47,25 zł
Dlaczego niektóre feministki decydują się walczyć o większą liczbę kobiet na stanowiskach CEO, podczas gdy inne walczą o świat bez CEO?
Aby zrozumieć te rozbieżne podejścia, Susan Ferguson w swojej książce „Kobiety i praca” przygląda się ideom, które zainspirowały kobiety do protestów, badając sposoby, w jakie feministki umieściły pracę w centrum swojej walki o emancypację. Ferguson przedstawia dwie odrębne trajektorie: „feminizm równości” i „feminizm reprodukcji społecznej”.
Autorka w książce „Kobiety i praca” argumentuje, że socjaliści zbyt często przyjmowali „liberalne” tendencje feminizmu równościowego, zaniedbując jednocześnie spostrzeżenia feminizmu reprodukcji społecznej. Angażując się w feministyczną krytykę pracy, Ferguson przekonuje, że emancypacja kobiet zależy od radykalnego przeobrażenia całej pracy i opowiada się za odnowionymi ramami reprodukcji społecznej jako podstawą inkluzywnej polityki feministycznej.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 328
Rok wydania: 2025
Bezpośrednią inspirację do powstania niniejszej książki stanowiła propozycja napisania jednego z rozdziałów do zbiorowego opracowania The Bloomsbury Handbook of 21st-Century Feminist Theory. Z tego względu pierwsze podziękowania kieruję do redaktorki owej książki, Robin Truth Goodman, która zachęciła mnie do opowiedzenia nienapisanej dotąd historii feministycznego myślenia o pracy. By jednak w pełni oddać sprawiedliwość tej historii, potrzeba więcej niż 6500 słów. Podziękować pragnęłabym również Davidowi Shulmanowi z Pluto Press za to, że dostrzegł mój entuzjazm dla tego projektu i za wyrozumiałość wobec odłożenia (tymczasowo) na bok planów napisania pracy o dzieciństwie i kapitalizmie, dla tego samego wydawnictwa. Wdzięczna pozostaję między innymi za wskazówki, jakich udzielał mi przy składaniu propozycji wydawniczej, a także za całą współpracę przy wydawaniu książek z serii Social Reproduction Theory. Ogromną przyjemność przyniosła mi także współpraca z Nedą Tehrani z Pluto Press, której uwagi, niezwykle przydatne i cenne, niejednokrotnie dodawały mi otuchy. Nad niektórymi z pomysłów zawartych w książce pracowałam przy okazji konferencji z cyklu Historical Materialism, a szczególne wyrazy wdzięczności należą się jej współorganizatorkom z londyńskiej sekcji feminizmu marksistowskiego działającej w ramach HM, które każdego roku dbają o zapewnienie przestrzeni na tę i inne żywe debaty toczące się w obrębie feminizmu socjalistycznego. Pragnę również podziękować Wydziałowi Nauk Humanistycznych Uniwersytetu Wilfrida Lauriera za wsparcie udzielane mi przez te lata w prowadzonych przeze mnie badaniach, a zwłaszcza w ostatnim roku, w trakcie mojego urlopu naukowego.
Natchnieniem i wsparciem było dla mnie również szerokie grono przyjaciół i przyjaciółek, kolegów i koleżanek, towarzyszy i towarzyszek, a także rodzina. Chcąc wymienić przy tej okazji chociaż parę z tych osób: Alanowi Searsowi dziękuję za nasze skrzące się dowcipem i pełne rozmachu pogawędki, które ucinaliśmy sobie na Page One i które pomogły mi sprowadzić moje myślenie na właściwe tory; pragnę również podziękować Alanowi, a także Jamesowi Cairnsowi za ich jak zwykle głęboko przemyślane, dociekliwe uwagi na temat początkowej wersji tekstu; Karley Doucette za nasze dyskusje o feminizmie socjalistycznym i Opowieści podręcznej oraz wystąpieniach, którym przysłuchiwałyśmy się na Letnich Szkołach Instytutu Marksistowskiego w Albany; Mary-Jo Nadeau za użyczenie pracy magisterskiej i za niesłabnące zaangażowanie polityczne oraz mądrość; Samowi Fergusonowi, jednemu z moich niesamowitych synów, za wnikliwe komentarze do szkicowej wersji tekstu, jak również za cierpliwe wspomaganie mnie w moich zmaganiach z komputerem i Internetem oraz ratunek przy kolejnych awariach, a moim pozostałym wspaniałym synom, Liamowi i Adamowi McNally, oraz moim siostrom, Anne i Karen, za ich miłość i wsparcie; na szczególne wyróżnienie zasługuje Anne, która gotowała mi pyszne obiady w krytycznych momentach, gdy zbliżał się termin oddania mojej książki, a w domu nie było nikogo, kto mógłby mnie nakarmić; ogromne podziękowania winna jestem również Tithi Bhattacharyi – która w ciągu ostatniej dekady włożyła tak ogromny wysiłek w to, by rozwinąć i rozpropagować idee oraz polityczne wartości feminizmu reprodukcji społecznej – za cenne uwagi i entuzjazm dla tej książki, jak również za naszą nieustającą współpracę tak przy tej serii wydawniczej, jak i przy okazji innych projektów.
Na koniec brakuje mi słów, by w pełni wyrazić wdzięczność Davidowi McNally’emu. Powiem tylko jedno: bez niego ta książka w ogóle by nie powstała. Przez cały okres pracy nad nią, mimo ogromnych zmian zachodzących w naszym dotychczasowym życiu, kiedy porzuciliśmy nasz dom w Toronto, by przenieść się do Houston, nie zawiódł ani przez chwilę, poświęcał mi swój czas i uwagę, okazywał nieustannie mądrość, miłość i wsparcie. Dziękuję Ci, kochanie.
