Kurs spełniania marzeń - Maria Krasowska - ebook + książka

Kurs spełniania marzeń ebook

Maria Krasowska

0,0
39,90 zł

lub
-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Chodź, spełnimy marzenia!

Jeśli jesteś taka jak ja, to masz wielkie marzenia. Chcesz zostać aktorką? Latać w kosmos? Wejść na Mount Everest? Prowadzić firmę? Studiować na Harvardzie? A może pragniesz czegoś zupełnie innego, lecz równie szalonego? Bez względu to, co Cię kręci, założę się, że usłyszałaś kiedyś przynajmniej jedno z poniższych zdań:

To niemożliwe.

Wróć do rzeczywistości.

Nie zajmuj się głupotami.

Lepiej idź odrabiać lekcje.

Pocieszę Cię. Twoje marzenia wcale nie są głupie i na 99% są też wykonalne (1% zostawiam tym, którzy chcą podróżować w przeszłość albo zbudować dom na Jowiszu). Nie daj sobie wmówić, że czegoś nie możesz, tylko dlatego, że jakaś ciotka albo koleżanka tak uważa.

To nie znaczy, że łatwo będzie te marzenia spełnić. Ale da się.

Nazywam się Marysia Krasowska i krótko mówiąc - w młodym wieku osiągnęłam rzeczy, o których wiele osób marzy. A wszystko dzięki temu, że przez ostatnie 15 lat ciężko pracowałam na swój sukces. Metody, z których korzystałam (i dalej korzystam!), opisuję w tej książce, abyś i Ty mogła wspiąć się na szczyt. Wierzę w Ciebie i w Twoje marzenia. Gotowa, by na nie zapracować?

Do dzieła!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB
MOBI

Liczba stron: 172

Data ważności licencji: 1/14/2031

Oceny
0,0
0
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.



Projekt okładki: Magdalena Kaczanowska

Projekt layoutu: Ewa Popławska

Redakcja: Maria Dobosiewicz

Redaktor prowadzący: Małgorzata Święcicka

Redakcja techniczna: Sylwia Rogowska-Kusz

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Zuzanna Pasikowska, Barbara Milanowska (Lingventa)

© for the text by Maria Krasowska

© for the Polish edition by MUZA SA, Warszawa 2026

ISBN 978-83-287-3876-8

You&YA

MUZA SA

Wydanie I

Warszawa 2026

–fragment–

Ten e-book jest zgodny z wymogami Europejskiego Aktu o Dostępności (EAA).

You&YA

MUZA SA

ul. Sienna 73

00-833 Warszawa

tel. +4822 6211775

e-mail: [email protected]

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Wersja elektroniczna: MAGRAF sp.j., Bydgoszcz

Wstęp

Cześć!

Właśnie trzymasz w rękach przewodnik, który poprowadzi cię ku marzeniom, zarówno tym małym, jak i tym wielkim. Nie zawiera on całej wiedzy tego świata ani tym bardziej nie jest odpowiedzią na każdy problem, jaki kiedykolwiek napotkasz. To książka, którą napisałam z myślą o nastoletniej Marysi – przekazuję ci tutaj wszystkie lekcje, które przekazałabym młodszej sobie, by ułatwić i umilić sobie życie.

Kurs spełniania marzeń napisałam 4 lata temu, w wieku 24 lat. Mieszkałam wtedy w Las Palmas na Gran Canarii i żyłam moim najlepszym życiem. Spełniałam marzenia. Codziennie byłam na plaży i w kółko surfowałam. Dwa lata później sporo się posypało, ponieważ nabawiłam się okrutnej kontuzji kręgosłupa, która dręczy mnie do dziś, lecz mimo niezliczonych wad są i zalety tej sytuacji – potrafię spojrzeć na życie z innej perspektywy. Właśnie o nią wzbogaciłam tę książkę, ulepszając jej pierwotną wersję. Dodałam też nowe przemyślenia, wskazówki i zadania, byś wyciągnęła z tego poradnika maksymalnie dużo – i przy okazji nauczyła się na moich błędach, bo lepiej się uczyć na cudzych niż na własnych.

Poza tym uzupełniłam tę książkę o wykresy, które także mogą ci pomóc. Niektóre pozwalają spojrzeć na problemy z odmiennej perspektywy, a inne pozwalają poczuć, że nie jesteś jedyną osobą na świecie z daną trudnością życiową. Wykresy te pochodzą z ankiety, którą przeprowadziłam na Instagramie. Wzięły w niej udział moje obserwatorki, same dziewczyny, głównie w wieku 13–15 lat (11% miało 12 lat, 32% 13 lat, 25% 14 lat, 17% 15 lat, 5% 16 lat, a pozostałe 10% respondentek było w innym wieku). Odpowiedzi udzieliło ponad 1300 dziewczyn!

