LUST. Wyspy miłości - 6 gorących opowiadań erotycznych - Alexandra Södergran - ebook + audiobook

LUST. Wyspy miłości - 6 gorących opowiadań erotycznych ebook i audiobook

Alexandra Södergran

2,7

Opis

Gdy dwóm osadzonym w więzieniu w Kumla udaje się uciec, wiadomość obiega cały kraj.

Zniknęli bez śladu, a władze wydają się sparaliżowane. Gdzie są więźniowie?

Podczas gdy organy ścigania desperacko ich poszukują, uciekinierzy obierają kurs na beztroskie życie na rajskiej wyspie, położonej na południowym Pacyfiku. Liczą na nowe życie w otoczeniu pięknych, wyzwolonych kobiet i dobre jedzenie. Szukają miejsca, w którym chcą zaznać czystej przyjemności.

Zbiór składa się z następujących opowiadań erotycznych:

Widziałam jak tańczy w Paryżu - Na ulicy w Madrycie - Ostatnie życzenie pani doktor - Wyspy miłości - Ze złej woli - Samiec alfa

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 122

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 3 godz. 15 min

Lektor: Patrycja Mor

Oceny
2,7 (10 ocen)
0
1
6
2
1

Popularność




Alexandra Södergran

Wyspy miłości - 6 gorących opowiadań erotycznych

Lust

Wyspy miłości - 6 gorących opowiadań erotycznychtłumaczenie Emil Chłabko, Agnieszka Strążyńska, Agata Makowiecka, Pola Pęczak Zdjęcie na okładce: Shutterstock Copyright © 2020, 2020 Alexandra Södergran i LUST Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788726536171

1. Wydanie w formie e-booka, 2020

Format: EPUB 3.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą LUST oraz autora.

Widziałam jak tańczy w Paryżu - opowiadanie erotyczne

Po przyjeździe do stolicy Francji słuchałam utworu Antoine’a Malye pod tytułem Paryż i właśnie przez pryzmat muzyki postrzegałam to miasto. Widziałam je w ustawionych na chodniku straganach z książkami. W artystach i w zakochanych parach, które trzymały się za ręce. Patrzyłam na jesienne liście opadające z drzew nad Sekwaną i na ludzi uśmiechających się do siebie przyjaźnie, a w ich oczach dostrzegałam niewypowiedzianą tajemnicę, że wszyscy jesteśmy tacy sami. I tak oto Paryż stał się moim Paryżem.

Destylowałam swoje wrażenia. Wybierałam te, które mi pasowały, i pomijałam wszystko inne. Tak jak artysta wybiera perspektywę.

Byłam szczęśliwa. Byłam wolna.

Ale wciąż czegoś szukałam. Chciałam chyba czegoś doświadczyć. Wydaje mi się, że pragnęłam, aby to miasto mnie pochłonęło, aż do cna, a później wypluło jako nowego człowieka. A może zamierzałam po prosto trochę zaszaleć.

Pokonałam pieszo całą drogę do Montmartre. Było pięknie. Spod bazyliki Sacré-Cœur podziwiałam miasto rozchodzące się we wszystkie strony. Kręcił się tam jednak tłum ludzi i niemal wszyscy zajęci byli fotografowaniem samych siebie lub innych, aż naszło mnie nieprzyjemne uczucie, jakby wszyscy popadli w jakiś oniryczny stan.

Wrażenie to się nasiliło, gdy minęła mnie mała kolumna żołnierzy z ciężką bronią maszynową i nikt z fotografujących nie zareagował na ich obecność. Byli całkowicie pochłonięci sobą. A żołnierzy widuje się dziś w Paryżu na każdym kroku, od świtu do nocy.

Poczułam wtedy, że muszę się oddalić. Chciałam dotrzeć do serca Paryża, tam, gdzie toczy się życie prawdziwych paryżan. Może udać się do jednej z licznych restauracji lub kafejek, które znajdują się dosłownie wszędzie, wśród niekończących się labiryntów asfaltowych dróg? W Paryżu trafiają się tak długie ulice, że można by iść nimi przez całą noc i nie trzeba by było zmieniać kierunku.

Znalazłam ją w całodobowym sklepie spożywczym. Nie pamiętam, po co w ogóle do niego weszłam. Może to zrządzenie losu.

Zatrzymała się i popatrzyła mi w oczy. Jej znajomi stali w kolejce do kasy, otwierali usta, wygłupiali się, byli pijani. Ale ona nie. Spojrzała na mnie w taki sposób, w jaki ja patrzyłam na nią.

