Mickiewicz w Wielkopolsce - BOGDAN ZAKRZEWSKI - ebook

Mickiewicz w Wielkopolsce ebook

BOGDAN ZAKRZEWSKI

0,0

Opis

Tę książkę możesz wypożyczyć z naszej biblioteki partnerskiej! 

 

Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego. 
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.  

 

 

 

Książka dostępna w zasobach: 
Miejska Biblioteka Publiczna w Kościanie

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 166

Rok wydania: 1949

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



 

NA OKŁADCE GŁOWA MICKIEWICZA WEDŁUG

PROJEKTU POMNIKA W WYKONANIU PROF.

F. STRYNKIEWICZA.

PROJEKT TEN OTRZYMAŁ PIERWSZĄ NAGRODĘ

W KONKURSIE NA POMNIK ADAMA MICKIEWICZA W POZNANIU.

 

WYDAWCA: KRONIKA MIASTA POZNANIA — ZARZĄD MIEJSKI WYDZIAŁ OŚWIATY, KULTURY i SZTUKI.

 

BIBLIOTEKA KRONIKI M. POZNANIA

Nr 12

 

BOGDAN ZAKRZEWSKI

 

MICKIEWICZ

W WIELKOPOLSCE

 

POZNAŃ 1949

 

NAKŁADEM ZARZĄDU MIEJSKIEGO W POZNANIU

 

SKŁAD GŁÓWNY:

KSIĘGARNIA ZDZISŁAWA GUSTOWSKIEGO W POZNANIU

 

Nakład 1500 egz., drukowano na papierze druk. sat. kl. V, format 61x86, 80 g.

Data zam. 13. 8. 49 — Druk ukończono 1. 10. 49

 

TŁOCZONO W DRUKARNI R. S. W. „PRASA” W POZNANIU, UL. WIELKA 10

1746/K-1721

 

Żonie

poświęcam te fragmenty

Portret Mickiewicza dołączony do wydania poznańskiego, litografowany przez E. Branda według rysunku Lelewela

IU ŹRÓDEŁ KULTU MICKIEWICZA W WIELKOPOLSCE

Kult twórczości Mickiewicza, wcześnie opanował społeczeństwo poznańskie, posiadając głębokie tradycje sięgające bodajże historycznej chwili — roku 1823 — w którym ukazały się dwa tomiki wydania wileńskiego poezji.

Poznań, drugi po Warszawie bastion klasycyzmu, strzeżony powagą Koźmianów i Morawskich, uległ urokowi wielkiego geniusza romantyzmu bez heroicznych bojów, boć życie literackie kiełkowało tu zaledwie, choć miało niedługo już najbujniej się rozwinąć.

Wielkopolska zapisała się złotymi głoskami w historii kultu Mickiewicza i to nie na miarę regionalnych wydarzeń.

Trudno dziś stwierdzić, kiedy po raz pierwszy zetknęło się społeczeństwo poznańskie z utworami Mickiewicza.

Dwa pierwsze tomiki, które wyszły w nakładzie 1500 egzemplarzy w Wilnie, dziś niezwykle rzadkie, nie przedostały się bezpośrednio do księgarni poznańskich. Do Galicji, jak pisze Aleksander Semkowicz1, dotarło zaledwie 20 egzemplarzy. A jednak Józef Muczkowski, jeden z najbardziej zasłużonych i bezinteresownych krzewicieli kultu Mickiewicza w Wielkopolsce — wspomina w liście do Lelewela, profesora i protektora wieszcza — pod datą 1828 roku: „Znając zapał oświeconej części mieszkańców tej prowincji, z jakim czytają płody tego pisarza, ile mi wiadomo, trzy tylko egzemplarze w prowincji znajdują się, bo niedbali o rzeczy polskie cudzoziemcy księgarze nasi wcale ich nie sprowadzali...”2. Mowa tu zapewne o owych dwóch tomikach wileńskich, choć i inne poezje Mickiewicza ukazały się w międzyczasie: Sonety w Moskwie 1826 roku, w rok później we Lwowie i tu także w czwartym tomie „Polihymnii” — „Wybór pism Adama Mickiewicza” (!), Wallenrod w Petersburgu w 1828, przedrukowany korsarsko w tymże roku w Krakowie, z czego Mickiewicz był wielce niezadowolony z powodu zlekceważenia praw autorskich. Muczkowski, wytrawny bibliofil, orientował się najlepiej co do ilości egzemplarzy poezji Mickiewicza, krążących po Wielkopolsce. Można przypuszczać z całą pewnością, że tomiki wileńskie posiadał zamiłowany bibliofil i wielbiciel Mickiewicza — Tytus Działyński.

