Magia myślenia na wielką skalę - David Schwartz - ebook

14 osób właśnie czyta

Opis

WYZNACZ SOBIE AMBITNE CELE, A NASTĘPNIE OSIĄGNIJ JESZCZE WIĘCEJ!

Miliony ludzi na całym świecie poprawiły swoją sytuację życiową dzięki Magii myślenia na wielką skalę. Dr David J. Schwartz, powszechnie uznawany za jednego z czołowych ekspertów z zakresu motywacji, pomoże ci lepiej sprzedawać, skuteczniej zarządzać, zarabiać więcej pieniędzy i – co najważniejsze – zyskać więcej szczęścia i osiągnąć spokój ducha.

Magia myślenia na wielką skalę zawiera użyteczne sposoby, nie zaś puste obietnice. Dr Schwartz prezentuje starannie przygotowany program uzyskania najlepszych rezultatów w pracy, życiu małżeńskim, rodzinnym i społecznym. Udowadnia, że nie musisz być intelektualistą czy posiadać wrodzonego talentu, by osiągnąć wielki sukces i satysfakcję – jednak powinieneś poznać i zrozumieć pewne sposoby myślenia i działania, które cię do nich doprowadzą. Ta książka odkryje przed tobą ich sekrety!

• Uwierz, że możesz odnieść sukces, a tak się stanie.
• Wylecz się ze strachu przed porażką.
• Myśl i marz kreatywnie.
• Jesteś taki, jak o sobie myślisz.
• Wpadnij w nałóg działania.
• Uczyń swoją postawę twoim sprzymierzeńcem.
• Naucz się myśleć pozytywnie.
• Zamień porażkę w zwycięstwo.
• Wyznaczaj sobie cele, aby się rozwijać.
• Myśl jak lider.

***

Dr David J. Schwartz był profesorem na Georgia State University w Atlancie i prezesem Creative Educational Services, Inc., firmy konsultingowej specjalizującej się w rozwijaniu zdolności przywódczych.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 366

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność

Podobne


Tytuł oryginału: The Magic of Thinking Big

Przekład: Katarzyna Sobiepanek-Szczęsna

Redakcja: Anna Żółcińska

Projekt okładki: Amadeusz Targoński, targonski.pl

Skład: Camélia Dizajn

Opracowanie e-wydania:

Copyright © 1959, 1965 by Prentice-Hall, Inc.

All rights reserved, including the right of reproduction in whole or in part in any form.

Copyright © 2008, 2013 for the Polish edition by MT Biznes Ltd.

All rights reserved.

Wszelkie prawa zastrzeżone. Nieautoryzowane rozpowszechnianie całości lub fragmentów niniejszej publikacji w jakiejkolwiek postaci zabronione. Wykonywanie kopii metodą elektroniczną, fotograficzną, a także kopiowanie książki na nośniku filmowym, magnetycznym, optycznym lub innym powoduje naruszenie praw autorskich niniejszej publikacji. Niniejsza publikacja została elektronicznie zabezpieczona przed nieautoryzowanym kopiowaniem, dystrybucją i użytkowaniem. Usuwanie, omijanie lub zmiana zabezpieczeń stanowi naruszenie prawa.

Warszawa 2019

MT Biznes Sp. z o.o.

www.mtbiznes.pl

handlowy@mtbiznes.pl

ISBN 978-83-8087-850-1 (format epub)

ISBN 978-83-8087-851-8 (format mobi)

Dawidowi III

Po ukończeniu przedszkola nasz sześcioletni syn David poczuł się bardzo duży. Zapytałem go, kim chciałby zostać, kiedy dorośnie. David popatrzył na mnie uważnie przez chwilę, po czym odpowiedział: „Tato, chcę zostać profesorem”.

„Profesorem? Profesorem czego?” – spytałem.

„Cóż, tato – odpowiedział – chcę być profesorem od szczęścia”. „Profesorem od szczęścia! Czyż to nie fantastyczny plan?” Książkę tę dedykuję Davidowi, cudownemu chłopcu ze wspaniałym celem, oraz jego mamie.

WSTĘP

Po co taka obszerna książka? Po co ta cała dyskusja o magii myślenia na wielką skalę? W tym roku zostaną wydane tysiące książek. Po co zatem jeszcze ta jedna więcej?

Pozwólcie, że pokrótce nakreślę tło.

Kilka lat temu byłem świadkiem wyjątkowo frapującego spotkania działu sprzedaży. Wiceprezes odpowiedzialny za marketing firmy był niezwykle podekscytowany. Chciał przekonać do czegoś swoich pracowników. Na spotkaniu z najlepszymi przedstawicielami firmy przedstawił zupełnie przeciętnie wyglądającego faceta, który w niedawno zakończonym roku zarobił trochę ponad 60 000 dolarów. Średnia zarobków pozostałych przedstawicieli wyniosła około 12 000.

Szef rzucił grupie wyzwanie. Oto, co powiedział: „Przyjrzyjcie się dobrze Harry’emu! A teraz powiedzcie, co takiego ma Harry, czego nie ma żaden z was? Harry zarabia pięć średnich pensji, ale czy Harry jest pięć razy bystrzejszy? Testy, które przeprowadziliśmy wśród personelu, wcale tego nie wykazały. Sprawdziłem. Wyniki Harry’ego są zbliżone do średniej w jego dziale.

A może Harry pracował pięć razy ciężej niż wy, panowie? Według raportów — nie. Okazuje się nawet, że wziął więcej wolnego niż większość z was.

Czy Harry dostał lepszy teren? Znów muszę odpowiedzieć: nie. Średnie wyliczenia były mniej więcej takie same. Czy Harry jest lepiej wykształcony? A może wytrzymalszy? Znów — nie! Harry jest prawie tak przeciętny, jak przeciętny może być facet – z wyjątkiem jednej rzeczy.

Różnica między Harrym i wami polega na tym, że myślenie Harry’ego jest pięć razy większe”.

Następnie menedżer przystąpił do udowadniania, że sukces nie tyle zależy od wielkości czyjegoś mózgu, ile od wielkości czyjegoś myślenia.

Była to intrygująca idea, o której nie przestawałem myśleć. Im więcej obserwowałem, im więcej rozmawiałem z ludźmi, im głębiej drążyłem w poszukiwaniu tego, co tak naprawdę jest przyczyną sukcesu, tym jaśniejsza była odpowiedź. Historia za historią udowadniała, że ilość pieniędzy na rachunkach bankowych oraz ilość szczęścia czy ogólnej satysfakcji na rachunkach losu są uzależnione od skali myślenia.

Jeśli dzięki wielkiemu myśleniu można tyle osiągnąć, dlaczego wszyscy nie myślą w ten sposób? Wielokrotnie zadawano mi to pytanie. Sądzę, że odpowiedź jest następująca. Wszyscy, o wiele bardziej niż nam się wydaje, jesteśmy stwarzani poprzez myślenie wokół nas. A to myślenie zazwyczaj jest małe, a nie wielkie. Twoje otoczenie stara się zaciągnąć cię na Ulicę Drugiej Kategorii. Prawie codziennie wmawia ci, że „jest zbyt dużo wodzów, a za mało Indian”[1]. Innymi słowy, że nie ma już dla ciebie możliwości dowodzenia, ponieważ jest nadmiar szefów, musisz się zatem zadowolić byciem kimś mniej znaczącym.

A jednak to „zbyt dużo wodzów” nie pokrywa się z prawdą. Liderzy we wszystkich zawodach mogą ci powiedzieć, tak jak powiedzieli mi, że „problem polega na tym, że jest za dużo Indian, a za mało wodzów”.

To małostkowe otoczenie mówi jeszcze inne rzeczy. Twierdzi na przykład: „Co ma być, to będzie”-że twoje przeznaczenie jest poza twoją kontrolą, a twój los jest już zdeterminowany. A więc zapomnij o marzeniach, zapomnij o pięknym domu, zapomnij o świetnej szkole dla twoich dzieci, zapomnij o lepszym życiu. Poddaj się. Połóż się i czekaj na śmierć.

Kto nie słyszał stwierdzenia, że „sukces nie jest wart swojej ceny”, jeśli musisz sprzedać duszę, poświęcić życie rodzinne, sumienie, wartości, aby osiągnąć szczyt. Prawda jest jednak taka, że sukces nie wymaga takich kosztów. A każdy krok do przodu procentuje.

Otoczenie wmawia nam również, że do miejsc na szczycie jest za duża konkurencja. Czy rzeczywiście tak jest? Pewien menedżer ds. rekrutacji powiedział mi, że otrzymuje od 50 do 250 razy więcej zgłoszeń do pracy opłacanej 10 000 dolarów rocznie niż na stanowiska, na których można zarobić 50 000 dolarów rocznie. Oznacza to, że na stanowiska pracy na Ulicy Drugiej Kategorii jest co najmniej 50 razy większa konkurencja niż do pracy w Alei Pierwszej Klasy. Aleja Pierwszej Klasy w USA to krótka, niezatłoczona uliczka. Są na niej niezmierzone wolne przestrzenie dla ludzi takich jak ty, którzy mają odwagę myśleć na wielką skalę.

Podstawowe zasady i pomysły stanowiące bazę dla tez zawartych w Magii myślenia na wielką skalę pochodzą z najlepszych źródeł – zostały stworzone przez umysły najwybitniejszych „wielkomyślicieli”, jacy kiedykolwiek żyli na ziemi. Takich jak prorok Dawid, który napisał: „Człowiek jest taki, jakie są jego myśli w głębi serca”; jak Emerson, który powiedział: „Wielcy ludzie to ci, którzy rozumieją, że myśli rządzą światem”; jak Milton, który w Raju utraconym napisał: „Umysł jest dla siebie siedzibą, może sam w sobie przemienić/ Piekło w Niebiosa, a Niebiosa w piekło”[2]. Jak zadziwiająco spostrzegawczy Szekspir, który zauważył, że „Nie ma takiej rzeczy, złej czy dobrej, której nie można osiągnąć dzięki myśleniu”.

Ale gdzie można znaleźć tego dowód? Skąd wiemy, że ci wybitni myśliciele mieli rację? Potwierdzeniem są biografie tych z nas, którzy poprzez swój sukces, dokonania i szczęście udowodnili, że wielkie myślenie naprawdę działa cuda.

Proste zasady, które tu przedstawiamy, nie są abstrakcyjnymi teoriami bez związku z życiem. Nie opierają się na przypuszczeniach czy opiniach tylko jednego człowieka. Są to sprawdzone sposoby podejścia do sytuacji życiowych i stanowią uniwersalne w zastosowaniu kroki, które działają – i to działają w sposób cudowny.

Fakt, że czytasz tę stronę, dowodzi, że pragniesz sukcesu na wielką skalę. Chcesz urzeczywistnić swoje marzenia. Chcesz cieszyć się wysokim standardem życia. Chcesz, żeby twoje życie przynosiło ci dobre rzeczy, na które zasługujesz. A chęć osiągnięcia sukcesu jest wspaniałą cechą.

