Wydawca: My Book Kategoria: Poradniki Język: polski

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 20000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 366 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze PDF
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Karmiczny zegar - Chrisa Ellas

Karmiczny zegar to pierwsza z książek zawodowej tarocistki-psychoterapeutki, która w bardzo praktyczny sposób udziela odpowiedzi na pytanie "Dlaczego tak się to skończyło?".
Opowiadania powstały w oparciu o autentyczne wydarzenia z życia osób, które korzystały z jej pomocy. Poprzez plastyczne, szczegółowe opisy snów i wzajemnych relacji partnerskich, ich myśli i odczuć wskazuje praktyczne metody samodzielnego udoskonalania związków. Na konkretnych przykładach pokazuje, jak można wykorzystać potęgę podświadomości – największy skarb każdego z nas. Uczy poprzez łatwo czytające się opowiadania bez wpajania teorii. Całość z nutką temperamentu słonecznej Grecji.

Opinie o ebooku Karmiczny zegar - Chrisa Ellas

Fragment ebooka Karmiczny zegar - Chrisa Ellas

Chrisa Ellas
Karmiczny zegar
© Copyright by Chrisa Ellas 2012Projekt okładki: Marta Witkowska
ISBN 978-83-7564-348-0
Wydawnictwo My Bookwww.mybook.pl
Publikacja chroniona prawem autorskim.Zabrania się jej kopiowania, publicznego udostępniania w Internecie oraz odsprzedaży bez zgody Wydawcy.

Karmiczny

zegar odmierza czas

Wyznacza

i to co miłe i to co trudne dla nas

Gdy

dźwięk budzika ci w uszach świdruje

Wiedz

że do spłaty karmicznej nawołuje.

Karmicznych

lekcji mamy w życiu wiele

Jedne z nich

beztroskie niczym niedziele

Inne

pełne bólu i rozpaczy

Zakończy je

tylko ten, kto wybaczy

Z dedykacją dla dwóch

największych miłości mojego życia

moich córek

Część pierwszaMĘŻCZYZNA,KTÓRY OPOWIADA BAJKI

Rozdział 1LOTNISKO W ATENACH

Nareszcie w samolocie. Ahmed zdejmuje kurtkę i siada z wysiłkiem na swoim miejscu przy oknie. Patrzy chwilkę w szybę, wyciągając komórkę; ostatni telefon, ostatnie pożegnanie. W oczach znowu pojawiają się łzy.

– Hej, kochanie – po drugiej stronie łącza ciepły dziewczęcy głos. Serce podchodzi mu do gardła, łzy teraz już spływają strumieniem. Łamiącym się głosem mówi:

– Jestem już w samolocie. Na szczęście znalazło się wolne miejsce. Zaraz zadzwonię też do domu, tam wszyscy na mnie czekają, ucieszą się, że mi się udało. – Głos znowu uwiązł w gardle.

– Kochanie, wiesz, jak bardzo jest mi przykro i chciałabym pomóc, ale są sprawy, na które nie mamy żadnego wpływu. – Teresa przejmuje pałeczkę, starając się podnieść go na duchu. Jest jej łatwiej, bo była do tego nieszczęścia przygotowana. Rozmawiają jeszcze przez chwilę, po czym kończy rozmowę, wiedząc, że musi on jeszcze wykonać kilka telefonów, zanim samolot wystartuje.

Odkłada komórkę na stół i siada wygodnie w ulubionym fotelu. Powraca myślami do snu, który miała niespełna dwa miesiące wcześniej. Stała w salonie, gdy nagle zza zamkniętych drzwi sąsiedniego pokoju usłyszała, że Ahmed wbija gwoździe w ścianę. Otworzyła i zobaczyła go stojącego z młotkiem w ręce, a obok na ścianie wisiał obraz mężczyzny, muzułmanina. Pod tym dużym obrazem były dwa małe, których nie zdążyła dobrze zobaczyć, chyba przedstawiały krajobrazy. Chyba, pewna nie była. Budząc się pomyślała, że ten sen zapowiada śmierć chorego ojca. Teraz przypomniało jej się, że na obrazie była twarz mężczyzny około czterdziestoletniego, a nie starca. Wtedy na to nie zwróciła uwagi. Kroczyła dalej ścieżką wspomnień i dotarła do ostatniej niedzieli, kiedy to wcześnie rano wyrwał ją ze snu dźwięk domofonu. Jak zwykle naciskał dzwonek mocno, nerwowo, zmuszając ją do natychmiastowego otworzenia. W każdym takim porannym najściu odczuwała jego dobrze ukrywany strach; czy przypadkiem kogoś nie zastanie. Uśmiechnęła się na samą myśl o tym, jak zawsze szybko wpadał do mieszkania, robiąc szybki i niezauważalny (jego zdaniem) przegląd pomieszczeń i dopiero wtedy tulił ją do siebie. Zawsze z taką samą siłą; do mnie należysz – mówiły jego ramiona – tylko do mnie. W ten ich ostatni niedzielny poranek ich powitanie było jednak inne niż zwykle. Jego oczy nie zrobiły penetracji po pomieszczeniach, wydawał się bardzo szczęśliwy i nie obchodziło go, czy spała sama czy nie. Jego wyjazd do ojczyzny był już ustalony, pozostały mu tylko dwa tygodnie. Wczuł się już w tę nową rolę, która na niego tam czekała. Walczył z tym długo, mając nadzieję, że uda mu się żyć tak, jak chciał, ale widocznie teraz już to zrozumiał. Teresa poczuła ulgę, widząc to, i pomimo iż zrobiło się jej przykro, naprawdę ucieszyła się, iż ta gehenna wreszcie się skończy.

– Kochanie, zrób mi kawę – poprosił, przechodząc energicznie do kuchni i siadając na krześle. – Miałem sen – zaczął mówić z uśmiechem, a radość tryskała z jego oczu.

– A co ci się śniło? – zapytała, czując napływającą falę chłodu.

– Śnił mi się mój ślub, wszyscy byli bardzo zadowoleni, radośni. Pełno śmiechu, cała rodzina bardzo szczęśliwa – opowiadał chaotycznie.

– Ślub z tą samą, z twoją żoną? – zapytała wtedy, czując, jak pot cieknie jej po plecach

– Tak, tak; właśnie jeszcze raz był ten sam ślub, ale teraz wszyscy byli bardzo radośni – odpowiada cały w uśmiechu.

– To dobrze – zdołała wykrztusić, odwracając się szybko do niego plecami. Jak dobrze, że nie musi patrzeć mu teraz w oczy, niech się cieszy chociaż na krótko, tak czy siak, co ma się wydarzyć, wydarzy się i już nie można temu zapobiec. Wie, że sen w najlepszym wypadku zapowiada jego rozstanie z żoną i kłótnie rodzinne. W najlepszym wypadku, bo jest też druga możliwość… Nie chce o tym myśleć, odwraca się do niego i słucha. Kontynuują spokojną rozmowę, z której wynika, że umówił się na jakieś malowanie, więc za chwilę będzie musiał wyjść.

