Tytuł dostępny bezpłatnie w ofercie wypożyczalni Depozytu Bibliotecznego.
Tę książkę możesz wypożyczyć z naszej biblioteki partnerskiej!
Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego.
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.
Książka dostępna w zasobach:
Powiatowa i Miejska Biblioteka Publiczna w Miechowie
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 157
Rok wydania: 2023
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
WYDAWNICTWA KRAKOWSKIEGO TOWARZYSTWAMIŁOŚNIKÓW HISTORJI MEDYCYNY
POD REDAKCJĄ
PROF. DR. ZDZISŁAWA GAJDY
NR. 10.
Kraków 2023
© Copyright by Krakowskie Towarzystwo Miłośników Historii Medycyny, 2023
Opracowanie redakcyjne:
Magdalena Trojanowska
Oskar Ostafin
Zdzisław Gajda
Korekta:
Regina Warska
Opracowanie graficzne:
Oskar Ostafin
W publikacji wykorzystano fragmenty drzeworytów ze starodruku Chronica Polonorum Macieja z Miechowa (Kraków 1519) ze zbiorów Biblioteki Jagiellońskiej (BJ St. Dr. Cim. 8023).
ISBN 978-83-942642-4-6
Wprowadzenie
Z PERSPEKTYWY PIĘCIU STULECI
Zaczęta jeszcze w XIX wieku, a kontynuowana w stuleciu kolejnym w środowisku polskich filozofów i historyków medycyny dyskusja o istotnej naturze tego, co zwykło się określać mianem praktyki lekarskiej, torowała drogę współczesnej teorii i refleksji nad kondycją wiedzy, możliwości i powinności następców Hipokratesa. Jednym z kluczowych wówczas, i nadal aktualnych, pytań pozostaje to, które można wyrazić w następujący sposób - Czy medycyna jest nauką, czy sztuką? Odnosząc to bezpośrednio do powołania lekarskiego, pytamy, czy nadrzędne są badanie, opis i klasyfikowanie zjawisk i procesów chorobowych, czy też bezpośrednia pomoc niesiona cierpiącemu człowiekowi. Lekarz jest uczonym czy uzdrowicielem? Logos czy techne? Nauka czy sztuka powinny być mu drogowskazem? I co istotnie rozumiemy pod mianem tej pierwszej i tej drugiej?
Powyższe można by zbyć uszczypliwym odniesieniem do tzw. akademickiej dyskusji, która, choć bywa intelektualną wprawką, nie ma faktycznego znaczenia. Trudno bowiem wątpić w naukowy charakter współczesnej medycyny, której celem jest zwalczenie chorób i przywracanie zdrowia, a zatem oba jej oblicza są równocześnie i stale obecne. Niemniej rzecz cała przestaje być tak oczywista, gdy staramy się stworzyć portret „medicusa”, zwłaszcza kiedy jest on kreślony ręką chorego. Niezbędna wiedza i praktyczne umiejętności, nawet jeśli osiągają poziom mistrzowski, nie zawsze są wystarczające. Pozostaje jeszcze trudna do uchwycenia w definicji sfera pomiędzy logos i techne, która staje się przestrzenią spotkania pacjenta i lekarza. Starając się przybliżyć sobie, czym jest owo wspólne „miejsce”, chętnie sięgamy do utrwalonych w pamięci tradycji postaci, żywiąc nadzieję, że w ich sylwetkach znajdziemy przynajmniej część odpowiedzi. Do nich należy z pewnością Maciej z Miechowa.
