Krótka historia religii - Richard Holloway - ebook
Opis

W czasach napięć na tle religijnym ta książka uczy tolerancji i szacunku dla różnych przejawów religijności człowieka.

Ta książka to – napisana z głębokim szacunkiem i dbałością o prawdę – panorama systemów i wierzeń religijnych od zarania dziejów ludzkości po wiek dwudziesty pierwszy. Pokazuje, jakich odpowiedzi udzielał człowiek w swoich dziejach na pytania będące fundamentem religii: Skąd się wziął wszechświat, a w nim człowiek? Czy istnieje ktoś, kto ich stworzył? Czy śmierć jest końcem wszystkiego? Czy czeka nas może coś jeszcze? A jeśli tak, to co to właściwie będzie?

Nie ograniczając się do największych religii – judaizmu, islamu, chrześcijaństwa, buddyzmu i hinduizmu – autor rozważa, skąd wzięły się wierzenia religijne, jak ludzie szukali i nadal poszukują sensu istnienia, analizuje dzisiejsze fascynacje scjentologią i kreacjonizmem, przemoc o podłożu religijnym, wrogość między ludźmi religijnymi i sekularystami, a także wiele innych problemów. Pisząc dla wierzących i niewierzących, a szczególnie dla młodych, którzy dopiero wyrabiają sobie własne zdanie, z wielką wrażliwością prowadzi czytelników przez świat wiary, podkreśla jej wyjątkową wartość dla człowieka, wzbudza ciekawość i zachęca do tolerancji.  

Richard Holloway, emerytowany biskup Edynburga i prymas Szkockiego Kościoła Episkopalnego, jest autorem ponad dwudziestu książek, w tym światowego bestsellera Leaving Alexandria: A Memoir of Faith and Doubt (2012), prowadzi też programy radiowe i telewizyjne. Mieszka w Edynburgu.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 341

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Krótka historia Religii

Richard Holloway

Tłumaczenie: Sergiusz Lipnicki

Originally published in 2016 by Yale University Press as A LITTLE HISTORY OF RELIGION

© 2016 Richard Holloway All rights reserved

Polish language translation © 2017 Wydawnictwo RM Wydawnictwo RM, 03-808 Warszawa, ul. Mińska 25 [email protected], www.rm.com.pl

Żadna część tej pracy nie może być powielana i rozpowszechniana, w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (elektroniczny, mechaniczny) włącznie z fotokopiowaniem, nagrywaniem na taśmy lub przy użyciu innych systemów, bez pisemnej zgody wydawcy. Wszystkie nazwy handlowe i towarów występujące w niniejszej publikacji są znakami towarowymi zastrzeżonymi lub nazwami zastrzeżonymi odpowiednich firm odnośnych właścicieli. Wydawnictwo RM dołożyło wszelkich starań, aby zapewnić najwyższą jakość tej książce, jednakże nikomu nie udziela żadnej rękojmi ani gwarancji. Wydawnictwo RM nie jest w żadnym przypadku odpowiedzialne za jakąkolwiek szkodę będącą następstwem korzystania z informacji zawartych w niniejszej publikacji, nawet jeśli Wydawnictwo RM zostało zawiadomione o możliwości wystąpienia szkód.

W razie trudności z zakupem tej książki prosimy o kontakt z wydawnictwem: [email protected]

ISBN 978-83-7773-726-2 ISBN 978-83-7773-863-4 (ePub) ISBN 978-83-7773-864-1 (mobi)

Redaktor prowadzący: Irmina Wala-PęgierskaRedakcja: Mirosława SzymańskaKorekta: Ewa OstaszewskaNadzór graficzny: Grażyna JędrzejecOpracowanie okładki wg oryginału: Grażyna JędrzejecEdytor wersji elektronicznej: Tomasz ZajbtOpracowanie wersji elektronicznej: Marcin FabijańskiWeryfikacja wersji elektronicznej: Justyna Mrowiec

