Niemożliwe w rodzinie. Rodzina, która trwa w Bogu, jest nie do pokonania - ks. Łukasz Plata - ebook

Niemożliwe w rodzinie. Rodzina, która trwa w Bogu, jest nie do pokonania ebook

ks. Łukasz Plata

0,0

Opis

Rodzina, która trwa w Bogu, jest nie do pokonania

Książka „Niemożliwe w rodzinie” to liczne świadectwa, dzięki którym odnajdziesz dojrzałość, miłość i spełnienie w swoim powołaniu do rodziny. To książka dla narzeczonych, małżonków, rodzin w kryzysie. Dla wszystkich, którzy wierzą, że ich życie i relacje mogą się zmienić – ale także dla tych, którzy stracili nadzieję i potrzebują więcej Bożego światła.

Czy w dzisiejszym świecie możliwe jest trwałe małżeństwo? Czy rodzina może stać się miejscem pełnym miłości, a nie bólu?

Łukasz Plata zabierze Cię w niezwykłą podróż po ludzkich historiach. Pokaże, jak Boża łaska przemienia małżeństwa i całe rodziny. To inspirujące i pełne duchowej głębi zaproszenie do odkrycia prawdy o miłości, relacjach i Bożym planie na rodzinę.

Czego konkretnie dowiesz się z książki?

  • Poznasz lub odkryjesz na nowo, czym jest dojrzałość osobista realizująca się w budowaniu głębokich relacji miłości i przyjaźni;
  • Dowiesz się, jaki jest Boży pomysł na miłość mężczyzny i kobiety;
  • Zidentyfikujesz źródła relacyjnych kryzysów i poznasz sposoby, jak sobie z nimi poradzić;
  • Zrozumiesz, jak słuchać, aby usłyszeć i jak rozmawiać, aby nie ranić;
  • Na nowo odkryjesz wymiary i języki miłości.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 125

Rok wydania: 2025

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Od redakcji

Drogi Czytelniku!

Oddajemy do Twoich rąk drugą książkę ks. Łukasza Platy, która w swoim tytule posiada – trzeba to przyznać – nieco zadziorny przymiotnik „niemożliwe”. I bynajmniej nie nawiązuje on do testowania granic ludzkich możliwości ani pesymistycznego przekonania, że życie jest trudne i bolesne i nic nie da się na to poradzić. Został on zaczerpnięty z Biblii – księgi życia, w której zapisane są historie ludzi szukających Boga, kłócących się z Nim, poznających Go, ludzi wędrujących od wątpliwości czy wręcz niewiary do głębokiego zawierzenia Bożej miłości, a nade wszystko ludzi, którzy doświadczyli, że dla Boga nie ma nic niemożliwego (por. Łk 1,37).

Z serca zapraszamy i Ciebie, byś dołączył do wspólnej drogi wiary, na której przewodnikiem jest ks. Łukasz Plata – pokorny i słuchający rekolekcjonista, ewangelizator i wykładowca. To droga poszukiwania osobistej i relacyjnej dojrzałości, a także nowego, charyzmatycznego spojrzenia na otaczającą nas rzeczywistość. Wierzymy, że Bóg jest obecny w życiu każdego z nas i objawia swoją czułość i bliskość szczególnie w tych wydarzeniach naszej historii, w których w ogóle się tego nie spodziewamy. Stąd życzymy Ci, by poznanie tej prawdy o Bogu przedstawiającym się imieniem JESTEM (por. Wj 3,14) dogłębnie przemieniło także Twoją codzienność i wszystkie relacje, z których jest utkana.

Zacznijmy w Imię Boże…

Duchu Święty, przyjdź ze swoją mocą,

bo naprawdę potrzebujemy Twojej pomocy,

by słowo, które będziesz kierował do nas podczas czytania tej książki, przemieniało nas i nasze rodziny. Otwórz nasze uszy i oczy, nasze umysły i serca, abyśmy usłyszeli, zobaczyli, zrozumieli i doświadczyli, że nie ma rzeczy niemożliwych – także w naszych rodzinach.

Prosimy Cię, Duchu Święty, daj nam doświadczyć Twojej obecności, byśmy potrafili przyjąć Twoją miłość. Daj nam zobaczyć i poznać, czym naprawdę jest miłość, która sprawia, że małżeństwo i rodzina są nie do pokonania. Prosimy Cię, przemieniaj, uzdrawiaj, umacniaj wszystkich tych, którzy kiedykolwiek będą czytać tę książkę,

i dotykaj swoją łaską także ich bliskich.

O to wszystko prosimy Cię przez wstawiennictwo świętych i błogosławionych dzieci, małżonków, dziadków.

