Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Podwójna Noblistka. Pierwsza kobieta-profesor na Sorbonie. A przy tym człowiek o niezwykłej skromności.
„O moim życiu i pracach” to autobiograficzna opowieść Marii Skłodowskiej-Curie – naukowczyni, która własnym uporem przesunęła granice poznania. Bez patosu i bez mitologizowania siebie pokazuje drogę od lat studenckich i biedy, przez pierwsze badania w prowizorycznych warunkach, aż po odkrycia, które zmieniły naukę i medycynę.
To książka o pracy rozumianej dosłownie: o laboratorium, metodzie, cierpliwości, błędach i cenie, jaką płaci się za konsekwencję. A zarazem o życiu – prywatnym, kruchym, naznaczonym stratą, ale nieprzerwanym wiernością wobec prawdy i faktów.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 62
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Chwilę, w której Zarząd Miasta Warszawy uczcił Marię Skłodowską-Curie, stawiając jej pomnik na placu nazwanym jej imieniem, Towarzystwo Instytutu Radowego, przez nią powołane do życia, uważa za najodpowiedniejszą na wydanie niniejszej książki.
Zawiera ona autobiografię Wielkiej Uczonej, wydaną po angielsku w Nowym Jorku w 1923 roku. Nie publikowaliśmy jej dotąd, ponieważ Maria Skłodowska-Curie pozwoliła wydać swoją autobiografię po polsku dopiero po swojej śmierci.
Autobiografia ta zawiera piękne i cenne myśli dotyczące istotnych wartości moralnych, społecznych i naukowych. Odzwierciedla się w nich ofiarne życie Marii i Piotra Curie – tej niepospolitej pary uczonych, którym świat zawdzięcza jedno z największych odkryć współczesności.
Towarzystwo Instytutu Radowego im. Marii Skłodowskiej-Curie sądzi, że oddaje istotną usługę polskiemu społeczeństwu, wydając niniejszą książkę.
Po przedwczesnym zgonie Wielkiej Uczonej Towarzystwo Instytutu Radowego jej imienia tym gorliwiej pracuje nad doprowadzeniem do końca jej koncepcji Instytutu Radowego, do których przywiązywała dużą wagę i których urzeczywistnieniu poświęciła wiele wysiłku. Od 1932 roku funkcjonuje już dział lekarski Instytutu. Obecnie, mimo licznych trudności natury materialnej, Towarzystwo dąży do uruchomienia pracowni naukowo-badawczych, które są niezbędne, aby dzieło powołane do życia przez Marię Skłodowską-Curie było godne jej imienia.
Towarzystwo Instytutu Radowegoim. Marii Skłodowskiej-Curie
Maria Skłodowska-Curie (1911)
Moi amerykańscy przyjaciele prosili mnie, żebym napisała historię mojego życia. Myśl ta wydała mi się z początku dziwaczna, lecz ustąpiłam namowom. Nie mogłabym jednak ująć swojej biografii jako całkowitego wyrazu uczuć osobistych lub szczegółowego opisu wszystkich zapamiętanych rzeczy. Wiele z naszych uczuć zmienia się z biegiem lat, płowieje i może wydawać się zupełnie obcymi; wypadki tracą swoją chwilową wartość i mogą występować w pamięci, jakby dotyczyły jakiejś innej osoby. Ale w życiu może być pewien kierunek ogólny, pewna ciągła nić, zależna od niewielu idei przewodnich, niewielu mocnych uczuć, które tłumaczą życie i określają daną osobowość ludzką. Z mojego życia, które na ogół nie było łatwe, wybrałam tylko główny nurt i zasadnicze rysy, sądząc, że wystarczy to do zrozumienia stanu ducha, w jakim żyłam i pracowałam.
Moja rodzina jest polska, a moje nazwisko rodowe to Skłodowska. Rodzice pochodzą z drobnej szlachty polskiej. W mojej ojczyźnie ta klasa społeczna składa się z wielkiej liczby często spokrewnionych ze sobą właścicieli małych i średnich posiadłości ziemskich. Do niedawna z tego właśnie źródła rekrutowała się głównie polska inteligencja.
Dziad mój ze strony ojca pierwszy opuścił rolę i poświęcił się zawodowi pedagogicznemu, który wykonywał przeważnie na prowincji, ostatnio na stanowisku dyrektora gimnazjum w Lublinie. Mój ojciec, Władysław, po ukończeniu uniwersytetu w Petersburgu (zabór rosyjski pozbawiony był wtedy szkół wyższych) pracował w Warszawie jako nauczyciel fizyki i matematyki w rządowych szkołach średnich, a po części także prywatnych. Poślubił Bronisławę Boguską, kobietę, której sposób życia mu odpowiadał, ponieważ chociaż była jeszcze bardzo młoda, posiadała gruntowne jak na owe czasy wykształcenie i była przełożoną jednej z najlepszych szkół dla dziewcząt w Warszawie. Oboje gorąco kochali swój zawód i zostawili trwałą pamięć wśród uczniów i uczennic w całym kraju. Do dziś, ilekroć jestem w Polsce, spotykam osoby mówiące z rozczuleniem o moich rodzicach.
Chociaż rodzice wyszli z wiejskiego otoczenia, nie zaniedbali bliskich stosunków z liczną rodziną, która pozostała na wsi. Dzięki temu często spędzałam wakacje u krewnych na prowincji, korzystając z pełnej swobody i mając sposobność poznać życie wiejskie, które silnie mnie pociągało. Tym właśnie warunkom, tak różnym od zwykłego wakacyjnego wypoczynku, zawdzięczam, jak sądzę, przywiązanie do wsi i przyrody.