Dla Nicka i Alice z miłością

Spis treści

1 Jest tam kto?

2 Drzwi

3 Koło

4 Jedność w wielości

5 Książę, który został Buddą

6 Nie krzywdzić

7 Wędrowiec

8 W sitowiu

9 Dziesięcioro przykazań

10 Prorocy

11 Koniec

12 Heretyk

13 Ostateczny bój

14 Religia doczesna

15 Droga

16 Grzebiąc w mule

17 Religia staje się sprawą osobistą

18 Nawrócony

19 Mesjasz

20 Jezus przybywa do Rzymu

21 Kościół przejmuje władzę

22 Ostatni prorok

23 Poddanie się woli Boga

24 Walka

25 Piekło

26 Wikariusz Chrystusowy

27 Protest

28 Wielki rozłam

29 Reformacja Nanaka

30 Środkowa droga

31 Ścięcie Bestii

32 Przyjaciele

33 Rodem z Ameryki

34 Rodem z USA

35 Wielkie rozczarowanie

36 Mistycy i gwiazdy filmowe

37 Otwierając drzwi

38 Gniewna religia

39 Święte wojny

40 Koniec religii?

ROZDZIAŁ 1

Jest tam kto?

Czym jest re­li­gia? I skąd się wła­ści­wie wzię­ła? Re­li­gia naro­dzi­ła się w umy­śle czło­wie­ka, a za­tem to my je­ste­śmy jej twór­ca­mi. Zwie­rzę­ta ra­czej re­li­gii nie po­trze­bu­ją. I, jak się wy­da­je, żad­nej nie stwo­rzy­ły. Dla­cze­go? Pew­nie dla­te­go, że żyją w więk­szej zgo­dzie z wła­sną na­tu­rą niż my. Dzia­ła­ją in­stynk­tow­nie. Żyją, nie za­sta­na­wia­jąc się nad swo­ją eg­zy­sten­cją. Lu­dzie utra­ci­li tę zdol­ność. Nasz mózg roz­wi­nął się na tyle, że sta­li­śmy się świa­do­mi sa­mych sie­bie. Je­ste­śmy sie­bie cie­ka­wi. Nie mo­że­my się po­wstrzy­mać od sta­wia­nia py­tań. Nie mo­że­my się po­wstrzy­mać od my­śle­nia.

A naj­więk­szą rze­czą, o ja­kiej mo­że­my my­śleć, jest wszech­świat. Skąd się wziął? Czy ist­nie­je ktoś, kto go stwo­rzył? Ta­kie­go ewen­tu­al­ne­go „ko­goś” okre­śla­my mia­nem boga. Gre­cy na­zy­wa­li go the­os. Tego, kto wie­rzy w ist­nie­nie ja­kie­goś boga, okre­śla się mia­nem te­isty. A ten, kto uwa­ża, że ni­ko­go ta­kie­go nie ma, a my je­ste­śmy we wszech­świe­cie zda­ni na sa­mych sie­bie, na­zy­wa­ny jest ate­istą. Na­uka o bogu i o jego sto­sun­ku do nas to teo­lo­gia. Ko­lej­ne py­ta­nie, ja­kie wciąż so­bie za­da­je­my, do­ty­czy tego, co sta­nie się z nami po śmier­ci. Czy śmierć jest koń­cem wszyst­kie­go? Czy cze­ka nas może coś jesz­cze? A je­śli tak, to co to wła­ści­wie bę­dzie?

Re­li­gia to pierw­sza pró­ba roz­gry­zie­nia tych kwe­stii. Od­po­wiedź na pierw­sze z py­tań była pro­sta. Wszech­świat zo­stał stwo­rzo­ny przez ze­wnętrz­ną siłę, przez nie­któ­rych okre­śla­ną mia­nem Boga, któ­ra cały czas an­ga­żu­je się w to, co stwo­rzy­ła. Po­szcze­gól­ne re­li­gie w róż­ny spo­sób mó­wią o Bogu i jego sto­sun­ku do nas, ale wszyst­kie wie­rzą w jego ist­nie­nie w ta­kiej bądź in­nej for­mie. Mó­wią nam, że nie je­ste­śmy sami we wszech­świe­cie. Że poza nami ist­nie­ją inne rze­czy­wi­sto­ści, inne wy­mia­ry. Na­zy­wa­my je nad­przy­ro­dzo­ny­mi, albo nad­na­tu­ral­ny­mi, bo ich miej­sce jest poza świa­tem na­tu­ry, poza świa­tem do­stęp­nym na­szym zmy­słom.