Amen.

Wiele osób – zwłaszcza młodych ludzi, którzy patrzyli na rozwód swoich rodziców lub przyjaciół, a więc doświadczyli dramatu rozpadu rodziny – przestało wierzyć w miłość! Jaki jest zatem sekret udanego małżeństwa, szczęśliwej rodziny? Poprosiłem sztuczną inteligencję, aby podała mi trzy elementy stanowiące właśnie sekret udanego małżeństwa. Otrzymałem taką odpowiedź:

1. Komunikacja: ponieważ otwarte i szczere rozmowy są fundamentem zdrowego związku

2. Zaufanie: ponieważ zaufanie tworzy poczucie bezpieczeństwa i stabilności w związku

3. Wzajemny szacunek: ponieważ szacunek pozwala na budowanie partnerskiej relacji, w której obie strony czują się wartościowe i doceniane.

Te trzy elementy – komunikacja, zaufanie i wzajemny szacunek – według sztucznej inteligencji są najważniejsze i stanowią fundament, na którym można zbudować trwałe i szczęśliwe małżeństwo.

I może nawet jest w tym trochę prawdy, tylko… Co w sytuacji, gdy komunikacja zaczyna szwankować i więcej jest takich dni, kiedy się ze sobą nie dogadujemy, niż dogadujemy? Co wtedy, gdy jedno (albo obydwoje) tak nadwyręży zaufanie, że bardzo trudno czuć się w małżeństwie bezpiecznie? Co, jeżeli emocje lub różne życiowe sytuacje doprowadziły do tego, że mleko się wylało, padły słowa, które trudno zapomnieć, a po jednej czy drugiej awanturze, patrząc na współmałżonka, przypomina się wszystko, co powiedział i jak źle potraktował? A do tego jeszcze ma się poczucie, że może rzeczywiście jest się nikim, kimś bezwartościowym. Wówczas to, co zaproponowała sztuczna inteligencja, można odłożyć na półkę razem z tysiącem poradników na temat małżeństwa i rodziny, umieszczonych w sąsiedztwie setek opracowań socjologicznych, które podają fakty i statystyki dotyczące rosnącej liczby rozwodów.

Jak zauważają eksperci, decyzja o rozwodzie nie następuje z dnia na dzień. Zazwyczaj jest to proces rozłożony w czasie. Problemy komunikacyjne, różne kryzysy mają swoje początki w drobnych, codziennych sytuacjach z życia, które – jeśli nie są rozwiązywane – nasilają się i wcześniej czy później doprowadzają do rozpadu małżeństwa. Dlaczego? Ponieważ nie ma takich ludzi, których nie da się złamać – to tylko kwestia czasu. Każdy z nas ma swoją odporność. Nawet cierpliwość i wytrzymałość w tym, aby być idealnym i się nie czepiać, nawet silne samozaparcie, aby nie szukać zaczepki, mają swoje granice, które w każdej chwili mogą zostać przekroczone.

Pewnego razu otrzymałem taką prośbę:

Jak wybaczyć zdradę męża? W Bogu mam ufność, bo sama nie daję rady. On prosi o wybaczenie, ale jest mi ciężko. 35 lat małżeństwa. Byłam pewna trwałości naszego związku i przekonana o staraniach męża o naszą rodzinę. Gdyby ktoś mi powiedział, że w naszym małżeństwie dojdzie do zdrady, to nigdy bym nie uwierzyła. A jednak – mąż się przyznał i bardzo przeprasza. A ja żyć nie potrafię. Błagam o wskazówki. Ufam Bogu, ale chyba niewystarczająco. Czekam na cud i pomoc od Ducha Świętego, aby zacząć wszystko od nowa!

Jeśli zatem nasza odporność i silne pragnienie, aby wytrwać w małżeństwie czy kapłaństwie, opierają się tylko na ludzkich możliwościach, to wcześniej czy później mogą zostać złamane, ponieważ – jak uczy Katechizm Kościoła katolickiego – „Człowiek, powołany do szczęścia, ale zraniony przez grzech, potrzebuje zbawienia Bożego. Pomoc Boża zostaje mu udzielona w Chrystusie przez prawo, które nim kieruje, i przez łaskę, która go umacnia” (KKK 1949). Dlatego, wyjaśniając główne prawdy wiary podczas katechezy, uczymy młodych ludzi, że łaska Boża jest do zbawienia koniecznie potrzebna[1]. Łaska Boża jest dziełem Ducha Świętego. Trzecia Osoba Trójcy Świętej działa w naszym życiu czasami bardzo spektakularnie, a niekiedy delikatnie i niewidzialnie. To Duch Święty oświeca nasz rozum i umacnia wolę. On poprzez łaskę działa w naszym życiu, daje nam konkretne znaki, ale zawsze zostawia całkowitą wolność – sięgającą tak daleko, że możemy nawet odwrócić się od Niego, powiedzieć Mu „nie”. Taki jest właśnie sposób Jego działania: w naszym sumieniu pomaga nam w rozeznawaniu dobra i zła, jednak w naszych decyzjach zostawia nam wolny wybór.

