Natura Humana - Włodzimierz Bykowski - ebook

Natura Humana ebook

Włodzimierz Bykowski

0,0

Opis

O AUTORZE I KSIĄŻCE

Włodzimierz Józef Bykowski, urodzony w 1967 roku w Bydgoszczy, polski projektant przemysłowy i graficzny, malarz, rysownik, fotograf, regionalista, autor przewodników i książek. Debiutował w 1986 roku scenariuszem i rysunkami undergroundowego komiksu Szynel według Mikołaja Gogola. Od 1991 roku zajmował się reklamą i wystrojami wnętrz, a od 1995 roku tworzeniem wydawnictw reklamowych, książek, plakatów, opakowań, znaków towarowych, logotypów. W latach 2002–2005 redaktor graficzny polskiego wydania międzynarodowego magazynu parolotniowego Cross Country Polska. Miał 20 indywidualnych wystaw malarstwa, rysunku i fotografii. Od 2005 roku projektuje design paralotni Dudek.

Od 1999 roku opublikował około 30 przewodników turystycznych, które najczęściej ilustrował własnymi zdjęciami – ich łączny nakład przekroczył 100 tysięcy egzemplarzy. Pisał artykuły o tematyce turystycznej do Ilustrowanego Kuriera Polskiego, Przeglądu ekologicznego Pomorza i Kujaw, Expressu Bydgoskiego. W 2013 roku opublikował powieść fantastyczną Różowe robaki. W latach 2019-2022 publicysta Polskiego magazynu w UK oraz Polskiego magazynu w regionie.

www.bykowski.datum.pl

 

W najnowszej książce Włodzimierz Bykowski – podobnie jak to było w przypadku Dyktatury absurdu – odpowiada na zadawane sobie kardynalne pytania związane z człowiekiem i jego naturą. Nie dokonuje tego jednak z perspektywy antropologicznej, ale posługuje się wiedzą przyrodniczą, matematyką oraz logiką ogólną. Sięga w ten sposób do podstaw rozumowania, które jego zdaniem rodzi się już na poziomie komórkowym, kiedy powstają pierwsze biologiczne schematy logiczne. Czyni to w sposób przystępny, wyjaśniając wszystkie trudniejsze pojęcia, odwołując się do obrazów znanych z kultury masowej. Natura humana jest również krytyką filozoficznego postmodernizmu, którego jednym z przedstawicieli jest Juwal Noach Harari. Bykowski wielokrotnie odnosi się do jego wypowiedzi, zauważając ich postnaukowy charakter.

Pojęcie natury odnosi się do rzeczywistości obiektywnej, czyli świata dostępnego poznaniu zmysłowemu. Tego typu poznanie łączy się z kolei z logiką, która wyznacza schematy rozumowania prowadzącego ku prawdzie. Gromadząc wiedzę naukową, zawsze zakładano, że świat fizyczny, a zatem również biologiczny, możemy zrozumieć i opisać. Naturą ludzką najczęściej określa się przyrodzoną lub instynktowną część człowieka, będącą ramą dla doświadczeń indywidualnych lub zbiorowych, kształtujących osobowość każdego z nas. Definiowanie tych wszystkich pojęć nastręcza współcześnie ogromnych trudności, ponieważ w ramach teorii krytycznej, kwestionuje się w zasadzie wszystko co było bazą rozwoju człowieka, nie tylko jako zwierzęcia, ale również istoty myślącej. Ograniczenia ludzkiej natury wynikają w dużej mierze z charakteru biologicznych receptorów, którymi doświadczamy świata oraz właściwości języków naturalnych, wyznaczających granice rozumienia pojęć abstrakcyjnych, a w konsekwencji stosowania logiki i etyki sytuacyjnej.

Natura humana jest drugą z czterech książek Bykowskiego o kondycji współczesnego człowieka, jakie Wydawnictwo Region przygotowało w ramach Biblioteki Apeironu. Kolejną będzie Homo diabolicus, a jej premiera jest zaplanowana na koniec 2023 roku. W niej autor będzie zajmować się demonicznymi skłonnościami ludzkiej natury z perspektywy antropologii kulturowej, religii oraz sztuki. Odniesie się również do modnego dziś transhumanizmu i sztucznej inteligencji tworzonej w ramach rewolucji informatycznej.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows

Liczba stron: 221

Rok wydania: 2023

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Włodzimierz Bykowski

NATURAHUMANA

 

 

Joannie i Wieńczysławowi

 

 

 

 

Utworzył tedy Pan Bóg człowieka z mułu ziemie,i natchnął w oblicze jego dech żywota:i stał się człowiek w duszę żywiącą.

Pismo Święte w tłumaczeniu Jakuba Wujka, Księga Rodzaju 2:7

 

 

© Copyright by Włodzimierz Józef Bykowski, 2023

Konsultacja merytoryczna:Wieńczysław Bykowski, Artur Małowiński

Redakcja i korekta:Elżbieta Bykowska, Zbigniew Włodarczak

Projekt okładki i łamanie:Włodzimierz Bykowski

 

 

 

 

 

Wydawnictwo REGION Jarosław Ellwartul. Goska 8, 81-574 Gdyniawww.wydawnictworegion.ple-mail: [email protected]

Wydanie I, Gdynia 2023

ISBN 978-83-7591-975-2 epub

O AUTORZE I KSIĄŻCE

Włodzimierz Józef Bykowski, urodzony w 1967 roku w Bydgoszczy, polski projektant przemysłowy i graficzny, malarz, rysownik, fotograf, regionalista, autor przewodników i książek. Debiutował w 1986 roku scenariuszem i rysunkami undergroundowego komiksu Szynel według Mikołaja Gogola. Od 1991 roku zajmował się reklamą i wystrojami wnętrz, a od 1995 roku tworzeniem wydawnictw reklamowych, książek, plakatów, opakowań, znaków towarowych, logotypów. W latach 2002–2005 redaktor graficzny polskiego wydania międzynarodowego magazynu parolotniowego Cross Country Polska. Miał 20 indywidualnych wystaw malarstwa, rysunku i fotografii. Od 2005 roku projektuje design paralotni Dudek.

