Kochankowie Burzy. Tom 9. Morze krwi, morze łez - Elżbieta Gizela Erban - ebook
NOWOŚĆ

Kochankowie Burzy. Tom 9. Morze krwi, morze łez ebook

Elżbieta Gizela Erban

4,7

13 osób interesuje się tą książką

Opis

Kochankowie Burzy to monumentalne dzieło życia Elżbiety Gizeli Erban. Porywająca opowieść o wielkiej miłości, dla której tło stanowią wydarzenia poprzedzające wybuch powstania styczniowego. Śledząc losy młodziutkiej Niny, czytelnik przenosi się do czasów, gdy honor i obowiązek wobec Ojczyzny były cenniejsze niż własne życie. Autorka w obrazowy sposób odwzorowuje panujące wtedy nastroje, mody oraz realia codzienności. Wyczarowuje przed naszymi oczami dawno miniony świat, pełen zarówno wystawnych balów, jak i krwawo tłumionych zamieszek. Świat mało znany dla wielu czytelników, a jednocześnie urokliwy jak sceneria ziemiańskiego dworku i pasjonujący jak najbardziej wciągająca salonowa intryga.

W dziewiątym tomie cyklu – Morze krwi, morze łez – wychodzi na jaw, dlaczego Aleks śmiertelnie obraził się na żonę i nie odpisuje na jej listy. Wkrótce jednak sprawy osobiste schodzą na dalszy plan, bo do Makowa zbliżają się walki. W sercach obu wrogich stron rozpala się coraz straszniejsza nienawiść, zawziętość i chęć zemsty. Hrabina Klonowiecka drży na samą myśl, że jej ukochany Maków w każdej chwili może zostać zajęty przez wojsko, szczególnie że niebezpieczeństwo pojawia się niemal za miedzą – chłopi z Sarnik zaprzedali duszę diabłu i zbratali się z Moskalami. Choć oddziały generała Hauke-Bosaka odnoszą kolejne sukcesy, siarczyste mrozy i ogromne grzywny narzucone przez Rosjan nękają zgnębioną przez powstanie ludność. Kiedy oddział Dońców, znanych z okrucieństwa i nienawiści wobec Polaków, rozpoczyna brutalną rewizję pałacu, zagrożony jest nie tylko tamtejszy tajny lazaret, ale przede wszystkim życie kobiet. Czy mimo nieustannych sporów z zakochanym w niej doktorem Setkowiczem Nina w najczarniejszych chwilach swojego życia odnajdzie w nim oparcie? A może bardziej pomocny okaże się jej przyjaciela z dziecięcych lat?

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 418

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,7 (41 ocen)
33
4
4
0
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
malomak

Nie oderwiesz się od lektury

właśnie skończyłam powieść jest 2 w nocy - to niewiarygodnie trzymająca w ciągłym napięciu opowieść - te 9 tomów czyta się jednym tchem - jestem bardzo mocno poruszona i dziękuję za tyle emocji
10
Janina-Swiebodzice

Nie oderwiesz się od lektury

Piękna, wzruszająca opowieść o wielkiej miłości. miłości do Ojczyzny i takiej ludzkiej.Straszne losy młodych ludzi, okropne działania Rosjan, ból, nienawiść, nadzieja- wszystko się miesza jak w jakimś kotle. Wielokrotnie się spłakałam,ale to nie wstyd. Czekam z niecierpliwością na następne tomy i mam nadzieję, że Nina przeżyje, odzyska Maków i wychowa córkę. Janina Rogozińska.
10
Doowa555

Nie oderwiesz się od lektury

To nieludzkie kończyć tom 9 w takim momencie, terazniedoczekam się to u 10. Czytajcie wszystkie tomy bo warto
10
natiszon

Nie oderwiesz się od lektury

"Nasz sie­lan­ko­wy świat już nie ist­nie­je. Skoń­czy­ła się epoka ro­man­ty­zmu, ide­al­nych wzlo­tów, me­sja­ni­zmu i szczo­drych ofiar na rzecz umę­czo­nej oj­czy­zny. Teraz za­czy­na­ją się li­czyć pie­nią­dze i tylko one będą w przy­szło­ści de­cy­do­wać o na­szym losie." Morze krwi, morze łez to dziewiąta odsłona serii Kochanków burzy, a jednocześnie, część, która wzbudzi najwięcej emocji, poruszy najwrażliwsze struny, wywoła łzy. Już od dłuższego czasu wszystko zmierzało do momentu, w którym to Dwór w Makowie stanie na drodze wrogim oddziałom. Gdzie wszelka nadzieja zostanie brutalnie zdeptana przez rosnące napięcie, z którego w jednej chwili wybucha niewyobrażalna przemoc. Kiedy oddział Dońców, znanych z okrucieństwa i nienawiści wobec Polaków, rozpoczyna brutalną, bezlitosną rewizję pałacu, zagraża nie tylko tajnemu lazaretowi, ale przede wszystkim życiu mieszkańców. Hrabina Klonowiecka mimo iż odważnie stawia czoła wrogim oddziałom generała Hauke-Bosaka jest bezsilna wobec...
10
aniasamsel74

