Mit pornografii. Co kryje się za fantazją o seksrozrywce - Fradd Matt - ebook

Mit pornografii. Co kryje się za fantazją o seksrozrywce ebook

Fradd Matt

0,0

Opis

Pornografia nie jest pożyteczna, nie wzmacnia pozycji kobiet, nie polepsza życia intymnego, nie zapobiega gwałtom, niczego nie leczy. Jest wprost przeciwnie: pornografia uzależnia i niszczy. Szkodzi jednostce, zdrowiu fizycznemu i psychicznemu, więziom międzyludzkim i społeczeństwu. Potwierdza to jednoznacznie wiedza neurologów, socjologów i psychologów.

W tej książce zostaje obalone popularne błędne przekonanie, że pornografia jest nieszkodliwą rozrywką. Autor rozprawia się z tym i innymi mitami, analizując doświadczenia konsumentów treści pornograficznych i gwiazd porno, a także sięgając po najnowsze badania naukowe nad szkodliwym wpływem pornografii na mózg człowieka.

Matt Fradd przedstawia argumenty dyskredytujące wyssane z palca twierdzenia wygłaszane w obronie pornografii i w celu jej rozpowszechniania. Opisuje neurologiczne podłoże uzależniających właściwości pornografii, powołując się na dziesiątki badań naukowych. Ważną część książki stanowią też strategie pozwalające uwolnić się od nałogu sięgania po pornografię oraz pomocne materiały dla rodziców i współmałżonków osób korzystających z treści pornograficznych.

Wielu ludzi jest mocno zaangażowanych w to, żeby zmienić normę kulturową, jak dotąd przychylną pornografii. Wśród nich jest autor, który namawia do troski o prawdziwą miłość i stronienia od jej pustej namiastki. Jego książka jest wsparciem tych osób, które poszukują miłości nieskażonej przez wypaczone postrzeganie intymności i nie godzą się na wpływ pornografii na swoje życie.

Dzięki skłaniającym do myślenia spostrzeżeniom i otwierającym oczy historiom książka rzuca wyzwanie popularnemu podejściu do seksrozrywki i zachęca do ważnych rozmów na temat seksualności i głębokich intymnych relacji między małżonkami.

Książkę z pewnością docenią:

osoby zmagające się z uzależnieniem od pornografii, które chcą się od tego uwolnić
osoby poszukujące świeckich argumentów przeciwko pornografii

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows

Liczba stron: 327

Rok wydania: 2024

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Ty­tuł ory­gi­nałuThe Porn Myth: Expo­sing the Re­ality Be­hind the Fan­tasy of Por­no­gra­phy
Re­dak­tor pro­wa­dzącyKA­TA­RZYNA ŁO­PA­CIUK
Re­dak­cja me­ry­to­rycznaEWA BU­BRO­WIECKA
Re­dak­cja ję­zy­kowaJO­ANNA KA­DEJ-KRZYCZ­KOW­SKA
Ko­rektaJO­ANNA KA­DEJ-KRZYCZ­KOW­SKA, KA­TA­RZYNA ŁO­PA­CIUK
Pro­jekt okładki i stron ty­tu­ło­wychMO­NIKA MA­KOW­SKA
Pro­jekt gra­ficzny książkiSTA­NI­SŁAW TU­CHOŁKA, Pan­book.pl
SkładMAŁ­GO­RZATA JAN­CZAK
Wy­da­nie I
Co­py­ri­ght © 2017 by Igna­tius Press Co­py­ri­ght © for this edi­tion by Fun­da­cja Pro­do­teo, War­szawa 2024
ISBN 978-83-67634-57-1
Fun­da­cja Pro­do­teo ul. Rudzka 9 lok. 54 01-689 War­szawapro­do­teo.pl Ebook do­stępny na con­tra­gen­ti­les.pl/ksie­gar­nia
Kon­wer­sja: eLi­tera s.c.

To­tus tuus Ma­ria

SŁOWO WSTĘPNE CLAYA OL­SENA

Kiedy mia­łem dzie­sięć lat, wy­bra­li­śmy się raz z ko­legą na prze­jażdżkę ro­we­rową po naj­bliż­szej oko­licy w po­szu­ki­wa­niu ja­kie­goś cie­ka­wego za­ję­cia. Wkrótce do­tar­li­śmy na tyły lo­kal­nej sta­cji ben­zy­no­wej, gdzie sporo miej­sco­wej mło­dzieży czę­sto spę­dzało po­po­łu­dnia ze względu na ustron­ność tego miej­sca tu­dzież bli­skość ba­to­ni­ków i na­po­jów ga­zo­wa­nych. Kiedy się tam zja­wi­li­śmy owego dnia, nie za­sta­li­śmy aku­rat ni­kogo. Lecz to, co się tam wtedy wy­da­rzyło, na za­wsze wryło mi się w pa­mięć i choć mi­nęło już po­nad 20 lat, na­dal po­tra­fię so­bie przy­po­mnieć te wy­ra­zi­ste sceny.

Ko­lega ze­ska­kuje z ro­weru i idzie jak urze­czony w stronę sterty cza­so­pism wy­peł­nio­nych nie­koń­czącą się ilo­ścią zdjęć na­gich ko­biet. Mój umysł wła­ści­wie nie ogar­nia tego, co wi­dzę. Czuję prze­strach, pod­nie­ce­nie i dez­orien­ta­cję.

W ciągu kilku na­stęp­nych lat chcąc nie chcąc wy­szu­ki­wa­łem co­raz wię­cej tego, co tam zo­ba­czy­łem, ro­bi­łem to co­raz czę­ściej i w wer­sjach co­raz bar­dziej hard­core. Por­no­gra­fia za­częła mnie po­chła­niać i dużo czasu za­jęło mi od­zy­ska­nie kon­troli nad swoim ży­ciem i po­rzu­ce­nie tego na­wyku.

To, czego do­świad­czy­łem w wieku 10 lat, to nic w po­rów­na­niu z tym, z czym sty­kają się dziś mło­dzi lu­dzie. Por­no­gra­fia nie tylko stała się ła­twiej do­stępna niż kie­dy­kol­wiek wcze­śniej, ale też dra­stycz­nie zmie­nił się jej cha­rak­ter w po­rów­na­niu z owymi ma­ga­zy­nami zna­le­zio­nymi za sta­cją ben­zy­nową. Nie­wiele jest w na­szym spo­łe­czeń­stwie zja­wisk bar­dziej nie­po­ko­ją­cych niż por­no­gra­fia. Z ba­dań za­czyna się wy­ła­niać ob­raz jej zgub­nego wpływu. Dziś już wiemy, że por­no­gra­fia od­grywa rolę w han­dlu ży­wym to­wa­rem w ce­lach sek­su­al­nych, w wy­ko­rzy­sty­wa­niu dzieci i w prze­mocy sek­su­al­nej. Wpływa też na roz­wój mó­zgu mło­dych lu­dzi i kształ­tuje wzorce sek­su­alne ca­łego spo­łe­czeń­stwa. U wielu mło­dych męż­czyzn ob­ser­wu­jemy bez­pre­ce­den­sową skalę za­bu­rzeń sek­su­al­nych, a eks­perci przy­pi­sują ten trend wy­so­kiemu po­zio­mowi kon­sump­cji por­no­gra­fii.

Mimo to wielu z nas po­zwo­liło so­bie wmó­wić, że por­no­gra­fia jest czymś zdro­wym i nor­mal­nym. Zbio­rowo za­ak­cep­to­wa­li­śmy ten mit, a także wiele in­nych mi­tów na te­mat por­no­gra­fii (z któ­rych wszyst­kie zo­stają oba­lone w tej książce). Wsku­tek tego nasz spo­sób my­śle­nia i roz­ma­wia­nia o spra­wach ta­kich jak seks, bli­skość i mi­łość ule­gły wy­pa­cze­niu, a na­sza zdol­ność do two­rze­nia głę­bo­kich i sa­tys­fak­cjo­nu­ją­cych więzi z płcią prze­ciwną ule­gła ero­zji. Mó­wiąc oględ­nie.

