Nikt nie odejdzie od stołu - Łukasz Nester - ebook

Nikt nie odejdzie od stołu ebook

Łukasz Nester

3,0

Opis

Sześcioro przyjaciół. Sześć pionków. Siedem kart postaci. Jedna rozgrywka, której nie da się przerwać.

Piętnaście lat temu Lena zniknęła podczas burzliwej nocy w domu nad jeziorem. Jej przyjaciele rozjechali się, próbując zapomnieć o wydarzeniach, które na zawsze odmieniły ich życie. Żadne z nich nie powiedziało wtedy całej prawdy.

Teraz otrzymują tajemnicze zaproszenia i ponownie spotykają się w miejscu, z którego Lena nigdy nie wróciła. Na stole czeka plansza do gry stworzonej przez nich w młodości. Obok niej leżą pionki, karty postaci i instrukcja zawierająca zasady, których nie wolno złamać.

Nie mogą odejść od stołu. Nie mogą odmówić odpowiedzi. Każda runda zmusza jednego z graczy do ujawnienia sekretu. Każde kłamstwo przesuwa czarny pionek. A osoba wyeliminowana z rozgrywki znika naprawdę.

Kiedy dom zostaje odcięty od świata, przyjaciele zaczynają rozumieć, że ktoś zna każdy szczegół tamtej nocy. Ktoś ich obserwuje, steruje kolejnymi ruchami i zamierza doprowadzić partię do końca.

Aby przetrwać, muszą odkryć, co wydarzyło się nad jeziorem. Problem w tym, że prawda może okazać się groźniejsza niż sama gra.

„Nikt nie odejdzie od stołu” to mroczny thriller psychologiczny o winie, pamięci i sekretach, które po latach wracają po swoich właścicieli. Klaustrofobiczna atmosfera, zamknięty krąg podejrzanych i rozgrywka, w której każdy ruch przybliża bohaterów do odpowiedzi na najważniejsze pytanie.

Kto porusza czarnym pionkiem?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 181

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
3,0 (1 ocena)
0
0
1
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.


Kolekcje



Łukasz Nester

Nikt nie odejdzie od stołu

thriller psychologiczny

Nota wydawnicza

© 2026 Łukasz Nester

Wszelkie prawa zastrzeżone.

Wydanie elektroniczne, 2026

Niniejsza publikacja jest utworem fikcyjnym. Postacie, nazwy, miejsca i wydarzenia są wytworem wyobraźni autora albo zostały wykorzystane w sposób fikcyjny.

Prolog

Ostatnia rozgrywka

Czarny pionek nie należał do nikogo.

Przynajmniej tak wynikało z instrukcji, którą Maja przepisała tego popołudnia do granatowego notesu. Sześć jasnych pionków miało reprezentować graczy siedzących przy stole. Czarny pozostawał poza planszą, dopóki któryś z uczestników nie złamał jednej z najważniejszych zasad.

Nie kłam.

Nie opuszczaj stołu.

Nie ukrywaj karty.

Maja przeczytała je jeszcze raz, a potem spojrzała na Lenę. Przyjaciółka siedziała po przeciwnej stronie stołu i obracała czarny pionek między palcami. Robiła to od kilku minut, jakby na coś czekała.

Za oknami domu nad jeziorem szalała burza. Deszcz spływał po szybach szerokimi strumieniami, a wiatr uginał gałęzie drzew rosnących przy brzegu. Światło wiszącej nad stołem lampy drżało przy każdym uderzeniu pioruna.

Był ostatni piątek sierpnia. Za kilka tygodni mieli rozjechać się na studia, rozpocząć nowe życie i zostawić miasteczko, w którym każdy wiedział o nich więcej, niż powinien. Dzisiejsza rozgrywka miała być pożegnaniem. Ostatnim testem gry tworzonej przez Maję i Lenę przez niemal dwa lata.

Przy stole siedziało siedem osób.

Maja, Lena, Adam, Klara, Paweł, Oskar i Sara.

Jeszcze kilka miesięcy wcześniej wydawało im się, że nic nie zdoła ich rozdzielić. Teraz unikali swoich spojrzeń, a cisza między kolejnymi turami stawała się coraz cięższa.

„Czy możemy wreszcie zacząć?” zapytał Paweł.

