Polscy władcy po ciemnej stronie mocy - Iwona Kienzler - ebook + audiobook
NOWOŚĆ

Polscy władcy po ciemnej stronie mocy ebook i audiobook

Kienzler Iwona

4,3

Ten tytuł dostępny jest jako synchrobook® (połączenie ebooka i audiobooka). Dzięki temu możesz naprzemiennie czytać i słuchać, kontynuując wciągającą lekturę niezależnie od okoliczności!

12 osób interesuje się tą książką

Opis

Wśród najlepszych władców w historii Polski, jednym tchem wymieniani są z reguły Kazimierz Wielki, Kazimierz Jagiellończyk oraz Stefan Batory. Jednak nie wszyscy polscy władcy mają dobrą prasę – część z nich jest oceniana wyjątkowo negatywnie, jako panujący, którzy w ten czy inny sposób działali na szkodę państwa, osłabiając jego znaczenie, wpędzając je w niepotrzebne wojny, czy, jak to miało miejsce za panowania Stanisława Augusta, w otchłań historycznego niebytu. Tak jakby ci królowie, wzorem bohaterów znanej filmowej sagi, wkroczyli na ścieżkę wiodącą ku ciemnej stronie mocy.

Bezprym zniszczył państwo Piastów. Bolesław Krzywousty wprowadził rozbicie dzielnicowe. Konrad Mazowiecki sprowadził Krzyżaków. Henryk Walezy uciekł z Polski. Stanisław August Poniatowski doprowadził do rozbiorów.

Czy kierowały nimi wyłącznie złe pobudki, chore ambicje, czy ich często błędne i wręcz fatalne dla Polski decyzje, były wynikiem nieumiejętnej polityki, braku wiedzy czy też efektem działania w niekorzystnych warunkach politycznych?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 362

Audiobooka posłuchasz w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Czas: 9 godz. 7 min

Lektor: Izabela Perez

Oceny
4,3 (15 ocen)
6
7
2
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
burgundowezycie

Dobrze spędzony czas

„Polscy władcy po ciemnej stronie mocy" autorstwa Iwony Kienzler to fascynująca podróż przez mniej znane zakamarki polskiej historii. Poznajemy w niej bliżej historię dziesięciu władców Polski, którzy często są postrzegani w negatywnym świetle z powodu ich kontrowersyjnych decyzji i ich wpływu na losy państwa. Książka oferuje unikalną perspektywę na postaci takie jak Bezprym, Bolesław Krzywousty, czy Stanisław August Poniatowski, prezentując ich działania w szerszym kontekście politycznym i społecznym. Autorka bada życie i panowanie dziesięciu polskich monarchów, a my dzięki temu mamy możliwość zrozumienia, jak złożone były wyzwania, które zostały postawione przed władcami, i jak ich decyzje ukształtowały dalsze losy Polski. „Polscy władcy po ciemnej stronie mocy" to skarbnica wiedzy, która jest zarówno angażujaca, jak i przystępna, przekształcając to, co mogłoby być suchym historycznym zapisem, w fascynującą podróż. Zawiera liczne ciekawostki i anegdoty, które mogą zainteresować naw...
10
blackmagicwoman

Nie oderwiesz się od lektury

Jak zawsze świetnie opowiedziana historia.
00
cmindur1

Dobrze spędzony czas

ciekawe, nowe fakty,bez zbędnych rozważań. przblizyla mi historię Polski.
00

Popularność




Wstęp

Monar­chia była bez wąt­pie­nia ustro­jem obo­wią­zu­ją­cym w histo­rii naszego pań­stwa naj­dłu­żej, gdyż Pol­ska była kró­le­stwem przez 773 lata. Pierw­szą, a zara­zem naj­dłu­żej panu­jącą dyna­stią byli Pia­sto­wie, cho­ciaż nie wszy­scy władcy tej dyna­stii byli koro­no­wani, na dru­gim miej­scu pla­sują się Jagiel­lo­no­wie, kró­lu­jący przez 185 lat, trze­cie miej­sce zaj­mują spo­krew­nieni z nimi Wazo­wie, któ­rzy wła­dali Rzecz­po­spo­litą przez 81 lat. Dal­sze miej­sca zaj­mują: Sasi, któ­rych pano­wa­nie trwało 66 lat (wyjąw­szy trzy­letni okres kró­lo­wa­nia Sta­ni­sława Lesz­czyń­skiego), Ande­ga­we­no­wie, rzą­dzący w Pol­sce około 17 lat, oraz Prze­my­śli­dzi, zasia­da­jący na tro­nie jedy­nie cztery lata. Pozo­stały okres to czas monar­chów obie­ra­nych na dro­dze wol­nej elek­cji.

Każdy Polak wie, że pierw­szym histo­rycz­nym władcą naszego kraju, któ­remu udało się zwień­czyć swe skro­nie koroną kró­lew­ską, był Bole­sław Chro­bry, koro­no­wany w 1025 roku. On też zapo­cząt­ko­wał tra­dy­cję cere­mo­nii koro­na­cyj­nych w kate­drze gnieź­nień­skiej. Od cza­sów Wła­dy­sława Łokietka pol­scy kró­lo­wie koro­no­wani byli w Kra­ko­wie, ale były wyjątki: w 1705 roku w archikate­drze św. Jana w War­sza­wie odbyła się koro­na­cja Sta­ni­sława Lesz­czyń­skiego, w 1764 roku w tej samej świą­tyni korona Pol­ski spo­częła na skro­niach ostat­niego króla nie­pod­le­głej Rze­czy­po­spo­li­tej – Sta­ni­sława Augu­sta Ponia­tow­skiego.

Wbrew pozo­rom na pyta­nie, ilu mie­li­śmy kró­lów, czyli wład­ców, któ­rych głowę zdo­biła korona kró­lew­ska, nie jest łatwo odpo­wie­dzieć. Wpraw­dzie po Bole­sła­wie Chro­brym pano­wał kolejny król, a zara­zem syn Bole­sława, zda­niem wielu histo­ry­ków koro­no­wany rów­no­cze­śnie z ojcem, Mieszko II, ale już w 1031 roku stra­cił wła­dzę i koronę. Na następ­nego króla musie­li­śmy cze­kać aż do 1076 roku, kiedy kró­lew­ska korona spo­częła na gło­wie pra­wnuka Chro­brego, Bole­sława Śmia­łego. Ale i on nie cie­szył się nią zbyt długo, dwa lata po tej donio­słej cere­mo­nii musiał bowiem ucho­dzić z Pol­ski na sku­tek buntu, który wybuchł po tra­gicz­nej śmierci biskupa Sta­ni­sława. Jego brat i następca, Wła­dy­sław Her­man, wpraw­dzie nie śmiał się koro­no­wać, ale jeżeli wie­rzyć cze­skiemu kro­ni­ka­rzowi Kosma­sowi, Pol­ska miała jed­nak następ­nego króla, któ­rym był… Wra­ty­sław II, z nada­nia cesa­rza Hen­ryka IV koro­no­wany nie tylko na króla Czech, ale i Pol­ski. I cho­ciaż więk­szość histo­ry­ków neguje ten fakt, to jed­nak nie­któ­rzy bada­cze skła­niają się ku tezie, że cze­ski władca zajął część ówcze­snej Pol­ski, a Wła­dy­sław Her­man był zarówno len­ni­kiem tego króla, jak i cesa­rza.

Po roz­bi­ciu dziel­ni­co­wym pierw­szym koro­no­wa­nym wladcą był Prze­mysł II, który doko­nał tego aktu w 1295 roku, ale jego pano­wa­nie trwało bar­dzo krótko, bo już w następ­nym roku został zamor­do­wany. W 1300 roku koro­no­wa­nym władcą naszego pań­stwa został cze­ski monar­cha Wacław II, a po nim tytu­ło­wali się kró­lami Pol­ski kolejni władcy Czech: Wacław III, Hen­ryk VI Karyncki, Rudolf III Habs­burg i Jan Luk­sem­bur­ski. Wpro­wa­dziło to wiel­kie zamie­sza­nie, ponie­waż jesz­cze za cza­sów Wła­dy­sława Łokietka w Euro­pie powszech­nie uwa­żano za króla Pol­ski władcę zasia­da­ją­cego na tro­nie w Pra­dze. Tę nieco schi­zo­fre­niczną sytu­ację roz­wią­zał dopiero Kazi­mierz Wielki w 1335 roku, ofe­ru­jąc Janowi Luk­sem­bur­skiemu kwotę 20 tysięcy kop gro­szy pra­skich za zrze­cze­nie się praw do tronu pol­skiego.

Korona Kazi­mie­rza Wiel­kiego, odzie­dzi­czona przez niego na pra­wach suk­ce­sji po ojcu Wła­dy­sła­wie Łokietku, tra­fiła po jego zgo­nie do sio­strzeńca Pia­sta Ludwika Węgier­skiego, a potem do jego córki Jadwigi. Ande­ga­wenka w 1384 roku została koro­no­wana na króla, ponie­waż ter­min „kró­lowa” ozna­czał wyłącz­nie kró­lew­ską mał­żonkę, a nie udzielną wład­czy­nię. Ale i ona musiała podzie­lić się kró­lew­ską wła­dzą z mężem, Wła­dy­sła­wem Jagiełłą, koro­no­wa­nym w 1386 roku. Pol­ska zatem miała dwóch rów­no­rzęd­nych monar­chów. Podobna sytu­acja powtó­rzyła się w 1576 roku, kiedy szlachta obrała na króla Ste­fana Bato­rego. Jego żona, Anna Jagiel­lonka, podob­nie jak przed laty Jadwiga, została drugą kobietą kró­lem w dzie­jach naszego pań­stwa. Roz­wa­ża­jąc kwe­stię koro­no­wa­nych głów w histo­rii, nie spo­sób pomi­nąć carów Rosji, Roma­no­wo­wie bowiem do końca ist­nie­nia impe­rium uży­wali tytułu króla Pol­ski. For­mal­nie koro­no­wany na pol­skiego monar­chę był jedy­nie Miko­łaj I, zde­tro­ni­zo­wany przez sejm w 1831 roku, a Alek­san­der I, jego star­szy brat, a zara­zem poprzed­nik na tro­nie, ni­gdy nie był uro­czy­ście namasz­czony na monar­chę naszego pań­stwa.

Bio­rąc powyż­sze pod uwagę, nale­ża­łoby uznać, że mie­li­śmy 39 kró­lów Pol­ski, w tym 8 tytu­lar­nych i 31 koro­no­wa­nych, przy czym jeden z nich, wspo­mniany wcze­śniej Wra­ty­sław II, był koro­no­wany jed­no­cze­śnie na króla dwóch państw, a rosyj­ski car Miko­łaj I był zaborcą. Osta­tecz­nie pol­ska histo­rio­gra­fia wymie­nia 29 koro­no­wa­nych monar­chów, w tym 12 kró­lów elek­cyj­nych. Należy jed­nak pamię­tać, że pod wzglę­dem for­mal­nym dyna­stią elek­cyjną byli już Jagiel­lo­no­wie, gdyż wpraw­dzie korona prze­cho­dziła z ojca na syna lub, jak w przy­padku synów Kazi­mie­rza Jagiel­loń­czyka, na naj­star­szego brata zmar­łego króla, ale szlachta za każ­dym razem wyra­żała zgodę na prze­ję­cie tronu przez poszcze­gól­nych wład­ców. Po śmierci ostat­niego monar­chy z dyna­stii Jagiel­lo­nów króla wyła­niano przez obiór, bo wła­śnie tym była wolna elek­cja, a monar­cha elek­cyjny w niczym nie przy­po­mi­nał władcy abso­lut­nego, był bowiem odpo­wied­ni­kiem współ­cze­snego pre­zy­denta, z tą róż­nicą, że pano­wał doży­wot­nio.