Od 1999 roku opublikował około 30 przewodników turystycznych, które najczęściej ilustrował własnymi zdjęciami – ich łączny nakład przekroczył 100 tysięcy egzemplarzy. Pisał artykuły o tematyce turystycznej do Ilustrowanego Kuriera Polskiego, Przeglądu ekologicznego Pomorza i Kujaw, Expressu Bydgoskiego. W 2013 roku opublikował powieść fantastyczną Różowe robaki. W latach 2019-2022 publicysta Polskiego magazynu w UK oraz Polskiego magazynu w regionie.www.bykowski.datum.pl

 

W najnowszej książce Włodzimierz Bykowski – podobnie jak to było w przypadku Dyktatury absurdu – odpowiada na zadawane sobie kardynalne pytania związane z człowiekiem i jego naturą. Nie dokonuje tego jednak z perspektywy antropologicznej, ale posługuje się wiedzą przyrodniczą, matematyką oraz logiką ogólną. Sięga w ten sposób do podstaw rozumowania, które jego zdaniem rodzi się już na poziomie komórkowym, kiedy powstają pierwsze biologiczne schematy logiczne. Czyni to w sposób przystępny, wyjaśniając wszystkie trudniejsze pojęcia, odwołując się do obrazów znanych z kultury masowej. Natura humana jest również krytyką filozoficznego postmodernizmu, którego jednym z przedstawicieli jest Juwal Noach Harari. Bykowski wielokrotnie odnosi się do jego wypowiedzi, zauważając ich postnaukowy charakter.

Pojęcie natury odnosi się do rzeczywistości obiektywnej, czyli świata dostępnego poznaniu zmysłowemu. Tego typu poznanie łączy się z kolei z logiką, która wyznacza schematy rozumowania prowadzącego ku prawdzie. Gromadząc wiedzę naukową, zawsze zakładano, że świat fizyczny, a zatem również biologiczny, możemy zrozumieć i opisać. Naturą ludzką najczęściej określa się przyrodzoną lub instynktowną część człowieka, będącą ramą dla doświadczeń indywidualnych lub zbiorowych, kształtujących osobowość każdego z nas. Definiowanie tych wszystkich pojęć nastręcza współcześnie ogromnych trudności, ponieważ w ramach teorii krytycznej, kwestionuje się w zasadzie wszystko co było bazą rozwoju człowieka, nie tylko jako zwierzęcia, ale również istoty myślącej. Ograniczenia ludzkiej natury wynikają w dużej mierze z charakteru biologicznych receptorów, którymi doświadczamy świata oraz właściwości języków naturalnych, wyznaczających granice rozumienia pojęć abstrakcyjnych, a w konsekwencji stosowania logiki i etyki sytuacyjnej.

Natura humana jest drugą z czterech książek Bykowskiego o kondycji współczesnego człowieka jakie Wydawnictwo Region przygotowało w ramach Biblioteki Apeironu. Kolejną będzie Homo diabolicus, a jej premiera jest zaplanowana na koniec 2023 roku. W niej autor będzie zajmować się demonicznymi skłonnościami ludzkiej natury z perspektywy antropologii kulturowej, religii oraz sztuki. Odniesie się również do modnego dziś transhumanizmu i sztucznej inteligencji tworzonej w ramach rewolucji informatycznej.

MYŚLĘ, WIĘC JESTEM

Rzeczywistość istnieje. Przynajmniej większość z nas ma takie przekonanie, bo obiektywne fakty lub prawdy dla dużej części społeczeństwa wydają się rzeczą intuicyjnie oczywistą i niepodważalną. Jeżeli podczas wiosennego spaceru po bałtyckiej plaży znaleźliśmy przypadkiem dwa bursztyny i wsadziliśmy je do kieszeni, a następnie ich nie wyjmowaliśmy, aż do przyjazdu do domu, to po ponownym włożeniu ręki do otworu spodni okaże się, że nadal tam są. Dwa bursztyny znalezione na plaży. Całkiem spore. Rzeczywiście musieliśmy je znaleźć skoro nadal mieliśmy je w kieszeni. Nic nam się nie przyśniło, nie ulegliśmy halucynacjom. Niestety, po wyschnięciu, okazało się, że oba jantary są chropowate i słabo przepuszczają światło. Może w takim razie warto by je było oszlifować, a następnie wypolerować? W internecie poszukaliśmy jak to zrobić. Z szafki wyjęliśmy arkusze papieru ściernego w kilku gradacjach. Najpierw usunęliśmy większe wypukłości, a później wyrównaliśmy oba bursztyny bardzo drobnym papierem. Nadal się jednak nie błyszczały. Były matowe. Dlatego zaczęliśmy je polerować na bawełnianej szmatce, a z braku profesjonalnej pasty polerskiej użyliśmy jakiejś zwykłej, do zębów. Powoli, nieomal niepostrzeżenie, powierzchnia jantarów zaczęła błyszczeć, a słoneczne światło mogło je już prześwietlać. Dzięki naszemu wysiłkowi, dwa bursztyny znalezione na plaży zamieniły się w jubilerskie cacka. Mogliśmy wziąć lupę i trzymając znaleziska w świetle biurkowej lampki dokładnie obejrzeć. Ich spękana wewnętrzna struktura świadczyła o niesamowitej historii skamieniałej żywicy, która w trzeciorzędzie spłynęła z drzewa. Ku naszemu zaskoczeniu w jednym z bursztynów dostrzegliśmy zatopionego owada. Jakąś maleńką muszkę, która w wyniku błędnej decyzji usiadła na drzewie, a następnie została złapana przez lepką ciecz spływającą z pnia. Skrzydlaty owad zakończył życie topiąc się w gęstniejącej żywicy. To nie są już dwa bursztyny znalezione na plaży, to jest nasz skarb. Ślad historii, zapis faktów, których żaden człowiek nie był świadkiem. Na podstawie tysięcy podobnych doświadczeń uznaliśmy, że rzeczywistość po prostu była, jest i najprawdopodobniej będzie, a jej utrwalone zmiany widzimy wszędzie wokół nas, na przykład w bursztynie znalezionym na plaży.