A mó­wiąc bar­dziej do­sad­nie, z po­wodu por­no­gra­fii znisz­cze­niu i roz­kła­dowi ule­gły nie­zli­czone związki. Po­roz­pa­dały się ro­dziny, ży­cie wielu osób le­gło w gru­zach. Por­no­gra­fia przy­czy­niła się do tego, że mój ku­zyn, wów­czas dwu­dzie­sto­pa­ro­letni, tra­fił do aresztu. Jego uza­leż­nie­nie od por­no­gra­fii było tak silne, że w końcu dla za­spo­ko­je­nia swo­jego głodu po­trze­bo­wał cze­goś wię­cej niż pik­seli.

Kiedy po­sze­dłem na stu­dia, wy­raź­nie wi­doczny wpływ por­no­gra­fii skło­nił mnie i nie­któ­rych mo­ich ko­le­gów do prze­pro­wa­dze­nia pew­nych ba­dań. Ich wy­niki wpra­wiły nas w osłu­pie­nie. I obu­rzyły, po­nie­waż przez więk­szość na­szego ży­cia my i nasi ró­wie­śnicy sły­sze­li­śmy, że por­no­gra­fia to nie­szko­dliwa roz­rywka.

Ta świeżo na­byta wie­dza zmie­niła bieg ży­cia mo­jego i mo­ich ko­le­gów. Po­czu­li­śmy się od­po­wie­dzialni za to, aby po­ma­gać in­nym zro­zu­mieć prawdę o por­no­gra­fii. Za­ło­ży­li­śmy or­ga­ni­za­cję Fi­ght the New Drug [Walcz z no­wym nar­ko­ty­kiem] by in­for­mo­wać mło­dych lu­dzi o szko­dli­wym wpły­wie por­no­gra­fii i po­ma­gać im w za­bie­ga­niu o praw­dziwą mi­łość.

Od tam­tej pory otrzy­ma­li­śmy ty­siące e-ma­ili od osób z ca­łego świata. Opo­wia­dano nam hi­sto­rie, które roz­dzie­rały serce, hi­sto­rie o tym, jak de­struk­cyjna jest por­no­gra­fia, na przy­kład ta­kie:

Od 10 lat oglą­dam por­no­gra­fię przy­naj­mniej raz dzien­nie. Mam 23 lata. Oże­ni­łem się w wieku 21 lat i do tej pory nie upra­wia­łem seksu z żoną. Nie dla­tego, że nie chcę, ale że nie je­stem w sta­nie. Nie je­stem w sta­nie prze­stać oglą­dać por­no­gra­fii, a nie po­tra­fię się do­sta­tecz­nie pod­nie­cić, aby móc upra­wiać z nią seks. Mi­nęły już dwa lata i wi­dzę ból w jej oczach, gdy tylko pró­bu­jemy. Zro­bił­bym wszystko, żeby zmie­nić te ostat­nie 10 lat. Zro­bił­bym wszystko, żeby wy­brać mi­łość za­miast por­no­gra­fii. Chcę ko­chać żonę z ca­łych sił, jed­nak mój por­no­ho­lizm tak bar­dzo znisz­czył nasz zwią­zek, że je­ste­śmy obec­nie w se­pa­ra­cji do czasu, aż się zmie­nię bądź aż po­ro­zu­miemy się co do roz­wodu. Od lat nie znam in­nego po­bu­dze­nia jak przez pik­sele na ekra­nie. Zro­bił­bym wszystko, żeby cof­nąć czas i wy­brać mi­łość.

Tę z ko­lei wia­do­mość do­sta­li­śmy od kil­ku­na­sto­let­niego li­ce­ali­sty:

Je­stem por­no­ho­li­kiem. Oglą­dam to co­dzien­nie. Wy­da­łem już chyba ze 100 do­la­rów na sek­sczaty. Czuję, jak­bym nie miał żad­nej kon­troli nad tym, co ro­bię. Bez względu na to, jak bar­dzo zdy­scy­pli­no­wany, pa­nu­jący nad sy­tu­acją się so­bie wy­daję, za­wsze w tyle głowy mam porno i za­wsze chcę wię­cej. [...] Nie da się tak żyć. Uświa­do­mi­łem to so­bie i chcę to zmie­nić. Mu­szę.

Prawda jest taka, że dzi­siej­sze młode po­ko­le­nie zmaga się z uza­leż­nie­niem od por­no­gra­fii jak żadne z wcze­śniej­szych. Po­wszechna ak­cep­ta­cja i do­stęp­ność por­no­gra­fii wy­ewo­lu­owały, za­nim opi­nia pu­bliczna zdą­żyła zdać so­bie z tego sprawę. Te­mat od­su­wano na mar­gi­nes jako kwe­stię mo­ralną czy re­li­gijną, nie ma­jącą zna­cze­nia dla de­bat o zdro­wiu pu­blicz­nym czy po­li­tyce pu­blicz­nej.

Tak jed­nak już nie jest.

Dzięki no­wym ba­da­niom nad szko­dli­wym wpły­wem por­no­gra­fii na mózg, na więzi i na spo­łe­czeń­stwo ro­śnie liczba za­pa­leń­ców, któ­rzy pró­bują zmie­nić tę normę kul­tu­rową, za­chę­ca­jąc do za­bie­ga­nia o praw­dziwą mi­łość i stro­nie­nia od jej pu­stej na­miastki.

Na­sze po­ko­le­nie jest go­towe na nowy ro­dzaj mi­ło­ści – na mi­łość nie­ska­żoną przez wy­pa­czone po­strze­ga­nie bli­sko­ści i sa­mo­lubne pra­gnie­nia, mi­łość nie­ob­cią­żoną pu­stą fa­scy­na­cją i nie­zdro­wymi kom­pul­sjami. Mi­liony osób do­strze­gły już praw­dziwą na­turę por­no­gra­fii i nie go­dzą się, by wpły­wała na ich ży­cie. Ta książka sta­nowi część tego ru­chu.

Mit por­no­gra­fii może po­móc wam nie tylko od­dzie­lić mity od rze­czy­wi­sto­ści o por­no­gra­fii, lecz także po­wró­cić do praw­dzi­wej mi­ło­ści. Matt Fradd po mi­strzow­sku ar­ty­ku­łuje i roz­wiewa fał­szywe prze­świad­cze­nia, które przy­czy­niają się do sze­rze­nia por­no­ho­li­zmu i za­bu­rzeń sek­su­al­nych, oraz in­spi­ruje do prze­ciw­dzia­ła­nia im.

Bądźmy jed­nak re­ali­stami. Wie­dza to do­piero pierw­szy krok do zmiany normy kul­tu­ro­wej, czeka nas dużo pracy. I do­brze. Damy radę. Mu­siało upły­nąć wiele lat, za­nim por­no­gra­fia zy­skała sze­roką ak­cep­ta­cję jako nie­szko­dliwa roz­rywka i spo­sób ży­cia, po­trzeba więc czasu i sta­rań, aby od­wró­cić to po­wszechne błędne prze­ko­na­nie. Je­ste­ście na to go­towi?

Je­śli tak, prze­czy­taj­cie tę książkę. Wcie­laj­cie w ży­cie to, czego się z niej do­wie­cie. A po­tem dziel­cie się jej prze­sła­niem z in­nymi.

Clay Ol­sen, dy­rek­tor ge­ne­ralnyi współ­za­ło­ży­ciel or­ga­ni­za­cji Fi­ght the New Drug

Po­dzię­ko­wa­nia

Wiele spo­śród spo­strze­żeń i ar­gu­men­tów, które przed­sta­wiam w tej książce, nie jest mo­jego po­my­słu, lecz bar­dzo się sta­ra­łem od­dać sza­cu­nek tym, któ­rym się on na­leży. Je­stem szcze­gól­nie wdzięczny za pracę J. Bu­dzi­szew­skiego, No­aha Chur­cha, Gabe’a De­ema, Gail Di­nes, April Gar­ris, Luke’a Gil­ker­sona, Dawn Haw­kins, Do­nalda Hil­tona Jr., ks. Se­ana Kil­caw­leya, Pe­tera Kle­po­nisa, Mary Anne Lay­den, Jill Man­ning, Claya Ol­sena, Pa­meli Paul, Ale­xan­dra Rho­desa, Mar­nii Ro­bin­son, Ro­gera Scru­tona, Ke­vina Skin­nera, Wil­liama Stru­thersa, Pa­tricka Tru­emana, Chri­sto­phera We­sta, Gary’ego Wil­sona i (je­śli nie prze­stanę wy­mie­niać, po­wsta­nie z tej li­sty od­rębna książka) wielu in­nym oso­bom o sze­ro­kiej wie­dzy, wy­stę­pu­ją­cych prze­ciwko por­no­gra­fii, które wiele mnie na­uczyły i wy­warły na mnie wpływ. Je­stem też głę­boko wdzięczny ze­spo­łowi z Igna­tius Press – a zwłasz­cza Mar­kowi Brum­ley­owi – który do­strzegł po­trzebę po­za­re­li­gij­nej od­po­wie­dzi na ar­gu­menty za por­no­gra­fią. Dzię­kuję także Ja­so­nowi Ever­towi, bez któ­rego pracy, przy­kładu i przy­jaźni ta książka nie­omal by nie po­wstała.