Miała długie włosy, czarne jak noc, i oczy lśniące jak zamykane wrota, które otwierają się, ukazując coś najbardziej zagadkowego i pociągającego, co kiedykolwiek widziałam. W zasadzie nie sposób ją było opisać słowami. Odbierała człowiekowi mowę, jak wymiata się przez drzwi kurz.

Nie pamiętam nawet, co sobie powiedziałyśmy w tamtym sklepie, mój francuski jest zresztą niewiele wart, ale ujęła moją dłoń i pociągnęła mnie za sobą. Jej znajomi śmiali się z nas i żartowali, ale nie miało to znaczenia.

Na ulicy zasypała mnie gradem pytań. Mimo to dało się zauważyć, że w gruncie rzeczy jest nieśmiała – demaskowały ją szczególnie oczy i usta. Mówiła ożywiona, co po części wynikało zapewne z tego, że w ogóle odważyła się odezwać. Jej zachrypnięty głos i francuskie „r” wdzierały mi się pod ubranie. Mogłabym poświęcić cały wieczór wyłącznie na słuchanie jej głosu.

Pamiętam, że potem przechyliła lekko głowę i wysunęła stopę. Jakby chciała we mnie wtargnąć.

Powiedziałam jej, jak jest: że nie wiem, jak długo zostanę w Paryżu, być może już zaraz stąd wyjadę. Wtedy w jej oczach zapłonął zuchwały ognik, a mnie sprawiło to przyjemność.

Po chwili wyszli ze sklepu jej znajomi. Mówili po francusku – szybko i niewyraźnie – nie nadążałam. Przy tej piątce czułam wyraźnie, że jestem na straconej pozycji i nie mam najmniejszych szans. W ostatniej chwili udało mi się ją przekonać, żeby dała mi swój numer.

Miała na imię Joanne.

Spotkałyśmy się dwa dni później na dużym placu koło pałacu Chaillot, skąd rozciągał się wspaniały widok na wieżę Eiffla, tak piękną, choć nie bardziej godną uwagi niż cokolwiek innego. Przestałam już widzieć Paryż.

Ale Joanne dostrzegłam nadchodzącą z drugiej strony placu. Objawiła mi się wśród tłumu turystów. To przez to jej promieniowanie. Czułam się dumna, że jest dane mi się z nią spotkać, że mogę kroczyć obok niej, rozmawiać z nią.

Przywitała mnie słabym uśmiechem. Nie uścisnęłyśmy się. Joanne prawie nic nie mówiła. Była jakby onieśmielona. Starałam się znaleźć jakiś temat do rozmowy, który interesowałby nas obie, ale nic nie przyszło mi do głowy. Unikała mojego wzroku, a ja szybko zaczęłam popadać w desperację.

Z sercem w gardle starałam się do niej dotrzeć. Nie chciałam dać za wygraną i uznać, że to tylko kiepska randka. Coś mi podpowiadało, że nasze spotkanie to nie przypadek, a coś ważnego. I wtedy pomyślałam tak: Jeśli się mylę i nie byłyśmy sobie pisane, to przecież nic na to nie poradzę. Ale jeśli nasze spotkanie jest zrządzeniem losu, to w żaden sposób tego nie zniszczę. Wtedy się rozluźniłam.

Rozumiałam, że jest nieśmiała. Ale nie znaczyło to wcale, że mnie nie lubiła. Dlatego to ja mówiłam. Opowiedziałam jej o swojej fascynacji klasyczną propagandą wymierzoną w osoby LGBT. Uwaga na lesbijki! To zaraźliwe! Homoseksualizm niszczy społeczeństwo i tępi rodziny z dziećmi! Uwielbiam w ludziach to coś, co sprawia, że bez powodu wpadają w nieprawdopodobną histerię.

Czasem jednak kłuje mnie w sercu na myśl o tych, którzy dają się zaszczuć i sprzeniewierzają się swojej prawdziwej naturze. To właśnie jest czysta perwersja: zmuszanie kwiatu, żeby nie rozkwitł. Czasem marzę o tym, żeby dotrzeć do każdej uciskanej jednostki i dać jej to, czego potrzebuje, by była sobą.

I często wyobrażam sobie młodą Rosjankę, która studiuje na uniwersytecie, ale wciąż nie pojmuje swojej seksualności. Jest cicha i wycofana. Jeśli zdarzy się jej zobaczyć film z piękną kobietą, która się w nim rozbiera, przez całe jej ciało przechodzi fala gorąca. Ale studentka szybko to tłamsi. Ogarnia ją wstyd, który rozlewa się rumieńcem po jej policzkach. Szkolny mundurek uciska ją tam, gdzie tak bardzo chciałaby się pieścić, ale tego nie robi. Nigdy. Zamiast tego wyłącza film i wraca do nauki. Pewnego pięknego dnia spotykam ją w parku. Jestem dla niej miła. By jej nie spłoszyć, opowiadam jej o błahych sprawach, od czasu do czasu mówię jej drobne komplementy. O tym na przykład, że jest słodka, bo naprawdę jest.

