Oferta wyłącznie dla osób z aktywnym abonamentem Legimi. Uzyskujesz dostęp do książki na czas opłacania subskrypcji.
14,99 zł
Niewierzących najbardziej gorszy to, że Jezus - człowiek, który żył w Palestynie za czasów Augusta i Tyberiusza, ma być Synem Boga, Chrystusem, centrum całej historii ludzkości.
Po biografiach Św. Józefa, św. Piotra i Najświętszej Maryi Panny, ks. prof. Andrzej Zwoliński, kierownik katedry Katolickiej Nauki Społecznej, pochylił się nad biografią Zbawiciela. Sięgnął po apokryfy, wielkie objawienia a także obficie korzystał ze źródeł i książek historycznych.
Ksiądz profesor tłumaczy nam zarówno znaczenie teologiczne jak i tło historyczne wydarzeń, naświetla żydowskie obyczaje religijne i społeczne. Narracji towarzyszą liczne dzieła sztuki, dokumentujące ziemską biografię Zbawiciela.
Syn Boży. Apokaliptyczny baranek. Alfa i omega. Tylko on jest drogą, prawdą i życiem. Jezus Chrystus.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 386
Okładka, projekt graficzny, skład i łamanie, fotoedycja Fahrenheit 451
Redakcja i korekta Barbara Manińsa, Karolina Kuć
Postprodukcja zdjęć, przygotowanie do druku TekstProjekt
Zdjęcia o ile kredyt ilustracji nie stanowi inaczej – wolna domena internetu
Dyrektor projektów wydawniczych Maciej Marchewicz
ISBN 9788368771015
Copyright © by Ks. prof. Andrzej Zwoliński Copyright © for Fronda PL Sp. z o.o., Warszawa 2026
Jakiekolwiek nieautoryzowane wykorzystanie tej publikacji do szkolenia generatywnych technologii sztucznej inteligencji (AI, SI) jest wyraźnie zabronione z wyłączeniem praw autora i wydawcy. Wydawca korzysta również ze swoich praw na mocy artykułu 4(3) Dyrektywy o jednolitym rynku cyfrowym 2019/790 i jednoznacznie wyłącza tę publikację z wyjątku dotyczącego eksploracji tekstu i danych.
Wydawca
Fronda PL, Sp. z o.o.
ul. Łopuszańska 32
02-220 Warszawa
tel. 22 836 54 44, 22 877 37 35
faks 22 877 37 34
e-mail: [email protected]
www.wydawnictwofronda.pl
www.facebook.com/FrondaWydawnictwo
www.twitter.com/Wyd_Fronda
Przygotowanie wersji elektronicznej
Okładka
Strona tytułowa
Strona redakcyjna
Rozdział 1. TAJEMNICA
Rozdział 2. OBIETNICA ZŁOŻONA ADAMOWI I EWIE
Rozdział 3. BÓG I CZŁOWIEK
Rozdział 4. RODOWÓD JEZUSA
Rozdział 5. BOGARODZICA
Spis treści
Cover
Title Page
Copyright Page
W dziele Marka Tulliusza Cycerona zatytułowanym O naturze bogów – dialogu w trzech księgach z 45 roku przed Chrystusem na temat filozofii religii, czytamy o bezskutecznych próbach zrozumienia i objaśnienia przez mędrców pogańskich tajemnicy Boga. Starożytny władca Syrakuz, Hieron, zadał filozofowi Simonidesowi pytanie: „Powiedz, kim jest Bóg?”.
Mędrzec prosił o jeden dzień do namysłu. Po jego upływie poprosił o kolejny dzień. Kiedy termin minął, znów poprosił o dwa dni... Potem o cztery... o osiem... w końcu powiedział zniecierpliwionemu władcy: „Im dłużej zastanawiam się nad tym zagadnieniem, tym trudniej mi odpowiedzieć”.
Spotkanie z Jezusem wymaga od człowieka zgody na przyjęcie Go z wiarą, bez ambicji przeniknięcia Jego tajemnicy własnym rozumem. Rozum może nas podprowadzić do Niego, uzasadnić trwanie przy Nim, pomóc zrozumieć Jego naukę, lecz nie pozwoli do końca poznać tajemnicy Boga, który stał się człowiekiem. Znamy Go na tyle, na ile nam się objawił, odkrył przed nami, opowiedział Siebie Swoim życiem, śmiercią i zmartwychwstaniem. I to musi nam wystarczyć, by przy Nim być.
