Kukułcze jaja z Midwich - John Wyndham - ebook + audiobook + książka

Kukułcze jaja z Midwich ebook i audiobook

Wyndham John

4,0
29,98 zł
14,99 zł
Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 29,98 zł

TYLKO U NAS!
Synchrobook® - 2 formaty w cenie 1

Ten tytuł znajduje się w Katalogu Klubowym. Zamów dostęp do 2 formatów, by naprzemiennie czytać i słuchać.

DO 50% TANIEJ: JUŻ OD 7,59 ZŁ!
Aktywuj abonament i zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego, aby zamówić dowolny tytuł z Katalogu Klubowego nawet za pół ceny.


Dowiedz się więcej.
Opis

LEGENDARNA I WCIĄŻ NIEPOKOJĄCA KLASYCZNA POWIEŚĆ SCIENCE FICTION

Pewnego dnia wszyscy mieszkańcy Midwich w Anglii w niewyjaśnionych okolicznościach zapadają równocześnie w sen, a cała wioska zostaje na krótki czas całkowicie odcięta od świata. Kilka tygodni później okazuje się, że w Midwich ponad 60 kobiet jest w ciąży. Dzieci, które się rodzą, są bardzo do siebie podobne, obdarzone jasnozłocistymi, niemal fluorescencyjnymi oczyma. W miarę upływu kolejnych lat ujawniają się niezwykłe zdolności Dzieci i łącząca je telepatyczna więź. Zaczynają też coraz bardziej zdecydowanie narzucać swoją wolę mieszkańcom Midwich…

To klasyczna opowieść o obcych wśród nas, o tym, jak zareagujemy w obliczu konfrontacji z istotami przewyższającymi nas pod każdym względem.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)

Liczba stron: 260

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 7 godz. 11 min

Lektor: Marcin Stec

Oceny
4,0 (133 oceny)
44
49
31
9
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Hanka173

Dobrze spędzony czas

Kiedyś pisano krótko i na temat. Powieść była treściwa, bez licznych pobocznych wątków. Liczyła stron 300 albo trochę mniej. Sama esencja. Może wtedy nie płacono od słowa? Zresztą dzisiaj pewnie też nie, tylko w dziennikarstwie liczy się wierszówka. Historia o Midwich jest skondensowana. Co się tam wydarzyło? W Midwich miało miejsce dziwne zjawisko. Krótkotrwale, ale brzemienne w skutki. Dosłownie. Powiązano je z Obcymi. Wpadli z wizytą i zostawili coś na pamiątkę. Dopuszczano też jakąś szpiegowską akcję, ale odstąpiono od tego pomysłu. .Związek Radziecki subtelnie zakamuflowano pod kryptonimem Iwan 😂 Książka w swoim czasie świetna, odważna, ciekawa fabularnie z dobrym zakończeniem. Współcześnie irytuje podejście do kobiet, które histeryzują, które trzeba uspokajać a przecież wszystko jest w porządku! Empatia na poziomie mułu w stawie. Jak oni coś zaobserwują to jest to niemal dowiedzione naukowo a gdy kobieta, to wydawało się jej. I jak się nie denerwować? Nowe dzieci też nie są taki...
30
AnielaO

Całkiem niezła

nieźle się słuchało ale czuć że to książka napisana przez mężczyznę w latach 50
10
Pistolero88

Nie oderwiesz się od lektury

Nie wiem czy takie było zamierzenie autora, wszak książka powstała 45 lat temu, ale autor doskonale analizuje to, co obecnie dzieje się w Anglii i nie tylko tam. Czyli bez wojny, cicho, podstępnie mamy do czynienia z likwidacją naszej kultury i cywilizacji. W książce czynią to podstępnie umieszczeni na ziemi kosmici, a w naszym realnym świecie, robią to podstępnie umieszczani tu obcy nam kulturowo uchodźcy.
00
Violetta80