Jak to dobrze – myśli z radością – że nie trzeba będzie się nim zajmować. Ona też nie ma już najmniejszej ochoty zajmować się głaskaniem go po główce. Z radością czeka na ostateczne zakończenie sprawy. Jeszcze tylko kilkanaście dni i będzie zbyt daleko, aby móc jej szkodzić. Będzie musiał wreszcie zająć się całym tym galimatiasem, który sobie przygotował. Powraca myślami do snu, analizując go po kawałku. Sam ślub może oznaczać ogromne nieporozumienia, czego jest pewna, wie, jak ciężko dogadać się z nim. Bardziej martwi ją radość całej rodziny, na którą tak bardzo zwrócił w śnie uwagę. To w połączeniu ze ślubem raczej na pewno oznacza śmierć. Ojciec czuł się źle, prawie cztery miesiące w łóżku. Ahmed musiał dostosować się do niego, ale dobrze wiedziała, że tam na miejscu nie będzie to wcale łatwe. Czuła, że będzie się przeciwstawiał, co może spowodować następny wylew. No cóż, to już nie jest jej problem. W tym momencie przypomniała sobie swój dzisiejszy sen, nad którym nawet nie zdążyła się zastanowić. Śniło jej się, że czekała na niego, usłyszała w śnie szybki dzwonek, zerwała się z łóżka, i tuż po otworzeniu drzwi domofonem wbiegła do łazienki. Tam go zobaczyła, stał tyłem do niej i bardzo wyraźnie zobaczyła, że ma czarne, długie, proste włosy, zaplecione w warkocze. Warkoczy było kilka, pomiędzy nimi widać było dokładnie przestrzeń, skórę. Spojrzała w lustro i zobaczyła siebie w siwiuteńkich włosach. Posiwiałam, czekając na niego – pomyślała wtedy.

Z rozmyślań wyrwał ją dźwięk telefonu. Nie miała jednak siły, aby go podnieść. To wszystko działo się zaledwie tydzień temu. W niedzielę miał ten sen, a wczoraj jego brat już nie żył. Rozmawiała z nim około dziewiątej rano i wszystko było OK, po godzinie wpadł do domu jak burza, zostawiając jakieś uchwyty do szafy, bo uparł się, aby wstawić takie, jak on chciał. Po dwóch godzinach zadzwonił, szlochając jak małe dziecko. Z trudem zrozumiała, co się stało. Niewiele wiedziała o jego rodzinie, ale z wielkim niepokojem zapytała:

– Który brat, ten, który ma tylko jedno dziecko? – Prawdę mówiąc, wolała, żeby to był on.

– Nie – padła odpowiedź – ciężarówka zabiła tego, który ma pięcioro dzieci. – Szloch, jaki rozległ się w słuchawce, jeszcze teraz, brzmi jej w uszach. Nie znalazła wtedy żadnych słów na pocieszenie. Wiedziała, że takie słowa nie istnieją. Wiedziała, że los wziął sprawę w swoje ręce. Przyszedł czas. Teraz musi zacząć pić piwo, które warzył tyle lat, nie licząc się z innymi. Szkoda tylko, że następna kobieta zapłaci za jego towarzystwo łzami. Teresa ze smutkiem pomyślała o młodej niedoświadczonej kobiecie. Po tylu latach szarpania się z tym człowiekiem dopiero w ciągu ostatnich dwóch miesięcy zrozumiała, że przynosi on ból każdej kobiecie, która z nim jest. Ten kochany człowiek z jednej strony, był jak bat z drugiej. Niszczył życie swoich kobiet, uśmiechając się do bajek, które każdej z nich serwował bez umiaru. W jej oczach pojawiły się łzy, odnowił się dawny ból. Na szczęście znowu zadzwonił telefon. Tym razem podniosła go szybko, korzystając z okazji do zamknięcia tematu, który ciągle jeszcze był otwarty i szarpał serce. Rozmawiając z jedną ze swoich klientek, zapomniała o całej sprawie. Powrócił spokój.

Oparł głowę o oparcie siedzenia, podczas gdy samolot powoli przygotowywał się do startu. Wyłączył komórkę, wiedząc, że tego numeru już nigdy nie otworzy. Teresa zlikwiduje go może jutro, może pojutrze. Był na jej nazwisko, więc mogła to zrobić. Cieszył się, że uregulował rachunki wcześniej, bo teraz już by pewnie nie zdążył. Patrzył ze smutkiem na Ateny, które oddalały się coraz bardziej. Przeżył tutaj tak wiele, tak wiele dobrych chwil, zaznał tyle miłości od dwóch kobiet, które były mu tak bardzo bliskie. Nie chciał pamiętać o tych wszystkich bajkach opowiadanych na przemian jednej i drugiej. Kochał obie i chciał je obie zatrzymać. Ale chciał też zatrzymać tę, która miała dać mu dzieci. Pamiętał, jak na pytanie Teresy, czy kocha swoją narzeczoną, odpowiedział: kocham bo to jest moje życie – tak wtedy myślał, pewien nadziei jak zwykle. Był pewny, że wszystko potoczy się gładko po jego myśli, że one obydwie się pogodzą z tą myślą, tak jak pogodziły się z myślą, że są dwie w jego życiu. Wtedy jeszcze wierzył mocno, że będzie je miał tak jak do tej pory tu na miejscu, a tam daleko w ojczyźnie będzie ta trzecia, która da mu dzieci. Tak kiedyś myślał, kiedyś… Sytuacja skomplikowała się już w pierwszych dniach września, kiedy to wracał na łeb na szyję do Aten, bojąc się, że straci Teresę na zawsze, bo termin jego powrotu, jaki mu wyznaczyła, właśnie się kończył. Wtedy prawie uciekł z rodzinnego domu na lotnisko. Po wylądowaniu dopadła go jednak straszna wiadomość: ojciec w kilka godzin po jego wyjściu dostał wylewu. Częściowo sparaliżowany wylądował w szpitalu, prawie w tym samym czasie co i siostra oczekująca trzeciego dziecka. Stan obydwojga był krytyczny. Za to wszystko winą obarczyli jego. Sam też czuł, że to jego zachowanie sprowokowało tyle złego w jego rodzinie. Nie był w stanie skontaktować się z Teresą, chociaż dla niej wrócił. Nie wiedział, co ma robić. Nie był gotowy na to, aby ostatecznie ją stracić, ale też wiedział, że będzie musiał wrócić do kraju, czuł coraz mocniej, że jego wolność się skończyła. Kochał swego ojca nad życie, ale były chwile, gdy myślał, że bez niego byłoby mu o wiele łatwiej. A jednak mocno pragnął, aby ten jeszcze żył.

Skontaktował się z nią dopiero po trzech dniach, w nocy, dzwoniąc z numeru, którego nie znała. Nie chciał się przyznać sam przed sobą, ale obawiał się iż nie podniesie słuchawki, a tego by za nic nie zniósł. Dała mu termin do swoich urodzin, a teraz już było kilka dni po nich. Wiedział, że jest bardzo silna, już nie raz się o tym przekonał i pomimo iż zawsze udawało mu się ją przyciągnąć do siebie, teraz obawiał się, że już mu się to nie uda. Zadzwonił tak późno, licząc na to, że pomyśli, iż to któraś z jej klientek zrozpaczona dzwoni. A skoro już go usłyszy, to i pozwoli mu mówić. Dobrze pamięta ten ścisk w gardle, gdy usłyszał jej głos.

– Mogę przyjechać? – zapytał wprost

– Tak, możesz, musimy porozmawiać – odpowiedziała zaskoczona, bo była już pewna, że nie udało mu się wrócić.