Jest jednak zasadnicze „ale”. Wszystko sobie wyobraziliśmy, bo tak naprawdę żadnych bursztynów nie znaleźliśmy. Nie było też nadmorskiego spaceru, nie było powrotu do domu, szlifowania i polerowania kamieni. Nawet nie mamy pewności, czy rzeczywiście w ten sposób można doprowadzić surowy bursztyn do wyglądu jaki znamy ze sklepów z biżuterią. Nie było też muszki, która rzekomo zginęła miliony lat temu utopiona w żywicy wypływającej z drzewa, choć jesteśmy przekonani, że niezliczone tysiące owadów ginęło właśnie w taki sposób. Cała opowieść była przykładem, narracyjnym wywodem, tłumaczącym, że otaczająca nas rzeczywistość naprawdę istnieje. Ale czy dowodem na cokolwiek może być fantazja, nawet oparta na naukowych teoriach lub powszechnym doświadczeniu? Wydaje się, że nie, bo faktem jest tylko to, co już się stało lub właśnie się dzieje. W Słowniku języka polskiegoz 1978 roku, pojęcie faktu jest definiowane jako „to, co zaszło lub zachodzi w rzeczywistości; zdarzenie, zjawisko; określony stan rzeczy”, a więc wyłącznie to, co z pewnością miało miejsce w przeszłości lub zachodzi w teraźniejszości. W takim przypadku niczego co dotyczy przyszłości nie możemy określać mianem faktu, bo nawet zdarzenia uchodzące za nieuchronne mogą w rzeczywistości nie mieć miejsca, nawet z jakiegoś błahego powodu. Dlatego nasza wiedza i rozumienie świata w dużej mierze opiera się na: domniemaniach, hipotezach, przewidywaniach, przypuszczeniach, możliwościach, złudzeniach, imaginacjach i to nawet wtedy, kiedy dotyczą one przekonań dużej grupy ludzi. Większość może się mylić – z tego wynika, że prawa demokracji nie mają zastosowania w przypadku poszukiwania prawdy o otaczającej nas rzeczywistości. Liczy się dowód. Podobnie jest z przykładami kreowanymi na podstawie wiedzy historycznej lub naukowej. Bardzo często nie mamy do czynienia z rzeczywistymi wydarzeniami, a jedynie opiniami lub opowieściami bazującymi na faktach, którym trudno przyporządkować jakąkolwiek tradycyjną wartość logiczną. Nie są one ani prawdą, ani fałszem. Najczęściej są to możliwości alternatywnego wyjaśnienia omawianego problemu. Kiedy indziej mają wyłącznie coś obrazować – na przykład schemat rozumowania. Dlatego, na nieomal każdym akademickim wykładzie, w każdym podręczniku jakiejś dziedziny wiedzy, spotykamy się z przykładami analogicznymi do opowieści o dwóch bursztynach znalezionych na plaży.

Wyznaczenie twardej granicy pomiędzy tym co jest, a zbiorem wszystkich możliwości temu czemuś zaprzeczających bywa bardzo trudne albo niemożliwe, ponieważ tworzenie teorii krytycznych, opartych na podważaniu przedmiotu lub podmiotu rozważań1, budowaniu alternatywnych, ale z zasady niesprawdzalnych rozwiązań, przychodzi ludziom dużo łatwiej niż dowodzenie prawdy. Szczególnie dotyczy to czasów nam współczesnych, kiedy ilość dostarczanych przez media informacji oraz szczegółowość badań naukowych uniemożliwia rozumienie całości. Teorie fizyczne starające się wyjaśnić mikroskopowe podstawy świata makroskopowego bywają zupełnie nieintuicyjne dla przeciętnego człowieka. Niezrozumiałe zjawiska nowoczesnej fizyki znalazły jednak praktyczne zastosowanie, a najbardziej spektakularnym tego dowodem były eksplozje bomb atomowych, zrzuconych przez Stany Zjednoczone na dwa japońskie miasta: Hiroszimę i Nagasaki. Miało to miejsce w sierpniu 1945 roku i można powiedzieć, że od tych wydarzeń świat całkowicie się zmienił. Odkrycia fizyki kwantowej znalazły również zastosowanie w urządzeniach codziennego użytku: komputerach, telefonach komórkowych, urządzeniach nawigacji satelitarnej, tomografach komputerowych i wielu, wielu innych. W ten sposób zostały one niezliczoną ilość razy potwierdzone doświadczalne, stając się w XX wieku niepodważalną prawdą w świadomości obiegowej, wypierając tym samym dotychczasowe konstrukcje tworzone na bazie religijnych objawień. U osób zajmujących się humanistycznymi dziedzinami wiedzy pojawiła się wówczas myśl, aby prawa fizyki kwantowej i teorii względności Alberta Einsteina (1879–1955) – skoro bezsprzecznie działają – przenieść w jakiś sposób na rzeczywistość makroskopową, w tym społeczną, kwestionując dotychczasową wiedzę o człowieku. I co ciekawe, tworzone taką metodą konstrukcje niekiedy zadziałały. Ale czy taki sposób postępowania będzie poprawny?

Aby zrozumieć nieintuicyjny charakter świata cząstek elementarnych wystarczy wspomnieć słynnego kota, który w pudełku z trucizną był jednocześnie żywy i martwy. Wymyślił go laureat nagrody Nobla z fizyki, Erwin Schrödinger (1887–1961), a zrobił to w celu zobrazowania stanu superpozycji w jakiej znajdują się obiekty kwantowe, z których zbudowana jest rzeczywistość fizyczna, a więc coś z czego sami się składamy. Przypowieść Schrödingera miała cel edukacyjny, tłumacząc, że w przypadku zjawisk kwantowych nie możemy stosować tradycyjnych schematów myślowych, bo określenie jednego parametru z natury rzeczy uniemożliwia ustalenie jakiejś innej właściwości tegoż obiektu. Opowieść o kocie nie była więc faktem. To był model ułatwiający przekroczenie ograniczeń rozumowych powstałych w wyniku codziennych doświadczeń. W świecie makroskopowym prawdziwe zwierzę, zamknięte w pudełku z trucizną, musi być w danym momencie czasu albo żywe, albo martwe, a stan naszej wiedzy o nim nie ma związku ze stanem w jakim się znajduje. Jasno z tego wynika, że – z jakiś nieznanych nam powodów – wybór logiki stosowanej w opisie zjawisk fizycznych zależy od skali.

W tym momencie warto zastanowić się dokładniej nad naturą narracyjnej opowieści, która zrodziła się w wyobraźni opowiadającego ją Erwina Schrödingera, a następnie została odtworzona w umysłach słuchających go ludzi. Tak jak wspomniałem, jej celem było ułatwienie zrozumienia rzeczywistości kwantowej przez osoby niezaznajomione z zawiłościami matematyki wyższej, a dokładniej opisem zjawisk probabilistycznych. Kategorycznie należy podkreślić, że nigdy nie było żadnego ssaka, który jednocześnie był martwy i żywy. To był tylko eksperyment myślowy stworzony do celów edukacyjnych, ułatwiający akceptację pozornej sprzeczności związanej z bardzo małymi obiektami fizycznymi, niemożliwymi do bezpośredniego zobaczenia gołym okiem, a nawet mikroskopem. Hipotetyczny kot został jednak zapamiętany przez miliony osób zainteresowanych fizyką, a tym samym znalazł swoją reprezentację w połączeniach neuronowych ludzkich mózgów. Ambiwalentny stan jednoczesnego życia i śmierci został uwieczniony również w książkach. Coś czego nie było, stało się czymś innym z natury, ale jednak mającym reprezentację w rzeczywistości, choćby w postaci wyschniętej farby drukarskiej na papierze. Idea zrodzona w ludzkim mózgu przybrała przez odwzorowanie, a może lepiej powiedzieć morfizm2, wymiar materialny. Dodatkowo została ona uznana za prawdę. Podobnie jest ze światem wirtualnym gier komputerowych lub internetu. Bardzo wielu osobom wydaje się, że rzeczywistość cyfrowa znajduje się w jakimś innym (niematerialnym) wymiarze rzeczywistości. Tymczasem każdy element gry lub informacji, a nawet każda wirtualna maszyna3, w której odbywają się obliczenia na nieistniejącym fizycznie procesorze, ma swoją reprezentację w realnych zjawiskach na konkretnych urządzeniach istniejących materialnie. W czasach narodzin postnauki, powyższy fakt jest dla wielu osób nieakceptowalny, ponieważ współczesna kultura i cywilizacja oderwały się od rzeczywistości obiektywnej, zawracając człowieka od racjonalizmu ku myśleniu – nie tyle religijnemu – co magicznemu, odwołującemu się do hołubionej przez awangardowych artystów transcendencji.