Profesor Akademii Krakowskiej, jej ośmiokrotny rektor, zyskał u potomnych tytuł Columna Universitatis. Mówiono o nim „niewyczerpany jałmużnik” i „największy dobroczyńca”, nie szczędząc uznania i podziwu dla jego wiedzy oraz umiejętności lekarskich. Nie mogło być dziełem przypadku, że zyskał miano „drugiego Hipokratesa”, że otaczała go sława wybitnego diagnosty, a skuteczność w stosowanej przezeń terapii dała mu przywilej bycia nazwanym „doktorem w lekarstwach niepospolitym”. Angielski humanista Leonard Cox, któremu dane było studiować w murach krakowskiej wszechnicy, pozostawił piękne świadectwo potęgi tejże uczelni, publikując w 1518 roku tekst O chwałach przesławnej Akademii Krakowskiej. Pisząc o Miechowicie, podkreślał, że nie tylko nie ustępował innym znamienitym lekarzom rozległością i gruntownością wiedzy oraz zdolnościami, „lecz ten czcigodny doktor przewyższa wymienionych choćby tym, że leczy zarówno ciała, jak i dusze”.
Musiał zatem już za życia wyróżniać się wyjątkową osobowością, przynosząc do łoża chorego nie tylko kunszt sztuki lekarskiej, lecz również tę pewność, jaką daje zrozumienie bogactwa ludzkiej natury. Jeśli bowiem określenie lekarza humanisty, które współcześnie jakże chętnie bywa nadużywane, komuś faktycznie przysługuje, to z pewnością Miechowicie. Na świat patrzył szeroko, będąc wytrwałym badaczem przeszłości, czego dowód złożył na kartach Chronica Polonorum, a także autorem traktatu geograficzno-etnograficznego Tractatus de Duabus Sarmatiis, który przyniósł mu międzynarodowy rozgłos. W medycynie widział, w zgodzie z chrześcijańskim nakazem i hipokratejską deontologią, przede wszystkim pomoc drugiemu człowiekowi. Oba dzieła lekarskie, które wyszły spod pióra Macieja z Miechowa - Contra sevam pestem regimen accuratissimum oraz Conservatio sanitatis niosły ze sobą przestrogi i porady praktyczne, takie, jakie mógł w XVI stuleciu dać doświadczony lekarz swoim pacjentom. Nie pretendowały do zyskania trwałego miejsca w skarbnicy nauki. Nie jej bowiem miały służyć, lecz bieżącym potrzebom każdego pacjenta, którego zdrowie i życie należy chronić.
Pamięć o Miechowicie przetrwała próbę czasu. Z perspektywy pięciu stuleci nie jawi się nam jako wybitny historyk czy geograf, ani reformator ówczesnej medycyny lub dociekliwy badacz przyrody. Pod wieloma względami bliżej mu było do tradycji średniowiecznego scholastycyzmu niż nowych prądów, jakie przyniosła ze sobą epoka renesansu. Jego powszechnie znane przywiązanie do astrologii oraz zamiłowanie do mistycyzmu można uznać za przykład hołdowania starym wzorcom i teoriom. A jednak to o Macieju z Miechowa pisano i pisze się dużo, podnosząc jego pracowitość, wszechstronność zainteresowań i poświęcenie dla spraw środowiska akademickiego i miasta, gotowość do posługi lekarskiej każdemu bez względu na majętność i piastowaną godność, wreszcie nieszczędzenie własnego majątku, gdy trzeba było wesprzeć ubogich lub sprawy dla społeczności istotne. Z tych właśnie względów tak często do niego powracamy, wciąż poszukując obrazu spełnionego lekarza.
R. W. Gryglewski
Krzysztof Stopka
ŻYCIE POLSKIEGO UCZONEGO W CZASACH JAGIELLOŃSKICH
Miejsce przyjścia na świat przyszłego rektora Uniwersytetu krakowskiego jest dobrze znane. Był nim Miechów, miasto usytuowane w pobliżu centrum politycznego, kulturalnego i ekonomicznego Królestwa Polskiego, a przy tym zachowujące spokojny tradycyjny tryb życia, charakterystyczny dla małopolskiej prowincji. Gorzej jest z innymi okolicznościami pierwszych chwil życia Macieja Miechowity. Co do daty nie ma pewności, urodził się albo w 1453, albo w 1457 roku1, dnia i miesiąca nie znamy. Nic nie wiemy także o jego rodzicielce, gdyż normy ówczesnej kultury wymagały w oficjalnych sytuacjach podawania tylko imienia ojca. Był nim mieszkaniec Miechowa, Stanisław zwany Karpigą.