W niespełna pół godziny później był już pod jej drzwiami. Zamknął ją w żelaznym uścisku, nie pozwalając zadać żadnego pytania. Zamknął jej usta mocnym pocałunkiem, zbierając siły do opowiedzenia kolejnej bajki.

– Ożeniłeś się? – padło pierwsze pytanie, jak tylko oswobodziła się z jego ramion.

– Nie, udało mi się wymigać z tego – z dumą patrzył na radość malującą się na jej twarzy. – Ale chyba będę musiał wrócić – rzucił, pijąc sok, który mu podała. Patrzył na nią uważnie, obserwując jej reakcję. Bał się. Sam nie wiedział, jak ma poprowadzić rozmowę, aby wygrać jeszcze trochę czasu dla siebie. Na szczęście Teresa była spokojna, nie zadawała pytań, po prostu patrzyła na niego, czekając na dalszy ciąg. Ucieszył się, myśląc jak bardzo musi go kochać. Opowiedział o tym, jak bardzo było mu ciężko wyjechać, że wszyscy chcieli, aby się ożenił, ale on stosował ciągle jakieś uniki i w końcu w dniu jej urodzin wyjechał nagle, nikt nie miał czasu nic zrobić. Po prostu uciekłem – opowiadał z dumą. Niestety teraz jest jak jest. I ojciec, i siostra są w szpitalu.

Zapadła długa cisza. Patrzył na swoją ukochaną i cieszył się, widząc współczucie w jej oczach. Wiedział, że po raz kolejny wkręcił ją w swoje problemy i zatrzymał przy sobie. Cieszył się z tego jak małe dziecko, bo wiedział bardzo dobrze, że jej obecność przy nim była dla niego jak parasol. Ochraniała go swoją miłością. Chciał tej miłości, potrzebował jej, potrzebował jej bardzo, była dla niego jak balsam. Nigdy też żadna kobieta nie dawała mu tyle radości w łóżku co ona. Jego palce zaczęły powoli rozpinać jej piżamę. Złapał ją na ręce i zaniósł do łóżka. Znowu należała do niego, tylko do niego. Pozwolił jej zająć się sobą, tak jak lubiła, ale tylko przez chwilę, sam był zbyt wygłodniały, aby móc czekać. Pokój szybko napełnił się dźwiękiem spełnienia, a już po chwili także jego chrapaniem. Obudził się w nocy, mówiąc coś w ojczystym języku, czego Teresa nie rozumiała. Podniósł się więc sam i przykrył prześcieradłem, uśmiechając pod nosem, szczęśliwy, że się nie zorientowała. Przy porannej kawie padło pytanie, na które był bardzo dobrze przygotowany.

– To teraz już będziemy mogli razem zamieszkać, tak? – zapytała, nie patrząc na niego, co wydawało mu się trochę dziwne, ale nie chciał zaprzątać sobie tym głowy.

– Nie jestem jeszcze gotowy, kochanie, widzisz co się dzieje teraz tam, być może będę musiał wrócić – powiedział najcieplej jak potrafił. Temat się urwał, nie pytała o nic więcej. Ubrał się więc szybko i wyszedł do pracy. Gdy stał w przepełnionym autobusie, ogarnął go niepokój

Czyżby wiedziała? Nie, to niemożliwe. Pomimo iż miała tak wielkie możliwości odszukania prawdy, zawsze udawało mu się wpoić jej jego prawdę. Kochała go i wierzyła mu. Nonsens, nie mogła się domyślić, wydawało mu się tylko. To jego własny lęk przed nieznanym, to i tylko to. Uspokojony uśmiechnął się do własnych myśli. Wszystko będzie znowu dobrze. Ona nie potrafi się nigdy ode mnie uwolnić – myślał intensywnie.

Dni mijały szybko jeden za drugim. Rozmawiał ze swoją rodziną codziennie, siostra urodziła syna, z nią i dzieckiem było już wszystko dobrze, ale z ojcem nadal ciężko. Coraz gorzej zaczęło się dziać między dwoma braćmi. Podczas jednej z rozmów nagle wywiązała się walka pomiędzy nimi. Gdyby nie obecny tam wujek, mogło się to bardzo źle skończyć. Bardzo dobrze wiedział, że powodem są pieniądze, których nie było. Wszyscy czekali na forsę od niego, a on też nie miał. Skończyły się czasy, kiedy tracił na siebie, ile chciał, a tam nikt od niego niczego nie oczekiwał. Teraz leczenie ojca pochłaniało ogromne kwoty, zadłużyli się. A poprawy widać nie było. Martwiło go to bardzo, coraz bardziej. Na dodatek zastanawiało go też dziwne zachowanie Teresy. Gdy odwiedził ją niespodziewanie, zobaczył rozłożoną gazetę z ogłoszeniami. Zauważył, że szukała mieszkania. Nie chciała jednak o tym rozmawiać. Szybko zmieniła temat. Ale znowu los mu pomógł – wychodząc, usłyszał, że dzwoni jej komórka. Wyszedł więc, ale został pod drzwiami. Usłyszał, jak ustalała spotkanie w sprawie nowego mieszkania. Zapamiętał adres, który powtarzała, zapisując. Zdziwił się, bo była to dość odległa dzielnica. Na szczęście znał ją, tam był jego zakład pracy. Zapamiętał numer i godzinę. Następnego dnia tak zaplanował swoje prace, aby móc się pojawić na spotkaniu z właścicielką. Pojawił się za plecami Teresy, w momencie gdy wchodzili do bloku.

– Zdążyłem i ja, kochanie – powiedział głośno, troszkę ze strachem, że mu się oberwie. Właścicielka zaskoczona spojrzała na kobietę, ta jednak nie odezwała się ani słowem.

– Pracuję tutaj obok – wyjaśniał dalej, teraz już pewniej – i myślałem, że nie zdążę na to spotkanie, ale jednak się udało.

Właśnie wyjechali na czwarte piętro, kobieta otworzyła drzwi do mieszkania. Ahmed natychmiast wybiegł na balkon, szybko obejrzał całe pomieszczenie i ze słowami: „Kochanie, bierzemy to, załatw wszystko, ja muszę wracać do pracy” wybiegł z domu, rzucając jeszcze szybkie „do widzenia” w stronę właścicielki. Dopiero na ulicy ochłonął, ale tylko na chwilę, zaraz opanował go nowy lęk. Teresa wydawała się dziwnie spokojna. Nie mógł zrozumieć, czy się ucieszyła, czy też nie. Jej oczy w tym przypadku nie dały mu żadnej odpowiedzi. Pracował jak automat przez kilka godzin, ale w końcu nie wytrzymał i zadzwonił zapytać, czy podpisała umowę.

– Tak, podpisałam – usłyszał spokojną odpowiedź; spokojną, ale jakoś taką zimną.

– Kiedy się przeprowadzasz? – odważył się zapytać, dając tym samym znak, że on nie będzie z nią mieszkał, ale to nie zrobiło na niej większego znaczenia. Odpowiadała spokojnie, ale nie rozwijając żadnego z pytań, które jej zadawał. Wydawało mu się to bardzo dziwne, zupełnie do niej niepodobne.