Rosyjski myśliciel Dymitr Mereżkowski (1865–1941) w swojej książce Jezus nieznany (1937) przyznał, że egzemplarz Ewangelii, który otrzymał w 1902 roku, nieustannie nosi przy sobie: „Czytam ją codziennie i czytać będę, póki oczy widzą, przy wszelkim, od słońca czy serca biegnącym świetle, w najjaśniejsze dni i najciemniejsze noce, szczęśliwy czy nieszczęśliwy, chory czy zdrów, czujący czy nieczuły. I wydaje mi się, że wciąż czytam coś nowego, nieznanego, że nigdy nie przeczytam, nie poznam do głębi”.
Niewierzących gorszy w chrześcijaństwie to, że Jezus – pewien człowiek, który żył w Palestynie za czasów rządów Augusta I Tyberiusza, a który około roku 30 został stracony w Jerozolimie, ma być Chrystusem, wybranym Boga, nawet Synem Boga, ośrodkiem historii, który o niej rozstrzyga. Pomimo coraz większego oddalania się w czasie wydarzeń historycznych związanych z Jego pojawieniem się na ziemi kolejne pokolenia nadal czynią Go centrum całej historii ludzkości. Chociaż sam nie pozostawił po sobie żadnej zapisanej kartki czy księgi, i nie mamy dzisiaj bezpośredniego dostępu do Jego myśli, to korzystamy ze słów, które przekazała nam wspólnota wierzących. Tylko dzięki historycznemu doświadczeniu pierwszych Jego uczniów mamy więc dostęp do Jezusa historycznego. Wiara w Niego nie jest łatwa.
Jezus był tajemnicą już dla tych, którzy Go spotykali. W Ewangeliach nieustannie odnajdujemy okrzyki zdziwienia Jego Osobą, pytania dotyczące Jego czynów i nauki, które nie znalazły rozumowych potwierdzeń.
Jezus prowokował różne pytania, niepokoił własną Osobą: „Co to jest?” (Mk 1, 27); „Zdumiewali się Jego nauką: uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie” (Mk 1, 22); „Jeszcze nigdy nie widzieliśmy czegoś podobnego!” (Mk 2, 12); „Nikt nie przemawiał tak, jak ten człowiek przemawia!” (por. J 7, 46). Wymykał się rozumieniu tych, którzy byli wokół Niego. Jego niezwykłość była tak wielka, że nie można Go było wymyślić. Tkwi w Nim bowiem nieporównywalność z żadną inną osobą żyjącą na ziemi, a Jego nauka nie ma sobie równej. Spotkanie z Jezusem prowadzi do odkrycia, że jest On „nowy” – w tym sensie także można odczytywać cały Nowy Testament.
Spotkanie z Jezusem prowokuje pytanie: „A wy za kogo Mnie uważacie?” (Mt 16, 15). Rainer Maria Rilke (1875–1926), poeta austriacki, zadał je sobie słowami: „Kimże jest ów Jezus Chrystus, który miesza się do wszystkiego (...) i który ustawicznie domaga się, by być pierwszym w naszym życiu?”.
Spotkanie z Chrystusem jest spotkaniem z tajemnicą Boga. Wymaga wiary, zakłada ją, buduje i na niej się opiera. Wiara jest swoistego rodzaju poznaniem, w które rozum jest zaangażowany – wsłuchuje się, dowiaduje, przemyśliwuje tajemnie, których pojąć jednak nie może. Bóg pojęty umysłem ludzkim nie byłby Bogiem. Spotkanie w wierze wymaga także zaangażowania woli, która podporządkowuje się żądaniom Boga i wyciąga konsekwencje dla siebie. W ten sposób wiara angażuje całego człowieka, wypływa z centrum jego osoby.
W ruinach zburzonego przez władze sowieckie klasztoru prawosławnego wWołosowie mieszkała staruszka. Była to mniszka, która żyła samotnie w ziemiance. Przed ukrytymi w czasie burzenia klasztoru ikonami zapalała codziennie świece i się modliła. Gdy w latach siedemdziesiątych spotkał ją poszukiwacz i znawca ikon Władimir Sołouchin, autor książki Spotkania z ikonami, zadał jej pytanie: „Kto ci zlecił przechowywanie ikon?”. Mniszka nie rozumiała pytania: „Jak to kto? Od Boga. Bóg mi zlecił, więc przechowuję. Nie mam żadnych innych spraw. Tylko jedną: dopóki żyję, palić lampki przed ikonami. Zgasnę ja, zgasną lampki”.