Nie oderwiesz się od lektury

Cudowna
10

Popularność




Redakcja

Anna Seweryn

Projekt okładki

Anna Slotorsz

Fotografia na okładce i grafiki na stronach rozdziałowych

© KathySG /shutterstock.com|Egbert van der Poel /Wikimedia Commons

Redakcja techniczna, składiłamanie

Damian Walasek

Przygotowanie wersji elekronicznej

Maksym Leki

Korekta

Urszula Bańcerek

Marketing

Kinga Ucherek

[email protected]

Wydanie I w tej edycji, Siemianowice Śląskie 2024

Wydawca: Wydawnictwa Videograf SA

41-100 Siemianowice Śląskie, ul. Olimpijska 12

tel. + 48 600 472 609, + 48 664 330 229

[email protected]

www.videograf.pl

© Wydawnictwa Videograf SA, Chorzów 2022

tekst © Elżbieta Gizela Erban

ISBN 978-83-8293-180-8

Więc o śmiertelne prosim was koszule.

O garść ołowiu i stali.

I o krzyż, bracia! O serdeczne słowo

Na naszą drogę grobową.

Mieczysław RomanowskiWiersz pisany w przeddzień bitwy, w której poległ

Kto mogąc wybrać – wybrał zamiast domu

Gniazdo na skałach orła – niechaj umie

Spać – gdy źrenice czerwone od gromu

I słychać – jęk szatanów w sosen szumie.

Tak żyłem…

Juliusz Słowacki, Beniowski

Rozdział 1

W drugiej połowie listopada nastała tak ostra zima, jakiej najstarsi ludzie nie pamiętali. Wichry z północy przynosiły zawieje, w których świata nie było widać. Ogromne zaspy zalegały na drogach i ścieżkach, a kiedy niebo rozjaśniało się na chwilę, cały świat lśnił jaskrawą bielą rażącą oczy. Mróz ścisnął ziemię lodowatymi okowami. Drzewa łamały się pod okiścią lub pękały z hukiem od przeraźliwego mrozu. Rzeki, jeziora i strumienie stanęły, skute grubą lodową skorupą. Nawet odwieczne bagna na Łysej Polanie zamarzły.

Ninie się zdawało, że czas się zatrzymał, a dni mijały jednostajnie i nic nie przerywało ich rozpaczliwej monotonii. Niczym bezlitosna kropla drążąca skałę niepewność zżerała ją dotkliwie i oczekiwanie na jakąś wiadomość stało się pełne trwogi. Całymi dniami przesiadywała w saloniku, którego okna wychodziły na dziedziniec, nasłuchując. Każdy nadjeżdżający koń wywoływał szybsze bicie jej serca i pozostawiał rozczarowanie, gdy się okazywało, że nie przynosi wiadomości od męża. Noce również były coraz bardziej nieznośne. Sypiała krótko i źle. Złe samopoczucie i stały niepokój odpędzały sen. W czasie bezsennych nocy, które dłużyły się bez końca, snuła rozliczne przypuszczenia, jedne bardziej szalone od drugich. Być może na próżno czekała na jakąś wiadomość.

Ze względu na ostre mrozy zaprowadziła w domu oszczędzanie opału i palono tylko w nielicznych pokojach, bo piece i kominki pochłaniały potworne ilości drewna. Poleciła palić tylko w kuchni, jej sypialni i buduarku, małej jadalni oraz pokojach służby. Wychodząc do sieni, trzeba było nakładać kożuszki! Mira przeniosła się z piętra i spała na sofie w buduarze. Wszystkie duże sale szczelnie pozamykano. Z powodu ciężkich warunków bytowania Nina zezwoliła uboższym gospodarzom zbierać w swoich lasach susz i zeschłe oraz połamane drzewka.