Czy to znaczy, że i Maciej nosić winien takie nazwisko? Wiek XV nie znał jeszcze pojęcia nazwiska metrykalnego i choć w niektórych przypadkach dziedziczono już nazwisko po ojcach i dziadach, nie było to jednak nienaruszalną zasadą. Dlatego sposób nazywania ojca przez innych mieszkańców Miechowa niesłusznie uchodzi za rodowe nazwisko Macieja2. Był to raczej osobisty przydomek rodziciela, ukuty od jakiejś cechy wyglądu, charakteru lub wykonywanego zawodu, albo nawet od wydarzenia lub sytuacji, w której Stanisław Karpiga, gdzieś tam w młodości swej, uczestniczył. Etymologia tego przydomku mogła być różna3. Było to prawdopodobnie zgrubienie pochodne od rzeczowników „karp” (ryba słodkowodna) lub „karpa” (kłoda, kawał drewna). Z tego drugiego pochodził wieloznaczny czasownik staropolski „karpie”, czyli dukwić, kawęczyć, ślęczeć, dulczeć, kwękać, dukać, i „karpie się”, czyli dzielić na grudy, bryłowacieć, gruczołowacieć. Nie jest zatem wykluczone ani to, że ojciec Miechowity hodował karpie, ani, że miał jakąś cechę charakteru lub wyglądu potocznie określaną jako karpienie (się). Jego przydomek nie poszedł za synem, który w źródłach nie występuje jako Karpiga, a swe nazwisko utworzył indywidualnie i na sposób przyjęty w sferach, w których przyszło mu obracać się w życiu dorosłym.
Stanisław Karpiga był zamożny, posiadał pole orne, dom oraz zagrodę i wraz z żoną przeżył swe życie w Miechowie. Oboje rodzice Macieja zmarli prawdopodobnie już przed 1506 rokiem i zostali pochowani na tamtejszym cmentarzu parafialnym4. W domu rodzinnym pozostała ich zamężna córka, a siostra Macieja, Anna, która zmarła przed 1518 rokiem. Nie znamy imienia jej męża. Siostrzenica, też nosząca imię Anny, została gospodynią w krakowskim domu Miechowity, ale i ona zmarła jeszcze za jego życia. Siostrzeniec Florian gospodarzył natomiast na odziedziczonej po matce i wuju ziemi. Jednemu z jego synów Maciej zapisał w testamencie pieniądze na studia, o ile chciałby się kształcić. Do członków rodziny należała też Anna zwana Pograczarką, bednarzowa. Jak więc widać, wyrósł Maciej w środowisku mieszczan miechowskich. Podtrzymywał z nim potem żywe stosunki przez całe swe życie. Pojawiają się w nim: miechowski organista Feliks Szurdoj, krewna tegoż Kaśka, zubożała iglarka, Piotr Zdunek, kapłan miejscowy, a przede wszystkim zakon bożogrobców, właścicieli miasta, z którymi łączących go więzi nie zerwał nigdy5.
Początkowe nauki pobierał Maciej w miejscowej szkole parafialnej, gdzie uczył się języka łacińskiego, rachunków i śpiewu kościelnego. Następnie opuścił dom rodzinny i udał się na dalszą naukę do Krakowa. W chwili, gdy znalazł się poza miejscem swego urodzenia, stało się naturalne dodanie do chrzestnego imienia nazwy rodzinnej miejscowości. Maciej, syn obcego w Krakowie Karpigi, stał się zatem Maciejem z Miechowa, miasta nieodległego, a dobrze znanego krakowianom, co z czasem przeszło w formę: Miechowita (w zapisie łacińskim: Myechovita). Umiejętności wyniesione ze szkoły miechowskiej poszerzał w jednej z krakowskich szkół parafialnych. Pewnego razu, zdążając do niej wraz z „pedagogiem” (opiekunem) tuż przed świtem, zaobserwował na niebie kometę6. Był to rok 1470, a więc Maciej z Miechowa miał 13 lub 17 lat. Nie znał jeszcze wtedy „sztuki gwiaździarskiej”, ale może to przypadkowe wydarzenie zaważyło na wyborze drogi życiowej?
