Kot, który jeździł w wózku dla lalek: Wielki spisek - Karol Kuc - ebook

Kot, który jeździł w wózku dla lalek: Wielki spisek ebook

Karol Kuc

5,0
9,99 zł

-50%
Zbieraj punkty w Klubie Mola Książkowego i kupuj ebooki, audiobooki oraz książki papierowe do 50% taniej.

Dowiedz się więcej.
Opis

Schronisko, sekret i futrzasta akcja ratunkowa!

Koty zdążyły się już przyzwyczaić do wygodnego życia u Lenki. Miękkie poduszki, pełne miski i ogród idealny do popołudniowych drzemek... Czego chcieć więcej? Nie wszyscy jednak mają tyle szczęścia. Lenka przypomina sobie o Bonie, która jest w schronisku. Czas ją odwiedzić! Na miejscu szybko okazuje się, że coś jest nie tak. Zwierzęta są dziwnie niespokojne, szepty niosą się między boksami i ktoś nerwowo krąży przy ogrodzeniu. Lenka i jej czworonożna ekipa ruszają na kocią misję zwiadowczą. Trzeba sprawdzić każdy kąt, podsłuchać każdą rozmowę i ustalić, czy w schronisku szykuje się wielki spisek.

Ktoś planuje ucieczkę? A może zagrożenie czai się zupełnie gdzie indziej?

Trzecia część serii o Kocie, który jeździł w wózku dla lalek to pełna humoru i napięcia opowieść o przyjaźni, odwadze i odpowiedzialności za innych. Idealna dla młodych detektywów i wszystkich, którzy wierzą, że nawet małe łapki mogą nieść wielką pomoc.

Kot, który jeździł w wózku dla lalek

Mała Lenka marzy o rodzeństwie... lub choćby o kotku. Wkrótce jej dom zapełnia się całą zgrają humorzastych i puchatych zwierzaków. Dziewczynka wniebowzięta, rodzice przerażeni, a koty... jak to koty – tylko leniwie przeciągają się na parapetach. Ilustrowane opowieści dla najmłodszych, które wciągają i wychowują.

Karol Kuc – polski twórca książek dla dzieci. Autor serii „Kot, który jeździł w wózku dla lalek”.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:

EPUB

Liczba stron: 48

Rok wydania: 2026

Oceny
5,0 (2 oceny)
2
0
0
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Asiapyzaq

Nie oderwiesz się od lektury

Świetna😊
00


Kolekcje



Karol Kuc

Kot, który jeździł w wózku dla lalek: Wielki spisek

Saga

Kot, który jeździł w wózku dla lalek: Wielki spisek

Copyright © 2026, 2026 Karol Kuc i Saga Egmont

Wszystkie prawa zastrzeżone

ISBN: 9788727338606

1. Wydanie w formie e-booka

Format: EPUB 3.0

Żadna część niniejszej publikacji nie może być powielana, przechowywana w systemie wyszukiwania danych lub przekazywana w jakiejkolwiek formie lub w jakikolwiek sposób bez uprzedniej pisemnej zgody wydawcy, ani rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie oprawy lub z okładką inną niż ta, z którą została opublikowana i bez nałożenia podobnego warunku na kolejnego nabywcę. Zabrania się eksploracji tekstu i danych (TDM) niniejszej publikacji, w tym eksploracji w celu szkolenia technologii AI, bez uprzedniej pisemnej zgody wydawcy.

www.sagaegmont.com

Saga jest częścią Grupy Egmont. Egmont to największa duńska grupa medialna, należąca do Fundacji Egmont, która każdego roku wspiera dzieci z trudnych środowisk kwotą prawie 55 milionów złotych.

Vognmagergade 11, 2, 1120 København K, Dania

Rozdział 1. Wybuchlaki i wielka strategia

Poranek w domu Lenki rozpoczął się spokojnie. Słońce wpadało przez firanki w kuchni, oświetlając podłogę, na której Lenka właśnie ustawiała cztery miseczki wypełnione surową wołowiną.

– Ferajna, śniadanko – powiedziała, stawiając pierwszą miseczkę przed Jamiem, czarnym kotem z białym futerkiem na szyi przypominającym krawat. – Proszę, grubciu, dla ciebie pół porcji, bo jesteś na diecie.

Jamie podszedł, nie spiesząc się, i obwąchał jedzenie, jakby chciał ocenić, czy na pewno nie jest zepsute.

Następna miseczka trafiła do burej, pręgowanej Henriett, która wpatrywała się w Lenkę wielkimi, błyszczącymi oczami.

– Wreszcie! Myślałam, że padnę z głodu! – zawołała, zamaszyście machając ogonem.

– Ty zawsze mówisz, że zaraz padniesz z głodu – mruknął Jamie, zajadając swój posiłek.

Trzecia miseczka powędrowała do czarnej jak noc Berty, która przeciągnęła się teatralnie i ziewnęła, próbując pokazać, że wcale nie jest głodna. Jednak jej łapka błyskawicznym ruchem wyciągnęła się ku miseczce.

– Cóż, skoro już jest, to zjem. Gorsze rzeczy jadłam – mruknęła.

Ostatnią miseczkę Lenka ustawiła przed czarno-białą kotką z charakterystyczną plamką na różowym nosie. Zoja zajęła swoje miejsce, nie robiąc zbędnego zamieszania.