Masz jeszcze jedną godną podziwu zaletę. Fakt, iż trzymasz w ręku tę książkę, jest dowodem na to, że posiadasz zdolność wyszukiwania narzędzi, które pomogą ci dostać się tam, gdzie pragniesz. Przy tworzeniu czegokolwiek – samochodów, mostów, pocisków – potrzebujemy narzędzi. Wiele osób podejmujących próby zbudowania udanego życia zapomina, że istnieją narzędzia, które mogą im w tym pomóc. Ty o tym nie zapomniałeś. Posiadasz dwie podstawowe cechy niezbędne do uzyskania rzeczywistej korzyści z tej książki: pragnienie osiągnięcia większego sukcesu i zdolność wybrania narzędzia, które pomoże ci spełnić to pragnienie.

Myśl na wielką skalę, a będziesz żyć na wielką skalę. Ta wielkość będzie się przejawiać w wielkości osiągniętego szczęścia. W wielkości twoich dokonań. W wielkości dochodów. W wielkości przyjaciół. W wielkości szacunku.

Wystarczy tych obietnic.

Już teraz, właśnie w tej chwili, zacznij zastanawiać się, jak sprawić, by twoje myślenie zdziałało dla ciebie cuda. Rozpocznij swoją wędrówkę, kierując się myślą wielkiego filozofa Disraelego: „Zycie jest zbyt krótkie, żeby być małym”.

CO DA CI TA KSIĄŻKA

W każdym rozdziale tej książki znajdziesz dziesiątki konkretnych praktycznych pomysłów, technik i reguł, które umożliwią ci wykorzystanie potężnej siły myślenia na wielką skalę, a tym samym uzyskanie sukcesu, szczęścia i satysfakcji, których tak bardzo pragniesz. Każda technika jest sugestywnie zilustrowana przykładami zaczerpniętymi z życia. Dowiesz się nie tylko, co robić, lecz również, co być może jest nawet ważniejsze, zrozumiesz dokładnie, jak wykorzystywać każdą zasadę w konkretnej sytuacji i do rozwiązania konkretnego problemu. Poniżej znajdziesz odpowiedź na pytanie, co da ci ta książka: pokaże ci, jak możesz…

Z siłą wiary rozpocząć drogę do sukcesu

Osiągnąć sukces dzięki wierze, że możesz go osiągnąć

Pokonać brak wiary i stwarzaną przez niego negatywną siłę

Osiągać wielkie rezultaty dzięki wielkiej wierze

Sprawić, aby twój umysł produkował pozytywne myśli

Rozwinąć w sobie siłę wiary

Zaplanować konkretny program budowania sukcesu

Zaszczepić się przeciwko wymówkozie, chorobie niepowodzenia

Odkryć sekret tkwiący w twoim podejściu do zdrowia

Wykonać cztery konieczne kroki, aby pokonać wymówkozę zdrowia

Odkryć, dlaczego twoja siła myślenia jest ważniejsza od inteligencji

Używać swojego umysłu do myślenia, a nie jako magazynu na fakty

Opanować trzy łatwe sposoby leczenia wymówkozy inteligencji

Przezwyciężyć swój problem związany z wiekiem — byciem „zbyt młodym” lub „za starym”

Pokonać wymówkozę szczęścia, aby przyciągnąć do siebie szczęście

Wykorzystać technikę działania, aby wyleczyć się ze strachu i zbudować pewność siebie

Zarządzać swoją pamięcią tak, aby zwiększyć swoje zasoby pewności siebie

Przezwyciężyć swój strach przed innymi ludźmi

Wzmocnić swoją pewność siebie poprzez zaspokajanie swojego sumienia

Myśleć zdecydowanie dzięki zdecydowanemu działaniu

Nauczyć się pięciu skutecznych metod budowania pewności siebie i pokonywania strachu

Odkryć, że sukces jest mierzony skalą twojego myślenia

Zmierzyć swój prawdziwy rozmiar i odkryć swoje atuty

Myśleć na tak wielką skalę, jak wielki jesteś

Poszerzyć słownictwo „wielkomyśliciela” dzięki czterem specjalnym krokom

Myśleć na wielką skalę, wyobrażając sobie, jak może wyglądać przyszłość

Dowartościowywać rzeczy, ludzi i samego siebie

Myśleć na wielką skalę o swojej pracy

Wznieść się ponad błahostki i skoncentrować się na sprawach wielkiej wagi

Sprawdzić, jak wielka jest skala twojego myślenia

Stosować kreatywne myślenie do odnajdywania nowych, lepszych sposobów działania

Rozwinąć kreatywną silę, wierząc w wykonalność tego, co robisz

Zwalczyć zamrażające umysł tradycyjne myślenie

Robić więcej i lepiej dzięki wykorzystaniu swojej kreatywnej siły

Użyć trzech sposobów wzmacniania kreatywności dzięki otworzeniu uszu i umysłu

Poszerzyć swoje horyzonty i stymulować swój umysł

Pielęgnować i rozwijać swoje pomysły — owoce twojego umysłu

Wyglądać na ważnego i dzięki temu myśleć jak ktoś ważny

Stać się ważny dzięki myśleniu, że twoja praca jest ważna

Stworzyć swoją własną reklamę w celu „sprzedania siebie samemu sobie”

Udoskonalić swoje myślenie — myśleć jak ważna osoba

Sprawić, aby twoje środowisko pracowało dla ciebie

Nie dopuścić, aby powstrzymywali cię małostkowi ludzie

Zająć się swoim środowiskiem pracy

Zażywać mnóstwo psychicznego słońca podczas odpoczynku

Usuwać zatrute myśli ze swojego środowiska

Korzystać z pierwszej klasy we wszystkim, co robisz

Rozwijać postawy, które pomogą ci zdobyć to, czego pragniesz

Aktywizować się; być entuzjastyczny

Wykorzystać moc prawdziwego entuzjazmu

Rozwinąć postawę .Jesteś ważny”

Zarabiać więcej pieniędzy, stosując podejście „Usługa przede wszystkim”

Zdobywać wsparcie innych ludzi dzięki właściwemu podejściu do nich

Dać się lubić poprzez stanie się „lżejszym do wyniesienia”

Przejmować inicjatywę w zawieraniu znajomości

Opanować technikę dobrego myślenia o ludziach

Zdobywać przyjaciół dzięki wielkoduszności w rozmowie

Myśleć dobrze o ludziach, nawet kiedy przegrywasz albo spotyka cię niepowodzenie

Wpaść w nałóg działania — nie musisz czekać, aż warunki będą idealne

Zdecydować się zrobić coś ze swoimi pomysłami

Używać działania do wyleczenia się ze strachu i zyskania pewności siebie

Odkryć sekret działania umysłu

Korzystać z magii TERAZ

Wzmocnić się dzięki nawykowi zabierania głosu

Wykazywać inicjatywę — specjalny rodzaj działania

Odkryć, że porażka jest niczym więcej, jak tylko stanem umysłu

Uratować coś z każdego niepowodzenia

Wykorzystać siłę konstruktywnej samokrytyki

Osiągnąć pozytywne rezultaty dzięki wytrwałości i eksperymentowaniu

Pokonać zniechęcenie, znajdując dobrą stronę każdej sytuacji

Ustalić sobie wyraźne cele w życiu

Użyć tego planu do wytyczenia sobie celów na dziesięć lat

Unikać pięciu morderczych dla sukcesu broni

Pomnożyć swoją energię poprzez wyznaczanie sobie wyraźnych celów

Postawić sobie cele, które pomogą ci posuwać się naprzód i dłużej żyć

Osiągać swoje cele z trzydziestodniowym udoskonalaczem

Inwestować w siebie, aby zyskać w przyszłości

Opanować cztery zasady przywództwa

Rozwinąć swoją umiejętność stawiania się w sytuacji ludzi, na których chcesz mieć upływ

Zaprząc „ludzkie podejście” do pracy dla ciebie

Myśleć postępowo, wierzyć w postęp, dążyć do postępu

Sprawdzić, czy twoje podejście jest postępowe

Wydobyć swoją największą silę myślenia

Użyć magii myślenia na wielką skalę w najważniejszych sytuacjach

1 UWIERZ, ŻE MOŻESZ ODNIEŚĆ SUKCES, A TAK SIĘ STANIE

Sukces oznacza wiele wspaniałych, pozytywnych rzeczy. Sukces oznacza powodzenie w życiu osobistym: piękny dom, wakacje, podróże, nowe rzeczy, bezpieczeństwo finansowe, dobry start życiowy dla twoich dzieci. Sukces oznacza uwielbienie otaczające zwycięzców, przywództwo, podziw w firmie i w życiu społecznym. Sukces oznacza wolność: wolność od zmartwień, obaw, frustracji i niepowodzeń. Sukces oznacza szacunek dla samego siebie, nieustanne uzyskiwanie jeszcze większego szczęścia i satysfakcji z życia oraz możność robienia więcej dla tych, którzy od ciebie zależą.

Sukces oznacza wygrywanie.

Sukces – osiągnięcie go – to cel życia!

Każda istota ludzka pragnie sukcesu. Każdy chce, by życie przyniosło mu to, co najlepsze. Nikogo nie cieszy „czołganie się” i przeciętność. Nikt nie lubi czuć się człowiekiem drugiej kategorii i być zmuszonym do życia w ten sposób.

Kilka spośród najbardziej praktycznych mądrości związanych z budowaniem sukcesu opiera się na biblijnym cytacie, który mówi, że wiara przenosi góry.

Uwierz, naprawdę uwierz, że jesteś w stanie przenosić góry, a będziesz w stanie to zrobić. Niewielu ludzi wierzy, że może przenosić góry. I w rezultacie niewielu może.

Prawdopodobnie parę razy słyszałeś, jak ktoś mówi coś w rodzaju: „Nie ma sensu myśleć, że można przesunąć górę tylko dzięki mówieniu »Góro, przesuń się«. To po prostu niemożliwe”.

Człowiekowi, który myśli w ten sposób, wiara miesza się z myśleniem życzeniowym. A przecież nie można przemyśleć góry w inne miejsce. I nie można wmyśleć siebie do dyrektorskiego gabinetu. Ani do domu z pięcioma sypialniami i trzema łazienkami czy do grupy najlepiej zarabiających. Nie możesz wmyśleć się na pozycję lidera.

Ale jeśli posiadasz wiarę, możesz przenieść górę. Możesz osiągnąć sukces dzięki wierze, że jesteś w stanie tego dokonać.

W potędze wiary nie ma nic magicznego czy mistycznego.

Wiara działa w następujący sposób. Uwierz, że postawa „Jestem pewien, że mogę to zrobić” daje siłę, umiejętności i energię niezbędne do działania. Jeśli myślisz: „Mogę to zrobić”, zaraz odnajdziesz drogę do „Jak to zrobić”.

Codziennie młodzi ludzie podejmują pracę zawodową. Każdy z nich „chciałby” pewnego dnia cieszyć się sukcesem, który towarzyszy osiągnięciu wysokiej pozycji. Jednak większość spośród tych młodych ludzi po prostu nie ma w sobie wiary, że osiągnięcie najwyższych szczebli jest w ich zasięgu. I oni nie dochodzą na szczyt. Myśląc, że nie są w stanie piąć się w górę, nie odkrywają dróg, które prowadzą na szczyty. Ich zachowanie potwierdza, że są osobami „przeciętnymi”.

