9,99 zł
Marzenia są po to, żeby je spełniać. I żeby życie było ciekawsze!
Kilkuletnia Lenka i jej pluszak Kiełbasek dochodzą do wniosku, że potrzebują dodatkowego towarzystwa do zabaw. Siostrzyczka albo kotek – oto jakie warunki dziewczynka stawia rodzicom. Dorośli postanawiają więc adoptować zwierzaka ze schroniska. Do sprawy trzeba jednak podejść odpowiedzialnie, a cały proces potrwa 1,5 miesiąca – do urodzin Lenki. Dla dziewczynki to cała wieczność! Zwłaszcza, że w jej snach ożywiony Kiełbasek podkręca emocje...
Jak rodzinka przygotuje się do przyjęcia charakternego kociambra? I czy od razu wszystko będzie wyglądało tak pięknie, jak w snach Lenki?
Pierwsza część serii o Kocie, który jeździł w wózku dla lalek. Pouczająca i lekka lektura, która może spodobać się miłośnikom książeczek Grzegorza Kasdepke.
Karol Kuc – polski twórca książek dla dzieci. Autor serii „Kot, który jeździł w wózku dla lalek”.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 51
Kocie Niebo
Saga
Kot, który jeździł w wózku dla lalek: Kocie Niebo
Ilustracje: Krzysztof Kałucki
Copyright © 2025, 2025 Karol Kuc i Saga Egmont
Wszystkie prawa zastrzeżone
ISBN: 9788727281667
1. Wydanie w formie e-booka
Format: EPUB 3.0
Żadna część niniejszej publikacji nie może być powielana, przechowywana w systemie wyszukiwania danych lub przekazywana w jakiejkolwiek formie lub w jakikolwiek sposób bez uprzedniej pisemnej zgody wydawcy, ani rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie oprawy lub z okładką inną niż ta, z którą została opublikowana i bez nałożenia podobnego warunku na kolejnego nabywcę. Zabrania się eksploracji tekstu i danych (TDM) niniejszej publikacji, w tym eksploracji w celu szkolenia technologii AI, bez uprzedniej pisemnej zgody wydawcy.
Język, postacie i poglądy zawarte w tej publikacji nie odzwierciedlają poglądów ani opinii wydawcy. Utwór ma charakter publikacji historycznej, ukazującej postawy i tendencje charakterystyczne dla czasów z których pochodzi.
www.sagaegmont.com
Saga jest częścią Grupy Egmont. Egmont to największa duńska grupa medialna, należąca do Fundacji Egmont, która każdego roku wspiera dzieci z trudnych środowisk kwotą prawie 55 milionów złotych.
Vognmagergade 11, 2, 1120 København K, Dania
Lenka leżała w swoim łóżeczku, pod kocem w kolorowe kotki. Było już późno i powoli zamykały się jej powieki. W głowie jednak wciąż krążyły myśli, które musiała wyrazić na głos.
– Tato… – odezwała się, wtulając się w poduszkę. Jak zwykle ściskała mocno w objęciach Kiełbaska, swojego różowego pluszowego kota.
– Tak, kochanie? – Tata przykucnął obok, gotów na wieczorne rozmowy z córeczką.
– Mam dwa marzenia – zaczęła Lenka poważnym tonem.
– Aha? Dwa, mówisz? – Tata uniósł brew i uśmiechnął się pod nosem. – Ciekawe, ciekawe. No to opowiadaj. Co to za marzenia?
– Chciałabym mieć kota. Takiego prawdziwego, mięciutkiego. I chciałabym mieć siostrę.
Tata zaśmiał się cicho, próbując ukryć zaskoczenie.
– Kota? To może się udać, muszę tylko porozmawiać z mamą. Zobaczymy, co da się zrobić.
Lenka uśmiechnęła się szeroko, ale zaraz przypomniała sobie o drugim marzeniu.
– A siostra? Czy będę mieć siostrę? Chciałabym się z nią bawić. Teraz bawię się tylko z wami i z Kiełbaskiem.