Urodziłam się w Warszawie 7 listopada 1867 roku jako ostatnie z pięciorga dzieci. Ponieważ jednak najstarsza siostra zmarła wcześnie, w piętnastym roku życia, pozostało nas czworo: trzy siostry i brat. Ciężko dotknięta stratą córki i wyczerpana długą chorobą płucną matka umarła w wieku czterdziestu dwóch lat, pozostawiając męża z dziećmi w najgłębszym smutku. Miałam wtedy dopiero dziewięć lat, a mój najstarszy brat zaledwie trzynaście. Cios ten był pierwszym ciężkim zmartwieniem mojego życia i pogrążył mnie w głębokiej rozpaczy.
Nasza matka była osobą niezwykłą. Obok wybitnej inteligencji miała wielkie serce i niezłomne poczucie obowiązku. Mimo nieskończonej wyrozumiałości i dobroci cieszyła się w rodzinie wysokim autorytetem moralnym. Była bardzo pobożna (oboje rodzice należeli do Kościoła katolickiego), ale zarazem tolerancyjna: różnice wiary nie mąciły jej duszy; była równie wyrozumiała dla tych, którzy nie podzielali jej poglądów. Jej wpływ na mnie był nadzwyczajny, ponieważ oprócz naturalnej miłości do matki łączył się z nim namiętny podziw.
Wielce przygnębiony śmiercią żony ojciec poświęcił się całkowicie swojej pracy i trosce o nasze wychowanie. Obowiązki zawodowe zostawiały mu jednak mało wolnego czasu. Przez wiele lat wszyscy odczuwaliśmy ciężar utraty tej, która była duszą domowego ogniska.
Wszyscy rozpoczęliśmy naukę bardzo młodo. Ja miałam zaledwie sześć lat, a jako najmłodszą i najmniejszą w klasie często wywoływano mnie do wystąpień podczas różnych wizytacji. Była to ciężka próba z powodu mojej nieśmiałości. Zawsze pragnęłam uciec i schować się.
Ojciec nasz był doskonałym wychowawcą, bardzo interesował się naszą pracą i umiał nią pokierować, ale warunki edukacji były trudne. Ja i siostry rozpoczęłyśmy naukę w szkołach prywatnych, a kończyłyśmy ją w rządowych. Warszawa była wtedy pod panowaniem rosyjskim, którego jedną z najgroźniejszych stron był ucisk wywierany na szkołę i dziecko. Szkoły prywatne, prowadzone przez Polaków, były pilnie śledzone przez policję i przeciążone narzuconą nauką języka rosyjskiego, nawet dla dzieci, które zaledwie potrafiły mówić po polsku. Mimo to, ponieważ prawie cały personel nauczycielski był polski, starał się on na wszelki możliwy sposób łagodzić trudności spowodowane prześladowaniem narodowym.
Szkoły prywatne nie mogły jednak wydawać prawomocnych dyplomów, które stanowiły wyłączny przywilej szkół rządowych; te zaś, całkowicie zrusyfikowane, miały cele zupełnie niezgodne z polskim duchem narodowym. Wszystkie przedmioty wykładane były po rosyjsku, przeważnie przez Rosjan, wrogo nastrojonych względem Polaków i w ten sam sposób odnoszących się do swoich uczniów. Nauczyciele Rosjanie o wyższym poziomie intelektualnym i moralnym tylko z konieczności godzili się przyjmować posady w szkołach, w których wymuszano na nich postępowanie przeciwne ich zasadom. Stąd wartość nauki była nader wątpliwa, a atmosfera w szkole wprost nie do wytrzymania.
Dzieci, wiecznie podejrzewane i szpiegowane, wiedziały, że jedna polska rozmowa albo nieostrożne słowo mogły poważnie zaszkodzić nie tylko im samym, lecz także ich rodzinom. W wrogim otoczeniu traciły one całą radość życia, a przedwczesne uczucie nieufności i oburzenia przytłaczało jak zmora ich dzieciństwo. Z drugiej strony tak nienormalne warunki rozwoju podniecały uczucia patriotyczne polskiej młodzieży w najwyższym stopniu.
A jednak z tego okresu wczesnej młodości, zachmurzonego przez żałobę i smutek ucisku, do dziś przechowuję nie jedno radosne wspomnienie. W nasze spokojne i pracowite życie odwiedziny krewnych i przyjaciół wnosiły nieco weselszych promieni.
Ojciec nasz bardzo interesował się literaturą i posiadał znajomość polskiej i obcej poezji. Sam nawet pisał wiersze i dobrze tłumaczył je z innych języków. Jego krótkie rymy okolicznościowe budziły w nas zachwyt. W sobotnie wieczory miał zwyczaj mówić nam z pamięci albo też odczytywać arcydzieła polskiej poezji i prozy. Te wieczory sprawiały nam wielką przyjemność i pobudzały nasze uczucia patriotyczne.
Miałam od dzieciństwa silny pociąg do poezji i chętnie uczyłam się na pamięć długich nieraz utworów lub urywków z naszych wielkich poetów, z których do najbardziej ulubionych należeli Mickiewicz, Krasiński i Słowacki. Pociąg ten rozwinął się jeszcze bardziej, kiedy nabrałam wprawy w językach obcych; wcześnie zaś zaczęłam uczyć się francuskiego, niemieckiego i rosyjskiego. Szybko zasmakowałam w literaturze pięknej tych języków. Później odczułam potrzebę nauki angielskiego i udało mi się poznać ten język i jego literaturę.
Muzyki uczyłam się bardzo niewiele. Matka nasza była muzykalna i miała ładny głos. Pragnęła, żebyśmy poznały muzykę. Lecz po jej śmierci, pozbawiona zachęty z jej strony, szybko zaniedbałam ten wysiłek, czego później niejednokrotnie żałowałam.