Następnego dnia po wyjeździe męża napisała do niego długi, czuły list, wyjaśniając nieporozumienie i błagając choć o jedno słowo, bodaj tylko znak, że jej wybacza i nie czuje do niej urazy. Wręczyła wiadomość kurierowi, który przybył do Makowa, przywożąc pieniądze dla doktora i rannych powstańców. Ale mąż nie odpisał…

Leżąc nocami w miękkim łożu, w ogrzanym pokoju, podążała myślami za szwadronem jeźdźców, pędzących przez zasypane śniegiem bezdroża. Oczami duszy widziała podążające za nimi kolumny wojska. Czasami rozpacz zrywała się w niej jak burza i wtedy chciała gonić na Mignon za powstańcami. Jednak nie wiedziała, gdzie znajdował się obóz Bosaka, ciągle zmieniającego kwatery. Potem ogarniała ją apatia i zwątpienie, gdy uświadamiała sobie, że mąż nie odpowiedział na jej list. Miewała takżechwile buntu, kiedy jej energiczna natura zżymała się, uniesiona dumą, i wtedy przysięgała sobie, że więcej się do niego nie odezwie. Ale po chwili przymykała powieki i jak na jawie widziała jego smutne i przygasłe oczy, kiedy wychodził z buduaru, tak bardzo zraniony jej słowami.

Wówczas gotowa była na klęczkach prosić go o przebaczenie. Dziesiątki razy przywoływała w pamięci scenę ich kłótni i starała się ją przeanalizować, zastanawiając się, czym mogła go tak dotkliwie urazić, że wrócił do salonu zupełnie odmieniony. W uniesieniu wyznał, iż strzelanie do Rosjan, którzy być może byli jego pułkowymi kolegami, napawa go odrazą. Rozumiała go. Był przecież wychowankiem elitarnego Korpusu Paziów, rotmistrzem czerwonych huzarów gwardii cesarskiej, która zawsze stanowiła o sile Rosji.

O tym, co znaczyło być oficerem gwardii, nasłuchała się od męża i Pauli. Byli to wybrańcy, serce armii i chluba narodu. Szaleńcza odwaga, pijaństwo, swawola, hulanki w nocnych lokalach z Cygankami i pojedynki – oto były cechy prawdziwego gwardzisty. Pułki gwardii składały się z synów najznakomitszych rodów rosyjskich. Od XVIII wieku to gwardia dokonywała wszystkich pałacowych przewrotów. Osadzała władców na tronie lub ich mordowała, ale przede wszystkim walczyła w pierwszym szeregu w kolejnych wielkich bitwach, stoczonych przez imperium. Ich męstwo budziło podziw świata, chwalił ich nawet sam bóg wojny – Napoleon I.

W zamkniętym elitarnym kręgu męskiego braterstwa rozkwitały trwałe przyjaźnie. Wieczorami, po służbie, szampan lał się strumieniami. Na wykwintnych kolacyjkach panowie oficerowie szaleli, otoczeni przez chóry cygańskie, ściskając i całując śliczne baletniczki z Teatru Maryjskiego i pijąc na umór. Pili „na łokcie”, ustawiając kieliszki na całą długość przedramienia. Pili „schodami”, stawiając na każdym stopniu kieliszek z alkoholem. Pili „na wilka”, wyskakując nago na mróz. Pili szampana z szaflika, wyjąc przy tym jak wilkołaki. Po hulance wskakiwali do sań zaprzężonych w trojkę rysaków i pędzili ulicami uśpionego Petersburga, śpiewając, wrzeszcząc i strzelając z rewolwerów w powietrze. Nikt nie ośmielił się stanąć im na drodze czy upomnieć awanturników. Byli dumą Rosji!

Aleks miał wszystkie cechy rasowego gwardzisty, z wyjątkiem pijaństwa. Nie lubił alkoholu, choć głowę miał mocną i mógł przepić każdego. Czasami Paula wspominała z przekąsem, że gdy wieczorem wchodził do opery w strojnym mundurze huzarskim, wytworny w każdym calu, młode baletniczki wypatrywały za nim oczy. Nina zawsze była zazdrosna o jego przeszłość. Po strasznym wybuchu rozpaczy zamknęła się w sobie, stając się milcząca i półsłówkami odpowiadając na pytania Jagi. Straciła apetyt i chęć do jakiejkolwiek pracy i całymi godzinami siedziała w buduarze, wpatrując się w ogień w kominku. Jej nagła alienacja obudziła czujność niani.

– Święci pańscy! – wykrzyknęła, kiedy Nina obojętnie odsunęła od siebie nakrycie ze śniadaniem. – Wczoraj nie jadłaś kolacji, dziś nie chcesz jeść śniadania. Siedzisz i gapisz się w kominek jak cielę na malowane wrota. Co ci jest?