Jakimś cudem zgadza się do mnie zajść i napić herbaty. Słucha po prostu głosu swojego ciała, a ja rozumiem, że musi wypierać prawdę, żeby mogło do tego dojść. Wspieram ją w tym zaprzeczaniu, tak jak przechodzi się na palcach przez pokój, aby nie zbudzić śpiącego. Wiem, że wystarczy jeden pocałunek, żeby skapitulowała przed samą sobą.

Kiedy jesteśmy u mnie w mieszkaniu, podchodzi do regału i lekko przechyla głowę, przyglądając się tytułom książek. Korzystam z okazji i staję tuż za nią. Tak blisko, by móc poczuć zapach jej włosów. Gwałtownie się odwraca, dyszy, a ja ją całuję. Wszystko dzieje się naraz. Obie – równie gorączkowo – staramy się ściągnąć z niej ciasny mundurek. W końcu udaje mi się dać jej to, za czym usychała z tęsknoty, w szczytowym momencie orgazmu wbija we mnie paznokcie. Tej nocy nie mrużymy oka.

W ciągu roku przechodzi przemianę. Farbuje włosy na czerwono i kroczy z zaciśniętą pięścią na samym przodzie demonstracji. Gdy tylko ma ku temu okazję, głośno mówi o rewolucji.

Trzy lata później prowadzi spokojniejsze życie. Pozornie jak wszyscy inni, ale jej oczy płoną. Nikt nie może już jej zabrać tej niezależności.

Chociaż ja w swoich fantazjach nie posuwam się aż tak daleko. Zazwyczaj widzę przed sobą tylko tę niepewną i niewinną studentkę – i jej nieskończony potencjał. To mi wystarcza.

Kiedy opowiedziałam o tym Joanne, na jej twarzy pojawił się szczery uśmiech. I posłała mi piękne spojrzenie, którego nie umiałam do końca zinterpretować.

Chwilę szłyśmy w milczeniu. W parku na otwartej przestrzeni ludzie ćwiczyli qi gong. Młody mężczyzna siedział na ławce i karmił ptaki. Na innej kobieta czytała książkę. Woda w fontannie przyjemnie pluskała.

Nagle Joanne wyznała, że dopiero co skończyła toksyczny związek z kobietą starszą o dziesięć lat od niej.

Spytałam, jak długo były razem.

Minęło siedem lat, nim odważyła się zerwać z nią na dobre.

Zerknęłam na nią i zobaczyłam jej kruchość, to skłoniło mnie, żeby zamienić się w słuch. Kobieta była jej nauczycielką. Mężatką, z dwójką dzieci. Miała liczne grono przyjaciół, spośród których nikt nie wiedział o jej romansie z Joanne.

Co miałam na to powiedzieć? Milczałam i tylko na nią patrzyłam. Wtedy wzięła mnie za rękę. Moje serce zamarło.

Pocałowałam ją. Namiętnie. Po kilku chwilach odwzajemniła mój pocałunek i samo to wystarczyło, byśmy chciały się połknąć. Złapałam ją za pupę, a ona wodziła po mnie rękami. Skończyłyśmy równie raptownie, co zaczęłyśmy, Joanne zrobiła krok w tył i popatrzyła na mnie. Potem powiedziała: – Nie teraz.

Nie teraz.

– Chcesz iść ze mną wieczorem popatrzeć na asteroidę?

Ledwie dosłyszałam jej pytanie. Odpowiedziałam krótko: tak. Tak, tak, tak. Zadurzyłam się w niej i w tej cudownej obietnicy między teraz a później.

Wyjaśniła, że duża asteroida przelatuje właśnie blisko Ziemi i że ten wieczór jest idealny, aby przyglądać się jej z obserwatorium.

Słońce już zaszło, kiedy znów ją spotkałam. Miała przydymione oczy, buty na obcasach i piękne kolczyki, a na elegancką, intensywnie czerwoną sukienkę włożyła obszerną, grubą i brzydką zimową kurtkę. Tym rozkochała mnie w sobie jeszcze bardziej. Niedoskonałość obracała w piękno. Zarówno mężczyźni, jak i kobiety odwracali głowy i wodzili za nią wzrokiem. W duszy mruczałam jak kot. Była moja.