Pomagał przy przeprowadzce, został nawet na noc, ale czuł się nieswojo. Było mu przykro, że tak ją oszukiwał, ale zaraz się usprawiedliwił, że ona na pewno już coś zaczęła rozumieć, więc jak się cała sprawa wyda, to nie będzie ją aż tak bolało. Poza tym, nie można tego już zmienić, więc po co się martwić. Dni mijały mu coraz szybciej, rozmowy z braćmi kończyły się kłótnią, kazali mu wracać i zostać tam na stałe. Wiedzieli dużo o jego podwójnym życiu w Atenach, chcieli, aby wreszcie założył prawdziwą rodzinę, no i oczywiście, z czego dobrze zdawał sobie sprawę, chcieli nim kierować tak, aby im pomagał.

Wykupił bilet tylko w jedną stronę, ale Teresie nic o tym nie powiedział. Dopiero po kilku dniach przyznał się, że już ma bilet i pomimo iż miał jechać dopiero w przeddzień świąt, to jednak nie znalazł biletu i w rezultacie poleci wcześniej. Skwitowała to jednym prostym skinieniem głowy. A potem wydarzyło się to, co się wydarzyło. Teraz przypomniał sobie reakcję Teresy na sen, który jej opowiadał. Wtedy myślał, że to z zazdrości tak posmutniały jej oczy, teraz dotarło do niego, że ona już wtedy, w ten niedzielny poranek, zrozumiała. W jego oczach znowu pojawiły się łzy. Pomyślał, ile ta kobieta przez niego wycierpiała. Przypomniał sobie scenę sprzed dwóch tygodni, kiedy to dowiedziała się, że jednak jest już od dawna żonaty. Przypomniał sobie, jak bardzo cierpiał wtedy, jak dobrze rozumiał całą wyrządzoną jej krzywdę. Wtedy chciał zapaść się pod ziemię, po raz pierwszy w życiu zrozumiał, ile bólu sprawia jej swoim zachowaniem. Oczekiwał, że rzuci się na niego z pięściami, jak to robiła nie raz na początku ich znajomości, albo że po prostu wyrzuci go z domu, mówiąc coś, co bardzo go zaboli. Ale ona tylko popatrzyła na niego i powiedziała:

– Ja ci wszystko przebaczam i mam nadzieję, że i Bóg ci przebaczy.

Te słowa dzwoniły mu jeszcze teraz w uszach. Wiedział, że nigdy, przenigdy ich nie zapomni, tak jak nigdy nie zapomni o niej. Wtedy słysząc je, ucieszył się, że nie ma w jej głosie nienawiści ani złości i pomimo iż wystraszył się wzmianki o Bogu, czuł że ona nie pozwoli zrobić mu krzywdy. Nie chciał wierzyć, że są sprawy, na które nawet ona nie ma wpływu i nie potrafi ich naprawić swoją miłością i dobrocią. Dwa tygodnie, a tyle zmian. Jego głowa stawała się coraz cięższa. Miał wrażenie, że ktoś rozłupuje mu czaszkę wielkim młotem. Na szczęście miał przed sobą wiele godzin lotu, zanim dotrze na miejsce. Był zły na siebie, że pozwolił się tak uwikłać w ten ślub. Teraz nie będzie mu łatwo się z tego wyplątać. Za nic nie mógł pogodzić się z myślą, że jego życie już na zawsze będzie związane z Pakistanem.

– Nie, to nie może być koniec mojej wolności. Nie może. – Patrzył w chmury za oknem samolotu, powtarzając raz za razem: – Ja tutaj wrócę, wrócę, wrócę…

Rozdział 2EVI

Stojąc w strugach ciepłej wody, wyobrażała sobie, że razem z tym codziennym potem i kurzem z jej ciała spływa też cały pot i kurz z jej duszy; wszystko to, co pozostawił w jej duszy związek z tym dziwnym człowiekiem. Było w nim tyle dziecięcej radości i dobroci, i równocześnie tyle wstrętnego sprytu i matactw – zawsze tak kręcił, aby wyszło na jego korzyść. Nie chciała już o nim myśleć, wręcz przeciwnie, chciała jak najszybciej zapomnieć, wymazać z pamięci wszystko, wszystko, i zacząć nareszcie naprawdę żyć. Wycierała się powoli grubym ręcznikiem, myśląc z radością: Poleciał. Nareszcie jest daleko. Nareszcie mam spokój, nareszcie jestem wolna, cudownie wolna. Dopiero teraz zaczynała rozumieć, jak bardzo była uwięziona.

Przechodząc do sypialni, zahaczyła o kuchnię, biorąc wcześniej przygotowaną wodę z miodem. Był to codzienny rytuał – zawsze wieczorem ją przygotowywała, a rano na czczo wypijała. Wierzyła, że to pomaga jej jelitom lepiej pracować. Położyła się jak zwykle po prawej stronie, bliżej drzwi, i opatuliła kołdrą. Jak dobrze, że wreszcie włączono centralne ogrzewanie. Czuła coraz bardziej ogarniającą ją senność, z wysiłkiem wystawiła rękę i nacisnęła kontakt, gasząc światło.

Sen pojawił się natychmiast, bardzo mocny i symboliczny, jak zawsze, kiedy miał związek z nim. Widziała bardzo dokładnie siebie i jego w jej łóżku. On leżał na jej miejscu, oparty o poduszki, był bardzo smutny, wyglądał na chorego. Ona próbowała czymś go zainteresować, ale pozostał obojętny. Pomiędzy nich jakby wepchnął się obraz jej brzucha, a dokładniej jej pępka, który wyglądał jak pępek dzieciaka, któremu dopiero co odpadła pępowina.

Pępowina została odcięta – przeleciało jej przez myśl. Spojrzała na niego, ale jego spojrzenie zdawało się mówić: „Tak, wiem”, albo raczej „Już to wiem…”.

Obudziła się całkowicie, ale zaraz zamknęła oczy z powrotem, próbując odtworzyć sen jeszcze raz. Po powtórnej analizie na jej twarzy pokazał się uśmiech ulgi. Nareszcie wolna, wolna. Nie potrafiła jeszcze całkowicie zrozumieć, co tak naprawdę się wydarzyło, wszystko było zbyt bolesne jeszcze, wiedziała jednak, że spłaciła swój karmiczny dług wobec niego. Była naprawdę wolna. Czuła, że jeszcze teraz nie potrafiła cieszyć się tą wolnością tak naprawdę, na całego, bo była w niej jeszcze gdzieś ta nieprzetrawiona do końca nadzieja, że będą razem żyli długo i szczęśliwie. Ot, babska głupota. Spojrzała na zegarek, był środek nocy dopiero, a jej oczy pozostawały szeroko otwarte. Znowu to samo… Znała już ten scenariusz, ale na szczęście teraz potrafiła już go zmieniać. Opatuliła się więc szczelnie kołdrą i odganiając w siną dal wszelkie myśli, powoli zapadała w sen, programując się na pełny odpoczynek. Chciała obudzić się dopiero po godzinie ósmej.