W półroczu zimowym 1473/1474 Maciej z Miechowa wpisał się do Uniwersytetu Krakowskiego, wnosząc pełną opłatę (8 groszy)7, co by świadczyło o dobrym położeniu majątkowym jego rodziców. Zgłębiał tam, oprócz matematyki i astronomii, tajniki traktatów filozoficznych i przyrodniczych Arystotelesa (tzw. sztuki wyzwolone - artes liberales), okraszone komentarzami średniowiecznych autorytetów naukowych. W 1476 roku otrzymał stopień bakałarza, zaś w 1479 roku - magistra sztuk wyzwolonych, za każdym razem zdobywając zaszczytną lokatę8. Choć z sympatią wspominał sylwetkę wielkiego humanisty - Filipa Buonaccorsiego, zwanego Kallimachem, zwolennika nowych humanistycznych prądów umysłowych, aktywnego w tym czasie w Krakowie, zdobył i cenił tradycyjne, a solidne wykształcenie filozoficzne i astronomiczne. O kierunku jego ówczesnych lektur świadczy skopiowanie na swój użytek rękopiśmiennego kodeksu Nowych teoryk planet Georga von Peurbacha, astronoma wiedeńskiego9.
Niewykluczone, że w czasie nauki w Krakowie Miechowita korzystał z pomocy materialnej kupca, burmistrza i rajcy krakowskiego, zamożnego finansisty i przedsiębiorcy górniczego Jana Turzona. Być może prywatnie kształcił jego synów (Jana, późniejszego rektora uniwersytetu krakowskiego i biskupa wrocławskiego, Jerzego, dziedzica rodowej fortuny w Krakowie, i Stanisława, potem biskupa ołomunieckiego), przygotowując ich do studiów uniwersyteckich. W każdym razie wszedł w krąg tej wpływowej rodziny mieszczańskiej, której znaczenie wyrosło z zarządzania polskimi kopalniami ołowiu i innych kruszców w Olkuszu i Mogile, a także podobnymi przedsięwzięciami na Węgrzech i w Czechach, oraz handlu tymi surowcami. Miechowita pozostawał potem z Turzonami w bardzo bliskich związkach.
Po uzyskaniu stopni na wydziale filozoficznym został tak zwanym ekstraneuszem (profesorem zewnętrznym) i wypełniał obowiązkowe dwulecie (tzw. biennium) jako rektor krakowskich szkół parafialnych, w tym szkoły katedralnej na Wawelu (1482-1483). Chyba w tym okresie napisał na potrzeby uczniów tejże szkoły traktat o zasadach śpiewu kościelnego (Tractatullus accentuum). To zajęcie dawało mu środki utrzymania. Równocześnie studiował na wydziale medycznym, aby zdobyć kwalifikacje lekarza. W 1484 roku, dzięki pomocy finansowej ojca, wyjechał na studia do Włoch. Posługiwał się tam łacińską formą swego imienia i nazwiska, której potem używał też dla oznaczenia autorstwa swych dzieł - „Mathias de Mechow”. We Włoszech znalazł dogodne warunki dla poszerzenia wiedzy zawodowej, która miała mu zapewnić dostatnie życie, a także dla praktykowania pasji astronomicznej. Ruchy ciał niebieskich poznawał nie tylko poprzez zgłębianie uczonych ksiąg. W listopadzie tego roku był w Rzymie świadkiem koniunkcji Jowisza i Saturna, zaś w marcu 1485 roku w lombardzkiej Mirandoli obserwował zaćmienie słońca. Studia medyczne kontynuował w Bolonii (1486-1487), gdzie przekazywanie tej nauki łączono ściśle z astrologią i matematyką (tzw. jatromatematyka). Takie podejście brało się z przekonania o wpływie gwiazd i liczb na życie i zdrowie człowieka. W Italii opanował też Miechowita język włoski, o czym świadczy własnoręczny zapis na jednej z książek - „Questo livro pandectarum sta messero Mathie del Miechów comperato 1 d[enaro] senza uno gr[osso] bohemico”10.