Sięgnął po butelkę stojącą przy jego krześle, ale Adam odsunął ją poza zasięg jego dłoni.

„Wypiłeś wystarczająco dużo.”

„Nie jesteś moim ojcem.”

„Na szczęście.”

Paweł parsknął śmiechem, lecz w jego oczach nie było rozbawienia. Od kilku tygodni reagował agresją na każdą uwagę. Maja próbowała wmówić sobie, że to tylko napięcie związane z wyjazdem. Wiedziała jednak, że pomiędzy nim, Oskarem i Klarą wydarzyło się coś, o czym reszta grupy nie miała usłyszeć.

Lena położyła czarny pionek obok planszy.

„Została ostatnia runda.”

Klara odsunęła jasne włosy z twarzy. Srebrna bransoletka na jej nadgarstku uderzyła o szklankę, wydając cichy metaliczny dźwięk.

„Mówiłaś to dwie rundy temu.”

„Tamte były częścią testu. Ta jest częścią gry.”

„Nie rozumiem różnicy.”

„Za chwilę zrozumiesz.”

Maja przyjrzała się przyjaciółce. Lena była blada, ale jej ruchy pozostawały spokojne i precyzyjne. Wyjęła z kieszeni talię kart przewiązaną czarną wstążką. Maja nigdy wcześniej ich nie widziała.

„Co to jest?” zapytała.

„Nowe zakończenie.”

„Nie ustalałyśmy żadnego nowego zakończenia.”

„Właśnie dlatego będzie uczciwe.”

Lena rozdała każdemu po jednej karcie. Maja otrzymała Świadka. Adam Obrońcę. Sara Tchórza. Oskar Pomocnika. Paweł Kłamcę. Klara odwróciła swoją kartę tak szybko, że nikt nie zdążył zobaczyć widniejącego na niej słowa.

Przed Leną nie leżała żadna karta.

„A twoja rola?” zapytał Adam.

Lena wskazała czarny pionek.

„Ja obserwuję.”

Gdzieś na piętrze zaskrzypiała podłoga. Wszyscy na chwilę zamilkli, lecz Lena nawet nie podniosła głowy. Jej młodszy brat miał spać w pokoju na końcu korytarza. Dom był stary, a podczas burzy wydawał dziesiątki podobnych odgłosów.

„Zasady są proste” powiedziała Lena. „Każdy odpowiada na jedno pytanie. Jeżeli wszyscy powiedzą prawdę, gra się kończy.”

„A jeśli ktoś skłamie?” zapytała Sara.

Lena przesunęła czarny pionek na pierwsze pole planszy.

„Wtedy zaczynam mówić ja.”

Paweł opadł na oparcie krzesła.

„To ma być gra czy przesłuchanie?”

„To zależy od tego, ile masz do ukrycia.”

Na twarzy Pawła pojawił się grymas. Oskar nerwowo potarł dłonie. Klara pozostawała nieruchoma, ale Maja zauważyła, że palce jej prawej dłoni zacisnęły się wokół karty.

Lena zaczęła od Sary.

Pytała o drobne rzeczy. O pocałunek z chłopakiem przyjaciółki. O wiadomość wysłaną z cudzego telefonu. O plotkę, która doprowadziła do rozpadu jednej ze szkolnych przyjaźni. Sara odpowiadała cicho, ze wzrokiem utkwionym w planszy.

Później przyszła kolej na Adama. Musiał przyznać, że przeczytał wiadomości Mai bez jej wiedzy. Oskar wyznał, że włamał się do szkolnego systemu i zmienił wyniki próbnego egzaminu. Paweł odmówił udzielenia odpowiedzi na swoje pytanie.

Lena przesunęła czarny pionek o kolejne pole.

„Nie odpowiedziałem, ale też nie skłamałem” powiedział.

„Unikanie prawdy jest rodzajem kłamstwa.”

„Według ciebie.”

„Według instrukcji.”

Paweł zerwał się z krzesła. Stół zadrżał, a kilka pionków przewróciło się na planszę.

„Mam dość tej zabawy.”

„Nie możesz odejść przed końcem rundy.”

„Patrz, jak odchodzę.”

Lena wyjęła z kieszeni niewielki dyktafon i położyła go na stole.

Paweł znieruchomiał.

Maja spojrzała na urządzenie, a potem na pozostałych. Oskar pobladł. Klara powoli wypuściła powietrze.

