9,99 zł
Czasem, by przeżyć świetną przygodę, wystarczy wyjść z domu... ewentualnie zejść z drzewa lub zeskoczyć z parapetu!
Jamie, Berta, Zoja i Henriett zadomowiły się u Lenki i jej rodziców. Do tego stopnia, że cały ich koci żywot ogranicza się do wylegiwania w ogrodzie. Gdy dziewczynka proponuje wycieczkę na poznańską starówkę, zwierzaki tylko wywracają oczami. Dopiero wizja rogali z karmelizowanymi mysimi ogonkami w kociej kawiarni zachęca je do wyjścia z domu. Całe szczęście, bo szybko okazuje się, że Poznań to nie tylko trykające koziołki, ale cała masa fascynujących historii!
Kto rozumie kocią mowę? I jaki los czekał znajome zwierzaki ze schroniska? Czas wyruszyć na wycieczkę i wraz z bohaterami odkryć Poznań z kociej perspektywy!
Druga część serii o Kocie, który jeździł w wózku dla lalek. Pouczająca i lekka lektura, która może spodobać się miłośnikom książeczek Grzegorza Kasdepke.
Kot, który jeździł w wózku dla lalek
Mała Lenka marzy o rodzeństwie... lub choćby o kotku. Wkrótce jej dom zapełnia się całą zgrają humorzastych i puchatych zwierzaków. Dziewczynka wniebowzięta, rodzice przerażeni, a koty... jak to koty - tylko leniwie przeciągają się na parapetach. Ilustrowane opowieści dla najmłodszych, które wciągają i wychowują.
Karol Kuc – polski twórca książek dla dzieci. Autor serii „Kot, który jeździł w wózku dla lalek”.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 44
Poznańskie koziołki
Saga
Kot, który jeździł w wózku dla lalek: Poznańskie koziołki
Copyright © 2025, 2025 Karol Kuc i Saga Egmont
Wszystkie prawa zastrzeżone
ISBN: 9788727292595
1. Wydanie w formie e-booka
Format: EPUB 3.0
Żadna część niniejszej publikacji nie może być powielana, przechowywana w systemie wyszukiwania danych lub przekazywana w jakiejkolwiek formie lub w jakikolwiek sposób bez uprzedniej pisemnej zgody wydawcy, ani rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie oprawy lub z okładką inną niż ta, z którą została opublikowana i bez nałożenia podobnego warunku na kolejnego nabywcę. Zabrania się eksploracji tekstu i danych (TDM) niniejszej publikacji, w tym eksploracji w celu szkolenia technologii AI, bez uprzedniej pisemnej zgody wydawcy.
Język, postacie i poglądy zawarte w tej publikacji nie odzwierciedlają poglądów ani opinii wydawcy. Utwór ma charakter publikacji historycznej, ukazującej postawy i tendencje charakterystyczne dla czasów z których pochodzi.
www.sagaegmont.com
Saga jest częścią Grupy Egmont. Egmont to największa duńska grupa medialna, należąca do Fundacji Egmont, która każdego roku wspiera dzieci z trudnych środowisk kwotą prawie 55 milionów złotych.
Vognmagergade 11, 2, 1120 København K, Dania
W ogrodzie panował letni, leniwy spokój. Słońce przebijało się przez liście, a ptaki śpiewały w najlepsze, co oczywiście przyciągnęło uwagę Henriett. Z miejsca zaczęła wspinać się na drzewo. Skakała z gałęzi na gałąź, przyglądając się ptakom, które najwidoczniej postanowiły droczyć się z nią, uciekając na coraz to wyższe gałęzie.
– Henriett, to się nigdy nie uda – mruknął Jamie, leżąc rozciągnięty na leżaku. Jego spojrzenie było pełne wyższości i kompletnego braku zrozumienia dla takich niepoważnych wybryków.
– A co ty wiesz o prawdziwej przygodzie? – odparła bura, pręgowana kotka, zeskakując z gałęzi i spoglądając wyzywająco na starszego kota. – Twoje przygody polegają na kręceniu się po domu w celu znalezienia najwygodniejszego miejsca do spania.
Zoja, która delikatnie bujała się w hamaku, przyglądała się tej scenie z ledwie widocznym uśmiechem. Na jej pyszczku malował się wyraz błogiego spokoju, a jej oczy śledziły wszystko, jakby wyczekiwała, kiedy towarzystwo zmęczy się swoimi potyczkami.