Odebranie w lipcu 2016 roku przez Hillary Clinton nominacji na stanowisko prezydenta z ramienia Demokratów witano powszechnie jako triumf feminizmu. W latach 70. i 80. Clinton wspinała się po kolejnych szczeblach patriarchalnej drabiny, przebijając po drodze jeden szklany sufit po drugim, by wreszcie jako zamożna prawniczka zostać senatorką stanu Nowy Jork, a później doczekać się posady Sekretarza Stanu USA w administracji Obamy. Zdawała się stanowić ucieleśnienie ideału kobiety pracującej, której udało się zrobić karierę w męskim świecie. Jak powiedziała była senatorka z Teksasu, Wendy Davis, podczas jednego z zebrań w zamkniętym gronie przywódczyń Partii Demokratycznej: „Nigdy, przenigdy dotąd nie miałyśmy nikogo, kto wszedłby w nasze buty, nikogo, kto rozumiałby, co znaczy być kobietą w Ameryce i nigdy, przenigdy nie miałyśmy takiej orędowniczki, jaką odtąd będzie dla nas Hillary Clinton”1.
Niestety, podczas kolejnej rozmowy kwalifikacyjnej nie poszło już Clinton równie dobrze jak wcześniej. Casting na prezydenta Stanów Zjednoczonych przegrała z mężczyzną. I to nie byle jakim, bo z zatwardziałym seksistą Donaldem Trumpem. Wyglądało na to, że Amerykanie przystaną niemal na wszystko, byle zatrzasnąć drzwi Białego Domu przed kobietą i trzymać ją jak najdalej od niego. Jeśli feminizm pchał Clinton do przodu na drodze jej kariery, teraz, jak ubolewały jej zwolenniczki i zwolennicy, antyfeminizm ostatecznie zatrzymał ją w miejscu.
Jednak już parę miesięcy później w żagle feminizmu wiatr zawiał pełną siłą, choć w innym tym razem kierunku. W styczniu 2017 roku setki tysięcy osób przemaszerowały ulicami miast na całym świecie, wymachując transparentami, na których pełne gniewu, szydercze i dowcipne hasła nawiązywały do skandalicznego, grubiańskiego zachowania Trumpa, grożąc, że nie dopuszczą tak łatwo do zaprzepaszczenia z takim trudem wywalczonych przez feminizm zdobyczy. Niedługo później, 8 marca, w Międzynarodowy Dzień Kobiet, tłumy ponownie wyległy na ulice, odpowiadając na wezwanie do stawienia czoła nie tylko „Trumpowi i jego mizoginicznej polityce, ale także [...] warunkom, które go stworzyły, czyli utrzymującym się od dziesięcioleci nierównościom ekonomicznym, przemocy rasowej i seksualnej oraz toczonym za granicą imperialnym wojnom”2.
Feministyczna polityka obrała w ten sposób całkiem inny, choć nie całkiem nowy kierunek. Feministki socjalistyczne, które organizowały międzynarodowe Strajki Kobiet tak, aby skoordynować je z demonstracjami z okazji dnia kobiet, uczyniły to samo, co feministki w Ameryce Łacińskiej, we Włoszech czy w Polsce w ostatnich latach. I to samo w istocie, co feministki robiły w trakcie kolejnych bojów i walk toczonych przez nie na przestrzeni dziejów: wezwały kobiety do wszczęcia strajku – porzucenia pracy, zarówno opłacanej, jak i nieopłacanej3, a także do przyłączenia się do antyrasistowskich, queerowych, transpłciowych, rdzennych i wszelkiego rodzaju innych aktywistek i aktywistów, domagając się spełnienia wspólnych postulatów środowiskowych, społecznych, ekonomicznych i reprodukcyjnych. W Stanach Zjednoczonych organizatorki nazwały ten ruch „feminizmem na rzecz 99%”4. W Argentynie ruch ten zyskał miano „feminizmu ludowego”, opisywanego jako walka wyrastająca z „umiejscowionego, klasowo ugruntowanego feminizmu, rosnącego w siłę w powiązaniu z emancypacyjnymi projektami politycznymi”5. Opór ten jednak, i to nie bez powodu, jest czymś zupełnie innym niż ubieganie się o miejsce w sali posiedzeń zarządu czy w Gabinecie Owalnym: celem działaczek feministycznych nie jest bowiem przedarcie się do świata mężczyzn, ale jego całkowita zmiana na drodze zbiorowej odmowy pracy podtrzymującej jego istnienie.
Ta książka opowiada o różnych sposobach, na jakie feministki pojmowały i pojmują pracę – w szczególności pracę kobiet – w powiązaniu z zagadnieniem wolności i ucisku. Praca staje się sprawą kobiet, o czym przekonuję w rozdziale 1, właśnie dlatego, że do rangi takiego problemu podnoszą ją narodziny kapitalizmu. Innymi słowy, rozwój kapitalizmu dokonuje się drogą przechwytywania i wydobywania uogólnionej ludzkiej zdolności do pracy. Przy czym nie dokonuje się to po prostu – a nawet nie przede wszystkim – za sprawą wykorzystywania potencjału produkcyjnego robotników najemnych. W równym stopniu dokonuje się to na drodze przebudowy wszelkich ludzkich czynności życiotwórczych, stopniowo dewaluowanych, przy czym większość z nich to zadania przydzielane kobietom. Z tego właśnie powodu książka ta objąć musi cztery stulecia istnienia kapitalizmu. I uwzględnić stanowiska feministyczne związane z licznymi tradycjami politycznymi – od radykalnej demokracji z 1790 roku przez dziewiętnastowieczny socjalistyczny komunitaryzm utopijny oraz feministyczny ruch klubowy afroamerykańskich kobiet, aż po międzynarodową kampanię pod hasłem „Płaca za pracę domową” (Wages for Housework) oraz bieżący program „feminizmu na rzecz 99%”. Śledzi przy tej okazji rozwijane w toku dziejów feministyczne teorie pracy, ujmując je wzdłuż trzech obranych przez nie głównych dróg i stara się dowiedzieć, dlaczego feministki miały odmienne zdania w kwestii pracy kobiet. Owe trzy główne drogi to: feminizm równości, krytyczny feminizm równości i feminizm reprodukcji społecznej.
