Opis

Każdy z nas zna baśń o Kopciuszku, ulubioną opowieść wszystkich dziewczynek. Chociaż, jak skrupulatnie obliczyli badacze, baśń ta ma aż 700 wersji, jej trzon jest zawsze ten sam: opowiada o ubogiej, aczkolwiek obdarzonej złotym sercem dziewczynie, której udało się zdobyć miłość przystojnego księcia i zostać jego żoną. W realnym życiu uboga panna, nawet najpiękniejsza, nie miała szans, by poślubić władcę. O mariażach królów i książąt decydowały głównie względy polityczne, sojusze i międzynarodowe zobowiązania, a nie uczucia. Okazuje się jednak, że historia zna przypadki kobiet, które, choć pochodzenie nie predestynowało ich do roli małżonki królów, zostały żonami władców i w tej roli radziły sobie całkiem nieźle.

W poszukiwaniu pań, którym udało się urzeczywistnić baśń, udamy się najpierw do starożytnego Rzymu, by przenieść się do Bizancjum na dwór cesarzowej Teodory. Potem wrócimy do Polski, by poznać, dla kogo stracił głowę podstarzały już pogromca Krzyżaków spod Grunwaldu, Władysław Jagiełło. Znad Wisły przeniesiemy się nad Tamizę i poznamy dzieje bodaj najnieszczęśliwszego Kopciuszka wszechczasów - Anny Boleyn. W końcu zajrzymy do Rosji, by dowiedzieć się, w jaki sposób prosta praczka zdobyła serce potężnego cara, a naszą opowieść zakończymy na ulicach Sarajewa, gdzie serbski nacjonalista jednym strzałem z pistoletu zabił dwoje kochających się ludzi i jednocześnie zmiótł Habsburgów ze sceny Europy.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 331

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Projekt okładki i stron tytułowychAnna Damasiewicz

KonsultacjaSylwia Łapka-Gołębiowska

Redaktor prowadzącyZofia Gawryś

Redaktor merytorycznyBożena Czerwińska

Redaktor technicznyBeata Jankowska

KorektaTeresa Kępa

Copyright © by Bellona Spółka Akcyjna, Warszawa 2016 Copyright © by Iwona Kienzler, Warszawa 2016

Zapraszamy na stronywww.bellona.pl, www.ksiegarnia.bellona.pl

Dołącz do nas na Facebookuwww.facebook.com/Wydawnictwo.Bellona

Nasz adres: Bellona SA ul. Bema 87, 01-233 Warszawa Księgarnia i Dział Wysyłki: tel. 22 457 03 02, 22 457 03 06, 22 457 03 78 faks 22 652 27 01 e-mail: [email protected]

ISBN 9788311143043

Skład wersji elektronicznej

Wstęp

Baśń o Kopciuszku jest chyba ulubioną opowieścią wszystkich dziewczynek. I nic dziwnego – kto nie lubi opowieści o skromnej, biednej i obdarzonej złotym sercem dziewczynie, z którą los obszedł się bardzo okrutnie: w dzieciństwie straciła matkę, a potem, na skutek nierozważnego małżeństwa swego ojca, dostała się pod opiekę złej i zawistnej macochy, która, owdowiawszy, sprawiła pasierbicy piekło na ziemi. Faworyzowała swoje rodzone i znacznie brzydsze córki, zapędzając Kopciuszka do pracy w kuchni i obciążając nadmiarem obowiązków. Ale dziewczyna, choć pracowała ponad siły i w przeciwieństwie do swoich przybranych sióstr nie miała czasu, aby się stroić i godzinami siedzieć przed lustrem, nigdy nie skarżyła się na swój los, cierpliwie szorując gary. Była przy tym wiecznie umorusana, dlatego jej znacznie mniej urodziwe, ale za to zepsute siostry nazywały ją „Kopciuszkiem” od kopcia w kominie. Wkrótce nikt nie używał jej prawdziwego imienia, zresztą czy ktokolwiek wie, jak naprawdę miała na imię bohaterka tej baśni; nazywano ją właśnie Kopciuszkiem. Nieszczęsna sierota nie dość, że nie skarżyła się na swój los, to jeszcze pomagała tym, którzy byli jeszcze bardziej nieszczęśliwi i w tajemnicy przed niegodziwą macochą i jej równie złymi siostrami wynosiła z kuchni resztki jedzenia, by podzielić się nim z potrzebującymi. Kochała też zwierzęta, głównie ptaki, dla których zawsze znalazły się okruszki na parapecie kuchennym. A te w podzięce wyśpiewywały jej najpiękniejsze trele.