Obudził ją dźwięk telefonu. To jedna z jej nowych klientek. Zadając pierwsze powitalne pytania, przeszła szybko do kuchni, nastawiając ekspres, po czym szybko wyszła, aby nie było go słychać w słuchawce. Kobieta zaczynała już teraz zadawać pytania, na które trzeba było zacząć odpowiadać. Teresa tak prowadziła rozmowę, że tamta musiała znowu sama zająć się analizą tego, co powiedział jej partner. Wykorzystując to, terapeutka przeszła do kuchni, nalała mleka w kubek, zalała to kawą i po cichu przeszła z powrotem do salonu. Spokojnie upiła łyk kawy, uważnie słuchając głosu w słuchawce. Teraz krok po kroku przybliżała się do mówiącej coraz bardziej, w czym pomagały jej rozłożone już karty tarota. Widziała już bardzo dokładnie całą wczorajszą sytuację, przebieg rozmowy i emocje jej towarzyszące. Spokojnie zaczekała, aż kobieta skończy swoją opowieść, i zaczęła tasować talię, która robiła dużo hałasu, ale tak naprawdę nie używała jej. Było to potrzebne, aby klienci, z którymi miała kontakt telefoniczny, słyszeli ją, jak rozkłada karty; to ich uspokajało i wprawiało w stan, w którym łatwiej mogli przyjąć to, co miała im do powiedzenia. Skończyła tasowanie i skupiła się na kartach, które rozłożyła wcześniej. Krok po kroku analizowała wczorajszą sytuację, trzymając ramieniem słuchawkę. Jej prawa ręka dobierała wciąż nowe karty, a lewa oparta przegubem o stół, jakby osłaniała cały rozkład. Po drugiej stronie słuchawki panowała całkowita cisza. Kobieta kuliła się coraz bardziej w sobie, słuchając, traciła całkowitą pewność siebie, słyszała te same słowa, które powiedział wczoraj jej partner. Tak dokładnie, jakby to on sam znowu jej to powtarzał.

– Powiedział ci już kilka razy, że nie może ścierpieć tej samej poplamionej piżamy na tobie, a te stare kapcie wywołują wręcz odruch wymiotny, dlaczego nie wyrzucisz tych rzeczy, dlaczego nie słuchasz co do ciebie mówi? – padło pytanie.

Teraz dziewczyna już nie mogła powstrzymać płaczu, rozszlochała się na dobre, przerażona faktem, że tamta, której nigdy nie widziała, ale rozmawiała już z nią kilka razy, tak dobrze opowiedziała jej cały przebieg wczorajszej kłótni. Do tej pory Teresa rozmawiała z nią ciepło i serdecznie, próbując przyzwyczaić ją do myśli, że nie ma racji, że może się myli w pewnych sprawach. Nie zrobiła na niej jakiegoś większego wrażenia, wydawało jej się, że koleżanki, które ją zachwalały, przesadziły. Ot, zwykła kobiecina, która w ten sposób zarabia na chleb. Nie wierzyła, że może naprawdę przepowiedzieć przyszłość. Wręcz przeciwnie, uważała ją za niezdolną do tego. Liznęła trochę wiadomości z psychologii i teraz na tym bazuje. Było jednak w głosie tej kobiety coś, co przyciągało jak magnes. Dzisiaj też chciała po prostu ją usłyszeć, nieważne, że była pewna, iż nie potrafi rozwiązać jej problemu. Jej głos działał jak balsam, chciała go usłyszeć znowu. Tym razem jednak rozmowa była zupełnie inna. Dziś dopiero zrozumiała, jaką siłą dysponuje ta nieznana jej kobieta. Przeraziła się, ale równocześnie poczuła wielką pewność, że potrafi jej pomóc. Wytarła głośno nos i wiedząc, że Teresa dała jej czas na ochłonięcie, otworzyła usta, aby poprosić ją o pomoc. Nie zdążyła jednak nic powiedzieć.

– Evi, wiem, że już jesteś gotowa do pracy nad tym tematem. Powiedz mi tylko, czy chcesz abym cię poprowadziła – usłyszała w słuchawce.

Z trudem stłumiła następny atak płaczu, słysząc dokładnie słowa, które sama chciała wypowiedzieć. Poczuła dreszcze na całym ciele. Jak to dobrze, że ta kobieta jest już wypróbowana, bo napawała ją lękiem. Pomogła jednak dwóm dobrze znanym jej osobom, więc można jej zaufać.

– Powiem ci teraz, co powinnaś zrobić – usłyszała i znowu ogarnęła ją panika. Ona czyta w moich myślach – pomyślała ze strachem.

– Nie bój się – głos w słuchawce był znowu ciepły i opiekuńczy – ja słyszę tylko to, co chcesz, abym usłyszała, to, na co mi pozwala twój Anioł Stróż, albo twoja podświadomość. Nazwij to, jak chcesz. A słyszę po to, aby móc pomóc, a nie po to, aby cię oceniać i na pewno nie po to, aby wykorzystać to przeciwko tobie. O tym, proszę, zawsze pamiętaj. Skontaktowałaś się ze mną, bo potrzebujesz pomocy. Zapomnę o wszystkim po skończeniu rozmowy, a przypomnę sobie dopiero przy następnej, wtedy gdy będziesz znowu mnie potrzebować.

Evi nabrała powietrza w płuca i odważyła się zapytać, czy może zapalić, wywołując uśmiech na twarzy Teresy.

– Zapal i usiądź wygodnie, ale proszę, nie nakładaj nogi na nogę. – Ta uwaga znowu wstrząsnęła Evi, która właśnie zdążyła je skrzyżować. Posłusznie wykonała polecenie, nie znajdując dość siły, aby zapytać, dlaczego to jest tak ważne.

– Jorgos wraca około siedemnastej. Proszę, abyś do tej godziny zrobiła dokładny przegląd swoich szaf i szuflad i wyrzuciła wszystkie stare ubrania, które tam trzymasz od lat. Im dokładniej to zrobisz, tym szybciej oczyścisz swoje życie od niepotrzebnych śmieci. Wyrzucisz wszystko, co jest podniszczone i poplamione. Wszystko! Zapakujesz to wszystko w czarne worki na śmieci, zwiążesz je wszystkie oprócz jednego. Na wierzch tego otwartego wsadzisz piżamę, w której jesteś w tej chwili, i kapcie, które teraz masz na nogach. Ten worek zostawisz otwarty. Wszystkie postaw w przedpokoju. Zabierz się więc najpierw do tej pracy, następnie zajmij się sobą, ułóż włosy tak starannie, jakbyś wychodziła do teatru, załóż sukienkę, którą kupiłaś kilka dni temu, i nowe kapcie, które leżą od kilku miesięcy w szafie. A potem idź do kuchni i załóż na sukienkę-fartuch, który kupił ci w prezencie na początku waszej znajomości, i zabierz się za robienie makaronady, którą tak lubi. Myślę, że w sam raz zdążysz z tym do siedemnastej. – Szeroki uśmiech pojawił się na twarzy Evi. Była pewna, że zdąży, skoro tamta tak mówiła.

– I pamiętaj – mówiła dalej Teresa – nie chcę, abyś choćby jednym słowem wracała do wczorajszej rozmowy. To on ma rację, nie ty, więc nie będziesz mu już niczego tłumaczyć. Worki już w przedpokoju powiedzą mu, że zrozumiałaś, a twój nowy obraz w kuchni dopowie reszty.

– To znaczy, że w ogóle nie będziemy rozmawiać?! – zapytała przestraszona.

– Będziecie – z uśmiechem odpowiada Teresa – przecież wreszcie musisz zacząć się interesować tym, jak mu minął dzień. Nie wolno ci jednak zaczynać rozmowy na temat tego, co powiedział wczoraj, ani tego, co zrobiłaś ty dzisiaj. O tym będą mówić fakty.