– No cóż, z siostrą to już bardziej skomplikowana sprawa. – Tata podrapał się po głowie. – Nawet jeśli udałoby się coś zdziałać, to wiesz, ona byłaby znacznie młodsza od ciebie. Trochę byś musiała poczekać, zanim zacznie się bawić w koci domek.
Lenka zamyśliła się przez chwilę.
– No dobrze. To może nie od razu. Ale kota mogę mieć szybciej, prawda?
Tata zaśmiał się i pogłaskał córkę po głowie.
– Z kotem to się jeszcze zobaczy. Nie obiecuję niczego. Teraz śpij, słoneczko.
– Dobrze, tato – szepnęła Lenka.
Zasypiała, marząc o puszystym kociaku, który będzie towarzyszem jej codziennych zabaw.
Lenka stała przed niskim, nowoczesnym budynkiem. Rodzice byli obok i przyglądali się wszystkiemu z zaciekawieniem. Nagle tata wskazał tablicę nad wejściem, a mama przeczytała na głos: Schronisko dla Zwierząt w Poznaniu.
– To tu znajdę swojego kociambra1! – zawołała z entuzjazmem, a rodzice kiwnęli głowami. Wyglądali na zaskoczonych. Nie wiedzieli, w jaki sposób znaleźli się przed schroniskiem… Lenka ruszyła przed siebie, trzymając ich za ręce.
Gdy weszli do środka, usłyszeli miauczenia, szczekania i inne odgłosy zwierząt. W klatkach i kojcach siedziały koty i psy i patrzyły na nich wielkimi oczami. Niektóre z kotów miały skrzydła. A psy? Ich sierść była we wszystkich kolorach tęczy!
I wtedy go zobaczyła. W kącie, na dużym, mięciutkim posłaniu leżał różowy kot, dokładnie taki jak Kiełbasek! Tylko że ten był żywy, a jego futerko błyszczało w świetle. Wyglądał tak podobnie do jej pluszaka, że aż nie mogła w to uwierzyć: długi, różowy, z bardzo krótkimi łapkami.
– Kiełbasek? – zawołała zdziwiona, podchodząc bliżej.
Kot podniósł głowę, otworzył oczy i… przemówił!
– No proszę, w końcu tu dotarłaś! – Był wyraźnie podekscytowany. – Lenko, musisz przekonać swoich rodziców, żeby przygarnęli ze schroniska kilka kotów. Jest tu wielu moich przyjaciół, którzy potrzebują gościnnej rodziny. Pomyśl tylko – jeden, dwa, może trzy kociaki… Albo więcej! Razem możecie im pomóc, stworzyć dla nich wspaniały dom.
Lenka spojrzała na mamę i tatę. Oboje zachowywali się tak, jakby nie słyszeli kota.
– Ale… co mam im powiedzieć? – zapytała.
Kiełbasek przeciągnął się leniwie, jakby szykował się już do popołudniowej drzemki, i powoli odpowiedział:
– Powiedz, że każdy kot potrzebuje ciepłego kącika i pełnej miski. Także taki, który nie jest rasowy i nie ma rodowodu. A poza tym, Lenko, koty to świetni kompani zabaw!
Lenka uśmiechnęła się szeroko.
– Dobrze, Kiełbasku! Namówię ich! Będziemy mieli mnóstwo kotów!
– Tylko nie zapomnij dodać, że koty lubią drapać, więc w budżecie trzeba też uwzględnić drapaki – zawołał różowy zwierzak.
Kiedy dziewczynka się obudziła, wciąż miała w pamięci gadającego kota. Musiała teraz przekonać rodziców, żeby przygarnęli kilka kociaków ze schroniska. Tylko jak to zrobić?
Rodzice usiedli przy stole, wymieniając porozumiewawcze spojrzenia. Lenka jak zawsze była w pobliżu. Bawiła się z Kiełbaskiem, ale jednocześnie nadstawiała uszu. Chciała usłyszeć każdy szept między mamą a tatą. Nagle mama zwróciła się do niej z uśmiechem:
– Kochanie, mamy dla ciebie niespodziankę!