Pewnego pięknego dnia życie dziewczyny uległo odmianie. Władca państwa, w którym przyszło żyć Kopciuszkowi i jej wrednym siostrzyczkom, ogłosił swego rodzaju casting na synową. Królewski syn osiągnął bowiem wiek, w którym należało się ożenić i pomyśleć o potomstwie. Z bliżej niejasnych powodów król, najwyraźniej wyznający dość liberalne i demokratyczne poglądy, postanowił rozejrzeć się za żoną dla królewicza nie na zagranicznych dworach, ale wśród swoich poddanek. Nie wiadomo, co legło u podstaw tej decyzji, być może władcy nie zależało na sojuszach, a być może w ościennych państwach pozostające na wydaniu księżniczki wyglądały jak stare czupiradła albo brakowało tam panny w stosownym wieku. W każdym razie rozesłano zaproszenia na bal dla wszystkich panien w królestwie. Podczas zabawy młody następca tronu miał wybrać stosowną kandydatkę. Kopciuszek oczywiście także miał iść na bal, ale ani macocha, ani siostrzyczki nie zamierzały do tego dopuścić. Nie dość, że nieszczęsna dziewczyna nie dostała żadnej balowej kreacji, to jeszcze obarczono ją zadaniem nie do wykonania: polecono jej powybierać mak z popiołu.

Kiedy za macochą i jej wystrojonymi w balowe toalety córkami zamknęły się drzwi, w sukurs Kopciuszkowi przyszli jej ulubieńcy – gołąbki, które natychmiast powybierały mak z popiołu, oszczędzając dziewczynie niewykonalnej pracy. Teraz mogła już iść na wymarzony bal, ale nie miała w co się ubrać. Wówczas z pomocą przyszła jej matka chrzestna, która mogła zdziałać naprawdę wiele, ponieważ była dobrą wróżką. I właśnie za sprawą magii Kopciuszek zyskał nie tylko przepiękną suknię, stosowną biżuterię i piękne, szklane pantofelki, ale i karocę zaprzężoną w piękne konie, którą można było pojechać do królewskiego pałacu. Ale czary mają to do siebie, że nie trwają wiecznie. Tak było i w tym przypadku – Kopciuszek otrzymał stanowcze polecenie od wróżki, żeby opuścić salę balową przed północą. W przeciwnym wypadku, jak ostrzegała matka chrzestna, suknia zmieni się w łachmany, karoca – w dynię, a piękne konie – w myszy…

Jak wiadomo, Kopciuszek dotarł szczęśliwie na bal i, przez nikogo nierozpoznany, zdobył serce królewicza. Ale ponieważ dziewczę bawiło się tak dobrze, że nie zdążyło wyjść z balu przed północą, musiało uciekać po schodach, chcąc zniknąć z oczu ukochanego przed wybiciem północy, przy okazji gubiąc pantofelek. I właśnie ten pantofelek przyczynił się do szczęśliwego finału – zakochany młodzieniec przemierzał kraj wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu jego właścicielki, notabene obdarzonej nadzwyczaj małą stópką. Dotarł też do domu Kopciuszka i tam w końcu spotkał swoją ukochaną. A potem był ślub i wszyscy żyli długo i szczęśliwie.

Wydawać by się mogło, że taki scenariusz wydarzeń może powstać jedynie w głowie bajkopisarza. Wszak mężczyzna będący członkiem królewskiego rodu był poza zasięgiem swoich poddanek. Władcy musieli zawierać małżeństwa zgodne z racją stanu. Co więcej, z reguły decyzje o monarszych związkach podejmowano wówczas, gdy przyszli małżonkowie byli jeszcze dziećmi, królewski mariaż był często decyzją podejmowaną ze względów politycznych, a państwo młodzi mieli okazję poznać się dopiero w dniu ślubu. Jedyną wiedzę na temat przyszłej małżonki król czerpał z wiadomości pozyskanych od posłów wysłanych na zagraniczne dwory. Nie wiedział nawet jak wygląda jego przyszła żona, bowiem mógł ją oglądać jedynie na portretach. A nadworni malarze często schlebiali portretowanym damom i wykonane przez nich wizerunki często były dalekie od rzeczywistości.