A jednak ta liczba trzech egzemplarzy nie oznacza bynajmniej, że Mickiewicza przed rokiem 1828 znało tylko szczupłe grono Wielkopolan. Mimo kordonów granicznych, strzeżących pilnie przemytu zakazanych książek, dotarła tu zapewne wspomniana „Polihymnia”, i „Sonety”, i „Wallenrod”, a ówczesne „dziewice” wzdychające na modłę romantyczną nawet w okresie klasycyzmu, strawiły niejedną noc na przepisywaniu pięknym, ozdobnym, iście benedyktyńskim, pożyczonych na krótko „jenialnych płodów” młodego wieszcza. Zaroiło się w imionnikach i sztambuchach welinowych od ballad, romansów, sonetów, „wyimków” z „Grażyny”, „Dziadów” i „Wallenroda”. A młodzież gimnazjów poznańskiego, leszczyńskiego czy trzemeszeńskiego deklamowała z zapałem wiersze, które odkryły przed nią nowy świat wielkich wzruszeń. To nie sfera fantazji i przypuszczeń bezpodstawnych. Rok 1828, rok zbiorowego wydania poezji Mickiewicza w Poznaniu, potwierdza to ilością prenumeratorów, rekrutującychw dużej mierze ze środowiska szkolnego.

Wydanie poezji Mickiewicza w Poznaniu stało się w historii kultu poety wydarzeniem niezwykle ważnym. Pisano o tym już sporo, choć nie wyczerpująco: Władysław Mickiewicz w Żywocie Adama, Stanisław Pigoń w pięknych felietonach pt. „Z dziejów kultu Mickiewicza w Wielkopolsce”3, a także wspominany już Semkowicz oraz Andrzej Wojtkowski w artykule: „Nabywcy wydania poznańskiego Poezyj Adama Mickiewicza z r. 1828”4.

Bo z wydaniem poznańskim łączy się przepiękna i wzruszająca historia, może w epilogu trochę smutna, historia, której bohaterami są: Mickiewicz, Lelewel, i Józef Muczkowski. Mickiewicz przebywał wówczas w Rosji, Lelewel w Warszawie, Muczkowski gościł w Poznaniu od roku 1819, zaangażowany do pracy w gimnazjum Marii Magdaleny. Młody, bo 25-letni profesor, posiadał poza sobą bujną przeszłość, jak wspominają o nim Pigoń i Wojtkowski5.

Porwała go z ławy Uniwersytetu Krakowskiego armia Napoleona, wracająca z Rosji; Muczkowski oczarowany wtedy urokiem idei napoleońskiej, wstąpił do armii ks. Józefa, przechodzącej przez Kraków. Walczył w jej szeregach w Niemczech i Francji, wrócił do kraju, ukończył studia, był adiunktem Biblioteki Jagiellońskiej, aż zwabiony przez Tytusa Działyńskiego osiadł w Poznaniu, by tu nie tylko uczyć, ale i wydawać szkolne podręczniki, opracowania, samodzielne studia naukowe, teksty staropolskie. Wojtkowski twierdzi na podstawie materiałów archiwalnych, że Muczkowski objął posadę w Poznaniu na skutek propozycji kolegium szkolnego oraz dyrektora tejże uczelni Kaulfussa. Kaulfussowi zaś polecił Muczkowskiego — Jerzy Samuel Bandtkie.

Muczkowski pozyskał tak wielką miłość młodzieży gimnazjalnej, tak wielki rozpalił w niej patriotyzm, że władze pruskie, przerażone manifestacją klasową, urządzoną kochanemu profesorowi — usunęły go z posady.

