Tytuł dostępny bezpłatnie w ofercie wypożyczalni Depozytu Bibliotecznego.
Tę książkę możesz wypożyczyć z naszej biblioteki partnerskiej!
Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego.
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.
Książka dostępna w zasobach:
...
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 105
Rok wydania: 2005
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Tadeusz Krzysztof
KLEMENS DŁUGIArmator Kaszubski z Rewy
„Rewion się spotko w każdym porcie,
na całym śniecie”
(Franciszek Fenikowski w przedmowie
„Okrętnicy spod nordowej gwiazdy” A. Necla)
Rewa 2005 – Wydawnictwo „Szkuta”
Redakcja
Tadeusz Krzysztof
Publikację wydano dzięki pomocy finansowej:
Urzędu Gminy w Kosakowie;
Starostwa Powiatowego w Pucku
© Tadeusz Krzysztof
Wydawca
Wydawnictwo „Szkuta”
tel.: (058) 679-11-14
Skład i druk
„ELFAX”
tel.: (058) 665-02-42
ISBN 83-919253-3-1
PAMIĘCIKLEMENSADŁUGIEGO...
Dnia 9 lipca 2004 roku odsłoniłem w Rewie krzyż. Jest on historyczną kopią stojącego tu niegdyś krzyża morskiego. Krzyż otwiera Aleję Zasłużonych Ludzi Morza, która stanowi jednocześnie trakt spacerowy brzegiem Zatoki Puckiej.
W Alei wmurowano tablice w kształcie róży wiatrów, upamiętniające 3 postacie związane z morzem gen. Józefa Hallera, Klemensa Długiego – armatora rewskiego oraz Jana Leszczyńskiego – niedoścignionego wychowawcy kadr morskich.
Rokrocznie wmurowywane będą w niej kolejne tablice poświęcone ludziom, których życie i praca związane były z morzem. Uroczystości związane z tymi wydarzeniami odbywać się będą na zakończenie obchodów Dni Morza – na przełomie czerwca i lipca.
Do zgłaszania kandydatur zasłużonych ludzi morza zaprosiłem wszystkie samorządy w Polsce leżące nad morzem. O nadaniu tytułu „Zasłużonego Człowieka Morza” zadecyduje powołana przeze mnie Kapituła.
Myślą przewodnią tej inicjatywy jest zgromadzenie na jednym z brzegów polskiego morza miejsc upamiętniających wszystkich ludzi z nim związanych. Pragnę nadać alei status ogólnopolskiej.
Dzisiaj polecam Państwa lekturze książkę poświęconą osobie Klemensa Długiego, najsłynniejszego armatora rewskiego, właściciela szkuty „Helena”, której wrak spoczywa na dnie Zatoki Puckiej na kotwicowisku nieopodal Rewy.
Wójt Gminy Kosakowo
Jerzy Włudzik
Kosakowo, maj 2005 roku
WSTĘP
Armator w dobie dzisiejszej kojarzy się z właścicielem floty handlowej, składającej się z jednego do kilkuset różnej wielkości i przeznaczenia statków. Do obsługi swych statków niejednokrotnie posiada sztab pracowników, biurowce, agentów i przedstawicieli rozsianych po portach całego świata. Do dyspozycji służą banki, firmy maklerskie, spedytorskie, ubezpieczeniowe i inne. Przed drugą wojną światową w Polsce było kilku armatorów jak na przykład: GAL, POLBRIT i inne przeważnie o mieszanym polsko-zagranicznym kapitale.
W Polsce po wojnie do najbardziej znanych armatorów zaliczyć można: Polskie Linie Oceaniczne – specjalizujące się w żegludze liniowej i Polska Żegluga Morska w trampowej. Jest jeszcze wielu innych, gdyż armatorami są przedsiębiorstwa rybackie, portowe, szkoły morskie itp.
Zupełnie inaczej wyglądał armator, gdy Polska po prawie 150 latach niewoli uzyskała niepodległość a wybrzeże polskie w 1920 roku swą wolność. Wraz z odzyskanym skrawkiem wybrzeża morskiego, przejęła rodzimych, kaszubskich armatorów, mieszkających i żyjących w maleńkiej nadmorskiej wiosce Rewie.
Prawdopodobnie byli oni tutaj od niepamiętnych czasów. Dlaczego właśnie w Rewie żyli właściciele statków, a nie gdzie indziej? Przecież Rewa notowana w przekazach historycznych dopiero w XVI w. na przełomie XIX i XX w. posiadała około 400 mieszkańców. Położona była dosłownie na końcu świata. Od południa i zachodu otoczona bagnami Mostowe Błota, a od północy i wschodu wodami Zatoki Puckiej. Do lat trzydziestych XX stulecia nie posiadała nawet drogi bitej.