Poczy­na­nia i decy­zje elek­cyj­nych kró­lów sku­tecz­nie krę­po­wała złota wol­ność szla­checka, zapo­bie­ga­jąc wszel­kim pró­bom wzmoc­nie­nia monar­chii. Ogra­ni­cze­nia kró­lew­skiej wła­dzy dosko­nale widać na przy­kła­dzie dowódz­twa sił zbroj­nych: wpraw­dzie for­mal­nie w Rze­czy­po­spo­li­tej naczelne dowódz­two nad woj­skiem spra­wo­wał król, ale w rze­czy­wi­sto­ści naj­więk­szą wła­dzę nad armią mieli het­mani wielcy koronni, de facto peł­niący także funk­cje mini­strów spraw woj­sko­wych i naczel­nych dowód­ców. Sytu­ację kom­pli­ko­wał fakt, że od cza­sów Bato­rego, kiedy urząd ten peł­nił Jan Zamoy­ski, het­mani wielcy koronni spra­wo­wali swoją funk­cję doży­wot­nio. W Księ­stwie Litew­skim odpo­wied­ni­kiem het­mana koron­nego był het­man wielki litew­ski (od 1579 roku także tytuł doży­wotni). Król August II Mocny, zorien­to­waw­szy się w sytu­acji, miał nawet powie­dzieć, że gdyby wie­dział, jak duże są kom­pe­ten­cje het­mana, to kan­dy­do­wałby na ten urząd, zamiast sta­rać się o tron. Poza tym monar­chom elek­cyj­nym z pew­no­ścią nie było łatwo wła­dać szla­checką bra­cią, która była gotowa oddać życie w obro­nie swo­ich wol­no­ści. Uwa­run­ko­wa­nia histo­ryczne spra­wiły zatem, że w dzie­jach naszego kraju ofi­cjal­nie koro­no­wani kró­lo­wie, uwa­żani prze­cież za poma­zań­ców bożych, czę­sto ustę­po­wali pod wzglę­dem zna­cze­nia pia­stow­skim ksią­żę­tom, któ­rych skroni nie zdo­biła korona kró­lew­ska, i nie­rzadko mieli mniej do powie­dze­nia niż władcy nie­wiel­kich księstw dziel­ni­co­wych.

Nie wszy­scy pol­scy władcy mają dobrą prasę w histo­rio­gra­fii, część z nich jest oce­niana wyjąt­kowo nega­tyw­nie jako panu­jący, któ­rzy w ten czy inny spo­sób dzia­łali na szkodę pań­stwa, osła­bia­jąc jego zna­cze­nie, wpę­dza­jąc je w nie­po­trzebne wojny, a osta­tecz­nie w wyniku roz­bio­rów, rzu­ca­jąc Rzecz­po­spo­litą w otchłań histo­rycz­nego nie­bytu. Tak jakby wzo­rem boha­te­rów zna­nej fil­mo­wej sagi wkro­czyli na ścieżkę wio­dącą ku ciem­nej stro­nie mocy.

Wśród naj­lep­szych wład­ców w histo­rii Pol­ski jed­nym tchem wymie­niani są z reguły: Kazi­mierz Wielki, Kazi­mierz Jagiel­loń­czyk oraz Ste­fan Batory. Nie­któ­rzy histo­rycy dopi­sują jesz­cze Bole­sława Chro­brego, Wła­dy­sława Jagiełłę, Zyg­munta Sta­rego oraz Jana III Sobie­skiego, inni wska­zują Wła­dy­sława IV, doda­jąc, że gdyby zasiadł na tro­nie wcze­śniej i mógł pano­wać dłu­żej, miałby szansę zapre­zen­to­wać peł­nię swo­ich moż­li­wo­ści, a histo­ria naszego kraju poto­czy­łaby się zupeł­nie ina­czej. A prze­cież żaden z wymie­nio­nych nie był władcą ide­al­nym. Bole­sław Chro­bry wyniósł wpraw­dzie Pol­skę do rangi kró­le­stwa, był dość spraw­nym poli­ty­kiem, jak rów­nież wybit­nym wodzem i miał na swoim kon­cie wiele zwy­cięstw, ale pro­wa­dzone za jego pano­wa­nia wojny sku­tecz­nie dre­no­wały skar­biec, a stwo­rzone wiel­kie pań­stwo oka­zało się kolo­sem na gli­nia­nych nogach. Jego poli­tyka zagra­niczna zan­ta­go­ni­zo­wała Pol­skę ze wszyst­kimi sąsia­dami, co miało fatalne kon­se­kwen­cje. Sły­nął też z wiel­kiego okru­cień­stwa, a zda­niem wielu histo­ry­ków to wła­śnie on był twórcą sys­temu wsi słu­żeb­nych, czy­niąc pol­skich chło­pów nie­wol­ni­kami. Z kolei Kazi­mierz Wielki zanie­dbał kwe­stię dzie­dzic­twa tronu, zawarł nie­ko­rzystny pokój z zako­nem krzy­żac­kim, na mocy któ­rego Pomo­rze zna­la­zło się poza gra­ni­cami pań­stwa, nie­po­wo­dze­niem zakoń­czyły się też jego sta­ra­nia o odzy­ska­nie Ślą­ska. Poza tym był władcą o skłon­no­ściach do tyra­nii, prze­czu­lo­nym na punk­cie kró­lew­skiego maje­statu i nie­zna­ją­cym lito­ści dla wro­gów. Był też jed­nym z naj­bar­dziej roz­wią­złych ero­tycz­nie wład­ców w histo­rii naszego pań­stwa, a wszyst­kie swoje żony upo­ka­rzał.

Podob­nie rzecz się ma z wład­cami uzna­wa­nymi w powszech­nej świa­do­mo­ści za naj­gor­szych w histo­rii Pol­ski: pod­czas gdy jedni histo­rycy i publi­cy­ści będą ich odsą­dzać od czci i wiary, inni znajdą argu­menty na uspra­wie­dli­wie­nie przy­naj­mniej czę­ści ich kon­tro­wer­syj­nych dzia­łań. Przyj­rzyjmy się zatem dzie­się­ciu kró­lom i ksią­żę­tom mają­cym naj­gor­szą opi­nię w pol­skiej histo­rio­gra­fii, oskar­ża­nym wręcz o dzia­ła­nie na szkodę pań­stwa, któ­rym przy­szło im wła­dać. I zasta­nówmy się, czy ich poczy­na­niami kie­ro­wały wyłącz­nie złe pobudki, chore ambi­cje czy błędne i wręcz fatalne dla Pol­ski decy­zje były wyni­kiem nie­umie­jęt­nej poli­tyki, braku wie­dzy czy też efek­tem dzia­ła­nia w nie­ko­rzyst­nych warun­kach poli­tycz­nych. Poznajmy dzie­się­ciu wład­ców, któ­rzy prze­szli na „ciemną stronę mocy”, szko­dząc pań­stwu i swoim pod­da­nym.

1. Bezprym – Piast, który zniszczył królestwo ojca

Bez­prym (widoczny w środku) uka­zany przez Jana Matejkę w sce­nie nało­że­nia jego ojcu Bole­sła­wowi Chro­bremu (klę­czy) dia­demu poda­ro­wa­nego przez cesa­rza Ottona III (stoi po pra­wej). Władca odno­wio­nego impe­rium przy­był do Gnie­zna w 1000 roku z piel­grzymką do grobu św. Woj­cie­cha. W XIX wieku uwa­żano, że był to akt sym­bo­licz­nej koro­na­cji pol­skiego księ­cia, która ofi­cjal­nie doko­nała się dopiero w 1025 roku. Repr. Muzeum Naro­dowe w War­sza­wie

1.

Bez­prym – Piast, który znisz­czył kró­le­stwo ojca

Syn pierworodny czy bękart wniesiony w posagu?

Bez­prym, naj­star­szy syn Bole­sława Chro­brego, pierw­szego pol­skiego władcy, który koro­no­wał się na króla, bez wąt­pie­nia ucho­dzi za nega­tywną postać w dzie­jach naszego pań­stwa. Zara­zem jest też naj­bar­dziej tajem­ni­czym z Pia­stów, a jego losy kryją wiele zaga­dek, któ­rych bada­czom do dziś nie udało się roz­wią­zać. A ponie­waż jego ist­nie­nia nie odno­to­wują żadne pol­skie źró­dła z epoki, Bez­prym nie wystę­po­wał w rodzi­mej histo­rio­gra­fii aż do schyłku XVIII stu­le­cia. Co wię­cej, infor­ma­cje o nie­zna­nym wcze­śniej władcy z dyna­stii Pia­stów zostały wypa­trzone przez zagra­nicz­nych histo­ry­ków w źró­dłach nie­miec­kich – w Kro­nice Thiet­mara, w Rocz­ni­kach hil­des-heim­skich oraz Rocz­ni­kach altaj­skich, czyli wcze­sno­śre­dnio­wiecz­nych anna­łach skom­pi­lo­wa­nych pomię­dzy VIII a XI wie­kiem w klasz­to­rze Nie­de­ral­ta­ich, jak rów­nież w kro­nice spi­sa­nej przez ano­ni­mo­wego mni­cha z Nien­burga, w histo­rio­gra­fii zna­nego jako Anna­li­sta Saxo. Nasi rodzimi bada­cze uznali rewe­la­cje o nie­zna­nym wcze­śniej nauce pol­skim władcy za, jak­by­śmy dziś powie­dzieli, fake newsa. Tym bar­dziej że ów tajem­ni­czy Piast we wspo­mnia­nych doku­men­tach z epoki wystę­puje pod róż­nymi imio­nami: Thiet­mar nazywa go Bespri­mem, Anna­li­sta Saxo – Bes­fri­mem, a dwa pozo­stałe źró­dła wymie­niają go jako Bez­briema. Pod tym ostat­nim imie­niem można go też zna­leźć w źró­dłach cze­skich.

Ponie­waż z dowo­dami histo­rycz­nymi raczej nie da się dys­ku­to­wać, pol­scy histo­rycy osta­tecz­nie uznali ist­nie­nie Bez­pryma, stwier­dza­jąc jed­no­cze­śnie, że ów tajem­ni­czy książę nie był naj­star­szym, ale naj­młod­szym synem Bole­sława Chro­brego, zna­nym w naszej histo­rio­gra­fii jako Otton. I w ten spo­sób nie­mal przez cały wiek XIX naj­młod­szy Bole­sła­wo­wic w histo­rio­gra­fii i pod­ręcz­ni­kach wystę­po­wał jako „Bez­prym Otton”. Zmie­niło się to dopiero za sprawą Ana­tola Lewic­kiego, któ­remu w 1876 roku udało się udo­wod­nić, że Bez­prym był posta­cią histo­ryczną, a z naj­młod­szym synem Chro­brego łączyły go tylko więzy krwi, był bowiem jego star­szym, przy­rod­nim bra­tem. I to w zasa­dzie wszystko, co jest pewne w jego, jak się prze­ko­namy, dość poplą­ta­nym życio­ry­sie. Bo wspo­mniane zagra­niczne źró­dła mówią o nim bar­dzo mało – z zawar­tych tam infor­ma­cji wynika jedy­nie, że uro­dził się jako pier­wo­rodny, został wygnany z ojczy­zny, a mimo to po latach udało mu się wró­cić i zdo­być wła­dzę, by wkrótce zgi­nąć z ręki zama­chowca. Z zapi­sków cudzo­ziem­skich kro­ni­ka­rzy wynika także, że jako władca wyka­zał się wiel­kim okru­cień­stwem. I tyle. Reszta jest oparta wyłącz­nie na hipo­te­zach wysnu­tych przez bada­czy, skru­pu­lat­nie prze­glą­da­ją­cych roz­ma­ite, zarówno pol­skie, jak i zagra­niczne kro­niki i rocz­niki.

