LUST. Wybór Cecilie - opowiadanie erotyczne - Camille Bech - ebook + audiobook

LUST. Wybór Cecilie - opowiadanie erotyczne ebook i audiobook

Camille Bech

4,1

Opis

"– Jesteś niesamowita – powiedział, padając wycieńczony u jej boku.

Było wspaniale, ale nim mu odpowiedziała, z trudem przełknęła ślinę. Myśl o Tomie nie chciała jej opuścić. Przez cały czas, gdy się kochali, fantazja o nim wielokrotnie pojawiła się w jej głowie. Przerażało ją to, że tak na nią działał i że nie była w stanie nad tym zapanować. Wiedziała też, że im częściej będzie go odwiedzać, tym bardziej się to nasili."

Cecilie jest młodą aktorką, która po powrocie z Nowego Jorku zaczyna budować w Kopenhadze swoją karierę i swój nowy świat. W końcu jest naprawdę szczęśliwa. Ukochany mężczyzna daje jej wszystko, czego zawsze pragnęła, a ich udany pod każdym względem związek to wymarzona relacja na całe życie. Pewnego dnia Cecilie prosi znanego aktora w podeszłym wieku o pomoc w przygotowaniu się do nowej roli. To spotkanie wywraca jej poukładany świat do góry nogami. Co takiego może jej dać stary schorowany mężczyzna, czego nie miałaby w swoim idealnym związku? I jakiego wyboru ostatecznie dokona młoda, piękna kobieta?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 211

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 5 godz. 10 min

Lektor: Mirella Biel

Oceny
4,1 (8 ocen)
2
5
1
0
0

Popularność




Camille Bech

Wybór Cecilie

Opowiadanie erotyczne

LUST

Wybór Cecilie

Tytuł oryginału

Cecilies valg

Przełożyła: Adriana Kowalska Copyright © 2018, 2019 Camille Bech i LUST Wszystkie prawa zastrzeżone ISBN: 9788726209129

1. Wydanie w formie e-booka, 2019

Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą LUST oraz autora.

Wybór Cecilie

Opowiadanie erotyczne

1

Obróciła się w półśnie, bo coś ją obudziło. Powoli otworzyła oczy, nasłuchując. Jedna z żaluzji odrobinę się przekręciła, wpuszczając do środka blady strumień światła lamp ulicznych.

Gdy obróciła się na drugi bok, jej usta powoli rozciągnęły się w uśmiechu. Ujrzała zarys jego ciała, a pragnienie dotknięcia nagiej skóry rosło w miarę, jak się rozbierał.

Allan pracował jako kucharz i zawsze późno wracał z restauracji. Obserwowała go w mroku; ciemne włosy miał potargane, jak zwykle po całej wachcie w czapce kucharskiej.

– Kocham cię – wyszeptała, widząc, jak odwraca się do niej i szeroko uśmiecha.

– Wskoczę jeszcze pod prysznic, skarbie – powiedział ściszonym głosem, choć byli tylko we dwoje.

Wyglądał zjawiskowo, jego wysportowane ciało niesamowicie ją podniecało. Przeciągnęła się leniwie, gdy ją całował.

– Dlaczego nie śpisz?

– Obudziłeś mnie – wyszeptała.

– Przepraszam.

Odgarnął jej z twarzy długie blond kosmyki i znów ją pocałował, a ona poczuła, jak fala ciepła zalewa jej podbrzusze.

Spojrzała za nim tęsknie, gdy wyszedł do łazienki. Oświetlało go słabe światło wpadające spomiędzy żaluzji i dostrzegła, że jego bokserki zaczyna rozpierać erekcja.

Allan był cudownym chłopakiem, w przeciwieństwie do egoistycznego Kevina. W towarzystwie Allana czuła się swobodnie, bo brał wszystko na klatę i jeszcze nie widziała, by coś go rozzłościło.

Był rozwiedziony i miał dwie córeczki, Amalie i Emmę; bywały u nich co drugi weekend i choć na początku było trudno, z czasem ich wizyty stały się coraz przyjemniejsze.

Mieszkanie na Christianshavn nie mogło się równać z tym, które dzieliła z Kevinem na Manhattanie, ale tamten nowojorski apartament stanowił jedyne pozytywne wspomnienie z ich związku.