Rozpoczynając rozważania o naturze ludzkiej, w pierwszej kolejności należy dokonać próby zdefiniowania pojęcia rzeczywistości obiektywnej, a więc wszystkiego tego co może być w jakikolwiek sposób określone mianem faktu. Zapis opowieści o kocie Schrödingera nim będzie, ale sam kot jest już tylko niematerialnym fantomem, zrodzonym w wyobraźni fizyka, a następnie zreplikowanym w wyobraźni innych ludzi. Podobnie imaginacją są nasze przewidywania i to zarówno te intuicyjne, jak i oparte na modelowaniu matematycznym. Faktem jest ich kreacja, ale same w sobie nie są one elementem rzeczywistości fizycznej, a jedynie możliwością stanu w jakiej coś może się znaleźć. Dopóki się coś nie stanie, to tego nie ma. Zauważmy, że nawet najnowocześniejsze symulacje komputerowe dotyczące rozwoju dowolnych wydarzeń, mogą okazać się nietrafione, bo odkryty przez Edwarda Lorenza (1917–2008) tak zwany efekt motyla może doprowadzić do znacznych odchyleń w przyszłości, sprawiając, że nawet najbardziej skomplikowane obliczenia okażą się całkowicie błędne. Doskonale to widać w meteorologii, gdzie przewidywania pogody – przy użyciu dowolnego modelu synoptycznego – często nie zgadzają się z późniejszą aurą. Wynika to z zasady, iż nawet najmniejsza zmiana danych wejściowych wpływa na zupełnie inny wynik w przypadku zjawisk chaotycznych. W szczególny sposób było to widoczne w latach 2020–2022, kiedy politycy wprowadzali różnego rodzaju zakazy mające na celu zmniejszyć ilość przyszłych ofiar COVID-19. Wspierali się przy tym symulacjami komputerowymi dotyczącymi rozwoju pandemii, która w rzeczywistości ewoluowała w sposób zupełnie inny – wcale nie tak apokaliptyczny – jak wynikało z obliczeń. Zwyczajnie, otaczający nas świat nie jest tak deterministyczny jak sądzili XIX- i XX-wieczni naukowcy lub filozofowie. Dowodem może być nierozwiązany przez stulecia problem z opisaniem ruchu wahadła fizycznego, którego ramię nie jest sztywne, ale łamane i ruchome. Jak się okazuje jego zachowanie jest całkowicie nieprzewidywalne.

Cała nasza wiedza fizyczna oparta jest na przekonaniu, że prawa przyrody są niezmienne zarówno w czasie jak i przestrzeni. Tymczasem, nie musi to być prawdą z punktu widzenia logiki. Większość z nas jest jednak przekonana o niezmienności nie tyle świata co obowiązujących w nim zasad i wynikającego z nich determinizmu. Dodatkowo, wielu ludzi nie potrafi zaakceptować faktu, że przyszłości zwyczajnie nie ma, bo ona zawsze dopiero będzie, dopiero się staje, a to co rzekomo jest teraźniejszością, w mgnieniu oka staje się przeszłością. Co jednak zrobić kiedy autorytet snujący jakąś opowieść o jutrze jest pewny swojego „co by było gdyby” lub „co będzie”, przekonując w ten sposób do działań sprzecznych z interesem słuchających go milionów? Co zrobimy kiedy okaże się, że tak naprawdę autorytet się mylił, oszukiwał, albo działał w interesie własnym lub kogoś innego?

Od dziesięcioleci jesteśmy zasypywani tysiącami opowieści reinterpretujących przeszłość społeczeństw, których dzieje były już dokładnie opisane. Kiedy indziej informuje się nas o kierunku nieuniknionego rozwoju ludzkiej cywilizacji. W efekcie nieustannie podważane są fakty historyczne oraz opis rzeczywistości społecznej, gospodarczej i kulturowej, a wszystko wydaje się być formowanie w zależności od potrzeb grupy kreującej ową wizję. W przeszłości w taki sposób działali komuniści twierdząc, że stworzony przez Karola Marksa (1818–1883) materializm dialektyczny w sposób pewny i naukowy wyznaczał rozwój polityczno-ekonomiczny społeczeństw. Dziś jest podobnie. Co ciekawe sami zainteresowani bardzo często nie kryją swoich intencji lub przekonań, że budowę czegoś nowego należy rozpocząć od dekonstrukcji fundamentów przeszłości. Nawet sami autorzy współczesnych bestselerów próbujących kreować przyszłość, jak izraelski historyk Juwal Noach Harari (urodzony 1976), takie mechanizmy opisują: „Ruchy starające się zmienić świat zaczynają się często od napisania historii na nowo, dzięki czemu ludzie mogą sobie wyobrazić na nowo przyszłość4”. I dokładnie tak się dzieje u wspomnianego autora, przedstawiającego czytelnikom swoją wizję przyszłości jako naukową i zdeterminowaną – co zabawne – zreinterpretowanymi zdarzeniami z niekiedy odległej przeszłości. Analogiczne działanie, a więc zmienianie znaczenia faktów, a następnie wnioskowania na ich podstawie, możemy znaleźć w książkach ekonomisty Klausa Schwaba5 (urodzony 1938), który z kolei powołuje się na zjawiska ekonomiczne w wyznaczaniu kierunku ewolucji społeczno-gospodarczej świata. Mechanizm działania obu autorów jest prosty i czytelny, ale przez wielu ludzi zanurzonych w codzienności bywa niezauważany.