Lelewel, jak już wspomniałem, wielki protektor twórczości Mickiewicza, starał się rozpowszechnić jego poezje w kraju. Surowa cenzura warszawska nie zgodziłaby się napewno na taką imprezę. Spotkawszy jednak w Warszawie znajomego sobie Józefa Łukaszewicza, znanego historyka i bibliotekarza Raczyńskich, zaproponował mu wydanie pism Mickiewicza w Poznaniu, nakładem Munka. Łukaszewicz, powróciwszy do Poznania, zwierzył się z tego planu Muczkowskiemu. który z entuzjazmem cały ten projekt pragnął sam zrealizować, „w sposób jak najkorzystniejszy dla autora”6.

Jak wiadomo, Mickiewicz nosił się wówczas z zamiarem zwiedzenia zachodniej Europy i na gwałt potrzebował pieniędzy w celu zrealizowania swej podróży. Nie bez zdziwienia dowiadujemy się, jak to poeta gniewał się na wydawców lwowskich i krakowskich, którzy przez korsarskie i bezprawne wydania jego utworów pozbawili go honorariów, podobnie zresztą jak miała się rzecz z mecenatem zacnej Klementyny z Sanguszków Ostrowskiej, która wydała w Paryżu na wytwornym papierze, bez wiedzy autora, dwa tomy poezji przedrukowanych z wydania wileńskiego, za które poeta otrzymał prócz satysfakcji moralnej bardzo niewiele. Impreza poznańska miała być oparta na rzetelniejszych i realniejszych podstawach, aby mogła przynieść „p. Mickiewiczowi znaczne korzyści” — jak pisze Muczkowski do Lelewela.

Plan ten pragnął zrealizować Muczkowski jak najszybciej, bo „zbliżający się św. Jan (okres jarmarków na wełnę) każe się spieszyć z tym projektem, bo ta pora jest najdogodniejszą dla zbierania prenumeraty, która, jak się spodziewam, będzie dostateczną dla zaspokojenia potrzebnych wydatków. Jeżeliby zaś chęci moje — pisze — i starania szczęśliwy skutek uwieńczył, natenczas cokolwiek by się po wydatkach na nakład pozostało, to równie jak resztę egzemplarzy po zaspokojeniu prenumerantów pozostałych, najsumienniej autorowi, lub komuby przekazał, przesłaćbym nie omieszkał”7.

Ostatecznie plan z Munkiem upadł. Lelewel zgodził się na propozycje Muczkowskiego, który wydanie pism Mickiewicza pragnął zrealizować przede wszystkim za pieniądze zebrane z przedpłaty — drogą prenumeraty. Ruchliwość i popularność Muczkowskiego musiała być wielka, skoro już 4 czerwca donosi: „Tom pierwszy dzieł Mickiewicza drukuje się, prenumeratorów ma już stokilkadziesiąt, w czasie transakcyj świętojańskich spodziewamy się liczbę ich potroić”8. A w sierpniu pisze: „Tyle tylko w krótkości WPDobr. donieść mogę, że mam przeszło 500 prenumeratorów, czy wyraźniej mówiąc, przeszło 500 egzemplarzy zapłaconych”9.

O druku pierwszego tomu poezji Mickiewicza zawiadamia Muczkowski Lelewela listem z dnia 1 czerwca 1828 roku, dodając, że uzyskał nawet pozwolenie cenzora na przedrukowanie „najnowszego dzieła” (mowa tu o „Konradzie Wallenrodzie”). „Zatrudnienia drukarni — pisze — nie pozwalają jej zbyt szybko w drukowaniu postępować, jednakże obowiązała mi się co tydzień dostarczyć dwa arkusze. Tak więc z sierpniem, jeżeli nie zajdzie jaka nieprzewidziana przeszkoda, dzieło to niezawodnie będzie ukończone”10. 20 czerwca znajdujemy wiadomość, że „tomik pierwszy dzieł Mickiewicza wyszedł dziś z druku”, a już 18 lipca posyła Muczkowski Lelewelowi przez księgarza Munka 150 dukatów w złocie.

