51,99 zł
HISTORIE PACJENTÓW, PORADY SPECJALISTÓW
Myją dłonie kilkadziesiąt razy dziennie. Kilkanaście razy wracają do domu sprawdzić, czy wyłączyli żelazko. Przed podróżą odprawiają magiczne rytuały. Unikają szczelin, linii, niepełnych liczb. Spędzają godziny na dezynfekowaniu, przestawianiu, poprawianiu i zaklinaniu. Utrudniają życie bliskim, ale przede wszystkim sobie. Dlaczego? Po prostu czują, że muszą.BO INACZEJ STANIE SIĘ COŚ ZŁEGO.
Około miliona Polaków cierpi na zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne (OCD), zwane też nerwicą natręctw. To niewiele mniej niż na ADHD czy depresję. Ale o ile o tych dwóch ostatnich nauczyliśmy się otwarcie rozmawiać, o tyle nerwica wciąż bywa powodem stygmatyzacji i żartów. Paulina Wójtowicz chce to zmienić, dlatego spotkała się z pacjentami i ekspertami od zdrowia psychicznego zajmującymi się tym zaburzeniem.
W tej książce znajdziesz:
Adaś Miauczyński z Dnia świra każdy dzień rozpoczyna od siedmiu łyków wody. Później sypie do szklanki kawę, starając się uformować symetryczny kopczyk, zalewa ją wrzątkiem i miesza siedem razy. Wszystkie czynności zaczyna o pełnych godzinach, ewentualnie o wpół do, a gdy to się nie udaje, przestawia zegarek. Postać Adasia stworzył reżyser Marek Koterski, ale natręctwa, z którymi się ona zmaga, dotykają prawdziwych ludzi, między innymi bohaterów tej książki. Kasia przed podróżą musi powtórzyć określone sekwencje i zwizualizować bańkę ochronną okalającą samochód, bo inaczej – jak podpowiada jej mózg – dojdzie do tragicznego wypadku. Marcelina każdy dzień kończy wieloetapową dezynfekcją domu. Artur na śniadanie odważa dokładnie sto gramów owsianki – nawet pięć gramów więcej to zły omen – a po wyjściu z domu uporczywie szarpie za klamkę, zastanawiając się, czy na pewno zamknął drzwi. Doriana z kolei nie chce opuścić myśl o tym, że jest mordercą, choć nigdy nikogo nie skrzywdził. Zabawne? Na pierwszy rzut oka i dla postronnych być może tak. Osoby zmagające się z OCD i ich bliscy wiedzą jednak, że to zaburzenie niszczy życie. – fragment książki
Paulina Wójtowicz– dziennikarka, filolożka polska, doktorka nauk humanistycznych w zakresie literaturoznawstwa. Laureatka konkursów Kryształowe Pióra i Dziennikarz Medyczny Roku. Autorka książki(Nie)mój alzheimer. Historie opiekunów(2024). Od 2020 roku pisze o zdrowiu i medycynie dla serwisu Medonet.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
To było tak, jakby do mojego mózgu
wśliznęli się niewidzialni dyktatorzy,
uwięzili moje myśli i uczynili mnie
niewolnicą swoich kaprysów.
Terry Spencer Hesser, Całując klamki, tłum. Violetta Dobosz
Miałam trzynaście, może czternaście lat, gdy przeczytałam te słowa w wypożyczonej z osiedlowej biblioteki książce Terry Spencer Hesser Całując klamki. Historia nastolatki borykającej się z nerwicą natręctw – wtedy była to oficjalna nazwa tego zaburzenia – zrobiła na mnie tak duże wrażenie, że po dwudziestu pięciu latach od lektury potrafię przywołać nie tylko „zabójczą” rymowankę, która przysporzyła bohaterce ogromu cierpienia, lecz także inne jej obsesje oraz rytuał, od którego wziął się tytuł książki.
Tara Sullivan nie jest w stanie przejść drogą, stając na szczelinach łączących płyty chodnikowe. Towarzyszy jej wtedy paniczny lęk o życie mamy. Uważnie stawia stopy na środku płyt i liczy mijane szczeliny. W drodze, którą codziennie pokonuje z domu do szkoły, jest ich czterysta dziewięćdziesiąt pięć. Gdy się pomyli, ktoś jej przeszkodzi lub jej uwaga się rozproszy, czuje przymus powrotu do domu i ponownego rozpoczęcia rytuału. Doskonale zdaje sobie sprawę, że to, co robi, nie jest zwyczajne. Wstydzi się tego, ukrywa, nikomu nie mówi, boi się – o życie mamy, własną poczytalność, że ktoś ją zobaczy, przeszkodzi jej. Ale nie może się powstrzymać.