Jednak niewielka liczba spośród tych młodych ludzi naprawdę wierzy, że osiągnie sukces. Podchodzą oni do swojej pracy z założeniem „Zmierzam na szczyt”. I dzięki tej ogromnej wierze osiągają szczyt. Wierząc, że osiągną sukces – i że to nie jest niemożliwe – ludzie ci z uwagą obserwują zachowanie menedżerów wyższego szczebla. W ten sposób uczą się, jak ludzie sukcesu podchodzą do problemów i podejmują decyzje. Obserwują podejście ludzi, którzy osiągnęli sukces.

Osoba, która wierzy, że może coś zrobić, prędzej czy później będzie wiedziała, jak to zrobić.

Pewna znajoma mi młoda kobieta postanowiła dwa lata temu założyć agencję sprzedaży przyczep kempingowych. Wielu doradzało jej, że nie powinna (i twierdzili, że nie będzie w stanie) tego robić.

Na koncie miała niecałe 3000 dolarów oszczędności, a powiedziano jej, że minimalny kapitał początkowy powinien być wielokrotnie wyższy. „Zobacz, jaka tam panuje konkurencja — mówili doradcy. – A poza tym, jakie ty masz doświadczenie w sprzedaży przyczep kempingowych?”.

Jednak ta młoda dama wierzyła w siebie i w swoją zdolność do osiągnięcia sukcesu. Oczywiście przyznała, że nie ma wystarczającego kapitału, branża jest bardzo konkurencyjna i brakuje jej doświadczenia.

„Ale – dodała – wszystkie prognozy, z jakimi się zetknęłam, wskazują, że rynek przyczep kempingowych będzie się rozwijał. Ponadto zbadałam konkurencję i wiem, że w tym mieście mogę zrobić lepszy interes na sprzedaży przyczep niż ktokolwiek inny. Mam świadomość, że będę popełniać błędy, ale mam zamiar szybko znaleźć się na szczycie”.

I tak się stało. Na początku miała pewne problemy ze zgromadzeniem kapitału. Absolutnie bezwarunkowa wiara pozwoliła jej zdobyć zaufanie dwóch inwestorów. Następnie, nadal uzbrojona w ogromną wiarę, dokonała „niemożliwego” — namówiła producenta przyczep, aby udostępnił jej kilka egzemplarzy oraz zgodził się na odroczenie płatności.

W zeszłym roku sprzedała przyczepy o wartości ponad miliona dolarów.

„W przyszłym roku – mówi – spodziewam się dalszego wzrostu i przekroczenia 2 milionów”.

Wiara, silna wiara, wyzwoliła jej umysł i pozwoliła wymyślić drogi, środki i sposoby.

Większość ludzi nie przykłada zbyt dużej wagi do wiary. Jednak niektórzy, mieszkańcy miasta Sukcesowo w USA, naprawdę ją doceniają! Zaledwie kilka tygodni temu mój przyjaciel, który jest urzędnikiem stanowego departamentu autostrad w jednym ze środkowo-zachodnich stanów, opowiedział mi o swoim doświadczeniu „przenoszenia gór”.

„W zeszłym miesiącu – zaczął – nasz departament rozesłał pisma do wielu firm inżynieryjnych, ponieważ otrzymaliśmy pozwolenie, by zatrudnić kilka firm do zaprojektowania ośmiu mostów w ramach naszego programu budowy autostrad. Wartość zbudowanych mostów ma wynieść 5 500 000 dolarów. Wybrane firmy otrzymają 4-procentową prowizję lub 200 000 dolarów na prace projektowe.

Rozmawiałem z dwudziestoma jeden firmami inżynieryjnymi. Cztery największe natychmiast zgodziły się złożyć ofertę. Pozostałe siedemnaście były to małe firmy, zatrudniające zaledwie od trzech do siedmiu inżynierów. Szesnaście spośród tej siedemnastki przestraszyła skala projektu. Rozważyli przedsięwzięcie, pokręcili głowami i ostatecznie powiedzieli: »To za dużo dla nas. Bardzo chcielibyśmy być w stanie to udźwignąć, ale nie ma sensu nawet próbować«.

Jednak jedna spośród tych małych firm, zatrudniająca zaledwie trzech inżynierów, przestudiowała plany i odpowiedziała: »Jesteśmy w stanie to zrobić. Złożymy ofertę«. Tak zrobili i dostali to zlecenie”.

Góry przenoszą tylko ci, którzy wierzą, że mogą to robić. Ci, którzy uważają, że nie dadzą rady, rzeczywiście nie są w stanie tego dokonać. Wiara wyzwala siłę niezbędną do działania.

A tak naprawdę, wiara we współczesnych czasach potrafi uczynić więcej niż przenosić góry. Jeden z najważniejszych elementów (a w rzeczywistości kluczowy element) badań kosmosu stanowi wiara, że przestrzeń kosmiczną można poskromić. Bez silnej, niezachwianej wiary, że człowiek może podróżować w kosmosie, naszym naukowcom nie starczyłoby odwagi, zainteresowania i entuzjazmu, by cokolwiek zaczynać. Wiara, że rak może zostać wyleczony, ostatecznie doprowadzi do stworzenia lekarstwa na tę chorobę. Obecnie odbywa się dyskusja na temat połączenia Anglii z Europą kontynentalną tunelem pod Kanałem La Manche. To, czy tunel kiedykolwiek zostanie zbudowany, zależy od tego, czy ludzie odpowiedzialni za projekt wierzą, że można go zbudować[3].

Wiara w wielkie rezultaty jest siłą napędową, siłą, dzięki której powstały wszystkie wielkie książki, sztuki, odkrycia naukowe. Wiara w sukces jest podstawą sukcesu każdej firmy, kościoła czy partii politycznej. Wiara w sukces stanowi jedną z podstawowych, absolutnie kluczowych cech człowieka sukcesu.

Wierz, naprawdę wierz, że możesz odnieść sukces, a tak się stanie.

Na przestrzeni lat rozmawiałem z wieloma ludźmi, którzy ponieśli porażkę w swoich przedsięwzięciach biznesowych czy różnego rodzaju karierach. Słyszałem wiele powodów i usprawiedliwień, tłumaczących te niepowodzenia. Rozmawiając z przegranymi, odkryłem coś bardzo znaczącego. Moi rozmówcy rzucali zdawkowo uwagi typu: „Szczerze mówiąc, nie wierzyłem, że to może się udać”; „Miałem złe przeczucia, zanim jeszcze zacząłem” czy „Tak naprawdę to, że się nie udało, nie zaskoczyło mnie za bardzo”.

Postawa „OK, spróbuję, ale czarno to widzę” prowadzi do porażki.

Brak wiary jest siłą negatywną. Kiedy umysł nie wierzy lub wątpi, przyciąga „powody” wzmacniające niewiarę. Wątpliwości, brak wiary, podświadoma chęć porażki, brak prawdziwej woli odniesienia sukcesu są odpowiedzialne za większość porażek.

Jeśli będziesz myślał o wątpliwościach, przegrasz.

Jeśli będziesz myślał o zwycięstwie, wygrasz.

Niedawno młoda powieściopisarka rozmawiała ze mną o swoich pisarskich ambicjach. W rozmowie padło nazwisko jednego z najlepszych pisarzy w jej dziedzinie.

„Och – powiedziała – X jest wspaniałym pisarzem i oczywiście nie mogę nawet marzyć o podobnym sukcesie”.

Jej podejście bardzo mnie rozczarowało, ponieważ znam pisarza, o którym rozmawialiśmy. Nie jest najinteligentniejszy, najbardziej spostrzegawczy czy też „naj” w czymkolwiek innym poza jednym – jest najbardziej pewny siebie. Wierzy, że jest jednym z najlepszych, więc pracuje i tworzy najlepiej.

Dobrze jest szanować liderów. Ucz się od nich. Obserwuj ich. Analizuj ich zachowanie. Ale nie czcij ich. Uwierz, że możesz ich prześcignąć. Osiągnąć więcej niż oni. Osoby, które myślą „Chcę być prawie najlepszy”, nigdy nie będą najlepsze w swoich działaniach.

Spójrz na to w ten sposób: wiara jest termostatem, który reguluje to, czego dokonamy w życiu. Przyjrzyj się uważnie człowiekowi, który człapiąc, pogrąża się w przeciętności. Wierzy, że jest mało wart, więc niewiele otrzymuje. Wierzy, że nie potrafi dokonać wielkich rzeczy – i ich nie dokonuje. Wierzy, że jest nieważny, więc wszystko, co robi, jest naznaczone brakiem znaczenia. W miarę upływu czasu brak wiary w siebie zaczyna przejawiać się w tym, jak mówi, chodzi, działa. Jeśli nie przestawi swego termostatu do przodu, jego samoocena wciąż będzie maleć. A ponieważ inni postrzegają nas tak, jak my sami siebie widzimy, zaczyna maleć w opinii otoczenia.

A teraz spójrzmy na osobę, która posuwa się naprzód. Wierzy, że jest dużo warta – i dużo otrzymuje. Wierzy, że potrafi udźwignąć wielkie i trudne zadania – i tak się staje. Wszystko, co robi ten człowiek, jego zachowanie w kontaktach z innymi ludźmi, jego charakter, myśli, poglądy – wszystko to komunikuje nam: „Oto profesjonalista. On jest ważną osobą”.

Człowiek jest wytworem swoich własnych myśli. Uwierz na wielką skalę. Przestaw swój termostat do przodu. Rozpocznij swoją ofensywę ku sukcesowi z uczciwą, szczerą wiarą, że możesz odnieść sukces. Uwierz na wielką skalę i rozwijaj się na wielką skalę.

Kilka lat temu po wystąpieniu dla grupy biznesmenów w Detroit rozmawiałem z mężczyzną, który podszedł do mnie, przedstawił się i powiedział: „Bardzo podobało mi się pana wystąpienie. Czy mógłby pan poświęcić mi kilka minut? Bardzo chciałbym porozmawiać z panem o moim osobistym doświadczeniu”.

Kilka minut później siedzieliśmy wygodnie w kawiarni, czekając na zamówienie.

„Mam pewne osobiste doświadczenie — zaczął — które wiąże się dokładnie z tym, co mówił pan dzisiejszego popołudnia o tym, jak sprawić, by umysł zaczął działać na korzyść swojego właściciela zamiast przeciwko niemu. Nigdy z nikim nie rozmawiałem o tym, jak wydostałem się ze świata przeciętności, jednak chciałbym opowiedzieć to panu”.

„A ja chciałbym to usłyszeć” — odpowiedziałem.

„Zatem, zaledwie pięć lat temu wlokłem się przez życie jako kolejny facet pracujący w handlu narzędziami. Prowadziłem w miarę dostatnie życie na średnim poziomie. Jednak to było dalekie od ideału. Nasz dom był zdecydowanie za mały, nie mieliśmy też pieniędzy na wiele potrzebnych nam rzeczy. Moja żona, niech będzie jej chwała, nie uskarżała się zbytnio, jednak na jej twarzy było wypisane, że jest bardziej pogodzona z przeznaczeniem niż szczęśliwa. Byłem coraz bardziej sfrustrowany. Kiedy zdałem sobie sprawę, jak bardzo zawodzę moją wspaniałą żonę i dwójkę dzieci, poczułem w sobie ból”.