– Nic. Po prostu nie jestem głodna.

– Ach tak? Nie udawaj! Jesteś chora, to powiedz. Poprosimy pana Setkowicza, niech cię zbada.

Zachowanie Niny zmieniło się w mgnieniu oka. Zbladła, porwała się z fotela z zaciśniętymi pięściami i morderczą furią w oczach.

– Niech niania nie waży się sprowadzać tu tego chama! – wrzasnęła dziko. – Jeżeli go zawołasz, przysięgam, wyjdę na taras boso i w samej koszuli!

– No, no! – mruknęła Jaga znacząco. – A niedawno tak lubiłaś jego towarzystwo.

Nina opadła na fotel i w geście rozpaczy skryła twarz w dłoniach. Jaga stała nad nią, obserwując ją badawczo. Przysunęła sobie krzesło, usiadła i stanowczym ruchem odsłoniła jej twarz.

– Dziecko, najwyższy czas, żebym się dowiedziała od ciebie prawdy. Nie staraj się tłumić żalu, wyrzuć go z serca, a doznasz ulgi.

Nina wydała z siebie przeciągły jęk.

– Nianiu, Alek odjechał z domu bez pożegnania! Setkowicz zachował się jak cham i go obraził, a on tak się uniósł, że powiedział mi wiele przykrych słów. Ja nie zostałam mu dłużna i bardzo się pokłóciliśmy. Chciał mnie przeprosić, ale byłam na niego taka wściekła, że nie pozwoliłam. Strasznie rozbolała mnie głowa, poczułam się źle, więc zażyłam brom i zasnęłam jak kamień. W tym czasie on wyjechał! – Zaczęła płakać, zupełnie jak mała dziewczynka, chlipiąc i pociągając nosem.

– Domyślałam się tego. – Jaga westchnęła i z rezygnacją pokiwała głową. – Przestrzegałam cię, ale ty nie słuchałaś moich rad.

– Dlaczego ty zawsze musisz mieć rację?! – zawołała Nina ze złością.

– Bo lepiej od ciebie znam życie, moja ty przemądrzała smarkulo! Tego się z książek nie nauczysz – powiedziała Jaga surowo.

Jednocześnie jej ręka pogładziła delikatnie blady policzek wychowanki. Nina pochwyciła jej rękę i ucałowała.

– Pozwól sobie powiedzieć, że sama spoufaliłaś Setkowicza. Nie słuchasz starszych i popełniasz błędy – upomniała ją Jaga mentorskim tonem.

– To co ja mam zrobić, nianiu? – zapytała Nina pokornie, mając ochotę wskoczyć do łóżka i przykryć się kołdrą po sam czubek głowy.

Jaga przysiadła się bliżej i słowo po słowie wyciągnęła od niej całą prawdę.

– No właśnie! – sapnęła gniewnie. – Sama jesteś winna temu, co się wydarzyło! – powiedziała z właściwą sobie otwartością. – Nie tylko skrzywdziłaś męża, ale i tego biednego chłopaka.

– Proszę?! – prychnęła Nina, ocierając łzy. – Czy to ja kazałam temu durniowi nazwać Alka obszarnikiem żyjącym z wyzysku poddanych?

– Powiedział to uniesiony zazdrością o ciebie!

– A kto mu pozwolił rościć sobie do mnie jakiekolwiek prawa? – wykrzyknęła Nina, podnosząc oczy i wpatrując się w sufit, na którym malarz przedstawił miłe rustykalne pejzaże oraz amorki sypiące róże. Malowidła były sielankowe i pogodne, zupełnie nieprzystające do jej ponurego humoru.

– Pewnie miał nadzieję, że sama dajesz mu te prawa… No, kotku, wstań z tego fotela i przebierz się, bo już drugi dzień chodzisz w tej samej zmiętej sukni. Każę ci przygotować kąpiel. Przejdź się do stajni, bo klacz jakaś niespokojna. Maciek powiada, że pewnie tęskni za tobą. Aha, Mireczka pyta, czy wolno jej wprowadzić dzieci do pałacu, bo chce swoim uczniom opowiedzieć o wydarzeniach historycznych.

– Owszem, ale zapowiedz jej, że nie chcę tu żadnych hałasów. Walenty będzie krzywy… – mruknęła niezadowolona Nina.

Jaga weszła do garderoby i otworzywszy szafy, zaczęła przeglądać suknie.

– Podać ci tę zieloną z aksamitną lamówką? – spytała.