Nad wydawnictwem zaciążyły jednak groźne chmury. Prawie równocześnie z wydaniem Muczkowskiego, pojawiło się inne wydanie zbiorowe i to w Paryżu, którego inicjatorką była tak niezręczna w sprawach handlowych Ostrowska, a wydawcą — Leonard Chodźko. Konkurencja mogła być groźna, zważywszy, że rywal pochodził z uwielbianego Paryża, miał nęcący wygląd zewnętrzny (ozdobny dodatek do buduarów niewieścich), w porównaniu ze skromnie pomyślaną edycją poznańską. Muczkowski jednak nie uląkł się konkurencji i ubiegł księgarza paryskiego. Jakby dla przestrogi korsarskich wydawców (bo i paryskie wydanie nie miało aprobaty autora), co w równej mierze charakteryzuje bezinteresowność Muczkowskiego, umieścił on u spodu karty tytułowej swego wydania uwagę: „Własność autora”. W liście do Lelewela tłumaczy się ze swego postępowania: „Czyliby to komu nie szkodziło, żeby dla uniknienia zgorszenia i podejrzenia o kradzież cudzej własności na tytule umieszczono w tym wydaniu: własność autora. Tym sposobem usunięty byłby wszelki pozór, na jakiby niejeden z czytelników wpaść mógł i dobre chęci przedsiębiorcy stemplem nieuczciwości piętnował”11.

Motty w „Przechadzkach” (cz. IV. str. 219), wspomina o jakichś trudnościach Muczkowskiego z miejscowym cenzorem Czwaliną, dawniejszym jego kolegą z gimnazjum poznańskiego: „Przyszedł pewnego wieczora do nas Muczkowski, który właśnie wydawał poezje Mickiewicza, i uśmiechając się opowiadał rodzicom moim, że miał z Czwaliną, jako cenzorem, rozprawkę. Nie chciał on z początku przepuścić w „Grażynie” tego Niemca, co „głos ludzki rozumiał”, dał się przecież zmiękczyć przyrzeczeniem, że Muczkowski stosowny doda przypisek, co się też stało”. Okazuje się jednak, że cała ta historia z Czwaliną jest po prostu wymysłem Mottego, jak tyle innych jego dykteryjek. (Dał się na to nabrać znany wielkopolski badacz-historyk A. Wojtkowski w cytowanym tu artykule o Józefie Muczkowskim). Wprawdzie przypis wspomniany przez Mottego znajduje się w wydaniu poznańskim, lecz autorem jego jest sam Mickiewicz, jak wskazują na to krytyczne wydania „Grażyny”, a z pewnością także i autograf utworu. Przypis ten w wydaniu poznańskim jest zupełnie nie zmieniony: „Czytelnik niech uważa: że to jest głos pogański, przeciw rycerstwu niemieckiemu użyty, który objaśnia się poniższymi przypiskami (2) (3) (4)”12.

Groźniejszym jeszcze niebezpieczeństwem dla wydawnictwa poznańskiego stała się interwencja najwyższej cenzury w Berlinie dotycząca druku „Wallenroda”, na którego wydawca już wcześniej otrzymał zezwolenie. „W tych dniach — pisze Muczkowski — przyszło tu zapytanie do naczelnego prezesa prowincji od Najwyższej cenzury w Berlinie, na jakim fundamencie wychodzą tu dzieła Mickiewicza, czy nakładca i drukarz są wymienieni i czy formalności cenzury są zachowane. Musi to być z natchnienia osób z War..., dlatego chcę się spieszyć z „Wallenrodem”, który już jest gotowy i w tych dniach go odbiorę z drukarni; może być, że im się podoba zabronić druku a wtenczas chciałbym uratować poema, które tak bardzo nas, mieszkających w Wielkiej Polsce, obchodzić powinno. Co najpiękniejszego bowiem w nim się znajduje, wszystko mutato nomine do naszego przemawia serca. Spodziewam się, że to dzieło, prawie wcale dotąd u nas nie znane, o wiele powiększy w prowincji naszej sławę autora”13.

