Odmieńcza rewolucja. Performans na cudzej ziemi - Joanna Krakowska - ebook

Odmieńcza rewolucja. Performans na cudzej ziemi ebook

Joanna Krakowska

4,0

Opis

Anarchistyczna, a więc z definicji antytotalitarna, odmieńcza rewolucja była totalna. Polegała bowiem na przekraczaniu wszelkich granic – tego, co piękne, tego, co stosowne, tego, co uznane, tego, co bezpieczne i tego, co silne. Jej narzędziem był performans – gatunek sztuki, a zarazem strategii społecznej, który zagarnia na swój użytek cudze przestrzenie, sprawiając, że literatura, teatr, sztuki wizualne, taniec i życie nieodwołalnie tracą autonomię wobec siebie nawzajem. I odwrotnie: narzędziem performansu często była odmieńczość, czyli queer – brak uznania dla kulturowych norm pętających wyobraźnię, pragnienia, ekspresję i fantazję.

Ta książka to tylko mały wycinek historii performansu, historii queeru, historii Nowego Jorku, historii kontrkultury i zarazem popkultury. Wycinek trochę inny niż te najbardziej znane i najczęściej opowiadane, bo więcej tu kobiet, a mniej muzyki, więcej teatru, a mniej Warhola, choć i teatr nie ten, co zwykle. To historia odmieńczego performansu (rozumianego tu bardzo szeroko) na Manhattanie – na scenie, w piwnicy, w klubie i na ulicy – od lat sześćdziesiątych po dziewięćdziesiąte, z wycieczkami w przyszłość i w przeszłość, a nawet do Polski.

Książka ukazuje się w serii „mówi muzeum” wydawanej wspólnie przez Wydawnictwo Karakter i Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 505

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,0 (5 ocen)
3
1
0
0
1

Popularność




Jo­an­na Kra­kow­ska

Od­mień­cza re­wo­lu­cja

Per­for­mans na cu­dzej zie­mi

Wy­daw­nic­two Ka­rak­ter

Mu­zeum Sztu­ki No­wo­cze­snej w War­sza­wie

Kra­ków–War­sza­wa 2020

4.

Wo­jow­nicz­ki

W ich ma­ni­fe­stach – czy to na­pi­sa­nych, czy wy­ra­żo­nych czy­nem, czy tyl­ko po­my­śla­nych – wście­kłość mie­sza się ra­czej z bez­sil­no­ścią niż z en­tu­zja­zmem, a roz­pacz z gnie­wem ra­czej niż z na­dzie­ją na zmia­nę. Na ogół też ma­ni­fe­sty te le­piej za­świad­cza­ją o przy­czy­nach roz­pa­czy i wście­kło­ści niż o moż­li­wych czy pla­no­wa­nych dzia­ła­niach i środ­kach za­rad­czych. Wszel­kie pro­po­zy­cje for­mu­ło­wa­ne są z re­to­rycz­nym nad­dat­kiem, z prze­sad­nym ge­stem, w for­mie po­etyc­kiej hi­per­bo­li, pod pre­sją emo­cjo­nal­ną i w im­pe­ra­tyw­nym try­bie. Moż­na więc te ma­ni­fe­sty umniej­szyć, zlek­ce­wa­żyć, wy­śmiać, uznać za li­te­rac­kie eks­ce­sy czy eks­cen­trycz­ne dzia­ła­nia ar­ty­stycz­ne, a więc nie­po­waż­ne i wy­du­ma­ne, al­bo moż­na je zło­żyć na karb fa­na­ty­zmu, nie­zrów­no­wa­że­nia, sza­leń­stwa, uchy­la­jąc się od po­trak­to­wa­nia ich se­rio i z uwa­gą. Ma­ni­fest „ce­lu­je w przy­szłość, ale jest nie­uchron­nie na­zna­czo­ny nie­moż­no­ścią wy­ko­na­nia ru­chu w tym kie­run­ku” – pi­sa­ła Sam McBe­an, od­no­sząc się wprost do SCUM Ma­ni­fe­sto Va­le­rie So­la­nas. Ale za­ra­zem ma­ni­fest nie jest po pro­stu „nie­uda­nym per­for­ma­ty­wem, lecz ra­czej od­sła­nia trud­no­ści zwią­za­ne z te­raź­niej­szo­ścią, ja­kie na­po­ty­ka przy­szłość”1. A za­tem na­wet je­śli sam ma­ni­fest bu­dzi czy­jąś nie­chęć, nie­po­kój czy lek­ce­wa­że­nie, to po­wstał prze­cież ja­ko akt opo­ru wo­bec wła­dzy, opre­sji, su­pre­ma­cji, dys­kry­mi­na­cji czy krzyw­dzie. I już sa­mo na­zwa­nie tej krzyw­dy jest wy­jąt­ko­wo waż­ne. Oraz wo­bec niej sprze­ciw.

