Gdy patrzymy w czas miniony – ten codziennie wpisywany w ludzkie twarze, zaklęty w starych fotografiach, przekuwany mozolnie w muzykę, kłębiący się w kielichach martwych klepsydr – wciąż nie mamy pewności, czy to, że jesteśmy, ważniejsze jest poprzez to, że byliśmy, czy poprzez to, że jeszcze (przez czas jakiś) będziemy? Co od świata wzięliśmy – czy to, co mu daliśmy? Czy lepszy był wtedy, gdy do niego wchodziliśmy, czy teraz, gdy powoli go opuszczamy i nic już nie mamy do stracenia? Nocne upojenie przeszłością trwało krótko. Pomagał alkohol, napędzała stara studencka piosenka, która niepotrzebnie przywołała „tę naszą młodość”. Może dlatego tak szybko umierają takie spotkania. Nie zabija ich pamięć, tylko bezradność. Wspólnota bezradności. Ostatni kieliszek szampana, spacer parkową aleją, milczący dzwon na kościelnej wieży, wszystko to ma siłę wieczności. Bo kolejnego spotkania w tym składzie już nie będzie, a odległość zmieszana z czasem oznacza zwykle małą śmierć…
„Miniatury” są próbą opisania zmiennej i zmieniającej się rzeczywistości, próbą uchwycenia tej zmienności poprzez głos pojedynczego człowieka zmagającego się z tym wszystkim, co przynosi codzienność. Zachowanie w świadomości tego, co czujemy i myślimy, realizując swój własny scenariusz czasami nazywany losem... Krótkie opowiadania czasami lepiej niż inne narzędzia opisują rzeczywistość…
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 69
Rok wydania: 2020
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
© Copyright by Henryk Urbanek & e-bookowo
Skład: Katarzyna Krzan
Projekt okładki: Katarzyna Krzan
Zdjęcie na okładce: Gwidon Cal
ISBN: 978-83-8166-147-8
Wydawca: Wydawnictwo internetowe e-bookowo
www.e-bookowo.pl
Kontakt: [email protected]
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie, rozpowszechnianie części lub całości
bez zgody wydawcy zabronione
Wydanie I 2020
Jeżeli możliwe jest opowiadanie skonstruowane z samych tylko dowcipów (jak chciał Ludwig Wittgenstein), to może być też opowiadanie skonstruowane z samych pytań. Zadawanych sobie? Zadawanych drugiej osobie? Bogu w trzech osobach? Zadawanych ludziom – dlaczego wierzącym czy – dlaczego niewierzącym? Naukowcom w różowych czy czarnych okularach? Dzieciom, które kiedy zdobędą świadomość, jaki świat im zostawiamy? No i kiedy powinniśmy zacząć pytać? Czy filozofować, jak chciał Nietzsche? Kiedy zrozumiemy, że Biblia fałszywe nam wyznaczyła miary? Że nie jesteśmy „panem stworzenia”, tylko jego sługą? W każdym razie, kiedy zaczniemy ten program realizować, czy nie będzie za późno? Czyżbyśmy nie wiedzieli, czym skończy się cierpliwa tolerancja planety? Albo jeśli przypadkowo zareaguje kosmos, zsyłając nam anioła lub asteroidę zagłady? Czy prawda o nas samych kiedykolwiek do nas dotrze? Czy człowiek zabrzmi kiedyś dumnie? A ja sam – od jakich pytań powinienem zacząć? Czy wystarczy wyświechtane „kim jestem?” Czy kiedyś dowiem się, czy mam duszę? I czy grozi jej nieśmiertelność? A głupie pytania codzienności – na przykład, jaką mamy dziś pogodę? – mogą mieć jakiś sens? W jaki sposób budują nasz sposób postrzegania rzeczywistości? I nas samych? A nasza świadomość? Czy będzie towarzyszyła duszy w jej drodze przez nieśmiertelność? A nasze ciało? Czy spopielone albo zjedzone przez robaki ma szansę raz jeszcze dać nam zwierzęcą satysfakcję z życia seksualnego? A co zrobić ze strachem i egoizmem zwierzęcia, którym bywamy częściej niż reprezentantami bogów, za których czasami decydujemy się umierać owijając ciała szarfami wypełnionymi ładunkami wybuchowymi? A muzyka? Czy również ma dwie natury? Czy jest językiem, którego używamy, chociaż nie rozumiemy jak ani po co? Czy satysfakcja estetyczna jest wystarczającym wytłumaczeniem sensu jej istnienia? Dokąd może nas zaprowadzić piekło pytań? Czy odpowiedzi kapłanów mogą nas usatysfakcjonować? Dlaczego czas tak mocno trzyma życie za gardło? Jak to możliwe, że nauczyliśmy się posługiwać nieskończonościami? Że materii założyliśmy uzdę stałej Plancka i kaganiec zasady nieoznaczoności Heisenberga? I że im więcej odpowiedzi tym więcej pytań…
* * *
Człowiek rozchyla
płatki wszechświata,
ostrożnie,
jakby miał
do czynienia
z ranami serca.
Słońce rozchyla
płatki snów,
pachnące miłością,
Dni i noce
znikają w nikczemnych
ustach nicości.
Delikatne światło
twoich rąk
uczy mnie
grzechu wolności.