Ewangelia opisuje próbę wiary, jaką przeszli apostołowie podczas płynięcia łodzią po jeziorze Genezaret do Betsaidy. Zapadł wieczór, byli na środku jeziora, gdy przeciwny im wiatr utrudnił podróż. Mężczyźni podjęli samotną walkę z żywiołem. W pewnym momencie zauważyli zbliżającą się postać kroczącą po jeziorze. Początkowo chcieli zaliczyć dostrzeżone zjawisko do znanych im przypadków: „myśleli, że to zjawa” (Mk 6, 49). Wówczas Jezus wezwał ich do odwagi, której wymaga wiara: „Ja jestem, nie bójcie się!” (Mk 6, 51).
Wszedł do ich łodzi, wiatr się uciszył i spokojnie mogli przybić do brzegu (por. Mk 6, 45–52).
James Tissot, Chrystus kroczący po wodzie, Brooklyn Museum.
Wiatr świata, który przeszkadza człowiekowi na jego drodze życia, wydaje się silniejszy niż Tajemniczy Bóg. Człowiek nie daje sobie z nim rady zdany jedynie na własne siły. Spotkanie z Chrystusem łatwo jest mu utopić w wirze własnych myśli, podejrzeń i hipotez. Odważne trwanie w łodzi pomimo lęku, który wywołuje niezrozumiała obecność Chrystusa, umożliwia prawdziwe spotkanie z Nim. Jezus wsiada do łodzi człowieka, wystarczy tylko uwierzyć, nie uciec przed tym, co tajemnicze. I wówczas burza cichnie, jezioro staje się na nowo spokojne, a droga okazuje się wyjątkowo łatwa.
Spotkanie z Jezusem wymaga dojrzałej wiary, odpowiedniej postawy, uczciwości poszukiwania, pokornego przyznania przed Nim: „Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!” (Mk 9, 24).
Spotkanie z Jezusem otwiera przed człowiekiem drogę wiary. Krocząc nią, człowiek powinien troszczyć się o dojrzewanie tego, co go buduje. Wiara, jak miłość, przechodzi etap raczkowania, nieudolnego seplenienia – uczy się mówić i opowiadać o Tym, którego spotkała, oraz dojrzewania – mężnieje w swych decyzjach i w konsekwentnym trwaniu przy Jezusie, a w końcu owocuje – decyzjami zasadniczymi dla całego życia.
W poszukiwaniu wiary konieczne jest zachowanie przez człowieka właściwej postawy, która sprowadza się do otwartości na prawdę, rzeczowości zadawanych pytań, gotowości na podjęcie trudu poszukiwań, gruntowne roztrząsanie problemów.
Pier Leone Ghezzi, Męczeństwo św. Ignacego z Antiochii, Gallerie Nazionali Barberini, Corsini.
Starochrześcijańska legenda opowiada, że na sercu biskupa i męczennika św. Ignacego z Antiochii, po jego śmierci na arenie, gdy był rzucony zwierzętom na pożarcie, znaleziono wypisane imię Jezus. Historia ta nawiązuje do słów, które św. Ignacy wypowiedział tuż przed męczeństwem. Skazany za swoją wiarę w Jezusa, ukląkł na arenie i po raz ostatni wyznał imię swego Boga: „Imię Jezus nie zniknie z ust moich, ale gdyby nawet znikło ono z ust, to z serca mego nikt nie zdoła go wymazać”.
Pełna wiara zakłada poznanie treści wiary i życia zgodnego z jej wskazaniami. Tylko w ten sposób tajemnica Jezusa Chrystusa staje się bliska naszemu życiu, wypełnia je treścią i nadaje mu sens.
Jak mówi dawne żydowskie opowiadanie: po wypędzeniu z ogrodu Eden, miejsca przyjaźni Adama i Ewy z Bogiem, pierwsi rodzice postanowili pokutować za swój grzech. Ewa zanurzyła się w wodach Tygrysu na 37 dni, a Adam w Jordanie na 40 dni.
