Ebook i audiobook dostępne w abonamencie bez dopłat od 06.10.2026
Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
29,98 zł
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 29,98 zł
„Nelka z Karkonoszy” – nowa seria Anny Szczypczyńskiej
dla młodszych i starszych wielbicieli polskich gór, przygód…oraz magii.
Kiedy Nela trafia do Szklarskiej Poręby, jest pewna, że to będą
najnudniejsze wakacje w jej życiu.
Do czasu, gdy poznaje Ametystowego Psa!
Wraz z nim pojawia się zagadka, która prowadzi Nelę przez lasy,
schroniska i ukryte zakamarki Karkonoszy oraz Gór Izerskich.
Wraz z nową koleżanką Polą, jej szalonym psem Kefirem oraz lokalnymi
kolegami Marcelem i Dawidem, Nela rozpoczyna poszukiwania Okruchów
Lśnienia – fragmentów magii, które powoli zaczynają znikać ze świata.
Żeby je odnaleźć, będzie musiała się wiele nauczyć i zmierzyć się z
czymś, czego nie da się zobaczyć gołym okiem.
Uwaga!
- Nie wszystkie wskazówki są prawdziwe.
- Nie każdy ma dobre intencje.
- A największe niebezpieczeństwo często jest… niewidoczne.
Czy Nelka nauczy się ufać sobie na tyle, by odnaleźć okruchy, nim zniknie
coś ważnego?
Pełna przygód, humoru i ciepła opowieść o tym, że magia pojawia się
wtedy, gdy zaczynamy widzieć, a nie tylko patrzeć...
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 155
Rok wydania: 2026
Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Tekst © Anna Szczypczyńska, 2026
ILUSTRACJA NA OKŁADCE, MAPA I ILUSTRACJE W KSIĄŻCE, © Matylda Konecka, 2026
Copyright © by Grupa Wydawnicza FILIA, 2026
Wszelkie prawa zastrzeżone
Wydanie pierwsze, Poznań 2026
PROJEKT OKŁADKI: Matylda Konecka, Piotr Przepiórkowski
REDAKTOR PROWADZĄCA: Anna Czech
REDAKCJA: Pracownia Edytorska „Eadem”, Monika Krzywoszyńska
KOREKTA: Barbara Szymanek, Justyna Techmańska
SKŁAD I ŁAMANIE: Monolitera Piotr Przepiórkowski
ISBN 978-83-8441-586-3
Wydawnictwo FRAJDA
Imprint Grupy Wydawniczej FILIA Sp. z o.o.
www.wydawnictwofrajda.pl
Grupa Wydawnicza FILIA Sp. z o.o.
ul. Franciszka Kleeberga 2, 61-615 Poznań
www.wydawnictwofilia.pl
Moim wiernym Czytelnikom ze Szkoły Podstawowej nr 5 w Szklarskiej Porębie, którzy sprawili, że odważyłam się opowiedzieć tę historię.
Koniec świata
Sobotni poranek zaczął się zwyczajnie i nic nie zapowiadało nadciągającej powoli katastrofy. Mama kręciła się po mieszkaniu z kubkiem zielonej herbaty (jak można pić coś, co smakuje jak porcja kurzu zalana gorącą wodą?), a tata właśnie wrócił z treningu. Przygotowywał się do jesiennego maratonu, a to oznaczało, że będzie biegł prawie cztery godziny. I to bez przerwy! Wyobrażacie sobie? Byłam z siebie dumna, kiedy udawało mi się przebiec bez zatrzymywania dwa okrążenia na szkolnym boisku…
Tata otarł pot z czoła i położył na stole papierową torebkę pełną ciepłych jeszcze bułek.
– Dla ciebie bezglutenowe. – Spojrzał na mamę z miną, która jednoznacznie sugerowała, że sam nie chce mieć z nimi nic wspólnego. – Dla mojej córki chałka, a dla mnie bielutka bagietka z dodatkową porcją glutenu. – Puścił do mnie oko.
Mama dba o to, żebyśmy jedli zdrowo i pożywnie, ale „zdrowo i pożywnie” nie zawsze znaczy „smacznie”. Lubimy z tatą żartować z jej eksperymentów, które czasem kończą się kulinarnym kataklizmem.
– Chodźcie, siadamy do stołu. Umieram z głodu! – powiedział tata. – Zresztą chcemy ci z mamą przekazać dobre wieści.
Zaraz, zaraz, czyżby rodzice kupili mi wrotki? Te śliczne, w bladoróżowe kwiatki, które już dawno temu sobie upatrzyłam? Nie. Po minie mamy już widziałam, że to coś poważniejszego.
– Bierzemy psa! – krzyknęłam uradowana.
Ale tata pokręcił przecząco głową.