Opie­ra­jąc się na dostęp­nych źró­dłach, histo­rycy sza­cują, że Bez­prym uro­dził się w 986 lub w 987 roku, a więc jesz­cze za życia swego dziadka, Mieszka I. Miesz-ko I był zapewne archi­tek­tem dru­giego mał­żeń­stwa swo­jego pier­wo­rod­nego syna Bole­sława, podob­nie jak jego poprzed­niego związku. Thiet­mar dowo­dzi bowiem, że Chro­bry żenił się czte­ro­krot­nie. Naj­pierw poślu­bił „córkę mar­gra­biego Ryg­daga, którą następ­nie odpra­wił. Z kolei pojął za żonę Węgierkę, z którą miał syna Bez­pryma, lecz i tę rów­nież prze­pę­dził. Trze­cią [żoną] była Emnilda, córka czci­god­nego księ­cia Dobro­mira, która – Chry­stu­sowi wierna – nie­sta­teczny umysł swo­jego męża ku dobremu zawsze kie­ro­wała i nie usta­wała w zabie­gach, by przez wielką szczo­dro­bli­wość w jał­muż­nach i umar­twie­niach odpo­ku­to­wać za grze­chy ich obojga. Uro­dziła ona dwóch synów: jed­nego Mieszka i dru­giego, któ­rego ojciec nazwał imie­niem swo­jego uko­cha­nego władcy, ponadto trzy córki, z któ­rych jedna jest ksie­nią, druga żoną grafa Her­mana, trze­cia zaś mał­żonką syna księ­cia Wło­dzi­mie­rza”1. Czwarta, a zara­zem ostat­nia żona pol­skiego króla, Oda, podob­nie jak pierw­sza, także była Niemką. Z nią Bole­sław docze­kał się córki Matyldy.

Jak widać, dwa pierw­sze związki ojca Bez­pryma zakoń­czyły się czymś w rodzaju roz­wodu, jego mał­żonki zostały bowiem, jak pisze Thiet­mar, wypę­dzone. Wbrew pozo­rom nie było w tym nic dziw­nego ani szo­ku­ją­cego, wszak roz­ma­ici władcy euro­pej­scy, mimo że byli chrze­ści­ja­nami, pozby­wali się swo­ich mał­żo­nek pod byle pre­tek­stem, odsy­ła­jąc je do domu rodzi­ców lub odda­jąc do klasz­toru. I nie­ko­niecz­nie było to spo­wo­do­wane ich afek­tem do młod­szej i ład­niej­szej kobiety, cho­ciaż histo­ria zna i takie przy­padki, ale inte­re­sem dyna­stycz­nym i aktu­al­nymi poli­tycz­nymi soju­szami, któ­rych gwa­ran­cją było zawarte mał­żeń­stwo. Opie­ra­jąc się na dość nie­pew­nych źró­dłach, współ­cze­śni histo­rycy spe­ku­lują, że pierw­sza żona Chro­brego, o któ­rej wia­domo jedy­nie, że była córką Ryg­daga, mar­gra­biego Miśni, mogła nosić imię Henilda, Hem­milda, Her­mi­nilda lub Oda. Krótko po ślu­bie, do któ­rego doszło pomię­dzy 982 a 984 rokiem, Mieszko wypra­wił pier­wo­rod­nego do Mało­pol­ski, którą prze­ka­zał mu we wła­da­nie. Wygląda na to, że pierw­sze mał­żeń­stwo Bole­sława nie było udane, skoro nie pro­te­sto­wał, kiedy w 985 roku, wkrótce po śmierci swego teścia, miśnień­skiego mar­gra­biego, pol­ski władca uznał, iż ze względu na inte­res pań­stwa widziałby w roli swo­jej syno­wej inną kobietę, i pole­cił odpra­wić żonę Bole­sława. Wpraw­dzie młody, bo zale­d­wie osiem­na­sto­letni książę zdany był na wolę ojca, ale gdyby kochał żonę, zapewne nie zgo­dziłby się na takie jej potrak­to­wa­nie. Jak można się domy­ślić, u pod­staw kolej­nego związku Miesz­ko­wica rów­nież leżały względy dyna­styczne, gdyż pierw­szemu histo­rycz­nemu władcy naszego pań­stwa marzył się sojusz z Węgrami, skąd pocho­dziła jego kolejna synowa. Do nie­dawna uwa­żano, że drugą żoną Chro­brego była córka Gejzy i księż­niczki sied­mio­grodz­kiej Sarolty. Ponie­waż Thiet­mar mówi wyłącz­nie o jej pocho­dze­niu, nie poda­jąc imie­nia ojca, zapewne sam go nie znał, a o Gejzy pisał nie­je­den raz i na pewno nie omiesz­kałby o nim wspo­mnieć także i przy oka­zji ślubu. Histo­rycy sądzą, że była córką jakie­goś mniej pro­mi­nent­nego władcy bądź ary­sto­kraty. Z kolei węgier­scy histo­rycy suge­rują, że mogła to być córka księ­cia Sied­mio­grodu, Gyuli, o imie­niu Karolda.

Druga żona Bole­sława podzie­liła jed­nak los poprzed­niczki, gdyż z nie­zna­nych powo­dów została wygnana i ode­słana na Węgry, mimo że uro­dziła syna – Bez­pryma. Imię pierw­szego syna Chro­brego także sta­nowi zagadkę dla bada­czy, można byłoby się spo­dzie­wać, że przy­szły król nada swo­jemu pier­wo­rod­nemu imię Mieszko na cześć dziadka. Tak się jed­nak nie stało. Nie otrzy­mał też imie­nia po dziadku ze strony matki, Bole­sława I Sro­giego. W dodatku imię Bez­prym nie wystę­po­wało wcze­śniej wśród pol­skich elit, skąd zatem poja­wiło się u księ­cia? Zda­niem Alek­san­dra Brücknera, pol­skiego histo­ryka i sla­wi­sty, pier­wotną formą tego imie­nia jest Bez­przem, któ­rego drugi człon wywo­dzi się od staropol­skiego, dziś już zapo­mnia­nego słowa przem, przemy, czyli szczery, otwarty, pro­sty, od któ­rego z kolei pocho­dzi współ­cze­sne słowo uprzejmy.

Inni wska­zują na podo­bień­stwo imie­nia księ­cia do nazwy węgier­skiego mia­sta Veszprém albo Bez­prem, nie bra­kuje także bada­czy dowo­dzą­cych, że syn Bole­sława uro­dził się już na Węgrzech, a nie w Pol­sce, dla­tego właś-nie otrzy­mał lokalne imię. Część histo­ry­ków opo­wiada się za taką wer­sją wyda­rzeń, doda­jąc, że młody Piast objął zarząd nad węgier­skim komi­ta­tem Veszprém, czyli odpo­wied­ni­kiem pol­skiego woje­wódz­twa. Ich zda­niem książę wró­cił do ojczy­zny swo­jego ojca dopiero w 1018 roku, pro­wa­dząc ze sobą 500 węgier­skich wojów, wysła­nych Chro­bremu przez króla Ste­fana I jako wspar­cie pol­skiej inwa­zji na Ruś. Wpraw­dzie teza, jakoby książę Bole­sław odpra­wił swoją mał­żonkę, kiedy była w ciąży, wydaje się nam dość szo­ku­jąca, ale w śre­dnio­wie­czu zda­rzały się podobne przy­padki. Taki los spo­tkał cho­ciażby nie­znaną z imie­nia żonę Gabriela (Gavrila) Rado­mira, syna buł­gar­skiego cara Samu­ela, którą około 997 roku także ode­słano do domu, na Węgry, mimo że była w odmien­nym sta­nie. Przed tym losem nie uchro­nił jej nawet potężny król Węgier Ste­fan I, jej brat.

Ist­nieje rów­nież znacz­nie mniej popu­larna hipo­teza, pod­wa­ża­jąca w ogóle pia­stow­ski rodo­wód Bez­pryma. Jej zwo­len­nicy uwa­żają, że węgier­ska księż­niczka, wycho­dząc za mąż za syna pol­skiego władcy, była w ciąży z nie­zna­nym męż­czy­zną, zatem w posagu wnio­sła nie­ślubne dziecko, owoc swo­jego panień­skiego romansu. I wła­śnie dla­tego została wygnana, a Bez­prym był źle trak­to­wany przez czło­wieka, który ofi­cjal­nie ucho­dził za jego ojca. O nie­ślub­nym pocho­dze­niu księ­cia miało świad­czyć też jego imię, które według zwo­len­ni­ków tej teo­rii ma ozna­czać czło­wieka bez pry­matu, bez prze­zna­cze­nia. Pozo­staje pyta­nie: dla­czego odpra­wia­jąc swoją mał­żonkę, Chro­bry nie ode­słał wraz z nią jej syna, będą­cego owo­cem grzesz­nego związku? Nie mógł się chyba oba­wiać, że nie będzie miał męskiego potomka, gdyż był wów­czas jesz­cze mło­dym, peł­nym sił wital­nych czło­wie­kiem.

Wydaje się jed­nak, że teza o poza­mał­żeń­skim pocho­dze­niu Bez­pryma jest mało praw­do­po­dobna. Bez­prym dora­stał na dwo­rze Bole­sława, który, roz­pra­wiw­szy się krwawo ze swo­imi przy­rod­nimi braćmi, objął nie­po­dzielną wła­dzę w pań­stwie, prze­kształ­ca­jąc je z cza­sem w potężne kró­le­stwo. Jed­nak swoim następcą nie wyzna­czył pier­wo­rod­nego syna, ale jego młod­szego przy­rod­niego brata Mieszka Lam­berta, pocho­dzą­cego z mał­żeń­stwa z Emnildą. I to wła­śnie ona mogła uknuć intrygę, która osta­tecz­nie pozba­wiła Bez­pryma korony i dzie­dzic­twa, pośred­nio dopro­wa­dza­jąc do kata­strofy, jaka spo­tkała młode pań­stwo pol­skie.