„Jednak teraz sprawy wyglądają zupełnie inaczej — kontynuował mój rozmówca. — Dzisiaj mamy piękny nowy dom na hektarowej działce i całoroczną chatę kilkaset mil na północ. Nie martwimy się już, czy będziemy mogli posłać dzieci do dobrego college’u, a moja żona nie musi już czuć się winna za każdym razem, kiedy wydaje pieniądze na nowe ubrania. W przyszłym roku latem całą rodziną lecimy na miesięczne wakacje do Europy. Zaczęliśmy naprawdę żyć”.

„Jak to się stało?” – spytałem.

„Stało się to dzięki temu – kontynuował – że, używając pana dzisiejszego wyrażenia, wykorzystałem siłę wiary. Pięć lat temu dowiedziałem się o możliwości pracy w firmie narzędziowej mieszczącej się tutaj, w Detroit. W tym czasie mieszkaliśmy w Cleveland. Zdecydowałem się spróbować w nadziei, że będę mógł zarabiać trochę więcej pieniędzy. Przyjechałem tu wcześniej, w niedzielę wieczorem, a rozmowę kwalifikacyjną miałem dopiero w poniedziałek.

Po kolacji usiadłem w swoim pokoju hotelowym i z jakiegoś powodu poczułem się zdegustowany samym sobą. »Dlaczego

- zapytałem siebie – jestem takim średnioklasowym nieudacznikiem? Dlaczego staram się dostać pracę, która jest tak niewielkim krokiem do przodu?« Do dzisiaj nie wiem, co skłoniło mnie wówczas do wzięcia kartki z hotelowej papeterii i wypisania nazwisk pięciu osób, które znałem przez wiele lat, a które prześcignęły mnie w osiągniętej władzy i pozycji zawodowej. Dwójkę stanowili byli sąsiedzi, którzy przeszli do lepszych działów. Dwóch kolejnych to osoby, dla których kiedyś pracowałem, a ostatnim był mój szwagier.

Następnie – i znowu nie wiem, co mnie do tego popchnęło

- zadałem sobie pytanie, co ma tych pięciu moich znajomych, czego mi brakuje — oprócz lepszej pracy. Porównałem się z nimi pod względem inteligencji i, szczerze mówiąc, nie zauważyłem, aby byli doskonali w tej sferze. Podobnie, nie mogłem z ręką na sercu stwierdzić, że przewyższają mnie pod względem wykształcenia, rzetelności czy też zalet osobistych.

Wreszcie doszedłem do innej cechy ludzi sukcesu, o której dużo się słyszy — inicjatywy. Tutaj ciężko mi było to przyznać, ale nie miałem wyjścia. W tej sferze moje dokonania pokazywały, że jestem daleko za moimi znajomymi, którzy odnieśli sukces.

Było już około trzeciej nad ranem, jednak mój umysł był zaskakująco jasny. Pierwszy raz dostrzegłem swoje słabe punkty. Uświadomiłem sobie, że zawsze trzymałem się z tyłu. Zawsze coś mnie hamowało. Zagłębiałem się w siebie coraz bardziej i bardziej i wreszcie znalazłem przyczynę tego, dlaczego brakowało mi inicjatywy – w głębi duszy nie wierzyłem, że jestem wiele wart.

Przesiedziałem tak resztę nocy, analizując, jak bardzo, odkąd sięgam pamięcią, brak wiary w siebie zdominował mnie, jak bardzo mój umysł pracował przeciwko mnie. Odkryłem, że wciąż tłumaczyłem sobie, dlaczego nie mogę awansować, zamiast szukać powodów, dla których mogę. Sprzedawałem siebie zbyt tanio. Zauważyłem, że ten element samodeprecjacji był widoczny we wszystkim, co robiłem. Dzięki temu dotarło do mnie, że nikt nie zacznie wierzyć we mnie, dopóki ja sam nie zacznę w siebie wierzyć.

Wtedy właśnie zdecydowałem, że mam dość czucia się jak człowiek drugiej kategorii. Postanowiłem, że od tej chwili nie będę już sprzedawał się tanio.

Następnego dnia ciągle miałem w sobie tę determinację. Podczas rozmowy o pracę poddałem moją nowo odkrytą pewność siebie pierwszej próbie. Przed pójściem na rozmowę miałem nadzieję, że wystarczy mi odwagi, aby zażądać 750, a może nawet 1000 dolarów więcej niż w obecnej pracy. Jednak teraz, kiedy zdałem sobie sprawę, że jestem wartościowym człowiekiem, postanowiłem zażądać 3500 dolarów więcej. I dostałem je. Dobrze się sprzedałem, ponieważ po długiej nocy autoanalizy odnalazłem w sobie rzeczy, które uczyniły mnie bardziej „chodliwym”.

W przeciągu dwóch lat po otrzymaniu tej pracy zbudowałem sobie reputację człowieka, który potrafi zdobywać zlecenia. Wtedy właśnie weszliśmy w fazę recesji. To uczyniło mnie jeszcze bardziej wartościowym, ponieważ byłem jednym z najlepiej pozyskujących zlecenia pracowników w branży. Firma przeszła reorganizację, a ja otrzymałem pokaźną liczbę akcji oraz dużą podwyżkę”.

Uwierz w siebie, a dobrze rzeczy będą ci się przytrafiać.

*

Twój umysł jest „fabryką myśli”. To bardzo zajęta fabryka produkująca niezliczoną ilość myśli dziennie. Produkcja w twojej fabryce myśli odbywa się pod kontrolą dwóch brygadzistów, z których pierwszego nazwiemy Panem Zwycięskim, drugiego zaś – Panem Porażką. Pan Zwycięski odpowiada za produkcję pozytywnych myśli. Specjalizuje się w wytwarzaniu uzasadnień tego, że potrafisz, że masz wystarczające kompetencje, że dasz sobie radę.

Drugi brygadzista, Pan Porażka, produkuje negatywne myśli, obniżające samoocenę. Jest twoim ekspertem w wynajdywaniu powodów, dlaczego nie umiesz, jesteś za słaby, nie nadajesz się. Jego specjalnością jest schemat myślowy „dlaczego ci się nie uda”.

Obaj panowie – i Zwycięski, i Porażka – są bardzo posłuszni. Stają na baczność natychmiast. Wszystko, co musisz zrobić, by wezwać każdego z brygadzistów, to wysłać maleńki mentalny sygnał. Jeśli sygnał jest pozytywny, z szeregu występuje Pan Zwycięski i zabiera się do pracy. Podobnie negatywny sygnał sprawia, że zaczyna działać Pan Porażka.

Aby uświadomić sobie, jak tych dwóch brygadzistów pracuje dla ciebie, wykonaj następujący test. Powiedz sobie: „Co za paskudny dzień”. Takie stwierdzenie da sygnał do działania Panu Porażce, który wyprodukuje kilka faktów dowodzących, że masz rację. Zasugeruje ci, że dzisiaj jest zbyt ciepło lub zbyt zimno, że w takim dniu interesy się nie udają, sprzedaż spada, ludzie będą nerwowi, zostaniesz skrytykowany, a twoja żona będzie w kapryśnym nastroju. Pan Porażka jest niesamowicie skuteczny. Już po kilku chwilach jesteś przekonany. To jest zły dzień. Zanim się obejrzysz, masz przerąbany dzień.

A teraz powiedz sobie: „Dzisiaj jest dobry dzień”, a Pan Zwycięski ruszy do akcji. Powie ci: „ To wspaniały dzień. Powietrze jest orzeźwiające. Zycie jest piękne. Dziś uda ci się wykonać kawał dobrej roboty”. A wtedy rzeczywiście to będzie dobry dzień.

W taki sam sposób, w jaki Pan Porażka pokaże ci, dlaczego nie możesz sprzedać czegoś Smithowi, Pan Zwycięski udowodni ci, że możesz tego dokonać. Pan Porażka będzie cię zapewniał, że poniesiesz porażkę, podczas gdy Pan Zwycięski pokaże ci, dlaczego odniesiesz sukces. Pan Porażka przygotuje świetne argumenty przeciwko Tomowi, podczas gdy Pan Zwycięski pokaże ci mnóstwo powodów, dla których lubisz Toma.

Im więcej pracy dajesz jednemu z tych dwóch brygadzistów, tym silniejszy się staje. Jeśli Pan Porażka pracuje częściej, zatrudnia nowy personel i zajmuje coraz więcej przestrzeni w twoim umyśle. W końcu zaś przejmie całkowitą kontrolę nad działem produkcji myśli i w efekcie wszystkie twoje myśli będą miały negatywny charakter.

Jedyną mądrą rzeczą, jaką możesz zrobić, jest zwolnienie Pana Porażki. Nie potrzebujesz go. Przecież nie chcesz, by wciąż mówił ci, czego nie potrafisz, do czego nie jesteś gotowy i tak dalej. Pan Porażka nie chce pomóc ci dotrzeć tam, dokąd pragniesz się dostać, więc po prostu wylej go z pracy.

W zamian za to w 100% wykorzystaj Pana Zwycięskiego. Kiedy jakaś myśl pojawia się w twoim umyśle, poproś Pana Zwycięskiego, aby nad nią popracował. On pokaże ci, jak możesz odnieść sukces.

Do jutra o tej samej porze w USA przyjdzie na świat kolejne 11 500 konsumentów. Populacja rośnie w rekordowym tempie. W najbliższych dziesięciu latach, według ostrożnych szacunków, w Stanach Zjednoczonych przybędzie 35 milionów mieszkańców. Odpowiada to łącznej populacji naszych pięciu największych metropolii: Nowego Jorku, Chicago, Los Angeles, Detroit i Filadelfii. Wyobraź to sobie!

Nowe gałęzie przemysłu, nowe przełomy naukowe, rosnące rynki – wszystko to oznacza nowe możliwości. To dobre wiadomości. Żyjemy w wymarzonych czasach!

Wszystkie te prognozy stawiają szereg wymagań dla ludzi na szczycie każdej sfery życia – ludzi, którzy posiadają najwyższą zdolność do wpływania na innych, kierowania ich pracą, służenia im swoimi zdolnościami liderskimi. A ludzie, którzy znajdą się na przywódczych stanowiskach, są dorośli lub prawie dorośli już teraz. Jedną z tych osób jesteś ty.

Gwarancja boomu nie jest oczywiście gwarancją sukcesu osobistego. Stany Zjednoczone zawsze szybko się rozwijały. Jednak zaledwie krótki rzut oka wystarczy, by dostrzec, że miliony ludzi — tak naprawdę większość z nich — walczą, lecz nie odnoszą prawdziwego sukcesu. Większość wciąż haruje w przeciętności mimo rekordowych możliwości dwóch ostatnich dekad. Podobnie w nadchodzącym okresie boomu większość ludzi nadal będzie martwić się, obawiać, czołgać się przez życie w poczuciu bycia nieważnym, niedocenianym, niezdolnym do spełnienia swoich marzeń. W rezultacie praca przyniesie im niewielkie wynagrodzenie i niewielkie szczęście.

Ci, którzy przemieniają możliwości w wynagrodzenie (i pozwól mi powiedzieć, że szczerze wierzę, iż jesteś jednym z nich, jako że w innym wypadku liczyłbyś na szczęście i nie zawracałbyś sobie głowy tą książką), będą należeć do tych mądrych ludzi, którzy uczą się, jak myśleć, by osiągnąć sukces.