– Spokój, kochani – mruknęła cicho. – Są ważniejsze rzeczy w życiu niż gonienie ptaków i spieranie się o leżaki.
Lenka siedziała w pobliżu, obserwując tę kocią muzykę z uśmiechem. Czuła, że to dobry moment, by podzielić się z pupilami swoim planem.
– Mam dla was świetną wiadomość – zaczęła. – Jutro idziemy na wycieczkę do miasta! Zobaczymy koziołki na ratuszu!
Henriett natychmiast przestała interesować się ptakami i podskoczyła, gotowa na nową przygodę.
– Koziołki? Takie, co się trykają? Idealnie! Mogę się z nimi pobawić? – zawołała z ekscytacją.
– Wyluzuj, Henriett. – Jamie uniósł głowę, nie kryjąc rozczarowania planem Lenki. – Czy będzie tam coś godnego mojej uwagi, czy tylko koziołki i hałas?
Berta, siedząca na ogrodzeniu, przeciągnęła się leniwie i ziewnęła.
– Pewnie nie bardzo, jak to zwykle bywa z takimi „atrakcjami” – stwierdziła ironicznie. – Dwa koziołki stukające się rogami… Nie sądzisz, Lenko, że to zbyt wiele emocji jak na jeden dzień?
Zoja, której hamak lekko kołysał się na wietrze, spojrzała w stronę Lenki, jakby zastanawiała się, czy rzeczywiście warto się ruszać. Dziewczynka nałożyła kotom do misek drugie śniadanie i postawiła je na trawie.
– A co z jedzeniem na wycieczce, czy muszę teraz najeść się na zapas? – zapytał w końcu Jamie, spoglądając na świeżo podaną wołowinę, którą właśnie zaczęła się delektować Berta.
Lenka się roześmiała.
– Oczywiście, że będą pyszności! Plan jest prosty: najpierw koziołki, potem mała uczta w kociej kawiarni, gdzie będą rogale z karmelizowanymi mysimi ogonkami i pączki z wróblim nadzieniem.
– No dobra, wytrzymam jakoś tę nudę, jeżeli na koniec zjemy moje ulubione przysmaki. – Jamie spojrzał na nią z aprobatą. – Rogale to coś, co mogę jeść codziennie. I te wystające mysie ogonki…
Henriett zaczęła krążyć wokół dmuchanego baseniku, do którego wcześniej podszedł Jamie, by się napić.
– Czasem warto oderwać się od ptaków – zauważyła, spoglądając w stronę drzewa, na którym przed chwilą buszowała.
Zoja podniosła głowę, jakby zamyślona, a potem wyszeptała:
– Ciekawe, co by na to wszystko powiedział Różowy Nos…
Wspomnienie Rogera, ich towarzysza, który teraz cieszył się spokojem w Kocim Niebie, zawisło na chwilę w powietrzu. Lenka poczuła ciepło na sercu, wspominając ostatnią przygodę, kiedy Roger pomógł im rozwiązać zagadkę magicznego Kociego Serca.
– Roger pewnie by znowu siedział w tym swoim wózku dla lalek i obserwował nas z rozleniwieniem, udając, że nic go nie interesuje – stwierdziła Lenka z uśmiechem.
– Tak jak zawsze – dodał Jamie. – Ale muszę przyznać, że brak mi jego błyskotliwych uwag. Miał talent do zabawnych komentarzy.
– I ten jego spokojny uśmiech, kiedy udawał, że wszystko wie lepiej – rzuciła Berta, przegryzając kawałek wołowiny. – Pewnie by się tryknął z koziołkami dla zabawy.
– Na pewno by coś wymyślił – skwitowała Lenka. – A kto wie, może znowu będziemy musieli odwiedzić go w Kocim Niebie, żeby poradzić się w ważnej sprawie? Tymczasem trzeba przygotować się na jutrzejszą wyprawę.
Koty powoli, każdy w swoim tempie, podnosiły się z miejsc. Jamie niespiesznie wstał z leżaka, Berta zeskoczyła z ogrodzenia, a Zoja, z gracją opuszczając hamak, spojrzała na resztę.
– No to co? Gotowi na koziołkowy spektakl? – rzuciła Henriett, podskakując w miejscu.
– Spokojnie, Henrietka. Bez pośpiechu – mruknął Jamie. – Nie jesteśmy na wyścigach.