Zastanawiając się nad definicją rzeczywistości obiektywnej, a więc takiej, która miała miejsce, i która ma podstawowe znaczenie przy motywowaniu ludzi do działania, należy zadać kardynalne pytanie: jaką wartość logiczną ma wypowiedź składająca się z sensownych zdań, których podmiot i przedmiot nie istnieje, bo znajduje się w przyszłości lub jest jakimkolwiek wyobrażeniem? Czy do analizy takich obiektów wystarczy zmiana logiki umożliwiająca analizę tego typu wypowiedzi? Czy w ogóle istnieją jakiekolwiek sensowne matematyczne modele dla opisania rzeczywistości, w której to co było miesza się z tym co może być, a nawet z tym co nigdy nie nastąpi lub czego nie było? W sposób symboliczny – przy pomocy matematyczno-logicznych znaków – można zapisać nawet bajkę opowiedzianą zasypiającemu dziecku na dobranoc, a następnie zbadać poprawność logiczną. Jednak, po co? W większości przypadków, nawet kilkuletnie dziecko najczęściej wie – ponieważ uczyło się tego doświadczalnie od pierwszych chwil istnienia – że w fantastycznej opowieści, która powstaje w głowach jego i opowiadającego rodzica, wszystko może się wydarzyć, bo dziedziną opowieści jest coś czego nie ma materialnie. Dziedziną jest więc wyobraźnia. By było zabawniej, patrząc na całą sprawę z dystansu, każda opowieść zawsze może lub mogła mieć miejsce, na przykład w jednym z niezliczonych równoległych wszechświatów, których powstawanie z nicości postulują metodami rachunkowymi niektórzy fizycy kwantowi lub kosmolodzy. Bajka i nie-bajka, coś i nie-coś, rzeczywistość która jest, i której nie ma, nieustannie koegzystują w naszych umysłach. Dlatego całe życie musimy uczyć się odróżniać obiekty istniejące od imaginacji, nawet jeżeli chodzi o twory wymyślone przez przyrodę lub człowieka, jak liczby, zbiory, podobieństwa. Wbrew pozorom wcale nie jest to takie łatwe. Nawet najwięksi naukowcy, filozofowie lub teolodzy potykali się na własnych teoriach, bardzo często zapominając, że prawdziwość ich wypowiedzi była zależna od założeń, które nie muszą być prawdziwe, bo są przyjmowane w sposób aprioryczny, a więc całkowicie uznaniowy. Rzeczywistość – w jakikolwiek sposób – musi jednak istnieć, ponieważ bez tego warunku niemożliwe by było o niej rozmawianie, a nawet zaprzeczanie jej naturze lub istnieniu. Czy możemy więc stworzyć model Wszechświata, służący jako baza do dalszych rozważań?

Źródłem doznań zmysłowych człowieka są impulsy generowane w różnego rodzaju receptorach nerwowych odpowiedzialnych za odbiór bodźców, które następnie podążają do ośrodka interpretacyjnego. Dotyczy to zarówno wyspecjalizowanych struktur tworzących narządy, jak i zakończeń obwodowych neuronów czuciowych. Większość receptorów reaguje tylko na jeden określony bodziec, co ułatwia ośrodkowemu układowi nerwowemu zaklasyfikowanie go do odpowiedniej grupy, a następnie właściwe zinterpretowanie. Analiza impulsów pochodzących z narządu słuchu sklasyfikowana jako sygnały pochodzące ze wzroku najprawdopodobniej dałaby wyniki zupełnie bezsensowne. Warto zauważyć, że niektóre bodźce, jak na przykład dźwięk, mogą zostać odebrane nie tylko narządem słuchu, ale również receptorami czuciowymi jako drżenie. W przypadku wzroku, obraz powstający na siatkówce jest zamieniany na potok wielu impulsów nerwowych, które przesyłane do mózgu są interpretowane jako informacje o kształtach, kolorach, jasności, a w przypadku połączenia obrazu pochodzącego z obu oczu również odległości.

Patrzenie stereoskopowe, a więc obuoczne, umożliwia mózgowi budowanie modelu trójwymiarowej przestrzeni otaczającej człowieka. Dostrzeganie zmian położenia poszczególnych obiektów w czasie sprawia, że owa przestrzeń nie jest statyczna, ale dynamiczna. Dodatkowo jest ona łączona z przestrzenią reprezentującą rozłożenie źródeł dźwięków, a nawet innych doznań, jak te odczuwane całym ciałem. Dzięki temu do wyobrażenia przestrzeni w naszym mózgu dodajemy kierunek, z którego wieje wiatr lub pada deszcz; tym samym model przestrzenny staje się zorientowany względem wybranych obiektów lub zjawisk. Poszczególne receptory informują nas jedynie o zmianach wybranych parametrów w otoczeniu, ale w wyniku przekształcenia impulsów nerwowych na model czasoprzestrzenny w mózgu tworzy się całościowy obraz rzeczywistości, w którym otoczenie składa się z wielu obiektów pozostających ze sobą w skomplikowanych relacjach przestrzennych i czasowych. Taki obraz nigdy nie jest jednak rzeczywistością, ale jedynie jej odwzorowaniem. Elementy otoczenia analizujemy semantycznie. Dlatego każdemu obiektowi przypisywane są właściwości, o których istnieniu przekonaliśmy się kiedy indziej, na przykład poznając czegoś smak, zapach lub strukturę: miękkość, twardość, chropowatość, gładkość i tym podobne. W ten sposób binarne impulsy nerwowe pochodzące od różnych receptorów zostają przekształcone i połączone w bardzo skomplikowany obraz rzeczywistości, która jest czasoprzestrzennym zbiorem indeksowanych obiektów pozostających ze sobą w różnego rodzaju relacjach, w tym również społecznych.

Kiedy widzimy dwie znane nam osoby pracujące w jednej firmie, możemy stwierdzić, że jedna z nich jest wyższa i grubsza, a druga niższa i chudsza, przy czym osoba mniejsza jest przełożonym, a więc w hierarchii społecznej ważniejsza, choć wygląda bardziej niepozornie niż ta większa. Możemy również owe osoby zindeksować psychologicznie po aktualnym zachowaniu zauważając spokój pierwszej i zdenerwowanie drugiej. Jeżeli będziemy dodatkowo znać ich wykształcenie, choćby epizodyczną historię życia, plany na przyszłość, barwę głosu, a nawet zapach używanych perfum, to stopień indeksacji będzie jeszcze większy, rozciągając się nie tylko na to co jest, ale również na czas przeszły i przyszły. Dlatego dla ludzi rzeczywistość jest nie tylko materią fizyczną, ale również sumą posiadanych o niej informacji. W takiej sytuacji fakty mieszają się z domniemaniami, a wszystko zależy od kontekstu, wiedzy i stanu umysłu obserwatora. Aby przykładowe zdarzenie odebrać inaczej, wystarczy znane nam osoby zastąpić aktorami. Wówczas oglądaną scenkę prawdopodobnie odbierzemy jako grę, przedstawienie, a nie wydarzenia rzeczywiste.