WSTĘP

Jest to książka o mi­cie, że por­no­gra­fia to coś do­brego, i o wielu in­nych fał­szy­wych po­glą­dach na te­mat por­no­gra­fii, które wielu z nas po­dziela.

Za­nim przejdę do ich omó­wie­nia, parę słów o ćmach.

W roku 1869 en­to­mo­log Étienne Léo­pold Tro­uve­lot, chcąc wspo­móc roz­wój ame­ry­kań­skiego prze­my­słu je­dwab­ni­czego, po­peł­nił wielki błąd – spro­wa­dził z Eu­ropy do Bo­stonu ćmę brud­nicę nie­parkę. W ciągu 10 lat roje nie­na­sy­co­nych brud­nic zja­dały całe lasy. Ko­lejne próby eli­mi­na­cji tego mo­tyla speł­zały na ni­czym i przez na­stępne stu­le­cie sta­no­wił on nie­okieł­znaną plagę. Wresz­cie w la­tach sześć­dzie­sią­tych i sie­dem­dzie­sią­tych XX wieku na­ukowcy wy­my­ślili nową stra­te­gię. Bio­lo­dzy wie­dzieli, że samce brud­nicy znaj­dują sa­mice po ich za­pa­chu, fe­ro­mo­nie. Wy­pro­du­ko­wali więc po­tężne ilo­ści syn­te­tycz­nej po­staci tego fe­ro­monu i roz­sy­pali jego gra­nulki z po­wie­trza po la­sach opa­no­wa­nych przez te szkod­niki.

Samce mo­tyla nie zdo­łały so­bie z tym po­ra­dzić. Były tak oszo­ło­mione wy­so­kim stę­że­niem fe­ro­monu, że albo tra­ciły orien­ta­cję i nie wie­działy, gdzie mają szu­kać sa­micy, albo ule­gały de­sen­sy­ty­za­cji [od­wraż­li­wie­niu] na niż­sze stę­że­nia fe­ro­monu na­tu­ral­nie pro­du­ko­wa­nego przez osob­niki żeń­skie. Tak czy ina­czej ćmy nie były już w sta­nie się roz­mna­żać, ich po­pu­la­cja spa­dła.

By po­zo­stać przy tej ana­lo­gii, tym wła­śnie jest por­no­gra­fia dla na­szego spo­łe­czeń­stwa – syn­te­tycz­nym, wy­soko skon­cen­tro­wa­nym fe­ro­mo­nem. Wsku­tek nad­mier­nej eks­po­zy­cji na nią wiele osób albo nie wie, jak po­dejść do au­ten­tycz­nej in­tym­no­ści sek­su­al­nej, albo w ogóle nie jest nią za­in­te­re­so­wa­nych. Jak po­ka­żemy w tej książce, z ca­łego świata płyną do­nie­sie­nia o zgub­nym wpły­wie por­no­gra­fii, mó­wią o tym na­wet te osoby, które nie mają wo­bec niej opo­rów mo­ral­nych. Po­czy­na­jąc od usta­leń neu­ro­nauki, przez ba­da­nia kli­niczne, które pro­wa­dzą psy­cho­lo­go­wie, aż po ko­zetki li­cen­cjo­no­wa­nych te­ra­peu­tów – wszę­dzie tam ob­ser­wu­jemy za­nie­po­ko­je­nie wpły­wem por­no­gra­fii na na­sze umy­sły i kul­turę. Por­no­gra­fia – twier­dzi neu­ro­chi­rurg Do­nald Hil­ton – to „wi­zu­alny fe­ro­mon, po­tężny nar­ko­tyk o war­to­ści 100 mi­liar­dów do­la­rów rocz­nie dzia­ła­jący na mózg i zmie­nia­jący ludzką sek­su­al­ność”[1].

Pod­czas wy­stą­pie­nia na kon­fe­ren­cji TED w 2011 roku psy­cho­log Phi­lip Zim­bardo mó­wił o tym, że – jak po­ka­zują ba­da­nia – wśród męż­czyzn ro­śnie po­wszechny lęk przed bli­sko­ścią i nie­po­rad­ność w kon­tak­tach spo­łecz­nych; co­raz wię­cej męż­czyzn nie wie, jak po­ro­zu­mie­wać się z ko­bie­tami w re­al­nym ży­ciu. Dla­czego? Zda­niem Zim­bardo jest to spo­wo­do­wane, naj­ogól­niej mó­wiąc, prze­sad­nym ko­rzy­sta­niem z In­ter­netu, a w szcze­gól­no­ści nad­mier­nym do­stę­pem do por­no­gra­fii. „Mó­zgi chłop­ców są cy­frowo prze­pro­gra­mo­wy­wane w cał­ko­wi­cie nowy spo­sób – na zmianę, no­wość, pod­nie­ce­nie”[2].

Te wy­po­wie­dzi mogą się ko­muś wy­dać ostro prze­sa­dzone. Por­no­gra­fia jako nar­ko­tyk dla mó­zgu? Cy­frowe prze­pro­gra­mo­wy­wa­nie umy­słu? Ow­szem, my­ślimy so­bie, por­no­gra­fia ma pewne nie­cie­kawe ob­li­cze. Tak, nie­któ­rzy dają się jej uwieść. To prawda, ko­rzy­sta z niej za­pewne nie­je­den typ spod ciem­nej gwiazdy i nie­je­den taki ją pro­du­kuje. Ale ro­bić wo­kół tego tyle za­mie­sza­nia? Kwe­stia porno to prze­cież świa­do­mie go­dzący się na to do­ro­śli oglą­da­jący świa­do­mie go­dzą­cych się na to in­nych do­ro­słych upra­wia­ją­cych seks. Czyż nie?

CO TO JEST POR­NO­GRA­FIA?UŚCI­ŚLIJMY, O CZYM MÓ­WIMY

Zde­fi­nio­wa­nie por­no­gra­fii może się oka­zać nie­by­wale trudne. Po czę­ści dla­tego, że różne jej de­fi­ni­cje mają duży wpływ na usta­wo­daw­stwo. Je­śli zde­fi­niu­jemy por­no­gra­fię zbyt sze­roko, mo­żemy być zmu­szeni do pe­na­li­zo­wa­nia pew­nych form sztuki. Je­śli zde­fi­niu­jemy ją zbyt wą­sko, może nam umknąć całe zróż­ni­co­wa­nie por­no­gra­ficz­nego kra­jo­brazu. Słynne już okre­śle­nie sę­dziego Sądu Naj­wyż­szego USA Pot­tera Ste­warta: „Wiem, kiedy to coś wi­dzę”, choć za­baw­nie zgodne z rze­czy­wi­sto­ścią, nie jest by­naj­mniej ści­słe.

Być może w tym miej­scu czas na lek­cję hi­sto­rii. Okre­śle­nie „por­no­gra­fia” we­szło do ję­zyka an­giel­skiego w po­ło­wie XIX wieku na ozna­cze­nie „pism o pro­sty­tut­kach bądź ry­cin je przed­sta­wia­ją­cych”. Por­no­gra­fia jest więc w pew­nym sen­sie roz­sze­rze­niem pro­sty­tu­cji. Jej pro­du­cen­tom przy­świeca za­mysł, aby kon­su­ment wcho­dził z ich ma­te­ria­łem w po­dobne in­te­rak­cje, w ja­kie się wcho­dzi z pro­sty­tutką; jest to pro­dukt o funk­cji ero­tycz­nej.