Kevin był aktorem, tak jak ona. Poznali się w akademii teatralnej w Nowym Jorku; on uczył gry aktorskiej i wkrótce zaczęli się spotykać. Z jej strony nie była to miłość, teraz to widziała. Raczej fascynacja uczennicy starszym, dojrzałym nauczycielem i potrzeba poczucia bezpieczeństwa, jakie daje dzielenia z kimś życia w dużym, obcym kraju.

Kevin za dużo pił, codziennie brał narkotyki i często zachowywał się agresywnie, a ona się go bała, kiedy wybuchał gniewem.

Allana poznała krótko po tym, jak wróciła do Kopenhagi, i od tamtej pory się nie rozstawali. Było to zaledwie pół roku temu, ale wiedziała już na pewno, że to mężczyzna, za którego kiedyś wyjdzie. Dogadywała się z jego dziećmi i miała nadzieję, że któregoś dnia będą mieli wspólne.

– Wciąż nie śpisz. Liczysz na coś? – Przycisnął usta do jej ust, kładąc się obok.

Pieszczotliwie przesunęła palcami po jego twarzy; wyglądał na wykończonego, ale na widok jego wysokich kości policzkowych i szelmowskiego uśmiechu miękły jej nogi.

Z namiętnością odwzajemniła jego pocałunek, był cudownym kochankiem. Również i pod tym względem Kevin nie miał z nim szans, jako że tamten myślał tylko o sobie.

Poczuła jego palce na łechtaczce i rozchyliła nogi, by mógł wniknąć głębiej. Za każdym razem było tak samo przyjemnie, więc zrelaksowała się, choć trudno jej było wytrzymać w bezruchu.

Allan wiedział, co ona lubi, i zawsze o niej myślał – nawet wtedy, gdy szalejąc z podniecenia, ostro ją posuwał. Włożył w nią dwa palce, aż jęknęła cicho, i obdarzył ją zawadiackim uśmiechem. Niewiele było trzeba, by ją rozpalić, więc nie umiał się powstrzymać, by się z nią trochę podroczyć. Uniosła się w pościeli, napierając łonem na jego rękę i odwzajemniając pocałunki, które stawały się coraz bardziej zachłanne.

Zawsze była gorącokrwista, przez co wielokrotnie pakowała się w kłopoty, ale wierzyła, że tym razem będzie inaczej. Wierzyła, że już zawsze będą razem. Marzyła o spokojnym życiu rodzinnym, a gdyby trafiło jej się więcej ważniejszych ról, może mogliby sobie pozwolić na przeprowadzkę do większego mieszkania. Dziewczynki też przecież nie będą wiecznie spać z nimi w pokoju podczas swoich weekendowych wizyt.

Gdy się do niej przytulał, czuła, jak jego penis napiera na jej udo. Tęskniła za nim cały wieczór. Z uśmiechem zadowolenia przyglądał się jej narastającej żądzy, penetrując ją palcami i obserwując, jak wije się na prześcieradle. Uwielbiał jej krągłe piersi, duże i jędrne, uwielbiał brać w usta jej sutki i wodzić po nich językiem, a potem delikatnie je przygryzać.

Jęknęła głośno i wygięła się w łuk, chwytając go za włosy. Liżąc i całując, powoli ruszył w stronę jej mokrego łona; oddychał ciężko, napawając się jej nieskrywanym pożądaniem. Była taka namiętna, nigdy mu nie odmawiała, pragnęła go równie mocno, jak on pragnął jej – i uwielbiał ją za to. Westchnęła głośno, gdy dotarł językiem do łechtaczki i rozchylił palcami mokre wargi sromowe, po czym wtargnął językiem do środka. Było to nieopisane uczucie, kiedy czuł, jak jej ciało zalewa fala rozkoszy. Wydawane przez nią odgłosy mieszały się z dźwiękiem skrzypiącego łóżka, coraz intensywniejszymi z racji jej rosnącego podniecenia i namiętnych ruchów.

Uwielbiał tę atmosferę intymności, uwielbiał na nią patrzeć, kiedy czasem przypinał ją kajdankami do metalowego wezgłowia. Dźwięk metalu trącego o metal w połączeniu z jej jękami nierzadko zapierały mu dech w piersi.

