Uzyskaj dostęp do tej i ponad 240000 książek od 14,99 zł miesięcznie
Dwaj młodzi studenci medycyny, O’Malley i Jones, podejmują ryzykowny eksperyment z tajemniczym specyfikiem, który ma „otwierać wzrok wewnętrzny”. Wkrótce jeden z nich zaczyna dostrzegać złote strumienie myśli przenikające ludzkie umysły. Ich nocna wyprawa po Londynie zamienia się w niezwykłe doświadczenie, balansujące między nauką, mistycyzmem i grozą. „Modlitwa” Algernona Blackwooda to klasyczne opowiadanie o sile dobra, duchowej energii i granicach ludzkiego poznania.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 11
Rok wydania: 2026
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Algernon Blackwood
Modlitwa
Tytuł oryginalny: The prayer
Przekład: Maciej Niewiadomski
Redakcja: Maciej Niewiadomski
Korekta: Maciej Niewiadomski
Projekt okładki: Maciej Niewiadomski
Copyright © Algernon Blackwood– utwór w domenie publicznej
Copyright © 2026 Maciej Niewiadomski – prawa do tłumaczenia zastrzeżone
Diano Marina 2026
Wydanie pierwsze
ISBN 978-83-982402-4-6
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Modlitwa
W oku O’Malleya błyszczały iskry, gdy się spotkali.
– Mam to! – rzekł półgłosem, wyciągając małą fiolkę ze złowrogą, czerwoną etykietą.
– Co masz? – zapytał Jones, jakby wcale nie wiedział.
Obaj byli studentami medycyny, obaj mieli też skłonność do ryzykownych pomysłów i przygód. Irlandczyk był jednak, jak zwykle, pierwszym do wygłupów.
– Ten specyfik! – odpowiedział. – Przepis, który dał mi ten Hindus. Masz wolny wieczór, co? Ja też. Spróbujemy. Co ty na to?
Przyglądali się małej buteleczce z ostrzegawczym napisem: *Trucizna*. Jones wziął ją, obrócił w palcach, wyciągnął korek i powąchał.
– Fe! – zawołał. – Cuchnie okropnie. Nie przełknę tego!
– Tego się nie połyka – odparł z niecierpliwością O’Malley. – Wciągasz to przez nos – dosłownie kropelkę. Tą drogą trafia do gardła.
– Irlandzkie połykanie, tak? – zaśmiał się niepewnie Jones. – Wygląda mi to niebezpiecznie.
Bawił się buteleczką, dopóki drugi mu jej nie wyrwał.
– Uważaj, człowieku! Na Boga, jest tu dość materiału, by uśmiercić ministra albo konia. Prawdziwy towar, powiadam ci. Powiedziałem mu, że to do eksperymentu psychicznego. Pamiętasz naszą rozmowę...
– Pamiętam doskonale. Ale moim zdaniem nie warto. Tylko nas od tego zemdli. – Powiedział to niemal z gniewem. – Poza tym mamy w życiu dość halucynacji bez wywoływania kolejnych...
O’Malley zerknął na niego szybko.
– Bzdury! – fuknął. – Wycofujesz się. Przysięgałeś, że spróbujesz ze mną, jeśli to zdobędę. Działanie...
– No dobrze, jakie jest działanie?
Irlandczyk spojrzał na niego badawczo. Odpowiedział bardzo cicho. Zapewne mówił coś, w co sam naprawdę wierzył. W jego głosie i zachowaniu pojawiła się powaga, niemal skupienie.