Wywód przedstawiony w kolejnych rozdziałach ma jednak służyć w mniejszym stopniu mapowaniu szlaków łączących przeszłość z teraźniejszością, w większym zaś – wskazaniu drogi naprzód tym spośród nas, które zainteresowane są budowaniem szeroko zakrojonego, pluralistycznego ruchu socjalistycznego. Sądzę, że perspektywa, która w toku dziejów zdominowała feminizm socjalistyczny, mianowicie krytyczny feminizm równości, zawęziła zasięg i osłabiła potencjał feminizmu socjalistycznego, odbierając mu możliwość wypracowania takiej włączającej polityki klasy robotniczej, jaka niezbędna jest do wykroczenia poza horyzont siejącego spustoszenie kapitalizmu. Moim celem będzie również wyjaśnienie, w jaki sposób i z jakich powodów to feminizm reprodukcji społecznej, rozwijając swoją teorię pracy, poszerza nasze rozumienie klasy i walki klasowej. Obszerniejsze omówienie feminizmu reprodukcji społecznej znajduje się w trzech ostatnich rozdziałach niniejszej książki. Rozważam tam rozmaite sformułowania tego teoretycznego podejścia w celu wyjaśnienia, jak zmiany zachodzące ostatnio na tej drodze feminizmu ukazują nam, czego wymagać będzie zbudowanie takiego społeczeństwa, w którym praca będzie wyrazem wolności, nie zaś narzędziem ucisku.
Feminizm równości sięga korzeniami schyłku XVIII wieku i pism Mary Wollstonecraft, a także innych radykalnie demokratycznych feministek, których wkład omawiam w rozdziale 2. Krzepnąc w coraz trwalszych ramach, feminizm równości proponował zasadniczą krytykę płciowego podziału pracy: odesłanie kobiet do (mozolnej, skazującej na samotność i nisko cenionej) pracy wzmaga ich podległość wobec arbitralnych rządów mężów i ojców, a jednocześnie umacnia zależność od mężczyzn. Wolność odnaleźć zatem można w niezależności kobiet od mężczyzn, osiąganej zazwyczaj dzięki dopuszczeniu do wykonywania opłacanej pracy (i dzięki możliwości zdobycia wykształcenia koniecznego, by mieć szansę na godziwe zatrudnienie). Takie podejście, jak uważam, wpisuje się bezpośrednio w racjonalistyczno-humanistyczną tradycję krytyki, tę samą tradycję filozofii moralnej, z której czerpały przednowoczesne feministki europejskie.
Feminizm reprodukcji społecznej również wyrasta z zakwestionowania płciowego podziału pracy. W rozdziale 3 pokazuję, jak pierwsi dziewiętnastowieczni socjaliści utopijni, tacy jak Anna Wheeler i William Thompson, wykraczają poza uświęcone moralne tradycje filozoficzne, rozwijając zalążki polityczno-ekonomicznej analizy domowej pracy kobiet. Zdaniem Wheeler i Thompsona, kobiety zaznają ucisku nie tylko dlatego, że odbiera się im możliwość pracy najemnej i zmusza do odgrywania roli wyłącznie gospodyń domowych. Ucisk, jakiemu podlegają, jest raczej kwestią tego, w jaki sposób i z jakich powodów ten rodzaj pracy w ogóle zostaje zdewaluowany, co utopijni socjaliści i socjalistki diagnozują, ujmując na płaszczyźnie teoretycznej to, co praca ta wnosi w ogólny dobrobyt społeczny. Ich ustalenia kładą z kolei podwaliny pod nową perspektywę: feminizm reprodukcji społecznej kieruje naszą uwagę na współzależność pracy nieopłacanej i opłacanej jako z założenia odrębnych i różnych, ale równie istotnych elementów składowych jednego ogólnego (kapitalistycznego) systemu. W tym ujęciu za główny problem feminizmu uznaje się zarazem samo rozróżnienie tych dwóch form pracy, jak i stały związek między nimi, nie zaś istotę („naturę”) upłciowionej w ten sposób pracy. Wynika stąd, że emancypacja kobiet zależeć będzie od dogłębnej przebudowy całego świata pracy, który należy wyobrazić sobie na nowo. Wynika stąd również, że nie zdołamy obalić kapitalizmu, póki zniesienia ucisku kobiet nie zaczniemy traktować jako bezwzględnego wymogu walki klasowej.
W rozdziale 3 przedstawiona również zostanie droga krytycznego feminizmu równości na przykładzie pism francuskiej socjalistki Flory Tristan z połowy XIX wieku. Ujęcie to stawia kapitalizmowi taki sam zarzut, jaki stawia feminizm reprodukcji społecznej – oddzielenie pracy produkcyjnej od reprodukcyjnej – nie pogłębia jednak polityczno-ekonomicznej analizy nieopłacanej pracy kobiet. W to miejsce postuluje jedynie analizowanie, w sposób nieco jednostronny, płciowego podziału pracy na gruncie racjonalistyczno-humanistycznych założeń feminizmu równości, który źródła ucisku kobiet upatruje w ich zależności od mężczyzn, przekonując zarazem, że niezależność przynieść może kobietom wyłącznie praca najemna. Krytyczny feminizm równości odbiega jednak od feminizmu równości jako takiego tam, gdzie zakłada, że praca najemna kobiet stanowi jedynie pierwszy krok w szerszym projekcie wolnościowym: ponieważ kobiety w społeczeństwach kapitalistycznych nie mają udziału w pracy społecznie produkcyjnej, nie odzyskają wolności bez uprzedniego obalenia samego kapitalizmu. Partycypacja [w projekcie socjalistycznym – przyp. red.] kobiecej siły roboczej ma zatem dodatkowe uzasadnienie: walcząc o uwolnienie się spod męskiego panowania, robotnice umacniają walkę klasową z kapitalizmem.
Krytyczny feminizm równości sprzęga zatem dwie formy analizy: racjonalistyczno-humanistyczną krytykę nieopłacanej pracy kobiet z polityczno-ekonomiczną krytyką pracy najemnej. Zarówno August Bebel, jak i Fryderyk Engels rozwijają i uprawomocniają takie właśnie podejście hybrydowe, które stało się na kolejne dziesięciolecia, w mniejszym lub większym stopniu, oficjalną odpowiedzią ruchu socjalistycznego na „kwestię kobiecą”. Tego rodzaju podejście, jak twierdzę w rozdziale 4, wyjaśnia, dlaczego feminizm socjalistyczny ciąży na ogół ku teoretycznemu dualizmowi (skłonności do ujmowania władzy patriarchalnej i władzy kapitalistycznej jako dwóch odrębnych zbiorów stosunków społecznych). Na gruncie takiego teoretycznego dualizmu, na co od dawna zwracają uwagę krytyczki i krytycy, wyrasta równie dualistyczne i wadliwe stanowisko polityczne, w ramach którego swoiście feministyczna walka staje się czymś odrębnym od walki klasowej i wobec niej jedynie dodatkowym i uzupełniającym: kobiety walczą (z mężczyznami lub państwem) o uniezależnienie od mężczyzn; robotnice walczą z szefami o kontrolę nad swoją siłą roboczą. Dualizm ten może również sprzyjać przyjmowaniu klasowo redukcjonistycznej perspektywy politycznej: ponieważ wstępnym warunkiem emancypacji kobiet jest obalenie kapitalizmu, walkę feministyczną zawsze można odłożyć na później, w imię budowania jedności klasy robotniczej.