Kiedy trochę wypili, udawało mu się ją namówić, by stawiała opór, co jeszcze bardziej nakręcało jego podniecenie. Nigdy nie mógłby sprawić jej bólu czy wziąć ją wbrew woli, ale lubił udawać, że tak jest.

Wiedział, że ona chce go poczuć, była niecierpliwa i nie mogła się doczekać, kiedy w nią wejdzie. Położył się między jej nogami, a po chwili poczuła wierzchołek jego penisa u wejścia pochwy. Zaplotła nogi na jego lędźwiach i uniosła się na prześcieradle, a on powoli wślizgnął się do środka. Jęknął cicho, a ona odnalazła jego usta, delektując się jednocześnie każdym centymetrem jego męskości.

Łóżko skrzypiało pod nimi swawolnie, a ona wiedziała, że jeszcze chwila i poczuje znajome napięcie w łechtaczce. Za każdym razem doprowadzał ją na sam szczyt, czasami nawet kilkakrotnie, zanim sam doszedł.

Nie wychodząc z jej cipki, przerzucił ją na siebie, a ona usiadła na nim wygodnie, by móc go ujeżdżać. Jego ręce zamknęły się na jej piersiach, kiedy spoglądał w jej brązowe oczy, lśniące z pożądania w słabo oświetlonym pokoju. Uwielbiała go ujeżdżać, była to jej ulubiona pozycja, w której najszybciej osiągała orgazm. Kiedy zaczynali właśnie od tej konfiguracji, orgazmów bywało więcej.

Poruszała się energicznie. Pozwolił jej narzucić tempo, podziwiając jej pożądanie. Po kilku minutach eksplodowała pierwszy raz, jęcząc głośno. Allan ugiął kolana i zaparł się stopami o pościel, by wejść w nią jeszcze głębiej. Kobieta nie przerywała, kontynuowała ujeżdżanie, więc już wiedział, że dla niej raz to za mało.

Obserwował, jak odchyla się w tył i zamyka oczy, dysząc ochryple. Ten widok za każdym razem go fascynował, gdy jej długie blond włosy były wilgotne z wysiłku i podniecenia. Kucnęła nad nim, żeby móc unosić się i opadać, a soki płynęły jej po udach, kapiąc mu na podbrzusze. Kiedy znów uklękła i zaczęła się o niego mocno ocierać, zorientował się, że zaraz znów dojdzie; słyszał to w jej oddechu i czuł, jak się na nim zaciska.

Było cudownie, chciał dość razem z nią, chciał wytrysnąć w tej samej sekundzie, w której jej pochwa pierwszy raz zaciśnie się spazmatycznie na jego penisie. Chciał wypełnić ją spermą, kiedy jej cudowne ciało ogarnie fala orgazmu. Tym razem wołała jego imię, posuwając się na nim w przód i w tył. Poczuł pulsowanie w członku i patrzył na jej twarz, kiedy tak namiętnie go ujeżdżała. Nie mógł już się dłużej powstrzymywać, było zbyt cudownie, więc poddał się, wchodząc w nią jeszcze głębiej. Prosił ją, by nie przerywała, muszą dojść w tym samym momencie. Napawał się jej podnieceniem, po czym z rykiem wypełnił ją spermą.

Wydawane przez nich dźwięki zlały się w jedno ze skrzypieniem łóżka, podczas gdy ich ciała spotkały się w innym wymiarze. Wymiarze, który należał tylko do nich, do którego nikt inny nie miał wstępu i w którym razem dawali upust pożądaniu.

Cecilie zdobyła wykształcenie w New York Film Academy; mieszkała w mieście przez pięć lat. Wróciła do Danii i zagrała kilka mniejszych ról w filmach, nim dostała angaż w sztuce teatralnej, do której się właśnie przygotowywała.

Miała być w teatrze o dziesiątej, więc niedługo powinna iść już spać.

– Było cudownie – powiedziała, kładąc głowę na jego klatce piersiowej.

– Hmm, Cecilie, zawsze jest cudownie. Kocham cię.

Zamknęła oczy i wkrótce usłyszał, jak zasypia z głową na jego piersi.