Na świat ludzkich doznań składają się również emocje, a więc stany psychiki (naszej i kogoś) powiązane z sytuacjami, przy czym nie tylko obecnymi, ale również przeszłymi oraz możliwymi w przyszłości. W konsekwencji przypomnienie sobie jakiegoś negatywnego lub pozytywnego przeżycia z przeszłości, może wywoływać rzeczywiste zmiany w teraźniejszości, na przykład poprzez zmianę poziomu hormonów we krwi. Aby było jeszcze trudniej, marzenia nie składają się tylko ze świadomych imaginacji. W ich skład wchodzą jeszcze zapamiętane sny oraz różnego rodzaju irracjonalne lub intuicyjne przeczucia. Granica pomiędzy rzeczywistością i jej wyobrażeniem zaczyna się zacierać tworząc zbiory rozmyte, a więc takie których granica przechodzi płynnie w dopełnienie tychże zbiorów. W efekcie wielu z nas ma problem z określeniem co jest rzeczywistością obiektywną, a co jedynie możliwością, szczególnie jeżeli dotyczy to zbiorowej imaginacji lub powszechnie uznawanej za prawdziwą interpretacji obserwacji. Często się zdarza, że wiele osób wnioskuje coś podobnego, a następnie odbiera to za rzeczywistość, choć tak naprawdę jest to tylko zbiór obiegowych opinii uznawanych za prawdę w danym czasie. Doskonałym przykładem może być powszechne przekonanie ludzi żyjących setki lat temu, że to Słońce krąży wokół Ziemi, a nie odwrotnie. Ich wnioskowanie było całkowicie poprawne, ponieważ to nasza gwiazda zmienia położenie względem obiektów, które wydają się pozostawać w miejscu. Błędem było założenie, pewnego rodzaju oczywistość, iż jako obserwatorzy pozostajemy w miejscu, skoro zmysłami nie odczuwamy ruchu. Z dzisiejszej perspektywy mylne było również założenie Mikołaja Kopernika (1473–1543), że wszystkie planety krążą wokół geometrycznego centrum Słońca po orbitach kolistych. Nadal przedstawia się go jako odkrywcę prawdy, a nie twórcę nowej teorii, która jedynie przyczyniła się do dalszego rozwoju astronomii. Czy z naszymi współczesnymi modelami, a nawet naszą cała wiedzą naukową nie może być podobnie i za jakiś czas nie okaże się, że świat jest zbudowany inaczej niż sądzimy?

Wydaje się, że obraz rzeczywistości jest w świadomości człowieka jakimś wielkim teoriomnogościowym zbiorem, który możemy dowolnie dzielić, rozważając alternatywny rozwój wypadków w odniesieniu do każdego podzbioru, na przykład zastanawiając się co by było gdyby dinozaury nie wyewoluowały w ptaki, lub gdyby znajomi nie pojechali na wakacje w czerwcu w góry, ale w lipcu z nami nad morze. Równie dobrze możemy zastanawiać się co byśmy zrobili z wygraną w loterii, gdybyśmy wytypowali właściwe liczby, a nie jak zwykle stracili drobne pieniądze na zabawę. Każde pytanie o możliwość innego przebiegu dowolnie usytuowanych w czasie wydarzeń może być źródłem alternatywnych odpowiedzi. W efekcie odwzorowanie (lub morfizm) rzeczywistości w naszych mózgach multiplikuje się o nowe obrazy powstające w wyniku kolejnych przekształceń, tworząc następne modele światów nieistniejących. Wszystkie one są wyobrażeniami możliwości, a nie rzeczywistością obiektywną, której istnienie zakładamy we wszystkich naukach empirycznych. Obiekty nierzeczywiste, będące jedynie wynikiem działania wyobraźni, mają jednak swoją materialną reprezentację w mózgu, ponieważ – stosując analogię do systemów komputerowych – każda informacja, nawet ta znajdująca się w wirtualnej pamięci maszyny liczącej, ma swoją reprezentację fizyczną. Pomimo, że obecnie informatyki uczy się podobnie jak matematyki, a więc w oderwaniu od świata fizycznego (czyli w przypadku komputerów od elektroniki), każdy program działający w komputerze jest wynikiem przepływu elektronów w procesorze lub pozostałych mikroprocesorowych częściach urządzenia. Można przypuszczać, że z działaniem ludzkiego mózgu – jako rodzaju biologicznego komputera – jest podobnie, a jeżeli założymy, że nasza świadomość trwa po naszej śmierci, to jest to możliwe raczej w jakiejś innej rzeczywistości, wymiarze lub świecie niepoznanych jeszcze cząstek.

Pomimo przytoczonych powyżej zastrzeżeń, warto próbować opisać lub zdefiniować rzeczywistość materialną, której odwzorowanie tworzymy w świadomości. Na początek musimy uzmysłowić sobie czym ona właściwie jest i co powinno wchodzić w jej skład. Takie działanie, a więc ustalenie założeń wstępnych, jest konieczne, aby dalsze dywagacje miały rozumowe fundamenty. Sięgając ponownie do teorii mnogości, możemy uznać, że rzeczywistość obiektywna jest to zbiór cząstek elementarnych6 oraz składających się z nich obiektów mikroskopowych i makroskopowych, jak galaktyki, gwiazdy, planety, oceany, kontynenty, lasy, drzewa, zwierzęta, ludzie, rośliny, wytwory naszej działalności, a nawet bakterie, wirusy i cząsteczki chemiczne, a więc wszystko co obserwujemy bezpośrednio lub pośrednio, za pomocą urządzeń obserwacyjnych. Na całościowy obraz świata składają się również oddziaływania fizyczne zachodzące pomiędzy elementami rzeczywistości oraz relacje wynikające z innych zależności. Składową rzeczywistości są również oddziaływania podstawowe, energia oraz zasady nimi rządzące. Kamień zawsze spada z góry na dół, grom uderza z burzowych chmur w najwyższe obiekty, magnes przyciąga stalowe gwoździe, a wybuch bomby atomowej niszczy miasta. Owe zjawiska fizyczne obserwujemy za pomocą receptorów, które wchodzą w skład organów, tworzących różnego rodzaju zmysły. Po zinterpretowaniu dowolnych elementów rzeczywistości w mózgu zapamiętujemy je jako znane i rozumiane intuicyjne prawidłowości. Istnienia obiektów fizycznych oraz praw przyrody nie możemy niestety dowieść dedukcyjnie – jesteśmy do nich przekonani na podstawie powtarzalności obserwacji, a więc metodzie opartej na statystyce. Z faktu, że jakaś teoria potwierdziła się obserwacyjnie tysiąc razy, wnioskujemy, że potwierdzi się również za tysiąc pierwszym razem. Nie wiemy jednak czy się tak zdarzy z pewnością, ponieważ nie mamy dowodu dedukcyjnego. To jest wyłącznie nasze przeświadczenie. Wiele osób ma jednak trudność, ze zrozumieniem faktu, że zgodność obserwacji z teorią nie jest dowodem (w sensie ścisłym) prawdziwej natury jakiegoś zjawiska.