Odpowiedź na postawione pytanie nie będzie jednoznaczna. Jest kilka przyczyn, które spowodowały powstanie floty rewskiej. Odcięcie stałego lądu bagnami i wodami spowodowały, że droga wodna w dosłownym znaczeniu była „oknem na świat”. Pozwalała ona przez większą część roku na dogodną komunikację towarową i pasażerską z Gdańskiem, Puckiem i innymi miejscowościami. Jednocześnie to niezbyt dogodne usytuowanie wioski zmusiło bardziej rzutkich i przedsiębiorczych Rewian do budowy lub kupna środka transportu, to jest małego, drewnianego statku. Drugim czynnikiem, który umieszcza tą małą wioskę na kartach historii Polski na morzu, to bardzo dogodne położenie w Zatoce Puckiej, zatoczki bez nazwy /czy nie warto nazwać ją „Zatoką Rewską”?/.
Położona na północ od wioski, zatoczka ta ze wszystkich stron jest osłonięta przed dokuczliwymi falami morskimi i wiatrami. Tak dogodnego miejsca do kotwiczenia żaglowych statków na odzyskanym wybrzeżu nie było nigdzie. Młodzi Rewianie od urodzenia na co dzień zżyci z morzem stanowili łakomy kąsek dla marynarki wojennej zaborcy pruskiego. W większości wypadków powoływani byli do służby wojskowej w marynarce wojennej. Tam, co zdolniejsze jednostki uczyły się nawigacji i doskonaliły sztukę marynarską. Po odbyciu służby wojskowej, niejednokrotnie zaciągali się na statki handlowe i pływali po różnych morzach świata. O nich to pięknie napisał Franciszek Fenikowski w przedmowie do książki Augustyna Necla: „Rewion się spotko w każdym porcie, na całym świece”1. Wracali do swoich domów w Rewie z patentami szyprów, kapitanów, bogatsi o doświadczenia życiowe wielkiego świata.
Po ożenku, najczęściej z miejscową dziewczyną, konieczność z reguły utrzymania licznej rodziny zmuszały do wyjazdu na morze po chleb. Brak ziemi ornej w Rewie i brak perspektyw życia z rybołówstwa przybrzeżnego, /utrudniony zbyt złowionej ryby i sezonowość tego zawodu/, powodowały okrętowanie na statki w Gdańsku, Bremen i Hamburgu. Tam zarabiali pieniądze, śląc je na utrzymanie swych rodzin. Oszczędności, przywozili do Rewy, które lokowali we własny warsztat pracy, to jest mały drewniany żaglowy statek. Zresztą tylko żeglować po morzach umieli, innego zawodu nie znając. I tak od dawien dawna zrodziła się lokalna żegluga kaszubska, nierozłącznie związana z właścicielami, armatorami rewskimi.
W zatoczce opodal Rewy kotwiczyło przeciętnie 8 do 12 żaglowych statków towarowych. Trudniły się one przewozem towarów masowych takich jak: piasek, żwir, kamienie, cegłę, torf, a tylko w nielicznych przypadkach przewoziły drobnicę. Chronologia tej pracy w zasadzie obejmuje przedział czasu od XIX w. do pierwszej połowy XX w. Tylko w kilku i to ogólnej natury przypadkach przekracza ten przedział dla koniecznego zobrazowania warunków powstania tej żeglugi. Dla historii jest to mikroskopijny okres czasu. Nie mniej jednak dotychczas nikt nie badał tego zagadnienia w takim zakresie. Nie spotkałem nigdzie literatury poza epizodycznymi wzmiankami, omawiającej armatora tak małego, trudniącego się żeglugą lokalną. Prawdopodobnie jest to pierwsza praca omawiająca w takim zakresie kaszubskiego lokalnego armatora. Wprawdzie temat ten został zasygnalizowany przez Andrzeja Ropelewskiego2 i skrótowo omówiony przez autora w napisanej monografii3, jednak z uwagi na charakter tej pracy mówiącej przede wszystkim o rybołówstwie przybrzeżnym, jest potraktowany wzmiankowo. Również Jerzy Miciński ujmując całość zagadnienia musiał sprawy te potraktować w zarysie i encyklopedycznie4. W pracach i publikacjach omawiających inne zagadnienia temat ten był tylko sygnalizowany lub powtarzany /patrz bibliografia i literatura dot: Żeglugi Rewskiej/. W części I „Miejsce urodzenia” omawiam bardzo ogólnikowo sprawy sięgające w głąb historii i sprawy związane z geografią fizyczną. A to w tym celu, by powiązać czas opisany z odległą przeszłością. Przecież historia Polski na morzu nie rozpoczyna się od 1920 roku to jest po uzyskaniu przez Polskę niepodległości. Sięga znacznie dalej wstecz a właściwie ginie w mroku dziejów.