– Być może, ale jeszcze nie teraz – wyjaśnił, po czym nieoczekiwanie udał się do łazienki, by wziąć szybki prysznic.
Ale ja wiedziałam swoje: schował się tam, by uciec przed trudnym tematem. Sama też tak robię.
Posmutniałam. Mama od razu to zauważyła.
– Nie martw się, Nelciu. Nowiny, które chcemy ci przekazać, są niejako związane z psem – próbowała mnie pocieszyć.
– Niejako? – powtórzyłam. Dlaczego dorośli nigdy nie mówią wprost? – To będziemy mieć psa czy nie?
– To skomplikowane – odpowiedziała mama.
Mogłam się domyślić. Rodzice lubią wszystko komplikować. O ile prostsze byłoby życie, gdyby posługiwali się słowami, które każdy rozumie: „tak”, „nie”, „nie wiem”, zamiast owijać w bawełnę, jak często mówiła babcia Krysia.
– Pamiętasz, jak kilka lat temu spędziliśmy ferie zimowe w Szklarskiej Porębie? Spotkaliśmy się wtedy z siostrą twojej babci, ciotką Haliną.
Pewnie, że pamiętałam. Takich ferii się nie zapomina! Pierwszy raz miałam na stopach twarde jak skorupa buty narciarskie i próbowałam swoich sił na stoku. Rodzice zapisali mnie do szkółki narciarskiej, gdzie nauczyłam się powoli zjeżdżać „na pizzę” (dorośli oficjalnie nazywają ten styl pługiem), a potem śmigać w dół „na frytkę”. To świetna zabawa! Kiedy nasze policzki się zaróżowiły, a palce dłoni skostniały z zimna i trudno nam było utrzymać w dłoniach kijki, instruktor zabierał nas do drewnianej chatki, stawiał na stole ogromny dzbanek herbaty malinowej i talerz z ciasteczkami maślanymi. Na samo wspomnienie ferii w Szklarskiej Porębie zaburczało mi w brzuchu.
– Siostra twojej babci, ciocia… – Mama raptem przerwała. Wyglądała, jakby szukała czegoś w pamięci. Konkretnie: imienia ciotki. – Ciocia…
– Halina – przyszłam z pomocą.
– Zgadza się, Halina. – Mama wyglądała na nieco zmieszaną tym, że zapomniała, jak ma na imię siostra jej matki, ale próbowała udawać, że nic się nie stało. – Jest coraz słabsza. Pomyśleliśmy z tatą, że moglibyśmy na jakiś czas przenieść się do Szklarskiej Poręby i pomóc jej prowadzić pensjonat.
Czy ja dobrze usłyszałam? Od kilku dni nie czyściłam uszu. Muszę to nadrobić.
– Tata i tak pracuje zdalnie. Miałby tam swój gabinet, ty ogromny pokój na poddaszu, a ja mogłabym w spokoju redagować teksty i pomagać ciotce obsługiwać gości w pensjonacie. Miałabym więcej czasu dla ciebie, bo nie marnowałabym go na stanie w korkach. – Mama podeszła bliżej i położyła mi dłoń na ramieniu. – A jeśli uznamy, że jest nam tam dobrze i chcemy zostać na dłużej, pomyślimy o psie…
A jednak to nie była kwestia brudnych uszu.
– O nie, nie! Nie ma mowy! – Przestałam skubać słodką kruszonkę chałki. Okazało się, że są ważniejsze rzeczy do zrobienia.
– Zmiany nigdy nie są łatwe. To naturalne, że się boisz. Ale zobaczysz, że spodoba ci się życie w Szklarskiej Porębie.
– Nie! Ja się nigdzie stąd nie ruszam! To jest mój dom. Mam tutaj szkołę i koleżanki. Nie ma mowy! – Zerwałam się z krzesła.
– Spokojnie, dajmy sobie czas. Będziemy o tym rozmawiać i wspólnie rozwiewać wszelkie wątpliwości.
– Wątpliwości? Ja nie mam żadnych wątpliwości. Zostaję tutaj i koniec! – krzyknęłam i skierowałam się w stronę drzwi. Chciałam jak najszybciej wyjść z kuchni. Już i tak straciłam apetyt.
– O proszę, widzę, że zaczęłyście tę rozmowę beze mnie… – W drzwiach kuchni pojawił się tata z wielkim kolorowym ręcznikiem, którym wycierał mokre włosy. Poczułam zapach jego szamponu. Zapach taty i zapach domu. Domu, z którym mama właśnie kazała mi się pożegnać. – Przeprowadzamy się w Karkonosze! – powiedział z szerokim uśmiechem na twarzy. – Podekscytowana?
No, nie mówcie mi, że to nie brzmiało jak koniec świata!
Żegnaj, Warszawo!