Por­no­gra­fia obej­muje za­tem ma­te­riały wi­zu­alne z osten­ta­cyjną pre­zen­ta­cją na­rzą­dów płcio­wych bądź czyn­no­ści sek­su­al­nych, rze­czy­wi­stych albo sy­mu­lo­wa­nych, w celu wzbu­dze­nia uczuć ero­tycz­nych nie zaś es­te­tycz­nych. Krótko mó­wiąc, por­no­gra­fia to ma­te­riał uka­zu­jący za­cho­wa­nia ero­tyczne, ob­li­czony na wy­wo­ła­nie po­bu­dze­nia sek­su­al­nego.

BIG PORN, WIELKI BIZ­NES

Mu­szę wy­znać, że pod pew­nymi wzglę­dami ta książka jest o dwie de­kady spóź­niona. Ra­dy­kalna zmiana kul­tu­rowa jest za­wsze moż­liwa, bio­rąc jed­nak pod uwagę obecny stan rze­czy, por­no­gra­fia za­pewne z nami po­zo­sta­nie. Praw­do­po­dob­nie każdy – chyba że żyje na od­lu­dziu – zdą­żył za­uwa­żyć, że ko­rzy­sta­nie z por­no­gra­fii stało się po­wszechne. Po­nie­waż zaś stało się po­wszechne, por­no­gra­fia wy­ro­sła na gi­gan­tyczny prze­mysł i tak szybko nie znik­nie.

Trudno jest osza­co­wać zy­ski tej branży. We­dług or­ga­ni­za­cji Free Spe­ech Co­ali­tion [Ko­ali­cja Wol­no­ści Słowa] próby sza­co­wa­nia do­cho­dów brutto prze­my­słu por­no­gra­ficz­nego po­dej­mo­wały me­dia in­for­ma­cyjne głów­nego nurtu, do­kładne dane są jed­nak nie­do­stępne[3]. Wiemy, że na por­no­gra­fii robi się duże pie­nią­dze. W Sta­nach Zjed­no­czo­nych branża ta ge­ne­ruje co­rocz­nie 13 mi­liar­dów do­la­rów[4]. Stare po­wie­dzonko „seks się sprze­daje” na­biera cał­kiem no­wego sensu, gdy seks staje się głów­nym pro­duk­tem. Można za­ry­zy­ko­wać twier­dze­nie, że por­no­gra­fia nie jest już wy­jąt­kiem w branży roz­ryw­ko­wej, lecz stała się normą. W sze­roko za­kro­jo­nej ana­li­zie mi­liona naj­czę­ściej od­wie­dza­nych stron in­ter­ne­to­wych na świe­cie neu­ro­nau­kowcy Ogi Ogas i Sai Gad­dam usta­lili, że 42 337 spo­śród tych stron ma zwią­zek z sek­sem. Po prze­pro­wa­dze­niu ana­lizy 400 mi­lio­nów naj­czę­ściej wy­szu­ki­wa­nych sfor­mu­ło­wań ba­da­cze wy­snuli wnio­sek, że mniej wię­cej jedno na osiem wy­szu­ki­wań do­ty­czy tre­ści ero­tycz­nej[5]. Wśród mil­le­nial­sów (wów­czas w wieku 18 do 30 lat) 63 pro­cent męż­czyzn i 21 pro­cent ko­biet de­kla­ruje, że ogląda por­no­gra­fię przy­naj­mniej kilka razy w ty­go­dniu – co nie mówi nam zgoła nic o tych, któ­rzy oglą­dają ją nieco rza­dziej[6].

Orę­dow­niczka bez­pie­czeń­stwa w In­ter­ne­cie Donna Rice Hu­ghes stwier­dza la­ko­nicz­nie: „Por­no­gra­fia on­line to pierw­szy cie­szący się nie­zmien­nie po­wo­dze­niem pro­dukt e-com­merce”[7]. Klu­czo­wym czyn­ni­kiem wzro­stu po­pu­lar­no­ści por­no­gra­fii jest roz­wój tech­no­lo­gii in­ter­ne­to­wych, co ze względu na rze­komą ano­ni­mo­wość World Wide Web uła­twia lu­dziom do­stęp do por­no­gra­fii bez świad­ków. Po­nie­waż kon­su­menci por­no­gra­fii sta­no­wią ogromny seg­ment rynku, przy­śpie­szyło to roz­wój tech­no­lo­gii me­dial­nych, po­czy­na­jąc od sieci udo­stęp­nia­nia pli­ków przez stre­aming ma­te­ria­łów wi­deo aż po stre­aming przez te­le­fon. Bla­ise Cro­nin i Eli­sa­beth Da­ven­port pi­szą w ar­ty­kule dla cza­so­pi­sma „In­for­ma­tion So­ciety”, że we­dług zgod­nej opi­nii eks­per­tów z dzie­dziny tech­no­lo­gii in­for­ma­tycz­nych branża porno „przo­duje” w za­kre­sie bu­dowy wy­soko wy­daj­nych stron in­ter­ne­to­wych[8].

Wielcy gra­cze prze­my­słu por­no­gra­ficz­nego to gi­ganci z mi­lio­nami do­la­rów i nie tylko tak zna­jome marki jak „Play­boy” czy „Hu­stler”, ale i Time War­ner, Hil­ton czy Ru­pert Mur­doch. Siłą na­pę­dową por­no­gra­fii nie jest już kilku pio­nie­rów zmian kul­tu­ro­wych z głową do in­te­re­sów, go­to­wych za­ry­zy­ko­wać po­byt w aresz­cie za swoje li­be­ralne po­glądy na seks. Ste­phen Yagie­lo­wicz, re­dak­tor w „XBIZ”, za­uważa:

Kor­po­ry­za­cja por­no­gra­fii nie jest czymś, co na­stąpi bądź co wła­śnie na­stę­puje, ona już się do­ko­nała – a je­śli nie je­ste­ście tego świa­domi, to tak na­prawdę nie ma już dla was tu­taj miej­sca. To po­wtórka z Las Ve­gas: zwi­chro­wani gang­ste­rzy i przed­się­bior­czy wi­zjo­ne­rzy ze­pchnięci na bok przez me­ga­kor­po­ra­cje, które do­strze­gły lep­szy spo­sób dzia­ła­nia i wpro­wa­dziły dys­cy­plinę dla po­zo­sta­łych gra­czy nie­zbędną do osią­gnię­cia suk­cesu na kom­plet­nie no­wym po­zio­mie[9].

Stwier­dze­nie, że por­no­gra­fia to wielki biz­nes, nie ozna­cza, że branża ta nie prze­cho­dzi przez okresy re­ce­sji. W roku 2007 „Blo­om­berg Bu­si­nessweek” sza­co­wał glo­balne do­chody branży porno na po­zio­mie 20 mi­liar­dów do­la­rów, z czego po­łowa przy­pa­dła na Stany Zjed­no­czone. Lecz za­le­wie pięć lat póź­niej osza­co­wano, że do­chody te spa­dły o po­łowę wsku­tek ła­twego do­stępu do dar­mo­wej por­no­gra­fii w In­ter­ne­cie[10]. Do­stawca tre­ści por­no­gra­ficz­nych Alec Helmy mówi: „Wsku­tek dar­mo­wego porno zmie­niła się psy­cho­lo­gia kon­su­men­tów”. Klienci nie kwa­pią się do pła­ce­nia za tre­ści por­no­gra­ficzne, skoro mogą je mieć za darmo[11]. In­nymi słowy, choć zy­ski z por­no­gra­fii spa­dają, dzieje się tak nie dla­tego, że za­in­te­re­so­wa­nie nią ma­leje, lecz z po­wodu po­wszech­nego ko­rzy­sta­nia z dar­mo­wego porno.

To na­sy­ce­nie sieci dar­mową por­no­gra­fią wy­mu­siło na fir­mach por­no­gra­ficz­nych kre­atyw­ność. Firmy pro­du­ku­jące „dla do­ro­słych” mają – jak każdy do­bry han­dlo­wiec – uza­sad­niony in­te­res w stu­dio­wa­niu psy­cho­lo­gii za­cho­wań kon­su­men­tów. Jack Mor­ri­son w ar­ty­kule dla „Adult Vi­deo News” po­daje, że firmy porno zwra­cają się do kli­ni­cy­stów, któ­rzy po­ma­gają lu­dziom po­ko­nać uza­leż­nie­nie od cy­ber­seksu, aby ci po­ra­dzili im, jak przy­cią­gnąć wię­cej klien­tów na ich strony. Spółki, które słu­chają ta­kich rad, mają szansę na ogromne zy­ski[12].