Władcom, ale tylko mężczyznom, przysługiwało prawo do poszukiwania szczęścia poza małżeństwem, w ramionach innych kobiet niż poślubiona przed Bogiem żona. I tu pole do popisu miały dziewczęta obdarzone ładnym liczkiem, zgrabną figurką, ale też i sprytem – zdobywając królewskie serce, mogły zostać kochanką lub metresą władcy. Często to właśnie one grały pierwsze skrzypce na dworze, usuwając w cień nawet prawowite królewskie żony. Bywało, że podobnie jak metresa Ludwika XV, madame Pompadour, praktycznie rządziły państwem.

Bycie królewską kochanką wbrew pozorom nie było takie złe; oprócz wysokiej pozycji na dworze dawało także możliwość wzbogacenia się nie tylko wybranki królewskiej, ale także całej jej rodziny. Kiedy królewskie uczucia nieco osłabły, faworyta monarchy nadal była atrakcyjną partią, nawet jeżeli urodziła władcy nieślubne dziecko. W kolejce do jej ręki czekało wielu kawalerów, pragnących przez małżeństwo z nią podreperować nadszarpnięte finanse bądź poprawić pozycję towarzyską.

Życie pisze często znacznie ciekawsze scenariusze niż obdarzeni nawet najbujniejszą wyobraźnią bajkopisarze i, jak się przekonamy, w historii zdarzały się prawdziwe Kopciuszki, dziewczęta z nizin, którym udało się nie tylko zdobyć serce władcy, ale nawet stanąć z nim na ślubnym kobiercu. Jednak w przeciwieństwie do bohaterki popularnej baśni, większość z nich bynajmniej wzorem cnót nie była, ich charakter bardziej przypominał złośliwe siostry Kopciuszka. Do finału ich historii nader rzadko pasują słowa: „I żyli długo i szczęśliwie”. Co więcej, w zdobyciu drogi do tronu nie pomogła im wcale zgrabna stópka.

W poszukiwaniu kobiet, którym udało się urzeczywistnić baśń udamy się najpierw do starożytnego Rzymu, by przenieść się do Bizancjum, na dwór cesarzowej Teodory. Potem wrócimy do Polski, by dowiedzieć się, dla kogo stracił głowę podstarzały już pogromca Krzyżaków spod Grunwaldu, Władysław Jagiełło. Znad Wisły przeniesiemy się nad Tamizę i poznamy dzieje bodaj najnieszczęśliwszego Kopciuszka wszech czasów – Anny Boleyn, a później trafimy do Skandynawii na dwór szalonego władcy Szwecji Eryka XIV, który zakochał się w pięknej dwórce. W końcu zajrzymy do Rosji, by dowiedzieć się, w jaki sposób prosta praczka zdobyła serce potężnego cara, a naszą opowieść zakończymy na ulicach Sarajewa, gdzie serbski nacjonalista jednym strzałem z pistoletu zakończył piękne uczucie i jednocześnie zmiótł ze sceny Europy Habsburgów. Będzie też historia o Kopciuszku w wersji męskiej – hrabim Bothwell, któremu udało się zdobyć serce i, co ważniejsze, rękę Marii Stuart.