Po 18 dniach zjawił się przed nimi Szatan, który przybrał postać anioła, i oznajmił im, że już nie muszą pokutować, gdyż Bóg przebaczył im grzechy. Adam rozpoznał w nim jednak złego ducha, który był sprawcą wszystkich ich nieszczęść, i robił mu z tego powodu wyrzuty. Wtedy Szatan przyznał się, że skusił pierwszych rodziców z zazdrości i nienawiści do rodzaju ludzkiego – byli bowiem obdarowani miłością Boga, na którą nie zasłużyli. Pokuta Adama i Ewy była jednak bezowocna, gdyż Jezus nie dokonał jeszcze odkupienia – jak podsumowywali historię Adama i Ewy chrześcijanie.
Lucas Cranach Starszy. Adam i Ewa, Museo Nacional de San Carlos Meksyk,domena publiczna, wikimedia commons.
Jednak już wtedy była nadzieja. Autor starożytnego tekstu pisze, że gdy Adam zmarł, zaćmiły się słońce i księżyc przez siedem dni, po czym archanioł Michał, stanąwszy przy jego głowie, powiedział do Seta, jednego z synów zmarłego: „Przyjdź do mnie i zobacz, co o nim postanowił Pan Bóg: tworem jest Jego i zlitował się nad nim”. Na te słowa wszyscy aniołowie, grając na trąbach, wołali: „Błogosławiony jesteś, Panie, bo zlitowałeś się nad stworzeniem swoim”. Wówczas Bóg powierzył Michałowi Adama, mówiąc: „Niech pozostanie w twej opiece aż do dnia przebaczenia”. Ewa, jak mówi ta sama legenda, zmarła sześć dni po śmierci męża. Czytamy: „Dzięki składając Bogu i chwaląc Go, wyzionęła ducha”.
Dawna tradycja żydowska, którą przypomniał Orygenes, mówiła, że grób Adama znajdował się na Golgocie, a według innych w Hebronie. W Bazylice Grobu Pańskiego w Jerozolimie, u stóp Golgoty, znajduje się grota zwana „kaplicą Adama” – to tam, według podań, miał być pochowany ojciec rodzaju ludzkiego.
Historię Adama i Ewy opisuje Księga Rodzaju, która otwiera poważany zbiór pięciu ksiąg, które Żydzi czczą jako Torę, Prawo Mojżeszowe, a chrześcijanie określają mianem „Pentatauchu” (Pięcioksięgu), który oznacza (z języka greckiego) „pięć zwojów, czy też futerałów, schowków na księgi”. Bóg stworzył ich „szóstego dnia” – „na swój obraz, na obraz Boży go (człowieka) stworzył, stworzył mężczyznę i niewiastę”. Zrodzeni z jednego w jednym akcie stwórczym, mężczyzna i kobieta stają się nierozłączni, komplementarni i równi. To przez przekroczenie zakazu Bożego, gdy spożyli „zakazany owoc”, poznali, że „są nadzy”, tzn. przede wszystkim stali się słabi i bezbronni. Zamiast szczęśliwej niewiedzy o złu pojawia się strach i poczucie winy. Mężczyzna i kobieta kryją się jedno za drugim, unikają spotkania z Bogiem. Przerzucają odpowiedzialność za grzech na innych: mężczyzna na kobietę, kobieta na węża. W Biblii nie ma jednak potępień pod adresem pierwszych rodziców. Teksty natchnione mówią o nich z szacunkiem.
Imię Adam wywodzi się od hebrajskiego aadamah, czyli „ziemia”, co podkreśla, że ciało pierwszego człowieka powstało z gliny. Niektórzy wywodzą to imię od sumeryjskiego ada-mu, czyli „mój ojciec”, co z kolei wskazuje, że cały rodzaj ludzki wywodzi się od niego. Ewa oznacza „matka”, bo jak tłumaczy Biblia: „ona stała się matką wszystkich żyjących” (Rdz 3, 20).