Przed obserwatorium ciągnęła się długa kolejka, potem w środku znów musiałyśmy czekać. W bardzo ciemnym pomieszczeniu bez jakichkolwiek mebli, z czarną wykładziną, czarnymi ścianami i wysokim sufitem. Joanne tak ładnie pachniała, stojąc przede mną w kolejce, aż ją objęłam. Jakże cudownie było tulić jej miękkie, uległe ciało i kiedy przejechałam dłonią po jej piersi, natychmiast się zorientowałam, że nie ma na sobie stanika. Pod cienkim materiałem sukienki czułam jej stwardniałe sutki.

Włożyłam pod nią dłoń i ogarnęło mnie podniecenie, palące. To przez te piękne, miękkie kształty Joanne i sutki łaskoczące mi dłoń.

Kiedy ją pieściłam, zaczęła oddychać trochę głośniej. To uświadomiło mi, że wokół nas znajduje się mnóstwo ludzi. W pomieszczeniu panował taki nabożny nastrój, jaki często spotyka się w bibliotece lub muzeum. Człowiek porusza się nieco wolniej. Mówi ciszej. I większą uwagę zwraca na otoczenie.

Ale było tam tak ciemno. Dlaczego ktoś miałby zwrócić uwagę akurat na nas, pomyślałam.

Przejechałam palcami po tylnej stronie jej ud i ostrożnie uniosłam sukienkę. Dotarłam do pośladków i doznałam przyjemnego szoku, dotykając nagiej skóry. Miała stringi. Włożyła je dla mnie.

Jej pupa była niewiarygodna. Aż musiałam spojrzeć. Widok był jednak niczym w porównaniu z tym, jak to było jej dotykać. Tak mnie to podnieciło, że pieściłam ją, jakbym miała nigdy nie mieć dość.

Dopadła mnie jednak myśl o tym, co zakazane w naszej aktywności. Docierały do mnie głosy ludzi, ożywiony gwar i świadomość, że osłania nas jedynie ciemność. Nie byłam w stanie jasno myśleć. Ale kontrolę nad moją dłonią przejęła żądza, więc delikatnie odsunęłam na bok stringi Joanne.

Ta znienacka wbiła mi paznokcie w udo, nie byłam pewna, co to znaczy. Czy to wyraz jej pożądania, czy chęć powiedzenia mi „stop, teraz już wystarczy”.

Wahałam się tylko krótką chwilę. Była tak rozpalona, pociągająca i seksowna, że moje palce wręcz ciągnęło między jej pośladki i dalej między nogi.

Wargi sromowe miała równie nabrzmiałe, co wilgotne. Aż zrobiłam się mokra. Porządnie. Nic na tym świecie nie oddaje w pełni uczucia, jakie towarzyszy wsadzaniu palca w tak podnieconą i wilgotną cipkę.

Nic, jeśli należy ona do Joanne.

Nie powiedziałam ani słowa i ona też nie, chociaż pomogłoby to nam w ciemności zamaskować nasze poczynania. Słyszałam, jak Joanne walczyła ze sobą, żeby nie jęczeć. Czułam jej łomoczące serce i pieściłam jej pierś. Ludzie się przesuwali, kolejnych wpuszczono do środka i ze względu na tych napierających z tyłu, my też musiałyśmy zrobić kilka kroków do przodu. Joanne wyślizgnęła mi się. Wyciągnęła do mnie rękę i chwyciła moje lepkie palce.

Zastanawiałam się, czy ją to podnieca.

Gwałtownie przyciągnęła mnie do siebie. Na ten piękny i klarowny sygnał serce aż mi podskoczyło w piersi; byłyśmy ze sobą w pełnej komitywie.

Tym razem objęłam ją ręką w pasie, tak było mi łatwiej pieścić jej łechtaczkę. Majtki nie przylegały zbyt ciasno. Odchyliłam je lekko na bok, aby bez problemu poruszać palcami w górę i w dół wśród tej cudownej wydzieliny.

Mocno ją trzymałam, kiedy dochodziła.

Dach obserwatorium był otwarty i na widok gwiaździstego nieba ogarnął mnie spokój. Przypomniało mi to, jak nic nieznaczące są wszystkie nasze problemy. Poczułam się wolna.

Po niewielkich stopniach weszłyśmy na podest pod gigantycznym teleskopem. Joanne był tak niewiarygodnie piękna, gdy odwróciła do mnie twarz, na której malował się podziw. I jeszcze coś. Rumieńce na policzkach. Rozpalony wzrok. Dzielona przez nas tajemnica, której dowody wciąż miałam na palcach. Wprawnym ruchem odgarnęła kosmyk włosów za ucho i pochyliła się, żeby popatrzeć przez obiektyw. Przymknęła jedno oko.

To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.