Pani piekarzowa w ramionach szaleńca – Kaligula i Cezonia

Niewątpliwie posiadał Germanik wszelkie zalety duchowe oraz fizyczne w takim stopniu, w jakim tego nie udało się nikomu osiągnąć: piękność i niezwykłą odwagę bojową, wybitne uzdolnienia w zakresie wymowy i nauki w obydwu językach: greckim i łacińskim, szczególną dobroć, niebywałą i owocną żarliwość w jednaniu sobie ludzkiego uznania i zdobywania miłości. Jedynym brakiem jego urody była szczupłość łydek, lecz z wolna i one stały się pełniejsze dzięki codziennej jeździe konnej po jedzeniu”‹1› – rozpływał się w zachwytach Swetoniusz nad ojcem cesarza Gajusza Juliusza Cezara Germanicusa, szerzej znanym pod swoim przydomkiem Kaligula. Germanik, doskonały dowódca wojskowy, w istocie był nie tylko uwielbiany przez żołnierzy, którymi dowodził, ale także kochany przez lud rzymski. Widziano w nim ucieleśnienie cnót wszelakich wzorowego Rzymianina oraz idealnego wodza, zresztą w dziejach Imperium Rzymskiego Germanik zapisał się jako bohater. Nic dziwnego, że wielu widziało cesarza właśnie w jego osobie, tym bardziej, że do sprawowania tej funkcji był niejako predestynowany z racji pochodzenia – po kądzieli wszak był wnukiem Liwii, żony cesarza Oktawiana Augusta. Za żonę dostała się mu też kobieta nietuzinkowa i ustosunkowana: wnuczka Augusta, a córka pochodzącej z pierwszego małżeństwa córki cesarza Julii, Agrypina Starsza. Jej ojcem był wielki rzymski wódz i przyjaciel Oktawiana Marek Agrypa. Zarówno osobowość Germanika, jak i jego popularność wśród ludu sprawiły, że Oktawian rozważał możliwość ustanowienia go swoim następcą, ale Liwia od dawna marzyła o tytule dla swego starszego syna Tyberiusza. A kiedy żona Oktawiana coś postanowiła, zawsze dopięła swego i to w końcu Tyberiusz został panem imperium, choć August za życia wymógł na nim usynowienie Germanika. I choć Germanik był najbliższym krewnym Tyberiusza, wszak jego ojcem był jego młodszy brat – Druzus, Tyberiusz zawsze przyglądał mu się podejrzliwie, sądząc, że jego bratanek w cichości ducha marzy o tym, by pozbawić go tytułu i zająć jego miejsce. Zresztą sam August dość często dawał starszemu synowi Liwii do zrozumienia, że wybrał go swoim następcą na zasadzie „z braku laku dobry kit” i gdyby żyli jego męscy krewni, których cesarz stracił w dość dziwnych okolicznościach, być może, jak wciąż twierdzą niektórzy, za sprawą trucizn sprytnie preparowanych i podawanych przez Liwię, nawet nie pomyślałby o swoim pasierbie.

Sam Tyberiusz, moim zdaniem najtragiczniejsza postać wśród wszystkich cesarzy z dynastii julijsko-klaudyjskiej, niemal od początków swego panowania cierpiał na manię prześladowczą, która narastała przez cały długi, bo dwudziestotrzyletni okres panowania cesarza. Zresztą ten człowiek, syn republikanina z krwi i kości, Tyberiusza Klaudiusza, wcale nie chciał władzy cesarskiej dla siebie. Marzyła o tym jego matka Liwia, żona Oktawiana Augusta, która robiła wszystko, by jej starszy syn w przyszłości rządził imperium i w końcu dopięła swego. Tyberiusz, z ociąganiem przyjąwszy na siebie rządy, mówiąc, że nakłada na siebie „jarzmo złe i ciężkie”, zemścił się na matce, odsuwając ją w cień i zrywając z nią wszelkie stosunki. Tak się złożyło, że oprócz usynowionego bratanka, cesarz własnych dzieci nie miał. Jego jedyny syn, Druzus, notabene świetny wojskowy, zmarł nagle w wieku 23 lat.