Stanisław Pigoń słusznie przypuszcza, że interpelacja naczelnej cenzury nastąpiła na skutek donosu cenzury warszawskiej, pozostającej „pod czułym okiem” Nowosilcowa. „Rzutkość Muczkowskiego — pisze Pigoń — ubiegła knowania warszawskie”; poemat wyszedł najpóźniej w końcu września, jako IV tom poezji. „W pięciu nieledwie miesiącach rzecz cała była zrobiona. Dopiero w roku następnym, kiedy poeta wydał w Petersburgu dwutomowy zbiór swych poezji, a między nimi utwory nowe, Muczkowski, idąc w tym zresztą za wolą samego poety, skompletował swe wydanie i w lecie 1829 ogłosił jeszcze tom piąty; za czym ostatecznie zamknął rachunki”14.

W liście do C. Daszkiewicza, donosi Adam Mickiewicz, że w Poznaniu „wyszła edycja (jego poezji) we czterech tomach”15. Oczywiście mowa tu o wydaniu Muczkowskiego. List ten, przy konfrontacji z datą wydrukowania czwartego tomu poezji, został pisany o wiele później, to znaczy najwcześniej pod koniec października lub w listopadzie, a nie jak przypuszcza wydawca J. Czubek, a za nim Pigoń, w pierwszej połowie maja v. s. 1828 roku. Przecież Józef Łukaszewicz pod datą 5 października donosi dopiero Lelewelowi: „Dzieła Mickiewicza wyszły już z druku, a p. Muczkowski złoży WPDobr. rachunek z obrócenia prenumeraty i przeszłe egzemplarze i pieniądze pozostałe...”16.

Wiadomość o projekcie wydania poezji Mickiewicza w Poznaniu, dotarła do poety w lipcu. Pod koniec lego miesiąca (1828 r.) pisze do Lelewela: „Donieś mnie, proszę, czy nie położył księgarz poznański jakich warunków. Może on chce sam na całą Polskę drukować? Ja tu muszę koniecznie nowe zrobić maleńkie wydanie, ale go nie poślę w Poznańskie...”17. W grudniu zaś, tego roku, wspominając o wydaniu poznańskim, zapewnia Lelewela, że „zacnemu Muczkowskiemu poszło podziękowanie na ręce Pana”, dodając: „Jak Poznańczykom wdzięczen jestem, tak ów dar paryski niemiły dla mnie (mowa tu o wydaniu Ostrowskiej)”18.

Podziękowania jednak, mimo upomnień Lelewela nie wysłał na jego adres, bo jeszcze w styczniu następnego roku wspomina: „Jak tylko będę miał egzemplarze nowego wydania (petersburskiego), poszlę z listami p. Hrabiny (Ostrowskiej) i Muczkowskiemu; tym sposobem wytłumaczę się z długiego milczenia”19.

Stosunki między autorem, a entuzjastycznym wydawcą były wtedy jak najlepsze, o czym świadczy list Mickiewicza, pisany z Petersburga dnia 5 marca 1829 roku. Nota bene Mickiewicz, nie znając adresu Muczkowskiego, pierwszy list wysłał na ręce Bernatowicza, dawnego swego kolegi nowogrodzkiego, do Poznania, drugi — podobny treścią — na ręce radcy Mateusza Supersona20. Widocznie zależało mu, aby podziękowanie dotarło do rąk adresata.

„Wielmożny Mości Dobrodzieju — pisał Adam. — Darujesz mi, że spóźniłem się z należnem podziękowaniem za życzliwość, jakiej mi dałeś dowody, zajmując się tak czynnie literackimi i handlarskimi interesami nieznajomego Panu autora. Byłbym bardzo niewdzięcznym, gdybym skarżył się na brak zachęcenia w kraju naszym. Nad bogate honoraria zagranicznych pisarzy, nad ich znaczenie i tytuły, zaszczytniejszy jest może, a zapewne sercu milszy, szczupły dochód, który winienem bezinteresownej życzliwości nieznajomych, w dalekiej stronie mieszkających rodaków. Przy teraźniejszych trudnościach handlu książkowego i stosunków literackich, kiedy własność autorska tak u nas mało szanowana, dałeś Pan przykład piękny, pokazując, iż można potrzebom czytelników odpowiedzieć bez zaszkodzenia autorom. Jeżeli tym sposobem zobowiązałeś Pan cały cech pisarski, mnie w szczególności wyrządziłeś cześć i przysługę, i wyborem dziełka mojego, i pilnem trudnieniem się około jego wydania. Pozwól mi Pan być przekonanym, że kwitując siebie zobopólnie z handlowych stosunków, nie zakwitujemy się ze znajomości i przyjaźni. Będę nieskończenie wdzięczen, jeżeli mi wskażesz drogę i dasz pozwolenie dalszej korespondencji”21.