Jest też jed­nak w ma­ni­fe­stach coś nie­po­ko­ją­ce­go: jaw­na lub ukry­ta, bez­po­śred­nia al­bo re­to­rycz­na, za­ka­mu­flo­wa­na, pul­su­ją­ca, pla­no­wa­na lub spo­dzie­wa­na prze­moc. Ta prze­moc ufun­do­wa­na jest na od­rzu­ce­niu sta­tus quo i żą­da­niu zmia­ny, a prze­cież sa­mo tyl­ko po­my­śle­nie o zmia­nie zwia­stu­je kon­fron­ta­cję z obroń­ca­mi do­tych­cza­so­wej po­zy­cji, po­wa­gi i miejsc w hie­rar­chii, a zwłasz­cza sa­mej tej hie­rar­chii i me­cha­ni­zmów jej re­pro­duk­cji. Nie­za­leż­nie od te­go, czy w ma­ni­fe­ście za­war­to de­kla­ra­cję non-vio­len­ce, czy cho­dzi o pra­wo do sa­mo­obro­ny, czy ma­ni­fest jest czy­stą pro­wo­ka­cją, pa­ro­dią i od­we­tem, czy we­zwa­niem do kon­kret­nych dzia­łań z po­da­niem nu­me­ru te­le­fo­nu, pod któ­ry moż­na dzwo­nić, by przy­stą­pić do re­wo­lu­cji – to w mo­bi­li­za­cji, ja­ką po­stu­lu­je, za­war­ta jest mści­wa, wi­chrzy­ciel­ska, wo­jow­ni­cza fan­ta­zja. Nie mó­wiąc już o tym, że sło­wa za­wsze ma­ją swo­ją moc.

„Va­le­rie So­la­nas, któ­ra nie bra­ła jeń­ców, czer­pa­ła przy­jem­ność z te­go, jak ję­zyk po­tra­fi ra­nić, i z La­ca­now­ską pre­cy­zją do­strze­ga­ła, że sło­wa to cia­ła, któ­ry­mi moż­na ci­skać w in­ne­go, by tra­fi­ły w je­go psy­che al­bo eks­plo­do­wa­ły w so­mie. Ra­nią­ca wy­po­wiedź mo­że przy­pra­wić cię o dresz­cze, o wy­mio­ty, mo­żesz stra­cić ape­tyt al­bo do­świad­czyć ja­kiejś in­nej re­ak­cji so­ma­tycz­nej czy fi­zycz­ne­go za­ła­ma­nia”2 – pi­sze Avi­tal Ro­nell, wspo­mi­na­jąc za­ra­zem, że ma­ni­fest So­la­nas od­wo­ły­wał się do prze­mo­cy zna­nej z wcze­śniej­szych po­dob­nych tek­stów. Dość przy­wo­łać Ma­ni­fest fu­tu­ry­zmu z pa­mięt­ny­mi sło­wa­mi: „Chce­my sła­wić woj­nę – je­dy­ną hi­gie­nę świa­ta – mi­li­ta­ryzm, pa­trio­tyzm, gest nisz­czy­ciel­ski anar­chi­stów, pięk­ne idee, za któ­re się umie­ra, oraz po­gar­dę dla ko­biet. […] chce­my zwal­czać mo­ra­lizm, fe­mi­nizm i wszel­ką opor­tu­ni­stycz­ną lub uty­li­tar­ną pod­łość”3. Nie­wy­klu­czo­ne więc, pi­sze Ro­nell, że ce­lem So­la­nas by­ła od­pła­ta: „ob­li­czo­na na to, by wy­bił wresz­cie czas od­po­wie­dzi na te wszyst­kie bez­wstyd­nie nie­na­wist­ne wo­bec ko­biet ma­ni­fe­sty i na ich uni­wer­sa­li­zu­ją­ce od­po­wied­ni­ki. Bo bez wzglę­du na to, jak przy­cię­ta – czy po­tocz­nie, czy w du­chu ko­mu­ni­stycz­nym – uni­wer­sal­ność za­wsze od­no­si­ła się do «męż­czy­zny». So­la­nas by­ła zde­ter­mi­now­na, by z tym skoń­czyć i za­ci­snąć pę­tlę na skoń­czo­no­ści męż­czy­zny”4.