Pewien mąż wyjechał do pracy za granicę i przyszła na niego potężna pokusa, aby zdradzić swoją żonę w domu publicznym. Jednak uratowała go obrączka i Duch Święty, który oświecił jego umysł i pokazał mu prawdę, że to, co zamierza zrobić, jest grzechem i wynika z egoizmu. A było tak: ten mężczyzna po zapłaceniu za usługę znajdował się już w pokoju z kobietą, z którą miał zgrzeszyć. Zapomniał jednak zdjąć obrączkę i kiedy popatrzył na palec, w duchu zobaczył swoją piękną żonę trzymającą w ramionach małego synka, który im się niedawno urodził. Przeniknęły go wtedy tak ogromny wstyd i trwoga, że uciekł z tego miejsca, w którym był, i nie zdradził swojej żony. Chwała Panu!

To jest właśnie działanie łaski Bożej, która wzmacnia nas w podejmowaniu konkretnych decyzji i pomaga nawet w ostatniej chwili coś przyjąć lub odrzucić. Duch Święty dodaje nam odwagi i męstwa, aby powiedzieć „nie” każdemu grzechowi i każdej pokusie.

O tę łaskę przyszła kiedyś poprosić pewna kobieta, która przygotowywała się do rozprawy sądowej – jej mąż domagał się rozwodu. Miała to być już ostatnia i decydująca rozprawa, po trzech latach sądowej batalii. Ta kobieta nie chciała żadnego rozwodu i postanowiła, że będzie bronić się sama – wierzyła, że Duch Święty jej pomoże, więc modliliśmy się o Ducha Prawdy dla niej. I kiedy w sądzie miała czas na swobodną wypowiedź, podała takie uzasadnienie: „Kocham mojego męża, mimo że bardzo mnie zranił. Nie zgadzam się na rozwód cywilny, ponieważ ślubowałam mu wierność do końca życia. I gdyby tak się stało, że jutro mój mąż zachoruje, to obiecuję, że będę się nim opiekowała”. Gdy ten mężczyzna to usłyszał, odwrócił się do swojego adwokata i prosił o wycofanie sprawy. „Proszę pana, my to mamy wygrane, już trzy lata chodzimy do sądu” – przekonywał go prawnik, ale ten mężczyzna nalegał: „Dobrze, wiem, ale i tak wycofuję pozew”. Sędzina, zamykając rozprawę, powiedziała, że przez trzydzieści lat swojej pracy nie widziała czegoś podobnego; to było wręcz niemożliwe. Po pół roku mąż tej kobiety zachorował i ona się nim zaopiekowała.

Dla Boga naprawdę nie ma nic niemożliwego, a Duch Święty oświeca nasz umysł i pozwala poznać prawdę. Kto przyjmuje łaskę uczynkową – czyli tę łaskę, która pomaga nam podejmować dobre uczynki – ten wzrasta w niej i postępuje duchowo. Kto natomiast ją odrzuca, staje się człowiekiem o zatwardziałym sercu. Dlatego psalmista napomina: „Słysząc głos Pana, serc nie zatwardzajcie” (por. Ps 95,8). Pan przez Ducha Świętego chce nam udzielać łaski po to, abyśmy się nawracali, wytrwali do końca, żyli szczęśliwie i dostali się do nieba.

Dzisiaj bez wątpienia potrzebujemy więcej łaski Ducha Świętego, ponieważ w wyniku ścierania się różnych kultur coraz bardziej mnożą się ataki na instytucje małżeństwa i rodziny. Z różnych stron docierają postulaty, w których ludzie domagają się zmian. Tymczasem nie wszystko, co stare, należy od razu zmieniać.

