O dwunastu z Zapiecka - Janina Porazinska - ebook + audiobook

O dwunastu z Zapiecka ebook

Janina Porazińska

4,0
7,99 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

W małej miejscowości o wdzięcznej nazwie Zapiecek mieszka dwanaście dziewczynek. Każda z nich jest inna i każdą na swój sposób da się lubić. Poznaj historię każdej z nich! Wśród jarzębin, łąk i lasów bohaterki przeżywają ciekawe przygody. Czasem wpakują się w jakieś kłopoty, ale częściej zdarzają się niewinne psoty. Nie brakuje też zaskakujących spotkań ze zwierzętami.

Janina Porazińska zabiera czytelników w podróż do świata, w którym człowiek żył w pełnej zgodzie z naturą. Starsi mogą przypomnieć sobie lata beztroskiego dzieciństwa na wsi, a młodsi poznać rodzimy folklor.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 65

Oceny
4,0 (1 ocena)
0
1
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Janina Porazińska

O dwunastu z Zapiecka

ilustrowała OLGA SIEMASZKOWA

Saga

O dwunastu z ZapieckaZdjęcie na okładce: Shutterstock Copyright © 1946, 2020 Janina Porazińska i SAGA Egmont Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788726623475

1. Wydanie w formie e-booka, 2020

Format: EPUB 3.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA jest wydawnictwem należącym do Lindhardt og Ringhof, spółki w grupie Egmont.

Nie przez góry, nie przez morze

iść ci do tej wioski Bożej.

Jak ta równia mazowiecka

wiedzie droga do Zapiecka:

ni się wzniesie, ni się skłoni —

już Zapiecek jak na dłoni.

W pierwszej chacie na wschód słonka

z ojcem, z matką mieszka Bronka.

A Małgosia znów w zagrodzie,

gdzie się krząta rój przy miodzie,

w sadku wisien i jabłoni.

Miło jest tam zajrzeć do niej.

Gdzie chałupka w jarzębinach,

urodziła się Balbina.

I nie myśli o tym wcale,

jak jest pięknie pod koralem

ich zagrodzie, gdy jesienią

drzewiny się rozrumienią.

Zuzia mieszka na rozstaju.

Tam to słowik śpiewa w maju.

Śpiewa, ciurka, fiuka, klęsce

w gąszczu bzów, przy Bożej Męce.

Zaś Barbarka i Weronka

siedzą w chatach tuż przy łąkach:

gdzie to żaby grają nocą,

gdzie się w stawie gwiazdy złocą,

a rzeczułka się wygina

i ciurlika w gęstych trzcinach.

A Justyna i Agatka

w dwóch sąsiednich białych chatkach.

Na śliwinach śliwek krocie

i przełazek mają w płocie.

Miła Zochna i Joasia —

tam gdzie jest czereda ptasia.

Dom ich stoi pod jaworem.

Na jaworze w każdej porze

ptaków, ptaszków całe krocie

Aż drży jawor w ich szczebiocie.

Katarzynka sobie mieszka,

gdzie jesienią gąszcz w orzeszkach,

gdzie jeżyny, chłód borowy,

bo jej tato jest gajowym.

No i wspomnę wam o Hance,

o tej Hance sołtysiance,

której chata modrzewiowa

w cień się starej lipy chowa,

przytulona do pnia drzewa,

i świerszczowym chórem śpiewa.

Cała będzie ta książeczka

o dziewczynkach tych z Zapiecka.

–––

U BARBARKI PIES MYJE GARNKI

Na stole stał garnek po mleku. Mama, gdy wychodziła, powiedziała: — Barbarka, umyj ten garnek.

Mama wyszła z izby. Barbarka postawiła garnek na ziemi i woła:

— Burek, umyj ten garnek!

I sama łaps! za chustkę i już jej w domu nie ma, wybiegła na drogę.

A tu Burek ucieszony raz — dwa! zabiera się do wylizywania garnka.

Najpierw przy brzegu dookoła. Pyszne! bo są tu resztki śmietany. Potem głębiej, głębiej... Ładnie, pięknie umył boki garnka. A teraz trzeba jeszcze sięgnąć do dna, bo tam pachnie serwatką.

No... no... jeszcze trochę łeb trzeba wsunąć, jeszcze... chłep, chłep, chłep...

Już i dno wylizane do czysta.

Uff! — odsapnął sobie Burek i łeb do góry podnosi, ale i garnek w górę jedzie

Cofa się Burek — i garnek się cofa.

A ciemno pieskowi jak podczas najczarniejszej nocy.

— Co za diabeł wlazł mi na łeb! — myśli Burek i bierze się wartko do oswobodzenia głowy.