Je­śli naj­istot­niej­szym ele­men­tem re­li­gij­nej wia­ry jest ist­nie­nie rze­czy­wi­sto­ści poza tym świa­tem, zwa­nej przez nas Bo­giem, to co wła­ści­wie przy­czy­ni­ło się do po­wsta­nia tej wia­ry i kie­dy za­czę­to w Boga wie­rzyć? Wszyst­ko roz­po­czę­ło się bar­dzo daw­no temu. Wła­ści­wie nie było chy­ba okre­su, w któ­rym lu­dzie nie wie­rzy­li­by w ist­nie­nie ja­kie­goś nad­przy­ro­dzo­ne­go świa­ta. A wia­rę tę mo­gły zro­dzić py­ta­nia, co dzie­je się z ludź­mi po śmier­ci. Wszyst­kie zwie­rzę­ta umie­ra­ją, ale lu­dzie, w prze­ci­wień­stwie do in­nych stwo­rzeń, nie zo­sta­wia­ją ciał swych zmar­łych, by roz­kła­da­ły się w miej­scu, gdzie po­że­gna­li się oni z ży­ciem. Nie­waż­ne, jak da­le­ko cof­nie­my się w prze­szłość, za­wsze znaj­dzie­my tam śla­dy ludz­kich po­chów­ków. A spo­sób ich urzą­dza­nia mówi nam co nie­co o naj­wcze­śniej­szych wie­rze­niach re­li­gij­nych.

Nie ozna­cza to wca­le, że zwie­rzę­ta nie opła­ku­ją zmar­łych to­wa­rzy­szy. O tym, że wie­le z nich to robi, świad­czy spo­ro do­wo­dów. W Edyn­bur­gu znaj­du­je się słyn­ny po­mnik ma­łe­go pie­ska, któ­ry na­zy­wał się Grey­friars Bob­by, bę­dą­cy świa­dec­twem bólu od­czu­wa­ne­go przez zwie­rzę­ta, gdy tra­cą ko­goś, z kim były zwią­za­ne. Bob­by od­szedł z tego świa­ta w 1872 roku, ostat­nie czter­na­ście lat ży­cia spę­dził, le­żąc na gro­bie swo­je­go zmar­łe­go pana Joh­na Graya. Nie ule­ga wąt­pli­wo­ści, że Bob­by tę­sk­nił za przy­ja­cie­lem, ale to lu­dzie, człon­ko­wie ro­dzi­ny Joh­na Graya, za­pew­ni­li zmar­łe­mu sto­sow­ny po­chó­wek i zło­ży­li na wiecz­ny od­po­czy­nek na cmen­ta­rzu Grey­friars Kir­ky­ard. Tym sa­mym do­ko­na­li szcze­gól­ne­go aktu, jed­ne­go z naj­bar­dziej zna­mien­nych dla czło­wie­ka. Cóż za­tem spra­wi­ło, że lu­dzie za­czę­li grze­bać swych zmar­łych?

Tym, co przede wszyst­kim za­uwa­ża­my u zmar­łych, jest to, że coś, co się w nich ży­wych dzia­ło, prze­sta­ło się dziać. Prze­sta­li od­dy­chać. Stąd już tyl­ko mały krok do sko­ja­rze­nia czyn­no­ści od­dy­cha­nia z czymś za­miesz­ku­ją­cym cia­ło, a jed­nak od nie­go od­ręb­nym, czymś, co je oży­wia­ło. Grec­kim sło­wem okre­śla­ją­cym to „coś” było psy­che, ła­ciń­skim – spi­ri­tus. Oba wy­wo­dzi­ły się od cza­sow­ni­ków ozna­cza­ją­cych czyn­ność od­dy­cha­nia lub dmu­cha­nia. Duch (du­sza) spra­wiał, że cia­ło żyło i od­dy­cha­ło. Miesz­kał w cie­le przez ja­kiś czas. A gdy cia­ło umie­ra­ło, opusz­czał je. Ale do­kąd się uda­wał? Nie­któ­rzy uwa­ża­li, że wra­cał w za­świa­ty, do świa­ta du­cho­we­go – do „tam­te­go świa­ta”.