2

Jej aktorski styl miał w sobie pewne amerykańskie naleciałości, dlatego kiedy dostała pierwszą rolę teatralną, postanowiła podszkolić się u starszego duńskiego aktora. Miał na imię Tom, był po sześćdziesiątce, rozwiedziony i – jak sam ją uprzedził – dość trudny w obyciu.

– Ale przecież nie ma to żadnego znaczenia – odpowiadała, gdy przyjaciele i koledzy przestrzegali ją, radzili poszukać kogoś innego.

Przez ostatnie trzy miesiące często u niego bywała i bardzo dobrze im szło. Uzupełniali się, a on wyraźnie był pod jej wrażeniem, choć szczędził jej pochwał.

  Zaprzyjaźnili się, a Cecilie czuła, że w jego towarzystwie czuje się bezpiecznie, może nawet był jedynym człowiekiem na świecie, z którym się tak czuła, choć rozumiała, przed czym ostrzegali ją koledzy. Czuła również, kiedy nie jest zadowolony z jej postępów, ale postanowiła mu zaufać i przyjmować każdą krytykę, by jak najwięcej się od niego nauczyć.

Wkrótce się okazało, że mają wiele wspólnych zainteresowań, o których potrafią godzinami rozmawiać. Tom wiedział bardzo dużo niemal na każdy temat, a ona chłonęła od niego wiedzę i doświadczenie. W cudowny sposób poszerzał jej horyzonty, była nim zafascynowana, a jej wzrok często zatrzymywał się na jego ustach, gdy opowiadał o długich latach w zawodzie. Wyniósł go dla niej na wyższy poziom, sprawiając, że zaczęła postrzegać aktorstwo jako sztukę, i przestrzegał ją przed tym, by nigdy nie stało się to dla niej tylko pracą.

– Kiedy zatracisz pragnienie uczenia się czegoś nowego, nowych sposobów interpretacji czy form ekspresji, to będzie koniec, Cecilie.

Gdy któregoś wieczora wracała z teatru, gdzie przez ostatnich kilka godzin przypatrywała się próbom innych aktorów, zauważyła, że w mieszkaniu na Østerbro pali się światło. Miała w torbie scenariusz i nagle poczuła silne pragnienie, by zobaczyć się z Tomem. Uwielbiała siedzieć w jego salonie i słuchać jego wywodów lub chodzić przed nim w tę i z powrotem, demonstrując, jakie poczyniła postępy.

Zanim się zorientowała, stała już pod jego drzwiami z palcem na przycisku dzwonka, po tym jak wślizgnęła się na klatkę schodową, kiedy wychodził z niej któryś z mieszkańców. Usłyszała jego kroki, gdy szedł do drzwi, i wiedziała, że spojrzy przez wizjer, nim jej otworzy.

– A, to ty, witaj. Wejdź, proszę.

Wydawał się lekko stropiony, bo przecież się jej nie spodziewał. Poczuła, że jest mu winna wyjaśnienie.

– Byłam w okolicy i zobaczyłam, że pali się u ciebie światło, wiec pomyślałam, że może mógłbyś mnie przesłuchać… Ćwiczyłam cały dzień, zgodzisz się, Tom?

Wyglądał zupełnie, jakby skapitulował. Było już późno, postawił już na stole fiolkę z tabletkami, obok stała szklanka wody. Miał problemy z sercem i przeszedł operację wszczepienia bajpasów.

Spytała, czy kładzie się już spać.

– Właściwie miałem zamiar. Starsi ludzie zwykle tak postępują o tej porze.

Spojrzał na nią przeszywająco; była niesamowicie pociągająca, miała długie blond włosy, a jej brązowe oczy ciągle zmieniały odcień, odzwierciedlając jej nastrój w sposób, który sprawiał, że trudno było oderwać od nich wzrok. Gdy jej pełne, zmysłowe usta rozchyliły się w uśmiechu, a w oczach zabłysły iskry, Tom zapomniał, o co go zapytała.

– Przepraszam cię – powiedziała cicho, otwierając torbę, by schować do niej scenariusz.

Zdała sobie sprawę, że głupio postąpiła. Sztuka ją wciągnęła i Cecilie czuła, że dobrze się przygotowała. Chciała mu to zademonstrować, ale było już późno, a to przecież mogło spokojnie poczekać do jutra.