Współcześnie toczy się walka między dwiema koncepcjami małżeństwa i rodziny. Pierwsza z nich mówi, że małżeństwo to trwały związek mężczyzny i kobiety, to podstawowe ogniwo dla rodziny, przestrzeń do poczęcia i wychowania potomstwa, a także fundamentalna komórka społeczna, w której dzieci uczą się wszystkiego, naśladując swoich rodziców. Natomiast w ramach drugiej koncepcji współcześni progresiści chcieliby, aby małżeństwo było takim związkiem, w którym każdy może wybrać sobie partnera, nawet tej samej płci. Chcieliby, aby małżeństwo było układem, z którego w każdej chwili można się „wykręcić”, odejść. I już w tym prostym zestawieniu wyraźnie widać, że w tej drugiej koncepcji liczy się jedynie dobro osobiste – najważniejsze jest to, abym to ja był szczęśliwy. Gdzie zaś podziała się troska o dobro dzieci, o ich wychowanie? Gdzie odpowiedzialność za zapewnienie im spokoju, bezpieczeństwa i domu, w którym zawsze mają mamę i tatę?

Wspomniany spór o kształt małżeństwa wcale nie jest nowy; rozpoczął się wraz z przyjściem Pana Jezusa, który przypomniał, że małżeństwo od samego początku – od stworzenia świata – to związek mężczyzny i kobiety, związek, który ważnie zawarty obowiązuje aż do śmierci. W Księdze Rodzaju czytamy: „Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem” (Rdz 2,24). Tak ścisła wspólnota nie może zostać rozdzielona, ponieważ została złączona łaską! To łaska sakramentu małżeństwa sprawia, że jest ono nierozerwalne i zdolne do tego, aby pokonać wszystkie kryzysy.

Łaska sakramentu małżeństwa sprawia, że jest ono nierozerwalne i zdolne do tego, aby pokonać wszystkie kryzysy.

O tym uczył Pan Jezus, a dziś mówi katechizm i Kodeks Prawa Kanonicznego. Te prawdy są wyjaśniane podczas katechez przedmałżeńskich, na rekolekcjach dla małżeństw i wykładach dotyczących małżeństwa i rodziny, a także przypominane w czasie kazań na ślubach. Niestety wielu traktuje je jedynie jako teorię, stąd w chwili zawierania małżeństwa niektórym wydaje się, że takiej łaski i Bożej pomocy nie potrzebują. Gdy jest dobrze, nikt nie myśli o kryzysach – a to błąd, ponieważ przez to tracimy czujność i przestajemy się starać. Co więcej, ulegamy złudzeniu, że ze wszystkim sobie poradzimy: że sami bez pomocy łaski Bożej jesteśmy w stanie dostać się do nieba, zapewnić sobie szczęście małżeńskie, rodzinne, i wszystkiego się dorobić. Takie podejście to obrośnięta w piórka pycha.

Kiedy klęczałam z narzeczonym przed ślubnym ołtarzem, kiedy kapłan związywał stułą nasze drżące ręce, marzyłam o szczęśliwym małżeństwie. Organy pięknie grały, ołtarz był przybrany kwiatami, widzieliśmy przed sobą nowe życie pełne ideałów! A dziś? Nic z tego wszystkiego nie zostało! Rozwiały się wszystkie nasze nadzieje… Proszę księdza, dlaczego tak się stało?

Przyczyn może być wiele. Warto pamiętać i przypominać, że sam ślub w kościele nie gwarantuje szczęścia. Nie ma tutaj żadnego automatyzmu ani żadnej magii – czaru wesela, ślubu. Szczęścia nie otrzymuje się za darmo! To, co małżonkowie dostają w dniu ślubu, to możliwość osiągnięcia szczęścia i współpracy z Bogiem, który jest miłością. Niestety, gdy dzieje się dobrze, często zapominamy o tej możliwości współpracowania z łaską Bożą, którą możemy otrzymać w sakramencie pokuty, namaszczenia chorych czy w Eucharystii, ilekroć przyjmujemy Pana Jezusa w Komunii Świętej. Zapominamy o łasce umacniającej się podczas modlitwy małżeńskiej i rodzinnej. Zapominamy, że od przyjęcia chrztu jesteśmy świątynią Ducha Świętego, który chce działać w naszym życiu i odnawiać w nas łaskę sakramentu małżeństwa czy kapłaństwa.

Sakrament małżeństwa, który został ważnie przyjęty, sprawia, że małżonkowie mogą codziennie powracać do łaski Bożej i na nowo ją odkrywać przez nawrócenie i przebaczenie. Dzięki sakramentowi małżeństwa mogą wzrastać w łasce i budować szczęśliwy dom. I mam mnóstwo świadectw tego, że powrót do Jezusa pomaga w tym, aby wszystko zaczęło się porządkować i układać na nowo.

