowano te słowa, ich autor – etniczny Chorwat, urodzony w Bośni, studiujący między innymi w Zagrzebiu i Krakowie, który większość dojrzałego życia spędził w Belgradzie – nie mógł przewidzieć, co wydarzy się pół wieku później. Nikt bowiem wówczas, gdy rodziła się komunistyczna Jugosławia, której Andrić był zresztą gorącym zwolennikiem, nie przypuszczał, że z czasem powstanie niepodległa Chorwacja – państwo zajmujące jedną piątą terytorium Federacyjnej Socjalistycznej Republiki Jugosławii i liczące jedną piątą jej populacji. Wolna Chorwacja, choć niewolna od problemów natury narodowościowej, ale w pełni uznana przez społeczność międzynarodową. Demokratyczna, choć nie bez kontrowersji wokół ojca założyciela, Franjo Tuđmana, któremu zarzucano autorytaryzm. Nikt też nie mógł przewidzieć, że tak niewielki naród zdoła stworzyć reprezentację piłkarską, której boją się wszyscy. Drużynę będącą – obok Jezior Plitwickich, Splitu, Dubrownika, wysp Hvar, Brač i Mlet, Makarskiej, Szybenika czy Zadaru – najlepszą wizytówką kraju o powierzchni odpowiadającej połączonym województwom: śląskiemu, małopolskiemu, łódzkiemu i świętokrzyskiemu, z populacją porównywalną do województwa śląskiego pod warunkiem, że odliczymy mieszkańców Katowic i Gliwic. Gdy w 1998 roku, czyli 53 lata po pierwszym wydaniu Mostu na Drinie – powieści opowiadającej o ścieraniu się istnień na pograniczu kultur Wschodu i Zachodu – reprezentacja Chorwacji zdobyła brązowy medal mistrzostw świata, Ivo Andrić nie żył już od niemal ćwierć wieku. Nie wiadomo, czy gdyby dożył bardzo sędziwego wieku – urodził się jeszcze w XIX stuleciu – cieszyłby się z sukcesu drużyny Miroslava Blaževicia. Raczej nie. „Tito stanowi most między przeszłymi zmaganiami a przyszłością, o której marzymy – jednością, równością i pokojem” – pisał jugosłowiański noblista, choć jego stosunki z komunistycznym przywódcą były raczej chłodne, co potwierdzają biografowie. Niemniej skoro marzył o „jedności, równości i pokoju” pod niebiesko-biało-czerwonym sztandarem z czerwoną gwiazdą pośrodku, to trudno sądzić, że wiwatowałby z kibicami pod flagą czerwono-biało-niebieską z szachownicą w centrum. A właśnie ta szachownica stała się symbolem niepodległej Chorwacji i jej piłkarskiej reprezentacji.
O šahovnicy śpiewa Marko Thompson Perković – niezwykle popularny i nie mniej kontrowersyjny w wielu kręgach piosenkarz, oskarżany o propagowanie faszyzmu. Sam walczył w wojnie ojczyźnianej, a chorwacki wymiar sprawiedliwości do dziś zmaga się z jego twórczością, próbując zakazać okrzyku „Za dom! Spremni!”, kojarzonego z czasami ustaszowskimi. Tak zaczyna się utwór Bojna Čavoglave. W innej piosence, Neka nitko ne dira u moj mali dio svemira (Niech nikt nie dotyka mojej cząstki wszechświata), Perković – którego koncert na zagrzebskim hipodromie obejrzały 504 tysiące widzów, ustanawiając rekord świata w kategorii biletowanych imprez tego rodzaju – śpiewa:
Ach, jakże im się twarze demonicznie zmieniają
Gdy powiewa nasza szachownica
Święta flaga! (…)
Miłość do ojczyzny nazwali faszyzmem,
W ten sposób bronią swojego komunizmu.
Czysta demagogia!
W jeszcze innym, pięknym utworze zatytułowanym Ako ne znaš šta je bilo (Jeśli nie wiesz, co się stało), nagranym z zespołem Hrvatske ruže, słyszymy:
Jeśli nie wiesz, co się stało, niech ci powie Lika
Pytaj każdy kamień miasta Dubrownika
Pytaj Zadar i Kotare, mury Szybenika
Jeśli nie wiesz, mój kochany, spytaj bohaterów.