To, cze­go do­wia­du­je­my się z daw­nych ry­tu­ałów po­grze­bo­wych, wy­da­je się taki po­gląd po­twier­dzać, cho­ciaż nasi da­le­cy przod­ko­wie po­zo­sta­wi­li nam tyl­ko nie­bez­po­śred­nie śla­dy swo­ich wie­rzeń i prze­my­śleń, bo pi­smo wte­dy jesz­cze nie ist­nia­ło. Spró­buj­my się im za­tem bli­żej przyj­rzeć. Aby je zna­leźć, mu­si­my się cof­nąć w cza­sy się­ga­ją­ce ty­się­cy lat p.n.e. Ale za­nim uczy­ni­my ten krok, wy­ja­śnij­my, co ozna­cza sam skrót „p.n.e.”

Po­wszech­nie obo­wią­zu­ją­cy ka­len­darz lub sys­tem da­to­wa­nia jest bar­dzo przy­dat­ny w od­nie­sie­niu do wy­da­rzeń, któ­re mia­ły miej­sce w prze­szło­ści. Uży­wa­ny przez nas obec­nie ka­len­darz gre­go­riań­ski stwo­rzo­ny zo­stał przez chrze­ści­jań­stwo w szes­na­stym wie­ku, co po­ka­zu­je nam, jak waż­ną rolę ode­gra­ła re­li­gia w na­szej hi­sto­rii. Po­nad ty­siąc lat Ko­ściół ka­to­lic­ki był jed­ną z naj­więk­szych ziem­skich po­tęg. Dzię­ki swo­jej po­tę­dze wpro­wa­dził ka­len­darz, któ­re­go świat uży­wa do tej pory. Klu­czo­wym wy­da­rze­niem były na­ro­dzi­ny Je­zu­sa Chry­stu­sa, któ­ry usta­no­wił ten Ko­ściół, i dla­te­go od nich li­czy się lata na­szej ery. Wszyst­ko, co wy­da­rzy­ło się wcze­śniej, na­stą­pi­ło a.C., ante Chri­stum, czy­li „przed Chry­stu­sem”, a wszyst­kie póź­niej­sze wy­da­rze­nia mia­ły miej­sce A.D., anno Do­mi­ni, czy­li „w roku Pań­skim”.

Współ­cze­śnie skró­ty a.C. i A.D. za­stą­pio­no u nas skró­ta­mi p.n.e. – przed na­szą erą, je­śli ja­kieś wy­da­rze­nie mia­ło miej­sce przed na­ro­dzi­na­mi Chry­stu­sa, i n.e. – na­szej ery, w od­nie­sie­niu do wy­da­rzeń, któ­re na­stą­pi­ły póź­niej. W ni­niej­szej książ­ce będę uży­wał skró­tu p.n.e., gdy bę­dzie mowa o wy­da­rze­niach sprzed na­ro­dzin Chry­stu­sa. Aby unik­nąć zbęd­ne­go za­mę­tu, skrót n.e. po­ja­wiać się bę­dzie tyl­ko wte­dy, gdy uznam to za nie­zbęd­ne. Je­śli za­tem po­ja­wi się ja­kaś data bez do­dat­ko­we­go okre­śle­nia, bę­dzie się ona od­no­sić do „na­szej ery”, a więc okre­su, któ­ry na­stą­pił po na­ro­dzi­nach Chry­stu­sa.

Wróć­my jed­nak do me­ri­tum. Naj­star­sze zna­le­zio­ne przez nas świa­dec­twa ja­kichś wie­rzeń re­li­gij­nych, wi­docz­ne w spo­so­bie po­chów­ku, da­tu­je się na mniej wię­cej 130 ty­się­cy lat p.n.e. W gro­bach z tego okre­su od­kry­to żyw­ność, na­rzę­dzia i ozdo­by, co su­ge­ru­je wia­rę w to, że zmar­ły uda­wał się w ja­kąś po­dróż w ży­cie po­za­gro­bo­we i mu­siał być do­brze wy­ekwi­po­wa­ny. Inną prak­ty­ką było ma­lo­wa­nie ciał zmar­łych czer­wo­ną ochrą. Być może mia­ło to sym­bo­li­zo­wać ideę dal­sze­go ży­cia. Ta­kie­go właś­nie od­kry­cia do­ko­na­no, gdy zna­le­zio­no szcząt­ki mat­ki i dziec­ka w jed­nym z naj­star­szych miejsc po­chów­ku da­to­wa­nym na oko­ło 100 ty­się­cy lat temu, w ja­ski­ni Ma­gha­rat al-Ka­fza na te­re­nie dzi­siej­sze­go Izra­ela. Po­dob­ną prak­ty­kę sto­so­wa­li 42 ty­sią­ce lat temu miesz­kań­cy oko­lic wy­schnię­te­go dziś je­zio­ra Mun­go, gdzie zna­le­zio­ne cia­ło rów­nież po­kry­to czer­wo­ną ochrą. Ma­lo­wa­nie ciał zmar­łych ozna­cza po­ja­wie­nie się jed­nej z naj­śmiel­szych idei w hi­sto­rii ludz­ko­ści – my­śle­nia sym­bo­licz­ne­go. W re­li­gii spo­ro jest ta­kie­go właś­nie my­śle­nia. Spró­buj­my za­tem mu się przyj­rzeć.

