Legenda - Stanisław Wyspiański - ebook

Legenda ebook

Wyspiański Stanisław

2,0

Opis

Legenda” to dramat autorstwa Stanisława Wyspiańskiego, w dwóch aktach.

Utwór oparty na podaniu o Wandzie i Kraku, przekształconym przez powiązanie losów bohaterów z fantastycznym światem bóstw zamieszkujących Wisłę. Wprowadzając szereg zbrodni rodowych Wyspiański nawiązał do tragedii greckiej.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 56

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




Wydawnictwo Avia Artis

2018

ISBN: 978-83-65922-75-5
Ta książka elektroniczna została przygotowana dzięki StreetLib Write (http://write.streetlib.com).

OSOBY

KRAK

WITEŹ

WANDA

ŚMIECH

ŁOPUCH

GĘDŹCE

CHÓR

Rzecz dzieje się w dworcu wawelskim.

AKT I

Przed mnogim wiekiem na tej górze,

przed mnogim, mnogim wiekiem -

król mieszkał starzec, zbrojny wój,

co nosił prosty chłopski strój

i na sękatym wspierał się kosturze,

a silny, mocen był jak zbój;

dębczaki łomot w prawice.

A otaczał się rad chórem widów,

znachorów i guślarzy.

Mieszkał we dworcu, który sam

budował; w krzyż wielkie podwórze,

stołpami najeżone bram,

które były ku straży.

A ściany dwora miały lice

z jodłowych płatew,

a podcienia były wyrzezane

w kolaki i słupce rzeźbione,

skąd był ku rzece Wiśle wgląd,

a na Wiśle stało wiele tratew;

że gdy się starzec patrzał stąd,

przed oczyma miał bory zaczerniane.

Bielańska bowiem wonczas góra

i pagór Bronisławy

borami były osłonione

jodłowymi, skąd tarcie brał

na dworzec. Wiać gdy stał

w podcieniu, a ku wodzie

poglądał, we wstęgę wody szarą

zapatrzony, szły wonie

i szemrot szedł wiślany,

że to spodem grodu były skały

i jakowaś grota wysklepiona,

którą spłukała woda,

że tam niby kiedyś się skrywała

struga źródlana i że gad się krył;

że węże były świecone,

a na górze ongi ołtarze

i kamieniste stolnice,

a nawet ponoś chram.

Wszystko to rycerz Krak

poburzył i zaorał sam,

i dziś tam z jego dworów kalenice

łyskały dzioby baszt a bram.

Ten teraz starzec- król

legł niemocą powalon,

że ciężko był zachorzał,

a lat przydługich brzemion

dźwignął sporo; też żadne już ziele,

które zniosły darem czarownice,

nie pomagało nijak na ból

i że trza było już mrzeć;

więc na ostatek dni,

jak gwiazda zaranna gorzał

i gasł przy tym wschodzącym Słońcu,

i wiedzieli to już w jego narodzie,

że pomrze. Tak mu na końcu

przyszli śpiewać i grać na żegnanie,

i sami już w śmierć się gotwoili,

bo zbójcę opadli mieszkanie

witezia i mordowali,

a jakoby okupu słusznego,

owej córy witeziowny żądali,

która była cud cudów dziewka,

bo i pani słuszna, i krewka,

a mająca Wanda za miano.

Tej tedy w sługę żądano

i na hańbę.

Patrzajcie, oto starzec skonał

przed chwilą - a lud mu patrzy w usta;

do kolan przypadły go otoczył.

Guślarze są i wróżę, i wróżki,

pastuchy, koniuchowie, dworany,

komesy jego abo służki.

A oto córka, ta jasnowłosa,

której oczy jako niebiosa,

jasne a czyste, a z błękitu.

Ta z włosem płowym jasna,

to jego córka, zapłakana,

a pobok jest choina złożona,

w powrósła zielone wiązana,

i drwa sporo pobok ciosanego,

bo to na stos; to dla niej i dla niego.

Ze córka, więc razem palona

będzie. Dworzec się spali,

a jutro niech zbój go posiądzie.

Bronią się jeszcze.

Rumot i wrzask koło hali.

Piaskiem w oczy sypią najezdnikom,

rzucają pomiot kamieni,

godzą grotem i godzą oszczepem,

i garnce z gorącym lepem

na łby im leją z przyczołów wież.

A słonce hań w czerwieni

zachodzi i z harfami czekają wieszcze

na świętą noc.

Jeszcze walczą.

Patrzajcie - oto sił ostatkiem

walczą:

CHÓR

Wleźli na grodzki wał!

Wdarli się w dolną sień!

Przesadził bite koły!

Tu pędzi ryś wesoły!

Dzidami, grotmi weń!

Cięgiem spychać na doły!

Postójcie, roty stójcie!

Śmigać w nich gęstwą strzał!

Spierajcie łuk co sił!

Spadł! - chynął się wśród skał.

Spadł! - w paści, w gruz się wrył.

Kolaki, zadziory weń!

Imać kamiony do proc!

Patrzajcie, białowłosy zwierz;

ogniami płonie jego szczyt;

za nim rycernych świt!

Po gankach górnych letą,

od blachów światła miętą.

Za broną strzymać młódź!

Nie puścić na świetlicę! -

Weselem jemu gore lice! -

Gradem tłuc z górnych wież!

Oburącz walić miotem,

niech walą się pokotem!

Aż tu, aż tu ich zwódź.

Oburącz bronce dzierż!

Spalić zamek! Słup zwalą!

Niech się w ogniu osmalą!

Żagwiami prażyć po łbiech!

Gotowić smolnych wiech! !