Całkiem niezła

3.5 książka napisana ładnym językiem, treść skłaniająca do głębszej refleksji, ale jednocześnie niezbyt ciekawa, niezbyt wciągająca choć pomysł na fabułę bardzo ciekawy.
00
Piter_Czyta

Dobrze spędzony czas

Książka intryguje pomysłem, ale nie wzbudziła większych emocji.
00



CZĘŚĆ PIERWSZA

ROZDZIAŁ 1

Zakaz wjazdu do Midwich

Szczę­śli­wym tra­fem moja żona wyszła za mąż za czło­wieka uro­dzo­nego 26 wrze­śnia. Gdyby nie to, nie­wąt­pli­wie w nocy z 26 na 27 oboje byli­by­śmy w domu w Midwich, co mia­łoby przy­kre kon­se­kwen­cje, któ­rych, za co jestem wie­czy­ście wdzięczny losowi, dzięki temu unik­nęła.

Ponie­waż jed­nak były to moje uro­dziny, a w pew­nym stop­niu rów­nież dla­tego, że poprzed­niego dnia otrzy­ma­łem i pod­pi­sa­łem umowę z ame­ry­kań­skim wydawcą, ran­kiem 26 wyru­szy­li­śmy do Lon­dynu, żeby to uczcić. I bar­dzo przy­jem­nie spę­dzi­li­śmy wie­czór. Miłe poga­wędki, homar i cha­blis w restau­ra­cji Whe­elera, nowa sztuka z Usti­no­vem, lekka kola­cja i powrót do hotelu, gdzie Janet podzi­wiała łazienkę, jak zwy­kle zafa­scy­no­wana wystro­jem zapro­jek­to­wa­nym przez kogoś innego.

Następ­nego ranka nie­spiesz­nie wyru­szy­li­śmy z powro­tem do Midwich. Zatrzy­ma­li­śmy się w Trayne, leżą­cym naj­bli­żej nas mia­steczku, w któ­rym robimy zakupy. Naby­li­śmy kilka arty­ku­łów spo­żyw­czych, potem prze­je­cha­li­śmy główną drogą, przez wio­skę Sto­uch, żeby póź­niej skrę­cić w prawo na boczną drogę do… Jed­nak nie. Połowę jezdni zagra­dzał szla­ban ze zwi­sa­jącą z niego tabliczką z napi­sem „DROGA ZAMKNIĘTA”, a obok stał poli­cjant, który pod­niósł rękę…

Tak więc zatrzy­ma­łem samo­chód. Poli­cjant pod­szedł do niego z mojej strony i roz­po­zna­łem w nim miesz­kańca Trayne.

— Przy­kro mi, pro­szę pana, ale ta droga jest zamknięta.

— Chce pan powie­dzieć, że muszę zro­bić objazd drogą na Oppley?

— Oba­wiam się, że ona też jest zamknięta, pro­szę pana.

— Prze­cież…

Za nami roz­legł się klak­son.

— Zechce pan cof­nąć wóz i zje­chać w lewo.

Zasko­czony, zro­bi­łem, co kazał, a wtedy obok nas i niego prze­je­chała trzy­to­nowa woj­skowa cię­ża­rówka pełna mło­dych ludzi odzia­nych w mun­dury koloru khaki.

— W Midwich wybu­chła rewo­lu­cja? — zapy­ta­łem.

— Manewry — wyja­śnił. — Droga jest nie­prze­jezdna.

— Ale chyba nie obie drogi? Miesz­kamy w Midwich, jak pan wie, kon­sta­blu.

— Wiem, pro­szę pana. Na razie jed­nak droga jest zamknięta. Na pana miej­scu wró­cił­bym do Trayne i zacze­kał, aż ją otwo­rzymy. Tu nie może pan par­ko­wać, ponie­waż to utrud­nia prze­jazd.

Janet otwo­rzyła drzwi po stro­nie pasa­żera i wzięła torbę z zaku­pami.