– Wszystko jedno. Może być i ta. – Ninie nie uśmiechało się wychodzić z ciepłego pokoju, lecz nie chcąc sprawić niani przykrości, stanęła przed lustrem, poprawiając niedbale upięte włosy.

Jaga wyszła z garderoby, niosąc suknię przewieszoną przez ramię.

– Oj, żebym nie zapomniała. Muszę cię o coś spytać. – Podała suknię, mierząc wychowankę przenikliwym spojrzeniem. – Co ty za głupstwa opowiadałaś panu? Co ci wpadło do głowy, że jesteś w ciąży?

Nina zesztywniała i ruchem manekina, bardzo powoli obróciła się w jej stronę. Trzymana w rękach suknia upadła na dywan.

– Skąd o tym wiesz? – wyszeptała, zaledwie poruszając ustami.

– Pan mi powiedział. Prosił, żebym na ciebie uważała, bo jesteś przy nadziei. Nina, dlaczego ty go okłamujesz?

– Właśnie, że spodziewam się dziecka! – wykrzyknęła Nina histerycznie.

– Co?! Mnie też chcesz oszukiwać?! – Jaga była tak rozgniewana, że zapomniała o danym Bini przyrzeczeniu. – Ty paskudna kłamczucho! Wcale nie jesteś w ciąży, bo miewasz regularnie krwawienia. Poza tym pan profesor w Krakowie powiedział, że już nie możesz mieć więcej dzieci. Jak śmiałaś oszukiwać własnego męża?

Nina ze zdziwieniem spostrzegła, że ściany pokoju zaczynają się kołysać, a posadzka chwieje się niczym pokład na statku. Stała i patrzyła na Jagę szerokorozwartymi oczami,w których malowała się zgroza. Cała krew odpłynęła jej ztwarzy, w głowie miała dziwny zamęt.

– Alek o tym wie?

– Pewnie, że wie. Może nie powinnam mu o tym mówić, ale mnie zaskoczył – bąknęła niepewnie Jaga, zmieszana i zaniepokojona zachowaniem Niny. – Przepraszam… Dziecino, co ci jest?

Nina patrzyła na nią, nie rozumiejąc, dlaczego podłoga się podnosi, a ona uderza w nią czołem…

Wracając wolno do przytomności, stwierdziła, że leży na łóżku, a nad nią pochyla się Setkowicz, badając jej puls. Widok jego chudej, zaciętej twarzy, momentalnie przywrócił jej pełnię władz umysłowych. Chciała go spoliczkować i przekląć, lecz zanim otworzyła usta, młody lekarz puścił jej rękę i się wyprostował.

– To nic groźnego. Chwilowe zasłabnięcie – powiedział do Jagi, drżącej i przerażonej. – Niech jej pani podaje te krople co dwie godziny. – Postawił na stoliku nocnym buteleczkę z lekarstwem i kiwnąwszy niani głową, śpiesznie wyszedł.

Jaga upadła przy łóżku na kolana, płacząc i zawodząc jak na pogrzebie. Była załamana, zrozumiawszy, jak ogromną krzywdę mimowolnie wyrządziła Ninie, bezwiednie stając się przyczyną jej dramatycznego konfliktu z mężem. Teraz już mogła sobie wyobrazić, w jakim stanie ducha pan odjeżdżał z domu. Poczuwając się do winy, nie mogła wybaczyć sobie bezmyślnej gadatliwości.

– Bodajbym nie dożyła tego dnia! – lamentowała, opierając głowę o ramę łoża. – Pierwszy raz w życiu zawiodłam zaufanie mojego dziecka. Nigdy sobie tego nie wybaczę. Ale ja, kochanie, o niczym nie wiedziałam. – Płakała żałośnie.

– Uspokój się, nianiu – odezwała się cicho Nina, wzruszona jej rozpaczą. – Okłamałam go, bo to była ostatnia, jedyna szansa, aby wyrwać go z tego piekła. I Bóg mi świadkiem, tym razem się udało. Alek był taki szczęśliwy, że postanowił odejść z powstania! Rozumiesz? Chciał się mną zaopiekować, żebym w czasie połogu nie była sama. Wprost szalał z radości. Jezu Chryste, przecież on mnie znienawidzi za to kłamstwo! Boże, nie urodzę mu już dziecka, bo jestem kaleką, a nasze małżeństwo z pewnością się rozpadnie! Co mu po takiej bezpłodnej żonie? Ja przecież nie wiedziałam, że już nie mogę mieć dzieci, i tak się modliłam, żeby moje kłamstwo okazało się prawdą.