Wszystko dla syna, czyli knowania Emnildy

Można się zasta­na­wiać, dla­czego Chro­bry, naj­star­szy syn władcy roz­ra­sta­ją­cego się pań­stwa, naj­bar­dziej praw­do­po­dobny pre­ten­dent do schedy po Mieszku I, żeniąc się po raz trzeci, wybrał córkę nie­wiele zna­czą­cego księ­cia. Emnilda, bo wła­śnie tak miała na imię kolejna żona Bole­sława, uro­dziła się zapewne mię­dzy 970 a 975 rokiem w nie­zna­nym miej­scu. Według Thiet­mara jej ojcem był „czci­godny książę Dobro­mir”, ale kro­ni­karz nie wspo­mniał, gdzie żył i czym wła­dał teść przy­szłego króla. A ponie­waż nikt poza nie­miec­kim mni­chem nie wspo­mina o owym władcy, nie wiemy o nim nic pew­nego. Przy­pusz­czal­nie był ostat­nim samo­dziel­nym księ­ciem Mil­czan, sło­wiań­skiego ple­mie­nia zamiesz­ku­ją­cego obszar dorze­cza gór­nego biegu Czar­nej Elstery, Sprewy i Nysy Łużyc­kiej lub wła­dał Sto­do­ra­nami, Sło­wia­nami zamiesz­ku­ją­cymi kra­inę zwaną Sto­dor, czyli dorze­cze Sprewy dol­nej i Haweli, pra­wego dopływu Łaby. Tak czy ina­czej, nie był to liczący się gracz na are­nie poli­tycz­nej, dla­tego zasta­na­wia­jące jest, dla­czego Mieszko zde­cy­do­wał się oże­nić syna wła­śnie z córką Dobro­mira. Nie­wy­klu­czone, że była to sprawka Ody, ówcze­snej mał­żonki pol­skiego władcy, która, mówiąc oględ­nie, nie darzyła swo­jego pasierba zbyt­nią sym­pa­tią. Dla niej młody, ambitny Bole­sław był tylko prze­szkodą na dro­dze do obję­cia wła­dzy przez jej synów, któ­rych docze­kała się w mał­żeń­stwie z Miesz­kiem. Z tego względu nie widziała u jego boku córki żad­nego ze zna­czą­cych ówcze­snych wład­ców – w przy­szło­ści jej pasierb żonaty z kobietą wywo­dzącą się z jakie­goś zna­mie­ni­tego rodu byłby znacz­nie trud­niej­szym prze­ciw­ni­kiem do poko­na­nia i nie tak łatwo byłoby się go pozbyć. Być może Oda liczyła także, że zahu­kaną, młodą dziew­czyną, nie­obytą w świe­cie wiel­kiej poli­tyki, będzie jej łatwo kie­ro­wać i nagi­nać do swo­ich celów. Nie można wyklu­czyć, że maco­sze Bole­sława przy­świe­cał też inny, znacz­nie wznioś-lej­szy zamiar, jakim było wzmoc­nie­nie chrze­ści­jań­stwa w Mar­chii Pół­noc­nej, w któ­rej pod koniec pano­wa­nia ojca Ody wybu­chło powsta­nie sło­wiań­skie, przy­wra­ca­jąc na tych tere­nach pogań­stwo. A tym­cza­sem żonie pol­skiego władcy marzyło się odzy­ska­nie ojco­wi­zny i wła­śnie temu celowi miał słu­żyć sojusz Mieszka z księ­ciem Sto­doran, przy­pie­czę­to­wany mał­żeń­stwem Bole­sława i Emnildy. Za taką wer­sją wyda­rzeń prze­ma­wia też fakt, że młod­sza sio­stra Ody została mniej wię­cej w tym samym cza­sie wycią­gnięta z klasz­toru, w któ­rym prze­by­wała, i wydana za innego księ­cia Sto­doran, Przy­by­sława.

Jeżeli rze­czy­wi­ście Oda maczała palce w zaaran­żo­wa­niu trze­ciego mał­żeń­stwa swo­jego pasierba, to trzeba przy­znać, że była świetną swatką, ponie­waż ten mariaż oka­zał się wyjąt­kowo trwały, a Bole­sław zna­lazł w sło­wiań­skiej księż­niczce ide­alną part­nerkę. Opie­ra­jąc się na zacho­wa­nych prze­ka­zach, śmiało można posta­wić tezę, że Emnilda była miło­ścią życia Chro­brego, co wię­cej, była nie tylko żoną i matką jego dzieci, ale także rów­no­rzędną part­nerką, wywie­ra­jąc spory wpływ na pro­wa­dzoną przez niego poli­tykę. Zda­niem kro­ni­ka­rzy była też jedyną osobą, która potra­fiła pora­dzić sobie z poryw­czym cha­rak­te­rem władcy. W samych super­la­ty­wach wypo­wiada się o niej cho­ciażby Gall Ano­nim, a nawet Thiet­mar, który nie darzył zbyt­nią sym­pa­tią ani Pola­ków, ani Bole­sława, nie bez przy­czyny zresztą nie­miecki kro­ni­karz bywa nazy­wany pierw­szym w dzie­jach pola­ko­żercą. Z jego zapi­sków wyła­nia się nie­zbyt korzystny obraz pierw­szego pol­skiego króla, który opi­sany jest w kro­nice jako podły czło­wiek, a zara­zem naj­gor­szy władca w Euro­pie. Dzie­jo­pis jed­nak bar­dzo pozy­tyw­nie wypo­wiadał się o dwóch waż­nych w życiu Bole­sława kobie­tach, jego matce księż­nej Dobra­wie i trze­ciej żonie Emnil­dzie.

Księżna jest też jedyną żoną pol­skiego władcy, o któ­rej pisze Gall Ano­nim, poświę­ca­jąc cały roz­dział „cno­cie i dobroci żony sław­nego Bole­sława”, ale opi­su­jąc jej zalety, zapo­mniał poin­for­mo­wać swo­ich czy­tel­ni­ków, jak owa zacna nie­wia­sta miała na imię. Z rela­cji dzie­jo­pisa wynika nato­miast, że mał­żonka Chro­brego cie­szyła się bar­dzo silną pozy­cją na dwo­rze, nie­je­den raz wpły­wała na decy­zję męża, który dopusz­czał ją nawet do taj­nych narad w spra­wach pań­stwo­wych. Bywało także, że zapo­bie­gała wyko­ny­wa­niu wyro­ków śmierci, zbyt pochop­nie wyda­nych przez poryw­czego Bole­sława, a przy­naj­mniej tak twier­dzi Gall Ano­nim.

Jeżeli Oda rze­czy­wi­ście zaaran­żo­wała mariaż sło­wiań­skiej księż­niczki z Bole­sła­wem, to musiała tego żało­wać. Nie dość, że żona jej pasierba nie oka­zała się bez­wolną kukiełką w jej rękach, to jesz­cze jej konek­sje i powią­za­nia rodzinne pozwo­liły Chro­bremu na zawią­za­nie korzyst­nych soju­szy w Niem­czech, dzięki czemu mógł odnieść zwy­cię­stwo w woj­nie z maco­chą o schedę po Mieszku I. Tak przy­naj­mniej sądzi nie­miecki medie­wi­sta Her­bert Ludat, który uważa, że Emnilda była powi­no­watą poważ­nego kan­dy­data do cesar­skiego tronu, zamor­do­wa­nego w 1002 roku księ­cia Ekke­harda I, mar­gra­biego Miśni, co czy­niło ją osobą wpły­wową na cesar­skim dwo­rze.

Wydaje się jed­nak, że Emnilda nie była ide­ałem, za jaki ucho­dziła w oczach Thiet­mara i Galla, nie można także wyklu­czyć, że wize­ru­nek przed­sta­wiony przez Galla jest po pro­stu czymś w rodzaju arty­stycz­nego zabiegu sto­so­wa­nego przez innych kro­ni­ka­rzy w całej Euro­pie. Tak się składa, że we wszyst­kich śre­dnio­wiecz­nych kro­ni­kach można zna­leźć opisy mądrych, roz­trop­nych, a zara­zem łagod­nych żon wład­ców, wspie­ra­ją­cych mężów w rzą­dach. Taka postać poja­wia się cho­ciażby u Wipona, piszą­cego o Gizeli, uko­cha­nej żonie Kon­rada II, która zda­niem kro­ni­ka­rza prze­wyż­szała inte­li­gen­cją wszyst­kich dostoj­ni­ków i dorad­ców swego męża. Roz­tropne, pobożne kobiety wspie­ra­jące wład­ców w trud­nym dziele rzą­dze­nia poja­wiają się także w lite­ra­tu­rze karo­liń­skiej, którą Gall jako przy­bysz z rejo­nów daw­nego impe­rium Karola Wiel­kiego musiał dobrze znać. Jed­nak w owych peanach na cześć trze­ciej żony Chro­brego musi być ziarno prawdy, skoro w iden­tycz­nym tonie wypo­wiada się o niej Thiet­mar.

Śmiało można posta­wić tezę, że Emnilda i Bole­sław byli kocha­jącą się parą, któ­rej udało się prze­żyć w szczę­ściu i har­mo­nii pra­wie trzy­dzie­ści lat, rzecz nie­by­wale rzadka wśród mał­żeństw ówcze­snych wład­ców. Chro­bry docze­kał się ze swoją trze­cią żoną piątki dzieci, trzech córek, przy czym znamy imię tylko jed­nej – Rege­linda – oraz dwóch synów: Mieszka Lam­berta i Ottona, któ­rego ojcem chrzest­nym był cesarz Otton III; chło­piec otrzy­mał imię wła­śnie po tym nie­tu­zin­ko­wym władcy.

Naj­praw­do­po­dob­niej Emnilda po przyj­ściu na świat Mieszka Lam­berta, który uro­dził się w 990 roku, posta­no­wiła zadbać o osa­dze­nie go na tro­nie z pomi­nię­ciem pra­wo­wi­tego następcy tronu, Bez­pryma. Nie była jed­nak żądna krwi i nie dążyła do śmierci pasierba, chciała pozba­wić go tronu znacz­nie łagod­niej­szymi meto­dami. I osta­tecz­nie odnio­sła zwy­cię­stwo: Bez­prym został odsu­nięty od tronu i wysłany do klasz­toru, w dodatku do dale­kiej Ita­lii. Pyta­nie tylko, jakimi argu­men­tami posłu­żyła się Emnilda, by dopro­wa­dzić do ode­sła­nia Bez­pryma, bo chyba nie jest łatwo prze­ko­nać ojca do skrzyw­dze­nia swego pier­wo­rod­nego syna, tym bar­dziej że nie zacho­wały się żadne prze­kazy o jakimś kary­god­nym zacho­wa­niu mło­dego księ­cia. Dla­tego część współ­cze­snych bada­czy uważa, że sprytna kobieta zasto­so­wała pod­stęp: dzięki jej wpły­wom Bez­prym poczuł powo­ła­nie do życia w zako­nie, a nawet fascy­na­cję misty­cy­zmem i życiem pustel­ni­czym. A potem, kiedy zde­cy­do­wał się w tajem­nicy przed ojcem wcie­lić w życie swoje marze­nia, maco­cha pomo­gła mu w reali­za­cji tych pla­nów.

Nie można rów­nież wyklu­czyć, że mło­dzie­niec pod­jął tę decy­zję samo­dziel­nie, bez udziału Emnildy. Wpraw­dzie współ­cze­snym ludziom wydaje się nie­do­rzeczne, by ktoś, kto ma w per­spek­ty­wie obję­cie po ojcu wła­dzy w pań­stwie, które rośnie w siłę, dobro­wol­nie wybrał życie pustel­ni­cze, ale wbrew pozo­rom jest to dość praw­do­po­dobne. Mło­dość Bez­pryma przy­pa­dała bowiem na prze­łom wie­ków, kiedy wie­rzono, że wkrótce nastąpi koniec świata. Co wię­cej, za tym, że kres nastąpi wła­śnie w 1000 roku, opo­wia­dał się rów­nież św. Augu­styn, który pisał, że wła­śnie wów­czas nastąpi „począ­tek siód­mego okresu ludz­kiej histo­rii, w któ­rym święci będą już mogli cie­szyć się chwałą urze­czy­wist­nio­nego Kró­le­stwa”2.

Owe zło­wro­gie prze­po­wied­nie zda­wały się potwier­dzać klę­ski głodu i zarazy, jak rów­nież różne ano­ma­lie kli­ma­tyczne i zło­wro­gie, nie­spo­ty­kane wcze­śniej zja­wi­ska, skru­pu­lat­nie odno­to­wy­wane przez ówcze­snych kro­ni­ka­rzy. Nie­mal codzien­nie w każ­dym euro­pej­skim gro­dzie poja­wiali się wędrowni kazno­dzieje wiesz­czący ponowne nadej­ście Zba­wi­ciela i nama­wia­jący chrze­ści­jan do pokuty i przy­go­to­wa­nia się na jego przyj­ście. Na mło­dych, egzal­to­wa­nych ludzi, do któ­rych mógł zali­czać się Bez­prym, wywie­rało to wielki wpływ. Ale jesz­cze więk­sze wra­że­nie niż księża wygła­sza­jący pło­mienne kaza­nia wywarł na Bez­prymie młody cesarz Otton III, który w 1000 roku przy­był do Gnie­zna z piel­grzymką do grobu św. Woj­cie­cha. Ten mło­dziutki, udu­cho­wiony i nie­by­wale wraż­liwy władca, znaj­du­jący się pod prze­moż­nym wpły­wem bene­dyk­tyna Ger­berta z Auril­lac, póź­niej­szego papieża Syl­we­stra II, chciał przed nadej­ściem dni osta­tecz­nych połą­czyć w jedną chrze­ści­jań­ską rodzinę: Ger­ma­nię, Galię, Ita­lię i Scla­vi­nię (czyli kraj Chro­brego).

