7,99 zł
Zastanawiasz się, jak kiedyś wyglądało dzieciństwo na wsi? Poznaj Maciusia Skowronka! Chłopiec przyszedł na świat pewnego zimowego dnia, gdy w powietrzu czuć było pierwsze oznaki wiosny. Już kolejnego dnia po narodzinach odbyły się chrzciny z uroczystym przyjęciem. A potem przyszedł czas na kolejne przygody! Maciuś, jak każde dziecko, stara się zrozumieć świat, choć nie zawsze mu się to udaje. Pierwsza kąpiel, zabawy z psiakiem i liczne tarapaty, w które wpada w pierwszych latach swojego życia, rozbawią czytelników w każdym wieku. To fascynująca podróż w przeszłość, do czasów, kiedy człowiek żył w całkowitej zgodzie z naturą.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 44
Janina Porazińska
Ilustrowała Anna Kopczyńska
Saga
Maciuś SkowronekZdjęcie na okładce: Shutterstock Copyright © 1937, 2020 Janina Porazińska i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788726623499
1. Wydanie w formie e-booka, 2020
Format: EPUB 3.0
Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.
SAGA jest wydawnictwem należącym do Lindhardt og Ringhof, spółki w grupie Egmont.
Chłopak urodził się w końcu lutego, na świętego Macieja. A że to mówią:
„Na święty Maciej lody
wróżą długie chłody,
a gdy płyną już strugą,
to i zimy niedługo”
— więc dość było tego dnia wyjść przed chatę a popatrzeć dookoła, aby zmiarkować, czy prędko wiosna nadciągnie.
Ano, chyba już niedługo, bo niebo miało w sobie modrzystość ciemną, a słonko dogrzewało tęgo.
Po polach śniegi sczerniały. Tu, tam czarne płaty roli, tu, tam ruń oziminy wyzierała już ku słonku. A po bruzdach, po ścieżkach, po koleinach przemykały migotliwe smużki wody.
Popatrzył na niebo Wojciech Skowronek, popatrzył na pola, a potem wcisnął na głowę baranicę i poszedł prosić w kumy — na chrzestnych dla swego chłopaka — kowala i Grosikową, wdowę po sołtysie.
Na drugi dzień Wojciech wytoczył z szopy półkoszek, wymościł go nieskąpo grochowinami, nakrył pasiastym kilimkiem, założył kasztany i pojechali do parafii dzieciaka ochrzcić.
Chłopak darł się przy chrzcie jak opętaniec, z czego Grosikowa nieomylnie wywróżyła, że będzie z niego parobek na schwał.
Ochrzczono go na Macieja, skoro już sobie takie imię przyniósł.
Zaraz też z kościoła zajechano do gospody, a to według Grosikowej dlatego, aby chłopak przez całe życie był wesół.
W gospodzie było rojno i gwarno.
Wojciech Skowronek wszystkich ugaszczał, częstował, zapraszał, że to za zdrowie syna.
Mijały chwile.
Kasztany niecierpliwie biły kopytami w ziemię, pilno im było do stajni, ale rozochocona Grosikowa przyśpiewywała, aż przez otwarte okno niosło się szeroko, daleko!...
„Oj, rozum woła, kumeczku,
oj, jedźmy już do domeczku!
A woreczek nam szeleszcze:
zabawmy się, kumciu, jeszcze.
Hej — ha!”
Tymczasem w chacie Skowronków szykowano poczęstunek.
Upieczono kukiełkę chrzestną — piękną struclę z białej mąki. Wyniesiono z komory wianki kiełbasy. Rozłożono na stole bochny razowca. Postawiono jedną miskę twarogu. drugą miodu, a w trzeciej kopę jaj na twardo. Na kominie bulgotała w ogromniastym garnku kawa.
Jakoż mało przed zachodem już od końca wsi posłyszano kumów. Kompania chrzestna wracała wesoło. Kowal grubym głosem huczał na swoją nutę:
„Idzie woda
od ogroda
około Zwierzyńca.
Czarne buty
do roboty,
czerwone do tańca!”
Grosikowa ciągnęła na swoją nutkę cieniutko a piskliwie:
„Idzie woda
od ogroda,
od samego Śląska.
Chciał tańcować
pan starosta,
nie miał ni selązka!”
Zaturkotał półkoszek na mostku, stanął przed chatą Skowronków.
Wysiedli. Kowal wziął lekuchno poduszkę z Maciusiem, poszedł pierwszy, a przestąpiwszy próg chaty, przed Skowronkową się pokłonił:
— Powieźliśmy poganina, przywozimy wam chrześcijanina.
Skowronkowa zapłakała z rozrzewnienia.
Zaraz też Grosikowa rozścieliła na ziemi płachtę, położyła na niej poduszkę z Maciusiem, rozwiązała ją i przewróciła chłopaka nosem do ziemi. A chrzestny naszykowaną już na stole rózeczką po trzykroć lekuchno Maciusia chłostnął.
— Żebyś był karny!
Żebyś słuchał ojca!
Żebyś słuchał matki!
Po czym wrzeszczącego chłopaka podjęli z ziemi i oddali matce.
Wnetki też poczęli się schodzić zaproszeni sąsiedzi. Gdy się już izba wypełniła po brzegi, zastukały kubki, zapachniała kiełbasa, zaskrzypiały łyżki o wręby misek.
Skowronkowa zaprasza do jadła. Wojciech z pełnego serca i z pełnych misek gości częstuje.
A Teofilka Skowronczanka nalewa kawę, roznosi kubki, podsyca ogień, wynosi jadło z komory, uprząta puste miski, nakłada, zmywa, wyciera, a wszystko prędko, bo wszystko pilne.
Laboga rety! Aż jej się w głowie mąci, a koszula na grzbiecie spotniała do ostatniej nitki!
Dobrze już tak z godzinę się raczyli, kiedy kum kowal podniósł się z ławy, przepchnął przez ciżbę na środek izby, a popatrując ku kominowi, gdzie na stołku siedział Jantolek muzykant i kiełbasę z chlebem pogryzał, huknął:
„A cóż to za wesołuch,
co go tu nie słychać?
Wczoraj nie jadł, dzisiaj nie jadł,
nie może oddychać.
Dać mu jeść, dać mu pić
i skibeczkę chleba,
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