Moi znajomi całe życie budowali dom – oszczędzali, ograniczali wszelkie wyjazdy i rodzinne imprezy, nie mieli na nic innego pieniędzy. Gdy jednak wykończyli dom, ich rodzina się rozpadła, ponieważ nie zbudowali relacji. Nigdy nigdzie nie wyjeżdżali, bo ciągle praca i praca. Nieraz proponowałem im rekolekcje albo jakąś oazę dla rodzin, ale: „Nie, proszę księdza, bo praca, pieniądze”. Guzik z tego wszystkiego, bo dzisiaj nie ma już domu, w który tak inwestowali, nie ma samochodu, na który odkładali każdy grosz, a pozostał tylko smutek i żal, bo wszystko się rozsypało.

Dom to przede wszystkim ciepło wzajemnych relacji. Dom to miejsce, w którym wszyscy znają się po imieniu i odnoszą się do siebie z szacunkiem. Nie ma co żałować grosza na budowanie relacji małżeńskich i rodzinnych, na wyjazdy z dziećmi – choćby na dwa, trzy dni, albo na weekend nad jezioro czy pod namioty, gdziekolwiek, byle mieć czas na budowanie więzi. Nie ma co żałować grosza na wyjazd na rekolekcje, bo to inwestowanie w łaskę Bożą, w miłość, która się wtedy pomnaża. Dom to ciepło relacji. Do takiego domu chce się wracać, za takim domem się tęskni, taki dom przyciąga swoim ciepłem.

A jaki jest wasz dom? Jakie są wasze relacje małżeńskie? Jak wyglądają relacje z dziećmi? Czy wasze dzieci chętnie wracają do domu? Czy chcą w nim przebywać? A może jest tak, że tylko patrzą, kiedy będą mogły z tego domu uciec, bo nie da się tam usłyszeć niczego ciekawego, tylko narzekanie, smutek, przekleństwa, zero radości i normalności? Jakie to przykre, gdy nie ma się domu! Jakie to smutne, gdy dziecko nie ma ochoty wracać ze szkoły, bo w domu ciągłe awantury, bo tam „papieroski i piwko” – jak to kiedyś określiło jedno z dzieci podczas katechezy.

Kilkanaście lat temu, kiedy uczyłem religii w przedszkolu, dałem dzieciom zadanie, aby namalowały wymarzony prezent dla mamy i taty. Jedna dziewczynka narysowała paczkę papierosów i puszkę piwa. Gdy zobaczyłem ten rysunek, ze zdziwieniem zapytałem: „Co ty narysowałaś?”. „Papieroski i piwko, proszę księdza”. „A dlaczego?” – dopytałem. „Bo to ulubione rzeczy mojej mamusi”. Zrobiło mi się bardzo przykro, że to dziecko nie miało w domu innego odniesienia, co mogłoby rodzicom sprawić radość. Jaki jest wasz dom? Jakie wartości przekazuje?

W tym świecie pomieszanych norm na szczęście istnieją wartości i zasady, na których można zbudować szczęśliwe życie i wypełnić swoje powołanie. Mamy podstawowy, sprawdzony model, z którego wyrosły rzesze ludzi świętych i wielkich tego świata. Tą podstawową komórką społeczną i zarazem jedną z najważniejszych na świecie wartości, której trzeba nam bronić, jest rodzina. Życie rodzinne – nawet jeśli wybieramy kapłaństwo czy samotność – jest naszym podstawowym powołaniem. Rodzina to pierwowzór funkcjonowania wszystkich naszych wspólnot, bowiem relacje, jakie łączą nas w każdej wspólnocie, powinny przypominać te budowane w rodzinie. Stąd nie mogą być nam obojętne sprawy życia rodzinnego ani to, jak żyją chrześcijanie i czy przestrzegają przykazań Bożych, ponieważ życie każdego z nas, nasze wybory i decyzje zawsze mają swoje społeczne konsekwencje.

Dawniej wskazówki, jak żyć, jak rozwiązywać konflikty lub jak radzić sobie z problemami, przede wszystkim czerpało się z domu rodzinnego. Dziś pomaga w tym sztuczna inteligencja. Dawniej to mama była powiernicą, do której w każdej sprawie przychodziła dorastająca córka. A dzisiaj? Coraz częściej zdarza się, że nastolatka zamiast u mamy szuka porady u blogerów, youtuberów albo udaje się do poradni psychologicznej, względnie do lekarza. Mamy mnóstwo ekspertów od życia rodzinnego, coachów, trenerów komunikacji interpersonalnej, wielu pisarzy i pisarek, którzy dzielą się wiadomościami na temat małżeństwa i życia rodzinnego, a jednocześnie coraz więcej rozwodów i rozbitych rodzin – dlaczego tak się dzieje?