Wyobraźmy sobie, że zbudowaliśmy teorię (empiryczną) na podstawie obserwacji ruchu Księżyca, stwierdzającą, że musi on okrążać Ziemię. Następnie, w sposób dedukcyjny – wykorzystujący analogię – doszliśmy do wniosku, że skoro jedno ciało niebieskie okrąża naszą planetę, to również inne (jak nasza gwiazda) mogą ją okrążać, a więc tak jak sądzono w Starożytności i Średniowieczu. Następnie rozpoczęliśmy eksperyment, sprawdzając czy po wschodzie Słońce zawsze zachodzi z prawej strony obserwatora zgodnie z obliczeniami. Dla pewności przeprowadziliśmy bardzo wiele takich obserwacji i wszystkie potwierdziły teorię. Czy na tej podstawie możemy uznać, że Słońce rzeczywiście okrąża Ziemię? Odpowiedź jest oczywista, ale intuicyjnie będzie się nam wydawało, że każda kolejna obserwacja wschodów i zachodów potwierdza jeszcze bardziej teorię, która – jak dziś wiemy – jest błędna. Myślimy jednak statystycznie i na przestrzeni dziejów milionom ludzi wydawało się, że Słońce okrąża Ziemię. Dodatkowo reprezentacje elementów rzeczywistości w naszej świadomości, mnożą się w miarę przyrostu obserwacji oraz wiedzy o otaczającym świecie. Warto zaznaczyć, że niekiedy dochodzi do redukcji lub zmiany obrazu rzeczywistości w mózgu, co może być spowodowane zapominaniem lub reinterpretacją obserwacji w konsekwencji uznawania za prawdziwe jakichś nieznanych wcześniej teorii. Możliwe, iż w podobny sposób tworzą się odwzorowania rzeczywistości w mózgach pozostałych stworzeń, co można potraktować jako wyjaśnienie licznych podobieństw w psychice ludzi i zwierząt.

Próbując zbudować model tworzenia się obrazu rzeczywistości w naszych umysłach, powinniśmy dodatkowo uwzględnić, że zdajemy sobie sprawę także z relacji między obiektami, które są uogólnieniami wniosków z obserwacji. Rybę zjadającą plankton, zjadają foki, a na nie poluje z kolei niedźwiedź polarny, którego uśmiercić może Eskimos; sprzedaż pakietu akcji jakiejś firmy może spowodować zamknięcie fabryk, a w efekcie konflikty społeczne lub emigrację zarobkową. Tego rodzaju powiązania również składają się na rzeczywistość, a właściwie to na jej rozumienie. Konsekwencją jest tworzenie się w naszych umysłach indeksowanych obiektów pojęciowych o różnym poziomie abstrakcji, z których jedne wpływają niekiedy na stan drugich. Aby je rozumieć co do zasady działania najczęściej posługujemy się analogiami, które mogą być trafne, ale czasami mogą rzeczywistość wypaczać prowadząc do nietrafnych wniosków, ponieważ zasada działająca między jednego rodzaju obiektami nie zawsze musi sprawdzać się pomiędzy innym ich typem. Mimo to w naszych mózgach, tworzą się sieci zależności opisujących rzeczywistość, mające swoją reprezentację w sieciach neuronowych. Do analizy relacji między obiektami rzeczywistości – na poziomie naukowym – stosujemy odpowiednie narzędzia matematyczne, których poprawność mamy udowodnioną dedukcyjnie w ramach określonych działów tejże nauki. Niestety, wysoki stopień abstrakcji takich rozważań odrywa nas od rzeczywistości obiektywnej, powodując niekiedy zaskoczenie, że to co wiemy o świecie – i jak przewidujemy jego dalszą ewolucję – całkowicie nie zgadza się z późniejszymi obserwacjami. W takim przypadku naukowa teoria okazuje się błędną. Stosujemy niewłaściwe narzędzia matematyczne lub nie dysponujemy prawidłowo opisanymi danymi wejściowymi.

Warto również podkreślić, że z otaczającej nas rzeczywistości dostrzegamy tylko niektóre obiekty, zjawiska i ich wzajemne powiązania. Dzieje się tak, ponieważ narządami, receptorami i zmysłami odbieramy tylko wybrane bodźce (sygnały), a analiza tychże danych zależy od naszej wiedzy. W żaden sposób nie widzimy sił działających pomiędzy ciałami. Dostrzegamy wyłącznie skutki ich działania. Tym samym dowód na ich istnienie jest pośredni. Same oddziaływania musimy sobie jakoś wyobrazić, tworząc dla idei fantomy, niekiedy o charakterze abstrakcyjnym, jak wektory wykorzystywane na lekcjach fizyki dla tłumaczenia młodzieży newtonowskiej mechaniki. Takie działania najczęściej są nazywane wizualizacjami. Podobnie jest z obiektami, których nie możemy bezpośrednio dostrzec, na przykład z pojedynczymi bakteriami, wirusami, atomami, neutrinami. Aby to wszystko pośrednio doświadczyć nauczyliśmy się budować narzędzia poszerzające zakres czułości biologicznych receptorów w jakie wyposażyła nas natura. Mikroskopy optyczne lub elektronowe i teleskopy umożliwiają zobaczenie obiektów znajdujących się poza możliwościami optycznymi oka. Kamery rejestrujące obraz w zakresie fal niewidocznych dla zmysłu wzroku przekazują obraz termiczny lub w całkowitej ciemności. Astronomiczny radioteleskop odbiera fale radiowe pochodzące od obiektów kosmicznych i zamienia je na liczby lub obrazy będące odwzorowaniem rzeczywistości pozapercepcyjnej na informację dostępną dla ludzkich zmysłów. Tego typu urządzeń zbudowaliśmy tysiące i są one w powszechnym użyciu. Dlatego przez ostatnie kilkaset lat nasza wiedza o świecie niebywale się powiększyła, bo nauczyliśmy się obserwować więcej elementów rzeczywistości niż umożliwiła nam to natura. W każdym przypadku widzimy jednak tylko obraz powstały w wyniku działania urządzenia, a nie bezpośrednio doświadczany zmysłami jakiś mikro- lub makroskopowy obiekt. Dzięki coraz bardziej skomplikowanym narzędziom nieustannie przekraczamy ograniczenia biologicznych receptorów, unowocześniając posiadane technologie. W poznawaniu świata granica zawsze jednak istnieje. Jest tylko przesuwana w inne miejsce, a w teoriach opisujących rzeczywistość, co jakiś czas pojawiają się nowe hipotetyczne obiekty jakich istnienia nie potrafimy jeszcze udowodnić, ale wiemy, że muszą istnieć, jak choćby ciemna materia (po angielskudark matter) lub ciemna energia (po angielskudark energy), które – co ciekawe – stanowią zdaniem kosmologów nieomal 95 procent składu Wszechświata. Tym samym, można powiedzieć, że częściowo znamy i obserwujemy zaledwie pięć procent rzeczywistości (sic!).Warto jednak pamiętać, że istnienie ciemnej materii oraz ciemnej energii nadal jest tylko hipotezą formułowaną przez naukowców z obserwacji, ale tylko pośrednio. Jednego możemy być pewni. Wiemy o świecie bardzo dużo, ale jest to zaledwie drobny ułamek całości. Dlatego pycha i próżność są tak naprawdę największymi wrogami wiedzy.