Po uzyskaniu stopnia doktora medycyny około 1487 roku Miechowita powrócił do kraju. W 1488 roku (przed 12 czerwca) nostryfikował dyplom doktorski w Uniwersytecie Krakowskim i został przyjęty do wydziału lekarskiego. Szybko wyrobił sobie opinię cenionego lekarza, a krąg jego pacjentów objął najwybitniejsze osobistości życia politycznego Polski jagiellońskiej. Zamieszkał w domu Turzonów, w kamienicy „pod Gruszką” (subpyrn) na rogu ulicy Sławkowskiej i Szczepańskiej. W 1494 roku podczas pożaru tej części miasta, udało mu się zachować od zagłady dość już pokaźny własny księgozbiór. Z Krakowem - ówczesną stolicą i najciekawszym, najbardziej dynamicznym miastem Polski - Miechowita związał się już na stałe, z rzadka tylko wyjeżdżając z niego w odleglejsze strony. Pracował w czasach świetności dynastii Jagiellonów, która w osobach synów Kazimierza Jagiellończyka zasiadała na trzech z najważniejszych tronów Europy Środkowej - polskim, czeskim i węgierskim.
Jesienią 1499 roku Miechowita wyruszył wraz z wielką grupą pielgrzymów do Rzymu, by wziąć udział w Roku Świętym 1500, ogłoszonym przez papieża Aleksandra VI. Wyprawa okazała się nie tylko pobożną praktyką, ale też uczoną ekspedycją. Stało się tak poniekąd przez przypadek. W związku z wtargnięciem Turków do Italii pielgrzymi w oczekiwaniu na rozwój sytuacji musieli zatrzymać się jakiś czas w mieście Villach, położonym na obszarze słowiańskim (Karyntia). Wykorzystując ten niezbyt szczęśliwy obrót spraw, Miechowita udał się w końcu października do pobliskiego opactwa benedyktyńskiego w Osjaku, a następnie do Wilten koło Innsbrucka. Szukał śladów pobytu króla Bolesława Szczodrego, który miał rzekomo spędzić tam resztkę życia na pokucie po zabiciu biskupa krakowskiego Stanisława, gdy zmuszony był opuścić najpierw swą monarchię, Polskę, a potem schronienie na Węgrzech. Żadnych jednak pozostałości po tych wydarzeniach nie udało się Miechowicie znaleźć. W drodze powrotnej do Polski jechał przez Ankonę i w Dalmacji rozglądał się za śladami czasów i miejsc uważanych przez niego za genezę i kolebkę Słowiańszczyzny. Z końcem kwietnia 1500 roku był już w Krakowie i podjął na nowo obowiązki uniwersyteckie. W tym semestrze komentował obowiązkową na wydziale lekarskim lekturę antologii tekstów medycznych - Tegni Galena.
Kolejny rok - 1501 - był znamienny w życiorysie Miechowity. Najpierw od zajęć uniwersyteckich odwołało go wezwanie do łoża umierającego w Toruniu króla Jana Olbrachta. Ten fakt świadczył o lekarskiej estymie, jaka już go otaczała. Nie zdążył jednak dotrzeć na czas do dostojnego pacjenta. W czerwcu na wieść o śmierci władcy zawrócił z drogi. Widzimy go znów w Krakowie, gdy 16 sierpnia tegoż roku, w obecności Jerzego Ostrowskiego, proboszcza kościoła św. Szczepana, zobowiązał się ponieść koszty odbudowy przykościelnej szkoły parafialnej, zniszczonej podczas pożaru w 1494 roku. Była to parafia, w obrębie której mieszkał. W zamian uczniowie po jego śmierci mieli brać udział we mszach za jego duszę i codziennie śpiewać antyfonę Aufer a nobis Domine (Zgładź nieprawości nasze)u. Jesienią tego roku Miechowita został wybrany po raz pierwszy na rektora uniwersytetu. Z miejsca 11 podjął ważną reformę zarządzania najważniejszą instytucją edukacyjną i naukową Polski jagiellońskiej. Stworzył i uposażył stanowisko stałego notariusza uniwersyteckiego, by „pewne sprawy uniwersyteckie bez niego nie poszły w niepamięć, inne znowu nie zatraciły się”12.