W rozdziale 4 przyglądam się również postaciom dwóch feministek socjalistycznych, rewolucjonistkom Klarze Zetkin i Aleksandrze Kołłontaj, które głośno sprzeciwiały się tak rozumianej dualistycznej i klasowo redukcjonistycznej wizji polityki6. Obie wniosły znaczący wkład w pogłębienie naszego rozumienia feministycznej walki o socjalizm. Jednak w tej mierze, w jakiej przyjmowały ujęcie pracy kobiet typowe dla krytycznego feminizmu równości, nie udało im się wypracować skutecznego sposobu wywikłania się z pojęciowej gmatwaniny, za którą odpowiedzialne jest podejście hybrydowe. W ujęciu tym trafnie – z historycznego punktu widzenia – wskazuje się wspólne źródła kapitalistycznej pracy najemnej i nieopłacanej pracy domowej, nie chwyta ono jednak – na płaszczyźnie teoretycznej – żadnej systemowej czy koniecznej relacji między nimi. Nie ma w nim bowiem określonej teorii ich współzależności. Z tego powodu krytycznemu feminizmowi równości brakuje podstaw, w oparciu o które można by obronić tezę, że walki feministyczne i robotnicze są tylko dwoma różnymi aspektami jednej i tej samej walki klasowej.
Część I zamyka omówienie rozmaitych odmian feminizmu antyrasistowskiego, które nie tylko przejęły część założeń trzech nakreślonych przeze mnie dróg feminizmu, ale też poza nie wykroczyły. Już w latach 20. xix wieku osoby piszące o doświadczeniach czarnych kobiet zwracały uwagę na bardziej złożone realia nie tylko życia, ale także pracy kobiet, w szczególności pracy domowej. Przyglądam się tutaj bliżej koncepcjom Claudii Jones, afroamerykańskiej feministki i członkini Komunistycznej Partii Stanów Zjednoczonych (Communist Party of United States, CPUSA) z lat 40. i 50. XX wieku. Jej spostrzeżenia na temat łącznej natury ucisku rasowego, płciowego i klasowego w sferze pracy najemnej i nienajemnej idą w podobnym kierunku, co feminizm reprodukcji społecznej. Niestety, białe feministki socjalistyczne, które feminizm reprodukcji społecznej rozwijały, nie poświęciły argumentom podnoszonym przez czarne feministki antyrasistowskie dostatecznie wiele uwagi.
Feminizm reprodukcji społecznej, do czego – mam nadzieję – przekona czytelniczki i czytelników niniejsza książka, zarysowuje sposoby na wyplątanie się z teoretycznej gmatwaniny, w jakiej utkwiła tradycja feminizmu socjalistycznego. Może mu się to udać jednak dopiero, gdy wybrnie z odmętów, w których sam niekiedy się pogrąża. Główną jego nowością jest teoretyczne ujęcie walki feministycznej jako walki z kapitalizmem, jako walki klasowej. Podczas gdy krytyczny feminizm równości uznaje, że ucisk kobiet skończyć się może dopiero w następstwie obalenia kapitalizmu, feminizm reprodukcji społecznej usiłuje się uporać z logiką kryjącą się za tym twierdzeniem.
W rozdziale 6 przyglądać będziemy się kilku znaczącym postaciom, które podążając tą drogą, przyczyniły się do rozwinięcia feminizmu reprodukcji społecznej, mianowicie Mary Inman, Margaret Benston, Sheili Rowbotham oraz pomysłodawczyniom międzynarodowej kampanii „Płaca za pracę domową” (Wages for Housework), teoretyczkom Silvii Federici, Marii Dalla Coscie i Selmie James. Wybór mój padł na te autorki właśnie dlatego, że ich koncepcje doskonale obrazują dwuaspektowy charakter proponowanego przez nie ujęcia: z jednej strony interpretowanie pracy reprodukcji społecznej jako pracy z kapitalistycznego punktu widzenia produkcyjnej (to znaczy wytwarzającej wartość), z drugiej zaś – jako z kapitalistycznego punktu widzenia nieprodukcyjnej (wytwarzającej jedynie wartość użytkową). Choć dyskusja ta może się nam wydawać nieco już przebrzmiała (osoby zaznajomione z historią feminizmu socjalistycznego bez wątpienia żachną się na myśl o powrocie do debaty na temat pracy domowej [Domestic Labour Debate]), w moim przekonaniu pozostaje ona niezmiernie istotna i aktualna: sposób pojmowania przez feministki nieopłacanej pracy domowej determinował przyjmowaną przez nie strategię polityczną zarówno w latach 70. XX wieku, jak i obecnie.
Równocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że rozwikłanie gordyjskiego węzła Marksowskiej teorii wartości jest zadaniem zarazem wymagającym pewnego stopnia wtajemniczenia, jak i dość abstrakcyjnym, dlatego odroczyłam owo przedsięwzięcie do pierwszej połowy rozdziału 8. Te i tych, którzy nie mają ochoty zagłębiać się w tego rodzaju zagadnienie, zachęcam do przeskoczenia od razu do drugiej połowy rozdziału. W rozdziale 6 przyglądam się mocnym i słabym stronom feminizmu reprodukcji społecznej od lat 40. po lata 70. XX wieku, zestawiając go zarówno z liberalnym feminizmem równości w wydaniu Betty Friedan, jak i radykalnym feminizmem, między innymi nowojorskiej grupy Redstockings. Twierdzę, że mimo wnikliwości spostrzeżeń feminizm reprodukcji społecznej w tej epoce przykładał nadmierną wagę do nieopłacanej pracy domowej, co pozostawiło go podatnym na tego samego rodzaju błędy, jakie dostrzegamy w obrębie krytycznego feminizmu równości – teoretyczny dualizm i klasowy redukcjonizm.