— Pójdę pie­szo, a ty doje­dziesz, kiedy otwo­rzą drogę — powie­działa do mnie.

Kon­stabl się zawa­hał. Potem zni­żył głos.

— Ponie­waż miesz­ka­cie tam, coś pań­stwu powiem — ale to poufne. Nie ma sensu tam iść, pro­szę pani. Nikt nie dosta­nie się do Midwich — to fakt.

Spoj­rze­li­śmy na niego ze zdu­mie­niem.

— Ale dla­czego, do licha? — spy­tała Janet.

— Wła­śnie to usi­łują usta­lić, pro­szę pani. Cóż, na pań­stwa miej­scu poje­chał­bym do zajazdu Eagle w Trayne, a ja dopil­nuję, żeby zawia­do­miono was, jak tylko droga będzie prze­jezdna.

Janet i ja popa­trzy­li­śmy na sie­bie nawza­jem.

— No cóż — powie­działa do kon­sta­bla — to wydaje się bar­dzo dziwne, ale skoro jest pan pewny, że nie możemy prze­je­chać…

— Jestem pewny, pro­szę pani. I takie mam roz­kazy. Damy pań­stwu znać, jak tylko to będzie moż­liwe.

Gdy­by­śmy chcieli zro­bić awan­turę, to nie jemu; ten czło­wiek speł­niał tylko swój obo­wią­zek i robił to tak uprzej­mie, jak to było moż­liwe.

— Bar­dzo dobrze — ustą­pi­łem. — Nazy­wam się Gay­ford, Richard Gay­ford. Powiem w zajeź­dzie, żeby prze­ka­zano mi wia­do­mość, w razie gdyby nie było mnie tam, kiedy przyj­dzie.

Odje­cha­łem na wstecz­nym biegu, aż zna­leź­li­śmy się na głów­nej dro­dze, i wie­rząc mu na słowo, że drugi dojazd do Midwich rów­nież jest zamknięty, poje­cha­łem z powro­tem. Gdy tylko minę­li­śmy Sto­uch, zatrzy­ma­łem samo­chód przed bramą wjaz­dową na jakieś pole.

— Coś mi to wygląda podej­rza­nie — stwier­dzi­łem. — Może przej­dziemy przez pola i zoba­czymy, co się dzieje?

— Ten poli­cjant też zacho­wy­wał się dziw­nie. Chodźmy — zgo­dziła się Janet, otwie­ra­jąc drzwi wozu.

Wszystko to było tym dziw­niej­sze, że Midwich nie­mal sły­nie z tego, że ni­gdy nic się tam nie dzieje.

Miesz­ka­li­śmy tam z Janet już ponad rok i odkry­li­śmy, że jest to prak­tycz­nie domi­nu­jąca cecha tej wio­ski. Fak­tycz­nie, gdyby przy wjeź­dzie do tej miej­sco­wo­ści usta­wiono znaki dro­gowe z napi­sem MIDWICH — NIE BUDZIĆ, dosko­nale by tam paso­wały. Dla­czego więc Midwich zostało wybrane spo­śród tysiąca innych wio­sek na miej­sce tego dziw­nego zda­rze­nia z 26 wrze­śnia, pozo­sta­nie tajem­nicą na wieki.

Zważmy, jak skraj­nie zwy­czajna jest ta miej­sco­wość.

Midwich leży około ośmiu mil na pół­nocny zachód od Trayne. Główna droga bie­gnąca na zachód z Trayne wie­dzie przez sąsied­nie wio­ski Sto­uch i Oppley, a z nich boczne drogi pro­wa­dzą do Midwich. Tak więc ta wio­ska znaj­duje się na wierz­chołku trój­kąta two­rzo­nego przez drogi łączące wszyst­kie trzy te miej­sco­wo­ści; jest tam jesz­cze wijąca się przez pięć mil dróżka jak z powie­ści Che­ster­tona — można nią dotrzeć od leżą­cego trzy mile na pół­noc Hic­kham.