Lenka podskoczyła, rzuciła Kiełbaska na bok i podbiegła do stołu.
– Kot! To o tym mówicie, prawda? Będę mieć kotka? – zapytała z błyskiem w oczach.
Tata pokiwał głową i z typową dla siebie tajemniczą miną zaczął spokojnie wyjaśniać:
– Zgadza się, kotek będzie… ale… – Tu zrobił teatralną pauzę i spojrzał na mamę. – Dopiero na twoje urodziny, pod koniec sierpnia, kochanie. Jeszcze półtora miesiąca.
Dziewczynka opadła na krzesło, jakby uszło z niej całe powietrze. Półtora miesiąca to przecież wieczność!
– Półtora miesiąca? – jęknęła, kładąc głowę na stole. – Nie wytrzymam tyle czasu! Ja tego kota potrzebuję teraz!
Tata rozłożył ręce, dając do zrozumienia, że nic nie może na to poradzić.
– No widzisz, sprawa jest skomplikowana. Koty muszą mieć czas, żeby się przygotować na takie zmiany. Wiesz, to nie jest takie proste.
Lenka zmarszczyła brwi i przysunęła się bliżej. Tacie wydawało się zawsze, że jeżeli coś nie jest proste, to ona na pewno tego nie zrozumie.
– A w moim śnie Kiełbasek mówił, że trzeba działać szybko. On się nigdy nie myli, wiesz? Kazał mi was przekonać, żeby kotek przeprowadził się jak najszybciej. Niektóre koty w schronisku już się niecierpliwią!
Mama zaśmiała się serdecznie.
– No proszę, nasza córeczka rozmawia w snach ze swoim Kiełbaskiem! Co on jeszcze powiedział? Może sam potrzebuje drapaka, najlepszej kociej karmy i własnego legowiska?
Lenka skinęła głową.
– Właśnie tak! Kiełbasek mówił, że koty uwielbiają drapaki. I kocia karma musi być najwyższej jakości. To nie wszystko. Potrzebują też własnych miseczek i transporterów na wycieczki! I wędek do zabawy! I piszczących myszek!
Tata uśmiechnął się pod nosem i spojrzał na mamę, która z poważną miną zapytała:
– Czy przypadkiem Kiełbasek nie wspomniał, że kot potrzebuje czasu, żeby oswoić się z myślą o przeprowadzce do nowego domu? Przecież musi pożegnać się ze wszystkimi swoimi przyjaciółmi. W poznańskim schronisku jest około czterystu kotów.
Lenka wzruszyła ramionami.
– Może wspomniał, ale najbardziej zależało mu na tym, żeby nie czekać za długo. Wiesz, koty muszą się już strasznie nudzić w schronisku. Przynajmniej tak mi powiedział.
Tata westchnął głośno, patrząc na mamę.
– Chyba nie mamy wyjścia i trzeba zacząć przygotowania. Kot musi oczywiście jeszcze poczekać, ale my powinniśmy być gotowi na dzień, gdy się u nas pojawi. Zatem do dzieła!
Rodzice zaczęli przeglądać stronę internetową schroniska, a Lenka wróciła do zabawy z Kiełbaskiem. Martwiła się, że półtora miesiąca będzie trwało w nieskończoność. Gdy tylko usłyszała odgłosy kliknięć i szepty rodziców, natychmiast spróbowała zajrzeć tacie przez ramię.
– A co wy tam oglądacie? – Starała się zerknąć na ekran.
Mama szybko zamknęła przeglądarkę, ale było za późno – Lenka zobaczyła zdjęcia kotów. Kotów z poznańskiego schroniska!
– Aha! – zawołała triumfalnie. – Oglądacie koty! Już teraz! A ja mam czekać tak długo!
Tata uniósł ręce w obronnym geście.
– No wiesz, tak jak mówiłem, trzeba się przygotować. To poważna sprawa. Musimy wybrać odpowiedniego zwierzaka, który będzie pasował do naszej rodziny.