Wpraw­dzie w roku 1000 nic się nie wyda­rzyło, ale za to ów rok, jak wia­domo, zapi­sał się zło­tymi gło­skami w dzie­jach naszej pań­stwo­wo­ści. Chro­bry nie szczę­dził gro­sza, by god­nie przy­jąć Ottona III, i wywarł na cesa­rzu bar­dzo korzystne wra­że­nie, zysku­jąc jego popar­cie. Cesarz publicz­nie oświad­czył: „wobec wszyst­kich: »Nie godzi się takiego i tak wiel­kiego męża, jakby jed­nego spo­śród dostoj­ni­ków księ­ciem nazy­wać lub hra­bią, lecz [wypada] chlub­nie wynieść go na tron kró­lew­ski i uwień­czyć koroną«. A zdjąw­szy z głowy swej dia­dem cesar­ski, wło­żył go na głowę Bole­sława na [zada­tek] przy­mie­rza i przy­jaźni, i za cho­rą­giew try­um­falną dał mu w darze gwóźdź z krzyża Pań­skiego wraz z włócz­nią św. Mau­ry­cego […]”3.Wło­że­nie na głowę Chro­brego cesar­skiego dia­demu można zin­ter­pre­to­wać jako swego rodzaju świecką formę koro­na­cji pol­skiego księ­cia bądź jedy­nie zgodę cesa­rza na jego koro­na­cję w przy­szło­ści. Z kolei współ­cze­sny nie­miecki medie­wi­sta, Johan­nes Fried, twier­dzi, że póź­niej­sza cere­mo­nia koro­na­cji Chro­brego w 1025 roku była jedy­nie odno­wie­niem tej doko­na­nej w roku 1000 przez Ottona III.

Nie skoń­czyło się jedy­nie na gestach: cesarz nie tylko zwol­nił Chro­brego z obo­wiązku pła­ce­nia try­butu, dając mu także peł­nię wła­dzy nad nowo utwo­rzoną pro­win­cją kościelną z ośrod­kiem w Gnieź­nie, ale rów­nież przy­rzekł jego synowi rękę swo­jej sio­strze­nicy. Przyj­muje się, że cho­dziło o Mieszka, ale część histo­ry­ków uważa, że szczę­ścia­rzem, który miał poślu­bić cesar­ską krewną, był naj­star­szy syn Bole­sława, Bez­prym, jesz­cze wów­czas pra­wo­wity następca tronu. Co wię­cej, Chro­bry dostą­pił zaszczytu towa­rzy­sze­nia cesa­rzowi aż do Akwi­zgranu w celu odda­nia hołdu spo­czy­wa­ją­cemu tam Karo­lowi Wiel­kiemu, któ­rego Otton III szcze­gól­nie czcił. Potem pol­ski książę wró­cił do kraju, ale Bez­prym zapewne pozo­stał u boku cesa­rza, wraz z któ­rym dotarł do Pon Petri pod Rawenną, gdzie miesz­kał i nauczał cie­szący się wów­czas wiel­kim sza­cun­kiem i powa­ża­niem ere­mita św. Romu­ald, nota­bene zało­ży­ciel zakonu Kame­du­łów.

Młody książę musiał być pod wiel­kim wra­że­niem jego nauk, gdyż z wła­snej woli pozwo­lił się zamknąć w klasz­to­rze pod Rawenną, któ­rego klau­zula naka­zy­wała bez­względne mil­cze­nie i usta­wiczne posty, pod­czas gdy w domu cze­kały na niego dostat­nie życie, wła­dza i bogac­two. Wspo­mniany święty namó­wił do zmiany życia nie tylko Bez­pryma, magii jego oso­bo­wo­ści ule­gło wielu boga­tych mło­dzień­ców, w tym także Otton III. Cesarz, prze­ciwko któ­remu, w cza­sie gdy zja­wił się w pustelni mni­cha pod Rawenną, czyli w 1001 roku, zbun­to­wał się Rzym, był w bar­dzo złym sta­nie psy­chicz­nym, dla­tego słowa mni­cha o koniecz­no­ści umar­twia­nia się i poku­to­wa­nia za grze­chy padły na podatny grunt. Władca przy­wdział wło­sie­nicę i wraz z zakon­ni­kami nocami modlił się, pościł i pra­wie nie sypiał, obie­cał nawet Romu­al­dowi, że zrzek­nie się kró­le­stwa, bogactw oraz wszel­kich docze­snych przy­jem­no­ści i wstąpi do zakonu. Naj­wi­docz­niej młody cesarz prze­żył poważne zała­ma­nie psy­chiczne, które jakoś zdo­łał prze­zwy­cię­żyć i wró­cić do rów­no­wagi. Wraz z psy­chicz­nym zdro­wiem powró­ciły też plany poślu­bie­nia bizan­tyj­skiej księż­niczki, ale ich nie zre­ali­zo­wał, gdyż wkrótce zmarł.

Tym­cza­sem Bez­prym, na prze­kór ojcu, posta­no­wił wstą­pić do stanu duchow­nego i na długo pozo­stał w klasz­to­rze. Ten zupeł­nie irra­cjo­nalny postę­pek mógł roz­sier­dzić Chro­brego i skło­nić go do wyzna­cze­nia na swego następcę młod­szego syna, Mieszka Lam­berta. Co cie­kawe, nawet taki akt nie­po­słu­szeń­stwa ze strony naszego boha­tera wcale nie musiał ozna­czać, że zna­lazł się na stra­co­nej pozy­cji.

Na bocznym torze

Według pro­fe­sora Bła­żeja Śli­wiń­skiego, histo­ryka medie­wi­sty, autora książki Bez­prym. Pier­wo­rodny syn pierw­szego króla Pol­ski, Chro­bry puścił w nie­pa­mięć zuchwały i zupeł­nie irra­cjo­nalny postę­pek naj­star­szego syna, który na szczę­ście nie zdą­żył jesz­cze zło­żyć ślu­bów zakon­nych. Na sku­tek sta­rań pol­skiego władcy na początku 1002 roku mło­dego księ­cia oddzie­lono od reszty zakon­ni­ków, a ten, prze­my­ślaw­szy sprawę, doszedł jed­nak do wnio­sku, że znacz­nie lepiej będzie się czuł w roli władcy niż ere­mity, i osta­tecz­nie zde­cy­do­wał się na powrót do kraju. Kto wie, może magne­sem była obiet­nica mał­żeń­stwa z cesar­ską krewną? Trzeba jed­nak przy­znać, że dał sobie czas do namy­słu, skoro w podróż do domu wyru­szył dopiero w 1004 roku. Być może zwłoka była spo­wo­do­wana ocze­ki­wa­niem na koniec świata. Ponie­waż w 1000 roku nic złego się nie wyda­rzyło, bogo­bojni mężo­wie i samo­zwań­czy pro­rocy uznali, że dobry Bóg oka­zał swemu ludowi łaskę, ale by­naj­mniej nie ozna­cza to, iż można ode­tchnąć z ulgą. Uwa­żano, że nadej­ście Zba­wi­ciela zostało odro­czone do 1003 roku, w któ­rym przy­pa­dała tysięczna rocz­nica śmierci Chry­stusa na krzyżu. Kiedy jed­nak zapo­wia­dane przyj­ście Chry­stusa nie nastą­piło także w 1003 roku, Bez­prym uznał, że naj­wyż­sza pora wra­cać do domu i wywią­zać się ze swo­ich dyna­stycz­nych obo­wiąz­ków.

Zapewne osta­tecz­nie odzie­dzi­czyłby ojcow­ską schedę i oże­nił się z sio­strze­nicą cesa­rza Ottona III, gdyby nie wra­cał przez tery­to­rium Czech. Tam wpadł w ręce księ­cia Jaro­mira, Prze­my­ślidy panu­ją­cego ówcze­śnie w tym pań­stwie, który miał z Chro­brym stare rachunki do wyrów­na­nia. Wpraw­dzie pol­ski władca oso­bi­ście nie nara­ził się cze­skiemu księ­ciu, ale jego sojusz­nik, Bole­sław Rudy, star­szy brat Jaro­mira, swego czasu pozba­wił go męsko­ści. Jaro­mir, nie mogąc dopaść Chro­brego ani jego sojusz­nika, doko­nał zemsty na Bez­pry­mie. Jest to jed­nak hipo­teza oparta na dość wątłych prze­słan­kach, ponie­waż nie­gdy­siej­szy prze­śla­dowca Jaro­mira, Bole­sław Rudy, sam ucier­piał z ręki Pia­sta, który, nie­za­do­wo­lony z jego poli­tycz­nych poczy­nań, pod­stę­pem zwa­bił go do Kra­kowa, a następ­nie ośle­pił. Dla­czego zatem Jaro­mir miałby pozba­wiać męsko­ści Bez­pryma? Jeżeli jed­nak przy­pusz­cze­nia histo­ryka są uza­sad­nione, to nie­szczęs-ny książę jako kastrat auto­ma­tycz­nie stra­cił prawo do dzie­dzi­cze­nia ojco­wi­zny, które prze­szło na Mieszka. W oczach ówcze­snych ludzi wyka­stro­wany władca tra­cił prawo do wła­dzy. Mał­żeń­stwo z sio­strze­nicą Ottona także nie wcho­dziło w grę, zatem odtąd w cha­rak­te­rze jej narze­czo­nego wystę­po­wał młod­szy syn Bole­sława. Pier­wo­rodny na otar­cie łez dostał zapewne od ojca jakąś mało zna­czącą dziel­nicę jego wiel­kiego pań­stwa, cho­ciaż źró­dła nie wspo­mi­nają na ten temat. W dodatku Chro­bry cal­ko­wi­cie odsu­nął go od spraw pań­stwa, co zapewne bole­śnie zabo­lało Bez­pryma.

Nie ma oczy­wi­ście żad­nych dowo­dów na potwier­dze­nie powyż­szej wer­sji o kastra­cji Bez­pryma, a on mógł stra­cić prawo do tronu za sprawą kno­wań Emnildy. Nie­wy­klu­czone rów­nież, że Chro­bry ni­gdy nie widział w nim swo­jego spad­ko­biercy, bo książę nie był jego bio­lo­gicz­nym synem. Tak czy ina­czej nie­szczę­śnik został odsta­wiony na boczny tor, a poczu­cie krzywdy spa­czyło psy­chikę tego mło­dego, osiem­na­sto­let­niego czło­wieka, budząc w nim jed­no­cze­śnie pra­gnie­nie zemsty. Ale na razie cze­kał na dogodny moment. Wydaje się zresztą, że Mieszko, zapewne za sprawą matki, był znacz­nie lepiej przy­go­to­wany do roli przy­szłego władcy niż jego star­szy brat. Ze źró­deł z epoki wynika, że otrzy­mał sta­ranne wykształ­ce­nie, sto­sun­kowo wcze­śnie wpro­wa­dzano go w arkana dyplo­ma­cji i sztukę dowo­dze­nia woj­skiem, wła­dał języ­kiem nie­miec­kim i znał łacinę, z pew­no­ścią umiał też czy­tać, ale zapewne obca mu była sztuka pisa­nia. I nie było w tym nic dziw­nego, w owych cza­sach pisa­nie uzna­wano bowiem za rze­mio­sło, a więc rzecz nie­godną władcy. Ponie­waż Otton III, który przy­rzekł oddać swoją sio­strze­nicę synowi Chro­brego, zmarł w 1002 roku, nale­żało uzy­skać zgodę na mariaż od panu­ją­cego wów­czas Hen­ryka II. Ten zaapro­bo­wał plany matry­mo­nialne swo­jego poprzed­nika, słusz­nie licząc, że zyska w ten spo­sób sojusz­nika w pol­skim władcy. Do ślubu Mieszka i Rychezy, bo wła­śnie tak miała na imię córka pala­tyna reń­skiego Eren­frieda Ezzona i Matyldy, córki Ottona II, sio­stry zmar­łego cesa­rza, doszło w 1013 roku. I cho­ciaż para wyda­wała się wyjąt­kowo dobrana, nie było to szczę­śliwe mał­żeń­stwo.