W rezultacie, podobnie jak na pozostałych drogach, którymi feminizm podąża, feminizm reprodukcji społecznej staje przed wyzwaniem teoretycznego uchwycenia pracy w sposób pozwalający wyjaśnić formy ucisku odmienne od tego, który wynika z płci. W rozdziale 7 powracam do feminizmu antyrasistowskiego przy okazji omawiania działalności Kolektywu znad rzeki Combahee (Combahee River Collective) oraz prac Angeli Davis. Przekonuję w nim, że najbardziej obiecującą odpowiedź na wezwanie czarnych feministek do podejmowania analiz i opracowywania strategii politycznych, zdolnych uchwycić nierozerwalny związek ucisku klasowego i społecznego, znaleźć można w odradzającym się dzisiaj feminizmie reprodukcji społecznej. Lise Vogel i inne teoretyczki tego nurtu usuwają z centrum analiz nieodpłatną pracę domową, kładą natomiast nacisk na konieczny, choć mający charakter sprzeczności stosunek między pracą społecznie reprodukcyjną a pracą produkcyjną. Odzyskując możliwość krytycznego powiązania ze sobą argumentów, które czarne feministki od dawna formułowały na temat społecznej pracy reprodukcyjnej kobiet, Vogel umożliwiła feminizmowi reprodukcji społecznej wydobycie się z jego dotychczasowej teoretycznej gmatwaniny.
To prowadzi mnie do rozdziału 8, w którym zajmuję się problematyką teorii wartości w postaci, w jakiej dyskusje wokół niej toczyły ze sobą dwie szkoły myślenia w ramach feminizmu reprodukcji społecznej. Celem owej dyskusji było wyjaśnienie, z jakich powodów szkoły te – jedna związana z autonomistycznym marksistowskim pojmowaniem wytwarzania wartości, druga trzymająca się ściśle Marksowskiego wyjaśnienia wartości zaproponowanego w Kapitale – opowiadają się za odmiennymi strategiami politycznymi. Gdy pierwsza z nich kładzie nacisk na potrzebę wyjścia poza kapitalizm i rozwijania rewolucyjnych dóbr wspólnych, dzięki którym ludzie uczyć się będą nowych sposobów reprodukowania siebie i swoich światów, druga stawia na budowanie masowych ruchów zdolnych do zniszczenia systemu od wewnątrz. Nie są to oczywiście strategie wzajemnie się wykluczające ani też nie powinny takie być. Niemniej, co staram się pokazać, druga z nich, choć absolutnie niezbędna, nie stanowi koniecznego czy logicznego wniosku wynikającego z założeń autonomistycznego feminizmu marksistowskiego.
Rzecz jasna każda książka, która dokonuje przeglądu koncepcji rodzących się i krzepnących przez wiele wieków myśli feministycznej, ma swoje ograniczenia. Do najważniejszych spośród nich należy to, że wiele trzeba było pominąć. W doborze tekstów kierowałam się własnym wyczuciem, wyróżniając te spośród nich, które moim zdaniem wniosły realne teoretyczne innowacje lub które najlepiej egzemplifikowały istniejące już teoretyczne trendy. Ponieważ w moich wyborach ograniczyłam się do tego, co historyczki uznają za „feministyczny kanon”, jest to opowieść o feminizmie euroamerykańskim (głównie brytyjsko-amerykańskim). Zadanie opowiedzenia historii rdzennych, induskich, południowoamerykańskich, afrykańskich, australijskich, bliskowschodnich czy azjatyckich feministycznych teorii pracy lepiej wypadłoby w wykonaniu innych badaczek, dobrze zaznajomionych z tymi tradycjami. Niemniej mam nadzieję, że niniejsza książka, jako opowieść o tym, jak praca kobiet ujmowana była pojęciowo w społeczeństwach kapitalistycznych, dostarczy przydatnego teoretycznego oprzyrządowania, które można będzie zastosować, zaadaptować czy w razie potrzeby zrewidować także w odniesieniu do innych podobnych opowieści.
Ponadto skupiam się tutaj przede wszystkim na „rasie” i rasizmie z pominięciem innych form ucisku społecznego, o których wspominam jedynie przy okazji. Wynika to głównie stąd, że pisma czarnych feministek zajmują poczesne miejsce w literaturze przedmiotu – być może dlatego, że polityka rasowa przyciąga tak wiele uwagi w Stanach Zjednoczonych, gdzie żyło wiele aktywistek i teoretyczek, od których czerpię inspirację. Wynika to także stąd, że oddanie sprawiedliwości jakiemukolwiek pojedynczemu korpusowi dzieł jest już dostatecznie trudnym zadaniem, a zatem w tej stosunkowo krótkiej książeczce nie mam szans na omówienie wszystkich wątków dyskusji toczących się obecnie, w szczególności wokół kolonializmu osadniczego oraz problematyki seksualności.
Aby wyjaśnić czytelniczkom i czytelnikom, skąd biorą się omawiane przeze mnie idee, przedstawiam przy okazji ich szersze tło historyczne i tekstowe. Pierwszy z rozdziałów ma charakter w największym stopniu „historyczny”, ponieważ staram się nakreślić w nim kontekst pytania o to, dlaczego praca ma w ogóle takie znaczenie dla feministek. W tym celu usiłuję prześledzić, w jaki sposób narodziny kapitalizmu zmieniły znaczenie pracy w ludzkim życiu. W kolejnych rozdziałach zamieszczam krótsze, zazwyczaj wprowadzające ustępy ukazujące społeczno-polityczne tendencje w rozwoju kapitalizmu, które miały istotne znaczenie dla osób piszących w danym momencie o pracy kobiet. Mam nadzieję, że dla czytelniczek i czytelników pragnących szerszego omówienia postaci feministek oraz zagadnień poruszanych przeze mnie ledwie pobieżnie, pomocne okażą się dołączone do tekstu przypisy.