Py­ta­nie, czy wście­kłość, roz­pacz i gniew wy­ra­żo­ne z wer­bal­ną prze­mo­cą da się prze­kuć w fe­mi­ni­stycz­ną czy od­mień­czą uto­pię i wzbu­dzić ja­ką­kol­wiek na­dzie­ję na zmia­nę. Po­wąt­pie­wa­jąc w to, trak­tu­je się wście­kłość wy­łącz­nie ja­ko źró­dło ne­ga­tyw­no­ści, nie do­strze­ga­jąc jej kon­struk­tyw­ne­go wy­mia­ru. Tym­cza­sem Ju­dith Hal­ber­stam bro­ni gnie­wu ja­ko „prze­strze­ni po­li­tycz­nej”, któ­rą otwie­ra sztu­ka, li­te­ra­tu­ra, po­ezja czy film, przed­sta­wia­jąc ak­ty prze­mo­cy po­peł­nia­ne w od­we­cie przez po­krzyw­dzo­nych na krzyw­dzi­cie­lach, czy­li z re­gu­ły na „ma­ją­cych wła­dzę bia­łych męż­czy­znach”. Za­strze­ga się przy tym, i war­to to za­strze­że­nie przy­to­czyć, że „nie jest rzecz­nicz­ką prze­mo­cy w bez­po­śred­nim te­go sło­wa zna­cze­niu, ale jest rzecz­nicz­ką prze­mo­cy wy­obra­żo­nej”5, mi­mo iż zda­je so­bie spra­wę, że gra­ni­ce mię­dzy ni­mi by­wa­ją nie­ostre. Ma na po­par­cie swe­go sta­no­wi­skaar­gu­ment nie do od­par­cia – Wiersz o mo­ich pra­wach Ju­ne Jor­dan, któ­ry sta­no­wi za­ra­zem ko­ło za­ma­cho­we ca­łe­go jej wy­wo­du po­świę­co­ne­go od­mień­czej prze­mo­cy wy­obra­żo­nej. Pi­sze bo­wiem Ju­ne Jor­dan:

je­stem hi­sto­rią gwał­tu

je­stem hi­sto­rią od­rzu­ce­nia te­go kim je­stem

je­stem hi­sto­rią ster­ro­ry­zo­wa­nej uwię­zie­niem

sa­mej sie­bie

je­stem hi­sto­rią ar­ty­le­ryj­skie­go sztur­mu i nie­zli­czo­nych

za­stę­pów prze­ciw­ko wszyst­kie­mu co chcę zro­bić ze swo­im umy­słem

i swo­im cia­łem i swo­ją du­szą i

czy cho­dzi o wy­cho­dze­nie no­cą

czy cho­dzi o mi­łość któ­rą czu­ję czy

cho­dzi o świę­tość mo­jej wa­gi­ny czy

świę­tość mo­ich gra­nic na­ro­do­wych

czy o świę­tość mo­ich przy­wód­ców czy o świę­tość

ab­so­lut­nie każ­de­go pra­gnie­nia

któ­re mam w swo­im oso­bi­stym i idio­syn­kra­tycz­nym

oraz bez­dy­sku­syj­nie po­je­dyn­czym i wy­jąt­ko­wym ser­cu

zo­sta­łam zgwał­co­na

bo-

wiem je­stem nie­wła­ści­wa nie­wła­ści­wej płci w nie­wła­ści­wym wie­ku

nie­wła­ści­we­go ko­lo­ru skó­ry o nie­wła­ści­wym no­sie o nie­wła­ści­wych wło­sach

o nie­wła­ści­wych po­trze­bach ma­rze­niach o nie­wła­ści­wym po­ło­że­niu

o nie­wła­ści­wym no­sze­niu się ja

ja je­stem de­fi­ni­cją gwał­tu

Wkurw Ju­ne Jor­dan, a ra­czej jej „miej­sce wkur­wu” – jak to na­zy­wa Hal­ber­stam – to szcze­gól­ny te­ren po­mię­dzy i po­za my­ślą, dzia­ła­niem, od­po­wie­dzią, ak­ty­wi­zmem, pro­te­stem, gnie­wem, stra­chem, mor­dem i od­ra­zą. Jej miej­sce wkur­wu to pod­sta­wa opo­ru:

i nie po­wiem ci kto do cho­le­ry usta­wił rze­czy w ten spo­sób

ale po­wiem ci że od te­raz mój opór

mo­je pro­ste i co­dzien­ne i co­noc­ne sta­no­wie­nie o so­bie

mo­że rów­nie do­brze kosz­to­wać cię ży­cie6.

Mój opór mo­że kosz­to­wać cię ży­cie; mo­ja od­po­wiedź mo­że uci­szyć two­je py­ta­nia; mo­je wkro­cze­nie w prze­strzeń przed­sta­wia­nia mo­że po­zba­wić cię kon­tro­li nad tym, jak je­stem przed­sta­wia­na – pi­sze Hal­ber­stam, do­da­jąc, że ten głos, któ­ry do­ma­ga się wy­słu­cha­nia, i za­war­ta w nim groź­ba to akt prze­mo­cy, któ­ra na pew­no nie ma nic wspól­ne­go z po­ko­jo­wym ak­ty­wi­zmem. Ale wiersz Ju­ne Jor­dan to nie tyl­ko miej­sce wkur­wu, to tak­że miej­sce bó­lu i sa­mot­no­ści. Bo z ta­kich miejsc mó­wią wo­jow­nicz­ki.

Va­le­rie So­la­nas po­wie­dzia­ła to, co ktoś wresz­cie mu­siał wy­po­wie­dzieć, choć zro­bi­ła jesz­cze coś wię­cej, po­peł­ni­ła zbrod­ni­czy czyn – py­ta­nie za­tem, czy jej ma­ni­fest wol­no trak­to­wać w ode­rwa­niu od czy­nu? Rze­czy­wi­ste, nie­wy­ima­gi­no­wa­ne czy­ny ma­ją tak­że cha­rak­ter przy­kła­du, we­zwa­nia, in­ter­pe­lu­ją su­mie­nia, wzy­wa­ją do so­li­dar­no­ści. Jak w przy­pad­ku Stor­mé De­La­rve­rie, któ­ra roz­po­czę­ła bunt w Stone­wall. Ma­ni­fe­sty po­prze­dzo­ne czy­na­mi po­tra­fią da­wać si­łę i ma­ją nie­po­rów­na­nie więk­szą moc. Jak ak­cje i ma­ni­fest Les­bian Aven­gers. Po­etyc­kie ma­ni­fe­sty zaś mo­gą nieść po­cie­chę i wia­rę, że uto­pia jest spo­so­bem na skrzyk­nię­cie się lu­dzi do­brej wo­li. Jak to się dzia­ło w te­atrze Ju­dith Ma­li­ny. Przy­wo­ła­ne w tym roz­dzia­le ko­bie­ty ma­ni­fe­stu­ją­ce swój gniew i opór to wo­jow­nicz­ki, któ­re pró­bo­wa­ły prze­ku­wać wła­sną bez­sil­ność, wście­kłość i roz­pacz w coś spra­wie­dli­we­go.