„Co tam jest?” zapytała Sara.

„Dowód.”

„Na co?”

Lena przesunęła wzrok po twarzach przyjaciół. Gdy spojrzała na Klarę, srebrna bransoletka ponownie uderzyła o krawędź szklanki.

„Jedna z osób przy tym stole zrobiła coś, czego nie da się cofnąć” powiedziała. „Pozostali pomogli jej to ukryć albo udawali, że niczego nie zauważyli.”

„Nie wiesz, o czym mówisz” odezwała się Klara.

„Wiem znacznie więcej, niż ci się wydaje.”

„Chcesz nas przestraszyć?”

„Chcę usłyszeć prawdę.”

Klara podniosła się. Tym razem metaliczny dźwięk bransoletki zabrzmiał głośniej.

„Usuń nagranie.”

„Nie.”

„Lena, posłuchaj mnie. Nie masz pojęcia, co możesz zniszczyć.”

„Mam bardzo dobre pojęcie.”

„Wszystko źle zrozumiałaś.”

„W takim razie wyjaśnisz to policji.”

Słowo zawisło nad stołem. Nawet burza na chwilę ucichła, jakby dom również czekał na odpowiedź.

Maja popatrzyła na Adama. Spodziewała się, że zareaguje, lecz on siedział bez ruchu. Paweł spoglądał na drzwi. Oskar nie odrywał wzroku od dyktafonu.

„Dokończmy grę” powiedział w końcu. „Nie musimy robić niczego głupiego.”

„Gra jest skończona” odpowiedziała Lena.

Zabrała dyktafon i czarny pionek. Następnie wyszła z pokoju, pozostawiając swoją kartę na stole.

Przez kilka sekund nikt się nie poruszył.

Później wszyscy zaczęli mówić jednocześnie. Paweł oskarżał Lenę o szantaż. Sara chciała za nią pójść. Oskar przekonywał, że najpierw powinni ustalić, co znajduje się na nagraniu. Klara stała przy oknie i obserwowała ciemny ogród.

Maja zamknęła granatowy notes. Miała wrażenie, że jeśli zostanie przy stole choć minutę dłużej, usłyszy coś, czego nie będzie potrafiła zapomnieć.

„Wracam do domu” powiedziała.

Adam chciał ją odprowadzić, ale odmówiła. Mieszkała niespełna kwadrans drogi od jeziora. Deszcz osłabł, a leśna ścieżka była dobrze widoczna w świetle księżyca.

Dopiero przy furtce zorientowała się, że zostawiła na stole notes z pełną instrukcją gry.

Zawahała się. Mogła wrócić po niego rano, lecz Lena zamierzała iść na policję. Jeśli funkcjonariusze pojawią się w domu, znajdą pytania, odpowiedzi i sekrety zapisane podczas wcześniejszych rozgrywek.

Maja nie chciała, aby ktokolwiek je przeczytał.

Odczekała kilka minut, a potem zawróciła.

Nie weszła głównymi drzwiami. Okrążyła dom i skierowała się do wejścia prowadzącego przez kuchnię. Wtedy zobaczyła Lenę.

Stała na pomoście, zwrócona twarzą do jeziora. W jednej dłoni trzymała dyktafon. W drugiej czarny pionek.

Maja chciała ją zawołać, ale pomiędzy drzewami dostrzegła drugą sylwetkę. Ktoś szedł w stronę pomostu, ostrożnie stawiając kroki na mokrej trawie.

Nie widziała twarzy tej osoby. Zobaczyła jedynie odbicie światła na czymś metalowym. Po chwili usłyszała znajomy, delikatny dźwięk.

Jak bransoletka uderzająca o szkło.

Maja cofnęła się w cień.

Powinna była podejść. Powinna zawołać Adama albo Sarę. Zamiast tego weszła do domu, zabrała notes i wyszła kuchennymi drzwiami.

Kiedy oddalała się od jeziora, usłyszała krzyk.

Jeden krótki dźwięk, natychmiast zagłuszony przez grzmot.

Nie wróciła.

O świcie zadzwoniła Sara. Lena zniknęła. Jej telefon został w pokoju, kurtka wisiała przy drzwiach, a łóżko było nietknięte.