Może zbytnio polegamy na sobie, a zapominamy o tym, co dla chrześcijan zawsze było normalne, najważniejsze: o leżącej u podstaw naszej chrześcijańskiej wiary prawdzie, że to Bóg stworzył człowieka i powołał go do tego, aby wiązał się z drugim człowiekiem w małżeństwie i rodzinie. Stąd małżeństwo z powodu swojego pochodzenia i przeznaczenia nie stanowi tylko zwyczajnego kontraktu cywilnego, ale jest instytucją moralną i religijną. Małżeństwo pochodzi od Boga, jest czymś bardzo dobrym, a małżonkowie są powołani do rzeczy wielkich, co oznacza, że mogą doświadczać pomocy bezpośrednio od Boga. Oni jako główni współpracownicy Pana Boga, zwłaszcza w darze powoływania nowego życia – tym największym cudzie, jaki kiedykolwiek może się dokonać – mają szczególny przystęp do Niego; On się o nich troszczy, prowadzi ich i niekiedy bardzo konkretnie pozwala im tego doświadczyć. Wystarczy z Nim współpracować i być otwartym na Jego znaki i słowa.

Jakiś czas temu pewne małżeństwo po badaniach prenatalnych dowiedziało się, że ich synek będzie miał zespół Downa. Poprosili mnie o spotkanie, ale nie dałem rady się z nimi zobaczyć. Jednak sam Bóg przyszedł im z pomocą, zwłaszcza ojcu tego dziecka, który nie mógł sobie poradzić z tą diagnozą – dla ojców informacja o wadzie genetycznej często jest trudna do przyjęcia, ponieważ oskarżają się, że takie geny przekazali swoim dzieciom. Ten mężczyzna był zawodowym kierowcą, wyjeżdżającym za granicę. I podczas jednego z takich wyjazdów poszedł na zakupy do supermarketu. Gdy wychodził ze sklepu, niespodziewanie podbiegł do niego mały chłopiec z zespołem Downa i pocałował go w rękę. Tym gestem rozłożył go na łopatki. W tym znaku mężczyzna usłyszał słowa swojego poczętego syna: „Tato, przyjmij mnie takiego, jaki jestem!”.

Właśnie taki jest nasz Bóg! Daje nam znaki, przychodzi do nas z wielką miłością, całuje nas w ręce i prosi, byśmy Go przyjęli. Robi to zawsze z ogromną delikatnością, aby poruszyć nasze serca. Wszyscy bowiem są przez Boga ukochani – także te dzieci (a może one szczególnie), które noszą w sobie znaki różnych wad, chorób. Ja nie przekonałbym tak tego mężczyzny, by przyjął swojego chorego syna. Może dawałbym mu jakieś argumenty naukowe, może moralizował, a Bóg sam przyszedł do niego i przekonał go w najcudowniejszy, najsubtelniejszy sposób, a – co najważniejsze – zrobił to tak, że ten ojciec odczytał to przesłanie, rozeznał i przyjął swoje dziecko, zaakceptował je.

Jestem bardzo szczęśliwy, że jako kapłan w Kościele katolickim, ewangelizator i wykładowca teologii moralnej na KUL-u mogę posługiwać rodzinom i stawać w obronie rodziny na różnych płaszczyznach posługiwania. Dlaczego? Ponieważ na gruncie rodziny dzieją się największe cuda – tam objawia się Bóg, który jest miłością.

Pewnego razu prowadziliśmy rekolekcje dla małżeństw w kryzysie – krótkie, weekendowe rekolekcje pt. „Duchowe espresso” z konferencjami i modlitwami wstawienniczymi. Uczestniczyło w nich pięć par, które miały już wniesione do sądu sprawy rozwodowe. W niedzielę na zakończenie rekolekcji zdeklarowały się, że te sprawy wycofują. Ale nie to było dla mnie najbardziej poruszające, a rozmowa z chłopcem, który przyjechał tam z rodzicami. Gdy zakończyliśmy rekolekcje i pakowałem EwangeliBusa, chłopak podszedł do mnie i powiedział: „Proszę księdza, dziękuję za te rekolekcje”. Byłem odrobinę zdziwiony: „Ale jak to? Przecież te rekolekcje były dla twoich rodziców”. „Tak, proszę księdza, właśnie dlatego dziękuję. Bo dzisiaj mój tata wraca do domu i to jest najszczęśliwszy dzień w moim życiu”.