Prawdą natomiast jest, że od 1920 roku ponownie rozpoczyna się tutaj w tej maleńkiej wiosce Rewie. Po zaślubinach morza w pobliskim Pucku w dniu 10 lutego 1920 roku przez gen. Józefa Hallera, w Rewie podniesiono banderę polską na dziesięciu żaglowcach. Były to więc pierwsze statki handlowe w odrodzonej Polsce. Pracę tą pisałem przede wszystkim w oparciu o dokumenty źródłowe, pochodzące z końca XIX w. i sięgające do lat 70-tych XX wieku.
Jak wszystkie dokumenty z przeszłości, tak i te, które posiadam nie zachowały się w całości. Niemniej i te zachowane fragmenty są bezcenne i pozwalają w wiarygodny sposób odtworzyć działalność armatorską Klemensa Długiego, armatora kaszubskiego.
Dokumenty te są przechowywane w Rewie i są własnością autora. Korzystałem też z literatury Puchowej, popularnonaukowej, czasopism, gazet, a nawet z literatury pięknej. Dużo informacji uzyskałem z relacji bezpośrednich, od ludzi urodzonych i stale mieszkających w Rewie, od osób, pracujących na tych statkach. Należy żałować, że wiele dokumentów i przedmiotów bezpowrotnie zaginęło i uległo zniszczeniu w 1945 roku. Po wkroczeniu wojsk rosyjskich, ludność wioski określona jako niemiecka i ze względu na bezpośredni teren działań wojennych została na okres 4-6 tygodni wysiedlona. Domy zostały bez opieki, nie opalane, pozostawione na pastwę losu. Ludzie, czas i przyroda zrobiły swoje. W opracowaniu tym omawiam tylko jednego z wielu armatorów rewskich – Klemensa Długiego. Złożyło się na to kilka przyczyn. Jedną z zasadniczych to posiadane dokumenty dotyczą właśnie Długiego. Drugą przyczyną jest to, że Klemens Długi był jednym z najsłynniejszych armatorów rewskich i jednym z najdłużej eksploatujących swój statek „Helenę”. Zdaję sobie sprawę z niedoskonałości tej pracy. Ale tym bardziej ta niedoskonałość i fragmentaryczność niech będzie inspiracją do podjęcia kompleksowych badań. Niech będzie sygnałem, że takie zjawisko jak armatorzy rewscy w historii Polski na morzu istniało i warte jest trudu badaczy. Niech zajmą się dogłębnym zbadaniem rodzimych kaszubskich armatorów tych, którzy od wieków pływali po naszych wodach. Pływali od portu do portu, świadcząc różnorodne usługi w lokalnym transporcie morskim.
W jednym wypadku odstąpiłem od zasady omawiania dokumentów tylko związanych z Klemensem Długim. Przytaczam bowiem w całości nigdzie nie publikowany „Pomiar żaglowca Anna Emilie z Rewy”. Jest to jedyny zachowany dokument, który tak dokładnie charakteryzuje szkutę rewską. „Anna Emilie” była własnością Jakuba Krefta z Rewy. Dokument ten i wiele innych udostępnił mi wnuk Jakuba, Piotr Kreft z Rewy, któremu za ten czyn składam serdeczne podziękowania. Praca ta powstawała wiele lat w trudzie morskiego żywota autora i kolegów, którzy w tym trudzie pomagali. Nieocenione zasługi w tłumaczeniu niemieckich dokumentów wnieśli: St. mechanik Maurycy Jur i III mechanik Sulewski. Koledzy Ci zamiast wypoczywać po wachtach w skwarze tropików i gorącej maszynowni przez wiele miesięcy siadali w mojej kabinie i rozgryzali zawiłości pisanych gotykiem dokumentów. Dziękuję im za ten trud, który zaowocował tą książką.
1 A. Necel, Okrętnicy spod norodowej gwiazdy, Gdynia 1954, s.9
2 A. Ropelewski, Żaglowa flota handlowa Kaszubów z Rewy, „Technika i Gospodarka Morska” Rok IX marzec 1953, Nr 3, str.94
3 A. Ropelewski, Wieś Rybacka Rewa, Gdańsk 1962, str. 43-48
4 J. Miciński, Żaglowce Handlowe z Rewy, Gdańsk 1974
CZĘŚĆ I – MIEJSCE URODZENIA
Klemens Adam Długi urodził się w Rewie.