Na pomoście nie znaleźli dyktafonu ani śladów krwi. Jezioro było spokojne. Deszcz zmył odciski z desek i ścieżki prowadzącej do domu.

Maja weszła do salonu jako ostatnia.

Jasne pionki leżały rozsypane w otwartym pudełku. Karty zniknęły. Na środku planszy stał tylko czarny pionek, chociaż poprzedniej nocy Lena zabrała go ze sobą.

Nikt nie przyznał, że go tam postawił.

Przy stole siedziało wcześniej siedem osób.

Od tego ranka wszyscy mieli pamiętać, że było ich tylko sześć.

Część pierwsza

Zasady

Rozdział 1

Pudełko bez nadawcy

Maja Radecka potrafiła rozpoznać złą grę po pierwszych dziesięciu minutach.

Zbyt wiele zasad. Zbyt mało decyzji. Pozorna swoboda, która w rzeczywistości prowadziła wszystkich graczy dokładnie tą samą drogą. Najgorsze były jednak gry próbujące ukryć swoje braki pod efektowną oprawą. Grube pudełko, lakierowane elementy, ciężkie pionki i instrukcja wydrukowana na papierze, który miał pachnieć luksusem.

Dobra gra nie potrzebowała takich sztuczek. Wystarczała jej jedna prosta zasada, która po każdym ruchu nabierała nowego znaczenia.

Maja powtarzała to od lat podczas spotkań z młodymi projektantami. Powiedziała również tego ranka, siedząc w sali konferencyjnej wydawnictwa i przesuwając po stole prototyp gry, nad którą jej zespół pracował od czterech miesięcy.

„Gracz musi mieć poczucie, że sam podejmuje decyzję” powiedziała. „Nawet jeśli od początku prowadzimy go do miejsca, które dla niego wybraliśmy.”

Siedzący naprzeciwko niej grafik spojrzał na planszę.

„Czyli powinien wiedzieć, dokąd zmierza, czy nie?”

„Powinien wierzyć, że wie.”

Pozostali zapisali jej słowa, choć większość słyszała je już wcześniej. Maja zauważyła to i zamknęła notes. Spotkanie trwało zbyt długo, a nowa gra wciąż nie miała tego, czego szukała. Napięcia pojawiającego się przy stole, kiedy zwykły ruch pionka mógł zmienić relacje pomiędzy graczami.

Przed piętnastoma laty potrafiła tworzyć takie mechanizmy bez wysiłku.

Teraz potrzebowała miesięcy prób, obliczeń i testów.

„Wrócimy do tego jutro” powiedziała. „Na dziś wystarczy.”

Uczestnicy spotkania zaczęli zbierać materiały. Maja została przy stole, przekładając karty i próbując zrozumieć, dlaczego każda z nich wydawała jej się martwa.

„Przyszła do ciebie przesyłka.”

Podniosła głowę. W drzwiach stała Alicja, jej asystentka. Trzymała duże, prostokątne pudełko owinięte szarym papierem.

„Od kogo?”

„Nie ma nadawcy.”

„Kurier?”

„Zostawił ją w recepcji. Powiedział, że została opłacona z góry.”

Maja spojrzała na przesyłkę. Nie oczekiwała żadnych prototypów. Wszystkie materiały trafiały najpierw do działu projektowego, gdzie sprawdzano ich zawartość i rejestrowano dane autorów.

„Połóż ją na biurku.”

Alicja nie ruszyła się.

„Sprawdziłam list przewozowy. Jest na nim tylko twoje nazwisko.”

„Może ktoś wysłał prezent.”

„Albo bombę.”

„W takim razie mam nadzieję, że przynajmniej będzie dobrze zaprojektowana.”

Alicja uśmiechnęła się, lecz nie wyglądała na przekonaną. Weszła do gabinetu Mai i położyła przesyłkę na biurku.

„Mam wezwać ochronę?”

„Nie. Zajmę się tym.”

Kiedy została sama, Maja przez kilka minut patrzyła na paczkę przez szklaną ścianę sali konferencyjnej. Papier nie nosił śladów transportu. Nie był zgnieciony ani zabrudzony. Ktoś zapakował pudełko z precyzją, której nie spodziewałaby się po przypadkowym nadawcy.

Maja podeszła bliżej.