Pisma Starego Testamentu obiecują, że przy końcu czasów sam Bóg przyjdzie w sposób przekraczający wszystkie Jego dotychczasowe zbliżenia, przybędzie do Izraela i zamieszka na Syjonie (por. Iz 40, 3; 65, 17). Ta obietnica mesjańska jest opisywana jako „Dzień Pański”, jako przyjście Boga w „ostatnich dniach” – gdy się spełni, Bóg mieszka w Chrystusie już teraz pośród nas – jak zapowiadał prorok Izajasz (Iz 1, 14). Druga linia obietnic mesjańskich w Starym Testamencie odnajduje w Chrystusie „nowego człowieka”. Chodzi o obietnicę nowego człowieka, którą święty Paweł wyrazi, posługując się znaną żydowską typologią, która mówi o „starym” i „nowym Adamie” – pierwszym i ostatnim. Na końcu czasów zostanie stworzony nowy Adam. To linia obietnic, którą spotykamy np. w zapowiedzi nowego potomka Abrahama, w którym będą błogosławione wszystkie ludy (por. Rdz 12, 3; Ga 3, 16); a także w zapowiedzi proroka większego od Mojżesza (por. Pwt 18, 15–18), czy w obietnicy mówiącej o latorośli Dawida. To Chrystus jest w Nowym Testamencie określany jako zapowiadana latorośl Dawida, Prorok, eschatologiczny Izaak, nowy Adam.
Kolejni prorocy przypominali o zapowiedzi Bożej, podtrzymywali ducha w narodzie, nie pozwalali mu się poddać bieżącemu nieszczęściu, wskazując na przyszłość, w której jaśnieje Boża Obietnica.
W języku hebrajskim na określenie proroka używano słowa nabi. Można je tłumaczyć jako „powołany”. Słowo to było tłumaczone na język grecki jako prophetes, które jest słowem złożonym z dwóch elementów: phemi, znaczy „mówić”, zaś przedrostek pro należy rozumieć jako „mówić zamiast, mówić w imieniu kogoś innego”. Prorok jest więc człowiekiem powołanym przez Boga, by mówił w Jego imieniu. Prorok to usta Stwórcy, Jego język.
Do ksiąg prorockich – zgodnie z kanonem Biblii hebrajskiej – należą najpierw księgi tak zwanych proroków starszych: Księga Jozuego, Księga Sędziów, dwie Księgi Samuela i dwie Księgi Królewskie. Pisma te bywają też określane jako historyczne. Ponadto do ksiąg prorockich należą pisma proroków późniejszych, zwanych też młodszymi, to znaczy księgi trzech proroków większych (Izajasza, Jeremiasza i Ezechiela) oraz księgi dwunastu mniejszych: Ozeasza, Joela, Amosa, Abdiasza, Jonasza, Micheasza, Nahuma, Habakuka, Sofoniasza, Aggeusza, Zachariasza i Malachiasza. Poza wezwaniem na drogę wyzwolenia, wezwaniem do nawrócenia, posługa proroków była pełną służbą dla Boga. Zgodnie z Jego planem prorocy systematycznie przypominali o Mesjaszu, który ma nadejść i zbawić świat.
Christian Winck. Abraham i Melchizedek, Germanisches Nationalmuseum Norymberga, domena publiczna, wikimedia commons.
Zapowiadali, że Prarodzicem Mesjasza będzie Abraham (Rdz 12, 3). Będzie to człowiek i narodzi się z kobiety (Rdz 3, 15). Mesjasz będzie potomkiem Dawida (2 Sm 7, 12–13). Narodzi się z Dziewicy (Iz 7, 14; Jr 31, 22). Narodzi się w Betlejem (Mi 5, 1). Urodzi się w czasach, gdy pokolenie Judy utraci już godność królewską (Rdz 49, 10). Narodzeniu Mesjasza towarzyszyć będą znaki na niebie (Lb 24, 17–19). Oddadzą Mu pokłon królowie Wschodu i ofiarują Mu złoto i kadzidło (Ps 72, 10–11; Iz 60). Mesjasz objawi się przede wszystkim w Galilei (Iz 9, 1–2). Będzie uzdrawiał chromych i niemych (Iz 35, 6). Będzie głosił dobrą nowinę ubogim, ludziom złamanym na duchu, niewolnikom wolność, wyzwolenie więźniom i miłosierdzie od Pana (Iz 61, 1–3). Mesjasz będzie nauczał w przypowieściach (Iz 6, 9). Będzie przemawiał jak ten, kto ma władzę od Boga (Pwt 18, 15–19). To On objaśni Pisma, które odnosiły się do Niego, i na Nim spełnią się wszystkie proroctwa (Ps 40, 8–9). Będzie On człowiekiem, ale objawi się jako Bóg (Jr 23, 5–6). Zawrze On Nowe Przymierze, a Jego Prawo będzie wypisane w sercach (Jr 31, 31–34). Mesjasz dokona triumfalnego wjazdu do Jerozolimy, ale pokornie – Jego królestwo będzie bowiem królestwem miłości, przyjedzie na oślicy, a nie na rumaku jak władcy (Za 9, 9). Zostanie wydany za trzydzieści srebrnych monet wrzuconych do skarbca świątyni (Za 11, 12–13). Mesjasz zostanie skazany na śmierć niesprawiedliwym wyrokiem (Iz 53, 8). Zostanie zaliczony do złoczyńców, ponieważ weźmie na siebie grzechy innych (Iz 53, 12). Będzie się modlił za swoich wrogów (Iz 53, 12).