Nie wiem, ile akurat ty masz lat, gdzie mieszkasz, co lubisz robić ani o czym marzysz, ale zgaduję, że jesteś młodą dziewczyną (chłopaków też pozdrawiam i zachęcam do czytania – uprzedzam jednak, że ta książka jest napisana z damskiej perspektywy), która chce być szczęśliwa, pragnie osiągać sukcesy i spełniać marzenia, nawet te najbardziej szalone. Być może chcesz podróżować po świecie, zostać aktorką albo wydać własną książkę – te marzenia najczęściej padały w ankiecie.

No i super! Trzymasz podręcznik do sukcesu – niejedyny na świecie i niejedyny słuszny, ale za to świetny na start. Bywa wciągający (mam nadzieję!), ale nie chcę, abyś przeczytała go jednym tchem, a potem odstawiła na półkę. Tu jest zawarta teoria, czyli narzędzie do sukcesu, a nie sukces sam w sobie. By zobaczyć efekty, musisz ruszyć cztery litery i wziąć się do roboty.

Po przeczytaniu każdego rozdziału wdroż w życie zawarte w nim rady. Dopiero potem czytaj dalej.

Ostrzeżenie! Kurs spełniania marzeń jest drogowskazem do fajnego życia, ale tylko życia według Marysi. Każdy z nas ma inną definicję szczęścia i nie wszystkim przypadnie do gustu dokładnie takie podejście, jakie tu opisuję. Nie ma w tym niczego złego. Nie musisz być taka jak ja. Dopasuj moje rady do własnego życia i BĄDŹ SOBĄ! Zawarte tu wskazówki możesz naginać, zmieniać i dostosowywać do siebie.

Bądź też wytrwała! Większość zmian nie zachodzi nagle. To proces, czasami bardzo długi. W tej książce pomogę ci przez niego przejść, ale bądź wobec siebie wyrozumiała i cierpliwa. Bądź swoją najlepszą przyjaciółką. Traktuj się z miłością.

To jak? Gotowa?

Chodźmy spełniać marzenia!

1. Wstawaj rano

„Zacznij każdy dzień od biegania”

– mówił post na Instagramie, który zobaczyłam któregoś dnia, i aż parsknęłam śmiechem, gdy w opisie doczytałam: „wtedy będziesz mieć pewność, że nic gorszego cię już dzisiaj nie spotka”. Nie lubię biegać, więc zapadło mi to w pamięć, tak się roześmiałam.

Choć cel posta był humorystyczny, można z niego wyciągnąć pewne lekcje. Po pierwsze – to, czego ci się najbardziej nie chce, to często właśnie ta czynność, którą najbardziej powinnaś wykonać.

Po drugie – im wcześniej wykonasz tę czynność, tym przyjemniej miną ci kolejne godziny, dzięki czemu nie spędzisz całego dnia z przytłaczającą myślą, że prędzej czy później będziesz musiała wykonać jakieś znienawidzone i/lub trudne zadanie. Odbębnij ten obowiązek rano, bez zwłoki, a potem ciesz się przyjemnym popołudniem.

W przeciwieństwie do Klubu Piąta Rano nie zamierzam posuwać się do ekstremum i wmawiać ci, że musisz wstawać codziennie o świcie, bo inaczej nigdy nie osiągniesz sukcesu. Jeśli jednak zadbasz o dobry sen, czyli taki od około 22:00 aż do rana, a nie od rana do południa, to twój umysł będzie pracował lepiej, a ciało wstanie w lepszej kondycji. To z kolei ułatwi ci działanie i pracę nad marzeniami. Bo marzenia się nie spełniają – marzenia się spełnia. Czeka cię sporo pracy, która czasami będzie przyjemna, czasami średnio, a czasami wcale, ale jeśli porządnie się wyśpisz i wstaniesz rano, a potem szybko uporasz się z najtrudniejszymi zadaniami, pójdzie ci łatwiej.

Ale do rzeczy. Odpowiedz sobie na te pytania:

Kiedy ludzie pracują najefektywniej? Rano czy wieczorem?

Kiedy najwięcej rzeczy cię rozprasza? Mogą to być powiadomienia z Messengera, mama wołająca na obiad lub prosząca o rozwieszenie prania, telefon od przyjaciółki, plany ze znajomymi. Rano czy wieczorem?

Kiedy masz największą ochotę zapuścić korzenie w kanapie i obejrzeć kolejny odcinek ulubionego serialu? Rano czy wieczorem?