Jej nazwisko zapisano czarnym atramentem. Litery były równe i pochylone lekko w prawo. Nie rozpoznała charakteru pisma, ale sposób zapisywania dużej litery M wywołał nieprzyjemne ukłucie gdzieś pod żebrami.

Przez chwilę widziała granatowy notes, mokry pomost i czarny pionek stojący pośrodku planszy.

Odsunęła wspomnienie.

Zabrała przesyłkę do domu.

Przez całą drogę leżała na tylnym siedzeniu samochodu. Maja zerkała na nią w lusterku, jakby spodziewała się, że pudełko zmieni położenie albo zacznie wydawać dźwięki.

Mieszkała na ostatnim piętrze apartamentowca w centrum Warszawy. Wybrała to miejsce ze względu na duże okna, ciszę i widok, który nie zawierał ani jednego jeziora. Gdy wprowadziła się tutaj sześć lat wcześniej, agent nieruchomości zachwycał się tarasem. Maja zwróciła uwagę wyłącznie na elektroniczne zamki i całodobową ochronę.

Postawiła paczkę na kuchennym stole. Zdjęła płaszcz, nalała sobie wody i przez kilka minut chodziła po mieszkaniu, wykonując czynności, które nie miały żadnego celu. Sprawdziła wiadomości. Podlała roślinę. Włączyła światło w salonie, choć na zewnątrz nie zdążyło jeszcze zrobić się ciemno.

Pudełko czekało.

W końcu przyniosła nożyczki i przecięła sznurek.

Pod szarym papierem znajdowała się czarna drewniana skrzynka. Jej powierzchnię pokrywał matowy lakier. Na wieku nie umieszczono tytułu ani nazwiska autora. Widniał tam jedynie wytłoczony okrąg z siedmioma niewielkimi punktami.

Sześć rozmieszczono przy krawędzi.

Siódmy znajdował się w środku.

Maja poczuła, że robi jej się zimno.

Nie otworzyła pudełka. Cofnęła się i oparła dłoń o kuchenny blat. Symbol był zbyt prosty, aby mógł stanowić dowód. Koło i siedem punktów pojawiały się w dziesiątkach gier. Mogły oznaczać graczy, planety, miasta albo etapy rozgrywki.

Jednak Maja wiedziała, co przedstawiały.

Krąg kłamców.

Tak nazwały grę razem z Leną. Tytuł wymyśliły podczas jednej z wielu nocy spędzonych nad planszą w domu nad jeziorem. Nigdy nie opublikowały projektu ani nie pokazały go żadnemu wydawnictwu. Istniał tylko jeden ręcznie wykonany egzemplarz.

Po zaginięciu Leny został zabezpieczony przez policję.

Maja nie widziała go od piętnastu lat.

Wyjęła telefon i zrobiła zdjęcie pudełka. Chciała wysłać je Alicji, ale zrezygnowała. Asystentka nie znała tej historii. Większość ludzi pracujących z Mają nie wiedziała, że jako nastolatka uczestniczyła w jednym z najgłośniejszych zaginięć w regionie.

Przez kilka tygodni lokalne gazety publikowały zdjęcie Leny na pierwszych stronach. Później sprawę wypierały kolejne wydarzenia. Po roku wspominano o niej już tylko w rocznicę zaginięcia. Po pięciu latach pojawił się reportaż telewizyjny. Po dziesięciu ktoś nagrał serię materiałów poświęconych nierozwiązanym sprawom.

Nigdy nie odnaleziono ciała.

Nie ustalono, co wydarzyło się nad jeziorem.

Maja dotknęła metalowego zapięcia skrzynki.

W środku znajdowała się plansza.

Nie przypominała amatorskiego projektu zrobionego z kartonu i pomalowanego markerami. Była profesjonalnie wykonana, składana i pokryta płótnem. Ktoś odtworzył każdy szczegół pierwotnej gry, a potem nadał mu formę produktu gotowego do sprzedaży.

Na środku widniał plan starego domu nad jeziorem. Wokół niego prowadziła ścieżka podzielona na pola. Maja pamiętała znaczenie każdego symbolu.

Oko oznaczało obserwację.

Zamknięte usta oznaczały milczenie.

Dłoń wskazywała na współudział.

Czarny krąg oznaczał kłamstwo.