Tara bardzo dba też o to, by wokół niej panował porządek. Nie znosi, kiedy symetria zostaje zaburzona. Gdy po policzku płynie jej łza, jest wściekła, że tylko po jednym – będzie przecież „łzawo niezrównoważona”. Jedzenie na talerzu zawsze układa w określonym porządku, a gdy liczy, to tylko parzyście. Nie lubi chodzić na basen, bo to wylęgarnia zarazków. Czasem łapie się na tym, że wyobraża sobie różne katastrofy, na przykład wypadki z udziałem bliskich. Śmiertelnie się boi, że jej matka uzależni się od narkotyków i przedawkuje. Dba też o to, by w pobliżu nie było zła – kiedy słyszy, że ktoś przeklina, modli się w duchu o przebaczenie jego grzechu. Sama spowiada się często i długo, by mieć pewność, że wyznała wszystkie swoje przewiny. Ale dopiero rytuał związany z klamką przelewa czarę goryczy.
Wygląda on tak: Tara zatrzymuje się przed frontowymi drzwiami domu, sięga po klamkę, kładzie na niej obie dłonie, jedną obok drugiej, dbając, by nacisnąć klamkę równie mocno każdym palcem. Później otwiera szeroko usta i dotyka ich wszystkimi dziesięcioma palcami. Jeśli przypadkiem jeden z palców naciśnie klamkę lub dotknie ust z większą siłą niż pozostałe, zaczyna od początku. Rytuał domyka dopiero, gdy całą serię ruchów wykona trzydzieści trzy razy.
Oprócz lęku i napięcia piętnastolatce towarzyszy poczucie wstydu i niezrozumienia. Jej rodzice są zrozpaczeni, bezsilni wobec wciąż jeszcze niezdiagnozowanego problemu, nie radzą sobie z własnymi emocjami. Do tego lekarze stawiają błędne diagnozy – od braku poczucia bezpieczeństwa i problemów z samooceną, przez deficyt uwagi i niedojrzałość, aż po skrajną anoreksję. Gdy w końcu udaje się prawidłowo rozpoznać zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne i Tara dostaje wsparcie, życie całej rodziny zmienia się diametralnie.
Zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne, znane także jako OCD (obsessive-compulsive disorder), charakteryzują się występowaniem natrętnych, niechcianych myśli (obsesji), a także przymusowych czynności (kompulsji), które mają zredukować pojawiające się lęk i napięcie. Polski odbiorca takie zachowanie może kojarzyć z kultowego filmu Marka Koterskiego Dzień świra (2002). Jego bohater Adaś Miauczyński wykonuje serię rytuałów, które mają dać mu poczucie kontroli nad życiem. Każdy dzień rozpoczyna od siedmiu łyków wody, na śniadanie je muesli złożone z siedmiu garści różnego rodzaju płatków, orzechów i otrąb, a leki popija herbatą z nocy, po czwartym łyku (z siedmiu) oblizuje wargi. W toalecie również króluje cyfra siedem. Płukanie twarzy „też do siedmiu, trzy razy gorącą wodą ze zwilżeniem i omiataniem uszu końcem mokrych palców, oraz cztery zimną, także z omiataniem”. Papier toaletowy odrywa siedem razy lub – jeśli jest taka potrzeba – wielokrotność siódemki, tyle samo razy się podmywa. Cały kąpie się w dni nieparzyste, ale codziennie myje stopy – w tej samej wodzie, w której się podmywał, by jej nie marnować (Adaś dużo rozmyśla o suszy, dzieciach w Afryce i śmierci z odwodnienia). Później przygotowuje kawę, choć niestety „nie zawsze kopczyk powstaje symetryczny, czasem jedno ziarenko potrafi zepsuć symetrię kawowej górki”, zalewa ją wrzątkiem i miesza siedem razy. Wszystkie czynności zaczyna o pełnych godzinach, ewentualnie o wpół, a gdy się nie udaje, przestawia zegarek. Zanim usiądzie, poprawia bieliznę i spodnie, a nogi z równym obciążeniem wykłada na pufie. Ciągle sprawdza, czy zamknął za sobą drzwi, zakręcił kurki z gazem i zawory. Nieustannie przeszkadzają mu dolatujące z zewnątrz dźwięki. Jego quasibezpieczny system rytuałów stoi w kontrze do chaosu, z którym nie może sobie poradzić. Jest desperacką próbą narzucenia porządku światu, który nie chce dostosować się do jego reguł. Choć zachowania Miauczyńskiego mogą śmieszyć, są raczej smutnym mechanizmem obronnym przed bezradnością, brakiem sprawczości, wpływu na to, co przyniesie los.