Najpierw czułam złość. Chciałam tupać nogami, trzaskać drzwiami i wrzeszczeć na całe gardło. Ta złość szybko przerodziła się jednak w smutek. Byłam smutna, bo poranna rozmowa z mamą nie okazała się snem, z którego w końcu się obudzę. Byłam smutna, że nie jestem dorosła i nie mogę decydować o pewnych sprawach tak, jak każdego dnia robią to moi rodzice. Ale przede wszystkim dlatego, że będę musiała opuścić szkołę i przyjaciół, bez których nie wyobrażałam sobie życia. Niby jak miałabym przetrwać w ławce bez Natki? Kto pożyczy mi długopis albo klej, kiedy zapomnę spakować piórnik do plecaka? A co z Julkiem, który zawsze zjada za mnie kotlety? Co z panią Magdą, która jest mistrzynią cierpliwości? Żeby wytrzymać z naszą klasą tyle godzin każdego dnia, trzeba mieć nerwy ze stali – jak mawiała babcia Krysia. Pani Magda właśnie takie nerwy ma, choć ani trochę nie przypomina stalowego robota.
I najważniejsza kwestia: po co to wszystko? Co ja będę robić w tej całej Szklarskiej Porębie? Czy oni mają kino? Albo Centrum Nauki Kopernik? Jedyne, co stamtąd pamiętam, to śnieg i setki – nie! – tysiące choinek. Przepraszam, świerków. Tata wyjaśnił mi nawet, jak je rozpoznać. Świerk ma króciutkie igły, które wyrastają bezpośrednio z gałązek. W dotyku są sztywne i kłujące – w przeciwieństwie do długich i miękkich igieł sosny. Najprościej to wyjaśnić na przykładzie psów: długowłosy cocker spaniel jest jak sosna, za to wyżeł weimarski, którego sierść wbija się w kanapy i dywany – jak świerk. Pies to jedyne, co mogłoby mnie podnieść na duchu; postanowiłam jednak, że nie skusi mnie nawet wizja czworonoga. Moje życie było w Warszawie i nie zamierzałam się z niej wynosić. Za żadne skarby!
W domu nie mówiłam zbyt wiele, co nie przychodziło mi łatwo, ponieważ jestem gadułą. Lubię dzielić się przemyśleniami na temat tego, co widzę, myślę czy czuję. Tym razem jednak milczałam jak grób.
– Powiesz mi, co się dzieje? – zapytała mama tym swoim łagodnym głosem i promiennie się do mnie uśmiechnęła.
Miałam ochotę odpowiedzieć jej tym samym, bo uśmiech mamy właśnie tak działa: kiedy go widzisz, chcesz się uśmiechnąć. Na szczęście w ostatniej chwili się powstrzymałam i nie pozwoliłam kącikom ust się unieść. W końcu byłam obrażona, prawda? Nie chciałam rozmawiać. Wolałam zaszyć się w pokoju i czytać kolejny komiks. O psach, rzecz jasna, bo psy to najlepsze stworzenia na świecie. Są przy tobie zawsze. Nie zmieniają zdania. Nie każą ci się przeprowadzać w nowe miejsce. Ale jeśli podejmiesz decyzję, że chcesz się przenieść, wiernie za tobą pójdą.
***
Najtrudniejsze było pożegnanie z przyjaciółmi. Natka namalowała dla mnie obraz.
– Żebyś mogła go powiesić na ścianie w swoim nowym pokoju – powiedziała.
To był nasz portret. Stałyśmy w podobnych sukienkach, fioletowych (w końcu to nasz ulubiony kolor), z włosami związanymi w końskie ogony, a na ustach miałyśmy szerokie uśmiechy. Nic dziwnego – kiedy jesteśmy razem, często się śmiejemy. Natka namalowała nas na zielonej trawie, za naszymi plecami ciągnęła się błękitna Wisła, a w tle wyrastały drapacze chmur, czyli przeszklone biurowce. Przyzwyczaiłam się do tego widoku. I do miejskiego zgiełku. Nie wiedziałam, czy będę w stanie polubić ciszę i spokój, ale wyglądało na to, że nie mam innego wyjścia.
Julek był nieco mniej wylewny. Poklepał mnie po plecach i powiedział, że teraz będzie musiał sobie znaleźć innego partnera do wspólnych posiłków.
– A wbrew pozorom to wcale nie jest takie proste, bo wszyscy z naszej paczki są mięsożerni – wyjaśnił. – Ty jesteś wyjątkowa.
„Jestem wyjątkowa” – powtórzyłam w myślach i postanowiłam, że właśnie to zdanie zapamiętam z naszego ostatniego spotkania.