Usiadł. Ściąga garnek.

Najpierw przednią prawą łapą — nic.

Potem przednią lewą łapą — nic.

Więc drapie garnek.

Najpierw tylną prawą nogą — nic.

Potem tylną lewą nogą — nic.

Więc jak nie zacznie łbem trząść, a zataczać nim, a na boki rzucać! Łups!! — palnął garnkiem o piec i garnek rozpadł się na dwadzieścia skorup.

Burek wyskoczył z izby i dyr-duś! dyr-duś! na pole w ziemniaki. Schował się przed tym strachem, co mu tyle czasu łeb ściskał.

A dwadzieścia skorup na podłodze pod piecem leży.

Patrzą na to inne garnki z policy i nuż biadolić:

— Oj, szkoda go, szkoda! Taki był godny, z odpustu na święty Roch przyniesiony.

— Taki był ładny: pękaty, brzuszkowaty...

— I kwiatki miał na brzuszku.

— A polewę jak lusterko. Mogłeś się w nim do syta na siebie napatrzeć.

— Dwadzieścia pięć groszy kosztował!

— A jak mu w boczek puknąłeś, to odpowiedział jak dzwon: czysto, dźwiękliwie.

— A teraz aby te skorupki...

— Barbarka winna! Barbarka ladaco! Czemu kazała Burkowi garnek zmywać!

I stary sagan zawołał:

— Już ja za to Barbarce odpłacę!

A szczerbaty żeleźniak za nim:

— I ja! I ja!

A znów rynka od słoniny za nimi:

— I ja! I ja!

Od tej okrutnej zawziętości aż huczało tam w górze na policy.

Przybiegła Barbarka, zobaczyła skorupy, przeraziła się. Przyszła matka, zobaczyła skorupy.

— A któż to zrobił?

— Burek.

Zgarnęła matka skorupki, wzięła miotłę i do Burka.

A Burka przy budzie nie ma. Wciąż w tych ziemniakach na polu siedzi, bo owego licha, co za łeb chwyta, okrutnie się wciąż boi.

Gospodyni miotłę rzuciła. I tak to upiekło się tym razem Burkowi.

Na drugi dzień postawiła matka na ogniu mleko w starym saganie i mówi:

— Barbarka, popatrz tu na mleko, coby nie skipiało.

Stanęła Barbarka przy piecu. Patrzy... patrzy... Zrobił się na mleku kożuszek, ale w miejscu stoi, a po brzeżku bąbelki wyskakują.

— Eee... jeszcze się nieprędko zagotuje!

I Barbarka myk do kąta, do swej gałgankowej lali.

A sagan tylko na to czekał.

Raz — dwa — trzy! — pospieszył się, wielki czepiec wyburzył w górę i chlust! chlust! chlust! na kuchnię!

— Mleko kipi!

Wbiegła matka, łaps! za sagan! Ale połowa mleka już po gorącej płycie w bąbelkach skacze. A tyle przy tym robi szumu, tyle syku, tyle dymu, jakby lokomotywa do izby wjechała.

— Barbarko, Barbarko, nie wartaś to ty kary?

Innego znów dnia nastawiła matka w szczerbatym żeleźniaku kaszę na obiad i mówi:

— Barbarka, spojrzyj no czasami na kaszę. Jak wody w niej ubędzie, to dolej.

I matka poszła ziemniaki okopywać.

A Barbarka przystawiła do pieca stołek i coraz na niego hop! i do żeleźniaka zagląda.

A no, gotuje sie kasza wartko: bul-bul, bul-bul...

A potem zaczęła inaczej śpiewać.

Klap! Klap! Klap!

Bardzo to Barbarce się podoba.

A potem jeszcze inaczej: wydyma się wielki bąbel i puff! bąbel pęka. A zaraz robi się drugi i znowu: puff!

— Olaboga, jakie to ucieszne! — śmieje się Barbarka, w żeleźniak patrzy i ani jej nie przemknie przez głowę, żeby wody dolać.

Kasza wciąż swoje: puff! puff!

Wchodzi matka i już z sionki woła:

— Rety! co tu tak czuć! Kasza się przypaliła!

Zagląda mama do żeleźniaka: a tam kasza aż brązowa! Odgarnia łyżką: wszystka prawie do dna przywarła!

Próbuje jej: gorzka jak chrzan!

— Barbarko, Barbarko, nie wartaś to ty kary?!

Wieczorem siadła mama przy stole i mówi:

— Barbarka, pokrój kawałek słoniny i przysmaż w rynience, to nią ziemniaki omaścimy.

To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.