– O słodki Jezu! – Z poczciwych oczu Jagi płynęły strugi łez. Miała ochotę wyrywać sobie włosy z głowy albo rozbić ją o ścianę. – Dziecko, trzeba mnie było wtajemniczyć, ja bym ci pomogła. Przecież zawsze jestem po twojej stronie. Pan nigdy nie dowiedziałby się prawdy. Jestem podła, bo przyrzekłam naszej Bini, że nigdy nikomu o tym nie powiem. Stara, nędzna baba! Bóg pokarał mnie głupotą, ale za co karze ciebie? Dziecko, tak bardzo cię skrzywdziłam… Napisz do pana i wyjaśnij, że miałaś wyraźneobjawyciąży. Niestety, to była pomyłka. Może ci uwierzy… Córeczko moja ukochana, czy potrafisz mi przebaczyć?

Nina wyciągnęła rękę i pogłaskała nianię po mokrym od łez policzku.

– To moja wina. Cóż, pisałam do niego, ale nie odpowiedział.

– Może list jeszcze nie doszedł?

– Nie łudźmy się. – Nina uśmiechnęła się gorzko. – Znam dobrze charakter mego męża. Jest na mnie śmiertelnie obrażony i tym razem mi nie wybaczy. Jest przekonany, że go okłamałam, wiedząc, iż jestem bezpłodna! Zdajesz sobie sprawę, jakie to ohydne? Pamiętasz, nianiu, ciotkę Marię i wuja Ksawerego? Byli już niemłodzi, dawno po ślubie, ale jak tylko sięgnę pamięcią, zawsze się całowali, szeptali coś sobie do ucha, a wuj ciotce we wszystkim ulegał.

– Tak, byli bardzo dobrym, kochającym się małżeństwem – westchnęła ciężko. – Przeczuwałam, że w tym związku nie znajdziesz szczęścia. Oboje macie trudne charaktery, nieustępliwe i zawzięte.

– Ale przecież ja go kocham, nianiu. – Nina patrzyła na nią przygnębiona. – Uważasz, że ja nikomu nie mogę dać szczęścia? To po co ja właściwie żyję?

– Wcale tak nie myślę, dziecinko. Jesteś dobrą, kochającą żoną. Ale… powinnaś wybrać sobie mężczyznę odpowiedniego wiekiem i poglądami. Boże… – Machnęła ręką i wstała z klęczek. – Czasami aż boję się o ciebie. Spróbuj zasnąć, kotku.

– Wolę wstać i czymś się zająć, żeby nie myśleć.

Chociaż była ogromnie osłabiona, wykąpała się i dokończyła toaletę. Ponownie usiadła przy kominku i wzięła nieczytaną jeszcze powieść. Na kolana wskoczyła jej kotka Bijou, mrucząc i ocierając się o nią. Grot, leżący przy stopach Niny, warknął na nią ostrzegawczo, zazdrosny o względy pani. Wyciągnęła rękę i czule go pogłaskała.

– Przepraszam, piesku, byłam dla ciebie bardzo niedobra – szepnęła ze skruchą.

Do buduaru delikatnie zapukał Walenty, nie wiedząc, czy wolno mu przerwać zadumę młodej pani.

– Przyjechał jaśnie pan dziedzic Siekielski – zaanonsował półgłosem. – Czy jaśnie pani raczy go przyjąć?

– O, jak to dobrze! – ucieszyła się. – Oczywiście, niech Walenty prosi.

Tadeusz był tego dnia w wyjątkowo poważnym nastroju. Przywitał się z nią w milczeniu i usiadł na wskazanym miejscu.

– Tadziu, co się stało? Masz taką posępną minę. Może Zosia lub Stefan niezdrowi?

– Nic im nie dolega – powiedział, wolno dobierając słowa.

Pod wpływem jego wzroku Nina poczerwieniała, sama nie wiedząc dlaczego.

– Złotko, wiesz, jak bardzo jestem ci życzliwy. Znamy się od dzieciństwa. Pamiętasz, uczyłem cię jeździć na Wichrze – powiedział, patrząc na nią uważnie.

– A jakże, pamiętam. Wsadziłeś mnie na tego szatana twarzą do ogona i kazałeś mi kierować nim piętami. Ogier się zbiesił, stanął dęba, ja spadłam i rozbiłam sobie nos!

– Racja, i darłaś się przy tym tak okropnie, że pani Maria wybiegła z domu i goniła mnie po ogrodzie z laską pana Ksawerego, przekonana, że połamałem ci kości. Przez tydzień nie mogłem się pokazywać we dworze, chociaż Jasiek na mnie czekał.

