Modlitwa - Algernon Blackwood - ebook

Modlitwa ebook

Algernon Blackwood

0,0

Opis

Dwaj młodzi studenci medycyny, O’Malley i Jones, podejmują ryzykowny eksperyment z tajemniczym specyfikiem, który ma „otwierać wzrok wewnętrzny”. Wkrótce jeden z nich zaczyna dostrzegać złote strumienie myśli przenikające ludzkie umysły. Ich nocna wyprawa po Londynie zamienia się w niezwykłe doświadczenie, balansujące między nauką, mistycyzmem i grozą. „Modlitwa” Algernona Blackwooda to klasyczne opowiadanie o sile dobra, duchowej energii i granicach ludzkiego poznania.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
lub macOS

Liczba stron: 11

Rok wydania: 2026

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Algernon Blackwood

Modlitwa

Tytuł oryginalny: The prayer

Przekład: Maciej Niewiadomski

Redakcja: Maciej Niewiadomski

Korekta: Maciej Niewiadomski

Projekt okładki: Maciej Niewiadomski

Copyright © Algernon Blackwood– utwór w domenie publicznej

Copyright © 2026 Maciej Niewiadomski – prawa do tłumaczenia zastrzeżone

Diano Marina 2026

Wydanie pierwsze

ISBN 978-83-982402-4-6

Spis treści

Strona tytułowa

Strona redakcyjna

Modlitwa

W oku O’Malleya błyszczały iskry, gdy się spotkali.

– Mam to! – rzekł półgłosem, wyciągając małą fiolkę ze złowrogą, czerwoną etykietą.

– Co masz? – zapytał Jones, jakby wcale nie wiedział.

Obaj byli studentami medycyny, obaj mieli też skłonność do ryzykownych pomysłów i przygód. Irlandczyk był jednak, jak zwykle, pierwszym do wygłupów.

– Ten specyfik! – odpowiedział. – Przepis, który dał mi ten Hindus. Masz wolny wieczór, co? Ja też. Spróbujemy. Co ty na to?

Przyglądali się małej buteleczce z ostrzegawczym napisem: *Trucizna*. Jones wziął ją, obrócił w palcach, wyciągnął korek i powąchał.

– Fe! – zawołał. – Cuchnie okropnie. Nie przełknę tego!

– Tego się nie połyka – odparł z niecierpliwością O’Malley. – Wciągasz to przez nos – dosłownie kropelkę. Tą drogą trafia do gardła.

– Irlandzkie połykanie, tak? – zaśmiał się niepewnie Jones. – Wygląda mi to niebezpiecznie.

Bawił się buteleczką, dopóki drugi mu jej nie wyrwał.

– Uważaj, człowieku! Na Boga, jest tu dość materiału, by uśmiercić ministra albo konia. Prawdziwy towar, powiadam ci. Powiedziałem mu, że to do eksperymentu psychicznego. Pamiętasz naszą rozmowę...

– Pamiętam doskonale. Ale moim zdaniem nie warto. Tylko nas od tego zemdli. – Powiedział to niemal z gniewem. – Poza tym mamy w życiu dość halucynacji bez wywoływania kolejnych...

O’Malley zerknął na niego szybko.

– Bzdury! – fuknął. – Wycofujesz się. Przysięgałeś, że spróbujesz ze mną, jeśli to zdobędę. Działanie...

– No dobrze, jakie jest działanie?

Irlandczyk spojrzał na niego badawczo. Odpowiedział bardzo cicho. Zapewne mówił coś, w co sam naprawdę wierzył. W jego głosie i zachowaniu pojawiła się powaga, niemal skupienie.