Policzki dziewczynki nabrały koloru świeżych malin.
– Chcieliście wybrać mojego kota beze mnie? Ja też chcę! I to szybko! Nie wiem, ile Kiełbasek jeszcze wytrzyma, bawiąc się tylko ze mną.
Rodzice roześmiali się, a tata przyciągnął córkę do siebie.
– Spokojnie, Lenciu. Wszystko w swoim czasie. Zdecydujemy razem. Najpierw musimy wypełnić formularz adopcyjny i wysłać go do schroniska. Później umówić się na wizytę.
Następnego dnia, gdy Lenka bawiła się w swoim pokoju, rodzice zaczęli planować zakupy dla nowego członka rodziny. Podczas przygotowań mama przypomniała sobie o kotce Fidze, która lubiła bawić się w chowanego za firanką.
– Wiesz, w dzieciństwie miałam kotkę o imieniu Figa – wspomniała z sentymentem.
– Zgubiła się, kiedy miałam siedem lat. Szukałam jej wszędzie, ale bez skutku.
Tata spojrzał na nią z zaciekawieniem i delikatnie zażartował:
– Czyli już wiesz, czego możemy się spodziewać, kiedy Lenka dostanie kota. Zamiast firanek będzie miał kocie wędki do zabawy. Tylko musimy zadbać, żeby ten się nie zgubił.
W ciągu następnych dni zaczęli kompletować kocią wyprawkę. Zamówili drapak, transporter, legowisko i mokrą karmę najlepszej jakości. Codziennie przychodziły nowe paczki, a w domu pojawiło się mnóstwo sprzętów dla kota. Wszystko pozostało jednak w kartonach.
Lenka, widząc rodziców buszujących po internetowych sklepach zoologicznych, postanowiła przeprowadzić śledztwo. Kiedy nikt nie patrzył, rozpakowała jedno pudełko. Znalazła tam nowiutki drapak z drewna, juty i lnianego sznurka. Ucieszyła się, bo miała dowód, że przeprowadzka kota jest coraz bliżej. Mimo to nie mogła pogodzić się z myślą o czekaniu aż do urodzin.
Wieczorem, przed zaśnięciem, ponownie zapytała tatę:
– Tato, naprawdę muszę czekać na tego kota jeszcze półtora miesiąca?
Po chwili dodała z wyraźnym smutkiem:
– Kiełbasek już naprawdę nie daje rady bawić się codziennie sam.
Tata uśmiechnął się dobrotliwie.
– Rozumiem zarówno jego, jak i ciebie, ale musisz być cierpliwa.
Lenka leżała w łóżku, wpatrując się w sufit, a jej wyobraźnia znów zaczynała pracować na pełnych obrotach. Tata siedział obok i czekał na pytania, które jego córka na pewno miała w głowie. I jak zwykle nie musiał długo czekać.
– Tato, a myślisz, że koty mogą mieć skrzydła? – zapytała, odwracając się w jego stronę.
Tata uniósł brwi.
– Skrzydła? No, to by było coś! – odpowiedział szczerze zaskoczony. – A po co kot miałby mieć skrzydła?
Lenka natychmiast usiadła na łóżku.
– No wiesz, jak te z książki Kocie aniołki! Mogłyby latać, bo wtedy łatwiej polować na ptaki – powiedziała z entuzjazmem. – Koty tak robią w tej bajce. I jestem pewna, że w schronisku też jest koci aniołek. Tylko pewnie jest bardzo drogi…
Tata powstrzymywał śmiech, słysząc, jak poważnie Lenka myśli o latających kotach.
– No, kot ze skrzydłami to rzeczywiście mógłby być… biały kruk. Na pewno wielki rarytas. To znaczy prawdziwa rzadkość, kochanie. Pewnie cena byłaby astronomiczna. Ale kto wie? Może znajdziemy takiego, który zamiast anielskich skrzydeł ma wyjątkowy urok? – Tata puścił oko do córki, a ona, choć była przekonana, że skrzydła są ważniejsze od uroku, lekko się uśmiechnęła.