Dla kultury popularnej zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne okazały się niezwykle wdzięcznym tematem. Łatwo je zobrazować (o ile kompulsje są fizyczne), uprościć, etykietując bohatera („ach, to ten, który ciągle coś liczy i powtarza”), i wykorzystać narracyjnie, często kosztem prawdy. W takiej stereotypowej wersji bohater z OCD jest ciekawy – z jednej strony podobny do nas, z drugiej trochę „dziwny”, nie wywołuje strachu, a bardziej pobłażanie, nie wymaga empatii, ale budzi sympatię. To „bezpieczne” dziwactwo, takie, które chce się oglądać, bo jest trochę znajome, a jednak nie nasze.
Dobrze ilustruje to amerykański serial komediowy Detektyw Monk, emitowany w latach 2002–2009. Opowiada o Adrianie Monku, konsultancie policyjnym, którego OCD wyklucza społecznie, ale jednocześnie czyni charakterystycznym i nad wyraz skutecznym w pracy. Monk obsesyjnie myje i dezynfekuje ręce, wielokrotnie sprawdza, czy coś zrobił, unika kontaktu fizycznego, dba o symetrię i porządek, wciąż coś poprawia, wygładza i przesuwa. Natręctwa detektywa można łatwo pokazać (w przeciwieństwie do obsesyjnych myśli), na dodatek są estetyczne i przewidywalne. Widzimy napięcie, ale nie chaos w głowie bohatera czy jego cierpienie. Lęk jest realny, jednak natychmiast oswajany i rozładowywany humorem. Co więcej, został on wpisany w „mit geniusza”, co sugeruje, że OCD być może wyniszcza samego bohatera, ale może ratować innych. To atrakcyjna i kojąca wizja, choć mająca niewiele wspólnego z rzeczywistością. W konsekwencji mimo normalizacji stereotypowy obraz zaburzenia zostaje utrwalony.
Podobnie jest w innych dziełach popkultury, wystarczy wspomnieć Aviatora (2004) – kolejny filmowy przykład osadzenia OCD w micie ekscentrycznej i utalentowanej osoby (Howarda Hughesa); Lepiej być nie może (1997) z Jackiem Nicholsonem wcielającym się w postać Melvina Udalla uwikłanego w rytuały związane (znów) z czystością, unikaniem dotyku i powtarzalnością zachowań; czy Naciągaczy (2003), których bohater Roy Waller (w tej roli wystąpił Nicholas Cage) boi się zarazków i ma tendencje do nadmiernego analizowania oraz tworzenia katastroficznych scenariuszy. Wszystkie te tytuły ukazują właściwie ten sam obraz zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych: widocznych i estetycznych rytuałów ekstrawaganckiego człowieka, podczas gdy bardziej stygmatyzujące w odczuciu społecznym treści i destrukcyjne formy OCD w postaci natrętnych myśli bez kompulsji pozostają niewidoczne.
Co ciekawe, literatura ma na temat OCD o wiele mniej do powiedzenia, szczególnie gdy chodzi o jej sfabularyzowaną odmianę. W niektórych powieściach pojawiają się wątki sugerujące obecność objawów zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych u bohaterów, jednak rzadko są one nazwane wprost. Nieco inaczej to wygląda w literaturze faktu, szczególnie zagranicznej, która w ostatnich latach częściej podejmuje ten temat, jak choćby książka Człowiek, który nie mógł przestać Davida Adama, łącząca autobiografię (dziennikarz zmaga się z obsesyjnym lękiem przed zarażeniem się wirusem HIV) z historią medycyny, neurobiologią i kulturowym kontekstem OCD. Inne warte uwagi tytuły to: Because we are bad. OCD and a Girl Lost in Thought Lily Bailey, opowiadająca o serii rytuałów, jakie autorka „musiała” wykonywać, by „odkupić” złe myśli o wyrządzeniu krzywdy innym ludziom; Obsessed: A Memoir of My Life with OCD Alisson Britz, w której pisarka dzieli się między innymi doświadczeniem lęku przed zachorowaniem na raka; Żółwie aż do końca Johna Greena, gdzie główna bohaterka Azy Holmes zmaga się z natrętnymi myślami, lękiem przed zarazkami i ruminacjami; oraz Byłam na dnie Bryony Gordon, dziennikarki, która opisuje swoje doświadczenia walki z OCD.