To piosenka o tym, że niektórzy zapominają, co działo się w latach 90., gdy Chorwacja walczyła o niepodległość. 22 miliony – tyle razy od premiery 26 lipca 2024 roku do początku grudnia 2025 wyświetlono w serwisie YouTube jej oficjalny teledysk. Jeszcze większy sukces – 49 milionów wyświetleń – odniósł utwór o patriotycznym zabarwieniu Igraj moja Hrvatska zespołu Zaprešić Boys, kibiców Dinama Zagrzeb. Opublikowany tuż przed mundialem w Rosji, zagrzewał do walki zarówno kibiców, jak i piłkarzy. Średnio każdy Chorwat wysłuchał go 13 razy. Dla porównania – nasza Miłość w Zakopanem, z 261 milionami odtworzeń, daje niespełna siedem odsłon na jednego Polaka. Piosenka Sławomira nie ma jednak nic wspólnego ani z patriotyzmem, ani z futbolem, podczas gdy chorwackie hity stały się elementem narodowej tożsamości i emanacją piłkarskiej dumy.
Rozdział 1
Na początku było słowo
W znakomitej większości języków europejskich najpopularniejszą w dziejach ludzkości grę zespołową określa się słowem zaczerpniętym z angielskiego – football, choć są wyjątki, czego my sami jesteśmy najlepszym przykładem. Finowie mają jalkapallo, a Włosi swoje calcio. W tym ostatnim przypadku, jeśli chodzi o etymologię, mamy do czynienia z historią, która dzisiaj wydaje się wręcz zabawna. Termin ten ukuto w Italii za rządów Benito Mussoliniego, gdy próbowano dowieść, że to nikt inny, tylko Włosi wymyślili piłkę nożną, powołując się na brutalną grę calcio fiorentino storico z XVI wieku, do dziś stanowiącą element folklorystyczny, ale z dzisiejszą piłką nożną mającą niewiele wspólnego. Próby zawłaszczenia futbolu spełzły na niczym, ale nazwa została.
Chyba najbardziej twórczy w tej materii okazali się Chorwaci, którzy na określenie gry zyskującej w znacznym tempie coraz większą popularność wymyślili nowe słowo, a jego autorem został Vjekoslav „Slavko” Rutzner-Radmilović – świeżo upieczony absolwent wydziału filozoficznego Uniwersytetu w Zagrzebiu, późniejszy wybitny slawista, językoznawca i literaturoznawca. To właśnie jemu powierzono zadanie nadania nazwy grze, która w Zagrzebiu zdobywała zwolenników dzięki Franjo Bučarowi, który w 1893 roku przywiózł piłkę ze Sztokholmu. Rutzner-Radmilović, sam entuzjasta sportu i członek „Sokoła” – towarzystwa gimnastycznego działającego również na ziemiach polskich – z uwagą obserwował, jak zagrzebska młodzież pojawia się na miejskich placach z piłką, próbując umieścić ją w bramce za pomocą nóg. Szukając nazwy, zainspirował się słowem puškomet (powstałym ze zbitki puška – karabin i metati – rzucać/pchać/miotać), oznaczającym odległość „na strzał z karabinu”. Gdy Chorwat powie, że coś znajduje się „na puškomet” od niego, znaczy to, że znajduje się w zasięgu strzału. Ot, osobliwa jednostka miary. Z połączenia noga i metati powstał zatem nogomet. Gdybyśmy przetłumaczyli to dosłownie na polski, wyszedłby „nogomiot”. Dziś słowo to funkcjonuje poza Chorwacją jeszcze tylko w Słowenii, choć przez pewien czas używano go w całej Jugosławii. W Serbii, Bośni i Hercegowinie oraz Czarnogórze przyjęło się natomiast określenie fudbal.