Pobawię się we wróżkę. Uwaga, zgaduję:

Ludzie statystycznie najefektywniej pracują rano, kiedy ich umysł jest wypoczęty.

Rozpraszacze atakują nas raczej po południu i wieczorem. To wtedy napływa najwięcej powiadomień, twórcy wrzucają nowe filmy na YouTube i story na Instagram.

Lenistwo najmocniej dopada nas wieczorem, po szkole lub po dniu pełnym pracy.

Z powyższych obserwacji wyłania się prosty wniosek: jeśli chcesz zrobić coś produktywnego, zrób to rano. Nie masz czasu? Nastaw ten znienawidzony budzik w weekend na szóstą i natychmiast weź się do pracy. Tak, w piżamie. Ubranie poczeka, telefon i miliony powiadomień też. Najlepiej zostaw smartfona w innym pokoju. Pracuj nad swoim wymarzonym projektem i ciesz się efektami, które prawdopodobnie nadejdą szybciej, niż gdybyś próbowała osiągnąć to samo, ale wieczorem.

Oczywiście trochę generalizuję. Będę to często robić, inaczej ta książka miałaby dziesięć tomów. Chcę ci po prostu pokazać, jak żyje większość ludzi i jak najczęściej można sobie ułatwić rzeczywistość. Na pewno nie zgodzimy się we wszystkim i to jest absolutnie w porządku. Nie chcę niczego narzucać, chcę ci za to dać do myślenia. Myślenie to okrutnie niedoceniany przez ludzkość proces. Uruchommy więc szare komórki i do dzieła.

Dzielę się z tobą tą poradą, ponieważ wspaniale się u mnie sprawdziła. Kiedy miałam 15 lat, zapragnęłam napisać książkę. Pisanie to jednak czasochłonne zajęcie – dużo bardziej, niż mi się wydawało – a ja miałam wtedy sporo zajęć pozaszkolnych, od angielskiego po akrobatykę, przez co czas na pracę nad powieścią mogłam znaleźć wyłącznie rano przed szkołą albo w weekendy, również rano.

Co zrobiłam, by ten czas wygospodarować? Przez kilka miesięcy wstawałam o wschodzie słońca! Tuż po wstaniu kładłam laptopa na kolanach, leżąc dalej w łóżku, i rozdział po rozdziale pisałam moją pierwszą powieść pt. Wyspa X. Nie robiłam tego codziennie, ale przez większość dni. W ten sposób w pół roku napisałam książkę, której w innym wypadku pewnie nigdy bym nie skończyła, bo proces ciągnąłby się tak długo, że zdążyłabym się nim zanudzić.

Miałam wtedy dziwny okres w życiu (prawdę mówiąc, w moim życiu każdy okres jest dziwny) i wstawałam rano sama z siebie, bez budzika. Nienawidziłam budzika, więc by go nie używać, chodziłam odpowiednio wcześnie spać – około 22:00, czasami nawet 21:30. Moi rówieśnicy urządzali imprezy, po których spali do 14:00, albo grali całymi nocami na konsoli, po czym spali do 15:00… ale nie przepadałam wtedy za rówieśnikami, więc mój mocno indywidualistyczny styl życia bardzo mi odpowiadał.

Rano z reguły mamy też więcej motywacji. Prościej rozpocząć dzień od czegoś trudnego, na przykład treningu czy pracy nad książką, a potem kontynuować życie zgodnie z rutyną, niż robić w ciągu tej rutyny przerwę na coś, co wymaga sporego wysiłku czy silnej woli.

Poza tym rano łatwiej się skupić. Jeśli wstaniesz o wschodzie słońca, jest duża szansa, że twoi domownicy dalej będą spać, zwłaszcza w weekend. Nikt nie będzie ci zawracał głowy prośbą o obranie ziemniaków czy załadowanie zmywarki. Nie zadzwoni do ciebie przyjaciółka, nie dostaniesz też żadnych powiadomień. Mam rację?

Jeśli jednak nie wyobrażasz sobie porannego wstawania, głowa cię boli na samą myśl o budziku w weekend, a promienie wschodzącego słońca palą cię żywcem niczym wampira, to mam dobrą wiadomość – da się to zrobić w drugą stronę, czyli wstać późno, ale zarwać za to kawałek nocy. Przetestowałam ten sposób. Czy go polecam?

To zależy.

