54,00 zł
Swędzenie pięt to znak, że pora wyruszyć na wielką przygodę. Najlepiej do Estonii, śladem Pokuludków, trawiastych skrzatów, które nie potrafią żyć bez odrobiny wilgoci pod stopami. Bo przecież i nam zwykle niewiele więcej potrzeba do szczęścia. Na pierwszy rzut oka stworzenia zwane Poku wyglądają jak skrzyżowanie trolla z turzycą kępkową. Żyją dyskretnie, są przyjazne i ciekawskie, ale boją się ludzi. Artysta i autor książek dla dzieci Edgar Valter był jednym z niewielu szczęśliwców, którzy kiedykolwiek zdobyli ich zaufanie. Jego Poku Book opowiada o ludziach Poku i szczegółowo opisuje życie i czasy dobrodusznego starego wujka Puuko w jego chacie ukrytej głęboko w lesie. „Niech ta piękna baśń o tym, jak żyć w harmonii z naturą (i ze sobą) będzie naszym przewodnikiem na lato”. (Adam Robiński) Książka wydana w projekcie A TO CI HISTORIE!. Wydanie książki zostało dofinansowane ze środków Unii Europejskiej w ramach programu „Kreatywna Europa”. Dofinansowano ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego. Patroni: Partnerzy projektu:
![]()



Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 50
Rok wydania: 2025
Tytuł oryginału: Pokuraamat
© Eesti Lastekirjanduse Keskus © tłumaczenie: Anna Michalczuk-Podlecki © for Polish edition by Wydawnictwo Widnokrąg 2025
Redaktorka prowadząca: Katarzyna Węgierek
Redakcja: Aleksandra Marczuk
Korekta: Magdalena Wójcik
Skład i łamanie wersji polskiej: Beata Danowska I Dobry Skład
Opieka produkcyjna: Multiprint Joanna Danieluk
Sfinansowane ze środków UE. Wyrażone poglądy i opinie są jedynie opiniami autora lub autorów i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy i opinie Unii Europejskiej lub Europejskiej Agencji Wykonawczej ds. Edukacji i Kultury (EACEA). Unia Europejska ani EACEA nie ponoszą za nie odpowiedzialności.
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego.
Tłumaczenie i druk książki zostały dofinansowane przez Cultural Endowment of Estonia.
Książka wydana w ramach projektu „A to ci historie! Opowieści z Południa i Północy”
Piaseczno 2025 Wydanie I Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część niniejszej publikacji nie może być reprodukowana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób bez pisemnej zgody wydawcy.
ISBN 978-83-68060-43-0
Wydawnictwo WIDNOKRĄG
www.wydawnictwo-widnokrag.pl
Działo się coś dziwnego. Przez ostatnie pół wieku Pokuludki żyły tak, jak od dawien dawna żyją ludki Poku: na odpowiednio wilgotnej leśnej ściółce, przy niezbyt małej polanie, z przytulnym lasem za ich plecami i z wodnym oczkiem w pobliżu. Bo Poku paluszkami u stóp musiały dotykać wilgotnej ziemi. Ostatnio zauważyły jednak, że pod stopami nie mają już miękkiej gleby, którą przyjemnie da się ugniatać, ale wysuszoną, kruszącą się skorupę. A to sprawiało, że okropnie zaczynały swędzić je pięty. I stało się tak, że zwykle spokojny lud Poku przypominał teraz, w porze ich wieczornej ciszy, snopki siana, które nagle potarmosił wiatr. Niedobrze się działo. Nawet jeśli w ciągu dnia udało im się zwilżyć pięty i paluszki w napotkanym gdzieś z rzadka mokrym zakątku, to wieczorem, zamiast słodko drzemać, trzeba było wyczyniać dzikie tańce.
O nie, tak dłużej być nie mogło. Rozumiały to wszystkie Poku. Nawet najmniejsze Pokulątka.
Pewnego upalnego, bezchmurnego dnia, już po zmierzchu, Poku zgromadziły się, by wspólnie zdecydować, co dalej. Wielkiego wyboru nie miały – trzeba było wyruszyć na poszukiwanie nowego domu.
Tak właśnie mógł wyglądać niewielki lud Poku podczas swojej wędrówki. W zasadzie są to stworzenia rozmiłowane w osiadłym trybie życia i długie wędrowanie nie leży w ich zwyczajach. Ale gdy trzeba, potrafią przemieszczać się zadziwiająco prędko, a przy tym niemal bezszelestnie. Mimo nastania letnich białych nocy w lesie panował lekki mrok, lecz Pokuludkom nawet się to podobało.
W nocy bowiem widzą doskonale!
Podobnie jak leśni mieszkańcy prowadzący nocny tryb życia. Ale ich Pokuludki nie musiały się obawiać, bo Poku nie mają wrogów. Weszły więc gęsiego na ścieżkę, z powagą, uroczyście. Nie wiedziały, dokąd będą wędrować ani jak długo, lecz jednego były pewne – jeśli dotrą do właściwego miejsca, po prostu to POCZUJĄ.