– OK, zrobię dokładnie, tak jak mówisz – obiecuje Evi. – Czuję, że teraz wszystko pójdzie gładko.

No, nie tak znowu gładko, myśli Teresa, patrząc na kartę, która wypadła właśnie z talii. Ale też jest dobrej myśli.

Żegnając się, Evi słyszy jeszcze na pożegnanie:

– I pamiętaj, że dziś w łóżku ma być tak gorąco, żeby u mnie dzwoniły dzwony. – Teraz śmieją się serdecznie obie.

Teresa opiera się wygodnie o oparcie fotela, czując radość. Wie, że nie będzie łatwo, ale jednak widziała w kartach, że ta dziewczyna posłucha jej, że krok po kroku zmieni swoją osobowość na tyle, że potrafi istnieć w związku. Będzie mogła dawać radość i brać ją dla siebie. A to jest podstawa sukcesu. Powoli wstaje i idzie w stronę kuchni przygotować sobie jakieś śniadanie.

Evi odkłada słuchawkę z uczuciem ulgi. Czuje się młodsza o kilkanaście lat. Tak jakby ktoś zdjął z jej pleców wielki ciężar. Dziarskim krokiem idzie w stronę sypialni, ale zawraca i bierze z sobą rulon czarnych worków. Otwiera szafy, przyglądając się przez chwilę ich zawartościom. Po czym szybko i sprawnie wyrzuca rzeczy, które już na nią nie pasują, bo są o ładnych kilkanaście centymetrów za małe. Jako drugie lecą ciuchy, w których się mieści, ale są już znoszone. Najtrudniej jest jej pozbyć się kilku ciuszków, które bardzo lubi, ale które noszą ślady smacznych jedzonek. Ach, ach, uśmiecha się do siebie. Mam już pełne trzy worki. Teraz kolej na szuflady. Otwiera następny worek i ładuje wszystko tak jak leci. Sama jest zdziwiona pewnością, z jaką wyrzuca całą bieliznę, zostawiając tylko dwie pary ślicznej nowej, którą sobie niedawno zafundowała. Ten gest obudził w niej wielgachną ochotę na buszowanie po sklepach. Robiła dokładnie to, co poradziła jej Teresa, ciesząc się przy tym jak małe dziecko. Złapała się na tym, że sobie pod nosem podśpiewuje. Usiadła na podłodze i przyglądała się swojej robocie. Dobiegała już godzina pierwsza; trzeba się wreszcie ogarnąć – pomyślała. Wszystko, co było do spakowania, zostało już spakowane, pozostała tylko piżama, którą wciąż miała na sobie, i kapcie – niedźwiadki. Obejrzała sobie te dwie rzeczy jeszcze raz dokładnie i… stwierdziła, że Jorgos miał rację; są już naprawdę bardzo znoszone, zapuszczone. Sama się zdziwiła, że tego wcześniej nie zauważyła. Wstała szybko i zabrała się za wiązanie worków, pozostawiając tylko jeden otwarty, ten z bielizną, a na samym wierzchu położyła piżamę i kapcie. Najchętniej wyrzuciłaby je szybko, żeby już tutaj nie stały, ale bała się reakcji Teresy. Od swoich znajomych, które były jej klientkami, wiedziała, że lepiej jest wypełniać jej słowa dokładnie, krok po kroku, bo każde polecenie miało swoją kolej i swój własny sens. Wydawało się jej to wszystko bardzo dziwne, ale niech tam, posłucha jej, skoro ma to pomóc. Kochała Jorga i nie chciała go stracić. Była gotowa się zmienić. Włączyła wodę i zapaliła papierosa, będąc tylko w bieliźnie. Zaczęła się zastanawiać nad tym wszystkim, co ostatnio wydarzyło się w jej życiu. Od kilku miesięcy źle się działo w jej związku; on najpierw delikatnie, a ostatnio już coraz dosadniej wyrzucał jej, że bardzo się zmieniła, że zupełnie o siebie nie dba i że po prostu jest byle jaka. Z dnia na dzień robi się bardziej byle jaka. Tak właśnie to określił. Patrząc na te spakowane worki i myśląc o całej ich zawartości, nie mogła nie przyznać mu racji. Poczuła się bardzo nieswojo. Czyż trzeba było aż kart, aby mogła zrozumieć coś tak bardzo oczywistego? Co się z nią stało?

Podniosła się z kanapy i podeszła do wyłącznika. Wzięła ręcznik z szafy i skierowała się do łazienki. Stojąc pod prysznicem, cały czas myślała o tym, że wydarzyło się coś bardzo dziwnego. Zastanawiał ją fakt, iż cały czas, od momentu zakończenia rozmowy z Teresą, po głowie krążyła jej Magda, dalsza kuzynka, która odwiedziła ją kilka miesięcy temu. Dokładnie przypominała sobie ten dzień, bo później cały czas bolała ją potwornie głowa, a następnego dnia stwierdziła, że gdzieś zapodział się śliczny seksowny komplecik, który wisiał na sznurku. To zbieg okoliczności, ale jednak cały czas łączyła te dwie sprawy razem. Teraz też układając włosy, pomimo iż chciała myśleć o tym, jak przebiegnie rozmowa po powrocie Jorgosa, jej myśli co i rusz krążyły wokół tego wydarzenia sprzed kilku miesięcy. Wychodząc z łazienki, postanowiła, że porozmawia o tym z Teresą.

Jorgo nie miał najmniejszej ochoty wracać dziś do domu. Chciał wsiąść w samochód i pojechać daleko za miasto. Nie miał najmniejszej ochoty spędzać jeszcze jednego tak samo nudnego wieczoru. Nie mógł zrozumieć, co stało się z Evi, dlaczego tak bardzo się zmieniła. Przez dwa lata ich znajomości tryskała radością, ciepłem i czystością. Zawsze elegancka i zadbana, była jego chlubą. To, co stało się z nią kilka miesięcy temu, było nie do zniesienia. Nie przeszkadzał mu fakt, że się roztyła, ale to, że zawsze była zaniedbana, taka byle jaka. I nigdy nie mogła z niczym zdążyć. Pomimo iż zamieniła cały etat na pół, ciągle była zmęczona i narzekająca. Wszedł do marketu i kupił gotowego kurczaka z rożna i sałatę. Był pewny, że niczego nie ugotowała, pomimo iż dzisiaj nie pracowała. Wziął też gazetę w pobliskim kiosku, zdecydowany szukać mieszkania. Nie był w stanie już dłużej tak żyć. Kochał ją jeszcze, ale to już nie było to co dawniej, uczucie gasło z dnia na dzień. Przekręcił klucz w drzwiach i stanął jak wryty. Oparł się o drzwi, bo nagle zabrakło mu sił. Okropny, ale i radosny widok czarnych worów dopełnił cudowny zapach wydobywający się z kuchni.

Ktoś nas chyba odwiedził – zdążył pomyśleć, gdy zobaczył Evi. W oczach stanęły mu łzy. Zamknął ją w objęciach i zaprowadził do kuchni.