Por­no­gra­fia prze­stała już być dzia­łal­no­ścią czar­no­ryn­kową. An­drew Ed­mond kie­ru­jący spółką Fly­ing Cro­co­dile, in­ter­ne­tową firmą por­no­gra­ficzną o przy­cho­dach na po­zio­mie 20 mi­lio­nów do­la­rów rocz­nie, stwier­dza: „Mnó­stwo osób [spoza branży porno] traci z oczu mo­del biz­ne­sowy z po­wodu [seksu]. A jest on rów­nie skom­pli­ko­wany i wie­lo­wy­mia­rowy jak każdy inny ry­nek. Dzia­łamy jak każda inna spółka z li­sty For­tune 500”[13]. Spółki pro­du­ku­jące por­no­gra­fię mają wła­sne firmy in­we­sty­cyjne, wcho­dzą we wspólne przed­się­wzię­cia mar­ke­tin­gowe z in­nymi kor­po­ra­cjami, or­ga­ni­zują po­kazy na tar­gach, łą­czą się z in­nymi i zmie­niają wła­ści­cieli, za­trud­niają me­na­dże­rów, do­zor­ców i se­kre­tarki oraz gro­ma­dzą ka­pi­tał jak każda inna firma.

Biz­nes Big Porn robi wielką kasę i nie bez przy­czyny: od­wo­łuje się do na­szego sil­nego pra­gnie­nia przy­jem­no­ści sek­su­al­nej.

O CZYM NIE JEST TA KSIĄŻKA

Chciał­bym jed­nak być do­brze zro­zu­miany, za­my­słem tej książki nie jest po­zba­wie­nie lu­dzi przy­jem­no­ści zwią­za­nej z płcio­wo­ścią, lecz zwró­ce­nie uwagi na to, że seks może nam spra­wiać więk­szą przy­jem­ność niż wtedy, gdy jest on do­stępny na pstryk­nię­cie pal­ców czy na za­mó­wie­nie. Moim ce­lem nie jest po­tę­pia­nie cię, je­śli je­steś za­pa­lo­nym kon­su­men­tem por­no­gra­fii i ni­gdy do­tąd nie za­sta­na­wia­łeś się, czy jest to do­bre czy złe, wła­ściwe czy nie­wła­ściwe. Choć nie cofnę się przed stwier­dze­niem, że twoja men­tal­ność w kwe­stii por­no­gra­fii jest nie­wła­ściwa, to uwa­żam jed­nak, że twoje pra­gnie­nie za­spo­ko­je­nia sek­su­al­nego wy­ra­sta z cze­goś, co jest bar­dzo do­bre. Wszy­scy chcie­li­by­śmy wieść udane ży­cie, a sta­wiam tezę, że jako spo­łe­czeń­stwo mo­żemy pod wzglę­dem na­szej sek­su­al­no­ści mieć się znacz­nie le­piej, niż ko­rzy­sta­jąc z tego, co nam ofe­ruje por­no­gra­fia.

Książka ta nie jest rów­nież trak­ta­tem re­li­gij­nym o złu zwią­za­nym z por­no­gra­fią. Każdy ma ja­kieś wy­obra­że­nia na te­mat osta­tecz­nej rze­czy­wi­sto­ści, ja rów­nież. I choć po­dob­nie jak ty mam swoje prze­ko­na­nia na te­mat tego, jak mo­żemy osią­gnąć peł­nię czło­wie­czeń­stwa, to nie od­wo­łuję się w tej książce do tra­dy­cyj­nych pism czy au­to­ry­te­tów re­li­gij­nych.

Książka ta nie jest rów­nież o cen­zu­rze. Nie wy­stę­puję też prze­ciwko le­ga­li­za­cji por­no­gra­fii. Ży­jemy w wa­run­kach glo­bal­nej go­spo­darki i por­no­gra­fię kon­su­muje się w każ­dym pań­stwie świata. Prawa, sys­temy są­dow­ni­cze i agendy kon­troli w po­szcze­gól­nych kra­jach za­zwy­czaj bar­dzo słabo na­dą­żają za gwał­tow­nym roz­wo­jem tech­no­lo­gii, a nie mam żad­nego ge­nial­nego po­my­słu, jak temu za­ra­dzić. Czas i prze­strzeń po pro­stu nie po­zwa­lają na omó­wie­nie tak roz­le­głej i skom­pli­ko­wa­nej kwe­stii praw­nej. Zresztą w moim prze­ko­na­niu nie­które po­my­sły na cen­zurę por­no­gra­fii bar­dzo przy­po­mi­nają prze­pisy o pro­hi­bi­cji w Ame­ryce w la­tach dwu­dzie­stych XX wieku, nie­po­trzeb­nie czy­niąc kry­mi­na­li­stów z cał­kiem prze­cięt­nych oby­wa­teli. Coś ta­kiego nie jest moją in­ten­cją. Prze­pisy prawa są oczy­wi­ście ważne, lecz moim za­my­słem w tej książce jest rzu­cić wy­zwa­nie na­szej men­tal­no­ści w spra­wie por­no­gra­fii. Moja teza do­ty­czy nie tego, czy por­no­gra­fii na­leży od­mó­wić ochrony zwią­za­nej z wol­no­ścią słowa – choć jest to kwe­stia warta de­baty – lecz ra­czej tego, czy por­no­gra­fia jest formą eks­pre­sji sek­su­al­nej za­słu­gu­jącą na ostrą kry­tykę.

O CZYM JEST TA KSIĄŻKA

Za­my­słem tej książki jest oba­le­nie mitu, że por­no­gra­fia to coś do­brego, a w każ­dym ra­zie, że to nic złego. A przy oka­zji oba­le­nie naj­czę­ściej spo­ty­ka­nych opi­nii na te­mat por­no­gra­fii, czy to wy­ra­ża­nych wprost, czy do­myśl­nych.

Oma­wiam tu­taj sze­roki za­kres te­ma­tów – od branży por­no­gra­ficz­nej jako ta­kiej aż po wpływ por­no­gra­fii na na­szą fi­zjo­lo­gię i na więzi mię­dzy­ludz­kie. Nie wy­bie­gajmy jed­nak zbyt­nio w przód. Na pierw­szy rzut oka mo­głoby się wy­da­wać, że książka ta wska­zuje, iż por­no­gra­fia może ro­dzić pro­blemy, że nad­uży­wa­nie por­no­gra­fii ma pewne kon­se­kwen­cje i że por­no­gra­fia jest mo­ral­nie neu­tralna, ni­czym owa strzelba, któ­rej można użyć w celu do­brym bądź złym. Lecz ar­gu­men­ta­cja przed­sta­wiona w tej książce jest cał­ko­wi­cie inna.

Mity na te­mat por­no­gra­fii funk­cjo­nują w du­żej mie­rze dla­tego, że uła­twiają jej ak­cep­ta­cję. Dla osób wy­zna­ją­cych bar­dziej tra­dy­cyjne war­to­ści wiara w nie­które z tych mi­tów jest po­strze­gana jako klę­ska. Na­de­szła era porno – mó­wią – i nie mo­żemy zro­bić nic, aby wy­swo­bo­dzić się z jej że­la­znego uści­sku. Z ko­lei w prze­ko­na­niu osób wy­zna­ją­cych bar­dziej li­be­ralne war­to­ści wiara w wiele spo­śród tych mi­tów uza­sad­nia ko­rzy­sta­nie z por­no­gra­fii i po­zwala ich su­mie­niu nie do­strze­gać jej za­sad­ni­czej na­tury.

Opie­ram się w tej książce na jed­nym pod­sta­wo­wym za­ło­że­niu: je­śli chcemy, aby coś wspa­niale pro­spe­ro­wało, po­win­ni­śmy z tego ko­rzy­stać zgod­nie z jego na­turą. Je­śli chcemy do­cze­kać się oka­za­łych krze­wów po­mi­do­rów, nie umiesz­czamy sa­dzo­nek w ciem­nej ko­mórce i nie pod­le­wamy ich na­po­jami ga­zo­wa­nymi. Po­stę­po­wa­nie w ten spo­sób by­łoby sprzeczne z na­turą po­mi­do­rów. Po­dob­nie, je­śli chcemy, aby pro­spe­ro­wały jed­nostki, ro­dziny i spo­łe­czeń­stwo, nie odzie­ramy seksu z jego oczy­wi­stego kon­tek­stu re­la­cyj­nego i nie za­mie­niamy go w to­war.