Zachowało się sporo śladów zajęć medycznych i alchemicznych Miechowity z tego okresu: porada lekarska dla Spytka z Melsztyna, kasztelana zawichojskiego13, recepty alchemiczne dotyczące wykrywanie złota w rtęci, otrzymywania wody królewskiej (mieszanina stężonego kwasu solnego i azotowego), sporządzania tzw. cementów probierskich, objaśnienia, jak uzyskać złoto i srebro z rośliny zwanej Nepeta cataria, powszechnie znanej jako kocimiętka14.
W 1504 roku kolejny król polski, Aleksander Jagiellończyk, polecił mu udać się do Budy do chorego brata, króla czesko-węgierskiego Władysława. Na drogę dostał ubiór atłasowy, nową karetę i znaczną kwotę pieniężną. Na dworze budzińskim przebywał co najmniej do drugiej połowy listopada. Poznał tam humanistę Giacomo Piso, sekretarza rzymskiego kardynała-protektora Polski Piętro Isualieza15, zakupił partię ksiąg i otrzymał cenne dary od króla - złote puchary o wartości ponad 100 zł, pieniądze i relikwie św. Jana Jałmużnika, przechowywane w katedrze ostrzyhomskiej. Po powrocie do Krakowa prowadził rozległą praktykę lekarską na dworze królewskim, na którym wkrótce zasiadł kolejny z Jagiellończyków, Zygmunt I Stary, wśród magnaterii świeckiej i duchownej (królewski brat i kardynał Fryderyk Jagiellończyk, prymas Jan Łaski, kanclerz Krzysztof Szydłowiecki, podkanclerzy bp Piotr Tomicki) oraz patrycjatu krakowskiego (Turzonowie, Jan Boner). Bezinteresowną pomoc świadczył biedocie miejskiej Krakowa i studiującej młodzieży16.
W semestrze zimowym 1505/1506 został Miechowita ponownie obrany rektorem uniwersytetu. I ta kadencja zapisała się konkretnymi dokonaniami. W listopadzie 1505 roku ufundował drugą katedrę medycyny (tzw. kolegiaturę), przeznaczając na ten cel 600 florenów węgierskich. Jej wykładowca miał pobierać pensję roczną w wysokości 20 grzywien, a w zamian został zobowiązany do codziennego wykładania swego przedmiotu. Nowy etat uniwersytecki miał być w intencji fundatora powiązany z pracą dla społeczności miasta. Miechowita chciał, aby kandydata na katedrę wyznaczała rada miejska i aby pełnił on jednocześnie obowiązki lekarza miejskiego (medicus civitatiś)'17. Własnym sumptem sprawił też nową księgę ogólnych postanowień uniwersyteckich (Conclusiones), do której wciągnięto zapisy ze starej księgi, poczynając od roku 144118. Skutecznie przeciwstawił się próbom powołania konkurencyjnego uniwersytetu we Wrocławiu, osobiście udając się w tym celu do tego miasta, którego biskupem został właśnie Jan Turzon (młodszy). Został też wybrany podkanclerzym uniwersytetu, do którego kompetencji należało zastępstwo kanclerza, czyli biskupa krakowskiego, przy egzaminach i promocjach. Funkcję tę pełnił do 1508 roku.
