7,99 zł
Wśród polskich pól, łąk i lasów pojawiają się niezwykłe postacie. Znani święci, aniołowie, a nawet sama Matka Boża z Jezusem odwiedzają mieszkańców wsi. Pomagają potrzebującym, przywracają ład i sprawiedliwość. Tych historii nie znajdziesz w Biblii, ale czy to znaczy, że nie mogły wydarzyć się naprawdę?
Janina Porazińska jest jedną z najbardziej cenionych autorek polskiej literatury dla dzieci. Jej utwory bawią i uczą rodzimego folkloru kolejne pokolenia. Tym razem rzeczywistość polskiej wsi niespodziewanie miesza się z chrześcijańskimi wierzeniami. Autorka serwuje mieszankę wzruszeń i humoru, która spodoba się czytelnikom w każdym wieku.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 54
Janina Porazińska
Saga
LegendyZdjęcie na okładce: Shutterstock Copyright © 1937, 2020 Janina Porazińska i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788726623505
1. Wydanie w formie e-booka, 2020
Format: EPUB 3.0
Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.
SAGA jest wydawnictwem należącym do Lindhardt og Ringhof, spółki w grupie Egmont.
Ucieczka. A było to tak.
Jak Pan Jezus sierotkę
poratował. Grzyby. Rajski
obiad. MATKA BOŻA:
Pani Jasna. O źródle wody
żywej. ŚWIĘCI PAŃSCY:
Wagi świętego Michała.
Święty Jerzy. Boży oracz.
Ziemio, okaż sprawiedliwość
swoją. W DOBROCI
NIE ZNAJ MIARY:
Wola Boża. Nie płacz
Matko! Na weselu sieroty.
O panu pysznym. Olsza.
Gdy srogi Herod kazał wymordować wszystkich młodzianków, by zaś i Jezusa śmierć spotkała, Matka święta, ostrzeżona przez aniołów, ze swym Dzieciątkiem do ziemi egipskiej uciekała.
Tak jadą sobie ścieżyną polną: Maria z Jezusem na osiełku, święty Józef pobok. Widzą z dala chłop w polu sieje. A był to stary gospodarz, jeden z tych, co to ich ród do dziś dnia za wodą pod Wieliczką siedzi.
Akuratnie siał ozimą pszenicę. Pełną płachtę ziarna pięknego nabrał i jako to we zwyczaju, rzucił pierwszą garść i powiedział:
„Dla Pana Boga“.
Rzucił drugą garść i powiedział:
„Dla ptaszków“.
Rzucił trzecią garść i powiedział:
„Dla mnie“.
I szedł już tak równym polem i nie spieszący się pszenicą je obsiewał. Nadjechała święta rodzina.
— Panie Boże, dopomóż — powiada Panienka.
— Panie Boże zapłać. A dokąd to Bóg prowadzi?
— Do ziemi egipskiej. Dobrze to jedziemy?
— Dobrze. Zawsze się tak trzymajcie, cobyście przy śniadaniu mieli słońce na chleb, a przy jużynie na cyganka.
Nie mogła Matka Boża tego pojąć, ale święty Józef wyrozumiał, że to znaczy: do południa słońce po lewej ręce, a po południu po prawej.
— A wy co, gospodarzu, siejecie?
— Pszenicę.
— Niechże wam Bóg poszczęści, cobyście już jutro żniwa z tej siejby mieli.
— Panie Boże zapłać — mówi chłop, a w duszy się dziwi, jaka ta kobieta nie znająca! Myśli, że pszenica za jeden dzień - noc wyrośnie i dostoi.
Ano nic. Pojechali. A chłop dalej sieje.
Zasiał, broną zawłóczył — poszedł do domu.
Na drugi dzień idzie w pole dać baczenie, by mu jaka psota ziarna nie wygrzebała — patrzy... raty przeraty! W polu łan pszenicy na chłopa wysokiej do słonka się złoci, a za wiatrem z szumem się kołysze, że jeno te dostałe kłoseczki trącają się i chrzęszczą.
Poleciał chłop z tą nowiną do chałupy. Zwołał całą rodzinę — wyszli synowie z kosami, wyszły córki z sierpami i dalej pszenicę ciąć, a wiązać, a w mendle ustawiać. Pracują w polu, a cudują się temu dziwu, cudują... że ani pojęcia. Zmordowali się okrutnie, bo pszenica była gęsta jak mur. Siedli nade drogą pośniadać — patrzą: jakowiś obcy ludzie jadą.
Nadjechali i ani Pana Boga nie pochwalili, ani nawet nie pozdrówkali człowieka, tylko prosto a hardo pytają:
— Nie jechała to tędy kobieta z dzieckiem i ze starym chłopem?
— Jechała — powiada gospodarz — co nie miała jechać.
— A kiedy to było?
— Wczoraj, jakem tę pszenicę siał.
— Toś ty, chłopie, wczoraj tę pszenicę siał! — powiada obcy, bo nawet nie dwoił człowiekowi. — Widzę, że kiepski rozum masz.
— I... powiada drugi — jeśli oni tędy jechali wtedy, kiedy ten chłop pszenicę siał, to i nie warto już gonić.
I zawrócili.
Tak to gospodarz spod Wieliczki Jezusa maluśkiego, sam nie wiedzący, że to czyni, od Herodowych pachołków wyratował.
Jużyna — podwieczorek. Cyganek, kozik — nożyk. Dostoi — dojrzeje. Cudować się — dziwić się. Dwoić — mówić komuś w liczbie mnogiej, czyli „wy“ a nie „ty“.
A było to tak:
Szła Matka Boża ścieżyną polną. Szła ku chacie tej, kędy spało jej Dzieciątko — a postępowało za nią trzech aniołów.
Jednemu aniołowi było Piotr, drugiemu aniołowi było Gabriel, trzeciemu aniołowi było Zachariasz.
Idą... idą... aż-ci tu patrzą: pod gruszą polną śpi trzech podróżnych. Ubranie na nich nie tutejsze, brodziska czarne, kędzierzawe, miecze krótkie za pasem.
Złym przeczuciem rzuciło się serce w piersiach Marii, a że była utrudzona wielce, zatrzymała się w cieniu gruszy i przysiadła na kamieniu.
Mało-wiele czasu upłynęło — budzą się tamci.
Marii nie widzą, aniołów nie widzą, jako że zaczynało już mrocznieć, a księżyc był jeszcze nie wychynął nad ziemię.
Powiada pierwszy:
— Okrutnie ciężka droga ku Polsce: a to grzęzawy niezgłębione, a to lasy nieschodzone, a to góry - Tatry pod niebo wydźwignięte.
Powiada drugi:
— Wiele już lat u Heroda służę, a jeszczem się nigdy tak nie utrudził, jakom utrudził się dzisiaj.
Powiada trzeci:
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.