Wejdź. Drzwi do sukcesu są otwarte szerzej niż kiedykolwiek wcześniej. Nastaw się na to, że zamierzasz dołączyć do tej grupy wybranych, którzy otrzymują od życia to, czego pragną.

Oto pierwszy krok do sukcesu. Podstawowy krok. Nie można go uniknąć. Krok Pierwszy: Uwierz w siebie, uwierz, że możesz odnieść sukces.

Jak rozwijać siłę wiary

Poniżej znajdziesz trzy wskazówki pomocne w zdobywaniu i umacnianiu siły swojej wiary:

Myśl

jak

zwycięzca, nie jak przegrany. W pracy, w domu zastąp myślenie przegranego myśleniem zwycięzcy. Kiedy zmagasz się z trudną sytuacją, myśl: „Wygram”, zamiast: „Prawdopodobnie przegram”. Kiedy z kimś rywalizujesz, myśl: „Jestem jednym z najlepszych”, a nie: „On mnie przewyższa o klasę”. Kiedy pojawia się jakaś możliwość, myśl: „Mogę to zrobić”, nigdy: „Nie potrafię”. Pozwól kluczowej myśli „Osiągnę sukces” zdominować twój proces myślowy. Myślenie nastawione na sukces ćwiczy twój umysł w tworzeniu planów, które prowadzą do sukcesu. Myślenie o porażce działa dokładnie odwrotnie. Myślenie skoncentrowane na porażce powoduje, że umysł tworzy inne myśli, które prowadzą do porażki.

Przypominaj

sobie regularnie, że jesteś lepszy niż ci się wydaje. Ludzie sukcesu nie są supermenami. Sukces nie wymaga superinteligencji. W sukcesie nie ma też nic mistycznego. A ponadto sukces nie zależy od szczęścia. Ludzie sukcesu to po prostu całkiem zwyczajni goście, którzy rozwinęli wiarę w siebie i w to, co robią. Nigdy – naprawdę

nigd

y

nie

sprzedawaj się tanio.

Wierz

na wielką skalę. Rozmiar twojego sukcesu zależy od wielkości twojej wiary. Jeśli będziesz myśleć o małych celach, oczekuj małych osiągnięć. Myśl o wielkich celach, a osiągniesz wielki sukces. Pamiętaj również o tym, że wielkie idee i wielkie plany są często łatwiejsze – a z całą pewnością nie bardziej wymagające – niż małe idee i małe plany.

Ralph J. Cordiner, przewodniczący zarządu General Electric, na konferencji poświęconej przywództwu wygłosił następujące słowa: „Od każdego człowieka, który aspiruje do bycia liderem, oczekujemy – dla niego samego i dla jego firmy – determinacji do podjęcia własnego programu rozwoju osobistego. Nikt nie ma zamiaru żądać od kogoś, by ten się rozwijał. (…) To, czy wlecze się z tyłu, czy idzie do przodu w swojej specjalności, zależy od jego indywidualnych starań. Rozwój wymaga czasu, pracy i poświęceń. Nikt nie podejmie ich za ciebie”.

Rada pana Cordinera jest rozsądna i praktyczna. Wykorzystaj ją. Ludzie, którzy stali się najlepsi w zarządzaniu firmą, sprzedaży, jako inżynierowie, działacze religijni, pisarze, aktorzy czy w jakimkolwiek innym działaniu, osiągnęli to dzięki systematycznemu i nieprzerwanemu realizowaniu planu rozwoju osobistego i postępu.

Każdy program szkoleniowy — a jednym z nich jest właśnie ta książka — powinien zawierać trzy elementy. Po pierwsze, musi wskazywać, co należy robić. Po drugie, musi przekazywać metodę, jak tego dokonać. A po trzecie, musi się sprawdzić, czyli przynosić spodziewane rezultaty.

Pierwszy element – „co robić” — twojego osobistego szkolenia z sukcesu opiera się na postawach i technikach ludzi sukcesu. Jak zarządzają swoim własnym zachowaniem? Jak pokonują trudności? Jak zapracowują na szacunek innych? Co odróżnia ich od zwykłych ludzi? W jaki sposób myślą?

Element„Jak tego dokonać?” twojego planu rozwoju to zestaw konkretnych wskazówek. Znajdziesz je w każdym rozdziale tej książki. Te wskazówki są naprawdę pomocne. Zastosuj je, a się przekonasz.

A co z najważniejszą częścią szkolenia — rezultatami? Pełna zaangażowania, systematyczna realizacja przedstawionego tutaj programu doprowadzi cię do sukcesu na skalę, która obecnie może wydać ci się nieprawdopodobna. Rozbity na powyższe elementy, twój osobisty program szkoleniowy z zakresu sukcesu przyniesie ci serię nagród: większy szacunek ze strony twojej rodziny, podziw przyjaciół i współpracowników, poczucie bycia potrzebnym, bycia kimś, wysoki status społeczny, wyższe zarobki i wyższy standard życia.

Twoje szkolenie opiera się na samodzielnym zarządzaniu. Nikt nie będzie stał nad tobą i mówił ci, co i jak masz robić. Niniejsza książka będzie twoim przewodnikiem, jednak tylko ty możesz siebie zrozumieć. Tylko ty możesz wymagać od siebie zastosowania tego programu. Tylko ty możesz ocenić swoje postępy. Tylko ty możesz korygować swoje działania, jeśli przydarzą ci się drobne pomyłki. Krótko mówiąc, tylko ty możesz wyszkolić się do osiągania coraz większych i większych sukcesów.

Posiadasz już w pełni wyposażone laboratorium, w którym możesz pracować i uczyć się. Twoje laboratorium to całe twoje środowisko. Twoje laboratorium składa się z otaczających cię ludzi. Laboratorium to dostarcza ci wszystkich możliwych przykładów ludzkich działań. I nie ma ograniczeń w tym, czego możesz się nauczyć, jeśli popatrzysz na siebie jak na naukowca pracującego w swoim laboratorium. Czegóż chcieć jeszcze — nie musisz już nic kupować, nie musisz opłacać czynszu, nie ma żadnych innych opłat. Możesz używać tego laboratorium, ile tylko zechcesz – za darmo!

Jako dyrektor twego laboratorium będziesz chciał robić to, co robi każdy naukowiec: obserwować i eksperymentować.

Czy nie dziwi cię, że większość ludzi tak słabo rozumie działania innych, mimo iż przez całe życie są otoczeni ludźmi? Większość ludzi nie ćwiczy się w obserwowaniu. Jednym z ważnych celów tej książki jest nauczyć cię obserwować oraz rozwijać pogłębione spojrzenie na ludzkie działania. Zechcesz zadać sobie pytania typu: „Dlaczego John odnosi tyle sukcesów, Tom zaś ledwie daje sobie radę?”; „Dlaczego niektórzy ludzie mają wielu przyjaciół, a inni zaledwie kilku?”; „Dlaczego niektórzy ludzie bez problemu akceptują to, co mówi im jakaś osoba, ignorują zaś inną, która mówi im dokładnie to samo?”.

Kiedy przejdziesz szkolenie, będziesz posiadaczem cennych informacji – wyłącznie dzięki bardzo prostemu procesowi obserwacji.

Poniżej znajdziesz dwie konkretne propozycje, które pomogą ci stać się doświadczonym obserwatorem. Wybierz ze swojego otoczenia osobę, która odnosi największe sukcesy, oraz najbardziej przegraną osobę, jaką znasz. Następnie, tak jak to pokazuje ta książka, obserwuj, jak dokładnie twój przyjaciel, będący człowiekiem sukcesu, przestrzega zasad osiągania sukcesu. Zwróć również uwagę, jak analiza dwóch skrajnych przypadków pomaga ci dostrzec niezaprzeczalną mądrość prawd zawartych w tej książce.

Każdy twój kontakt z innymi ludźmi stwarza ci szansę zaobserwowania zasad osiągania sukcesu w działaniu. Twoim zadaniem jest uczynić udane działania twoją codziennością. Im więcej ćwiczymy, tym szybciej działanie w pożądany sposób stanie się naszą drugą naturą.

Większość z nas ma przyjaciół, którzy w ramach hobby hodują coś w ogródku. Wielokrotnie słyszeliśmy, jak mówią coś w rodzaju: „Patrzenie, jak rośliny rosną, jest niesamowite. Spójrz, jak reagują na nawóz i wodę. Zobacz, o ile większe są w porównaniu z ubiegłym tygodniem”.

Oczywiście, niesamowicie jest obserwować, co dzieje się, kiedy człowiek z wyczuciem współpracuje z przyrodą. Jednak nie jest to nawet w dziesiątej części tak fascynujące, jak obserwowanie samego siebie, reagującego na własny, z wyczuciem administrowany program zarządzania myślami. Świetnie jest czuć, jak robimy postępy – stajemy się bardziej pewni siebie, bardziej efektywni; dzień za dniem, miesiąc po miesiącu rozwijają się w nas ludzie sukcesu. Nic – absolutnie nic – w tym życiu nie da ci więcej satysfakcji niż świadomość, że jesteś na drodze do sukcesu. I nic nie stanowi większego wyzwania niż osiągnięcie go samodzielnie.

2 WYLECZ SIĘ Z WYMÓWKOZY – CHOROBY NIEPOWODZENIA

- Jeśli postanowiłeś osiągnąć sukces, obiektem twoich obserwacji będą ludzie. Będziesz obserwował ich bardzo uważnie, aby odkryć, a następnie zastosować w swoim życiu zasady zapewniające sukces. I musisz zacząć to robić natychmiast.

Pogłębiaj swoje obserwacje ludzi, a odkryjesz, że ludzie przegrani cierpią na chorobę myśli niszczącą umysł. Chorobę tę nazwaliśmy „wymówkozą”. Każda porażka jest związana z zaawansowaną formą tej choroby. A większość „przeciętnych” ludzi stanowi co najmniej łagodne jej przypadki.

Odkryjesz, że to właśnie wymówkozą stanowi klucz do wyjaśnienia różnicy między osobą, która dokądś zmierza, a kimś, kto ledwie daje sobie radę. Zobaczysz, że ta osoba, która odnosi więcej sukcesów, ma mniejszą skłonność do szukania wymówek.

Natomiast człowiek, który zmierza donikąd i nie wie, dokąd chce dotrzeć, zawsze ma mnóstwo powodów, by wytłumaczyć swoją sytuację. Osoby z miernymi osiągnięciami są szybkie w odpowiadaniu, dlaczego czegoś nie zrobiły, nie robią, nie mogą czy nie są w stanie.

Przeanalizuj życie ludzi odnoszących sukcesy, a odkryjesz, że wszystkie wymówki wygłaszane przez osoby przeciętne mogły być, ale nie były, wygłaszane przez ludzi cieszących się powodzeniem.

Nigdy nie spotkałem (ani nie słyszałem o takim) odnoszącego naprawdę wielkie sukcesy kierownika firmy, oficera, sprzedawcy, fachowca, lidera w jakiejkolwiek dziedzinie, który nie mógłby znaleźć jednej lub więcej wymówek, za którymi mógłby się ukryć. Roosevelt cierpiał na niedowład nóg; Truman mógł się usprawiedliwiać brakiem wykształcenia; Kennedy mógł powiedzieć: „Jestem za młody, aby być prezydentem”; Johnson i Eisenhower jako argumentu mogli użyć ataku serca.