Kobiety ipraca. Feminizm, zatrudnienie ireprodukcja społeczna to książka o charakterze teoretycznym. Jednak dotyczy ona teorii niezbędnej nam, jeśli mamy zbudować świat, w którym przedkładać się będzie konieczność zaspokajania ludzkich potrzeb bezpieczeństwa, zdrowia, utrzymania i twórczości nad wszystko pozostałe. Jeśli chcemy, by demonstracje i strajki kobiet z ostatnich lat przerodziły się wreszcie w masowy, pluralistyczny ruch antykapitalistyczny z prawdziwego zdarzenia, socjaliści i socjalistyczne feministki muszą uporządkować konkurujące ze sobą idee, którymi kierują się przy wypracowywaniu i doborze właściwych strategii politycznych. Musimy stworzyć bardziej spójne ujęcie teoretyczne, na gruncie którego będziemy potrafiły i potrafili sformułować jasne i przekonujące argumenty za tym, że walka z uciskiem powinna znaleźć się w samym centrum walki klasowej. Żywię nadzieję, że niniejsza książka przyczyni się do urzeczywistnienia tego projektu.
1Clare Foran, Hillary Clinton’s Feminist Triumph, „The Atlantic”, 28 lipca 2016, https://www.theatlantic.com/politics/archive/2016/07/hillary-clinton-presidential-nomination-dnc/493556/.
2„Our Platform”, International Women’s Strike USA (bez daty), https://www.cadtm.org/International-Women-s-Strike-US.
3W polskich tekstach częściej pojawia się praca „odpłatna” i „nieodpłatna”, tu jednak będziemy używać „opłacana” i „nieopłacana”, z dwóch powodów: po pierwsze – takiego zwrotu używali (wspaniali) polscy tłumacze Marksa (patrz np.: https://www.marxists.org/polski/marks-engels/1847/praca-najemna-kapital/01.htm#I). Po drugie: w naszym rozumieniu „nieodpłatna” sugeruje, że jest to cecha pracy, „nieopłacana” wyraźniej wskazuje na to, że praca mogłaby być opłacana, a nie jest [przyp. tłum.].
4Zob. Cinzia Arruzza, Tithi Bhattacharya, Nancy Fraser, Feminism for the 99%: AManifesto, Verso, London 2019.
5Diana Broggi, Argentina’s Popular Feminism, przeł. Nicolas Allen, „Jacobin”, 8 marca 2019, www.jacobinmag.com/2019/03/argentina-feministmovement-womens-strike.
6Redukcjonizm klasowy oznacza przedkładanie walki ekonomicznej lub tej toczonej w miejscu pracy nad walki toczone przez osadzone w danej zbiorowości ruchy społeczne przeciwstawiające się społecznemu uciskowi. Dualizm z kolei odnosi się do przekonania, że patriarchat i kapitalizm to analogiczne systemy wyzysku i ucisku.
Dlaczego feministki w ogóle nurtuje problem pracy? Co takiego sprawia, że praca – czy też zatrudnienie – stanowią tak pociągającą perspektywę, z której przyglądać należy się światu? Przychodzi mi na myśl kilka trafnych odpowiedzi na to pytanie. Najbardziej oczywista jest chyba taka, że zdecydowana większość kobiet w dzisiejszych czasach podejmuje pracę i pracuje dużo, często w trudnych i poniżających warunkach. Po pierwsze, kobiety wykonują większość – 75% – nieopłacanej pracy opiekuńczej i domowej na świecie. Spędzają do trzech godzin dziennie więcej na gotowaniu i sprzątaniu niż mężczyźni, a także od dwóch do dziesięciu godzin dziennie więcej na opiece nad dziećmi i osobami starszymi1. Niezależnie od tego, jak ciężka i jak bardzo ceniona jest taka praca, faktem pozostaje, że ci, którzy sprawują rządy w naszych krajach i gospodarkach, nie opłacają jej ani nie uznają za wkład w ogólny dobrobyt społeczny. Jeśli chodzi o pracę opłacaną, globalne współczynniki aktywności zawodowej kobiet są niższe niż mężczyzn, przy czym po upływie przeszło 300 lat kapitalizmu kobiety nadal częściej pracują w sektorach nieformalnych i nisko płatnych. Nadal częściej zarabiają na życie, wykonując pracę uciążliwą, niebezpieczną i doraźną2.
Fakt, że takie wzorce się utrzymują sprawia, że pytanie, co praca kobiet ma wspólnego z płcią i uciskiem opartym na płci, okazuje się nie tylko rozsądne, ale wręcz naglące3. Feministki zaczęły na poważnie stawiać to pytanie już u zarania kapitalizmu przemysłowego. To, że dziś do niego wracamy, jest oznaką nie tyle ich porażki w próbach znalezienia odpowiedzi, ile raczej porażki społeczeństwa w rozwiązaniu problemu pracy, a w szczególności pracy kobiet. W niniejszej książce staram się udzielić na to pytanie rozmaitych odpowiedzi. Sięgam do najwcześniejszych zachodnich traktatów feministycznych i przemierzam kolejne stulecia po to, by dotrzeć do źródeł dzisiejszych feministycznych idei dotyczących pracy. Nie proponuję jednak prostego przeglądu tego, co mądre kobiety (i niektórzy mężczyźni) miały do powiedzenia na ten temat. Zastanawiam się raczej nad rozwojem tych idei przede wszystkim po to, by zrozumieć, dlaczego socjalistycznej tradycji feministycznej z tak ogromnym trudem przychodziło wyartykułowanie spójnej, włączającej polityki walki z uciskiem oraz w jaki sposób odrodzenie feminizmu reprodukcji społecznej przyczynić się może w dzisiejszych czasach do opracowania owocnych projektów antykapitalistycznych. Poniżej chciałabym przedstawić zarys wywodu prowadzonego w tej książce oraz jej kompozycję. Niniejszy rozdział rozpocznę jednak od rozważań na temat tego, czym jest praca i dlaczego jest tak ogromnie ważna dla wszystkich, które i którzy pragną zmieniać świat.