Tyberiusz jako cesarz wietrzył wokół siebie knowania i spiski. Najbardziej podejrzaną osobą z czasem stał się dla niego właśnie Germanik, którego wcześniej usynowił, a jego niechętny stosunek do bratanka nasilił się, kiedy zbuntowały się dowodzone przez niego legiony, a buntownicy domagali się, by Germanik, ich umiłowany wódz, sięgnął po najwyższą władzę. Na szczęście ten odmówił i stłumiwszy bunt, wyruszył za Ren, by gromić Germanów. W sercu jego stryja pozostała jednak zadra. Nic więc dziwnego, że kiedy w 19 roku uwielbiany przez Rzymian wódz nagle zmarł w Antiochii, nie brakowało głosów, iż za jego zgon bezpośrednio odpowiada Tyberiusz, który od dawna chciał się pozbyć rywala. Zmarły pozostawił żonę Agrypinę Starszą oraz gromadkę dziewięciorga dzieci, cztery dziewczynki oraz pięciu chłopców, wśród nich właśnie Kaligulę. Gajusz urodził się jako piąte dziecko Agrypiny i Germanika, a na świat przyszedł 31 sierpnia 12 roku w Ancjum, nieopodal Rzymu. Niedługo po urodzeniu znalazł się nad Renem, wraz z armią swego ojca, Germanik bowiem miał zwyczaj zabierania ze sobą na wyprawy wojenne nie tylko żony, ale też wszystkich swoich dzieci, z których Gajusz zdobył największą sympatię żołnierzy. Germanik często prezentował go żołnierzom w stroju rzymskiego legionisty; na jego nogach widniało identyczne obuwie, jakie nosili szeregowi żołnierze: wiązane rzemieniem wysoko na łydce buty przykrywały całe palce i stopy, a ich podeszwy były nabite gwoździami. Takie obuwie zwało się caliga i stąd wziął się żartobliwy przydomek, jaki nadali malcowi podkomendni jego ojca – Caligula, czyli po prostu bucik. Ów przydomek tak przylgnął do Gajusza, że przeszedł pod nim do historii i we wszystkich opracowaniach naukowych nie widnieje jako Gajusz Juliusz Cezar, a właśnie jako Kaligula.

Po śmierci Germanika jego rodzina przeniosła się do Rzymu i wówczas nastały trudne dni dla żony i potomstwa wielkiego wodza. Trzeba przyznać jednak, iż niemała w tym zasługa samej Agrypiny, kobiety niebywale ambitnej, która już we wczesnej młodości słynęła z niepohamowanej ambicji i bezkompromisowego charakteru. Wady te nie przeszkodziły jej jednak zdobyć sympatii i miłości jej dziadka – Oktawiana Augusta, aczkolwiek nigdy nie zyskała uznania i aprobaty jego żony Liwii. Będąc towarzyszką życia Germanika, nie postępowała zgodnie z obowiązującym w Rzymie wzorcem matrony rzymskiej i nigdy nie stała w cieniu swego małżonka ani nie wiodła spokojnego życia w domu. Musiała być kobietą o niebywałej waleczności, skoro trwała przy swoim małżonku w czasie misji powierzonych mu na Bliskim Wschodzie oraz podczas ekspedycji wojskowych, między innymi w Galii. Agrypina była tak oddana mężowi, że nie wyraziła zgody na jego opuszczenie, nawet kiedy spodziewała się kolejnego dziecka czy była w połogu. Szczególnym heroizmem wykazała się podczas walk w Lesie Teutoburskim, gdzie uczyniła rzecz nadzwyczajną, która tym bardziej budziła podziw, iż dokonała tego kobieta, radząc sobie w trudnej sytuacji lepiej niż uczyniłby to niejeden mężczyzna. Z pewnością wykazała się wówczas większą odwagą niż jej rodzony dziadek, Oktawian, który nie słynął z męstwa ani talentów wojskowych. Mianowicie gdy na wieść o zaatakowaniu rzymskich oddziałów przez wroga podjęto decyzję o zerwaniu mostu na Renie, aby przeciwdziałać spodziewanemu natarciu wrogich wojsk, Agrypina Starsza nie straciła zimnej krwi i pod nieobecność męża przejęła rolę tymczasowego dowódcy obozu, nie przejmując się niepokojem wśród żołnierzy, który szybko opanowała. Ta sytuacja dowiodła, jak wielkim autorytetem cieszyła się wśród podwładnych żona Germanika.