Teresa spojrzała na zegarek. Dochodziła godzina osiemnasta. Usiadła wygodnie, opierając plecy o oparcie kanapy, i powędrowała myślami do domu Evi. Miała zamiar „doładować” troszkę sytuację, aby im pomóc, ale szybko zrozumiała, że wcale im tego nie trzeba. Wycofała się więc natychmiast i z uśmiechem podniosła do ust kubek z kawą. Nie przestała jednak całkowicie myśleć o tej dziewczynie. Przypomniała sobie coś, co zobaczyła w jej kartach, coś, co jej się bardzo nie spodobało, a co miało związek z kobietą, która odwiedziła Evi kilka miesięcy temu. Nie chciała o tym z nią rozmawiać, bo byłoby to za dużo jak na jeden dzień. Już wtedy jednak podczas rozmowy przekazała jej tę swoją obawę w formie dyskretnej myśli. Teraz tylko mogła poczekać na jej reakcję. Jeżeli będzie chciała, to rozłożą ten temat na cząsteczki i oczyszczą sytuację. Tym, co mogła zrobić bez pozwolenia Evi, było zastosować blokadę, aby już nie mogła jej szkodzić. Zaniosła telefony do sypialni i wsadziła pod poduszkę, aby ich dźwięk nie wytrącił jej z kokonu, po czym weszła z powrotem do salonu i usiadła w kącie, opierając plecy o ścianę. Prawie natychmiast wyczuła ręce tamtej nad czymś, co należało do Evi. Nie chciała jednak tracić czasu na ten obraz. Szybko stworzyła magiczne jajko, które jak lustro miało odbijać wszelkie złe energie. Przez chwilę zastanawiała się, czy nie powinna raczej stworzyć dwóch takich samych, dla niej i dla niego, ale ostatecznie doszła do wniosku, że lepiej zabezpieczyć po prostu ich dom. Jeżeli Evi zdecyduje się na rozmowę na ten temat, wtedy razem zdecydują co zrobić. Szybko rozpostarła skorupkę nad ich domem i podniosła się z podłogi, siadając z powrotem na kanapie. Takie jajko nie robiło nikomu krzywdy, nikomu z wyjątkiem tego, co chciał wyrządzić im krzywdę. Ona, jeżeli dalej będzie kontynuować swoje sztuczki, po pewnym czasie zacznie odczuwać tego skutki. Nie było to na tyle silne, aby zrobić jej wielką krzywdę, ale jednak… Weszła pod prysznic z nadzieją, że szybko uda się zakończyć tę sprawę.

Wycierając się, nagle poczuła niesamowicie silną myśl, pełną strachu i bólu.

– Nie myślisz o mnie! – odczytała przekaz i aż zakręciło się jej w głowie. Na dodatek z przyległej sypialni dobiegł ją natarczywy dźwięk telefonu. Wyszła powoli z wanny, uważając, aby się nie pośliznąć na marmurowej posadzce. Zawinięta w ręcznik usiadła na łóżku i spojrzała na telefon. Pomimo iż wyraźnie słyszała dzwonek, nie zobaczyła żadnego połączenia. Poczuła, jak bardzo wyschło jej w gardle, więc poczłapała do kuchni po szklankę wody. Na stole zobaczyła kanapki, które przygotowała rano. No tak, uśmiechnęła się do siebie, chyba jestem głodna. W tej chwili zadzwonił telefon. Spojrzała na numer i odetchnęła z ulgą. To tylko jedna z jej znajomych, gaduła, która jak co dzień chciała pogadać. Odebrała, przepraszając, że będzie słuchać i równocześnie jeść.

– A co jesz? – padło natychmiast pytanie.

– Kanapki, ale nie pytaj, co jest na nich, bo jestem zmęczona i ci się zerwie – odpowiedziała ostrzegawczo.

– No dobra, dobra – zgodziła się natychmiast i zaczęła swoją opowieść. Teresa słuchała jej, wtrącając co jakiś czas „hm” albo „aha”. Licznik wskazał siedemdziesiąt dwie minuty, kiedy wreszcie tamtej skończył się temat.

– A co teraz będziesz robić? – zapytała na koniec.

– Pomedytuję chwilę, bo jestem zmęczona. Może uda mi się odpocząć do następnego telefonu. – Teresa próbowała przekazać jej w ten sposób prośbę, żeby się już do niej nie dobijała.

– To ja do ciebie zadzwonię później, bo idę pilnować dzieciaka do Greczynki, to sobie pogadamy, o ile nie będziesz wisieć znowu na słuchawce – dodała ironicznie, kasując tym samym nadzieję Teresy.

Odłożyła słuchawkę do naładowania, a sama położyła się w poprzek łóżka. Czuła się zmęczona, ale też czuła, jak przechodzi na inne fale, jak sama to nazwała. Wiedziała, że za chwilę znowu coś zobaczy. Zamknęła oczy i skuliła się w sobie, czekając na obraz. Zobaczyła Ahmeda, jak próbował okręcić ją sznurami, ale one natychmiast ześlizgiwały się, pozostawiając ją wolną. Zdążyła jeszcze zobaczyć wściekłość w jego oczach i obraz się rozmył. Odetchnęła z ulgą, wracając do rzeczywistości. Wiedziała, że chciał za wszelką cenę zatrzymać ją przy sobie, ale wiedziała też, że nie chce zrobić jej krzywdy. Była to tylko reakcja zranionego dzieciaka, który nie tylko nie dostanie zamówionej nowej zabawki, ale na dodatek stracił te, które miał.

Będzie musiał się z tym pogodzić – pomyślała ze smutkiem – to dopiero początek. Dopiero początek… – powtarzała cichutko, a w oczach zakręciły się łzy. W tej chwili bardzo pragnęła przytulić się do niego. I chyba nie tylko przytulić. Chciała czegoś więcej, o wiele więcej; poczuła, jak jej ciało budzi się szybko na wspomnienie ich intymnych chwil. Bardzo intymnych chwil.

Czuła się potwornie zmęczona i nie miała już najmniejszej ochoty na rozmowy, ale nie mogła się jeszcze położyć. Czekały ją dwie umówione sesje. Obydwie nowe. Musi więc pozbierać się do kupy, bo inaczej nie da rady. Nie zdążyła jeszcze dobrze pomyśleć, kiedy zadzwonił domofon. Otworzyła na dole i szybko narzuciła na siebie przygotowaną sukienkę. Słysząc nadjeżdżającą windę, otworzyła drzwi i zobaczyła wystraszoną młodą dziewczynę.

Kładąc się wreszcie spać, pomyślała ze złością o swoich koleżankach po fachu. Jak można radzić młodej dziewczynie, żeby zaszła w ciążę, to wtedy mąż przestanie pić. Matko jedyna. Na szczęście udało jej się wyperswadować to małej, a nawet więcej, z radością myślała o tym, że teraz ma ona więcej siły i więcej szacunku do siebie. Zaprosiła ją za trzy tygodnie na kawę, wtedy będzie mogła znowu z nią porozmawiać, dodać jej otuchy. Tak bardzo chciała, aby udało się jej wyrwać ją z piekła, w jakim żyła. Była taka młoda i taka ufna.