Rok 1506 przyniósł smutne wydarzenia w dziejach Miechowa. Pożar zniszczył miasto dotkliwie. Miechowita nie tracił zainteresowania losami stron rodzinnych. Z 30 czerwca pochodzi zapis 100 florenów dla bożogrobców miechowskich, obwarowany obowiązkiem odprawiania po świętach wielkanocnych trzech mszy w intencji ofiarodawcy wraz trzema kolektami za niego, jego rodziców i dobroczyńców zakonu19. Oczywiście, krakowska rzeczywistość pozostawała najistotniejsza i koncentrowała uwagę oraz czas Macieja Miechowity. We wrześniu tegoż roku odbyło się zgromadzenie wykładowców uniwersyteckich, płatnych doktorów i magistrów w sprawie kontrowersji z Kolegium Większym. Sprawa dotyczyła kwoty 200 florenów pożyczonych przez kolegium od uniwersytetu w 1492 roku, a także 300 florenów przekazanych społeczności kolegialnej po śmierci króla Kazimierza Jagiellończyka przez królową Elżbietę. Podczas tych narad Miechowita znajdował się w gronie ekspertów mających rozpoznać kwestie sporne20.
Jego pozycja stabilizowała się. W dniu 15 czerwca 1507 roku otrzymał pierwsze beneficjum kościelne - altarię św. Bartłomieja na Wawelu z fundacji Jana i Piotra Szafrańców z Pieskowej Skały. Tego typu nadanie oznaczało pobieranie korzyści finansowych zabezpieczonych przez fundatorów. W tym konkretnym wypadku były to dochody ze wsi Podstolice i Trątnowice21. Korzystanie z uposażenia kościelnego łączyło się z powinnością przyjęcia święceń kapłańskich. Zazwyczaj wykładowcy uniwersyteccy posiadali co najmniej niższe święcenia (tzw. minorki)22, lecz lekarze często nie zabiegali o stopnie wyższe. Gdy chodzi o Miechowitę, nie mamy precyzyjnych danych na temat przyjmowanych święceń. Pozostaje tylko domysł, że właśnie wraz z objęciem pierwszego beneficium wyświęcił się na księdza.
Jesienią tego roku został wybrany po raz trzeci na rektora uniwersytetu na semestr zimowy (1507/1508). I w tej kadencji musiał zmagać się z ambicjami wrocławskimi powołania uniwersytetu. Ponadto przeprowadził reformy budżetowe. Ograniczył nadmierną ilość reprezentacyjnych - czyli obciążających budżet - wystąpień uniwersytetu na zewnątrz23 i przeforsował uchwałę znoszącą kosztowne uczty promocyjne na wydziale sztuk wyzwolonych (tzw. śniadania Arystotelesa - prandia Aristotelis)24. W trosce o obyczajność uniwersytetu surowo nakazał młodszym wykładowcom przywdziewanie przepisowego stroju uniwersyteckiego (tzw. tabard)25, zakazywał wszystkim studentom noszenia broni, a pochodzącym z Węgier w szczególności okładania kijami współkolegów w dniu św. Młodzianków (28 grudnia), co miało być rzekomo starą tradycją tej nacji.
W 1508 roku Maciej z Miechowa opublikował w drukarni Jana Hallera i na jego prośbę poradnik Contra saeoam pestem regimen26. W przystępny sposób podał w nim zasady ochrony zdrowia, wskazówki higieniczne i dietetyczne. Inicjatywa Hallera powstawała prawdopodobnie w związku z dżumą pustoszącą miasto od roku 1505. Ten druk otwiera historię polskiej literatury medycznej, a zapewne, z racji sporego zapotrzebowania czytelniczego, przyniósł spore dochody nakładcy i autorowi. Rok później do zaszczytnych tytułów uniwersyteckich dołączył Miechowita godność kanonika kapituły krakowskiej (9 grudnia 1509 roku), przyznaną na mocy decyzji papieskiej. Awans ten zawdzięczał chyba staraniom innego z zaprzyjaźnionej rodziny Turzonów, Stanisława, który był poprzednim posiadaczem tej kanonii, a teraz został biskupem ołomunieckim. Była to kanonia „fundi Nadzow” uposażona wsiami Nadzów i Glebinów, dziesięcinami z kilku innych dóbr w powiecie krakowskim i ziemi miechowskiej, czynszami z domów przy ul. Grodzkiej, innymi jeszcze dochodami - a zatem wymiernie podnosząca zamożność posiadacza.