Dla takich świadectw warto być księdzem i znosić tę falę hejtu, która wylewa się na Kościół i księży. Warto się spalać, aby ratować rodziny. Jeśli zatem w czyjejś głowie rodzi się pytanie o to, jakim prawem podejmuję tematy dotyczące rodziny i jakie mam do tego kompetencje, skoro jestem księdzem, odpowiadam, że choć nie mam osobistej wprawy w dziedzinie życia małżeńskiego, to jednak ogromne doświadczenie ma Kościół, który przez ponad dwa tysiące lat duszpasterzowania nabrał tak ogromnego rozeznania, jakiego nie posiada żadna organizacja na Ziemi. Ponadto pochodzę z rodziny, przez dwadzieścia lat wychowywałem się w rodzinie, nasłuchałem się i napatrzyłem na różne sytuacje, mam rodziców, siostry, brata, kuzynki, kuzynów, którzy pozakładali swoje rodziny, i wiem, z jakimi problemami się zmagają, bo nieraz rozmawiamy na różne tematy. Po trzecie, jestem księdzem już od piętnastu lat i po tym czasie kapłańskiego życia – posługując ludziom młodym, starszym, osobom wolnym, żonatym, mężatkom, rozwiedzionym, wdowom i wdowcom – chcąc nie chcąc, poznałem różne odcienie życia małżeńskiego i rodzinnego. Wydaje mi się, że już na tyle zaznajomiłem się z tym życiem, z różnymi jego odcieniami i trudami, że mogę się tym odrobinę podzielić z innymi.

Rola Boga w naszej rodzinie

Przekrój problemów, z którymi przychodzą ludzie, prosząc o modlitwę, jest naprawdę ogromny – od spraw natury psychicznej, duchowej, po kryzysy finansowe czy trudności w komunikacji. Zawsze należy na nie spojrzeć w sposób interdyscyplinarny, uwzględniając rolę psychologów, psychiatrów i duszpasterzy, gdyż każdy w ramach swoich kompetencji powinien nieść pomoc osobom przeżywającym te trudne doświadczenia. Mam to szczęście, że jestem absolwentem międzywydziałowych studiów z zakresu psychologii, antropologii i pedagogiki chrześcijańskiej w Akademii Ignatianum w Krakowie. Wiedza, którą tam zdobyłem, pomaga mi w rozeznawaniu natury problemów – zwłaszcza w kontekście osób, które bardzo często w duchowości chcą szukać łatwego rozwiązania swoich cierpień natury psychicznej czy związanej z uzależnieniami.

Podczas warsztatów, ewangelizacji i innych form posługi przypominam, że osoby, które zwracają się o pomoc do kapłana, a wymagają pomocy psychologicznej, psychiatrycznej czy terapii leczenia uzależnień, powinny skorzystać z pomocy tych specjalistów. Ponadto zawsze staram się zachęcać i umacniać spotykane osoby, aby nie bały się leczenia czy konsultacji medycznej, a nade wszystko nie rezygnowały z podjętego leczenia, terapii, brania lekarstw itp., bo o tym nie decyduje wstawiennik podczas modlitwy, kapłan w konfesjonale, lider, tylko lekarz. Słowo Boże zapewnia, że Pan Bóg „stworzył wszystko po to, aby było, i byty tego świata niosą zdrowie” (Mdr 1,14), zatem ufamy, że wykorzystuje On dostępne w naukach możliwości, które są moralne i godziwe, aby nieść pomoc człowiekowi.

Niemniej jednak, patrząc z duszpasterskiego punktu widzenia, można wskazać pewien wspólny mianownik tych wszystkich trudności. Jedną z najpoważniejszych chorób, która dotyka współczesne rodziny, jest kryzys wiary i przyjmowania Bożej obecności w rodzinie. Pojawia się zatem pytanie: czy jest dla Boga miejsce w rodzinie?

Rodzina, która rezygnuje z Pana Jezusa, z wiary i Kościoła, traci grunt pod nogami i zaczyna się chwiać. Trzeba to powiedzieć otwarcie, ponieważ w całym życiu chrześcijańskim chodzi właśnie o to, by być jak najbliżej Boga. Dlatego św. Paweł zachęca: „Bracia, radujcie się, dążcie do doskonałości, pokrzepiajcie się na duchu, bądźcie jednomyślni, pokój zachowujcie, a Bóg miłości i pokoju będzie z wami […]. Łaska Pana Jezusa Chrystusa, miłość Boga i dar jedności w Duchu Świętym niech będą z wami wszystkimi!” (2 Kor 13,11–13).