W liście tym dodaje Mickiewicz, że wysyła dla Muczkowskiego kilkanaście egzemplarzy swoich nowych poezji, z których jeden egzemplarz wydawcy, resztę zaś wielkopolskim „amatorom” jego utworów. Na zachowanym egzemplarzu Muczkowskiego widnieje lakoniczna dedykacja: „Józefowi Muczkowskiemu w dowód szacunku — Adam Mickiewicz”22. Wzruszająca jest także uwaga wieszcza, dodana przy samym końcu listu: „Pozostałe z dawnego wydania egzemplarze nierozprzedane możesz Pan uczniom albo amatorom ubogim wedle swego wyboru rozdać”. Mickiewicz wiedział zapewne, jak gorących ma wielbicieli nie tylko pośród bogatszych sfer szlachecko - mieszczańskich, ale i wśród ubogiej młodzieży szkolnej i biednej inteligencji.

Gorliwy wydawca rozliczał się przed Lelewelem niezwykle drobiazgowo z rachunków za wydawnictwo, nie korzystając nawet z wspaniałomyślnej ofiary poety. W sierpniu 1829 roku pisze do Lelewela: „Nim przez zdarzającą się sposobność będę mógł z końcem tego miesiąca przesłać WPDobr. pieniądze i sprawę z danych mi poleceń i uskutecznionego wydania poezji P. M., upraszam, byś WPDobr. dla uwolnienia mię od dalsze i opieki nad pozostałymi egzemplarzami chciał się porozumieć z którym z księgarzy warszawskich, czyliby nie wziął w komis gotowych do podróży, bo już zapakowanych, 305 egzpl. wraz z nowo wydanym 5-tym tomikiem. Jest to reszta, i w Poznaniu ani jednego nie zostawiam dlatego, żeby łatwiej było z jednym tylko księgarzem załatwiać interesy pieniężne. Czekając spiesznej odpowiedzi, bo z końcem tego miesiąca wyjeżdżam do Krakowa, zostaję z najwyższym szacunkiem”23.

Oprócz wspomnianego daru i listu, mamy dowody, że wdzięczność Mickiewicza względem wydawcy nie była przemijającym uczuciem. Poeta czuł się dłużnikiem bezinteresownego Muczkowskiego. Toteż już po przyjeździe do Berlina, nie tylko dopytuje Wielkopolan o niego: „Adam dopytywał o Józefie Muczkowskim czy nie spotyka kogo coby go znał, bo mu wdzięczny nie mało za tak staranne wydaniem w Poznaniu zajęcie się”24, lecz pragnie mu się wywdzięczyć w bardziej realny sposób. „P. Muczkowski — pisze Mickiewicz w specjalnym liście do Mikołaja Malinowskiego — dla którego, jak wiesz, mam obowiązki, ogłosił pierwszy tomik zbioru dawnych poetów. Tomik ten obejmuje rymy Sępa (Szarzyńskiego)25. Niestety, to ptactwo niezbyt u nas popłatne. Wszakże trzeba zachęcać gorliwe przedsięwzięcia. Umyśliłem więc tobie stadko sępie nasłać. Wypraw nieco do Petersburga, nieco do Kijowa, resztę złóż w komis. Dziesięć egzemplarzy na moje konto zakup z funduszów albo istniejących u Ferdynanda (Gutta), albo, jeśli wyczerpane, do przyszłej wypłaty. Gdyby nieszczęściem nic nie udało się sprzedać, weź połowę na mój koszt, a ja za przyjazdem potrafię rozposażyć”26.