Wydaje się także, że Mieszko, mimo że pod wzglę­dem wykształ­ce­nia i oby­cia zde­cy­do­wa­nie góro­wał nad Chro­brym, miał kom­pleks niż­szo­ści wobec swego sław­nego ojca. I był gotów na wszystko, by udo­wod­nić całemu światu, że jest godzien być jego następcą. Dla­tego sta­rał się wszel­kimi spo­so­bami zaim­po­no­wać rodzi­cowi, decy­du­jąc się na praw­dzi­wie stra­ceń­cze misje i nie­bez­pieczne kam­pa­nie wojenne. Oliwy do ognia dole­wała także jego żona, ambitna Rycheza, która chciała być rów­no­rzędną part­nerką dla swo­jego mał­żonka i mieć wpływ na losy pań­stwa, co z kolei nie­zbyt podo­bało się Miesz­kowi. W święta wiel­ka­nocne 1025 roku speł­niło się w końcu marze­nie Chro­brego, który zwień­czył swe skro­nie koroną kró­lew­ską, koro­nu­jąc także swo­jego następcę oraz jego mał­żonkę, cho­ciaż nie­wy­klu­czone, że Mieszko i Rycheza zostali koro­no­wani nieco póź­niej w tym samym roku, już po śmierci króla, który zmarł 17 czerwca 1025 roku.

Mogłoby się wyda­wać, że młody król stoi na czele wiel­kiego, dostat­niego pań­stwa, ale były to tylko pozory: kraj zaczął się roz­pa­dać jesz­cze za życia Bole­sława, który na sku­tek poli­tycz­nych błę­dów naj­pierw utra­cił wła­dzę w Cze­chach, a potem Pomo­rze Zachod­nie, bar­dzo ważne dla wymiany han­dlo­wej z Zacho­dem, przede wszyst­kim z cesar­stwem. Nie udało mu się także utrzy­mać Moraw. Kiedy wła­dzę obej­mo­wał Mieszko II, sytu­acja finan­sowa pań­stwa także nie była dobra, skoro król już w 1025 roku pod­jął decy­zję o zaprze­sta­niu bicia monet. Na domiar złego świeżo upie­czony władca zale­d­wie trzy lata po obję­ciu tronu zor­ga­ni­zo­wał zbrojną wyprawę na Niemcy, a kon­kret­nie na Sak­so­nię, i nie był to jego pierw­szy atak na te zie­mie: już w 1015 roku popro­wa­dził woj­ska Chro­brego prze­ciwko cesa­rzowi, a w trak­cie tej wyprawy oble­gał Miśnię. Jest to o tyle zaska­ku­jące, że obroną mia­sta dowo­dził hra­bia Her­man, mąż Rege­lindy, sio­stry Mieszka. Zdaje się, że rodzeń­stwo nie darzyło się miło­ścią, skoro w trak­cie swo­jej dru­giej wyprawy w 1028 roku Mieszko także ruszył na Miśnię. Wyka­zał się przy tym wyjąt­kową bez­względ­no­ścią, a nawet okru­cień­stwem, bo autor rocz­nika z Hil­de­she­imu pisze, że pol­ski władca „napadł ze swoim potęż­nym woj­skiem zbó­jecko na wschod­nie poła­cie Sak­so­nii. Doko­naw­szy pod­pa­leń i łupiestw, pomor­do­wał wielu mężów, poj­mał wiele kobiet i uśmier­cił nie­sły­cha­nymi wprost mor­dami nie­zli­czoną liczbę dzieci. On sam i jego ludzie, zaiste będący wspól­ni­kami dia­bła, sro­żyli się nie­zwy­kłą suro­wo­ścią okru­cień­stwa w kra­jach chrze­ści­jań­skich, na oczach Boga”4. Mieszko oka­zał się zatem nie­odrod­nym synem swo­jego ojca, gdyż Bole­sław także sły­nął z bez­względ­no­ści i okru­cień­stwa, wśród ówcze­snych wład­ców nie był pod tym wzglę­dem wyjąt­kiem. Wręcz prze­ciw­nie, śmiało można stwier­dzić, że wpi­sy­wał się w śre­dnio­wieczny model spra­wo­wa­nia wła­dzy.

Ponie­waż rajza Mieszka II nie miała żad­nego poli­tycz­nego uza­sad­nie­nia, możemy przy­pusz­czać, że chciał on udo­wod­nić całemu światu, a przede wszyst­kim kry­ty­ku­ją­cym jego koro­na­cję Niem­com, że jest godzien być kró­lem. Nie zda­wał sobie jed­nak sprawy, jak wielki popeł­nia błąd, bo o ile wcze­śniej widziano w nim wyłącz­nie żało­snego uzur­pa­tora, o tyle po najeź­dzie na Sak­so­nię uznano go za wcie­le­nie dia­bła. A wła­śnie na takie potknię­cie cze­kał Bez­prym, który by­naj­mniej nie zamie­rzał rezy­gno­wać ze schedy po Bole­sła­wie.

Próba pierwszego rozbioru Polski?

Bez­prym, w prze­ci­wień­stwie do swo­ich młod­szych braci, uro­dził się w cza­sach, kiedy Bole­sław Chro­bry był uwa­żany za następcę tronu, ale jego pozy­cja była poważ­nie zagro­żona za sprawą mło­dej żony Mieszka I, Ody, która doło­żyła wszel­kich sta­rań, by zabez­pie­czyć schedę dla swo­ich synów, co jej się osta­tecz­nie udało. W rezul­ta­cie Mieszko nie uwzględ­nił go nawet w doku­men­cie Dagome iudex, co zda­niem bada­czy może ozna­czać, że wydzie­dzi­czył swo­jego pier­wo­rod­nego. Wydaje się jed­nak, że władca we wspo­mnia­nym doku­men­cie podzie­lił mię­dzy swo­ich dwóch młod­szych synów wyłącz­nie obszar sta­no­wiący rdzeń jego pań­stwa, a więc zie­mie nale­żące do Polan oraz tery­to­ria naj­le­piej z nimi zin­te­gro­wane, Bole­sła­wowi nato­miast przy­pa­dła Mało­pol­ska. Chro­bry nie miał zamiaru dzie­lić się z nikim wła­dzą, dla­tego po śmierci ojca w maju 992 roku bły­ska­wicz­nie przy­stą­pił do dzia­ła­nia, sku­pia­jąc pod swoim pano­wa­niem całą ojco­wi­znę, a swo­ich przy­rod­nich braci oraz ich matkę po pro­stu wygnał z kraju.

Bez­prym posta­no­wił zatem pójść w jego ślady i odzy­skać należny mu tron, cho­ciaż zda­wał sobie sprawę, że nawet razem z Otto­nem, z któ­rym sprzy­mie­rzył się prze­ciwko Miesz­kowi, nie zdoła zagro­zić bratu, dla­tego posta­no­wił poszu­kać sojusz­ni­ków. I to ze zna­ko­mi­tym skut­kiem, sto­sun­kowo szybko zdo­był bowiem grono sprzy­mie­rzeń­ców, wśród któ­rych nie bra­ko­wało wpły­wo­wych osób, w tym także hie­rar­chów Kościoła. Kiedy Mieszko zorien­to­wał się, co się święci, postą­pił tak samo jak nie­gdyś Bole­sław Chro­bry: wygnał obu braci z kraju. Jed­nak Bez­prym nie dał za wygraną i wraz z Otto­nem udał się na wschód, do Kijowa, by poszu­kać pomocy u księ­cia Jaro­sława Mądrego. Być może postą­pił tak za radą ruskiej księż­niczki Prze­cławy, młod­szej sio­stry kijow­skiego władcy, którą przed laty Bole­sław Chro­bry po zdo­by­ciu Kijowa zgwał­cił, a następ­nie upro­wa­dził do Pol­ski, by trzy­mać ją w cha­rak­te­rze nałoż­nicy, odwie­dza­jąc ją w alko­wie znacz­nie czę­ściej niż Odę, którą poślu­bił po śmierci Emnildy. Ale dumna ruska księż­niczka tylko cze­kała na dogodny moment, by doko­nać zemsty, dla­tego pod­bu­rzała synów swo­jego prze­śla­dowcy prze­ciwko pra­wo­wi­temu władcy. Liczyła zapewne, że dzięki zaan­ga­żo­wa­niu Jaro­sława w kon­flikt pomię­dzy Miesz­kiem a jego braćmi będzie mogła wresz­cie wró­cić do ojczy­zny.

Tym­cza­sem Bez­prym mocno się roz­cza­ro­wał, Jaro­sław bowiem, zaan­ga­żo­wany w wojnę ze swoim bra­tem, nie miał zamiaru wda­wać się w kolejny kon­flikt, i to poza gra­ni­cami kraju, i chyba nie czuł się na siłach wal­czyć z następcą potęż­nego Chro­brego. Obu ksią­żąt wpraw­dzie nie odpra­wił, ale też ich nie roz­piesz­czał: zda­niem jed­nego z nie­miec­kich kro­ni­ka­rzy przez rok pol­scy ksią­żęta wege­to­wali na Rusi, pozba­wieni wspar­cia ze strony kijow­skiego władcy. Nawy­kły do cze­ka­nia Bez­prym był jed­nak cier­pliwy i nie tra­cił nadziei.

Tym­cza­sem Mieszko, pewny swo­jej pozy­cji na tro­nie, zaan­ga­żo­wał się w kolejną wojnę z cesar­stwem, znaj­du­ją­cym się wów­czas pod pano­wa­niem Kon­rada II. Nie­miecki władca w 1031 roku naje­chał Pol­skę, odniósł zwy­cię­stwo, zmu­sza­jąc Mieszka II do odda­nia zagar­nię­tych przez niego wcze­śniej Miśni i Łużyc. Na wieść o tym Bez­prym zare­ago­wał bły­ska­wicz­nie, posta­na­wia­jąc pozy­skać cesa­rza dla swo­jej sprawy. Nie miał jed­nak zamiaru jechać do Nie­miec oso­bi­ście, lecz wysłał tam w cha­rak­te­rze emi­sa­riu­sza młod­szego brata Ottona, chrze­śniaka jed­nego z poprzed­ni­ków Kon­rada II na cesar­skim tro­nie. Poza tym naj­młod­szy syn Bole­sława był rodzo­nym bra­tem wpły­wo­wej wów­czas Rege­lindy, żony mar­gra­biego Miśni, która miała z Miesz­kiem rachunki do wyrów­na­nia. Wpraw­dzie rodzeń­stwo się nie znało, bo córka Chro­brego wyszła za mąż i opu­ściła rodzinny dom, gdy jej naj­młod­szy brat miał nie­spełna trzy lata, ale łączyły ich więzy krwi. Czas poka­zał, że Bez­prym nie mylił się w swo­ich rachu­bach, gdyż Rege­linda inter­we­nio­wała w spra­wie pokrzyw­dzo­nego Ottona u żony cesa­rza, Gizeli, a ta miała silny wpływ na Kon­rada. W efek­cie Otton wta­jem­ni­czył władcę w szcze­góły planu uknu­tego wcze­śniej przez Bez­pryma, który zakła­dał roz­biór ich kraju. Bez­prym zamie­rzał namó­wić cesa­rza, by ude­rzył na Pol­skę wraz z kijow­skim księ­ciem i ude­rze­niem ze wschodu i z zachodu poko­nał Mieszka II.