Wieś Rewa w tym okresie posiadała około 500 mieszkańców. W przekazach historycznych jest stosunkowo późno notowana, bo dopiero w 1589 roku w zezwoleniu Opata klasztoru Cystersów w Oliwie Dawida Konarskiego na zbudowanie szop rybackich5.
Widać więc wyraźnie, że od początku swego powstania była związana z morzem. Zastanawiającym jest fakt tak późnego pojawienia się Rewy na kartach historii. Przecież pobliskie miejscowości jak Mosty czy Mechelinki notowane już były w XIII w6. Istnieje przypuszczenie, że wzmiankowane szopy rybackie pobudowane zostały na wyspie7. To hipoteza. Może jednak warto bliżej przyjrzeć się tej hipotezie. Patrząc na dzisiejsze położenie Rewy widać wyraźnie wyspowy charakter miejscowości8Również warto zasygnalizować, że w Rewie odkryto osadę z młodszej epoki kamiennej. Osada ta usytuowana była na małym wzniesieniu w obrębie wioski. Mieszkańcy tej osady zajmowali się myślistwem i rybołówstwem. Może to wzniesienie jest jedną z wysp? Rewa położona na północnym brzegu trójkątnego półwyspu jest od południa i zachodu otoczona bagnami „Mostowe Błota”. Natomiast od północy i wschodu wodami Zatoki Puckiej. Jeśli spojrzeć szerzej to widać, że wieś leży na dnie Pradoliny Kaszubskiej w miejscu, gdzie ta ostatnia spotyka się z wodami zatoki. Pradoliną ograniczoną od południa wzniesieniem Kępy Oksywskiej, a od północy Kępy Puckiej płynie rzeka Reda, która w pobliżu wioski ma swe ujście do morza/Rys. 1/
Rys. 1. Mapka okolic Rewy
Rzeka Reda w przeszłości była głębsza, szersza i niosła więcej wody. Spławiano nią drewno do miejscowości Beka9. Można wyobrazić sobie, że w okresie deszczów jesiennych i roztopów wiosennych rozlewała swe wody szeroko. Z relacji starszych mieszkańców wioski wynika, że do czasu zbudowania bitej drogi Mosty-Rewa przez bezrobotnych około 1932 roku, wschodnie wiosenne i jesienne sztormy zatapiały cały teren na południe od wioski, uniemożliwiając komunikację ze światem. Udających się w tym czasie do kościoła parafialnego w Oksywiu a potem kaplicy w Pierwoszynie wybrani mężczyźni przenosili na barkach. Sami ubrani byli w długie rybackie buty. Nawet dzisiaj jadąc samochodem na wiosnę lub jesień drogą zbudowaną na niewysokim nasypie widać po obu stronach rozlewiska. Dobrze uwidaczniają wyspowy charakter wioski schematyczne przekroje po linii wschód-zachód i północ-południe /Rys. 2 i 3/. Ciekawego materiału dostarczają też odwierty studni /głębokość 15-22 m/. Na niskim terenie spotyka się piach, torf i żwir a na wyższym piach, glinę, kamienie i żwir. Kształtowanie się brzegu zatoki za wioską jest obserwowane do naszych czasów. Silne północne sztormy zwane przez Rewian „nordami” zawsze zabierały część lądu. Taka norda z 1914 roku zabrała z za północnych opłotków wioski około 30 metrów lądu.
Rys. 2 Schematyczny przekrój przez Rewę: wschód – zachód
Jak relacjonują starzy mieszkańcy na miejscu gdzie, teraz są wody zatoki przed 1914 rokiem były łąki i rosły ziemniaki10. Zbudowanie małego falochronu betonowego zakończyło ten przykry problem. Te wszystkie wywody w jakiś sposób obrazują i pozwalają wyciągnąć wnioski, że tereny wioski mogły być kiedyś wyspą lub wyspami. A może wsi Rewa przed 1589 rokiem nie było? Mogły przecież być tylko pojedyncze, nieliczne skupiska myśliwych, rybaków czy pasterzy nawet o okresowym charakterze.
Rys. 3. Schematyczny przekrój po linii: droga Rewa – Mosty
Wprawdzie w podaniach ludzi starych mówi się o zatopionej wiosce Rewa, którą umiejscawiają na Cyplu Rewskim a nawet za nim w głębi zatoki. Podobno był tam nawet kościół. Do dnia dzisiejszego w niektóre pogodne noce w okresie pełni księżyca, nieliczni wybrańcy, którzy staną na końcu „Szperku” mogą usłyszeć piękne tony spiżowych dzwonów wydobywających się z głębi wody. Wygrywają one melodie w takt rozkołysanych fal morskich ku pamięci żeglarzy i rybaków, których to morze zabrało do siebie na zawsze. Tyle piękna legenda.