Pani Magda próbowała być silna, czyli – jak mówi babcia – trzymać fason. Wręczyła mi książkę o górach, żebym wiedziała, jak się ubrać, co spakować do plecaka i na co uważać, gdy będę się szykować na szlak. Ale najmilszym prezentem był album, który stworzyła wraz z całą klasą. Miał twardą oprawę w fioletowym, rzecz jasna, kolorze i złoty napis: „Nelka i jej drużyna”. W środku były nasze zdjęcia z wycieczki do Krakowa i Bochni, ze szkolnej dyskoteki, z balu przebierańców i wyjątkowej lekcji na temat ułamków, których uczyliśmy się, krojąc na części naleśniki z dżemem truskawkowym (wcześniej sami je usmażyliśmy). Był nawet ususzony liść kasztanowca, który kwitł przed naszą szkołą, a jego kwiaty co roku niemal wpadały nam przez okno do sali.
– Nelko, Szklarska Poręba będzie miała wielkie szczęście, że zyska tak kreatywną mieszkankę. – Oczy pani Magdy się zaszkliły, a po jej policzku spłynęła łza. – Odwiedzaj nas często – wyszeptała mi do ucha, po czym mocno mnie przytuliła.
Owiał mnie zapach jej pomarańczowo-cynamonowych perfum. Lubiłam go. Sprawiał, że czułam się bezpieczna. Zaczęłam się zastanawiać, jak będzie pachnieć moja nowa wychowawczyni: lasem, skoro to Szklarska Poręba, czy pyszną babeczką waniliową jak mama? Oby nie pachniała wizytą u dentysty albo brukselką. Wszystko inne zniosę.
Wieczorem długo nie mogłam zasnąć. Myślałam o ostatnim dniu w szkole i z trudem powstrzymywałam łzy. Włączyłam nocną lampkę, wyjęłam z plecaka obrazek, który dostałam od Natki, i umieściłam go na szafce przy łóżku. I wtedy to się stało. A może nic się nie stało, tylko wcześniej tego nie zauważyłam? Byłam pewna, że obie z Natką mamy na nim fioletowe sukienki. Kiedy jednak spojrzałam na portret przed snem, sukienka mojej przyjaciółki była fioletowa jak lawenda, ale moja okazała się szara jak popiół. Jak to się stało? Wyłączyłam lampkę i odwróciłam się do ściany. Obiecałam sobie, że choćby nie wiem co, nie polubię Szklarskiej Poręby. Zamierzałam wszystko zapamiętać, żeby potem udowodnić rodzicom, że miałam rację.
Mój nowy pokój
Jeszcze zanim dotarliśmy do Szklarskiej Poręby, zdążyłam odkryć kilka wad tego miejsca. Oto lista, którą zaczęłam spisywać w aucie mamy. Z nudów, rzecz jasna, bo jechaliśmy tak długo, że wyczerpałam pomysły na gry i zabawy, a z iPada mama pozwalała mi korzystać tylko pół godziny dziennie. Ze złości założyłam więc specjalny zeszyt i na pierwszej stronie napisałam:
Dlaczego przeprowadzka do Szklarskiej Poręby to ZŁY pomysł:
Nie byłam tylko pewna, czy trzydzieści dwie kartki wystarczą na wypisanie wszystkich punktów. Coś mi podpowiadało, że będzie ich sporo.
Szklarska jest bardzo daleko od Warszawy. Podróż dłuży się jak lekcja, na której jest zastępstwo za panią Magdę.
Musiałam spakować wszystkie rzeczy z mojego pokoju, żeby kilka dni później z powrotem je wypakować i znaleźć dla nich nowe miejsce. Czy to nie jest strata czasu?
Mam zamieszkać w pokoju na poddaszu. Takim ze skosami. A co, jeśli obudzę się w nocy, zapomnę, że nie mieszkam już w swoim starym pokoju, w którym nie miałam sufitu tuż nad głową, i nabiję sobie guza?
Pewnie się zastanawiacie, o co chodzi z tym poddaszem. Otóż mój nowy pokój znajdował się tuż pod dachem, a w Szklarskiej Porębie wszystkie domy miały dachy, które przypominały trójkątne czapki.
Po ciągnącej się podróży wreszcie dotarliśmy na miejsce. Choć właściwie wcale nie takie „wreszcie”, bo tego słowa używa się raczej wtedy, kiedy nie możesz się czegoś doczekać, a ja na tę Szklarską Porębę wcale nie czekałam. Ani trochę. Oddałabym całą kolekcję swoich psich pluszaków, żeby zostać w Warszawie…
Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej
Okładka
Karta tytułowa
Karta redakcyjna
Rozdział 1: Koniec świata
Rozdział 2: Żegnaj, Warszawo!
Rozdział 3: Mój nowy pokój
Okładka
Strona tytułowa
Prawa autorskie
Dedykacja
Meritum publikacji