Jak każda choroba, wymówkoza pogarsza się, jeśli nie jest odpowiednio leczona. Ofiara tej choroby myśli przechodzi przez następujący proces umysłowy: „Nie idzie mi tak dobrze, jak powinno. Czego mogę użyć jako alibi, które pomogłoby mi zachować twarz? Pomyślmy: słabe zdrowie? Brak wykształcenia? Za stary? Za młody? Pech? Osobiste niepowodzenie? Zona? Wychowanie?”.

Kiedy już ofiara tej choroby wybierze „dobrą” wymówkę, uczepia się jej, a następnie zdaje się na nią w tłumaczeniu samej sobie i innym, dlaczego nie idzie do przodu.

A za każdym razem, kiedy chory używa wymówki, zostaje ona głębiej osadzona w jego podświadomości. Myśli, zarówno pozytywne, jak i negatywne, stają się silniejsze, kiedy są „użyźniane” ciągłym powtarzaniem. Na początku ofiara wymówkozy zdaje sobie sprawę, że jej alibi jest w większym lub mniejszym stopniu kłamstwem. Jednak im częściej je powtarza, tym bardziej jest przekonana, że alibi to jest prawdziwym powodem tego, że nie odnosi sukcesów, choć mogłaby.

Zatem pierwszym krokiem w twoim indywidualnym programie osiągnięcia sukcesu poprzez zmianę myślenia jest zaszczepienie się przeciwko wymówkozie, chorobie niepowodzenia.

Cztery najczęstsze formy wymówkozy

Wymówkoza występuje w bardzo wielu formach, jednak najgorsze jej rodzaje to wymówkoza zdrowia, wymówkoza inteligencji, wymówkoza wieku i wymówkoza szczęścia. Zobaczmy zatem, jak możemy się zabezpieczyć przed tymi czterema dolegliwościami.

1. „Niestety, z moim zdrowiem nie jest dobrze…”

Wymówkoza zdrowia obejmuje wymówki od przewlekłych: „Nie czuję się dobrze” do bardziej konkretnych: „Cierpię na taką a taką dolegliwość”.

„Złe” zdrowie, w tysiącu różnych odmianach, jest używane jako wymówka braku robienia tego, co dana osoba chce robić: niebrania na siebie większej odpowiedzialności, niezarabiania większej ilości pieniędzy, nieosiągania sukcesu.

Na ten typ wymówkozy cierpią miliony osób. Ale czy jest to, w większości przypadków, uzasadnione usprawiedliwienie? Pomyśl przez chwilę o znanych ci osobach, które odniosły duży sukces i które mogą wykorzystywać zdrowie jako wymówkę, ale tego nie robią.

Moi przyjaciele lekarze i chirurdzy zapewniają mnie, że idealny okaz dorosłego człowieka nie istnieje. U każdego można znaleźć jakąś fizyczną nieprawidłowość. Wielu poddaje się, częściowo lub całkowicie usprawiedliwiając się słabym zdrowiem, ale ludzie nastawieni na sukces tego nie robią.

Pewnego popołudnia doświadczyłem dwóch wydarzeń, które ilustrują poprawne i nieprawidłowe podejście do zdrowia. Właśnie skończyłem wykład w Cleveland. Po pewnym czasie jakiś mężczyzna, koło trzydziestki, poprosił mnie o rozmowę na osobności. Pogratulował mi wystąpienia, następnie powiedział: „Obawiam się, że pana pomysły nie mogą mi pomóc”.

„Widzi pan — kontynuował — z moim sercem nie jest najlepiej, więc muszę na siebie uważać”. I dalej wytłumaczył mi, że był u czterech lekarzy, ale ci nie potrafili, niestety, zdiagnozować jego dolegliwości. Zapytał mnie, co bym mu poradził.

„Cóż – rzekłem – nic nie wiem o chorobach serca, ale radziłbym, jak laik laikowi, zrobić trzy rzeczy. Najpierw odwiedziłbym najlepszego specjalistę od serca, jakiego zdołałbym znaleźć, i zaakceptował jego diagnozę jako rozstrzygającą. Pan widział się już z czterema lekarzami i żaden z nich nie znalazł niczego szczególnego w pana sercu. Niech wizyta u piątego lekarza będzie tą ostatnią. Równie dobrze przecież może pan mieć idealny ton serca. Jeśli natomiast będzie pan nadal martwił się o to, ostatecznie może pan nabawić się naprawdę poważnej dolegliwości serca. Ciągłe doszukiwanie się choroby może w końcu doprowadzić do choroby.

Drugą rzeczą, jaką bym polecił, jest przeczytanie świetnej książki dr. Schindlera, How to Live 365 Days a Year (Jak przeżyć 365 dni w roku). W swojej publikacji dr Schindler wykazuje, że trzy spośród czterech łóżek szpitalnych są zajmowane przez osoby cierpiące na chorobę wywołaną przez emocje. Niech pan sobie wyobrazi: trzy na cztery osoby, które są w tej chwili chore, mogłyby być zdrowe, gdyby wiedziały, jak radzić sobie ze swoimi emocjami. Niech pan przeczyta książkę Schindlera i opracuje własny program »zarządzania emocjami«.

Po trzecie, postanowiłbym żyć aż do śmierci”. I dalej wyjaśniłem temu zmartwionemu człowiekowi pewną rozsądną radę, którą otrzymałem wiele lat temu od mojego przyjaciela prawnika, który chorował kiedyś na gruźlicę. Mój przyjaciel wiedział, że powinien prowadzić uregulowane życie, ale to nie przeszkodziło mu prowadzić praktykę prawniczą, wykarmić sporą rodzinę i cieszyć się życiem. Mój znajomy, który ma teraz siedemdziesiąt osiem lat, wyraża swoją filozofię w następujących słowach: „Zamierzam żyć aż do śmierci, więc nie chcę mieszać życia i śmierci. Dopóki jestem na tym świecie, zamierzam żyć. Po co być tylko w połowie żywym? Każdą minutę, którą spędzamy na martwieniu się umieraniem, możemy równie dobrze spędzić jako nieżywi”.

W tym momencie musiałem przerwać, ponieważ spieszyłem się na samolot do Detroit. W samolocie spotkało mnie drugie, bardziej przyjemne doświadczenie. Kiedy już wystartowaliśmy i hałas ucichł, usłyszałem dźwięk tykania. Trochę zaskoczony, spojrzałem na faceta siedzącego obok mnie, ponieważ dźwięk wydawał się wydobywać właśnie z niego.

Mój towarzysz uśmiechnął się szeroko i powiedział: „To nie bomba, to tylko moje serce”. Musiałem wyglądać na zdziwionego, więc przystąpił do wyjaśniania mi, co mu się przytrafiło.

Dokładnie dwadzieścia jeden dni wcześniej był poddany operacji, która polegała na umieszczeniu w jego sercu plastikowej zastawki. Dźwięk tykania, tłumaczył, będzie słyszalny przez kilka miesięcy, zanim sztuczna zastawka nie obrośnie nową tkanką. Zapytałem go, co zamierza robić.

„Cóż – powiedział – mam wielkie plany. Kiedy wrócę do Minnesoty, zamierzam studiować prawo. Kiedyś, mam nadzieję, będę pracował dla rządu. Lekarze powiedzieli mi, że przez parę miesięcy muszę się oszczędzać, ale potem mam być jak nowy”.

Przedstawiłem dwa podejścia do problemów ze zdrowiem. Pierwszy mężczyzna nie był nawet pewien, czy w jego organizmie istnieje jakaś nieprawidłowość, a mimo to był zmartwiony, przybity, na drodze do klęski; potrzebował czyjejś akceptacji tego, że nie potrafi iść do przodu. Drugi, po przejściu jednej z najbardziej skomplikowanych operacji, był optymistyczny, gotowy do działania. Różnica tkwi w podejściu tych dwóch osób do zdrowia!

Miałem też bardzo bezpośrednie doświadczenie z wymówkozą zdrowia. Jestem cukrzykiem. Tuż po tym, jak odkryłem, że cierpię na tę przypadłość (jakieś pięć tysięcy zastrzyków temu), byłem ostrzegany: „Cukrzyca jest stanem fizycznym, ale największą szkodę powoduje negatywne podejście do niej. Jeśli będziesz się tym zamartwiał, doczekasz się prawdziwych kłopotów”.

Oczywiście, odkąd odkryłem moją własną cukrzycę, poznałem bardzo wielu innych cukrzyków. Pozwól, że opowiem o dwóch skrajnych przypadkach. Jeden ze znanych mi diabetyków cierpi na bardzo łagodny przypadek tej choroby, a należy do bractwa żywych trupów. Owładnięty obsesyjnym strachem związanym z pogodą, jest zazwyczaj absurdalnie ciepło ubrany. Boi się infekcji, więc unika wszystkich, którzy choć trochę pociągają nosem. Obawia się nadmiernego wysiłku, więc nie robi prawie niczego. Poświęca większość swojej energii umysłowej na martwienie się o to, co może się zdarzyć. Zanudza innych, opowiadając im, „jak naprawdę straszny” jest jego problem. Okazuje się, że jego prawdziwą chorobą nie jest cukrzyca; raczej jest on ofiarą wymówkozy zdrowia. Rozczula się nad sobą, w efekcie stając się inwalidą.

Druga skrajność to kierownik działu w dużym wydawnictwie, który cierpi na ciężki przypadek cukrzycy. Bierze mniej więcej trzydzieści razy więcej insuliny niż mężczyzna opisany wcześniej. A jednak nie żyje tak jakby był chory. Cieszy się swoją pracą i czerpie radość z życia. Pewnego dnia powiedział mi: „Oczywiście, jest to niedogodność, podobnie jak golenie. Ale nie zamierzam pozwolić, aby moje myśli wpakowały mnie do łóżka. Kiedy biorę te zastrzyki, oddaję chwałę tym, którzy wynaleźli insulinę”.

Mój dobry przyjaciel, znany nauczyciel w college’u, w 1945 roku wrócił do domu z Europy bez jednej ręki. Mimo swojej ułomności John jest ciągle uśmiechnięty i zawsze pomaga innym. Jest tak optymistyczny, jak wszyscy inni moi znajomi. Któregoś dnia ucięliśmy sobie długą pogawędkę na temat jego niepełnosprawności.

„To tylko jedna ręka — powiedział. — Oczywiście, lepiej mieć dwie niż jedną, ale odcięto mi tylko rękę. Mój duch jest w 100% nienaruszony i jestem z tego powodu naprawdę wdzięczny”.

Inna osoba po amputacji jest znakomitym golfistą. Pewnego dnia zapytałem go, jak udało mu się stworzyć niemal doskonały styl z jedną tylko ręką. Wskazałem, że większość dwuręcznych golfistów nie potrafi grać nawet prawie tak dobrze. Jego odpowiedź była bardzo znacząca. „Z mojego doświadczenia wynika — powiedział — że dobre nastawienie i jedna ręka zawsze wygrywają ze złym podejściem i dwiema rękami”. Dobre nastawienie i jedna ręka zawsze wygrywają ze złym podejściem i dwiema rękami. Zastanów się nad tym przez chwilę. Zasada ta obowiązuje nie tylko w golfie, ale i w każdym aspekcie życia.