Co ciekawe, Rutzner-Radmilović, stosując tę samą metodę, stworzył nazwę dla piłki ręcznej – jak nietrudno zgadnąć: rukomet (lub rokomet) – używaną do dziś przez wszystkie narody byłej Jugosławii. Skąd różnice w nazewnictwie piłki nożnej? Trudno powiedzieć – być może wynikły z późniejszego konfliktu o władzę w jugosłowiańskim futbolu. Faktem jest, że termin nogomet po raz pierwszy pojawił się we wrześniowym numerze czasopisma „Gimnastika” z 1894 roku, na 144 stronie, w zdaniu: „Nogomet igra se odnedavno u zagrebačkom Sokolu na sokolskom igralištu koje će se doskora urediti osobito za lawn Tennis”,co można przetłumaczyć jako: „Od niedawna w zagrzebskim »Sokole« rozgrywa się mecze piłki nożnej na sokolskim boisku, które niebawem zostanie specjalnie przygotowane do gry w tenisa”.
Gorącym zwolennikiem tego, by nową grę nazywać nowym, rodzimym słowem, był wspomniany już Franjo Bučar. Ten urodzony w Zagrzebiu syn Słoweńca i Chorwatki w trakcie nauki w stolicy Szwecji, w Królewskim Centralnym Instytucie Gimnastycznym, poznał wiele dyscyplin, w tym piłkę nożną. Stamtąd właśnie przywiózł do domu piłkę i przepisy gry, które przetłumaczył i opublikował w 1896 roku. Bučar był pionierem sportowej aktywności wśród młodzieży, autorem książek i popularyzatorem wielu dyscyplin – od futbolu po narciarstwo, gimnastykę, hokej, szermierkę i siatkówkę. Interesował się też literaturą, jednak to działalność sportowa uczyniła go narodowym bohaterem. Jako pierwszy przewodniczący Jugosłowiańskiego Komitetu Olimpijskiego i członek MKOl (1920–1946) odegrał kluczową rolę we włączeniu kraju do rodziny olimpijskiej. Dzięki jego staraniom istniejące raptem od dwóch lat Królestwo Serbów, Chorwatów i Słoweńców wysłało w 1920 roku reprezentację na igrzyska w Antwerpii. Choć wystartowało tylko… w futbolu – 10 z 15 zawodników było Chorwatami – sam udział miał ogromne znaczenie symboliczne.
W Chorwacji w piłkę nożną grano już wtedy całkiem na poważnie – dyscyplina trafiła na podatny grunt i znalazła zdolnych pionierów. Zresztą futbol na ziemiach chorwackich – bo przecież nie można mówić o niepodległym państwie, Chorwacja była częścią Austro-Węgier – pojawił się 20 lat przed tym, zanim Franjo Bučar przywiózł ze Sztokholmu pierwszą piłkę. O ile człowieka, którego imię nosi najważniejsza państwowa nagroda sportowa w Chorwacji, nie bez przesady nazywa się ojcem chorwackiego futbolu, o tyle faktem jest, że Chorwaci zetknęli się z tą grą znacznie wcześniej. Jak w wielu miejscach świata, futbol na tereny dzisiejszej Chorwacji przywieźli Anglicy. W 1873 roku z inicjatywy Roberta Whiteheada – wynalazcy torpedy i założyciela pierwszej fabryki w Rijece – rozegrano tam premierowy mecz piłkarski. Odbył się on w dzielnicy Mlaka, na placu między fabryką torped a rafinerią, przy okazji otwarcia linii kolejowej Rijeka–Karlovac, a zmierzyli się w nim Anglicy pracujący w Instytucie Technicznym z robotnikami budującymi węgierskie koleje. Siedem lat później, w Županji nad Sawą, inni Anglicy – budowniczowie fabryki ekstraktu garbnika – wzbudzili sensację, kopiąc skórzaną piłkę i zapraszając do gry miejscowych. Z tym wydarzeniem wiąże się niezwykła pamiątka: piłka, odnaleziona w latach 70. w rodzinnej wędzarni przez Augustina Lukačevicia, której autentyczność potwierdziły badania. Po renowacji odzyskała dawny blask, a w 2024 roku córka znalazcy przekazała ją do Muzeum Miejskiego w Županji. Dziewięć lat wcześniej w mieście odsłonięto pomnik pierwszej chorwackiej piłki. Nie zachowała się natomiast futbolówka, którą kilkanaście lat później przywiózł ze Sztokholmu Franjo Bučar – a przynajmniej nic o tym nie wiadomo.