W cen­trum Midwich jest trój­kątne Bło­nie ozdo­bione pię­cioma ład­nymi wią­zami i oto­czo­nym białą barierką staw­kiem. Pomnik ofiar wojny stoi na dzie­dzińcu kościoła zaj­mu­ją­cego jeden wierz­cho­łek Bło­nia, oto­czo­nego przez sam kościół, ple­ba­nię, kuź­nię, pocztę, sklep pani Welt oraz kilka domów. Cała wio­ska składa się z około sześć­dzie­się­ciu chat i dom­ków, ratu­sza, Kyle Manor i The Grange.

Kościół jest w więk­szo­ści póź­no­go­tycki, ale z nor­mandzką zachod­nią bramą i fron­to­nem. Ple­ba­nia to budy­nek z cza­sów króla Jerzego, The Grange to archi­tek­tura wik­to­riań­ska, a Kyle Manor korze­niami sięga dyna­stii Tudo­rów z licz­nymi póź­niej­szymi dodat­kami. Domy repre­zen­tują nie­mal wszyst­kie style archi­tek­tury angiel­skiej z cza­sów pano­wa­nia obu Elż­biet, ale od dwóch nowo wybu­do­wa­nych budyn­ków Rady Okręgu now­sze są dwa uty­li­tarne skrzy­dła dobu­do­wane do The Grange, gdy mini­ster­stwo prze­jęło tę posia­dłość i utwo­rzyło tam ośro­dek badań nauko­wych.

Ist­nie­nie Midwich ni­gdy nie zostało prze­ko­nu­jąco wyja­śnione. Nie ma dość dogod­nej loka­li­za­cji na coty­go­dniowe targi ani nawet nie leży przy jakimś waż­nym trak­cie han­dlo­wym. Po pro­stu poja­wiło się w nie­wia­do­mym cza­sie; w Domes­day Book wid­nieje jako osada i taką pozo­stała, ponie­waż omi­nęły ją linie kole­jowe, główne drogi, a nawet kanały żeglu­gowe.

O ile wia­domo, nie ma tu żad­nych złóż mine­ra­łów; żaden urzęd­nik ni­gdy nie uznał jej za dogodne miej­sce na lot­ni­sko, poli­gon arty­le­ryj­ski czy szkołę woj­skową; jedy­nie obec­ność mini­ster­stwa i remont The Grange wywarły pewien nie­wielki wpływ na życie wio­ski. Przez tysiąc lat Midwich — dotych­czas — sen­nie trwało na swych dobrych gle­bach w bło­gim zapo­mnie­niu i aż do tego wie­czoru 26 wrze­śnia wyda­wało się, że nie ma powodu, żeby ten stan rze­czy nie miał się utrzy­mać przez następne tysiąc­le­cie.

Co jed­nak by­naj­mniej nie ozna­cza, że Midwich nie ma żad­nej wła­snej histo­rii. Mie­wało swoje chwile. W 1931 roku stało się epi­cen­trum epi­de­mii prysz­czycy o nie­usta­lo­nym pocho­dze­niu. A w 1916 roku zabłą­kany ste­ro­wiec zrzu­cił tu na orne pole bombę, która na szczę­ście nie wybu­chła. Jesz­cze wcze­śniej nazwa mia­sta poja­wiła się w nagłów­kach wszyst­kich — no, raczej lokal­nych — gazet, gdy Słodka Polly Par­ker zastrze­liła na scho­dach gospody The Scy­the and Stone pod­rzęd­nego roz­bój­nika, Czar­nego Neda. I choć ten jej wyraz dez­apro­baty wydaje się bar­dziej oso­bi­stej niż spo­łecz­nej natury, była wielce wychwa­lana za to w bal­la­dach z 1768 roku.