Tak jak w przy­pad­ku wie­lu po­ży­tecz­nych słów, sło­wo sym­bol po­cho­dzi ze sta­ro­żyt­nej gre­ki. Ozna­cza ono po­łą­cze­nie rze­czy, któ­re ule­gły roz­pa­do­wi, ot choć­by tak, jak skle­ja się cen­ny ta­lerz, któ­ry się stłukł. Po­tem sym­bol stał się obiek­tem, któ­ry ozna­czał lub re­pre­zen­to­wał coś in­ne­go. Wciąż było to zwią­za­ne z ideą łą­cze­nia rze­czy, ale sta­ło się czymś bar­dziej skom­pli­ko­wa­nym niż skle­ja­nie po­tłu­czo­nych na­czyń. Do­brym przy­kła­dem jest tu fla­ga pań­stwo­wa, na przy­kład bia­ło-czer­wo­na fla­ga Pol­ski. Jej wi­dok przy­wo­łu­je na myśl Pol­skę. Sym­bo­li­zu­je ona Pol­skę, ozna­cza ją.

Sym­bo­le sta­ły się dla lu­dzi świę­te, bo wy­ra­ża­ją lo­jal­ność w sto­sun­ku do cze­goś sil­niej niż sło­wa. Dla­te­go bez­czesz­cze­nie sym­bo­li bu­dzi w lu­dziach nie­na­wiść. W spa­le­niu ka­wał­ka sta­rej tka­ni­ny nie ma prze­cież nic złe­go, ale je­śli sym­bo­li­zu­je ona na­sze pań­stwo, może wzbu­dzić w nas gniew. Sym­bo­le re­li­gij­ne, świę­te dla ja­kiejś wspól­no­ty, sta­ją się jesz­cze po­tęż­niej­sze. Znie­wa­że­nie ich może do­pro­wa­dzić do wy­bu­chu mor­der­czej fu­rii. Po­sta­raj­my się za­pa­mię­tać ideę sym­bo­lu – po­ja­wi się ona jesz­cze nie raz w tej książ­ce. Cho­dzi o to, że jed­na rzecz, taka jak czer­wo­na ochra, może ozna­czać inną rzecz, taką jak wia­ra, że zmar­ły roz­po­czy­na nowe ży­cie w in­nym miej­scu.

In­nym przy­kła­dem my­śle­nia sym­bo­licz­ne­go był wy­bór miej­sca po­chów­ku, szcze­gól­nie w przy­pad­ku po­tęż­nych i wy­so­ko po­sta­wio­nych oso­bi­sto­ści. Cza­sem cho­wa­no je pod ogrom­ny­mi gła­za­mi, cza­sem w pre­cy­zyj­nie skon­stru­owa­nych ka­mien­nych gro­bow­cach, zwa­nych do­lme­na­mi, skła­da­ją­cych się z dwóch pio­no­wo wko­pa­nych w zie­mię wiel­kich ka­mie­ni i po­ło­żo­ne­go na nich blo­ku skal­ne­go. Naj­bar­dziej spek­ta­ku­lar­ny­mi w hi­sto­rii ludz­ko­ści mo­nu­men­ta­mi wznie­sio­ny­mi dla zmar­łych są pi­ra­mi­dy w egip­skiej Gi­zie. To gro­bow­ce, któ­re jed­no­cze­śnie mogą sym­bo­li­zo­wać wy­rzut­nie, z któ­rych du­sze ich kró­lew­skich wła­ści­cie­li wy­strze­li­wu­je się w nie­śmier­tel­ność.