Terry Spencer Hesser pisała swoją książkę w latach 90. ubiegłego wieku. Z tego okresu (i początku XXI wieku) pochodzą też najpopularniejsze filmy i seriale przedstawiające bohaterów z OCD. Od tamtego czasu wiele się jednak zmieniło.
Dzięki jasnym kryteriom oraz narzędziom diagnostycznym poprawiła się rozpoznawalność tej przypadłości, dostrzeżono też ciężar, jaki ona za sobą niesie – Światowa Organizacja Zdrowia już w drugiej połowie lat 90. ubiegłego wieku uznała zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne (jako część zaburzeń psychicznych) za jedną z głównych przyczyn niepełnosprawności1. Poprawiła się dostępność terapii poznawczo-behawioralnej z ekspozycją i powstrzymaniem reakcji (Exposure and Response Prevention, ERP), która jest uważana za złoty standard w leczeniu OCD. Ustalono jasny algorytm terapii farmakologicznej, dzięki któremu lekarze wiedzą, które leki i w jakich dawkach sprawdzą się w danym przypadku najlepiej i co robić, gdy to nie działa. Nie zmienił się jednak znacząco społeczny sposób postrzegania tych, którzy się zmagają z zaburzeniami obsesyjno-kompulsyjnymi.
W ostatnich latach coraz więcej osób szeroko rozpoznawalnych przyznaje, że boryka się z OCD. Leonardo DiCaprio w dzieciństwie omijał wszelkie szczeliny, a gdy przechodził przez drzwi, cofał się i przechodził przez nie ponownie, często wiele razy. Daniel Radcliffe powtarzał w myślach różne sekwencje oraz nieustannie gasił i włączał światło. Will Poulter musiał skakać po kamieniach, bo bał się, że inaczej coś stanie się jego rodzicom. Amanda Seyfried odczuwała silny lęk przed guzem mózgu, Cameron Diaz miała obsesję na punkcie sprzątania, a Megan Fox – symetrii i porządku. David Beckham zdradził, że kiedy inni w domu śpią, robi obchód i sprawdza, czy wszystko jest posprzątane i równo ułożone; o podobnych zachowaniach mówił Justin Timberlake. W Polsce o swoim OCD opowiadały między innymi aktorka Vanessa Alexander i pisarka Katarzyna Puzyńska. Fakt, że znane osoby mówią o swoim zaburzeniu głośno, normalizuje OCD, osłabia jego rdzeń, jakim jest poczucie wstydu i osamotnienia.
Niestety mimo publicznych wyznań i ogromnych wysiłków specjalistów zdrowia psychicznego, by odstygmatyzować zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne, edukacja w obszarze OCD jest nadal niewystarczająca. Nerwica natręctw – bo to ta nazwa zaburzenia utrwaliła się w świadomości społecznej – nadal bywa mylona z perfekcjonizmem, pedantyzmem, ekscentrycznością i nadmierną wrażliwością. Dla większości osób postronnych to wciąż nieco zabawne, dziwaczne zachowania, nad którymi można co najwyżej z politowaniem pokiwać głową. Wracasz się, by sprawdzić, czy zamknąłeś drzwi? Nie pękaj, nie masz nic, co złodzieje chcieliby ukraść. Znowu myjesz ręce? Odrobina bakterii jeszcze nikogo nie zabiła. Ciągle sprzątasz? Daj spokój, jutro znowu będzie bałagan. Krzywo? No i co z tego, to tylko dywan. Jak będziesz tak wszystko dezynfekować, to ci odporność spadnie. Nie musisz modlić się po dziesięć razy, to nie konkurs. Jak coś ma się stać, to i tak się stanie. Każdy ma czasem głupie myśli. Wyluzuj. Nie przesadzaj. Weź się w garść. Znajdź sobie jakieś zajęcie. Po prostu nie myśl.