Popatrzyli sobie w oczy i jednocześnie parsknęli śmiechem, wzruszeni i rozbawieni wspomnieniem z lat dziecięcych.

– No pięknie, ale po co ten wstęp, Tadziu?

Walenty bez polecenia wniósł na tacy grzane wino, gorącą herbatę i piernik, bo dzień był bardzo mroźny. Czekała cierpliwie, aż przyjaciel się odezwie. Popijała drobnymi łyczkami gorącą herbatę, gładząc drzemiącą kotkę.

– Wracam z obozu Bosaka – powiedział cicho.

Nina się rozpromieniła i wyciągnęła do niego rękę.

– Masz list od mego męża?

– Nie, nie mam.

Jej wyciągnięta ręka opadła bezsilnie, a ona wpatrywała się w przyjaciela, nie ukrywając zawodu. Usta zaczęły jej drżeć, a twarz się skurczyła powstrzymywanym płaczem. Tadeusz nie potrafił spokojnie patrzeć na jej niemą udrękę.

– Złotko, ja nie widziałem pana pułkownika, bo w tym czasie był na rekonesansie. Ale rozmawiałem z Tomkiem, a potem byłem u was w lazarecie i widziałem się z Setkowiczem. Powiedział mi o wszystkim. Jest bardzo zmartwiony, że zachował się niegrzecznie, ale był w podłym nastroju, bo zmarł mu pacjent. W leśnym obozie wyjaśnił to panu pułkownikowi i przeprosił go. Pan Aleksander nie ma do niego żalu, bo wiem, że wystarał się mu u Bosaka o wyższą pensję.

Nina wyprostowała się i zacięła usta.

– To bardzo szlachetne z jego strony – syknęła. – Pan Setkowicz nie powinien mieć wyrzutów sumienia. Nie rozumiem jednak, co jego i ciebie obchodzą nasze prywatne sprawy?

– Ja chciałem ci tylko wyjaśnić… – zaczął, ale ona przerwała mu z gniewnym błyskiem w oczach.

– Tadziu, mnie nie potrzeba nic wyjaśniać. I na tym stwierdzeniu zakończmy rozmowę na ten temat.

– Ninko, a może napisałabyś list do męża? Z pewnością by się ucieszył – nalegał, lecz napotkawszy jej chłodny wzrok, spuścił oczy.

– Skąd ty możesz wiedzieć, czy by się ucieszył? – Wzruszyła ramionami.

Wziął ją za rękę i mocno uścisnął.

– Pamiętam, że gdy wracał z domu do obozu, to cały promieniał. Akiedy mówił o tobie, to zawsze z najgłębszą miłością i czcią. Pewnego razu zaskoczyłem go,jak palcempisał na śniegu twoje imię. On cię bardzo kocha.

– Ja także go kocham – powiedziała to takim dziwnym tonem, że Tadeusz przyjrzał się jej podejrzliwie.

Ale ona była zbyt dumna, żeby wyznać mu, że pisała do męża i nie doczekała się odpowiedzi. Współczucie przyjaciela byłoby dla niej palącym upokorzeniem. Lecz Tadeusz o tym nie wiedział i w najlepszej wierze nalegał.

– Daj się namówić, złotko. Jutro przyślę ci kuriera, a ten odda list pułkownikowi do rąk własnych.

Rozpacz Niny przerodziła się w nagłą agresję. Zerwała się blada, z płonącymi oczami, przez nieuwagę zrzucając z kolan śpiącą kotkę. Bijou z dzikim miauknięciem spadła na dywan i ukryła się pod sofą.

– Tadek, przestań kłapać dziobem! – wrzasnęła Nina z wściekłością. – Radzę ci, nie wtrącaj się do moich osobistych spraw, jasne?

Tadeusz osłupiał, nie rozumiejąc, co ją tak mogło rozjuszyć.

– Przepraszam… Naprawdę nie zamierzałem być wścibski, ale sądziłem, że jesteśmy przyjaciółmi – wyszeptał zmieszany i urażony.

Nina obrzuciła go złym wzrokiem i natychmiast ochłonęła. Było jej okropnie przykro, że skrzywdziła najlepszego przyjaciela. Podeszła do niego, objęła za szyję i ucałowała, bardzo bliska łez.

– Och, przebacz mi, Tadziu, że się na ciebie wydzierałam. Wiem, że miałeś najlepsze intencje. Naturalnie, że jesteśmy przyjaciółmi, i zawsze nimi będziemy, ale wiesz z własnego doświadczenia, że w małżeństwie nic nie bywa jednoznaczne. Mój list niczego by nie zmienił. Nie gniewasz się na mnie? – Zajrzała mu słodko w oczy, ściskając jego rękę.