Z cza­sem zwy­cza­je po­grze­bo­we sta­wa­ły się nie tyl­ko co­raz bar­dziej wy­szu­ka­ne, ale też co­raz bar­dziej prze­ra­ża­ją­ce i okrut­ne. Wraz ze zmar­ły­mi do­stoj­ni­ka­mi grze­ba­no na przy­kład żyw­cem ich mał­żon­ki i słu­gi, co mia­ło im za­pew­nić wy­go­dę i od­po­wied­nią po­zy­cję spo­łecz­ną w ży­ciu po­za­gro­bo­wym. War­to od­no­to­wać ten szcze­gól­ny, bez­względ­ny aspekt wie­lu sys­te­mów re­li­gij­nych: nie mia­ły one zbyt wiel­kich wzglę­dów dla ży­cia jed­nost­ki.

Z owych tro­pów mo­że­my od­czy­tać, że nasi przod­ko­wie uwa­ża­li śmierć za ro­dzaj przej­ścia do ko­lej­nej fazy ist­nie­nia, któ­rą wy­obra­ża­li so­bie jako ja­kąś wer­sję wła­sne­go ży­cia. Do­strze­ga­my ich wia­rę w ten nad­przy­ro­dzo­ny świat, po­łą­czo­ny z ich świa­tem bra­mą, któ­rą była śmierć.

Jak do­tąd wy­glą­da na to, że wie­rze­nia re­li­gij­ne są wy­ni­kiem do­my­słów. Nasi przod­ko­wie za­da­li so­bie py­ta­nie, skąd się wziął świat, i wy­kon­cy­po­wa­li so­bie, że mu­siał zo­stać stwo­rzo­ny przez ja­kąś nad­przy­ro­dzo­ną siłę. Wi­dzie­li zmar­łych, któ­rzy nie od­dy­cha­li, i orze­kli, że ich du­sze mu­sia­ły opu­ścić cia­ła, któ­re do­tąd za­miesz­ki­wa­ły, i do­kądś ode­szły.

Ale spo­ra gru­pa lu­dzi w hi­sto­rii re­li­gii nie do­my­śla się ist­nie­nia nad­przy­ro­dzo­nej rze­czy­wi­sto­ści czy też ce­lów, w ja­kich po­dą­ża­ją du­sze opusz­cza­ją­ce cia­ła. Opo­wia­da­ją nam oni, że ową rze­czy­wi­stość wi­dzie­li, bądź zo­sta­li przez nią na­wie­dze­ni. Że usły­sze­li, cze­go od nas żąda. I że ka­za­no im opo­wie­dzieć in­nym o tym, co zo­ba­czy­li i usły­sze­li. Gło­szą więc otrzy­ma­ne prze­sła­nie. Przy­cią­ga­ją adep­tów, któ­rzy wie­rzą ich sło­wom i za­czy­na­ją wieść ży­cie zgod­ne z ich na­uka­mi. Na­zy­wa­my ich pro­ro­ka­mi albo mę­dr­ca­mi. To dzię­ki nim po­wsta­ją nowe re­li­gie.

A po­tem zda­rza się coś in­ne­go. Hi­sto­rie opo­wia­da­ne przez pro­ro­ków są utrwa­la­ne przez uczniów. Naj­pierw prze­ka­zu­je się je z ust do ust. Po­tem spi­su­je. Po­wsta­je wów­czas coś, co na­zy­wa­my Świę­tą Księ­gą. Bi­blia! Pi­smo! Sta­je się ono naj­po­tęż­niej­szym sym­bo­lem re­li­gij­nym. To oczy­wi­ście książ­ka. Zo­sta­ła spi­sa­na ręką ludz­ką. Mo­że­my prze­śle­dzić jej hi­sto­rię. Ale w jej sło­wach jest prze­sła­nie z za­świa­tów dla na­sze­go świa­ta. Książ­ka sta­je się po­mo­stem łą­czą­cym wiecz­ność z cza­sem. Łą­czy to, co ludz­kie, z tym, co bo­skie. To dla­te­go da­rzy się ją ta­kim sza­cun­kiem i po­świę­ca jej tak in­ten­syw­ne stu­dia. I dla­te­go też wier­ni nie­na­wi­dzą tego, kto z niej szy­dzi lub ją nisz­czy.