Kiedy owdowiała, nie zamierzała – wzorem swojej teściowej Antonii Młodszej, wdowy po Druzusie młodszym, bracie cesarza Tyberiusza – wieść życia pokornej rzymskiej matrony. Wręcz przeciwnie, chciała brać czynny udział w życiu publicznym, ale to być może uszłoby jej płazem, gdyby nie fakt, iż oficjalnie demonstrowała swoją niechęć do panującego cesarza, oskarżając go, co prawda pośrednio, o morderstwo Germanika. Co gorsza, jej dom stał się miejscem spotkań opozycji wobec Tyberiusza, a osób niezadowolonych z jego rządów nie brakowało. Poza tym Agrypina uważała, iż jeden z jej trzech najstarszych synów: Neron, Druzus i Kaligula powinien zostać w przyszłości następcą cesarza, co dość niefortunnie zasugerowała Tyberiuszowi, naciskając na kapłanów, by włączyli imiona jej synów do oficjalnych modłów, które zwyczajowo kierowali do bogów, prosząc ich o zdrowie i łaski dla panującego cesarza. To posunięcie jedynie rozsierdziło Tyberiusza, podsycając jego podejrzliwość. Zresztą cesarz miał potencjalnego spadkobiercę – swojego wnuka Tyberiusza Gemellusa.

Tymczasem sam cesarz w 26 roku, pozostawiwszy państwo w rękach prefekta Sejana, przeniósł się na skalistą Kapreę, wyspę znaną obecnie pod nazwą Capri, w Zatoce Neapolitańskiej. Tam na 10 lat zaszył się w swojej rezydencji, otoczony dziełami sztuki, które sprowadzano dla niego z całej Italii. Były to jednak dzieła monotematyczne, głównie poświęcone erotyce. „Sypialnie rozmieszczone w wielu miejscach pałacu ozdobił obrazami, rzeźbami o najbardziej rozwiązłych tematach […]”‹2› – pisze Swetoniusz. Jeżeli wierzyć temu historykowi, Tyberiusz oddawał się tam najwymyślniejszej rozpuście, o czym oczywiście plotkował cały zbulwersowany Rzym: „W zaciszu wyspy Capri wymyślił urządzenie apartamentu pełnego sof jako miejsca tajemnych stosunków miłosnych, dokąd ściągnięci tłumnie zewsząd chłopcy rozpustni i dziewczęta oraz wynalazcy potwornego stosunku, których nazywał «spintriami», spleceni w potrójnym uścisku nawzajem się sobie oddawali, aby podniecać tym widokiem jego otępiałe zmysły – twierdzi Swetoniusz. – […] Zniesławił się jeszcze bardziej rozpustnymi obrzydliwymi czynami, których nie godzi się nawet opowiadać lub słuchać, cóż dopiero uwierzyć w ich prawdziwość. Mianowicie jakoby miał uczyć chłopców, pacholęta zaledwie, których nazywał rybkami, aby w czasie jego kąpieli krążyli mu między udami i nieznacznie podpływając podniecali go językiem lub ugryzieniem. Również jakoby kazał sobie przykładać do członka męskiego lub klatki piersiowej nieco starsze niemowlęta, jednak nie odstawione jeszcze od piersi, szczególnie skłonne do tego rodzaju rozkoszy z natury i ze względu na wiek”‹3›. Tyle Swetoniusz. Nic dziwnego, że w Rzymie huczało od plotek, a popularność cesarza wśród ludu drastycznie spadała. Tylko że nie wiadomo, ile prawdy jest w tych rewelacjach. Swetoniusz, który z takimi detalami opisuje ekscesy starzejącego się władcy, urodził się dopiero w 69 roku, rok po śmierci Nerona, ostatniego przedstawiciela dynastii julijsko-klaudyjskiej i 32 lata po zgonie Tyberiusza. Historię panowania tego cesarza, podobnie jak jego następców i poprzedników, pisał więc w oparciu o relacje innych, a pozyskanych wiadomości w żaden sposób nie mógł zweryfikować, dlatego nie możemy mu ufać w stu procentach, zwłaszcza w temacie tego, co działo się w cesarskiej rezydencji na Capri, do której dostęp mieli jedynie zaufani ludzie władcy. Z pewnością zdziwaczały Tyberiusz nie wiódł na wyspie życia mnicha, ale możemy wątpić, czy dopuszczał się czynów lubieżnych z udziałem dzieci. Być może padł ofiarą pomówień i plotek. Wszak, jak mawiają, plotka wylatuje wróblem a wraca wołem.