Pod planszą znajdowało się sześć jasnych pionków i jeden czarny. Były cięższe niż te z pierwotnej wersji, wykonane prawdopodobnie z metalu. Maja podniosła jeden z nich. Na podstawie wygrawerowano niewielką literę.

M.

Upuściła pionek do przegródki.

Sięgnęła po następny.

A.

Kolejne oznaczono literami K, P, O oraz S.

Nie musiała zastanawiać się, do kogo należały.

Maja. Adam. Klara. Paweł. Oskar. Sara.

Czarny pionek nie miał żadnego oznaczenia.

W pudełku znajdowały się również karty. Każda była odwrócona rewersem do góry. Maja nie chciała ich dotykać, ale po chwili wzięła pierwszą z talii.

Na awersie znajdowało się jedno słowo.

Świadek.

To samo, które otrzymała podczas ostatniej rozgrywki.

Odłożyła kartę i zamknęła oczy. Przez piętnaście lat przekonywała samą siebie, że szczegóły tamtej nocy zatarły się w jej pamięci. Niektóre naprawdę stały się niewyraźne. Twarze mieszały się z cieniami, a wypowiedziane zdania zmieniały brzmienie.

Jednego wspomnienia nie zdołała jednak usunąć.

Krzyk dochodzący od strony jeziora.

Maja otworzyła oczy i odsunęła talię. Pod kartami leżał niewielki mosiężny klucz. Był ciężki, pociemniały i pokryty drobnymi zarysowaniami.

Rozpoznała go od razu.

Pasował do bocznych drzwi domu nad jeziorem.

Pod kluczem znajdowała się koperta. Maja wyjęła ją ostrożnie. Na papierze nie zapisano jej nazwiska. W środku znalazła pojedynczą kartkę złożoną na pół.

Tekst wydrukowano prostą czarną czcionką.

„Piętnaście lat temu przerwaliście rozgrywkę.

Jutro o godzinie dziewiętnastej dokończycie ją w domu nad jeziorem.

Nikt nie odejdzie od stołu, dopóki gra się nie skończy.”

Maja przeczytała wiadomość trzy razy.

Następnie sprawdziła wnętrze koperty, spód pudełka i wszystkie przegródki. Nie znalazła podpisu ani informacji pozwalającej ustalić nadawcę.

Wstała od stołu i podeszła do okna. Miasto w dole wyglądało spokojnie. Samochody przesuwały się wzdłuż ulic, światła zapalały się w kolejnych budynkach, a ludzie wracali do mieszkań, w których czekały na nich zwyczajne problemy.

Maja ścisnęła telefon.

Przez lata unikała kontaktu z pozostałymi. Sarę widziała ostatni raz cztery lata temu podczas przypadkowego spotkania na lotnisku. Oskar wysłał jej kiedyś gratulacje po otrzymaniu branżowej nagrody. Paweł kilka razy zapraszał ją do znajomych w serwisie społecznościowym.

Z Klarą nie rozmawiała od dnia zakończenia śledztwa.

Adam był jedyną osobą, której numer wciąż przechowywała w telefonie.

Wybrała go, zanim zdążyła zmienić zdanie.

Odebrał po czwartym sygnale.

„Maja?”

Sposób, w jaki wypowiedział jej imię, sprawił, że na moment zabrakło jej głosu. Nie brzmiał na zaskoczonego. Raczej jak człowiek, który od dawna wiedział, że pewnego dnia ten telefon zadzwoni.

„Dostałam przesyłkę.”

Po drugiej stronie zapadła cisza.

Maja spojrzała na otwarte pudełko.

„Adam?”

„Ja też.”

„Kiedy?”

„Dziś rano.”

„Dlaczego do mnie nie zadzwoniłeś?”

„Nie wiedziałem, czy pozostali też je dostali.”

„Mogłeś zapytać.”

„Przez piętnaście lat żadne z nas nie zadawało pytań.”

Maja zacisnęła palce na telefonie.

„To nie jest dobry moment na rozliczenia.”

„Nie sądzę, żebyśmy mieli wpływ na wybór momentu.”

Usłyszała szelest, jakby Adam przesuwał coś po stole.

„Otworzyłeś pudełko?” zapytała.

„Tak.”

„Masz planszę?”

„Tak.”

„Pionki z inicjałami?”

„Też.”

„Klucz?”

Adam ponownie zamilkł.