Cztery rzeczy które możesz zrobić, aby pokonać wymówkozę zdrowia

Najlepsza szczepionka przeciwko temu typowi wymówkozy składa się z następujących czterech elementów:

Unikaj rozmawiania o zdrowiu. Im więcej mówisz o swojej dolegliwości, nawet o zwykłym przeziębieniu, tym gorsza się ona wydaje. Mówienie o chorobie jest jak nawożenie chwastów. A poza tym mówienie o swoim zdrowiu to zły zwyczaj. To nudzi innych. Sprawia, że wydajesz się egocentryczny i przypominasz starą pannę. Ludzie nastawieni na sukces zwalczają naturalną tendencję do mówienia o swoim „kiepskim stanie zdrowia”. Ktoś, kto nieustannie się skarży, może (pozwól, że podkreślę słowo

„może”)

pozyskać odrobinę sympatii, ale nie zdobędzie szacunku ani oddania.

Nie martw się o zdrowie. Dr Walter Alvarez, honorowy doradca w znanej na całym świecie Klinice Mayo, napisał niedawno: „Zawsze proszę osoby, które się zamartwiają, żeby ćwiczyły opanowanie. Na przykład, kiedy zobaczyłem tego człowieka (mężczyznę, który był pewien, że cierpi na chorobę pęcherzyka żółciowego, mimo iż osiem oddzielnych prześwietleń rentgenowskich wykazało, że organ ten jest najzupełniej normalny), błagałem go, żeby przestał prześwietlać swój pęcherzyk żółciowy. Prosiłem już setki ludzi o zdrowym sercu, żeby przestali robić sobie badanie EKG”.

Bądź prawdziwie wdzięczny, że twoje zdrowie jest w tak dobrym stanie. Jest takie stare powiedzenie, które warto często powtarzać: „Było mi przykro, ponieważ miałem zniszczone buty, dopóki nie spotkałem człowieka, który nie miał stóp”. Zamiast narzekać, zdecydowanie lepiej jest być zadowolonym, że jest się tak zdrowym, jak się jest. Bycie wdzięcznym za zdrowie, które się ma, to silna szczepionka przeciwko rozwinięciu się nowych bólów, strapień i wreszcie prawdziwej choroby.

Przypominaj sobie często: „Lepiej się zużyć, niż zardzewieć”. Życiem trzeba się cieszyć. Nie marnuj go. Nie trać go poprzez myślenie, które wpakuje cię do szpitalnego łóżka.

2. „Ale przecież do odniesienia sukcesu trzeba mieć głowę!”

Wymówkoza inteligencji, albo „brak głowy”, jest bardzo powszechną dolegliwością. W rzeczywistości jest tak powszechna, że prawdopodobnie nawet 95% otaczających nas ludzi cierpi na nią w różnym stopniu. W przeciwieństwie do większości innych rodzajów wymówkozy osoby dotknięte tym szczególnym typem choroby cierpią milcząco. Niewielu ludzi przyzna otwarcie, że uważa, iż brakuje im inteligencji. Przeżywają to raczej w głębi duszy.

Większość z nas popełnia dwa podstawowe błędy w odniesieniu do inteligencji:

Nie doceniamy możliwości naszego umysłu.

Przeceniamy inteligencję innych ludzi.

Z powodu tych błędów wielu ludzi sprzedaje się tanio. Nie dają sobie rady w trudnych sytuacjach, ponieważ „to wymaga rozumu”. A obok nich idzie facet, który nie przejmuje się swoją inteligencją, i to on dostaje pracę.

Tym, co naprawdę się liczy, nie jest twój poziom inteligencji, ale to, jak używasz tego, czym jesteś obdarzony. Myślenie, że kierowanie swoją inteligencją jest o wiele ważniejsze od wielkości umysłu. Pozwól, że powtórzę, ponieważ to jest naprawdę ważne: myślenie, że kierowanie swoją inteligencją jest o wiele ważniejsze niż wielkość umysłu.

Odpowiadając na pytanie: „Czy pana dziecko będzie naukowcem?”, dr Edward Teller, jeden z naszych czołowych fizyków, odpowiedział: „Dziecko nie potrzebuje piorunująco szybkiego umysłu, żeby być naukowcem, ani cudownej pamięci, ani nawet wysokich stopni w szkole. Liczy się tylko to, czy dziecko jest naprawdę zainteresowane nauką”.

Zainteresowanie, entuzjazm — to decydujące czynniki, nawet w nauce!

Z pozytywnym, optymistycznym nastawieniem i chęcią do współpracy osoba o poziomie IQ wynoszącym 100 zarobi więcej pieniędzy, zyska więcej szacunku i osiągnie więcej sukcesów niż osoba z IQ 120 z negatywnym, pesymistycznym i nieskorym do współpracy podejściem.

Posiadanie wystarczającej wytrwałości potrzebnej do pracy nad czymś – trudnym zadaniem, projektem – tak długo, aż nie zostanie to zakończone, opłaca się o wiele bardziej niż posiadanie bezproduktywnej inteligencji, nawet kalibru geniusza.

Konsekwencja w działaniu stanowi 95% sukcesu.

W zeszłym roku podczas świętowania powrotu do domu spotkałem kolegę z college’u, którego nie widziałem od dziesięciu lat. Chuck był bardzo zdolnym studentem i ukończył szkołę z wyróżnieniem. Kiedy widziałem go po raz ostatni, jego celem było prowadzenie własnego biznesu w zachodniej Nebrasce.

Zapytałem go zatem, jaki rodzaj firmy założył.

„Cóż — wyznał — nie zająłem się swoim własnym biznesem. Jeszcze pięć lat temu, a nawet rok temu, nie powiedziałbym tego nikomu, ale teraz jestem już gotowy o tym rozmawiać.

Kiedy wracam myślami do czasów college-u, zdaję sobie sprawę, że stałem się ekspertem od powodów, dlaczego pomysł na interes może nie wypalić. Opowiedziano mi o wszystkich możliwych do wyobrażenia pułapkach, wszystkich przyczynach, dla których mały biznes może ponieść porażkę: »Musisz mieć duży kapitał«; »Musisz upewnić się, że cykl koniunkturalny jest sprzyjający«; »Czy na pewno jest duży popyt na to, co będziesz sprzedawał?^ »Czy sytuacja miejscowego przemysłu jest stabilna?« – tysiąc jeden czynników do sprawdzenia.

Najbardziej bolesny jest dla mnie fakt, że wielu moich starych kumpli ze szkoły średniej, którzy nigdy nie sprawiali wrażenia zbyt bystrych ani nawet nie chodzili do college’u, teraz jest bardzo dobrze ustawionych w swoich własnych firmach. A ja… Ja haruję, sprawdzając rachunki dostaw towarów. Gdybym był trochę więcej uczony tego, dlaczego małe przedsiębiorstwo może odnieść sukces, dziś byłbym lepszy we wszystkim”.

Myślenie, które kierowało inteligencją Chucka, okazało się o wiele ważniejsze niż jej poziom.

Dlaczego niektórzy wybitni ludzie przegrywają? Przez wiele lat przyjaźniłem się z osobą, którą zakwalifikowałbym do geniuszy, która miała wysoko rozwiniętą zdolność rozumienia abstrakcji i która była członkiem Phi Beta Kappa[4]. Jednak mimo swojej bardzo wysokiej wrodzonej inteligencji człowiek ten jest jednym z najbardziej niewydarzonych ludzi, jakich znam. Ma przeciętną pracę (obawia się odpowiedzialności). Nigdy się nie ożenił (przecież wiele małżeństw kończy się rozwodem). Ma mało przyjaciół (ludzie go nudzą). Nigdy w nic nie zainwestował (a jeśli straci pieniądze?). Człowiek ten używa swoich olbrzymich możliwości umysłowych do wymyślania powodów, dlaczego nic mu nie wyjdzie, a nie do szukania dróg do odniesienia sukcesu.

Z powodu negatywnego myślenia, które kieruje jego wielkimi zasobami umysłowymi, człowiek ten bardzo mało wnosi i niczego nie tworzy. Z innym podejściem mógłby dokonywać naprawdę wielkich rzeczy. Posiada przecież rozum, który pozwala mu osiągnąć olbrzymi sukces. Brakuje mu jednak siły myślenia.

Inna dobrze znana mi osoba dostała powołanie do wojska krótko po uzyskaniu stopnia doktora na jednym z przodujących nowojorskich uniwersytetów. Jak mężczyzna ten spędził swoje trzy lata w armii? Nie jako oficer. Nie jako ekspert. Zamiast tego przez trzy lata prowadził ciężarówkę. Dlaczego? Z powodu nieodpowiedniego stosunku do innych żołnierzy („Jestem od nich lepszy”), do zasad i procedur obowiązujących w armii („Są głupie”), do dyscypliny („To mnie nie dotyczy”) i właściwie do wszystkiego, nie wyłączając jego samego („Ależ jestem głupi, że nie wymyśliłem sposobu na uniknięcie tego bagna”).

Mężczyzna ten nie pozyskał sobie niczyjego szacunku. Cały jego ogromny zapas wiedzy leży odłogiem. Jego negatywna postawa zmieniła go w pariasa.

Pamiętaj: myślenie, które kieruje twoją inteligencją, jest o wiele ważniejsze od tego, jaki jest poziom twojego IQ. Nawet tytuł doktora nie umniejsza znaczenia tego podstawowego prawa rządzącego sukcesem!

Kilka lat temu stałem się bliskim przyjacielem Phila F., jednej z osób zarządzających dużą agencją reklamową. Phil był dyrektorem działu zajmującego się badaniem rynku i wykonywał naprawdę dobrą robotę.

Czy Phil był wybitny? Zdecydowanie nie. Phil nie wiedział prawie nic o technikach badań. Ani o statystykach. Nie ukończył nawet college’u (choć wszyscy jego pracownicy byli posiadaczami dyplomów). Na dodatek Phil nawet nie udawał, że zna się na technicznej stronie badań. Co zatem pozwalało Philowi cieszyć się 30 000 dolarów rocznie, podczas gdy żaden z jego podwładnych nie zarabiał nawet 10 000 dolarów?

Oto odpowiedź: Phil był „ludzkim inżynierem”. Był w 100% pozytywny. Potrafił zainspirować innych, kiedy zdarzył im się gorszy dzień. Phil był entuzjastyczny i generował entuzjazm. Znał się na ludziach, a ponieważ potrafił naprawdę zrozumieć, co ich wkurza, lubił ich.

Nie jego rozum, ale to, jak go wykorzystywał, sprawiło, że był trzy razy bardziej cenny dla swojej firmy niż człowiek, który cieszył się wyższym ilorazem inteligencji.

Spośród każdych 100 osób, które zapisały się do college’u, kończy go mniej niż 50. Dane te tak mnie zdumiały, że o ich wytłumaczenie poprosiłem dyrektora ds. rekrutacji na dużym uniwersytecie.