Istnieje pewien powód, dla którego zachodnioeuropejskie feministki zaczęły myśleć i pisać o pracy w takim, a nie innym, historycznie określonym momencie. Ma to mianowicie związek z kapitalizmem. Wyłonienie się kapitalistycznych stosunków społecznych w szesnasto- i siedemnastowiecznej Anglii oraz ich wdrożenie i utrwalenie się w Wielkiej Brytanii, na kontynencie i w koloniach w ciągu następnych 150 lat, wymagało dramatycznego i rzadko obywającego się bez przemocy dogłębnego przeobrażenia życia zawodowego pracujących ludzi. Charakter wykonywanej przez ludzi pracy, pory dnia, w których ją wykonywali, to, z kim i dla kogo pracowali oraz powody, dla których pracowali, zmieniły się radykalnie. Praca będąca niegdyś środkiem służącym utrzymaniu życia stała się odtąd równocześnie środkiem panowania nad życiem.
Chłopi wolni i poddani chłopi zaiste spędzali całe życie, pracując – często w ciężkich warunkach. Tyle, że praca była czymś, co podejmowali po to, by przeżyć. Nie zajmowali się nią tak, jak muszą to robić ci, którzy żyją w społeczeństwach kapitalistycznych, czyli nie starali się przetrwać po to, by móc pracować. W przeciwieństwie do robotników najemnych, wolni i poddani chłopi mieli możliwość korzystania w sposób bezpośredni z szerszego ekosystemu, od którego zależał ich byt i utrzymanie. Samodzielnie wytwarzali żywność, którą jedli, i rąbali drewno, którego używali do ogrzewania i budowy schronienia. Sprawowali też w znacznym zakresie kontrolę nad rytmem i tempem prac codziennych i sezonowych, a także nad wykorzystaniem wspólnych zasobów, takich jak grunty i wody. Wykonywana przez nich praca zaspokajała swoiste, z góry określone potrzeby (które wykraczały poza podstawowe sprawy bytowe i obejmowały także duchowość, rytuał i zabawę)4.
Marks określa ten związek chłopstwa z ziemią jako „naturalną jedność pracy z jej rzeczowymi [sachlich] przesłankami”5. Ten przedkapitalistyczny sposób istnienia wynikał z przypisanej w chwili narodzin (a zatem pozornie naturalnej) pozycji w ogólnym porządku społecznym. Choć położenie to miało charakter zależności i podporządkowane było bezpośredniej, osobistej zwierzchności pana, w feudalnej Europie przynależność do pana szła w parze z przynależnością do ziemi. Bez względu na to, jakimi ciężarami obarczali ich panowie feudalni, chłopi na mocy zwyczaju i prawa przywiązani byli już do ziemi, z której owoców mogli (aczkolwiek skromnie) się utrzymać, dzięki której mieli się w co odziać i mogli sobie zapewnić dach nad głową6. Zważywszy na bezpośrednią dostępność środków utrzymania, chłopstwo mogło utrzymać się samodzielnie poza stosunkiem chłop – pan. Chłop obdarzony był bowiem „przedmiotowym bytem niezależnie od pracy”, jak pisał Marks, podobnie jak „pan”, który miał możność kształtowania „warunków swej rzeczywistości”. Ale w przeciwieństwie do nieprodukcyjnego właściciela (na przykład pana feudalnego czy kapitalisty), chłopstwo stanowiło wspólnotę „współwłaścicieli [...], którzy zarazem pracują”7.
Nie oznacza to, że chłopi sprawowali pełną kontrolę nad warunkami własnej pracy. Właściciele i zarządcy majątków decydowali o tym, co, kiedy i jak będzie wytwarzane we włościach feudalnych. Co więcej, decyzje te, a do pewnego stopnia także decyzje w chłopskich gospodarstwach domowych, podejmowano zgodnie z ustalonymi patriarchalnymi zasadami, wymuszającymi tradycyjny (jeśli nie bezwzględny) podział pracy ze względu na płeć, przyznając kobietom jedynie nietrwałą i częściową kontrolę nad ich ciałami i siłą roboczą. Dostępność środków utrzymania dawała wolnym i poddanym chłop(k)om możliwość decydowania w szerokim zakresie o rytmie i tempie pracy. Odstępowali od pracy na czas świąt i w dniach wolnych, a jeśli zmuszano ich do zwiększenia produkcji czy płacenia wyższych podatków, zwykle wydłużali przerwy w pracy lub pozostawiali plony na polach, by zgniły8. W odpowiedzi na tego rodzaju postępki panowie feudalni nakładali rozmaite kary i grzywny, wzmacniając dozór nad pracą chłopstwa. Nie mogli jednak wyrugować chłopów z ich ziemi, więc nie mogli realnie zagrozić opornym wytwórcom śmiercią głodową. Choć podporządkowani w sferze politycznej, wolni i poddani chłopi na płaszczyźnie ekonomicznej nie byli zmuszeni do posłuszeństwa wobec swych panów.
1Unpaid Care and Domestic Work: Issues and Suggestions for Viet Nam, United Nations Entity for Gender Equality and the Empowerment of Women, Hanoi 2016, https://vietnam.un.org/en/13921-unpaid-care-and-domestic-work-issues-and-suggestions-viet-nam, s. 8; World Development Report 2012: Gender Equality and Development, The International Bank for Reconstruction and Development/ The World Bank, Washington 2011, https://openknowledge.worldbank.org/entities/publication/51c285f6-0200-590c-97d3-95b937be3271, s. 80.
2Women at Work: Trends 2016 (International Labor Organization, 2016), s. 11, 30-35, www.ilo.org/wcmsp5/groups/public/---dgreports/---dcomm/---publ/documents/publication/wcms_457317.pdf.
3Przez pracę kobiet rozumiem dosłownie pracę wykonywaną przez kobiety, stanowiące opłacaną lub nieopłacaną siłę roboczą. Zazwyczaj pracę tę utarło się rozumieć jako zadania najlepiej dostosowane do możliwości kobiet (na przykład praca domowa), ale sama używam tego terminu w nieco szerszym znaczeniu. Kiedy odnoszę się do bardziej konwencjonalnego jej rozumienia, dodaję cudzysłów („praca kobiet”) bądź wyszczególniam i dookreślam: (opłacana lub nieopłacana) praca reprodukcyjna związana z prowadzeniem gospodarstwa lub praca domowa kobiet.