Po lingwistyczno-romantycznych początkach chorwacki futbol zaczął się prężnie rozwijać, a wkrótce przyszedł czas na pierwsze kluby. Piłkarze skupiali się wokół Sokoła, grano również w szkołach. W 1890 roku, decyzją władz w Budapeszcie, piłka nożna została obowiązkowo włączona do programu wychowania fizycznego w Trójjedynej Monarchii Chorwacji, Slawonii i Dalmacji – części Zalitawii rządzonej przez Węgrów (Przedlitawia, z Istrią i Splitem, podlegała Wiedniowi). Za pierwszy klub piłkarski na terenach dzisiejszej Chorwacji uznaje się Club Iris z Puli, największego miasta Istrii. Niedługo później powstał tam także Veloce Club Polese (1899), choć o jego działalności wiadomo niewiele. Na początku XX wieku zaczęły powstawać kolejne: PNIŠK z Zagrzebia (Prvi nogometni i športski klub), pierwszy z nazwą bezpośrednio odnoszącą się do futbolu, oraz akademicki HAŠK. Oba powstały 1903 roku, a 28 listopada 1906 roku rozegrały pierwszy publiczny mecz, o którym zachowały się szczegółowe informacje – nawet o pogodzie.
Zagrano w środę w Parku Zachodnim, na Placu Marka Marulicia, gdzie dziś mieści się państwowe archiwum. Temperatura wynosiła 8 stopni Celsjusza – jak na Zagrzeb chłodno i pochmurno, ale bez deszczu i wiatru. Sędziował Czech Josip Polivka. Bilety były drogie: „loża” kosztowała 2 korony (równowartość 40 jajek), tańsze miejsca 1,5 korony – tyle wynosiła dniówka robotnika – a stojące 60 fillerów. Za tyle można było kupić dwa kilogramy chleba. Nic dziwnego, że całkowity dochód wyniósł, uwaga, zaledwie 22 korony. Niewielu znaleziono naiwniaków gotowych zapłacić krocie za przyjemność oglądania z trybun pierwszego jawnego spotkania piłkarskiego w Zagrzebiu. Tym bardziej że publika za bardzo nie wiedziała, o co w tym wszystkim chodzi. Większość z około 800 widzów za bilet więc nie zapłaciła i oglądała mecz zza ogrodzenia. Wiwatowała, gdy Hugo Kudrna, syn Czecha i Słowenki, kopnął piłkę mocno w górę, ale w ogóle nie zareagowała, gdy padła bramka. Wiadomo, że bramkarz HAŠK, Hinko Würth, obronił karnego, a jego drużyna prowadziła do przerwy 1:0 po golu Vladimira Erbežnika. Kto doprowadził do wyrównania – mecz zakończył się wynikiem 1:1 – do dzisiaj nie wiemy.
Na 1906 rok datuje się rozpoczęcie działalności sekcji piłkarskiej w Club Sportivo Olimpia z Rijeki – protoplaście HNK Rijeka, mistrza Chorwacji z sezonu 2024/25. To najdłużej działający klub w kraju, choć jego losy, szczególnie przed II wojną światową, były burzliwe i ściśle związane z polityką. Do niej jeszcze wrócimy, bo dzieje chorwackiego futbolu nieodłącznie się z nią splatają, wbrew jednej z idei Pierre’a de Coubertina, że sport powinien być od niej wolny.