Harmonia między wydawcą a poetą uległa jednak zamąceniu. Motty wspomina, że Muczkowski miał odebrać jakiś nieprzyjemny list od Mickiewicza w związku z wydaniem poznańskim. Są to jednak znowu wymysły Mottego, którym zaprzecza całkowicie korespondencja Adama. Mickiewicz, bawiąc w 1829 roku w Berlinie i stykając się w głównej mierze ze środowiskiem Wielkopolan, studiujących na uniwersytecie, miał się wyrazić niekorzystnie o wydaniu poznańskim. Wiadomość ta dotarła wówczas do Muczkowskiego, prawdopodobnie przez jego brata Antoniego, studiującego wówczas w Berlinie. Zaprzecza jednak temu najwiarygodniejszy świadek — Lelewel, do którego przybył do Warszawy wspomniany Antoni Muczkowski i zdał mu sprawozdanie o całym zajściu berlińskim. Na jednym z przyjęć zgotowanych poecie, gdy Mickiewicz dopytywał Wielkopolan o swego wydawcę, przedstawiono mu jego brata i zaprezentowano: ale nacisk nie dozwolił Muczkowskiemu z Adamem rozmawiać, a wkrótce Muczkowski z Berlina wyjechał, i co było dalej nie wie... Przybyły tu do Warszawy Muczkowski domyśla się, że ktoś musiał chcieć jego bratu Józefowi złość wyrządzić, dlatego o Adamie taką puścił plotkę, a Józef temu uwierzył”27.

Sprawcy poróżnienia poety z wydawcą nie da się niestety wykryć. Faktem jest jednak, że Mickiewicz w Berlinie musiał nieostrożnie źle się wyrazić o wydaniu poznańskim.

Nie chodziło w tym wypadku Mickiewiczowi o sprawy finansowe, lecz jak przypuszcza Pigoń i inni, poeta mógł być niezadowolony z nader skromnego wyglądu zewnętrznego tomików poznańskich (porównawszy je z edycją petersburską czy paryską!), a uczulony był bardzo na tym punkcie, mógł zżymać się na chaotyczny układ drobnych wierszy, pomieszczonych w tomie III i V, mógł gniewać się na wydawcę, który dla powiększenia objętości trzeciego tomu dołączył do niego dwa wiersze cudze: jeden Antoniego Góreckiego, drugi anonimowy, a trzeci wprawdzie Mickiewicza (Majtek), lecz nie podpisany i straszliwie pokiereszowany nożycami cenzora (5 ostatnich zwrotek skreślono!). Rozgoryczony wydawca skarży się przed Lelewelem: „Przesyłając WPDobr. rachunek z zebranych pieniędzy za Poezje Mickiewicza, winienem Mu oświadczyć, iż dodatek w końcu rachunku, „très mauvaise édition” byłem przymuszony umieścić, jako odwet za jego niegrzeczność, z którą się przed kilkoma obywatelami w Berlinie dał słyszeć, naganiając wydanie poznańskie, jedynie dla zadosyćuczynienia woli WPDobr., nie bez małych zabiegów, jedynie dla korzyści autora przedsięwzięte. P. M. pokazał się i stąd względem mnie dosyć niegrzecznym, że przez bawiącego wówczas w Berlinie brata mego nie raczył mię choć ustnie o sobie zawiadomić, lubo z mojego o upowszechnienie Poezji interesowania się powinien był osądzić, że osoba jego i powodzenie nie mogą mi być obojętne; a kiedym mu na list pisany z Petersburga nie odpisał, to raczej niepewności, aniżeli memu niedbalstwu, powinien był przypisać”28. Skargi Muczkowskiego kładzie Lelewel na karb jego „stetryczenia” (!), stając oczywiście w obronie Adama.

 

 

Mickiewicz jednak, powiadomiony o całym nieporozumieniu, zgoła nie przyznaje się do niczego, choć znać, że go to niezwykle martwi: „Muczkowskiego pasztetów przez Boga nie rozumiem. Wiesz dobrze — pisze do Franciszka Malewskiego — że nigdy nie byłem dla rodaków niegrzeczny. Pamiętam nawet, że z bratem Muczkowskiego gadałem, i że mu list bardzo grzeczny do profesora wręczyłem (!). Musi to być jakiś gałgan. Coś mi się obiło o uszy, że go tam na jakąś fetę nie proszono, ale już nie wiem, jak to było... Zdarzyć się mogło, że o poznańskim wydaniu jako o źle drukowanym mówiłem, ale o entrepryzie i o wdzięczności dla Muczkowskiego rozwodziłem się do znudzenia... Masz tedy nadto już długie wymówki. Powtarzam, że brat Muczkowskiego musiał nakłamać grubo. Mogły też spaść na mnie różne kłopoty, które dawanym mnie obiadom słyszałem że towarzyszyły. Dość już o tem” — kończy Mickiewicz29.