Zaczęło świtać. Pokuludki sunęły bezszelestnie szlakami łosi, przemierzały długie trasy wydeptane przez dziki, niekiedy skręcały w ścieżki saren. Wciąż jednak nie CZUŁY, by trafiły w to właściwe miejsce. A przecież napotkały na swojej drodze niejeden piękny leśny zakątek, na wpół zarośnięty leśny rów czy też uroczą leśną polankę, pośrodku której błękitniało jasne oczko wodne. Stawały wówczas na jego kraju i czekały, ale UCZUCIE nie nadchodziło. Jeszcze przez chwilę rozglądały się wokół, a potem odwracały się na pięcie przy szumie swoich trawiastych płaszczyków... i ruszały dalej w bezgłośną wędrówkę.
Nagle stało się coś nieoczekiwanego. Gąszcz drzew skończył się tak niespodzianie, że Pokuludki, lekko wystraszone, zatrzymały się przed uroczą polaną otoczoną olbrzymimi starymi drzewami.
Stały i rozglądały się. Do ich nozdrzy dotarł intensywny, słodki zapach wody. Oraz wiele innych, nęcących zapachów. Poku spojrzały na siebie pytająco.
Jakby umówione, całą gromadą w milczeniu wkroczyły na polanę. Razem szło się przyjemniej. Nie ogarnęło ich jeszcze UCZUCIE, ale nie wyczuwały też zagrożenia.
Wtem ujrzały chatę. A nawet kilka chatek. Z największej wystawał komin.
Poku znów się zatrzymały. Lecz tym razem nie ze strachu. Tutaj nie czuły się niepewnie. Może powinny, ale nic takiego się nie stało. Chciały po prostu dokładnie się rozejrzeć.
Chata z kominem była pokryta słomianą strzechą. Na strzesze rozciągał się kobierzec z mchu w bardzo przyjemnym kolorze. A jakby tej zieleni było mało, po ścianach aż po dach piął się wesoło krzew winny z licznymi odgałęzieniami. Chata miała niewielkie, zakurzone okna i drzwi, do których prowadziło kilka kamiennych, omszałych schodków. Wydawała się porzucona, ale mimo to bardzo urokliwa. Tchnęło od niej czymś dobrym.
Pokuludki zachichotały radośnie i pokiwały do siebie głowami.
W tej samej chwili ukazało się słońce. Całe niebo wypełniło się światłem, a polana rozbrzmiała ptasimi śpiewami. Z wysokiej trawy rozległo się bzyczenie, brzęczenie, szumy i szelesty. To robaczkowy ludek witał nowy dzień. Poku otrząsnęły się z zapatrzenia. Wszystkie naraz poruszyły się i zaczęły mówić jedno przez drugie. I jak pozbawione nadzoru dzieci rozeszły się po całej polanie.
Niektóre Poku, te starsze, pociągnęły parę razy nosami i ruszyły w stronę jeziorka. To było teraz najważniejsze.
Te mniejsze podreptały ku największej chacie. Coś je przyciągało, choć zazwyczaj zabraniano im w takie miejsca chodzić. Każdy budynek oznaczał zagrożenie. Zawsze je przed nimi przestrzegano, bo zwykle mieszkali w nich ludzie. A człowiek to największe ze wszystkich niebezpieczeństw.
Podwórze przed chatą szybko wypełnił gwar. Pokuludki ogarnęło radosne ożywienie i nie było miejsca, do którego by nie zajrzały.
Kilkoro z nich znalazło studnię i natychmiast ją obwąchało. Woda była źródlana, przezroczysta do samego dna. Miała delikatny, przyjemny zapach.
Inne Pokuludki odkrywały saunę. Choć nie wiedziały oczywiście, że tak się nazywa, ani tym bardziej że to sauna dymna. Trzeba przyznać – zapach dymu zwykle oznaczał dla Pokuludków zagrożenie. Należało się od niego trzymać z daleka. Bo z dymem nadciągał ogień. Ale zapach tego dymu z jakiegoś powodu wydawał się inny. Cały ten tajemniczy domek wyglądał na przytulny i całkowicie bezpieczny.
Największej otuchy dodała im wiecheć gałązek, która przypominała mocno wyprany pokuludkowy płaszcz. Wyprany, a potem pozostawiony do wyschnięcia? A może nieużywany już przez nikogo i zapomniany? Poku co rok mogą zmieniać płaszcz na nowy, to dla nich nic trudnego.
Także niewielki spichlerzyk Pokuludki obejrzały od góry do dołu. Przez szpary w jego ścianach dobiegały ich przeróżne nieznane zapachy. Ale i one nie niosły ze sobą nic groźnego. Poku zwiedziły również drewutnię.