Z tomu 66 wierszy
Henryk Urbanek to świetny poeta tworzący z dala od zgiełku „literackiego życia” (i literackiej giełdy) – autor powieści, opowiadań, scenariuszy filmowych, znakomity reżyser dokumentalista. A tom 66 wierszy to autorski wybór liryków, który poeta ułożył na swoje okrągłe sześćdziesiąte szóste urodziny…
Ten wiersz Henryka Urbanka – nadzwyczajnie czysty, delikatny, o niemal przezroczystym poetyckim języku – jakże rozległe otwiera przed nami przestrzenie znaczeń i sensów; a czyni to powściągliwie, dyskretnie, bez żadnej efektownej ostentacji – oczekuje od nas skupionej czułej uwagi. Czytajmy tedy uważnie…
Najpierw – poetycki „zamach na wszystkość”: Człowiek i wszechświat. Człowiek – każdy z nas – we wszechświecie, wobec niego. Najprostszy, a niesamowicie bogaty w duchowe sensy obraz: „Człowiek rozchyla płatki wszechświata”. Wszechświat – wszystko, co Jest – zobaczone jako kwiat. Cudowny (w podwójnym sensie tego słowa) Kwiat-wszechświat o nieskończonej ilości otulających nas płatków. Obraz od zawsze zadomowiony w poezji. Pamiętamy choćby te frazę Baczyńskiego:
A to jest róża świata, w której dnie spoczywam,
której płatki przejrzyste jak stronice czasu
On obraca powoli…
(Róża świata)
Człowiek ostrożnie – otwiera świat. Tak delikatnie, tak czule, tak ostrożnie – jakby dotykał rany. Rany serca. Kochający nas świat – jest raniony przez nas? Czy też – tak jest wrażliwy, nadwrażliwy, i czuły jak otwarta rana?
„Słońce rozchyla płatki snów” – słońce jakby otwiera stulony, zamknięty kwiat snu, świat sennego marzenia. Człowieczego snu. To przecie obraz – przebudzenia, i obraz – rodzącego się, rozpoczynającego się dnia, świtu. Sen – ludzki sen - pachnie miłością: tą wyśnioną właśnie, wyobrażoną zaledwie, czy tą realnie istniejącą, rzeczywistą? Nadającą sens temu wszystkiemu, co jest? Ale ten szczęśliwy obraz wstającego do życia, budzącego się dnia – nagle zostaje niemalże pogrążony w mroku, ciemności: „Dni i noce znikają w nikczemnych ustach nicości…” Ten mrok, przesłaniający wszystko – światło dnia, miłości - rodzi się przecież w ludzkiej świadomości. Ciemność – to nasza wiedza o nieuchronnym przemijaniu, znikaniu, przepadaniu wszystkiego w przerażającej, nie zgłębionej – ani spojrzeniem, ani myślą – otchłani, żarłocznej, nienasyconej. Ptak, drzewo, kwiat – nie wiedzą o tym, dlatego mogą być – naturalnie szczęśliwe. My – nie. Taka jest cena świadomości. Otchłań, nicość jest tu - „nikczemna”: to właściwie ludzka, człowiecza cecha. Otchłań jest nikczemna, podła, zła – jak złodziej ograbiający nas z zachwytu światem, z poczucia bezpieczeństwa, zadomowienia w świecie, z naiwnej – dziecięcej - czystej i spokojnej radości istnienia, po prostu.
Po jednej stronie: cudowna róża świata, marzenie, miłość – po drugiej – nikczemne, pochłaniające to wszystko usta nicości. Czy te szale trwają tu w złudnej równowadze? Czy świadomość Ciemności – odbiera nam zawsze wszystko, gasi blask słońca, pozbawia barw cudowne płatki wszechświata?
I wtedy taka na to pytanie pojawia się odpowiedź:
Delikatne światło
twoich rąk
uczy mnie
grzechu wolności.
Niezwykłe dopełnienie i zamknięcie wiersza: bo oto te uniwersalne pytania o kondycję Człowieka – w ogóle, każdego z nas - we wszechświecie, o sens jego istnienia pośród płatków cudownej róży, nabierają jeszcze innego sensu. To już nie „każdy Człowiek” mówi do nas, ale po prostu: konkretny, ten a nie inny, pojedynczy człowiek. Osobne, ludzkie ja. A obok niego - ludzkie ty. Wiersz okazuje się teraz być obrazem – najprościej, ale nie traci przecie swego uniwersalnego wymiaru – przebudzenia u boku Ukochanej. Nasz wspólny, przy sobie, sen jeszcze pachnie miłością. Delikatne światło miłości – światło wciąż płynące z „twoich rąk” – rozprasza, rozświetla, przepędza ciemność. Unicestwia nicość. Miłość obdarowuje wolnością, uczy wolności – wolności od trwogi, od mrocznej wiedzy i świadomości. Wyzwala. Czy taka wolność jest grzechem?
Może… jeżeli grzechem jest ucieczka od mroku, od nieuchronnego przeznaczenia, od naturalnego i niezmiennego porządku natury? Miłość jest tu azylem, duchową przestrzenią bezpieczeństwa, nieskażonej i nie zatrutej świadomością - pewności i radości bycia. Jeden – najprostszy – wiersz, a tyle pytań… Pytań zawsze otwartych, zawsze najistotniejszych.
Bronisław Maj
POCZTA POETYCKA ( 74) „Charaktery” 02. 2020”