Była jesz­cze sen­sa­cyjna kasata pobli­skiego klasz­toru Świę­tego Akcju­sza i roz­pro­sze­nie braci po innych opac­twach, co było tema­tem nie­koń­czą­cych się spe­ku­la­cji od tego zaj­ścia w 1493 roku.

Inne wyda­rze­nia to wyko­rzy­sta­nie miej­sco­wego kościoła jako stajni dla koni Crom­wella oraz wizyta Wil­liama Word­swor­tha, który zain­spi­ro­wany ruinami opac­twa stwo­rzył jeden ze swych ruty­nowo pochwal­nych sone­tów.

Jed­nak nie licząc tych zda­rzeń, nurt histo­rii prze­pły­wał przez Midwich bez żad­nych zawi­ro­wań.

Bo też jego miesz­kańcy — może z wyjąt­kiem nie­któ­rych mło­dych ludzi w krót­kim okre­sie przed­mał­żeń­skiego stanu — niczego innego nie pra­gnęli. W isto­cie poza pasto­rem i jego żoną, rodziną Zel­la­bych z Kyle Manor, leka­rzem, pie­lę­gniarką rejo­nową, nas dwoj­giem i oczy­wi­ście naukow­cami, więk­szość z nich od nie­zli­czo­nych poko­leń żyła tu w niczym nie­zmą­co­nym spo­koju, który stał się pra­wem.

Aż do póź­nego popo­łu­dnia 26 wrze­śnia nic nie zapo­wia­dało kło­po­tów. Może pani Brant, żona kowala, poczuła się tro­chę nie­swojo na widok dzie­wię­ciu srok na jed­nym polu, jak póź­niej twier­dziła, a panna Ogle, poczmi­strzyni, miała poprzed­niej nocy nie­po­ko­jący sen o nie­zwy­kle wiel­kich nie­to­per­zach; nawet jed­nak jeśli tak było, to nie­stety zło­wróżbne znaki pani Brant i sny panny Ogle zda­rzały się tak czę­sto, że prze­stały budzić trwogę. Nie ma żad­nego dowodu na to, by w tam­ten ponie­dzia­łek aż do póź­nego wie­czoru w Midwich działo się coś nie­zwy­kłego. I tak to wyglą­dało wtedy, gdy Janet i ja wyru­szy­li­śmy do Lon­dynu. Jed­nak we wto­rek 27 wrze­śnia…

Zamknę­li­śmy samo­chód, prze­leź­li­śmy przez bramę i ruszy­li­śmy po rży­sku, trzy­ma­jąc się w cie­niu żywo­płotu. Na jego końcu wyszli­śmy na następne ścier­ni­sko i prze­cię­li­śmy je, idąc lekko w górę. Pole było roz­le­głe, z gęstym żywo­pło­tem na odle­głym krańcu, gdzie musie­li­śmy pójść jesz­cze dalej w lewo, w poszu­ki­wa­niu bramy, przez którą mogli­by­śmy prze­leźć. W poło­wie drogi przez leżące za nią pastwi­sko wyszli­śmy na szczyt wznie­sie­nia, skąd mogli­śmy zoba­czyć Midwich — wpraw­dzie było nie­mal skryte za drze­wami, ale widzie­li­śmy kilka leni­wie uno­szą­cych się pasm sza­ra­wego dymu i kościelną wieżę ster­czącą spo­mię­dzy wią­zów. Ponadto na środku następ­nego pola zoba­czy­łem cztery lub pięć leżą­cych tam krów, naj­wy­raź­niej śpią­cych.

Nie wycho­wa­łem się na wsi, ja tu tylko miesz­kam, ale pamię­tam, że już wtedy pod­świa­do­mie wyczu­łem, że coś tu jest nie tak. Ow­szem, krowy czę­sto zale­gają na pastwi­sku, prze­żu­wa­jąc pokarm, ale nie zasy­piają głę­bo­kim snem, nie. Jed­nak w tam­tym momen­cie mia­łem tylko nie­ja­sne wra­że­nie, że coś jest nie w porządku. Poszli­śmy dalej.