W USA listopad to Narodowy Miesiąc Pisania Powieści (National Novel Writ­ing Month). Wspominam o tym, bo w 2020 roku wymyśliłam fabułę Fali, ale… nie mogłam się zmotywować do napisania tej książki! Rano zawsze coś odciągało moją uwagę, w środku dnia dopadało mnie lenistwo i odkładałam zadanie do wieczora, a gdy ten nadchodził, w kółko ktoś zawracał mi głowę. Nie miałam jak pisać. Mimo to postanowiłam, że CODZIENNIE przez CAŁY MIESIĄC będę pracować nad książką, nawet gdybym miała napisać tylko JEDNO zdanie każdego dnia.

I wiecie, co się stało?

Na początku nic. Już pierwszego dnia zwlekałam z pisaniem! Każdy moment był kiepski na rozpoczęcie pierwszego rozdziału, więc nie rozpoczęłam wcale. Wybiła północ, a ja dalej nic nie napisałam. Jednak postanowienie codziennej pracy tak mocno we mnie siedziało, że mimo późnej godziny stwierdziłam, że nie zasnę, póki czegoś nie napiszę.

Zaczęłam więc pisać w środku nocy.

Co więcej, byłam tak uparta, że tamtego listopada każdego wieczoru – czasami o 21:00, czasami o 23:00, a czasami w ogóle bliżej wschodu niż zachodu słońca – kładłam się pod kołdrą z laptopem, włączałam moje kuliste lampki przy łóżku (nikt nie pytał, ale to bardzo ważne dla tej rutyny!), odpalałam Worda i pisałam. CODZIENNIE. Bez względu na godzinę siadałam do tekstu przed pójściem spać i to działało jak magiczne zaklęcie. Książka powstawała strona za stroną, rozdział za rozdziałem.

Niewiele się to różniło od porannego wstawania. Po pierwsze, miałam święty spokój. Nikt nie zawracał mi głowy, bo wszyscy domownicy albo relaksowali się już przed wybranym przez siebie ekranem, albo spali. Czasem pisała do mnie przyjaciółka, a wtedy albo odpowiadałam, że piszę i nie mogę rozmawiać, albo odpowiednio wcześniej włączałam tryb samolotowy, wylogowując się tym samym z wszechświata. Moim celem było pisanie i nie miałam zamiaru pozwolić nikomu ani niczemu stanąć mi na drodze.

W ten sposób po raz pierwszy od miesięcy udało mi się regularnie pisać. W 4 tygodnie napisałam wtedy około 200 stron, co albo jest do dziś moim życiowym rekordem, albo oscyluje gdzieś blisko niego. Gdyby nie to, że w ostatnich dniach listopada wyjechałam w podróż na Wyspy Kanaryjskie, to w 2–3 miesiące miałabym gotową książkę. Tak czy inaczej, był to świetny początek, a ja po powrocie z podróży szybko wróciłam do pisania, by 3 lata później zobaczyć Falę na 1. miejscu topki Empiku. Gdyby nie regularna praca tamtego listopada, nigdy bym tej książki nie napisała.

Swoją pierwszą książkę napisałam dzięki porannemu wstawaniu.

Swoją najpopularniejszą książkę napisałam dzięki codziennej pracy po nocach.

Polecam jednak poranne wstawanie, bo zarywanie nocy przez dłuższy czas nikomu jeszcze nie wyszło na zdrowie, a zdrowie jest przecież najważniejsze. Idź więc wcześniej do łóżka, obudź się wraz ze wschodzącym słońcem i od razu rozpocznij to najtrudniejsze zadanie, które przybliży cię do twoich marzeń.

ANKIETA:

Załóżmy, że nie masz czasu na pracę nad swoimi marzeniami. Co wtedy robisz?

Czekam do wakacji albo innych wolnych dni (46,9%)

Znajduję czas przed spaniem i zarywam noce (26%)

Wstaję wcześniej, żeby znaleźć trochę wolnego czasu (15,4%)

Inne (11,7%)

   Zadanie dla ciebie: przez następny tydzień wstawaj codziennie o 1–2 godziny wcześniej niż zazwyczaj. Przeznacz ten czas na realizację swojego celu. Może to być codzienne pisanie książki, rozciąganie do szpagatu, czytanie o inwestowaniu albo uczenie się języka obcego. Po tygodniu wyciągnij wnioski. Jest duża szansa, że zechcesz kontynuować.

TYGODNIOWY HABIT TRACKER

Ważne! Nie sięgaj rano po telefon ani nie rób niczego, co nie jest niezbędne. Skorzystaj tylko z toalety i napij się wody. Zostaw smartfona w trybie samolotowym i WEŹ SIĘ DO PRACY. Po godzinie zrób przerwę na śniadanie (chyba że jesteś bardzo głodna, to zjedz wcześniej), a następnie wróć do pracy, o ile masz czas.

koniec darmowego fragmentu zapraszamy do zakupu pełnej wersji