W historii, którą teraz opowiem, trudno oddzielić sport od polityki, a jednym z dowodów jest postać kolejnego „ojca” chorwackiego futbolu. Franjo Bučar nie działał bowiem w próżni – obok niego wyróżniał się dr Milovan Zoričić, który być może miał jeszcze większy wpływ na podwaliny nogometa. Bučar zasłużył się dla wielu dyscyplin, podczas gdy Zoričić niemal całkowicie poświęcił się piłce nożnej, choć jego drugą pasją było łowiectwo. Ten świetnie wykształcony prawnik, ceniony także na arenie międzynarodowej, dał się poznać jako znakomity organizator. Miał zaledwie 19 lat, gdy współtworzył HAŠK Zagrzeb. Co więcej, to on zaproponował dodanie do nazwy przymiotnika „Hrvatski”, by podkreślić narodowy charakter klubu, który od 1904 roku działał jako HAŠK.
W 1907 roku 23-letni Zoričić został pierwszym „selekcjonerem” reprezentacji Chorwacji – w cudzysłowie, bo zespół złożony z piłkarzy PNIŠK-u i HAŠK-u nie miał oficjalnego statusu. Dzięki Czechom grającym w pierwszym z wymienionych klubów zorganizowano w Pradze mecz z tamtejszą Slavią. To Sešívaní (Zszyci) zaprosili Chorwatów do siebie, a przed pierwszym gwizdkiem odegrano chorwacki hymn. Grano na Letnej, a więc tam, gdzie dziś swój dom mają najwięksi rywale Slavii – piłkarze Sparty. Zoričiciowi w prowadzeniu zespołu pomagał wspomniany Hinko Würth, ale drużyna na tle Slavii wyglądała dramatycznie źle. Czesi wcześniej zaczęli grać w piłkę nożną na dobrym poziomie, mieli o niej zdecydowanie większe pojęcie i wynik 15:0 mówi sam za siebie. Trzy dni później rozegrano rewanż i mimo że Prażanie zagrali w rezerwowym składzie, zwyciężyli 20:0. Mecze te miały jednak dla obu narodów wymiar symboliczny: zarówno Czesi, jak i Chorwaci toczyli wówczas polityczne boje z austro-węgierskimi władzami o dopuszczenie do międzynarodowych stowarzyszeń sportowych. Czesi należeli wprawdzie do MKOl, ale na przykład do FIFA zostali przyjęci tymczasowo, a po austriackiej interwencji – usunięci. Marzeniom chorwackim sprzeciwiali się natomiast Madziarzy. Zoričic działał dalej. W 1908 roku przetłumaczył z angielskiego przepisy gry, a rok później został jednym z twórców Chorwackiego Związku Sportowego (HSS), obejmując funkcję sekretarza. Była to pierwsza organizacja skupiająca związki i kluby. Węgrzy uznali ją za legalną w 1910 roku, a w 1911 Zoričić opublikował drugie, uzupełnione wydanie przepisów. 13 czerwca 1912 roku przy HSS powstał Chorwacki Związek Piłkarski (Hrvatski Nogometni Savez, HNS), którego Zoričić został prezesem. Co istotne, Chorwaci – obok Czechów i Finów – byli trzecim narodem bez własnego państwa, który zdołał założyć federację piłkarską. HNS jest starszy od związków portugalskiego, francuskiego i polskiego, które powstały dopiero po I wojnie światowej.
Zoričić szedł za ciosem. W sezonach 1912/13 i 1913/14 udało się zorganizować mistrzostwa Chorwacji i Slawonii w formule ligowej, co należy uznać za niebywały wręcz sukces. Pierwszy mecz – AŠK Croatia Zagrzeb kontra HTŠK Zagrzeb – rozegrano 22 września 1912 roku. Spotkanie zakończyło się wynikiem 1:0, a sędziował je Branko Gavella, który do historii przejdzie jako wybitny chorwacki teatrolog i reżyser. Cieniem na debiutanckim sezonie rozgrywek położył się jednak skandal, pierwszy z wielu w dziejach chorwackiego futbolu. Po pełnej rundzie jesiennej wiosną aż trzy z sześciu drużyn wycofały się z rywalizacji zniechęcone incydentami z udziałem kibiców (bałkańska w żyłach płynie krew), a także błędami sędziowskimi. Zmagania zakończono, a mistrza nie wyłoniono, choć nic już nie odebrałoby tytułu pierwszemu w tabeli HAŠK-owi. Co ciekawe, zespół ten prowadził František Koželuh, Prażanin, doskonale znany również w Polsce jako trener Cracovii, a pod koniec lat 20. poprzedniego stulecia także Polonii Warszawa i Wisły Kraków.