– Nie, nie, posłucham cię, byle nie całą noc.

Lubiła go i darzyła ogromnym szacunkiem. Sam kiedyś pracował w teatrze, ale choroba położyła temu kres, a teraz bardzo rzadko przyjmował role. Dla wielu młodych adeptów aktorstwa był prawdziwym autorytetem, a ona traktowała go z nabożnym lękiem, gdy jako świeżo upieczona aktorka przyjechała do Kopenhagi z Nowego Jorku.

Poznała go w teatrze krótko po przyjeździe; był tam umówiony z dawnym kolegą. Kiedy podeszła do niego z pytaniem, czy mógłby od czasu do czasu ją przesłuchać, był opryskliwy i stanowczo odrzucił jej prośbę.

– Nie przyjmuję uczniów – odparł z nutką arogancji w głosie.

Błagała go na klęczkach, by się zgodził. W końcu uległ, ale słyszała w jego tonie lekką irytację, kiedy z ociąganiem podawał jej swój numer telefonu. Przyglądał się jej z mieszaniną pogardy i podziwu, dzielonych po równo między jej wielkie ambicje aktorskie i jej urodę.

– Myślę, że tyle to nie zajmie, Tom… Dziękuję.

Zasiadł w swoim fotelu przy oknie, był zmęczony; widziała to w jego szaroniebieskich oczach, poznawała to też po jego oddechu, gdy siadał.

Był prawie łysy, ale na charakterystycznej twarzy wciąż jeszcze było widać, że kiedyś należał do wyjątkowo atrakcyjnych mężczyzn. Miał piękne usta, a w jego zadbanych zębach błyszczała złota korona. Nie był wysoki, zgadywała, że mógł mieć jakiś metr siedemdziesiąt pięć, ale z tego co widziała, wciąż miał ładne ciało, choć był ubrany w dżinsy i koszulę. Koszula była rozpięta u góry, a jej rozchylone poły odsłaniały złotobrązową skórę pokrytą siwymi włosami. Wciąż był dość umięśniony. Cecilie pomyślała, że to dziwne, że nie ma partnerki, ale wynikało to zapewne z jego trudnego charakteru.

Zapalił papierosa i włożył okulary do czytania.

– Jak tam, Cecilie, zaczynamy?

Miała zagrać służącą Krystynę w Pannie Julii Strindberga; chciała, by przesłuchał ją w scenie, w której Krystyna dowiaduje się, że Jean zdradził ją z rozwiązłą Julią.

Tom zafascynował się tą młodą dziewczyną, która z ogromnym uczuciem wcieliła się w rolę. Próbował skupić się na słuchaniu, ale zaraz wyraził pierwsze spostrzeżenie, jakie przyszło mu do głowy:

– Powinnaś grać pannę Julię… Kto, do cholery, zobaczył w tobie służącą?

Przerwała w pół zdania; Tom siedział na brzegu fotela. Poczuła nagły przypływ czułości wobec starzejącego się aktora i nim się zorientowała, klęczała tuż przed nim. On dodał, że jak zauważył, jeszcze nie do końca opanowała tę rolę, bo jako Krystyna wciąż była bardziej teatralna niż jako Cecilie. Potrafił to od razu wyczuć z doświadczenia.

– Dlaczego tak mówisz, Tom? Po prostu mnie wysłuchaj, dobrze?

Sięgnął do jej twarzy, ostrożnie odsunął jej z czoła kosmyk włosów, ale się opamiętał i z powrotem zasiadł w fotelu.

– Cóż, to oczywiste, że idealnie pasujesz do roli Julii, ale gdyby o tym nie myśleć, to… Tak, Cecilie, dobrze ci idzie.

Wstała i znów zobaczył ją w roli Krystyny, grzmiącej na Jeana, który spędził noc, kochając się z frywolną arystokratką.

– Masz wszystko, co potrzeba, moje dziecko. Na pewno coś z ciebie będzie, tylko następnym razem poproś o większą rolę, dobrze?

Włożyła scenariusz z powrotem do torby. Nie miała ochoty jeszcze wychodzić, ale widziała, że jest zmęczony, i nie chciała go rozgniewać.

– Oczywiście.