Kon­rad II dał się prze­ko­nać, a Bez­prym w tym cza­sie pra­co­wał nad Jaro­sła­wem i w 1031 roku nasz kraj został zaata­ko­wany jed­no­cze­śnie ze wschodu i z zachodu. „Jaro­sław i Mści­sław [jeden z braci księ­cia oraz Prze­cławy – I.K.] zebrali wojów mno­gich, poszli na Lachów i zajęli Grody Czer­wień­skie znowu, i spu­sto­szyli zie­mię lacką, i mnó­stwo Lachów przy­wie­dli, i roz­dzie­lili ich. Jaro­sław osa­dził swo­ich nad Rosią, i są do dziś”5 – czy­tamy w ruskim lato­pi­sie Nestora. Mieszko, który był osła­biony wojną na Łuży­cach, nie miał siły, aby prze­ciw­sta­wić się dwóm wro­gim armiom, dla­tego poszu­kał schro­nie­nia w Cze­chach, gdzie wła­dał Udar­lyk (Oldrzych), brat Jaro­mira i Bole­sława III. Cze­ski władca nie przy­wi­tał jed­nak księ­cia z otwar­tymi ramio­nami, wręcz prze­ciw­nie – nie dość, że wtrą­cił go do wię­zie­nia, to jesz­cze… wyka­stro­wał. A wła­dzę w Pol­sce prze­chwy­cił trium­fu­jący Bez­prym, który zapewne wkro­czył do Wiel­ko­pol­ski na czele oddziału ruskich wojów.

Tyran i ludobójca

Bez­prym dosko­nale zda­wał sobie sprawę, że wła­dzę zawdzię­cza wyłącz­nie inter­wen­cji sprzy­mie­rzo­nych armii, a przede wszyst­kim cesa­rzowi, dla­tego nie zamie­rzał koro­no­wać się na króla. Wpraw­dzie Mieszko mar­nie egzy­sto­wał w cze­skim lochu, ale w kraju na­dal prze­by­wali zarówno żona oba­lo­nego monar­chy, Rycheza, jak i jego naj­star­szy syn, Kazi­mierz Karol, i oboje byli solą w oku nowego władcy. Zapewne z chę­cią wypra­wiłby tę parę na tam­ten świat, ale wie­dział, że jeżeli wpro­wa­dzi swój zamiar w czyn, zadrze nie tylko z naj­po­tęż­niej­szymi nie­miec­kimi rodami, ale także z samym cesa­rzem. Z kolei Rycheza zapewne począt­kowo sprzy­jała Bez­prymowi, zwłasz­cza że jej mał­żeń­stwo z Miesz­kiem od dawna było fik­cją, mimo że para docze­kała się trójki dzieci, dwóch córek i syna. Nie­wy­klu­czone, że liczyła na to, że jej szwa­gier uczyni swoim następcą Kazi­mierza Karola, ale ten się by­naj­mniej do tego nie kwa­pił. Zda­niem nie­któ­rych histo­ry­ków Bez­prym zamie­rzał prze­ka­zać tron swo­jemu synowi Roma­nowi, któ­rego miał z nie­znaną z imie­nia Rusinką.

I cho­ciaż póź­niejsi histo­rycy rzu­cali na Rychezę gromy za jej nie­lo­jal­ność wobec nie­obec­nego mał­żonka, trzeba przy­znać, że nie miała innego wyj­ścia, jak tylko uda­wać sojusz­niczkę nowego władcy. Nie mogła prze­cież zmon­to­wać odpo­wied­nio sil­nego stron­nic­twa prze­ciw uzur­pa­to­rowi, bo jej szwa­gier wyciął w pień wszyst­kich zwo­len­ni­ków nie­obec­nego Mieszka. Trudno też było ocze­ki­wać, że cesarz wyru­szy jej z pomocą. Ist­niało rów­nież realne nie­bez­pie­czeń­stwo, że nowy władca wpad­nie na genialny pomysł, by roz­wieść ją z Miesz­kiem i samemu wstą­pić z nią w zwią­zek mał­żeń­ski. Nie zna­czy to oczy­wi­ście, że Bez­prym zapa­łał uczu­ciem do szwa­gierki – taka decy­zja byłaby wyni­kiem chłod­nej, poli­tycz­nej kal­ku­la­cji. Uzur­pa­tor mógł liczyć, że po takim wymu­szo­nym ślu­bie, korzy­sta­jąc z pomocy jej potęż­nych krew­nych, zwień­czy swe skro­nie koroną. A do tego Rycheza nie mogła dopu­ścić. Odcze­kaw­szy więc sto­sowny czas i zyskaw­szy zaufa­nie Bez­pryma, kró­lowa posta­no­wiła wyje­chać do swego kraju, namó­wiła też szwa­gra, by powie­rzył jej rega­lia koronne, które zamie­rzała prze­ka­zać cesa­rzowi w dowód uzna­nia przez pol­skiego władcę cesar­skiego pry­matu. Swój zamiar wkrótce zre­ali­zo­wała i wyje­chała z Pol­ski wraz z synem, wywo­żąc rega­lia. Przez wieki pol­scy histo­rycy rzu­cali gromy na głowę Rychezy za wywie­zie­nie z kraju insy­gniów, ale wbrew pozo­rom było to prze­my­ślane posu­nię­cie – rega­lia miały cze­kać w cesar­skim skarbcu na znacz­nie god­niej­szego władcę niż uzur­pa­tor Bez­prym: jej syna Kazi­mie­rza Karola.

Tym­cza­sem nowy władca speł­nił wpraw­dzie swoje marze­nie i zdo­był tron, ale spra­wo­wa­nie rzą­dów naj­wy­raź­niej go prze­ro­sło, zwłasz­cza że w Pol­sce wybu­chła wów­czas rebe­lia pogań­ska, pocią­ga­jąc za sobą prze­śla­do­wa­nia chrze­ści­jan. Zapewne Bez­prym, wycho­wy­wany w wie­rze chrze­ści­jań­skiej, a nawet mający w swoim życio­ry­sie pobyt w klasz­to­rze, nie miał nic wspól­nego z tymi zamiesz­kami, ale ist­nieje wer­sja, jakoby to on prze­wo­dził powstań­com. Prawdą nato­miast jest, że wśród jego sojusz­ni­ków prze­wa­żali poga­nie, któ­rych w ówcze­snej Pol­sce nie bra­ko­wało. Nowa wiara, pomimo zabie­gów Kościoła oraz Bole­sława Chro­brego, sto­su­ją­cego surowe kary za nie­prze­strze­ga­nie postów i przy­ka­zań, przyj­mo­wała się bowiem w naszym pań­stwie wyjąt­kowo opor­nie. Poga­nami na­dal byli: wło­ścia­nie, śred­nie rycer­stwo oraz przed­sta­wi­ciele pomniej­szych rodów. Jak się oka­zuje, wiara przod­ków odżyła wów­czas na tyle, że na tere­nie Wro­cła­wia zbu­do­wano nawet pogań­ską świą­ty­nię.

Bez­prym zasłu­żył na miano tyrana i despoty, a przy­naj­mniej tak wynika z zapi­sków w nie­miec­kich kro­ni­kach, a prze­cież nie­mieccy kro­ni­ka­rze, nie­da­rzący by­naj­mniej sym­pa­tią jego poprzed­nika Mieszka II, powinni wypo­wia­dać się o nowym władcy w samych super­la­ty­wach. A tym­cza­sem jeden z nich napi­sał wręcz, że Bole­sła­wo­wic, objąw­szy wła­dzę, dał przy­kład „naj­sroż­szej sro­go­ści swego tyrań­stwa”. Wpraw­dzie dzie­jo­pis nie pre­cy­zuje, na czym owa sro­gość pole­gała, ale możemy się domy­ślać, że Bez­prym po pro­stu pozby­wał się wszyst­kich domnie­ma­nych lub rze­czy­wi­stych stron­ni­ków Mieszka. Co cie­kawe, próżno szu­kać wzmia­nek o roz­mia­rze roz­pę­ta­nych przez uzur­pa­tora prze­śla­do­wań, a dowo­dów na to nie dostar­cza arche­olo­gia tylko gene­alo­gia. To wła­śnie spe­cja­li­ści z tej dzie­dziny, bada­jąc korze­nie naj­star­szych pol­skich rodów, zwró­cili uwagę na zasta­na­wia­jący fakt, że wszyst­kie rodziny, które liczyły się w dzie­jach naszego pań­stwa, datują swój rodo­wód od połowy XI stu­le­cia. A prze­cież logika naka­zy­wa­łaby szu­kać ich korzeni, jeżeli nie w cza­sach Sie­mo­my­sła, to przy­naj­mniej Mieszka, a tym­cza­sem z prze­pro­wa­dza­nych badań wynika, że w XII stu­le­ciu, a więc sto lat po prze­ję­ciu wła­dzy przez Bez­pryma, trudno w ogóle mówić o ist­nie­niu pol­skich elit. Stąd wnio­sek, że syn Chro­brego bez­li­to­śnie wyciął w pień przed­sta­wi­cieli moż­nych i wpły­wo­wych rodów, nie oszczę­dza­jąc kobiet i dzieci, i zastą­pił ich swo­imi ludźmi, naj­praw­do­po­dob­niej przy­by­szami z pół­nocy, wikin­gami, któ­rych nie bra­ko­wało w armii Jaro­sława Mądrego.

Być może prze­by­wa­jąc w Kijo­wie, posta­rał się o zwer­bo­wa­nie odpo­wied­nio licz­nego i bit­nego oddziału. Wpraw­dzie z zapi­sów kro­ni­kar­skich wynika, że nie miał na to fun­du­szy, ale mógł prze­cież obie­cać wojom bogac­twa, które zapewni im jako udzielny władca. I słowa dotrzy­mał: jego skan­dy­naw­scy poplecz­nicy otrzy­mali zie­mie i majątki sta­rych rodów, które wycięto w pień. Co wię­cej, ślady tych wyda­rzeń zacho­wały się w tra­dy­cji, a nawet imio­nach czy przy­dom­kach prze­ka­zy­wa­nych z poko­le­nia na poko­le­nie. Pie­czę­tu­jący się Łabę­dziem rycer­ski ród Duni­nów wywo­dzi swo­ich przod­ków z Danii, a funk­cjo­nu­jący w rodzi­nie przy­do­mek Włost ozna­czał czło­wieka boga­tego. Zda­niem wielu histo­ry­ków jest to swo­ista pamiątka po nagłym wzbo­ga­ce­niu się pro­to­pla­stów Duni­nów dzięki łupom zra­bo­wa­nym zamor­do­wa­nym stron­ni­kom Mieszka II. Z kolei w rodzie Awdań­ców funk­cjo­no­wała legenda o tajem­ni­czym skar­bie, który sta­no­wił pod­stawę ich for­tuny. Naj­pew­niej były to dobra nale­żące do wymor­do­wa­nych rodów. O skan­dy­naw­skim pocho­dze­niu tej rodziny świad­czy też imię noszone przez wielu jej przed­sta­wi­cieli – Jasz­czołd, spo­lsz­czona wer­sja skan­dy­naw­skiego Askolda.