Kolejny sezon też nie został dokończony – tym razem z powodu wybuchu I wojny światowej. Rozgrywki 1913/14 rozpoczęto wiosną 1914 roku, kontynuując mecze z jesieni poprzedniego roku. Jednak już na początku sierpnia, gdy ruszyła wielka mobilizacja do armii austro-węgierskiej, dalsza gra stała się niemożliwa. Ale mimo wojennej zawieruchy w Zagrzebiu, skąd pochodziły wszystkie drużyny uczestniczące w mistrzostwach, zdołano jeszcze w 1915 roku rozegrać ponad 20 meczów. O wyłonieniu zwycięzcy rozgrywek nie mogło być jednak mowy – niektóre zespoły, jak Concordia, zaliczyły raptem sześć spotkań, inne zaś tylko raz wyszły na boisko.
Wojna trwała ponad cztery lata, a tuż przed jej zakończeniem działalność przerwaną decyzją węgierskich władz z końca lipca 1914 roku wznowił HNS, za zgodą zagrzebskiej policji. 22 października 1918 roku wybrano nowe władze związku – prezesem został dr Milan Graf, pierwszy dyplomowany sędzia piłkarski z Chorwacji. Po raz pierwszy pojawiły się też plany stworzenia reprezentacji narodowej, a nawet wybrano selekcjonera – Hugo Kinerta, piłkarza Građanskiego Zagrzeb. Ostatecznie jednak drużyna nie została powołana, bo już w kwietniu 1919 roku HNS wszedł w skład Jugosłowiańskiego Związku Piłki Nożnej, utworzonego wraz z powstaniem Królestwa Serbów, Chorwatów i Słoweńców.
To właśnie Chorwaci odegrali kluczową rolę w kładzeniu fundamentów jugosłowiańskiego futbolu. Dość powiedzieć, że pierwszym prezesem został znany nam już Hinko Würth, wiceprezesem Antun Jankovac, a sekretarzem dr Fran Šuklje. Spośród 108 zarejestrowanych klubów aż 82 pochodziły z Chorwacji, 12 z Bośni i Hercegowiny, 7 ze Słowenii, a zaledwie 6 z Serbii! Nie ma więc przesady w stwierdzeniu, że to Zagrzeb i inne chorwackie miasta były kolebką jugosłowiańskiej piłki. Chorwaci jako pierwsi z narodów regionu oswoili się z nową grą, która szybko zdobywała popularność na świecie. Narastające napięcia narodowościowe sprawiły jednak, że zgodna współpraca na arenie międzynarodowej okazała się niemożliwa. Pierwszym selekcjonerem reprezentacji Jugosławii został rzecz jasna Chorwat, Veljko Ugrinić, który poprowadził drużynę na igrzyskach olimpijskich w Antwerpii (0:7 z Czechosłowacją i 2:4 z Egiptem, drugie ze spotkań miało charakter towarzyski). Po nim na krótko kadrę przejął Serb Todor Sekulić, ale pod jego wodzą zespół przegrał 0:7 z Urugwajem na IO w Paryżu. Początkowo w jugosłowiańskiej reprezentacji panowała względna zgoda i grali w niej przedstawiciele wszystkich narodów, ale długo to nie potrwało. W Królestwie SHS Serbowie stanowili około 39% populacji (przy 12 milionach mieszkańców), Chorwaci 23%, Słoweńcy 8,5%, Boszniacy 6%, Macedończycy 5%, a pozostałe narody – niespełna 20%. Choć Serbowie nie mieli przewagi liczebnej, dążyli do dominacji w państwie, którym rządziła serbska dynastia Karadjordjeviciów. Ustrój nie był autorytarny, ale pod koniec lat 20. w kraju zaczęło się robić coraz mniej spokojnie, a to uderzyło również w futbol.