Uśmiechnęła się uwodzicielsko, a on po raz pierwszy od długiego czasu poczuł, że wciąż jest mężczyzną.

– Zmykaj. – Chciał, by to zabrzmiało żartobliwie, ale ujrzała powagę w jego pięknych oczach, gdy się z nim pożegnała, zamykając za sobą drzwi.

Czuła niepokój, gdy wchodziła do mieszkania. Dochodziła północ, Allan wkrótce powinien być w domu, więc poszła do łazienki, by zdążyć do łóżka przed jego powrotem. Z jakiegoś powodu wolała nie zdradzać mu, gdzie była. Oczywiście wiedział, że bywa u Toma, ale nie o tej porze. Zdziwiłby się, co doskonale rozumiała.

3

Allan i Cecilie mieszkali w jej mieszkaniu na Wildersgade. Była to ładna dzielnica, szczególnie latem, gdy pogoda dopisywała i goście kafejek przesiadywali w ogródkach. Ta część Wildersgade, którą oboje zamieszkiwali, była też małą oazą pośrodku miasta. Ze swoimi pochylonymi, starymi kamieniczkami i wyboistym brukiem przypominała wręcz francuską dzielnicę artystyczną. Do starych domków ledwie docierały dźwięki miasta, a uliczki były nieco za wąskie na współczesny ruch samochodowy. Cecilie uwielbiała panującą tu atmosferę. Przypominała jej o minionych czasach, w których dobrze się czuła, i które diametralnie się różniły od życia na Manhattanie.

Na Manhattanie wszystko było możliwe. Tam jej związek ze znacznie starszym mężczyzną, z którym dzieliła pasję do aktorstwa i literatury, mężczyzną o najpiękniejszych oczach, w jakie spoglądała, byłby możliwy.

Gdy piątkowego wieczoru wracali z kina, Allan pociągnął ją nagle w mały zaułek przy kawiarni na Johan Semps Gade.

– Co tu robimy? – spytała zdumiona, ale on tylko podwinął jej letnią sukienkę na pośladki.

– Chcę cię tu wziąć, moja piękna…

Pocałował ją natarczywie, a ona dała się porwać namiętności i jego entuzjazmowi, kiedy przyciskał jej nagie pośladki do zimnego muru.

– Zdejmij majtki, kochanie…

Przeszywał ją wzrokiem, rozpinając dżinsy. Jego członek był sztywny, gdy wysunął go ze spodni, a ona kucnęła przed nim w tej ciemnej bramie i wzięła go do ust. Było jak zwykle cudownie, idealnie mu obciągała, spoglądając na niego gorąco swoimi brązowymi oczami. Przytrzymał mocno jej głowę, wciskając się ochoczo między jej cudowne wargi.

Oboje byli podekscytowani ryzykiem, że ktoś może ich nakryć. Było to zuchwałe na nowy sposób, a ona jęczała cicho, ssąc jego członek. Świadomość, że jej cipka jest odsłonięta, dodatkowo go podnieciła i wkrótce ją do siebie przyciągnął. Pocałował ją namiętnie, unosząc ją i przyciskając mocno do muru. Była mokra, a kiedy poczuła nacisk jego penisa na gładko ogolonej szparce, jęknęła cicho. W sposobie, w jaki go całowała, wyczuwał jej niecierpliwość, była taka napalona. Pozwolił jej nasunąć się na członek i dyszał ciężko, czując ją na całej jego długości.

Było bosko, w tym momencie nikt inny nie istniał i nikt nie byłby w stanie przeszkodzić im w pogoni za rozkoszą. Podnosił ją na sobie i opuszczał, całując ją pożądliwie. Nie była to wygodna pozycja, więc postawił ją na ziemi i docisnął do kontenera na śmieci, stojącego pod murem.

Chwycił ją mocno za drobne pośladki i ponownie w nią wtargnął. Próbowała zdławić jęk, ale i tak musiał zakryć jej usta dłonią, by cała dzielnica nie dowiedziała się, że jego kutas wbija się właśnie w jej mokrą szparkę.

Czuł, jak na niego napiera i wiedział, że jest równie podniecona, jak on. Widział to i czuł ściekające jej po udach soki. Po krótkiej chwili osiągnęła orgazm, a on musiał jeszcze mocniej docisnąć rękę do jej ust, gdy fala rozkoszy ogarnęła jej piękne ciało.