Wszelkie dary, charyzmaty, cuda, łaski, uzdrowienia i nawrócenia wypływają z miłości, która istnieje we wspólnocie między Ojcem a Synem w Duchu Świętym, bo ta wspólnota – ta miłość – jest zawsze życiodajna. Z doświadczenia tej wspólnoty Osób przepełnionej miłością i jednością rodzi się życie – powołanie, zarówno do małżeństwa, jak i do kapłaństwa. Przypominał o tym wielokrotnie św. Jan Paweł II, mówiąc, że kiedy mężczyzna i kobieta zawierają sakrament małżeństwa, stają się obrazem Boga, który jest Trójcą Świętą i wówczas ta mała wspólnota może otworzyć się na życie[2].

W pierwszych dniach grudnia 2023 roku głosiliśmy weekendowe rekolekcje dla małżeństw. Mój znajomy zaproponował pewnej potrzebującej pomocy kobiecie, aby się na nie wybrała, ponieważ od pięciu lat starali się z mężem o dziecko, a lekarze nie proponowali im niczego innego, jak tylko in vitro. Drugiego dnia rekolekcji ta kobieta przyszła prosić o modlitwę o poczęcie dziecka, ale przyszła sama i poleciłem jej, aby przyszła z mężem.

NIEMOŻLIWE w rodzinie

Rodzina, która trwa w Bogu, jest nie do pokonania

Łukasz Plata dla RTCK SA

Autor: ks. Łukasz Plata

Produkcja: RTCK SA

Nowy Sącz 2025

Wydanie I

© RTCK SA 2025

ISBN: 978-83-68230-50-5

978-83-68230-51-2 – EPUB

978-83-68230-52-9 – MOBI

978-83-68230-53-6 – PDF

Fragmenty Pisma Świętego za:

Biblia Tysiąclecia Online, Pallotinum, Poznań 2003,

www.biblia.deon.pl.

Niniejszym, na podstawie „nihil obstat” z 12 marca 2025 roku, udzielonego przez ks. prof. dr hab. Janusza Królikowskiego, delegata Biskupa Diecezjalnego do oceny ksiąg treści religijnej, zezwalam na druk publikacji „NIEMOŻLIWE w rodzinie” autorstwa ks. Łukasza Platy.

Z pasterskim błogosławieństwem

† Stanisław Salaterski

WIKARIUSZ GENERALNY

Tarnów, 13.03.2025

Książka otrzymała także pozytywną recenzję prof. dr hab. Andrzeja Derdziuka OFMCap, kierownika Katedry Bioetyki Teologicznej oraz kierownika Sekcji Teologii Moralnej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II.

Redakcja

Zuzanna Marek

Korekta

Magdalena Król

Marta Koziak-Podczerwińska

Skład i łamanie

Adam Gutkowski

Przygotowanie wersji epub/mobi:

DADIO.DESIGN / www.dadio.design

Projekt okładki

Katarzyna Halota

Fotografia autora

Dorota Czoch

RTCK Rób to co kochasz

RTCK S.A.

ul. Grunwaldzka 17

33-300 Nowy Sącz

tel. 531 009 119

[email protected]

www.rtck.pl

Dołącz do społeczności ludzi, którzy chcą robić to, co kochają. Zapisz się na www.rtck.pl, a będziemy Cię wspierać na tej drodze, wysyłając wartościowe materiały!

EwangeliBus w drodze to świadectwa, rekolekcje, modlitwa oraz inne posługi… a wszystko w mocy Ducha Świętego!

Jak działamy i planujemy trasy?

codziennie MODLIMY SIĘ w Duchu Świętym

SŁUCHAMY, gdzie Bóg nas zaprasza przez kapłanów i świeckich (najczęściej poprzez [email protected], komunikatory lub znajomych)

uzgadniamy datę wydarzenia i PRZYJMUJEMY zaproszenie

ROZEZNAJEMY temat i charakter spotkania ewangelizacyjnego

ZBIERAMY ekipę na dany wyjazd

TANKUJEMY i ruszamy, aby GŁOSIĆ Słowo Boże i MODLIĆ się z MOCĄ!

Zapraszam do współpracy!

Kalendarz EwangeliBusa i relacje z wyjazdów można znaleźć na naszej stronie: www.EwangeliBus.pl

Jeśli chcesz, dołącz do załogi przez modlitwę i wędruj z nami w social mediach:

https://www.facebook.com/EwangeliBus

https://www.tiktok.com/@ewangelibus

https://instagram.com/ewangelibus

[1] Por. Krótki katechizm, [w:] Pamiątka sakramentu małżeństwa. Modlitewnik, Wydawnictwo WAM, Kraków 2012, s. 15.

[2] Por. Jan Paweł II, Adhortacja apostolska Familiaris consortio, 11–12, 29; KKK 2205.