Niedługo po tym, jak Puniša Racić, Serb z Czarnogóry, zabił w zamachu Stjepana Radicia, przywódcę ruchu chłopskiego walczącego o autonomię Chorwacji, król Aleksander I Karadjordjević wprowadził rządy dyktatorskie. Rozpoczęła się Dyktatura Szóstego Stycznia, bo to właśnie tego dnia 1929 roku król zawiesił konstytucję, zdelegalizował partie polityczne, rozwiązał parlament, a na stanowisko premiera powołał serbskiego generała. Wiosną 1930 roku, na cztery miesiące przed pierwszymi mistrzostwami świata w Urugwaju, wybuchł poważny konflikt w związku piłkarskim.
Pierwsze mistrzostwa świata odbyły się z udziałem Jugosławii, ale bez udziału piłkarzy chorwackich! Już pod koniec 1929 roku pojawiły się naciski, by przenieść siedzibę związku do Belgradu, czemu Chorwaci oczywiście się sprzeciwiali. Próbowali przeciwdziałać, zakładając nowe kluby, by mieć wpływ na tę decyzję. Serbowie jednak podważyli takie praktyki, wygrali w sądzie (zdominowanym przez… Serbów) i postawili na swoim. W dodatku zmieniono nazwę federacji z Nogometni savez Jugoslavije (nazwa ta wcześniej zastąpiła JNS) na Fudbalski Savez Jugoslavije (FSJ), a więc zniknęło z niej chorwackie słowo nogomet! Tego było już za wiele. Konflikt narastał, a w kwietniu, gdy Bułgarzy mieli rozegrać w Jugosławii mecz towarzyski, otrzymali dwa zaproszenia. Z Zagrzebia i z Belgradu. Ostatecznie zagrano w Serbii, ale żaden z powołanych Chorwatów się nie pojawił. W maju z kolei, w meczu o Puchar Króla, ze względu na prestiż imprezy, Jugosławia zagrała przeciwko Rumunii, a oba gole w wygranym 2:1 starciu strzelili Chorwaci, ale na mundial do Urugwaju nie popłynęli, choć do FIFA trafiła lista powołanych z chorwackimi nazwiskami. Wysłał ją Boško Simonovic, Serb, następca słynnego dr. Ante Padakovicia, Chorwata, który miał poprowadzić zespół na mistrzostwach, ale solidarnie ze swoimi rodakami – piłkarzami – zrezygnował z funkcji tuż przed turniejem. Jugosławia miała zatem w składzie wyłącznie Serbów i poszło jej dobrze. Pokonała w grupie Brazylię (2:1) i Boliwię (4:0) i jako jedyny europejski zespół awansowała do półfinału. Tam uległa 1:6 Urugwajowi. Sklasyfikowano ją na czwartej pozycji, bo drugi z przegranych półfinalistów, zespół USA, miał lepszy bilans bramek, na podstawie którego wyznaczono końcową kolejność (meczu o trzecie miejsce wtedy nie rozgrywano). Serbowie do dziś chełpią się tym, że byli pierwszym europejskim zespołem w półfinale mundialu. Zapominają jednak o tym, że gdyby zabrali znakomitych chorwackich piłkarzy – w latach 1925–1930 mistrzostwo jugosłowiańskiej ligi zdobywały wyłącznie kluby spod znaku szachownicy – wynik mógł być jeszcze lepszy. Ivan Hitrec, wówczas 19-latek, był geniuszem. Maksimilijan Mihelić uchodzi za jednego z najlepszych bramkarzy Jugosławii okresu międzywojnia, a Danijel Premerl, Antun Bonačić czy Ljubo Benčić z pewnością wzmocniliby skład reprezentacji. Chorwaci wrócili do kadry, ale przed II wojną światową nie było im dane zagrać w mistrzostwach świata. W eliminacjach do mundialu 1934 Jugosławia przegrała z Rumunią i Szwajcarią, a w walce o MŚ 1938 roku musiała uznać wyższość Polski – po porażce 0:4 w Warszawie i wygranej w Belgradzie 1:0. W pierwszym spotkaniu zagrało siedmiu, a w drugim aż ośmiu Chorwatów. Taki rezultat był sensacją, bo rok wcześniej Polacy przegrali w Belgradzie z Jugosławią – w której barwach też nie zabrakło chorwackich piłkarzy – aż 3:9. Do dziś nikt nie strzelił naszej reprezentacji więcej goli w jednym spotkaniu.