Majątek tymi drogami (honoraria lekarskie, tantiemy autorskie, beneficja kościelne) tak szybko pomnażany przeznaczał Miechowita nie tylko na księgi, badania i bardziej przyziemne potrzeby własne. Dzielił się nim ze społeczeństwem. W samym tylko 1509 roku poczynił dwie ważne fundacje. Na początku roku za 300 florenów zakupił czynsz w wysokości 7 1/2 zł, który miał być przeznaczony na szpital dla ubogich scholarów krakowskich27, a pod koniec roku za 100 zł - czynsz w wysokości 10 zł przeznaczony na „dzieła pobożne” (opera pia) bez sprecyzowanego celu. Ten drugi zapis posłużył wkrótce na powiększenie uposażenia profesora wykładającego astrologię z katedry ufundowanej jeszcze w 1456 roku przez Marcina Króla z Żurawicy28. W 1510 roku podjął się także pokrycia kosztów odbudowy po pożarze szkoły przy kościele parafialnym św. Anny. Aby przedsięwzięcie to rozpocząć pod dobrymi auspicjami, opracował specjalny horoskop29, a 11 kwietnia 1511 roku zdeponował na cele budowlane kwotę 300 grzywien. W zamian rektor szkoły, Piotr z Krakowa, zobowiązał się odprawiać cztery msze rocznie za duszę fundatora, zaś uczniowie - wykonywać codziennie pieśń Iudica cum veneris iudicare. Horoskop okazał się nie dość udany, skoro odbudowana przepięknie szkoła spłonęła doszczętnie jeszcze za życia Miechowity (1523)30.
Od momentu nominacji kanonickiej do niemal końca życia Miechowita brał czynny udział w posiedzeniach kapituły31, a także jako posiadacz tej konkretnej kanonii stał się kolatorem kaplicy św. Piotra stojącej na rogu ulic Grodzkiej i Poselskiej. Do tej pory mieszkał zapewne nadal w domu Turzonów, teraz należało mu się mieszkanie kapitulne. Sprawa była dość nagląca, gdyż w latach 1509-1512 Turzonowie dzielili się spadkiem po śmierci swego ojca, Jana (starszego). Dnia 25 kwietnia 1511 roku kapituła katedralna przyznała więc Miechowicie kamienicę przy ul. Kanoniczej, domum canonicalem, w którym do swej śmierci mieszkał Jan Długosz. Miechowita użytkował go wspólnie z biskupem przemyskim Maciejem Drzewickim, kanclerzem wielkim koronnym. Jednak po wyjeździe Drzewickiego na biskupstwo kujawskie współpraca z kolejnym współlokatorem nie układała się poprawnie i dochodziło do zatargów na tle finansowym32.
Zamieszkanie w domu Długosza miało swój symboliczny wymiar, bo właśnie w tym czasie (1510) Miechowita przystąpił do kontynuowania dzieła tego wielkiego historyka, uzupełniając jego katalog biskupów krakowskich biografiami biskupów Jana Rzeszowskiego (kontynuacja) i kardynała Fryderyka Jagiellończyka33. Jesienią 1511 roku Maciej z Miechowa został wybrany rektorem uniwersytetu po raz czwarty i piąty, bowiem sprawował ten urząd także w semestrze letnim następnego roku. Stylu rządzenia nie zmienił i podobnie jak uprzednio, także w tej kadencji walczył z nieporządkami i złymi obyczajami. W 1512 roku zakazał studentom dawania prezentów promotorom. Przeciwstawiał się energicznie także nierespektowaniu statutów uniwersyteckich, pijaństwu i absencjom profesorów34
![Maciej z Miechowa - Magdalena Trojanowska,Oskar Ostafin,Zdzisław Gajda [red.] - ebook](https://files.legimi.com/images/cf98a3aa59a9ecfa013919926ded7809/w200_u90.jpg)