W efekcie odkryć naukowych i postępu technologicznego wiemy, że rzeczywistość istnieje w o wiele szerszym zakresie niż możemy ją dostrzec naturalnymi zmysłami, uznając, że ona po prostu jest zarówno w wymiarze znanym, jak i jeszcze nie odkrytym. W ten sposób powstaje zbiór pełny, uniwersum7 wszystkiego co widzimy, słyszymy, czujemy i wiemy o świecie oraz zjawisk hipotetycznych, którym nie możemy niestety przypisać wartości logicznych prawdy albo fałszu, a jedynie poprzedzić operatorem domniemania. Tak rozumiana rzeczywistość jest światem istniejącym obiektywnie, bo niezależnym od stanu obserwatora, ale w pewien sposób zależna od wiedzy używanej do jej zdefiniowania. Elementami rzeczywistości są więc wszelkie możliwe obiekty, które tworzą zbiory (w tym jednoelementowe): gwiazd, gatunków, cząstek elementarnych, oddziaływań podstawowych oraz tysięcy innych mnogości zależnych od przyjętej klasyfikacji. W skład istniejącego świata musi wchodzić również świadomość ludzi i zwierząt, a nawet kumulowana przez nasz gatunek wiedza lub kultura. Koniecznie musimy też pamiętać, że wszystkie wymienione elementy możliwych zbiorów się zmieniają8. Używając języka matematyki są to funkcje określone w jakimś przedziale czasu. Jeżeli to wszystko potraktujemy jako rzeczywistość, to zauważymy, że poszczególne jej elementy nie są sobie równe. Są różne, a jedne mogą wynikać z drugich i tylko wtedy mają jakikolwiek sens. Elementy rzeczywistości nie są więc tożsamościowe! W zależności od przyjętych kryteriów i czasu oceny mają odmienną wagę. Złożony układ planetarny odległej gwiazdy może być czymś niesamowitym dla astronoma i zupełnie obojętnym dla miłośnika surfingu na wyspach Oceanu Spokojnego. Podobnie nasz brat będzie dla nas kimś ważnym, a dla osoby żyjącej w Chile po prostu nikim, jednością składającą się na niewyobrażalne miliardy istnień ludzkich egzystujących obecnie na Ziemi. Jeżeli na jakiejś planecie w odległej galaktyce będzie żyło stworzenie podobne do niedźwiedzia brunatnego, to zupełnie obojętny będzie dla niego fakt istnienia życia na Ziemi, bo nie będzie miał o nim najmniejszego pojęcia, dokładnie tak samo jak w przypadku naszych niedźwiedzi, nie interesujących się przecież Kosmosem.

Wszystkie elementy wchodzące w skład uniwersum, którego przybliżoną definicję próbowałem naszkicować, poznajemy sukcesywnie w trakcie całego życia. W ten sposób kumulujemy wiedzę, której poszczególne składowe zmieniają się, w tym również w konsekwencji zmiany założeń, reinterpretacji oraz zapominania. Dlatego obraz świata w naszych głowach jest zależny od upływającego czasu. Aby tę wiedzę ogarnąć, nieustannie porządkujemy, zapamiętujemy, klasyfikujemy to co poznaliśmy w postaci odwzorowań elementów uniwersum na elementy mnogości będącej reprezentacją części owego hipotetycznego zbioru pełnego w świadomości. Mówiąc inaczej, jeszcze bardziej matematycznie, z dziedziny uniwersum wyodrębniamy dostępną dla naszej percepcji poddziedzinę rzeczywistości, którą za pomocą funkcji (traktowanej na przykład jako zbiór strzałek9 z teorii kategorii) przekształcamy na przeciwdziedzinę, będącą indywidualnym obrazem rzeczywistości w umyśle każdego człowieka z osobna. Warto zauważyć, że jeżeli dokonalibyśmy przekształcenia odwrotnego, a więc zamienili rzeczywistość istniejącą w naszym mózgu (czyli przeciwdziedzinę) na rzeczywistość istniejącą w sposób materialny z zachowaniem wszelkich relacji pomiędzy obiektami, to powstała w ten sposób nowa dziedzina nie będzie tożsamościowa (równoważna) dziedzinie albo poddziedzinie rzeczywistości, z której powstał jej obraz w naszym umyśle. Dzieje się tak, bo wyobrażenie świata istniejące w umyśle odwzorowuje wyłącznie wycinek rzeczywistości, dodatkowo uzupełniony naszymi wyobrażeniami o niej; jest więc odbiciem częściowym i zniekształconym, wynikającym z naszych możliwości obserwacyjnych oraz analitycznych. Dokładnie tak samo jak moje zdjęcie nie jest mną, a jedynie moją podobizną – na dodatek zamieniającą przestrzeń trójwymiarową na płaszczyznę, gdzie widać tylko jedną stronę mojego ciała. Utalentowany rzeźbiarz może na podstawie zdjęcia stworzyć rzeźbę, ale odtworzenie niewidocznej strony tak naprawdę nie będzie możliwe. Aby ją zbudować trzeba posłużyć się wyobraźnią, która rzeźbiarza może zmylić, ponieważ patrząc na prawą stronę mojej twarzy nie wiadomo czy mam, czy przypadkiem nie mam zniekształconego lewego ucha lub jakiejś blizny. Dlatego wyobrażając sobie świat tak często się mylimy. Można powiedzieć, że widzimy wyłącznie jedną stronę rzeczywistości i na podstawie fragmentarycznych informacji próbujemy wyobrazić sobie drugą. Wynik takiego działania może być prawdziwy, zbliżony, ale równie dobrze fałszywy.

Poprawność obrazu otaczającej nas rzeczywistości, który powstaje w ludzkich mózgach w wyniku przekształcania sygnałów płynących z receptorów na informacje, możemy sprawdzić eksperymentalnie. Jeżeli za pomocą wzroku widzimy jakiś przedmiot leżący na stole i dzięki widzeniu stereoskopowemu jesteśmy w stanie ocenić naszą odległość do niego, to powinniśmy móc się do niego zbliżyć i go dotknąć.