– Naturalnie, że nie – zapewnił ją z uśmiechem.

– Jesteś aniołem! Mam do ciebie zaufanie i wyznam ci, że od pewnego czasu czegoś się strasznie boję. Wydaje mi się, że zbliża się do mnie coś potwornego, a ja nie wiem, jak mam się przed tym bronić. Czasem mamwrażenie, że stąpam po wąskiej kładce nad przepaścią i czuję, jak kładka usuwa mi się spod nóg… – Nagle wybuchnęła śmiechem z nutką histerii w głosie. – Przepraszam, to tylko nerwy.

Tadeusz podniósł jej dłonie do ust.

– Widocznie jesteś przemęczona i wtedy wszystko wydaje się człowiekowi ponure i niesamowite – próbował ją pocieszyć, stwierdzając w duchu, że ostatnio bardzo zmizerniała, a jej oczy są zawsze smutne.

Napił się wina, z apetytem zjadł ciasto i żeby odwrócić jej myśli od męża, opowiedział jej historię Bronisława Szwarcego, zasłyszaną w obozie Bosaka. Wiedział, że Nina znała go osobiście i interesowała się jego losem. Car skazał pana Bronisława na karę śmierci. Kuzynki jego, panny Heurich, w najgłębszej tajemnicy wysłały depeszę do cesarzowej Eugenii, błagając ją o interwencję. Szwarce urodził się we Francji i na zawsze pozostał wierny pierwszej ojczyźnie. Cesarzowa Eugenia była sentymentalna ipragnęła, aby ją wielbiono za dobroć. Poruszona tragicznym losem młodego skazańca, zwróciła się wprost do cara Aleksandra II, prosząc go o łaskę. Car okazał się dżentelmenem, łaskawie zamieniając karę śmierci na dożywotnią katorgę! Prasa rosyjska i europejskazachłystywały sięz zachwytu, opisując miłosierdzie Eugenii i łaskawość cara. Zainteresowanego o zdanie nie spytano.

– Szkoda pana Bronka – westchnęła Nina z żalem. – Był taki sympatyczny. Dałby Bóg, żeby przeżył tę katorgę na złość carowi i powrócił do wolnej Polski lub był świadkiem jej zmartwychwstania.

Nie mogła wiedzieć, że po wielu latach Pan Bóg częściowo wysłucha jej prośby01…

– Amen – rzekł Tadeusz z powagą. Ale jego pogodnej naturze obca była melancholia, więc za moment zerknął na nią spod oka i spytał: – Powiedz mi, złotko, skąd ci przyszło do głowy to kłapanie dziobem? Dobrze wychowane damy tak się nie wyrażają.

Nina się zaśmiała.

– Raz jeszcze przepraszam, Tadziu – powiedziała, nieco zawstydzona swoim niewybrednym słownictwem. – To, co słyszałeś, było najlepszym przykładem mojej moralnej degrengolady. Nie jestem głucha i słyszę w lazarecie, jak się wyrażają chłopcy. Po prostu chamieję, i tyle.

– Nic podobnego. Zawsze będziesz wielką damą i najśliczniejszą panią hrabiną pod słońcem – oświadczył, całując ją w policzek.

Nina zamierzała zatrzymać go na obiedzie, ale śpieszył się do domu. Pożegnali się serdecznie i rozstali w najlepszej zgodzie. Odprowadziła go aż do sieni i z roztargnieniem spojrzała w wielkie lustro. Była blada, lecz w jej podkrążonych oczach znowu błyszczała pewność siebie. Ponownie podniosła się z otchłani rozpaczy i podejmowała walkę o przetrwanie. Była już do niej gotowa.

Wieczorem, kładąc się spać, wzięła do czytania powieść Jane AustinRozważna i romantyczna. Chłodne i beznamiętne perypetie miłosne flegmatycznychBrytyjczyków–z uroczystą celebracją picia herbaty – wydały się jej tak mdłe i bezbarwne, że ziewnęła szeroko, zdmuchnęła świeczkę i leżała, wpatrując się w mrok sypialni. Czuła się bardzo samotna i nieszczęśliwa.

***

01Bronisław Szwarce (1833–1904) więziony był przez siedem lat wtwierdzy w Szlisselburgu, potem zesłany na Syberię. Tam zetknął się z Józefem Piłsudskim, późniejszym wskrzesicielem niepodległej Polski. Po 30 latach zesłania Szwarce powrócił do kraju i osiadł we Lwowie, gdzie zmarł i został pochowany.