Przypatrzymy się teraz, jak wyglądała ta kompletna, pięciotomowa edycja pism Mickiewicza, pierwsze w ogóle zbiorowe wydanie jego poezji, na długo przed innymi wydaniami! Tomiki o małym formacie, mimo bibliofilskich zamiłowań Muczkowskiego przedstawiają się nader skromnie; chodziło o jak największe korzyści materialne dla autora. Dwoma luksusowymi dodatkami tej edycji poznańskiej były: piękny portret Mickiewicza, umieszczony na czele tomu pierwszego litografowany przez E. Branda według rysunku Lelewela, piękniejszy od sztychowanego w edycji paryskiej, oraz nuty muzyczne Lipińskiego „Do Niemna” załączone przy końcu tomiku trzeciego30. Jak wynika z listu Muczkowskiego, cztery pierwsze tomiki w prenumeracie miały kosztować dwa talary, nakład zaś wynosił 1000 egzemplarzy; koszta druku 24 arkuszy miały wynosić maksymalnie 430 talarów, nie licząc broszurowania tomików. Prenumeratorów imiennych, ogłoszonych w tomikach: 1, 3 i 4 było 379 (w tomie I — 147, w t. III — 80, w t. IV — 152), lecz niektórzy z nich zgłosili się na kilka egzemplarzy. Ostatecznie do wolnej rozsprzedaży pozostało około 600 egzemplarzy, według rachunku Muczkowskiego31, z których około 300 rozsprzedano w księgarniach poznańskich. Należy przypuszczać, że 305 egzemplarzy, to znaczy resztę nakładu przesłał Muczkowski — jak wnika z listu — Lelewelowi do Warszawy, mimo wspomnianej już, wcześniejszej propozycji Mickiewicza. A więc więcej, niż jedną trzecią nakładu rozchwytała Wielkopolska w rekordowym doprawdy czasie. Jest to nowym dowodem kultu Mickiewicza na naszej ziemi.

Poezje wydania poznańskiego tłoczono głoskami Wilhelma Deckera i Spółki”, prócz ostatniego tomu piątego, tłoczonego w drukarni Pompejusza i Spółki. Tom pierwszy i drugi był wiernym przedrukiem tomików wileńskich; mieścił więc ballady i romanse, wierszo różne, Grażynę i Dziadów część II i IV; tom III — Sonety erotyczne i krymskie, wiersze różne oraz wspomniany już tu niefortunny „dodatek” z utworem Góreckiego, „Wygnańcem” anonima i „Majtkiem”. Tom ten przysporzył wydawcy wiele kłopotu. Sonety przedrukował Muczkowski z wydania petersburskiego, inne utwory zgromadził dzięki swej, Lelewela, Łukaszewicza i Bernatowicza zapobiegliwości, przeważnie z czasopism, prócz dwóch utworów: „Euthanasii” (naśladowanie z Byrona) i „Majtka”, ogłoszonych tu po raz pierwszy z rękopisu. W jaki sposób dotarły one do Muczkowskiego czy przez Lelewela, czy przez Antoniego Bernatowicza, nie wiadomo. W każdym razie — jak pisze Pigoń — wydrukowane zostały bez aprobaty autora. Tom czwarty objął „Wallenroda”, mimo intryg cenzury warszawskiej, a ostatni — piąty, drukowany już z woli Mickiewicza, prócz rozprawki o „Krytykach i recenzentach warszawskich” — wiersze różne. Wydanie poznańskie było więc najkompletniejszą edycją jak na owe czasy. Entuzjazmował się nim nie tylko sam wydawca, ale cały Poznań. Motty w swoich „Przechadzkach”, tak wspomina o pierwszych arkuszach pierwszego tomiku: „Utkwił mi w pamięci ten wieczór, gdy Muczkowski przyszedł z pierwszymi drukowanymi arkuszami i czytał z nich mej matce podniesionym głosem i machając rękami”32.