Tymczasem prefekt gwardii pretoriańskiej Sejan, de facto władający Rzymem po usunięciu się w cień cesarza, niezbyt dobrze zapisał się w historii imperium, a jego rządy mocno doskwierały poddanym Tyberiusza. Był praktycznie bezkarny, wszak cesarz dał mu pełną swobodę, poczynał więc sobie bardzo śmiało: podporządkował sobie senat, a niewygodnych lub opornych senatorów usuwał, odbierając im nie tylko majątek, ale i życie ( poprzez sfingowane oskarżenia i procesy pokazowe). Nic dziwnego, że z czasem doczekał się dość silnej opozycji, która skupiła się wokół Agrypiny Starszej, matki Kaliguli. Dumna wnuczka Augusta podpisała na siebie tym samym wyrok śmierci – Sejan bowiem tak długo tkał wokół niej pajęczą sieć intryg, że w 29 roku doprowadził do jej uwięzienia. Razem z nią ofiarą prefekta padli też jej najstarsi synowie – Neron i Druzus. Agrypinę poddano torturom, w trakcie których straciła nawet jedno oko, później zesłano ją i jej najstarszego syna na dwie różne wyspy: Panderię i Pontię. Neron zmarł w 30 roku, a jego matka zagłodziła się na śmierć trzy lata później. W tym samym 33 roku doczesny padół opuścił też Druzus, którego w więzieniu zagłodzono na śmierć. Syn Germanika ponoć cierpiał takie męki z głodu, że w napadzie szału zjadł nawet włosie, którym wypchany był jego materac. A Tyberiusz, przekonany, iż syn Agrypiny dybał na jego życie, cynicznie kazał odczytać w senacie dziennik, w którym spisywano przez lata wszystkie słowa i czyny Druzusa, jak również doniesienia szpiegów, raporty o prześladowaniach, jakie potomek Germanika znosił w więzieniu, a nawet jego ostatnie błagania o kęs jedzenia.

Po śmierci Nerona i Druzusa z czterech synów Agrypiny i Germanika przy życiu pozostał jedynie Kaligula. Trzej pozostali synowie Germanika: Gajusz Klaudiusz Cezar i Juliusz, podobnie jak jedna z córek, Klaudia, zmarli we wczesnym dzieciństwie. Kaligula ocalał nie dlatego, że, jak możemy przeczytać w niektórych opracowaniach, w dniu, w którym Sejan postanowił rozprawić się z jego rodziną, był stosunkowo młody. W 29 roku miał już osiemnaście lat, stanowił więc potencjalne zagrożenie. Młodzieniec uszedł z życiem z zupełnie innego powodu: miał bardzo silnych protektorów, a właściwie protektorki, schronił się bowiem pod opiekuńcze skrzydła swojej prababki Liwii, a po jej śmierci – babki Antonii Młodszej. Z pierwszą z wymienionych ani Sejan, ani sam Tyberiusz nie miał najmniejszego zamiaru zadzierać, a druga cieszyła się zbyt wielkim szacunkiem cesarza, żeby wszechwładny prefekt mógł zdziałać coś wbrew jej woli. Kaligula oraz jego pozostałe przy życiu siostry, które prababcia a potem babcia otoczyły opieką, byli więc bezpieczni.

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Przypisy

1   Swetoniusz Trankwillus Gajusz, Żywoty Cezarów, Wrocław–Warszawa–Kraków–Gdańsk–Łódź 1987, s. 174.

2 Ibidem, s. 156.

3 Ibidem.

„Zakała rodu niewieściego i całej ludzkości” – Teodora, żona Justyniana Wielkiego

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Miłość nie liczy lat – historia Elżbiety Granowskiej, trzeciej żony króla Władysława Jagiełły

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

W pogoni za następcą tronu, czyli smutne losy Anny Boleyn

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Kopciuszek w wersji męskiej – hrabia Bothwell, mąż Marii Stuart

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Karin i szalony król Eryk XIV

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Ze służącej na cesarski tron – słodko-gorzkie życie Marty Skowrońskiej

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Mezalians stulecia – Zofia von Chotek i Franciszek Ferdynand

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.

Bibliografia

Treść dostępna w pełnej wersji eBooka.