Eksplodowała przed nim, walcząc o oddech. Było tak intensywnie, tak bosko, że on też nie potrafił się powstrzymać i w chłodnym, ciemnym zaułku wypełnił ją spermą, próbując zdławić ochrypły ryk. Opróżniając się do końca, szeptał jej do ucha sprośności. To wszystko było niesamowicie podniecające i zastanawiał się, dlaczego częściej tego nie robią. Potem pocałował ją czule i spytał, czy jej się podobało.

– Skarbie, było cudownie… Odważnie, prawda?

Roześmiał się, obejmując ją w pasie, a ona schowała swoje majteczki do kieszeni jego marynarki. Zaraz i tak będą w domu, więc co za różnica.

– Jesteś zboczona, Cecilie… kocham cię – powiedział, gdy ciasno spleceni skręcili w Wildersgade.

Była na siebie zła, że raz po raz przed oczami miała Toma. Nawet kiedy ogarnęła ją fala orgazmu, musiała sobie wmawiać, że to Allan tak silnie ją podnieca.

Godzinę później siedzieli w swojej niedużej kuchni, jedząc kolację. Cecilie myślała o zbliżającej się premierze; miała nadzieję, że utoruje jej ona drogę do jej przyszłej kariery i kolejnych ról.

– O czym myślisz, moja piękna?

Uśmiechnęła się mimowolnie; był taki uważny i nie ukrywał, że jest nią zafascynowany. Zrobiło jej się ciepło na sercu.

– O premierze.

– Co mówi Tom? Jest zadowolony?

– Tak, mówi, że jestem dobra… Oczywiście tu i ówdzie mnie poprawia, bo przecież taka jest jego rola, ale wydaje mi się, że jest zadowolony.

– Szkoda, że nie wie, jaka dobra jesteś w łóżku… Nie próbuje cię obmacywać?

– On taki nie jest, Allan. Nigdy by czegoś podobnego nie zrobił.

Allan uśmiechnął się przebiegle, wstając i podnosząc ją z krzesła.

– Chyba wciąż nie masz na sobie majtek…

Posadził ją na blat kuchenny i przyciągnął na sam brzeg, rozpinając sobie dżinsy. Cecilie dawała mu wszystko, czego nie potrafiła dać mu żona. Nigdy mu nie odmawiała i często była nawet bardziej rozochocona niż on.

– Znów jesteś gotowy?

Rozsunęła nogi, by mógł w nią wejść i jęknęła głośno, gdy umieścił penisa między jej wargami sromowymi.

– Jestem zawsze gotowy… A ty? Masz ochotę?

Oplotła go nogami i docisnęła mocniej do siebie, szepcząc, że zawsze ma na niego ochotę. Ścignął jej sukienkę przez głowę i rzucił na podłogę, po czym wysunął jej cudowne piersi z biustonosza. Zaczął łapczywie ssać jej sutki, a ona dosunęła się do niego jeszcze bliżej i po chwili szeptała do niego błagalnie, że chce go w sobie poczuć. Uwolniła go z bluzy, całowała po szyi i skubała ustami jego sutki.

Było jej cudownie, napawała się nim, potrafił ją rozpalić w okamgnieniu i tak często, jak tego pragnęła, a jednak… Przed oczami znów pojawił jej się obraz Toma, a myśl, że to on bierze ją na blacie kuchennym, nie dawała jej spokoju.

Opuścił dżinsy i zdjął je kopnięciem, w ślad za nimi poszły też bokserki; teraz miał większą swobodę ruchu. Poczuła na pośladkach jego ręce, gdy powoli wślizgnął się do środka. Było bosko, nie mogła się nim nasycić, bliskość jego ciała wzbudzała w niej zakazane myśli, a gdy zaczął mocno na nią napierać, jęknęła z rozkoszy. Otoczył ją ramionami i przytulił do siebie, ściskając długie, jasne loki. Po chwili odciągnął jej głowę mocno do tyłu i pocałował gwałtownie, natarczywie.

– Cecilie…

To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.

Przepraszamy, ten rozdział nie jest dostępny w bezpłatnym fragmencie.