Przy­pi­sy

4. Wo­jow­nicz­ki

1 Sam McBe­an, Fe­mi­nism’s Queer Tem­po­ra­li­ties, Ro­utled­ge, Lon­don–New York 2016, s. 112 i 116.

2 Avi­tal Ro­nell, De­viant Pay­back: The Aims ofVa­le­rie So­la­nas, wstęp do: Va­le­rie So­la­nas, SCUM Ma­ni­fe­sto, Ver­so, Lon­don–New York 2016.

3 Fi­lip­po Tom­ma­so Ma­ri­net­ti, Ma­ni­fest fu­tu­ry­zmu, cyt. za: Chri­sta Baum­garth, Fu­tu­ryzm, przeł. Je­rzy Ta­sar­ski, Wy­daw­nic­twa Ar­ty­stycz­ne i Fil­mo­we, War­sza­wa 1978, s. 35.

4 Avi­tal Ro­nell, De­viant Pay­back: The Aims ofVa­le­rie So­la­nas, wstęp do: Va­le­rie So­la­nas, SCUM Ma­ni­fe­sto, Ver­so, Lon­don–New York 2016.

5 Ju­dith Hal­ber­stam, Ima­gi­ned Vio­len­ce/Queer Vio­len­ce: Re­pre­sen­ta­tion, Ra­ge, and Re­si­stan­ce,„So­cial Text”, no. 37, Win­ter 1993, s. 187.

6 Ju­ne Jor­dan, Po­em Abo­ut My Ri­ghts , w: Di­rec­ted By De­si­re: The Col­lec­ted Po­ems of Ju­ne Jor­dan, Cop­per Ca­ny­on Press, Port Town­send 2005, przeł. Ol­ga Byr­ska.

Re­dak­cja: Ka­ta­rzy­na Szot­kow­ska-Bey­lin

Współ­pra­ca przy wy­bo­rze i po­zy­ska­niu zdjęć: Me­agan Down

Ko­rek­ta: Pau­li­na Le­nar, Ewa Ślu­sar­czyk

In­deks: Ma­ja Gań­czar­czyk

Pro­jekt gra­ficz­ny: Prze­mek Dę­bow­ski

Kon­wer­sja do for­ma­tów EPUB i MO­BI: Mał­go­rza­ta Wi­dła

Zdję­cie na okład­ce: Char­les Lu­dlam za ku­li­sa­mi spek­ta­klu Ga­las w The Ri­di­cu­lo­us The­atri­cal Com­pa­ny, 1984. Fot. Pe­ter Hu­jar © 1987 The Pe­ter Hu­jar Ar­chi­ve LLC. Co­ur­te­sy The Pe­ter Hu­jar Ar­chi­ve, Pa­ce Gal­le­ry, New York and Fra­en­kel Gal­le­ry, San Fran­ci­sco

Co­py­ri­ght for the text © Jo­an­na Kra­kow­ska 2020

Co­py­ri­ght for this edi­tion © Mu­zeum Sztu­ki No­wo­cze­snej w War­sza­wie & Wy­daw­nic­two Ka­rak­ter, 2020

145. książ­ka wy­daw­nic­twa Ka­rak­ter

ISBN 978-83-66147-65-2

Wy­daw­nic­two Ka­rak­ter

ul. Gra­bow­skie­go 13/1, 31-126 Kra­ków, ka­rak­ter.pl

Mu­zeum Sztu­ki No­wo­cze­snej w War­sza­wie

ul. Pań­ska 3, 00-124 War­sza­wa, art­mu­seum.pl