– Ciekawe, czy taki kot będzie w schronisku… – Lenka ziewnęła i położyła głowę na poduszce.
Tata przykrył ją kołdrą, a ona zasnęła, marząc o latających zwierzakach.
Sobota zaczęła się zupełnie zwyczajnie. Rodzina wybierała się na zakupy. Lenkę jednak zastanowiło to, że rodzice pakują transporter do samochodu. Stała przy bagażniku, patrząc na nich podejrzliwie.
– Po co wam transporter do sklepu? – zapytała. Była bardzo bystra jak na swój wiek i tata wiedział, że łatwo się nie da zwieść. Spojrzał na mamę z udawanym zakłopotaniem.
– No cóż… czasem na zakupach można znaleźć coś większego, co trzeba przewieźć w transporterze. – Uśmiechnął się tajemniczo, a mama dodała:
– Wiesz, nigdy nie wiadomo, co się trafi w markecie. Może jakieś wyjątkowe zakupy? Na przykład dzikie, skaczące, egzotyczne owoce! Albo żywy karp? Chociaż nie… mamy lipiec.
Lenka patrzyła na rodziców z niedowierzaniem, ale postanowiła nie nalegać na wyjaśnienia. Wsiadła do samochodu, wciąż badawczo zerkając na transporter.
Gdy zbliżali się do centrum handlowego, tata skręcił w kierunku tej części miasta, której Lenka jeszcze nie znała. Jechali długą, wąską drogą, mijając po obu stronach łąki i zarośla, jak gdyby byli gdzieś na wsi. Zaparkowali przy ulicy Kobylepole przed niskim i długim budynkiem. Lenka poczuła motylki w brzuchu, a jej oczy rozbłysły z ekscytacji.
– Oooo, przyjechaliśmy do schroniska! – zawołała, wiercąc się w foteliku. – Będziemy szukać kotka?
Tata spojrzał na nią z szerokim uśmiechem.
– Może… kto wie? Ciągle zastanawiam się nad kejtrem2, to znaczy psem – powiedział i odpiął Lence pasy bezpieczeństwa. Mama tylko kiwnęła głową. Z zadowoleniem obserwowała, z jakim entuzjazmem córeczka wyskoczyła z samochodu i skierowała się do budynku.
W schronisku czekała na nich uśmiechnięta pani w zielonym fartuchu. Była to ciocia Kasia, siostra taty Lenki, która pracowała tutaj jako weterynarka.
– Szukacie kotka, co? Twoi rodzice wspominali mi o tych planach – powiedziała ciepło, patrząc na bratanicę.
Lenka nie mogła się powstrzymać i podskoczyła z radości.
– Tak! I chciałabym takiego, który umiałby latać jak koci aniołek, ale może być też taki zwykły… z puszystym futerkiem – powiedziała szybko, nie mogąc się doczekać spotkania z kotami.
Do rozmowy dołączyła kolejna osoba. Judyta, także ciocia Lenki, była kierowniczką schroniska. Wszyscy wołali na nią zdrobniale Dysia.
– Dzień dobry, kochani – przywitała serdecznie rodzinę. – Czy dobrze słyszałam, że rozmawiacie o latających kotach? Niestety, nie mamy takich, ale mogę wam pokazać kilka słodkich rocznych nicponi. Są już na tyle dorosłe, że nie sprawiają większych problemów, a przy tym wciąż uwielbiają się bawić.
Lenka poszła z rodzicami, trzymając mamę za rękę. Ciocia Judyta otworzyła drzwi do dużej sali z rocznymi kotami, które siedziały na półkach i w legowiskach. Spoglądały na nich z lekkim niepokojem. Gdy tylko Lenka weszła do pomieszczenia, coś od razu przykuło jej uwagę.
– O nie, znowu ludzie. Mam nadzieję, że ta mała nie będzie chciała mnie podnosić – mruknął czarno-biały kot, który siedział na najwyższej półce wysokiego drapaka.