Hi­sto­ria re­li­gii to hi­sto­ria ta­kich wła­śnie pro­ro­ków i mę­dr­ców, za­ini­cjo­wa­nych przez nich ru­chów i pism, w któ­rych o tym wszyst­kim opo­wie­dzia­no. Ale to przed­miot pe­łen kon­tro­wer­sji i roz­bież­no­ści. Scep­ty­cy pod­wa­ża­ją ist­nie­nie nie­któ­rych z tych pro­ro­ków. I nie ufa­ją tre­ściom ich wi­zji ani prze­ka­zom gło­sów, któ­re sły­sze­li. Zgo­da, ale nie w tym tkwi isto­ta rze­czy. Bo­wiem poza wszel­ką dys­ku­sją jest fakt ich ist­nie­nia w hi­sto­riach, któ­re o nich opo­wia­da­ją, hi­sto­riach peł­nych zna­cze­nia dla mi­liar­dów lu­dzi ży­ją­cych dzi­siaj.

W tej książ­ce po­zna­my hi­sto­rie, któ­re opo­wia­da­ją nam róż­ne re­li­gie. Nie bę­dzie­my się za­głę­biać w to, czy na­praw­dę się kie­dyś wy­da­rzy­ły. Ale gdy­by­śmy cał­ko­wi­cie po­mi­nę­li tę kwe­stię, po­peł­ni­li­by­śmy błąd. Za­tem w na­stęp­nym roz­dzia­le spró­bu­je­my się za­sta­no­wić, co dzia­ło się wte­dy, gdy pro­ro­cy i mę­dr­cy mie­li wi­zje i sły­sze­li gło­sy. Jed­nym z tych pro­ro­ków był Moj­żesz.

ROZDZIAŁ 2

Drzwi

ROZDZIAŁ 3

Koło

ROZDZIAŁ 4

Jed­ność w wie­lo­ści

ROZDZIAŁ 5

Ksią­żę, któ­ry zo­stał Bud­dą

ROZDZIAŁ 6

Nie krzyw­dzić

ROZDZIAŁ 7

Wę­dro­wiec

ROZDZIAŁ 8

W si­to­wiu

ROZDZIAŁ 9

Dzie­się­cio­ro przy­ka­zań

ROZDZIAŁ 10

Pro­ro­cy

ROZDZIAŁ 11

Ko­niec

ROZDZIAŁ 12

He­re­tyk

ROZDZIAŁ 13

Osta­tecz­ny bój

ROZDZIAŁ 14

Re­li­gia do­cze­sna

ROZDZIAŁ 15

Dro­ga

ROZDZIAŁ 16

Grze­biąc w mule

ROZDZIAŁ 17

Re­li­gia sta­je się spra­wą oso­bi­stą

ROZDZIAŁ 18

Na­wró­co­ny

ROZDZIAŁ 19

Me­sjasz

ROZDZIAŁ 20

Je­zus przy­by­wa do Rzy­mu

ROZDZIAŁ 21

Ko­ściół przej­mu­je wła­dzę

ROZDZIAŁ 22

Ostat­ni pro­rok

ROZDZIAŁ 23

Pod­da­nie się woli Boga

ROZDZIAŁ 24

Wal­ka

ROZDZIAŁ 25

Pie­kło

ROZDZIAŁ 26

Wi­ka­riusz Chry­stu­so­wy

ROZDZIAŁ 27

Pro­test

ROZDZIAŁ 28

Wiel­ki roz­łam

ROZDZIAŁ 29

Re­for­ma­cja Na­na­ka

ROZDZIAŁ 30

Środ­ko­wa dro­ga

ROZDZIAŁ 31

Ścię­cie be­stii

ROZDZIAŁ 32

Przy­ja­cie­le

ROZDZIAŁ 33

Ro­dem z Ame­ry­ki

ROZDZIAŁ 34

Ro­dem z USA

ROZDZIAŁ 35

Wiel­kie roz­cza­ro­wa­nie

ROZDZIAŁ 36

Mi­sty­cy i gwiaz­dy fil­mo­we

ROZDZIAŁ 37

Otwie­ra­jąc drzwi

ROZDZIAŁ 38

Gniew­na re­li­gia

ROZDZIAŁ 39

Świę­te woj­ny

ROZDZIAŁ 40

Ko­niec re­li­gii?