„Mam klucz” odpowiedział w końcu. „I zaproszenie.”

Maja wróciła do stołu.

„Kto mógł to zrobić?”

„Ktoś, kto znał projekt.”

„Policja miała jedyny egzemplarz.”

„Nie jedyny.”

Spojrzała na czarny pionek.

„O czym mówisz?”

„Ty miałaś notes.”

Maja poczuła napięcie w karku.

„Skąd o nim wiesz?”

„Widziałem, jak po niego wróciłaś.”

Słowa uderzyły w nią mocniej, niż się spodziewała.

„Nie mogłeś mnie widzieć.”

„A jednak widziałem.”

Maja odwróciła się od okna, choć w mieszkaniu nie było nikogo poza nią.

„Powiedziałeś policji, że wyszłam z domu przed Leną.”

„Bo o to mnie prosiłaś.”

„Nigdy cię o to nie prosiłam.”

„Nie musiałaś.”

Przez chwilę żadne z nich się nie odzywało.

„Jedziesz tam?” zapytała.

„Nie.”

Odpowiedział zbyt szybko.

„A ty?”

Maja popatrzyła na kartkę z zaproszeniem.

„Jeszcze nie wiem.”

„Nie jedź. Jeśli ktoś chce wrócić do tamtej nocy, nie robi tego po to, żeby zagrać.”

Połączenie zakończyło się chwilę później. Adam obiecał sprawdzić przesyłkę i oddzwonić, gdy znajdzie jakikolwiek ślad nadawcy.

Maja odłożyła telefon. Chciała zamknąć pudełko, lecz wtedy urządzenie zawibrowało.

Na ekranie pojawiło się powiadomienie o dodaniu jej do rozmowy grupowej.

Grupę utworzył Paweł.

Nazwał ją „Ostatnia runda”.

Pierwszą wiadomością było zdjęcie identycznego czarnego pudełka. Chwilę później fotografie przesłali Oskar i Sara. Klara napisała tylko jedno zdanie.

„Nikt nie jedzie do tego domu.”

Adam odpowiedział niemal natychmiast.

„Zgadzam się.”

Paweł zamieścił zdjęcie zaproszenia.

„Ktokolwiek to zrobił, zna prawdę.”

„Nie wiemy, co wie” napisała Sara.

„Wie wystarczająco dużo” odpowiedział Oskar.

Maja obserwowała pojawiające się wiadomości. Po piętnastu latach milczenia sześcioro dawnych przyjaciół znowu znalazło się w jednym miejscu, choć na razie dzieliły ich ekrany telefonów.

Wszyscy otrzymali identyczne pudełka.

Wszyscy mieli klucze.

Wszyscy zostali zaproszeni do domu nad jeziorem.

Na ekranie pojawiło się kolejne powiadomienie. Do rozmowy dołączył nowy uczestnik.

Maja spojrzała na numer i poczuła, jak serce uderza jej mocniej.

Znała go.

Przez lata wybierała te cyfry w myślach, choć numer od dawna pozostawał nieaktywny. Należał do Leny.

Nowy uczestnik wysłał krótką wiadomość.

„Cieszę się, że tym razem wszyscy przyjdziecie.”

Rozdział 2

Dom nad jeziorem

Maja podjęła decyzję, że nie pojedzie, trzy razy.

Pierwszy raz poprzedniego wieczoru, zaraz po zakończeniu rozmowy z Adamem. Zamknęła wtedy pudełko, schowała klucz do kuchennej szuflady i wyciszyła powiadomienia z grupy nazwanej przez Pawła „Ostatnią rundą”.

Drugi raz zdecydowała o tym o czwartej nad ranem, kiedy obudziła się po niespokojnym śnie. Śniło jej się jezioro. Stała na pomoście i patrzyła na czarny pionek unoszący się na powierzchni wody. Za każdym razem, gdy próbowała go dosięgnąć, odpływał dalej.

Trzeci raz obiecała sobie, że zostanie w Warszawie, gdy Adam zadzwonił kilka minut po ósmej.

„Sprawdziłem pudełko” powiedział bez powitania. „Nie znalazłem niczego, co pozwoliłoby ustalić nadawcę. Drewno jest nowe, elementy wykonano na zamówienie, a zaproszenie wydrukowano na zwykłej drukarce.”