Poko­na­li­śmy ogro­dze­nie pastwi­ska, na któ­rym leżały te krowy, i ruszy­li­śmy przez nie.

Ktoś zawo­łał nas z daleka, po lewej. Obej­rza­łem się i na środku następ­nego pola zoba­czy­łem postać w odzie­niu koloru khaki. Męż­czy­zna krzy­czał coś nie­zro­zu­miale, ale spo­sób, w jaki wyma­chi­wał laską, nie pozo­sta­wiał wąt­pli­wo­ści, że każe nam zawró­cić. Przy­sta­ną­łem.

— Och, daj spo­kój, Richard. On jest mile od nas — powie­działa nie­cier­pli­wie Janet i pobie­gła naprzód.

Ja wciąż się waha­łem, patrząc na tę postać, która teraz jesz­cze ener­gicz­niej machała laską i krzy­czała gło­śniej, choć wciąż nie­zro­zu­miale. Posta­no­wi­łem pójść w ślady Janet. Już wyprze­dziła mnie o jakieś dwa­dzie­ścia jar­dów, a potem, gdy wła­śnie ruszy­łem, zachwiała się, upa­dła bez­gło­śnie i znie­ru­cho­miała…

Sta­ną­łem jak wryty. Zro­bi­łem to odru­chowo. Gdyby upa­dła, ponie­waż skrę­ciła nogę lub po pro­stu się potknęła, natych­miast pobiegł­bym jej pomóc. Jed­nak to było tak nagłe i nie­spo­dzie­wane, że przez głowę prze­mknęła mi idio­tyczna myśl, że ktoś ją zastrze­lił.

Zatrzy­ma­łem się tylko na moment. Potem znów ruszy­łem naprzód. Nie­ja­sno zda­wa­łem sobie sprawę z tego, że męż­czy­zna po lewej wciąż krzy­czy, ale nie zwra­ca­łem na niego uwagi. Popę­dzi­łem do niej…

Jed­nak nie dobie­głem.

Stra­ci­łem przy­tom­ność tak szybko, że nawet nie zoba­czy­łem ziemi, która unio­sła się, by mnie ude­rzyć…

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Tytuł ory­gi­nału: The Midwich Cuc­koos

Copy­ri­ght © John Wyn­dham Estate Trust, 1957

All rights rese­rved

Copy­ri­ght © for the Polish e-book edi­tion by REBIS Publi­shing House Ltd., Poznań 2023

Infor­ma­cja o zabez­pie­cze­niach

W celu ochrony autor­skich praw mająt­ko­wych przed praw­nie nie­do­zwo­lo­nym utrwa­la­niem, zwie­lo­krot­nia­niem i roz­po­wszech­nia­niem każdy egzem­plarz książki został cyfrowo zabez­pie­czony. Usu­wa­nie lub zmiana zabez­pie­czeń sta­nowi naru­sze­nie prawa.

Redak­tor serii: Sła­wo­mir Folk­man

Redak­tor: Krzysz­tof Tro­piło

Pro­jekt i opra­co­wa­nie gra­ficzne serii i okładki: Sła­wo­mir Folk­man

Ilu­stra­cja na okładce: Igor Mor­ski

Wyda­nie I e-book (opra­co­wane na pod­sta­wie wyda­nia książ­ko­wego: Kukuł­cze jaja z Midwich, wyd. I w tym tłu­ma­cze­niu, Poznań 2024)

ISBN 978-83-8338-907-3

Dom Wydaw­ni­czy REBIS Sp. z o.o.

ul. Żmi­grodzka 41/49, 60-171 Poznań

tel. 61 867 81 40, 61 867 47 08

e-mail: [email protected]

www.rebis.com.pl

Kon­wer­sję do wer­sji elek­tro­nicz­nej wyko­nano w sys­te­mie Zecer