Rozdział 3RITA

Usiadła na łóżku, czując ból na całym ciele, i spoglądając na zegarek, odruchowo obliczała czas w Pakistanie. Zorientowała się, że właśnie dotarł do domu. Opatuliła się z powrotem w kołdrę i czekała na sen. Chciała po prostu spać i nie myśleć o niczym. Zaczęła po cichu odmawiać modlitwę i choć prawie natychmiast zasnęła, nerwowo rzucała się z boku na bok, budząc się od czasu do czasu. Potem wszystko się uspokoiło, zaczęła oddychać miarowo. Zobaczyła siebie w łóżku i jego stojącego nad nią. Trzymał w ręce szkielet dużej ryby i przepychał go przez swój członek. Wszystko to robił nad nią. Chciała odejść, ale zabronił jej

– Jeszcze nie teraz – usłyszała słowa powiedziane mocnym głosem.

Otworzyła oczy, niezdolna do jakiegokolwiek ruchu. Połączenie członka z rybą oznaczało wielki, ogromny ból. Wiedziała, że będzie potrzebował pomocy i chociaż nie chciała już brać udziału w niczym, co miało z nim związek, nie potrafiła odmówić. Ułożyła się wygodniej i rozpoczęła „lepienie” białych kul. Wysyłała je tak długo, aż poczuła, że wszyscy się tam uspokoili. Wstała, aby wejść pod prysznic, ale poczuła ogromne znużenie i w rezultacie położyła się znowu, tym razem w poprzek łóżka, na kołdrze. Obraz dopadł ją natychmiast. Ahmed rozmawiał z jakimś staruszkiem, dookoła było mnóstwo ludzi. Podniósł wzrok i spoglądając dookoła, uśmiechnął się smutno.

– Jak to dobrze, że jeszcze mam ten parasol – powiedział cicho. Staruszek spojrzał na niego i otworzył usta, aby o coś zapytać. W tym momencie obraz urwał się.

Spojrzała na zegarek i z pośpiechem wstała. Nastawiła kawę i włączyła wodę na kąpiel. Poczuła silny głód, więc nastawiła płatki owsiane. Po kilku minutach siedziała nad talerzem, zajadając z pośpiechem. Nabrała ostatnią łyżkę płatków, kiedy rozległ się dzwonek telefonu. Spojrzała z żalem w stronę łazienki i tak jak stała, jeszcze w koszuli nocnej, poczłapała do salonu, zabierając z sobą kubek z kawą.

– Nie obudziłam cię? – rozległo się w słuchawce i zaraz po tym, bez czekania na odpowiedź, popłynęły zwierzenia. Teresa zmusiła się do słuchania, chociaż była pewna, że nie usłyszy nic nowego. Ta jej znajoma potrafiła godzinami rozwijać ten sam temat. Była inteligentna, oczytana, ale niesamowicie męcząca. Poznały się trzy lata temu, ale miały dwuletnią przerwę w kontaktach. Teraz Rita zadzwoniła do niej na kilka dni przed przeprowadzką, pod numer, który dobrze znała. Tak rozpoczęła się na nowo ich wspólna przygoda. Rita wyszła za mąż za biznesmena. Nie musiała się martwić o pieniądze. Jedyne, co jej dokuczało, to samotność. On większość czasu spędzał jeżdżąc po różnych krajach i prowadząc interesy, ona królowała w domu, opiekując się dzieciakami, teraz już prawie dorosłymi.

– Kurczę, ktoś mi się dobija do drzwi, zadzwonię za chwilę – powiedziała ze złością. Cudownie – pomyślała Teresa i błyskawicznie pomknęła w stronę łazienki, łapiąc po drodze bieliznę. Wyszła właśnie z wanny, kiedy znowu zadzwonił telefon. Widząc w okienku numer Rity, odebrała natychmiast, nie przerywając wycierania. Przekładając słuchawkę z ucha do ucha, powoli się ubierała.

Jak to dobrze, że kupiłam ten telefon bezprzewodowy – uśmiechnęła się do siebie, przypominając sobie jak to wszystko wyglądało wtedy, gdy miała dziesięciometrowy kabel. Skończyła się ubierać i ponownie weszła do salonu, siadając w fotelu. Rita nie przestawała nawet na chwilę.

– Co ty o tym myślisz? Jak widzisz tę sprawę – zaatakowała niespodziewanie.

– Przecież już rozmawiałyśmy o tym tyle razy, moje zdanie na ten temat nie zmieniło się od wczoraj – odpowiedziała spokojnie i ciepło.

– No dobrze, dobrze, nie złość się, pamiętam, ale jeszcze raz chcę posłuchać – odpowiedziała natychmiast.

– Czy wiesz, że jesteś po prostu upierdliwa? – pyta Teresa nadal tym samym tonem

– Sorry, ale ja tak lubię cię słuchać – znajoma nie daje za wygraną.

Teresa pochyla głowę, myśląc – inaczej byś śpiewała gdybyś musiała za takie rozmowy płacić, tak jak robią to inni. Właściwie to nie pamięta, jak to się stało, że ta wkręciła się do grona jej koleżanek, których tak naprawdę nigdy nie szukała. Pamięta, jak przyszła do niej po raz pierwszy, chcąc dowiedzieć się czegoś o jej stosunkach z matką, z którą się, delikatnie mówiąc, nie znosiły. Wtedy zobaczyła na jej ręce dziwną bransoletkę, pełną wisiorków w kształcie różnych zwierzątek i znaków. Widziała ją w jednym ze swoich snów, kiedy to jakiś mężczyzna powiedział do niej:

– Przyprowadzę do ciebie moją córkę, jesteście siostrami. – Wtedy zauważyła, że trzyma w ręce bransoletkę, taką samą jak ta na ręce dziewczyny, która właśnie weszła.

– Miałaś bardzo dobry kontakt z ojcem, byłaś jego pupilką, ale on już dawno nie żyje – mówi w momencie, gdy dziewczyna siada na wskazanym miejscu.

– Masz całkowitą rację – odpowiada spokojnie, ale już w następnej sekundzie zalewa się łzami.

Rita interesuje się ezoteryką już od dawna, ale tak naprawdę tylko po to, aby ulepszyć swoje życie. W jej przypadku ulepszyć, znaczy tyle co zmusić wszystkich, aby tańczyli w rytm muzyki, którą właśnie gra. Wtedy Teresa miała w miarę luźny dzień, nie pracowała jeszcze systemem telefonicznych porad, więc przesiedziały kilka godzin, rozmawiając o wielu sprawach. Wtedy też karty powiedziały, że do końca roku kupią nowe mieszkanie, w co Rita nie uwierzyła, gdyż jej mąż był całkowicie temu przeciwny ze względu na brak pieniędzy. Pomimo iż zarabiał bardzo dużo, prawie wszystkie pieniądze w jakiś dziwny sposób rozpływały się w marketach, sklepach, prywatnych szkołach. Słowa wróżki podniosły ją na duchu, dodały wiary w lepsze jutro. Wyszła od niej zadowolona, nawet bardzo, i pomyślała iż warto by ją mieć przy sobie. Gdy tylko dotarła do domu, zadzwoniła do niej, żeby jeszcze raz podziękować, a przy okazji umówić się na kawę za kilka dni. Czuła, że od tej pory będzie u niej częstym gościem. Przychodziła potem regularnie, zawsze przynosząc ze sobą jakiś mały prezencik i coś na śniadanie. Rozmawiały godzinami o wszystkim, ale przede wszystkim o jej problemach z dziećmi, zwłaszcza z córką, której nijak nie mogła zrozumieć. Dużo też było tematów związanych z jej matką, która próbowała nią kierować. Ostatnio nie miały żadnego kontaktu.