Mundial ominął zatem Chorwatów przed II wojną światową, a do wydarzeń z 1930 roku nawiązuje popularny serbski film Montevideo, smak zwycięstwa (2010) w reżyserii Dragana Bjelogrlicia, oparty na powieści Vladimira Stankovicia. Komediowa opowieść o drużynie Boško Simonovicia odniosła ogromny sukces i doczekała się kontynuacji w 2014 roku (Widzimy się w Montevideo!). W pierwszej, znacznie lepiej przyjętej części epizodyczną rolę zagrał słynny chorwacki trener Miroslav „Ćiro” Blažević, wcielając się w Ante Padakovicia – szkoleniowca, któremu konflikt na szczytach władzy jugosłowiańskiego futbolu uniemożliwił poprowadzenie drużyny na mundialu w Urugwaju. Życiorys samego Blaževicia to gotowy materiał na film – w końcu to właśnie on poprowadził reprezentację Chorwacji do historycznego sukcesu, zdobywając z nią brązowy medal na mundialu w 1998 roku – choć trudno sobie wyobrazić, by ktoś zdecydował się zekranizować tę niezwykłą historię.
Ogniste serca. Opowieść o chorwackim futbolu
Copyright © Jakub Kubielas 2026
Copyright © for the Polish edition by Wydawnictwo SQN 2026
Redakcja – Maciej Cierniewski
Korekta – Bartosz Szpojda, Grzegorz Krzymianowski
Opracowanie typograficzne i skład – Paulina Soból-Hara
Okładka – Marcin Karaś
Fotografia na I stronie okładki – Tullio Puglia: UEFA/UEFA via Getty Images
Przygotowanie e-booka – Paulina Soból-Hara
Żadna część ilustracji zawartych w niniejszej książce nie może być wykorzystywana ani powielana w jakikolwiek sposób w celu szkolenia technologii lub systemów sztucznej inteligencji. Niniejsza okładka i ilustracje są chronione przed eksploracją tekstu i danych (art. 4 ust. 3 dyrektywy (UE) 2019/790).
All rights reserved. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Książka ani żadna jej część nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.
Wydanie I, Kraków 2026
ISBN epub: 9788384064474
ISBN mobi: 9788384064481
Ten e-book jest zgodny z wymogami Europejskiego Aktu o Dostępności (EAA).
Wydawnictwo SQN pragnie podziękować wszystkim, którzy wnieśli swój czas, energię i zaangażowanie w przygotowanie niniejszej książki:
Produkcja: Kamil Misiek, Joanna Pelc, Joanna Mika, Grzegorz Krzymianowski, Natalia Patorska, Katarzyna Kotynia
Design i grafika: Paweł Szczepanik, Marcin Karaś, Julia Siuda, Zuzanna Pieczyńska
Promocja: Aleksandra Parzyszek, Piotr Stokłosa, Łukasz Szreniawa, Małgorzata Folwarska, Marta Sobczyk-Ziębińska, Natalia Nowak, Magdalena Ignaciuk-Rakowska, Martyna Całusińska, Aleksandra Doligalska
Sprzedaż: Tomasz Nowiński, Małgorzata Pokrywka, Patrycja Talaga
E-commerce i IT: Tomasz Wójcik, Szymon Hagno, Marta Tabiś, Marcin Mendelski, Jan Maślanka, Anna Rasiewicz
Administracja: Monika Czekaj, Anna Bosowiec
Finanse: Karolina Żak
Zarząd: Przemysław Romański, Łukasz Kuśnierz, Michał Rędziak
www.sqn.pl
www.sqnstore.pl
www.labotiga.pl
Okładka
Strony tytułowe
Dedykacja
Spis treści
Wstęp. Czy noblista byłby szczęśliwy?
Rozdział 1. Na początku było słowo
Strona redakcyjna
Cover