Dziewczynka otworzyła szeroko oczy.
– Mamo, tato, one mówią! – krzyknęła z zachwytem, ale jej rodzice usłyszeli jedynie ciche miauczenie.
– Mówią? – zapytała mama, zerkając na nią z uśmiechem. – Ja słyszę tylko miauczenie, kochanie.
Lenka wiedziała jednak swoje. Koty może i nie latały, ale na pewno mówiły!
– No właśnie, mówimy. Nie wiem, co w tym niezwykłego – dodał kolejny kot, pręgowany burasek, który ukrył się za drapakiem. – Ludzie są zabawni. Wszystko ich dziwi.
Lenka próbowała podejść do jednego z kotów, ale ten natychmiast uciekł na górę drapaka.
– Patrzcie, ona się zbliża! Szybko, chowajcie się! – ostrzegł rudy kot i zniknął we wnętrzu legowiska w kształcie domku. Lenka zachichotała.
Rodzice, patrząc na nieco nieśmiałe zwierzęta, zastanawiali się, co zrobić.
– Może dajmy im chwilę? – zaproponowała mama. Rozumiała, że koty były przestraszone obecnością tylu nieznajomych osób.
– A może lepiej spojrzymy na kociaki? Zwykle są bardziej otwarte na zabawę i kontakt – zasugerowała kierowniczka schroniska.
Kiedy weszli do sali z kilkumiesięcznymi kociakami, Lenka od razu zwróciła uwagę na dwa maluchy. Były czarno-białe, jeden z czarnym, a drugi z różowym noskiem. Bawiły się, ganiając po pokoju jak małe tornado. Dziewczynka z radością patrzyła, jak przeskakują nad miskami i tarzają się w ścinkach gazet.
– Spójrzcie, jak one się bawią! – wykrzyknęła w stronę rodziców.
– Och, ta mała wydaje się miła. Może nie będzie mnie podnosić i obracać na wszystkie strony, jakbym był workiem pyr3? – powiedział kociak z różowym noskiem, gapiąc się na Lenkę.
– Taaa, ale musimy ją najpierw wytresować – odezwał się drugi, ścigając towarzysza po pokoju.
Dziewczynka śmiała się z ich wybryków, a mama i tata przyglądali się, jak dwa kotki zgodnie bawią się ze sobą.
– Możemy przygarnąć oba? – zapytała Lenka, patrząc na rodziców z nadzieją.
Ciocia Judyta uśmiechnęła się i przyszła dziewczynce z pomocą:
– To bracia, są bardzo zżyci. Najlepiej, jeśli pójdą do nowego domu razem.
Rodzice wymienili spojrzenia. Na początku się wahali, ale widząc, jak Lenka promienieje radością, zgodzili się.
– No dobrze – powiedział tata. – Bierzemy oba. Są na razie takie małe, że zmieszczą się w jednym transporterze i w jednym legowisku. A potem się pomyśli.
Lenka nie mogła uwierzyć w swoje szczęście.
– Super! Będą się nazywać Roger i Jamie! Zdrobniale Rodżerek i Dżejmik – zawołała z entuzjazmem. – Ten z różowym noskiem to Roger, a ten z czarnym noskiem to Jamie. Tata czytał mi kiedyś bajkę, której bohaterami były koty o takich imionach. Te może nie mają skrzydeł, ale mówią! I są najlepszymi kotkami na świecie!
– Nooo, mam tylko nadzieję, że będzie przestrzegać kodeksu kociego opiekuna. Żadnego podnoszenia bez pozwolenia! – Jamie wyprężył grzbiet i miauknął przeciągle.
1Kociamber to w gwarze poznańskiej kot (przyp. aut.).
2Kejter to w gwarze poznańskiej pies (przyp. aut.). Tata Lenki, rodowity poznaniak, lubi używać gwarowych słów.
3Pyry to w gwarze poznańskiej ziemniaki (przyp. aut.).