– Dziękujemy, Lenciu, jesteś kochana, jesteś najlepszą kocią mamą na świecie – powiedziała Zoja cicho, obracając lekko głowę w bok.

Po śniadaniu koty rozciągnęły się leniwie. Henriett zaczęła krążyć po pokoju, jakby szukała okazji do zrzucenia czegoś na ziemię z głośnym brzękiem. Jamie wskoczył na parapet i spoglądał przez okno na pustą o poranku ulicę.

– Co dziś robimy? – zapytała Henriett, podskakując na dywanie.

– Może zagramy w Wybuchlaki? – zaproponowała Lenka, po czym wyjęła pudełko z kolorowymi kartami.

Koty zgodziły się ochoczo, poza Zoją, która przysiadła przy stoliku z puzzlami i zaczęła układać obrazek przedstawiający kociaki bawiące się włóczką. Gra wywołała mnóstwo śmiechów, a koty nie szczędziły sobie nawzajem docinków. Henriett z entuzjazmem wyciągała kolejne karty, podczas gdy Berta, z wszystkowiedzącą miną, udawała, że z góry zna ich ułożenie w talii.

– Wyciągnąłeś wybuchlaka! – zawołała Henriett, wskazując na Jamiego, który w tym momencie z rezygnacją odrzucił swoją kartę.

– Tylko dlatego, że wszyscy podsłuchaliście moją strategię. To gra w zasadzie bez żadnej fabuły, bezmyślne ciągnięcie kart z kupki i wygłupy – odpowiedział Jamie, przeskakując na półkę z książkami.

– Strategia? W tej grze liczy się refleks, nie myślenie! Poza tym jeżeli wygłaszasz swój plan na głos tonem generała stojącego przed mapą, trudno nazwać to podsłuchiwaniem – roześmiała się Henriett.

Berta wygrała i posłała Jamiemu złośliwy uśmieszek. Jamie, obrażony, stwierdził, że woli bardziej skomplikowane gry, na przykład Szczurzą Zasadzkę, w której potrzebne są myślenie i strategia. Zoja tylko się uśmiechnęła, obracając w łapkach kolejny puzzel.

Po grze Henriett i Berta rozpoczęły gonitwę po pokoju. Przebiegały przez zabawkowy szeleszczący tunel, wskakiwały na łóżko i urządziły sobie zawody w akrobatycznych skokach na fotel. Lenka obserwowała je z rozbawieniem.

– Spokój, proszę. Nie wszyscy mają ochotę na wasze pajacowanie – mruknął Jamie, układając się wygodnie na szczycie regału z książkami, jak to miał w zwyczaju.

W końcu wszystkie koty zgromadziły się na dywanie. Lenka spojrzała na nie z uśmiechem.

– Pamiętacie Bonę? – powiedziała nagle.

Henriett zatrzymała się w pół kroku, a Zoja podniosła wzrok znad puzzli.

– Tę bernardynkę? – zapytała Berta. – Jak mogłabym zapomnieć? Gdyby nie my, pewnie nadal byłaby uwiązana na tym okropnym podwórku.

Lenka przytaknęła. Wspomnienia przygody na Zawadach powróciły. Wszyscy przypomnieli sobie moment, gdy uwolnili Bonę, która opowiedziała im o swoim smutnym losie. Za namową Lenki, zamiast szwendać się po ulicy, zdecydowała się zamieszkać w schronisku.

– Może byśmy ją odwiedzili? – zaproponowała Lenka. – Chciałabym sprawdzić, jak sobie radzi.

– Jestem za! – zawołała z entuzjazmem Henriett.

– Cóż, skoro mamy czas, to czemu nie – mruknęła Berta, patrząc na Jamiego.

Jamie, choć jak zwykle wolałby siedzieć cały dzień na regale z książkami, skinął głową.

– Dobrze, ale pod warunkiem, że nie będziemy tam długo.

Zoja przytaknęła cicho, nie dodając nic więcej.

Lenka spojrzała na swoich przyjaciół i uśmiechnęła się szeroko.

– W takim razie idziemy. Przygotujcie się na wycieczkę!

Rozdział 2. W sklepie zoologicznym

Lenka zamocowała przyczepkę do roweru, przekładając pasek przez część ramy w pobliżu tylnego koła. W środku wszystkie cztery futrzaki próbowały się jakoś pomieścić, ale nie obyło się bez darcia kotów. Przyczepka wyglądała, jakby za chwilę miała pęknąć w szwach.

Henriett wierciła się niespokojnie, wciskając łapkę w róg, gdzie siedziała Zoja.

– Czy ktoś może przesunąć ogon? – zapytała, zerkając wymownie na Jamiego. – Tu jest ciasno jak w słoiku ze śledziami!

Jamie, usadowiony na samym środku z niezadowoloną miną, poprawiał białe futerko na szyi niczym krawat.

– Śledzie to ja akurat kocham. A tu nie ogon jest problemem, tylko twoje wieczne wiercenie. Wiercisz się jak śruba okrętowa statku, który na dodatek wpadł w wir – stwierdził, wpatrując się w tylne koło roweru z miną pilota szykującego się do startu.

Berta spojrzała na niego i dodała z przekąsem:

– Twój brzuch zajmuje połowę miejsca, a ty narzekasz na to, że ta mała smarkula się wierci?

Zoja starała się poprawić zasłaniającą wejście do przyczepki plandekę, która zaczynała się przesuwać.