Zeprzyjcie się ramiony,

staniecie tu u brony! ! !

ŁOPUCH

Niebo się ciemni nocą,

wichura chmary zgania.

Hen drzewa się łomocą.

Ciemność zamek osłania.

ŚMIECH

Burza to, gromka burza.

Hań czarna leci chmura.

Strugi luną za czas.

Skoro gruda ośliźnie od śluz,

będziem spychać ich łatwie przez moc.

O patrzcie! - czerń skłębiona

w mrokach zamczysko nurza!

Jeszcze was tu jest duża!

Brać złomy, drzewce, gruz! !

ŁOPUCH

Chyżej - nimże zagabną,

zapuścić ostrza bron,

niech spadną koły na próg!

Chyżej! - dopadną w lot!

Zamknąć ode świetlice!

Spomóżcie brony zwlec!

Hej, chłopcy - silnie jąć!

(Kilku chłopów chwyciło za sznury od brony i ciągną; wśród nich: )

ŚMIECH

Nie zdolę, nie wydolę.

ŁOPUCH

Ciąć sznury nożem - ciąć! !

CHÓR

Niemce lecą w podwórze! !

ŚMIECH (pochylony nad Wandą)

Twój dom, patrz, mocą wzięt!

Dla ciebie niewola i srom! -

Chceszli pójść do pęt? !

Wy wleczeni w powrozach,

twój rodzic rzucon psom!

CHÓR

Uciekać! !

WANDA

Tchórze! ! ! ! Tchórze! ! !

(Gdy sznury przecięto toporem)

(brona zapadła z trzaskiem).

(Za broną zostali obrońcę;

odcięci, na pastwę zdani).

ŚMIECH

(poza Wandą)

Ty słuchaj - jest porada:

przysięgą ty się zwiąż,

będziesz silna jak mąż,

niemoc od cię odpada ... . .

Ty młoda, ty urodna,

ciebie by Żywią wysłuchała,

gdyby ty z Żywią co gadała

i Żywi się sprzysięgła.

Łopuch, co czarów świadom, gadał,

że kto by czarów moc posiadał,

od Żywi daną . . .

WANDA

Co radzicie? -

Ja się przysięgnąć tej, co naga,

w prawicy dzierży jabłko kras,

nad czołem wieniec ziół,

poza nią święty las,

sosny słońcem czerwone. -

Mnie to żąda, mnie wzywa

z tego lasów kościoła?

Jestżem ci ja godziwa?

Jakożem w ziemię wryta,

że drżę - onaż mnie wita,

mojeż wróżby przekleństwem, znaczone?

ŚMIECH

(mówi tuż przy jej twarzy, stojąc za nią)

. . .

Ten mógłby wszystko,

Łopuch gadał,

kto by się Żywi przysiągł cały;

czarów by dziwną moc posiadał,

ratarów obcych precz wypędził,

odegnał za wały -

ocalił ludy, któreć lżą -

piorunem, burzą władał

i wszystko zyskał świętą krwią,

zaklętych młodych lat. -

Pomnijcie, stary król w sromocie,

odarty z godnych szat!

WANDA

Co czynić? ! - Krew u krat!

Darmo ważą się w sile,

za broną skargi klną,

jako w stosu palonej mogile. -

Do Żywi mówić lęk.

To pani ziemi krasnolica,

pioruny wiąże w pęk -

pogardzi mną!

ŚMIECH

Mów, a wysłucha; ty dziewica.

Przywołaj gromy, jako chcesz,

łyskane ognie krzesz.

WANDA

O, skry się w oczach mienią....

Ona! za krwi czerwienią.

ŚMIECH

Już biega, biega sienią!

WANDA

Czyli krzyczą haj Niemce?

Czy moi właśni ziemce?

Dur mnie chyta, dur mąci mi oczy.

Kto hań po sieni kroczy? !

ŚMIECH

Gdy bronę zwalą siekirami,

zabiorą cię jak własną!

WANDA

Wpierw mnie pioruny trzasną!

Nóż bo ten wprzódy w piersi Wbiję,

nimbym się dała skować.

Przenigdy, raczej chcę już Żywi

ślubować! - Chcę ślubować! !

ŚMIECH (odstępuje od niej w trwodze i grozie)

(w miarę jej słów)

Wybierasz śmierć!

WANDA

Śmierć świętą!

Śmierć, śmierć - wolej niż pęto!

(w modlitwie)

Żywo! Bogini, Wy świetlani,

Zezulo, krasopani,

złota, słoneczna,

urodo różo- mleczna,

czarów Dziwo!

(Klęka, przypadła do ziemi

i już rękami obiema,

złowieszcza zbójczyni niema,

łanie chwyta i gniecie kolony;

już w pierś zwierzęcia włochatą

nóż wpycha połyskujący;

krwi strumień już trysnął gorący,

a ona nóż wznosi skalany

i ręce kładzie na nożu,

i ręce wznosi ku twarze,

i krwią się gorącą maże.

Złowieszcza zbójczyni niema

klęczy z rękami obiema

na piersiach skrzyżowanemi.

Koło niej światła, pioruny,

błyskańce koło jej głowy.

Krwią ręką zatacza runy,

a usty szepce zamowy).

ŁOPUCH

Klnie się? - Jestże w obłędzie?

Jakieś głosi orędzie?

Czyli z Bogiem rozmawia piorunem?

Jeśli klątwę przysięże,

Śmierć ją samą dosięże,

(do Śmiecha)

a wy, bracie, tej Śmierci zwiastunem!

WANDA

Klękam przed Twe ołtarze.

Z promu skoczę od włazu

na ony skalny głąb.

Pragniesz mnie, jagem młoda,

urody