Maja siedziała na brzegu łóżka, obserwując światła samochodów przesuwające się po mokrej ulicy.

„A numer Leny?”

„Został ponownie aktywowany tydzień temu.”

„Przez kogo?”

„Nie wiem. Karta nie jest przypisana do żadnego nazwiska.”

„Myślałam, że numer został wyłączony kilkanaście lat temu.”

„Został. Ktoś musiał go odzyskać albo przenieść do innego operatora.”

„Czy to możliwe?”

„Wszystko jest możliwe, jeśli ktoś przygotowywał się wystarczająco długo.”

Maja usłyszała zmęczenie w jego głosie. Wyobraziła sobie Adama siedzącego przy stole z identycznym czarnym pudełkiem. Nie wiedziała, gdzie obecnie mieszka ani czym się zajmuje. Słyszała jedynie, że odszedł z policji. Nie znała powodów i nigdy o nie pytała.

„Nie jedziemy” powiedział. „Jeśli nikt się nie pojawi, organizator będzie musiał wykonać kolejny ruch. Wtedy być może popełni błąd.”

„Pozostali się zgodzili?”

„Klara tak. Sara jeszcze nie odpowiedziała. Paweł uważa, że powinniśmy pojechać i zakończyć sprawę.”

„A Oskar?”

„Próbuje ustalić, kto kupił dom.”

Maja spojrzała na drzwi sypialni. Za nimi, na kuchennym stole, leżało pudełko.

„Powinniśmy zgłosić to policji.”

„Co dokładnie chcesz zgłosić?”

„Ktoś podszywa się pod zaginioną osobę.”

„I zaprasza was do zagrania w grę?”

„Ktoś zna szczegóły śledztwa.”

„W takim razie pierwsze pytanie będzie dotyczyło tego, dlaczego przez piętnaście lat milczeliśmy.”

Maja nie odpowiedziała.

„Zostań w domu” powiedział Adam. „Nie otwieraj kolejnych wiadomości. Jeśli dostaniesz coś jeszcze, zadzwoń do mnie.”

Obiecała, że tak zrobi.

Sześć godzin później włożyła czarne pudełko do bagażnika i wyjechała z Warszawy.

Nie potrafiła wskazać chwili, w której zmieniła zdanie. Być może zdecydowała o tym wiadomość Pawła zamieszczona na grupie krótko po południu.

„Jadę. Jeżeli ktoś ma z tym problem, niech zostanie w domu.”

Oskar odpisał, że pojawi się ze względu na możliwość zbadania systemu, którym posłużył się nadawca. Sara przyznała, że również chce poznać prawdę. Klara nazwała ich zachowanie skrajną nieodpowiedzialnością, a potem dodała, że skoro pozostali zamierzają tam pojechać, nie może pozwolić, aby rozmawiali bez niej.

Adam nie napisał niczego.

Maja też nie poinformowała grupy o swojej decyzji.

Zabrała latarkę, zapasową baterię, gaz pieprzowy i granatowy notes, który przez piętnaście lat przechowywała w zamkniętej szufladzie. Przed wyjazdem przejrzała go po raz pierwszy od czasu przesłuchania.

Niektóre strony wciąż nosiły ślady wilgoci. Atrament rozlał się w miejscach, w których dotknęła papieru mokrymi palcami. Większość zasad można było jednak odczytać.

Na końcu notesu brakowało jednej kartki.

Maja pamiętała, że wyrwała ją kilka dni po zaginięciu Leny. Nie pamiętała jednak, co zrobiła z nią później.

Droga prowadząca na północ z każdą godziną stawała się węższa. Miasto ustąpiło miejsca niewielkim miejscowościom, polom i lasom. Niebo zasnuwały ciężkie chmury. Prognoza zapowiadała nocną burzę, choć rano nic nie wskazywało na zmianę pogody.

Maja wyłączyła radio. Potrzebowała ciszy, ale kiedy ją otrzymała, zaczęła słyszeć własne myśli.

Wracała do miejsca, którego unikała przez połowę życia.

Po zaginięciu Leny pojawiła się tam jeszcze dwa razy. Pierwszy raz podczas wizji lokalnej. Drugi, kiedy ojciec Pawła poprosił wszystkich o zabranie pozostawionych rzeczy przed sprzedażą posiadłości.