Zamianę jednego z najbardziej obciążających zaburzeń psychicznych w żart lub „cechę charakteru” oraz traktowanie realnego doświadczenia lęku i przymusu jako niewidzialnego tła życia doskonale ilustrują historie przedstawione w książce. Zdecydowana większość ich bohaterów wstydziła się lub nadal się wstydzi swoich myśli i rytuałów, a jeśli ich tematyka ociera się o tabu, jak choćby krzywdzenie innych osób, bluźnierstwa czy pedofilia, nie dziwi fakt, że są skrzętnie skrywane. Niestety zwykle pod płaszczem ogromnego cierpienia.
Każda z przedstawionych historii jest obrazem jeśli nie cierpienia, to przynajmniej ogromnego dyskomfortu związanego z niechcianymi myślami i przymusem wykonania pewnych czynności, które zajmują bohaterom nawet kilka godzin w ciągu dnia, znacząco wpływając na ich funkcjonowanie. Opowieści nie są podzielone na typy ani odmiany, bo jedną z charakterystycznych cech zaburzeń obsesyjno-kompulsyjnych jest współwystępowanie obsesji i kompulsji o różnorodnej tematyce. U niektórych osób dominuje potrzeba sprzątania i symetrii, ale nie odczuwają one lęku przed zarazkami. Inne doświadczają myśli o charakterze seksualnym czy religijnym lub takich, w których kogoś krzywdzą, nie czują jednak przymusu nieustannego sprawdzania, czy zakręciły gaz lub zamknęły drzwi. Są też takie, które szukają u partnera lub partnerki ciągłych zapewnień o miłości, a w sobie – potwierdzenia własnych uczuć, ale nie myślą wciąż o tym, że zachorują na raka. Bywają też ludzie, u których te obsesyjne myśli przychodzą jedna po drugiej. Łączy ich wszystkich przemożna niechęć do myśli, za którymi krok w krok idzie przymus wykonania rytuałów.
Historie te są uczciwą i szczerą ilustracją życia z OCD oraz ciągłej walki o kontrolę nad własnym umysłem. Bohaterowie opowiadają, w jakich okolicznościach natręctwa pojawiły się w ich życiu, kiedy zaniepokoiły ich na tyle, że zdecydowali się poprosić o pomoc, i na czym ona polegała. Mówią o swoich doświadczeniach z lekarzami, farmakoterapią, psychologami oraz psychoterapią. Dzielą się reakcjami najbliższych i oceniają poziom wsparcia, jakie otrzymali (lub nie). Ich opowieści przeplatają w książce rozmowy ze specjalistami zdrowia psychicznego. Prosto, ale merytorycznie tłumaczą oni, czym są zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne, jakie jest ich źródło, jak je rozpoznać i leczyć. Wyjaśniają, dlaczego OCD lubi chodzić w parze z innymi zaburzeniami psychicznymi oraz z neuroatypowością. Pokazują, jak działa psychoterapia indywidualna i grupowa i jak wielkim może być wsparciem – dla dorosłych i dzieci z OCD, a także dla ich najbliższych. Przekazują wiedzę, dzielą się doświadczeniem, podsuwają wskazówki, niosą nadzieję.
Bo to, co w rozmowie o OCD jest najważniejsze, to właśnie przeświadczenie, że da się z nim żyć. Nie – z niego wyjść, nie – wyleczyć je, ale nauczyć się gasić pożar w zalążku. Przede wszystkim zaś można zrozumieć, że lęk to naturalna emocja, którą odczuwa każdy i która zawsze w końcu opada, nawet bez niczyjej pomocy.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
Ten rozdział jest dostępnytylko w pełnej wersji książki.
Zapraszamy do zakupu
1 Murray C.J.L., Lopez A.D., The Global Burden of Disease: A comprehensive assessment of mortality and disability from diseases, injuries, and risk factors in 1990 and projected to 2020, Harvard School of Public Health, 1996, s. 21. ↩
Projekt okładkiKarolina Żelazińska-Sobiech
WydawczyniMaria Mazurek
Redaktor prowadzącyDominik Leszczyński
RedakcjaAgnieszka Radtke
KorektaAnna Strożek, Teresa Zielińska
Copyright © by Paulina Wójtowicz, 2026 Copyright © by Wielka Litera Sp. z o.o., Warszawa 2026
Żaden fragment tej książki nie może być wykorzystywany do szkolenia systemów sztucznej inteligencji.
ISBN 978-83-8360-440-4
Wielka Litera Sp. z o.o. ul. Wiertnicza 36 02-952 Warszawa
Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.