Je­śli sta­niemy się cy­wi­li­za­cją, która han­dluje ludźmi, cy­wi­li­za­cją, która z cze­goś klu­czo­wego dla na­szego je­ste­stwa, z na­szej płcio­wo­ści, czyni przed­miot uprze­my­sło­wie­nia, to nie bę­dziemy ludźmi szczę­śli­wymi.

A jed­nak to wła­śnie na­stą­piło. Ży­jemy w do­bie seksu ko­mer­cyj­nego, kiedy na­sze ciała ku­puje się i sprze­daje, za­równo fi­zycz­nie, jak i wir­tu­al­nie. Me­lissa Far­ley, dy­rek­torka or­ga­ni­za­cji Pro­sti­tu­tion Re­se­arch and Edu­ca­tion, twier­dzi, że pod­czas pro­wa­dze­nia ba­dań obej­mu­ją­cych męż­czyzn, któ­rzy ku­pują seks, jej ze­spół miał pro­blem ze zna­le­zie­niem męż­czyzn, któ­rzy tego nie ro­bią. Ko­rzy­sta­nie z por­no­gra­fii, z seksu przez te­le­fon, lap dance[14] oraz in­nych usług stało się tak po­wszechne, że ze­spół Far­ley, chcąc po­zy­skać do ba­dań stu­oso­bową grupę kon­tro­lną, mu­siał zli­be­ra­li­zo­wać swoją de­fi­ni­cję męż­czy­zny nie­ko­rzy­sta­ją­cego z płat­nego seksu[15].

CZEMU MA SŁU­ŻYĆ SEKS

Mówi się – i zga­dzam się z tym – że fak­tyczny pro­blem zwią­zany z por­no­gra­fią po­lega nie na tym, że po­ka­zuje ona zbyt wiele, lecz na tym, że po­ka­zuje ona zbyt mało. Zbyt mało czego? Otóż zbyt mało czło­wieka. Por­no­gra­fia trak­tuje seks jed­no­wy­mia­rowo, re­du­ku­jąc lu­dzi do ich na­rzą­dów płcio­wych, a na­stęp­nie wy­ko­rzy­stuje ich w roli środ­ków pro­wa­dzą­cych do pew­nego celu. W re­zul­ta­cie taki seks nie może nam za­ofe­ro­wać do­zna­nia praw­dzi­wej in­tym­no­ści, któ­rej tak pra­gniemy.

Wśród ssa­ków mo­no­ga­mia jest rzad­ko­ścią. Lu­dzie są pod tym wzglę­dem wy­jąt­kowi, je­ste­śmy za­pro­gra­mo­wani na two­rze­nie więzi w pa­rach. Dok­tor Larry J. Young, pro­fe­sor psy­chia­trii w Szkole Me­dycz­nej Uni­wer­sy­tetu Emory, mówi, że ga­tu­nek ludzki jest dość oso­bliwy w tym sen­sie, że „two­rzy dłu­go­trwałe se­lek­tywne więzi spo­łeczne mię­dzy part­ne­rami sek­su­al­nymi, a oprócz tego więzi mię­dzy ro­dzi­cami a dziećmi, z czego po­wstaje ro­dzina nu­kle­arna[16]”. Jest to we­dług Younga nie­wąt­pli­wie „za­ko­rze­nione w na­szej bio­lo­gii i dzie­dzic­twie ge­ne­tycz­nym”[17].

Dzięki roz­wo­jowi nauk bio­lo­gicz­nych, w szcze­gól­no­ści neu­ro­lo­gii, wiemy, że che­miczne związki neu­ro­ak­tywne oksy­to­cyna i wa­zo­pre­syna na­leżą w na­szym ciele do klu­czo­wych czyn­ni­ków, je­śli cho­dzi o two­rze­nie uczuć sil­nego przy­wią­za­nia. Na przy­kład oksy­to­cyna uwal­nia się w ciele ko­biety pod­czas po­rodu i kar­mie­nia pier­sią, wzmac­nia­jąc silną więź mię­dzy nią a nie­mow­lę­ciem. W or­ga­ni­zmie czło­wieka te związki neu­ro­ak­tywne są wy­zwa­lane po­woli pod­czas sto­sunku płcio­wego, a ogromne ich ilo­ści pod­czas or­ga­zmu, neu­ro­lo­gicz­nie „two­rząc więź” mię­dzy wspo­mnie­niami da­nej osoby a źró­dłem przy­jem­no­ści sek­su­al­nej.

Na­wet sztucz­nie wy­wo­łany wzrost po­ziomu oksy­to­cyny działa w ten spo­sób. W „The Jo­ur­nal of Neu­ro­science” opu­bli­ko­wano wy­niki ba­da­nia, w któ­rym męż­czy­znom po­da­wano albo dawkę oksy­to­cyny (za po­mocą ato­mi­zera do nosa) bądź pla­cebo, a na­stęp­nie umiesz­czano ich w po­bliżu atrak­cyj­nej ko­biety. Re­zul­taty były in­te­re­su­jące. Męż­czyźni, któ­rym po­dano oksy­to­cynę i któ­rzy po­zo­sta­wali w sta­łym związku, po­sta­na­wiali od­su­nąć się od tej do­piero co spo­tka­nej ko­biety, z ko­lei męż­czyźni, któ­rzy otrzy­mali pla­cebo bądź nie po­zo­sta­wali w sta­łym związku, nie po­dej­mo­wali de­cy­zji o od­da­le­niu się od tej ko­biety. Działo się tak na­wet wów­czas, gdy mo­no­ga­micz­nemu męż­czyź­nie po­ka­zy­wano je­dy­nie zdję­cie atrak­cyj­nej ko­biety – od­su­wał się on od jej po­do­bi­zny[18].

Paul Zak, za­ło­ży­ciel i dy­rek­tor Cen­ter for Neu­ro­eco­no­mics Stu­dies [Ośrodka Ba­dań Neu­ro­eko­no­micz­nych] na Cla­re­mont Gra­du­ate Uni­ver­sity, twier­dzi, że z usta­leń tych wy­nika coś waż­nego, je­śli cho­dzi o róż­nice mię­dzy mó­zgiem czło­wieka a mó­zgiem zwie­rząt: je­ste­śmy zbu­do­wani do dłu­go­ter­mi­no­wych więzi ro­man­tycz­nych. Che­miczne związki neu­ro­ak­tywne mają słu­żyć bu­do­wie dłu­go­trwa­łej więzi ro­man­tycz­nej. „Hugh Hef­ner jest tu­taj wy­jąt­kiem, a nie wzo­rem do na­śla­do­wa­nia dla męż­czyzn”[19].

Lu­dzie róż­nią się pod wzglę­dem sek­su­al­nym od wszyst­kich in­nych stwo­rzeń na ziemi w jed­nym klu­czo­wym wzglę­dzie: po­nie­waż na­sze mó­zgi mają roz­bu­do­waną korę mó­zgu, mo­żemy świa­do­mie po­dej­mo­wać de­cy­zje o wzmac­nia­niu po­czu­cia więzi z na­szymi part­ne­rami po­przez pro­ste czyn­no­ści. Uśmiech, kon­takt wzro­kowy, kom­ple­men­to­wa­nie, do­tyk, słu­cha­nie, po­ma­ga­nie, przy­tu­la­nie, obej­mo­wa­nie, po­ca­łunki oraz oczy­wi­ście sto­su­nek płciowy. Te i po­dobne czyn­no­ści na­prawdę uru­cha­miają ma­chinę mi­ło­ści w na­szym mó­zgu. De­cy­du­jąc się na nie, mo­żemy wy­zwa­lać nie­prze­rwane uwal­nia­nie się hor­mo­nów i neu­ro­prze­kaź­ni­ków od­po­wie­dzial­nych za więzi[20].