4Społeczeństwa chłopskie i ogólnie społeczeństwa niekapitalistyczne, charakteryzują się tym, że stosunkowo łatwo i płynnie można w ich obrębie balansować między działalnością instrumentalną (pracą) a działalnością związaną z poszukiwaniem przyjemności (zabawą). Zob. Michał Bachtin, Twórczość Franciszka Rabelais’go a kultura ludowa średniowiecza i renesansu, przeł. A. i A. Goreniowie, oprac. S. Balbus, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1975; Barbara Ehrenreich, Dancing in the Streets: A History of Collective Joy, Henry Holt, New York 2007; Cindi Katz, Growing Up Global: Economic Restructuring and Children’s Everyday Lives, University of Minnesota Press, Minneapolis 2004.
5Karol Marks, Zarys krytyki ekonomii politycznej, przeł. Zygmunt Jan Wyrozembski, Książka i Wiedza, Warszawa 1986, s. 370; zob. również Alfred Schmidt, The Concept of Nature in Marx, New Left Books, Londyn 1971, s. 172. Maria Mies kwestionuje twierdzenie, że taki bezpośredni związek ma charakter „naturalny”, zauważając, że „kobieca produktywność jest warunkiem wstępnym męskiej produktywności i całego dalszego dziejowego rozwoju świata”. Jak podkreśla, wraz z reprodukującymi się biologicznie społeczeństwami, praca kobiet zaspokaja większość potrzeb bytowych. Zob. tejże, Patriarchy and Accumulation on a World Scale: Women in the International Division of Labour, Zed Books, Londyn 2014, s. 58.
6Z pewnością nie wszystkie ciężary narzucali panowie feudalni, gdyż gospodarka chłopska narażona była również na głód i zarazy. Zob. Rodney Hilton, „Introduction”, w: The Transition from Feudalism to Capitalism, red. R. Hilton, Verso, London 1978.
7Karol Marks, Zarys…, s. 370-371.
8Rodney Hilton, Class Conflict and the Crisis of Feudalism, wyd. 2 poprawione, Verso, London 1990, s. 57-58; Silvia Federici, Kaliban i czarownica. Kobiety, ciało i akumulacja pierwotna, Karakter, Kraków 2025, s. 35-36.
Celem naszej działalności wydawniczej jest rozszerzenie dotychczasowego spektrum debaty publicznej przez przeniesienie na polski grunt tradycji intelektualnych ekonomii heterodoksyjnej. Ekonomia, wbrew obiegowej opinii, nie jest nauką ścisłą i od jej zarania zawsze istniały różne, konkurujące ze sobą szkoły, dostarczające alternatywnych opisów zachodzących w świecie procesów gospodarczych. Zamierzamy publikować prace autorów polskich i zagranicznych, a także wznowienia klasycznych dzieł ekonomii heterodoksyjnej.
Dotychczas nakładem Wydawnictwa Ekonomicznego „Heterodox” ukazały się:
SERIA MARKSISTOWSKA:
Joan Robinson, Szkice oekonomii marksowskiej
David Harvey, Przewodnik po Kapitale Karola Marksa, część 1
David Harvey, Przewodnik po Kapitale Karola Marksa, część 2
SERIA POSTKEYNESOWSKA:
Stephanie Kelton, Mit deficytu: Nowoczesna Teoria Monetarna (MMT) igospodarka zaspokajania potrzeb
Louis-Philippe Rochon, Sergio Rossi (red.), Postkeynesowska teoria pieniądza. Część 1
Pavlina R. Tcherneva, Wsprawie gwarancji zatrudnienia
Randall Wray, Nowoczesna Teoria Monetarna (MMT). Wprowadzenie do makroekonomii suwerennych systemów monetarnych
SERIA SCHUMPETEROWSKA:
Mariana Mazzucato, Misja Gospodarka. Jak zmienić kapitalizm na skalę kosmiczną
Mariana Mazzucato, Przedsiębiorcze państwo: obalić mit orelacji sektora publicznego iprywatnego
Mariana Mazzucato, Wartość wszystkiego. Wytwarzanie izawłaszczanie wglobalnej gospodarce
SERIA FILOZOFIA IMETODOLOGIA NAUK EKONOMICZNYCH:
Liliann Fischer, Joe Hasell, J. Christopher Proctor (i in.), Pomyśleć ekonomię od nowa. Przewodnik po głównych nurtach ekonomii heterodoksyjnej
Steve Keen, Ekonomia neoklasyczna: fałszywy paradygmat
SERIA FEMINISTYCZNA
Susan Ferguson, Kobiety i praca. Kobiety i praca. Feminizm, zatrudnienie i reprodukcja społeczna
SERIA INSTYTUCJONALNA:
Fred Block i Margaret Somers, Karl Polanyi. Krytyka wolnorynkowego fundamentalizmu
SERIA BIOGRAFIE:
Kate Evans, Czerwona Róża. Ilustrowana biografia Róży Luksemburg
POZA SERIAMI:
Kamionka zostanie. Rok studenckiej okupacji
Jowita zostaje. Historia 10 dni ruchu studenckiego
Aaron Bastani, WPełni Zautomatyzowany Luksusowy Komunizm. Manifest
WPRZYGOTOWANIU:
Eden Medina, Cybernetyczni rewolucjoniści: polityka itechnologia wChile Salvadora Allende
Adrienne Buller, The Value of aWhale: On the Illusions of Green Capitalism
Mariana Mazzucato, Rosie Collington, Wielka ściema. Jak firmy konsultingowe odbierają sprawczość rządom
Michał Kalecki, Polityczne aspekty pełnego zatrudnienia
Michał Górka, Nowoczesna Teoria Monetarna w świetle krytyki postkeynesowskiej
Fundacja im. Edwarda Lipińskiego na rzecz promocji pluralizmu w naukach ekonomicznych została powołana w 2019 r. w celu kształtowania etosu społecznego zaangażowania wśród ekonomistów i ekonomistek, upowszechniania wiedzy o różnych szkołach w ekonomii oraz organizowania wsparcia instytucjonalnego dla młodych naukowców i naukowczyń zajmujących się heterodoksyjnymi programami badawczymi. Fundacja realizuje swoje cele przede wszystkim poprzez działalność wydawniczą, organizowanie i finansowanie seminariów, warsztatów i konferencji, a także wspomaganie projektów badawczych z zakresu ekonomii heterodoksyjnej.