„Nie chodzi o niewystarczającą inteligencję – powiedział. – Nie przyjmujemy ludzi, którzy nie posiadają wystarczających zdolności. Nie chodzi też o pieniądze. Prawdziwym powodem jest podejście. Byłby pan zaskoczony – kontynuował – wiedząc, jak wielu młodych ludzi przerywa edukację, bo nie lubi swoich profesorów, przedmiotów, które musi zaliczyć, i kolegów.

Ten sam powód, czyli negatywne myślenie, wyjaśnia, dlaczego drzwi do kierowniczych stanowisk są zamknięte dla tak wielu menedżerów niższego szczebla. Nieprzyjazna, negatywna, pesymistyczna, deprecjonująca postawa bardziej niż niewystarczająca inteligencja hamuje tysiące młodych menedżerów. Pewien dyrektor powiedział mi: „Rzadko zdarza nam się pomijać przy awansie młodych pracowników z powodu braku zdolności. Prawie zawsze chodzi o postawę”.

Kiedyś zostałem zatrudniony przez towarzystwo ubezpieczeniowe. Moim zadaniem było dowiedzenie się, dlaczego najlepsze 25% agentów sprzedawało ponad 75% ubezpieczeń, podczas gdy najgorsze 25% sprzedawało tylko 5% całej puli.

Sprawdziliśmy dokładnie tysiące akt pracowników. Badanie dowiodło, że poza wszelką wątpliwością nie ma znaczącej różnicy we wrodzonej inteligencji pracowników. Co więcej, różnic w skuteczności nie tłumaczyły również różnice w wykształceniu. Różnica między pracownikami, którzy odnosili duże sukcesy, a tymi, których wyniki były mierne, szła w parze z różnicą w podejściu lub inaczej — „zarządzaniu myślami”. Najlepsi mniej się martwili, byli bardziej entuzjastyczni i obdarzali innych szczerą sympatią.

Z ilością wrodzonych zdolności nie można zbyt dużo zrobić, ale z całą pewnością możemy zmienić sposób, w jaki ich używamy.

Wiedza to potęga — pod warunkiem że używasz jej w sposób konstruktywny. Blisko spokrewnione z wymówkozą inteligencji jest nieprawidłowe myślenie na temat wiedzy. Często słyszy się, że wiedza to potęga. Stwierdzenie to jest jednak tylko połową prawdy. Wiedza to zaledwie potencjalna potęga. Wiedza jest potęgą, pod warunkiem że jej używamy — i tylko wtedy, jeśli używamy jej w sposób konstruktywny.

Legenda głosi, że pewnego razu wielki uczony Einstein został zapytany, ile stóp mieści się w mili. Odpowiedź Einsteina brzmiała: „Nie wiem. Po co miałbym zaśmiecać mózg faktami, które mogę w dwie minuty znaleźć w każdej encyklopedii?”.

Einstein nauczył nas bardzo ważnej rzeczy. Uczony ten wiedział, że lepiej jest używać umysłu do myślenia, niż wykorzystywać go jako magazyn na fakty.

Kiedyś Henry Ford został zniesławiony przez „Chicago Tribune”. Gazeta ta nazwała go ignorantem. „Udowodnijcie to” — rzucił jej wyzwanie Ford.

„Tribune” zadała mu mnóstwo łatwych pytań, takich jak: „Kim był Benedict Arnold?”[5], „Kiedy miała miejsce wojna o niepodległość Stanów Zjednoczonych?”, na które Ford, który miał niewielkie formalne wykształcenie, nie potrafił odpowiedzieć.

W końcu, doprowadzony do rozpaczy, powiedział: „Nie znam odpowiedzi na te pytania, ale jestem w stanie w pięć minut znaleźć człowieka, który na nie odpowie”.

Henry Ford nigdy nie był zainteresowany zdobywaniem różnorodnej wiedzy, ponieważ miał świadomość tego, co wiedzą wszyscy świetni kierownicy: że umiejętność zdobycia informacji jest o wiele ważniejsza od używania umysłu jako magazynu na fakty.

Jak dużo wart jest człowiek-encyklopedia? Niedawno spędziłem bardzo interesujący wieczór z przyjacielem, który jest prezesem młodej, ale szybko rozwijającej się firmy produkcyjnej. Tak się złożyło, że w telewizji leciał właśnie jeden z najpopularniejszych teleturniejów. Facet, który odpowiadał na pytania, uczestniczył w grze już od kilku tygodni. Znał odpowiedzi na pytania ze wszystkich tematów, z których wiele sprawiało wrażenie absurdalnych.

Po tym, jak odpowiedział na szczególnie dziwaczne pytanie, dotyczące chyba gór w Argentynie czy czegoś takiego, mój gospodarz spojrzał na mnie i powiedział: „Jak myślisz, ile płaciłbym temu facetowi za pracę u mnie?”.

„Ile?” – zapytałem.

„Nie więcej niż 300 dolarów – i nie tygodniowo czy miesięcznie, ale przez całe życie. Przejrzałem go. Ten »ekspert« nie potrafi myśleć. On umie tylko zapamiętywać. Jest po prostu chodzącą encyklopedią, a z moich obliczeń wynika, że za 300 dolarów można kupić całkiem niezły komplet encyklopedii. A właściwie, to chyba za dużo. 90% tego, co wie ten gość, mogę znaleźć w almanachu za 2 dolary.

Wokół siebie – kontynuował – chciałbym widzieć ludzi, którzy potrafią rozwiązywać problemy, wymyślać nowe pomysły. Ludzi, którzy potrafią marzyć, a potem znajdować dla tych marzeń praktyczne zastosowanie. Myślący człowiek może zarobić u mnie pieniądze, człowiek-encyklopedia — nie”.

Trzy sposoby leczenia wymówkozy inteligencji

Trzy łatwe sposoby leczenia wymówkozy inteligencji to:

Doceń swoją inteligencję i nigdy nie przeceniaj inteligencji innych. Nie sprzedawaj się tanio. Skup się na swoich atutach. Odkryj swoje główne uzdolnienia. Pamiętaj: to nie wielkość twojego rozumu liczy się najbardziej. Największe znaczenie ma to, jak używasz swojego rozumu. Zamiast martwienia się o to, jak wysoki jest twój iloraz inteligencji, zarządzaj swoim umysłem.

Przypominaj sobie kilka razy dziennie: „Moja postawa jest o wiele ważniejsza od mojej inteligencji”. Zarówno w pracy, jak i w domu ćwicz pozytywne podejście. Zwracaj uwagę na powody, dla których możesz coś zrobić, a nie te, które sprawiają, że nie jesteś w stanie tego robić. Zbuduj w sobie „podejście zwycięzcy”. Wykorzystuj swoją inteligencję w sposób kreatywny i pozytywny. Używaj jej, aby znaleźć drogi do zwycięstwa, a nie do udowadniania, że ci się nie uda.

Pamiętaj, że umiejętność

myślenia

jest o wiele cenniejsza niż zdolność do zapamiętywania faktów. Używaj umysłu do tworzenia i rozwijania pomysłów, do znajdowania nowych, lepszych sposobów robienia wszystkiego. Zadaj sobie pytanie: „Czy używam moich możliwości umysłowych do tworzenia historii, czy raczej tylko do rejestrowania historii stworzonej przez innych?”.

3. „To nie ma sensu. Jestem za stary” (albo „za młody”).

Wymówkoza wieku, choroba objawiająca się tym, że ofiara nigdy nie jest we właściwym wieku, występuje w dwóch łatwych do odróżnienia formach: „Jestem za stary” i „Jestem za młody”.

Setki razy słyszeliśmy, jak ktoś, w każdym wieku, tłumaczy swoje nieszczególne osiągnięcia życiowe mniej więcej w taki sposób: „Jestem za stary (albo za młody), żeby się dostosować. Nie potrafię zrobić tego, co chcę robić albo co byłbym w stanie zrobić, z powodu wieku”.

Naprawdę zaskakujące jest, jak niewielu ludzi czuje, że jest „we właściwym” wieku. A to bardzo niedobrze. Wymówka wieku zamknęła drzwi do realnych możliwości tysiącom osób, które myślały, że ich wiek jest nieodpowiedni, więc nawet nie pofatygowały się, żeby spróbować.

Częstszą formą wymówkozy wieku jest odmiana „Jestem za stary”. Choroba ta roznosi się w ledwie uchwytny sposób. Telewizja emituje film fabularny o ważnym dyrektorze, który w wyniku fuzji traci pracę, a następnie nie może znaleźć innej, ponieważ jest za stary. Pan Dyrektor szuka pracy miesiącami, ale wciąż mu się nie udaje (w międzyczasie przez chwilę bierze nawet pod uwagę popełnienie samobójstwa), aż w końcu postanawia zracjonalizować sobie swoją sytuację i stwierdza, że tak naprawdę miło jest być na uboczu.

Popularne są komedie i artykuły prasowe na temat Dlaczego w wieku czterdziestu lat jesteś skończony — nie dlatego, że to, co jest w nich napisane, to prawda, ale dlatego, że przemawiają one do wielu zatroskanych umysłów szukających wymówki.

Jak uporać się z wymówkozą wieku

Wymówkoza wieku może być wyleczona. Parę lat temu, kiedy prowadziłem program szkoleniowy na temat sprzedaży, odkryłem znakomite serum, zarówno leczące tę chorobę, jak i przeciwdziałające jej nawrotowi.

Jedną z osób, które szkoliliśmy, był Cecil. Cecil, który miał czterdzieści lat, chciał zmienić zawód i zostać przedstawicielem producenta, ale uważał, że jest za stary. „Przecież – tłumaczył – musiałbym zaczynać od początku, a jestem na to za stary: mam czterdzieści lat”.

Wielokrotnie rozmawiałem z Cecilem o jego problemie „podeszłego wieku”. Używałem starych sposobów: „Jesteś tak stary, jakim się czujesz”, ale wiedziałem, że to do niczego nie prowadzi. (Zbyt często ludzie odparowują: „Ale ja czuję się stary!”).

Wreszcie odkryłem metodę, która działa. Pewnego dnia po sesji treningowej wypróbowałem ją na Cecilu. „Powiedz mi Cecilu, kiedy zaczyna się wiek produkcyjny człowieka?”.

Pomyślał kilka sekund i odpowiedział: „Hm, przypuszczam, że około dwudziestki”.

„Dobrze – powiedziałem — a teraz powiedz mi, kiedy kończy się jego okres wydajności?”.

„Cóż, jeśli utrzymuje się w dobrej formie i lubi swoją pracę, przypuszczam, że jest jeszcze całkiem użyteczny, kiedy ma siedemdziesiąt lat, a nawet więcej”.

„W porządku – powiedziałem – wielu starszych ludzi jest bardzo wydajnych po osiągnięciu wieku siedemdziesięciu lat, ale przyjmijmy zgodnie z tym, co powiedziałeś przed chwilą, że produktywny okres w życiu człowieka trwa od wieku dwudziestu lat do siedemdziesiątki. W tych granicach mieści się pięćdziesiąt lat, czyli pół wieku. A ty, Cecilu – mówiłem dalej – masz czterdzieści lat. Ile lat produktywnego życia już zużyłeś?”.

„Dwadzieścia” – odpowiedział Cecil.

„A ile ci jeszcze zostało?”

„Trzydzieści” – odparł.

„Innymi słowy, Cecilu, nie dotarłeś nawet do połowy drogi; zużyłeś tylko 40% swoich produktywnych lat”.