Two­rze­nie się więzi oraz cel bio­lo­giczny, ja­kim jest pro­kre­acja, sta­no­wią cel na­szego po­pędu sek­su­al­nego, taka jest na­sza sek­su­alna na­tura. Ko­rzy­sta­nie z pra­gnień sek­su­al­nych w spo­sób sprzeczny z tym ozna­cza krzyw­dze­nie za­równo in­nych, jak i sie­bie.

PRZY­JEM­NOŚĆ ZWIĄ­ZANA Z PORNO

Związki che­miczne uwal­niane w na­szym mó­zgu wsku­tek czyn­no­ści sek­su­al­nych mogą wy­wie­rać po­dobny, lecz wy­pa­czony wpływ, kiedy są sty­mu­lo­wane przez por­no­gra­fię. Neu­ro­nau­ko­wiec Wil­liam Stru­thers pi­sze: „Przy po­wta­rza­niu czyn­no­ści sek­su­al­nych w sy­tu­acji nie­obec­no­ści part­nera czło­wieka po­łą­czy więź i przy­wią­za­nie z ob­ra­zem, a nie z osobą”[21]. Jak twier­dzi te­ra­peutka be­ha­wio­ralna An­drea Ku­szew­ski, por­no­gra­fia może spo­wo­do­wać uwol­nie­nie związ­ków neu­ro­ak­tyw­nych po­dob­nie jak sto­sunki sek­su­alne, wią­żąc daną osobę z nie­usta­ją­cym wa­lo­rem no­wo­ści por­no­gra­fii, „a te związki che­miczne spra­wiają, że chcemy wciąż po­wra­cać do tego uczu­cia”. Mo­żemy za­sad­ni­czo dać się po­ślu­bić por­no­gra­fii[22].

Na­sze po­głę­bia­jące się ro­zu­mie­nie ludz­kiego umy­słu wska­zuje, że zdrowe pra­gnie­nie sek­su­alne nie jest li tylko pra­gnie­niem od­czu­cia ja­kie­goś kon­kret­nego ro­dzaju przy­jem­no­ści w na­rzą­dach płcio­wych. Re­du­ko­wa­łoby to seks to wza­jem­nej ma­stur­ba­cji, w któ­rej ta druga osoba jest po­strze­gana je­dy­nie jako bo­dziec do wzbu­dze­nia pra­gnie­nia, a nie jako osoba, któ­rej pra­gnę. Bry­tyj­ski fi­lo­zof es­te­tyki Ro­ger Scru­ton uważa, że por­no­gra­fia opiera się na co­raz po­pu­lar­niej­szym w na­szej kul­tu­rze mi­cie, okre­śla­nym przez niego mia­nem „zin­stru­men­ta­li­zo­wa­nej kon­cep­cji za­cho­wań sek­su­al­nych”, w któ­rym inni sta­no­wią je­dy­nie śro­dek do osią­gnię­cia pew­nego do­zna­nia[23].

Dla­tego też efek­tom por­no­gra­fii bra­kuje ża­ło­śnie wiele do ta­kiego seksu, do ja­kiego do­świad­cza­nia je­ste­śmy za­pro­gra­mo­wani. Przy two­rze­niu więzi z rze­czy­wi­stą osobą pod­czas sto­sunku płcio­wego ist­nieje przy­naj­mniej szansa na trak­to­wa­nie seksu jako da­wa­nia sie­bie dru­giej oso­bie, a nie je­dy­nie jako aktu sa­mo­lub­nego.

Być może czy­tel­nik uważa, że moim za­ło­że­niem jest nic in­nego jak szla­chetna fik­cja, a jed­nak mam na­dzieję, że wielu się ze mną zgo­dzi, iż świat jest lep­szym miej­scem, je­śli trak­tu­jemy in­nych nie jak rze­czy słu­żące na­szemu za­spo­ko­je­niu, lecz jak osoby, które na­leży ce­nić. Za­cy­tuję św. Jana Pawła II: „Osoba jest ta­kim by­tem, że wła­ściwe i peł­no­war­to­ściowe od­nie­sie­nie do niej sta­nowi mi­łość”[24]. Można się z tym zgo­dzić bądź nie. Je­śli ktoś ma od­mienne zda­nie – że mamy prawo lu­dzi uprzed­mio­ta­wiać, wy­ko­rzy­sty­wać i po­zby­wać się ich – to być może por­no­gra­fia nie oka­zuje się ni­czym aż tak nie­wła­ści­wym.

Sta­wiam jed­nak tezę, że tym, co od­róż­nia lu­dzi od zwie­rząt, jest fakt, że choć jest w nas in­stynkt prze­trwa­nia, to mo­żemy wy­bie­rać spo­sób swo­jego za­cho­wa­nia ze względu na nie­spo­ty­kaną wy­jąt­ko­wość na­szego mó­zgu i ciała. W od­róż­nie­niu od in­nych istot mo­żemy mó­wić o pra­wach i obo­wiąz­kach, mo­żemy do­świad­czać sa­mo­świa­do­mo­ści, roz­róż­niać mię­dzy „ja” a „ktoś inny”, mo­żemy też snuć re­flek­sje o na­szej prze­szło­ści i przy­szło­ści. Wśród męż­czyzn i ko­biet seks może być da­wa­nym do­bro­wol­nie, bez ogra­ni­czeń i wier­nie da­rem z sa­mego sie­bie.

WAR­TOŚĆ LUDZ­KIEGO CIAŁA

An­thony Eso­len, pro­fe­sor an­gli­styki w Pro­vi­dence Col­lege, uważa, że po­nie­waż lu­dzie są formą ży­cia wyż­szą od zwie­rząt, to ciało ludz­kie za­słu­guje na więk­szy sza­cu­nek. W od­róż­nie­niu od zwie­rząt lu­dzie mają za­równo fi­zyczne ciało, jak i nie­fi­zyczną du­szę, co ozna­cza, że mają zdol­ność my­śle­nia, wy­obraź­nię i wolną wolę. Ciało, jako aspekt osoby ludz­kiej, jest godne ta­kiego sa­mego sza­cunku jak sama osoba. A wo­bec tego, jak pi­sze Eso­len, „we­wnętrz­nie sprzeczne jest po­wie­dze­nie: »sza­nuję osobę ludzką« przy jed­no­cze­snym trak­to­wa­niu ludz­kiego ciała jako od­ręb­nego od tejże osoby, wy­ko­rzy­sty­wa­niu go w roli na­rzę­dzia, po­chła­nia­niu jego [por­no­gra­ficz­nych – przyp. aut.] ob­ra­zów. [...] Nie spo­sób jed­no­cze­śnie ko­chać tego, co piękne, i pra­gnąć jego zbru­ka­nia”[25].

Ci z nas, któ­rzy sprze­ci­wiają się uprzed­mio­to­wie­niu lu­dzi przez por­no­gra­fię, nie są prze­ciw­ni­kami eks­pre­sji sek­su­al­nej. Sprze­ci­wiamy się por­no­gra­fii dla­tego, że sta­jemy w obro­nie osoby ludz­kiej. Ile­kroć przed­sta­wiamy ob­raz dru­giego czło­wieka – czy to w ce­lach ar­ty­stycz­nych, czy dla roz­rywki – uka­za­nie tego wi­ze­runku po­winno bu­dzić w in­nych po­dziw nad ta­jem­nicą i głę­bią czło­wie­czeń­stwa, a nie skła­niać ich do trak­to­wa­nia tej osoby ni­czym ta­niego ze­stawu czę­ści ciała. Je­śli zga­dza­cie się z tą wy­po­wie­dzią albo cho­ciaż do­pusz­cza­cie moż­li­wość zgo­dze­nia się z nią, czy­taj­cie da­lej. Książka ta roz­prawi się rów­nież ze wszyst­kimi opi­niami, które za­ciem­niają prawdę o por­no­gra­fii. A przy oka­zji do­star­czy mnó­stwo da­nych sta­ty­stycz­nych, ludz­kich hi­sto­rii i ar­gu­men­tów po­moc­nych w wy­ka­za­niu, że porno nie jest by­naj­mniej nie­szko­dliwą roz­rywką.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