Wpraw­dzie za sprawą Bez­pryma pol­ska zie­mia spły­nęła krwią, ale roz­miar jego zbrodni był nie­po­rów­ny­wal­nie mniej­szy niż ludo­bój­stwa znane z histo­rii, jak cho­ciażby wymor­do­wa­nie przez Mon­go­łów 60 milio­nów Chiń­czy­ków w XIII stu­le­ciu. Jak sza­cuje pro­fe­sor Śli­wiń­ski, nasz boha­ter pozba­wił życia około stu osób, ale musimy pamię­tać, że ówcze­sne elity nie były zbyt liczne.

Bez­prym nie czuł się zbyt pew­nie na tro­nie, zwłasz­cza że mimo­wol­nie wyho­do­wał sobie nowego wroga w oso­bie Ottona, młod­szego przy­rod­niego brata. I trudno się dzi­wić, bo naj­młod­szy syn Bole­sława Chro­brego musiał być bar­dzo roz­cza­ro­wany postę­po­wa­niem nowego władcy, który nie miał zamiaru dopu­ścić go do rzą­dów w pań­stwie. Przy­dzie­lił mu wpraw­dzie jakieś tery­to­ria, udzie­la­jąc mgli­stej obiet­nicy uczy­nie­nia go następcą, z któ­rej nic kon­kret­nego nie wyni­kało, zwłasz­cza że iden­tyczne przy­rze­cze­nie zło­żył Ryche­zie, obie­cu­jąc jej tron dla Kazi­mie­rza Karola. Bez­prym jed­nak nie doce­niał Ottona, który z sojusz­nika prze­dzierz­gnął się w archi­tekta opo­zy­cji prze­ciwko niemu. Co wię­cej, doko­nał rze­czy pozor­nie nie­moż­li­wej, udało mu się bowiem sprzy­mie­rzyć z prze­by­wa­ją­cym na­dal w cze­skiej nie­woli Miesz­kiem. Teraz tylko nale­żało zgro­ma­dzić odpo­wied­nie siły mili­tarne, a naj­le­piej pozy­skać pomoc państw ościen­nych, a to nie było łatwym zada­niem. Z pomocą obu bra­ciom przy­szedł los: wio­sną 1032 roku Bez­prym został zamor­do­wany przez swo­ich dwo­rzan. Nie udało się usta­lić miej­sca jego pochówku, cho­ciaż zapewne spo­czywa w jed­nym z nie­zi­den­ty­fi­ko­wa­nych gro­bów w kościele gro­do­wym znaj­du­ją­cym się na Ostro­wie Led­nic­kim, bowiem to wła­śnie tam znaj­do­wała się jedna z pierw­szych nekro­po­lii wład­ców Pol­ski.

W efek­cie poczy­nań Bez­pryma impe­rium jego ojca osta­tecz­nie upa­dło. Co wię­cej, Pol­ska utra­ciła sta­tus kró­le­stwa, i to nie­mal na pół wieku.

2. Władysław Herman – nieudacznik na tronie

Książę Wła­dy­sław Her­man, odrys ryciny z „Kro­niki pol­skiej” Mar­cina Biel­skiego z 1597 roku. Repr. Muzeum Naro­dowe w War­sza­wie

2.

Wła­dy­sław Her­man – nie­udacz­nik na tro­nie

W cieniu starszego brata

Wła­dy­sław Her­man nie ma dobrej prasy w pol­skiej histo­rio­gra­fii, co wię­cej, jest zali­czany do naj­gor­szych wład­ców w dzie­jach naszego pań­stwa. Na nie­ko­rzyść wypada jego porów­na­nie z ojcem, Kazi­mie­rzem Odno­wi­cie­lem, któ­remu udało się odbu­do­wać jed­ność tery­to­rialną Pol­ski, przy­wró­cić struk­tury admi­ni­stra­cji pań­stwo­wej i kościel­nej po kry­zy­sie monar­chii wcze­sno­pia­stow­skiej, a przede wszyst­kim – odbu­do­wać auto­ry­tet wła­dzy zwierzch­niej. Wpraw­dzie Kazi­mierz Odno­wi­ciel nie koro­no­wał się na króla, ale uczy­nił to jego syn i następca na tro­nie, Bole­sław Śmiały, zwany rów­nież Szczo­drym. Ten ostatni dowiódł, że jest godny nosić imię swo­jego wiel­kiego pra­dziada, Bole­sława Chro­brego, kon­ty­nu­ując odważną poli­tykę pierw­szego pol­skiego króla.

Tym­cza­sem Wła­dy­sław Her­man w porów­na­niu do swego ojca i star­szego brata wypada nie­zwy­kle blado, i to zarówno jako władca, jak i poli­tyk. Paweł Jasie­nica w swoim dziele Pol­ska Pia­stów boleje nad tym, że los obda­rzył młod­szego syna Kazi­mie­rza Odno­wi­ciela nie tylko sła­bym zdro­wiem, ale też mier­nym umy­słem. I nie wysta­wia mu pochleb­nej opi­nii, pisząc: „Władca popy­cha­dło w rękach swo­ich i obcych, czło­wiek pozba­wiony zarówno talentu, jak i ambi­cji, skłonny tylko do intryg i pod­stęp­nych okru­cieństw, ocię­żały i scho­ro­wany”6.

W prze­ci­wień­stwie do boha­tera poprzed­niego roz­działu Wła­dy­sław Her­man nie przy­szedł na świat jako następca tronu – był dru­gim synem Kazi­mie­rza Odno­wi­ciela i Marii Dobro­niegi, któ­rzy mieli jesz­cze dwie córki, ale znamy imię tylko jed­nej – Świę­to­sławy Swa­tawy, jak rów­nież dwóch synów, Mieszka oraz Ottona. Ci dwaj syno­wie nie ode­grali żad­nej roli w dzie­jach Pol­ski, zwłasz­cza że naj­młod­szy męski poto­mek Kazi­mie­rza Odno­wi­ciela prze­żył nie­spełna rok.

Z rela­cji Galla Ano­nima wynika, że Wła­dy­sław, który przy­szedł na świat pomię­dzy 1042 a 1044 rokiem, od dziecka miał pro­blemy ze zdro­wiem – dzie­jo­pis nad­mie­nia, iż władca był czło­wie­kiem ocię­ża­łym i miał chore nogi, ale nie wspo­mina, czy owe dole­gli­wo­ści tra­piły go już w dzie­ciń­stwie bądź w mło­do­ści, czy zapadł na nie jako czło­wiek doj­rzały. Wydaje się zresztą, że dora­stał w cie­niu star­szego brata, rosłego, prze­bo­jo­wego i sil­nego jak tur Bole­sława, możemy też przy­pusz­czać, że sto­sunki mię­dzy nimi nie były ide­alne. Praw­do­po­dob­nie Wła­dy­sław otrzy­mał rów­nie sta­ranne wykształ­ce­nie jak następca tronu.

Histo­ry­ków zasta­na­wia rów­nież nie­zwy­kły dobór imion śred­niego syna Kazi­mie­rza Odno­wi­ciela, wcze­śniej nie­spo­ty­kany w pia­stow­skiej dyna­stii. I wbrew pozo­rom nie jest to błaha sprawa, gdyż w owych cza­sach kwe­stia imie­nia dla nowo naro­dzo­nego dziecka była bar­dzo istotna, wie­rzono bowiem, że może deter­mi­no­wać całe jego życie. W imie­niu, niczym w zaklę­ciu, zawarte były przy­mioty, któ­rymi ten, który je otrzy­mał, miał się cha­rak­te­ry­zo­wać jako doro­sły czło­wiek, a nada­jąc potom­kowi imię jego przodka, dziada czy pra­dziada, wie­rzono, że wraz z imie­niem odzie­dzi­czy także jego cechy. Bole­sław Chro­bry otrzy­mał imię po swoim dziadku ze strony matki, Bole­sławie Sro­gim z dyna­stii Prze­my­śli­dów, on zaś nadał swemu synowi imię Mieszko po dziadku, pierw­szym ochrzczo­nym władcy Pol­ski.

W dyna­stii pia­stow­skiej popu­larne było też imię Otton, które sta­no­wiło echo piel­grzymki Ottona III do Gnie­zna. Dru­gie imię Kazi­mie­rza Karola Odno­wi­ciela było zapewne nadane na pamiątkę Karola Wiel­kiego, zasta­na­wia nato­miast wybór imie­nia Kazi­mierz, nie­spo­ty­ka­nego wcze­śniej w rodzie, które ozna­cza czło­wieka sza­nu­ją­cego roz­kazy. Ten, kto nosiłby takie imię, powi­nien przejść przez życie powolny roz­ka­zom ojca. Dziwny wybór jak na imię dla udziel­nego władcy. Być może rację mają ci, któ­rzy imię Kazi­mierz inter­pre­tują jako „kazi mir”, a więc ten, co mąci pokój. Ich zda­niem zostało ono nadane chłopcu po to, by gdy doro­śnie, podob­nie jak jego przo­dek Bole­sław, pro­wa­dził zwy­cię­skie boje, przy­spa­rza­jąc Pol­sce nowych ziem i chwały. Tylko dla­czego nie nazwano chłopca po pro­stu Bole­sławem, jak naka­zy­wa­łyby logika i rodzinna tra­dy­cja? Podobne wąt­pli­wo­ści doty­czą pierw­szego imie­nia Wła­dy­sława Her­mana, śred­niego syna Kazi­mie­rza Odno­wi­ciela, dru­gie bowiem otrzy­mał po swoim wuju, bra­cie kró­lo­wej Rychezy, arcy­bi­sku­pie Kolo­nii. Pol­ski władca chciał mu się w ten spo­sób odwdzię­czyć za mili­tarną pomoc w postaci kil­ku­set wojów, na któ­rych czele mógł wró­cić do Pol­ski. A potem arcy­bi­skup Her­man wspie­rał sio­strzeńca w odbu­do­wie znisz­czo­nych kościel­nych struk­tur.

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

1.Kro­nika Thiet­mara, tłum., wstęp i przy­pisy M.Z. Jedlicki, Kra­ków 2005, ks. IV, r. 58, s. 84. [wróć]

2. Za: J. Besala, Wizje końca świata przez wieki, [na:] poli­tyka.pl [online], dostępne w inter­ne­cie: https://www.poli­tyka.pl/tygodnikpoli­tyka/histo­ria/1514324,1,wizje-konca-swiata-przez-wieki.read. [wróć]

3. Gall Ano­nim, Kro­nika pol­ska, tłum. R. Gro­decki, Wro­cław 2003, s. 20. [wróć]

4. Za: K. Janicki, Pol­ski najazd na Sak­so­nię w 1028 roku. Dla­czego Mieszko II Lam­bert zaata­ko­wał Niemcy? [na:] wiel­ka­hi­sto­ria.pl [online], https://wiel­ka­hi­sto­ria.pl/pol­ski-najazd-na-sak­so­nie-w-1028-roku-dla­czego-mieszko-ii-lam­bert-zaata­ko­wal-niemcy/ [wróć]

5. Za: S. Rosik, Mieszko II Lam­bert, [w:] Poczet pol­skich kró­lów i ksią­żąt. Od Mieszka I do Wła­dy­sława Lasko­no­giego, Wro­cław 2006, s. 67. [wróć]

6. P. Jasie­nica, Pol­ska Pia­stów, War­szawa 1979, s.78. [wróć]