PRZY­PISY

Wstęp
[1] D. Hil­ton Jr., Slave Ma­ster: How Por­no­gra­phy Drugs and Chan­ges Your Brain, „Sa­lvo” 2010, No. 13, https://sa­lvo­mag.com/ar­ticle/sa­lvo13/slave-ma­ster [do­stęp: 17 VI 2024].
[2] Ph. Zim­bardo, The De­mise of Guys?, kon­fe­ren­cja TED, March 2011, https://www.ted.com/talks/phi­li­p_zim­bar­do­_the­_de­mi­se­_o­f_guys.
[3] M. Fre­ridge, White Pa­per 2005: A Re­port on the Adult En­ter­ta­in­ment In­du­stry, Free Spe­ech Co­ali­tion, Ca­noga Park, Cal., 2005.
[4] Co­ve­nant Eyes, http://www.co­ve­nan­teyes.com/por­n­stats.
[5] O. Ogas, S. Gad­dam, A Bil­lion Wic­ked Tho­ughts: What the In­ter­net Tells Us about Se­xual Re­la­tion­ships, Plume, New York 2011.
[6]2014 Por­no­gra­phy Su­rvey and Sta­ti­stics, Pro­ven Men Mi­ni­stries, http://www.pro­ven­men.org [do­stęp: 29 XII 2014].
[7] D. Rice Hu­ghes, White Ho­use Brie­fing: In­ter­net Por­no­gra­phy and Pre­da­tors, wy­stą­pie­nie w Po­wer­Po­in­cie pod­czas kon­fe­ren­cji pra­so­wej w Bia­łym Domu 9 sierp­nia 2001 roku, http://www.pro­tect­kids.com/don­na­ri­ce­hu­ghes/po­wer­po­ints/ [strona nie­do­stępna].
[8] B. Cro­nin, E. Da­ven­port, E-ro­ge­nous Zo­nes: Po­si­tio­ning Por­no­gra­phy in the Di­gi­tal Eco­nomy, „In­for­ma­tion So­ciety” 2001, Vol. 17, s. 41.
[9] S. Yagie­lo­wicz, The State of the In­du­stry, „XBIZ” 2009, March 20.
[10] P.M. Bar­rett, The New Re­pu­blic of Porn, „Blo­om­berg Bu­si­nessweek” 2012, June 21, https://www.blo­om­berg.com/news/ar­tic­les/2012-06-21/the-new-re­pu­blic-of-porn [do­stęp: 17 VI 2024].
[11] R. Sharma, Larry Flynt’s New Hu­stles, „For­bes” 2014, Au­gust 12, https://www.for­bes.com/si­tes/ra­ke­sh­sharma/2014/08/12/larry-flynts-new-hu­stles [do­stęp: 17 VI 2024].
[12] J. Mor­ri­son, The Di­strac­ted Porn Con­su­mer: You Ne­ver Knew Your On­line Cu­sto­mers So Well, „Adult Vi­deo News” 2004, June 1.
[13] E. Gru­en­we­del, Tricks of the Trade (Por­no­gra­phy on the In­ter­net), „Bran­dweek” 2000, 41, s. 1.
[14] Ro­dzaj tańca ero­tycz­nego, w któ­rym osoba tań­cząca ma bez­po­średni kon­takt cie­le­sny z klien­tem (przyp. tłum.).
[15] L. Ben­netts, The Gro­wing De­mand for Pro­sti­tu­tion, „New­sweek” 2011, July 18, https://www.new­sweek.com/gro­wing-de­mand-pro­sti­tu­tion-68493 [do­stęp: 17 VI 2024].
[16] Tzw. ro­dzina mała, czyli dwu­po­ko­le­niowa, obej­mu­jąca ro­dzi­ców i dzieci (przyp. tłum.).
[17] L.J. Young, The Neu­ral Ba­sis of Pair Bon­ding in a Mo­no­ga­mous Spe­cies: A Mo­del for Un­der­stan­ding the Bio­lo­gi­cal Ba­sis of Hu­man Be­ha­vior, w: Of­fspring: Hu­man Fer­ti­lity Be­ha­vior in Bio­de­mo­gra­phic Per­spec­tive, ed. K.W. Wach­ter, R.A. Bu­la­tao, Na­tio­nal Aca­de­mies Press, Wa­shing­ton, D.C. 2003, http://www.ncbi.nlm.nih.gov/bo­oks/NBK97287 [strona nie­do­stępna].
[18] D. Sche­ele et al., Oxy­to­cin Mo­du­la­tes So­cial Di­stance be­tween Ma­les and Fe­ma­les, „Jo­ur­nal of Neu­ro­science” 2012, Vol. 32, No. 46, s. 16074–16079 [DOI:10.1523/JNEU­RO­SCI.2755-12.2012].
[19] M. He­aly, Hor­mone May Help Pro­tect Mo­no­ga­mous Re­la­tion­ships, „Los An­ge­les Ti­mes” 2012, No­vem­ber 13, https://www.la­ti­mes.com/science/la-xpm-2012-nov-13-la-sci-oxy­to­cin-men-mo­no­gamy-20121114-story.html [do­stęp: 17 VI 2024].
[20] G. Wil­son, Stay­ing in Love Mon­key-Style, „Your Brain on Porn” 2010, No­vem­ber 30, http://your­bra­inon­porn.com [ma­te­riał nie­do­stępny].
[21] W.M. Stru­thers, Wi­red for In­ti­macy, In­te­rVar­sity Press, Do­wners Grove 2009, I ll, s. 105.
[22] D. Ro­th­bart, He’s Just Not That Into Any­one, „New York” 2011, Ja­nu­ary 30, https://ny­mag.com/news/fe­atu­res/70976/ [do­stęp: 17 Vi 2024]. Nie wszy­scy zga­dzają się z tezą, że osoby uza­leż­nione od por­no­gra­fii „two­rzą więź” z porno. Gary Wil­son w książce Your Brain on Porn uważa, że kon­cep­cja ta opiera się na bar­dzo uprosz­czo­nym ro­zu­mie­niu oksy­to­cyny i po­mija mnó­stwo ba­dań nad uza­leż­nie­niami. Pi­sze on:

1. Po­ziomy stę­że­nia oksy­to­cyny we krwi mogą mieć nie­wiele wspól­nego z po­zio­mami stę­że­nia oksy­to­cyny w mó­zgu. Nie da się osza­co­wać po­ziomu oksy­to­cyny w mó­zgu lu­dzi, można to zro­bić je­dy­nie u zwie­rząt (co wy­maga ich za­bi­cia).

2. Oksy­to­cyna wpływa na kilka ob­sza­rów mó­zgu. Każdy z nich od­po­wiada za inne funk­cje czy za­cho­wa­nia.

3. Jak po­ka­zuje wiele ba­dań, oksy­to­cyna może rów­nież wy­wo­łać agre­sję – skutki jej dzia­ła­nia za­leżą od kon­tek­stu spo­łecz­nego.

4. Gdyby męż­czyźni rze­czy­wi­ście „two­rzyli więź”, oglą­da­liby za­wsze tę samą gwiazdę porno, lecz coś ta­kiego zda­rza się rzadko. Po­goń za no­wo­ścią to prze­ci­wień­stwo two­rze­nia więzi.

5. Osoby uza­leż­nione od por­no­gra­fii nie są po­łą­czone z kimś wię­zią, lecz są uza­leż­nione od po­goni za no­wo­ścią.

6. Kiedy uza­leż­nio­nym zwie­rzę­tom po­daje się oksy­to­cynę, ich głód da­nej sub­stan­cji oraz ko­rzy­sta­nie z niej spada. Oksy­to­cyna jest neu­ro­hor­mo­nem prze­ciw­u­za­leż­nie­nio­wym. Kiedy z ko­lei zwie­rzę­tom (bądź lu­dziom) po­dać ago­ni­stę do­pa­miny, na­stę­puje wzrost po­żą­da­nia/głodu oraz za­cho­wań kom­pul­syw­nych.

[23] R. Scru­ton, On the Abuse of Sex, wi­deo So­cial Co­sts of Por­no­gra­phy, 24:31, http://www.so­cial­co­st­so­fpor­no­gra­phy.com/ [do­stęp: 17 Vi 2024].
[24] K. Woj­tyła, Mi­łość i od­po­wie­dzial­ność, red. T. Sty­czeń et al., TN KUL, Lu­blin 1982, s. 43.
[25] A. Eso­len, De­fen­ding Mar­riage: Twe­lve Ar­gu­ments for Sa­nity, Sa­int Be­ne­dict Press, Char­lotte, N.C. 2014, s. 51.