Frederic Edwin Church. Mojżesz oglądający Ziemię Obiecaną. Prywatna kolekcja. USA. Domena publiczna, wikimedia commons.
Prorocy zapowiedzieli, że – w wypadku Mesjasza – podzielą między siebie Jego szaty (Ps 22, 19). Mesjasz zmartwychwstanie trzeciego dnia (Oz 6, 1–3). Pan pokona śmierć (Iz 25, 8). Mesjasz wstąpi do Nieba, skąd pochodzi i gdzie otrzyma wieczną władzę nad wszystkimi narodami (Dn 7, 13–14). Mesjasz jest Synem Bożym i Bogiem – będzie królował na wieki (1 Krn 17, 11–14; Iz 9, 5–6). Zmartwychwstały Zbawiciel żyje na zawsze (Iz 53, 10; Dn 7, 14).
Śladem po wiekach oczekiwania na spełnienie obietnicy Bożej danej Pierwszym Rodzicom jest zwrot: Marana tha – aramejski, zapisany greckim alfabetem w Nowym Testamencie jako maranata. Znaczy „Przyjdź, Panie Jezu!”, a zapisane jako maran atha oznacza „Nasz Pan przyszedł”. To wyrażenie pochodzenia liturgicznego przyjęte do Nowego Testamentu, gdzie pojawia się w Liście apostoła Pawła do Koryntian (1 Kor 16, 22), a także na końcu Apokalipsy św. Jana Apostoła (Ap 22, 20). Mówi o spełnionej Obietnicy.
Święty Ignacy z Antiochii, w Liście do Smyrneńczyków, z ok. 110 r., modlił się: „Wielbię Jezusa Chrystusa, Boga udzielającego wam tak wielkiej mądrości. Zauważyłem bowiem, jak jesteście uzbrojeni w niewzruszoną wiarę, jakby przybici do krzyża Pana Jezusa Chrystusa ciałem i duszą.
Tak utwierdzeni w miłości krwią Chrystusową, iż jesteście całkowicie pewni, że Pan nasz prawdziwie pochodzi z rodu Dawida według ciała, a jest Synem Bożym z woli i mocy Bożej, że jest prawdziwie zrodzony z Dziewicy, ochrzczony przez Jana, aby przez Niego wypełniło się wszystko, co sprawiedliwe; że pod Ponckim Piłatem i Herodem tetrarchą prawdziwie został za nas w ciele przybity do krzyża – z tego owocu jesteśmy, z Jego męki Bożej błogosławionej – aby przez zmartwychwstanie Jego wzniósł się po wieki znak dla świętych Jego i wiernych, tak z Żydów, jak i z pogan, w jednym ciele Jego Kościoła”.
Świety Ignacy Antiocheński. Szkoła malarska z Neapolu, prawdopodobnie Cesare Fracanzano (1605–1651) – Galleria Borghese, Rzym.
Dla wierzących zawsze był On Bogiem i Człowiekiem. Przeciwnicy chrześcijaństwa rozczytywali się w starych mitologiach, by znaleźć proste, a nawet prostackie, wyjaśnienie tej tajemnicy: dla jednych był kanaano-efraimskim bogiem Słońca; Ozyrysem; Attisem; Jazonem; indyjskim bogiem Agni; babilońskim bohaterem Gilgameszem. Charles Dupuis (1742–1809), członek Konwentu III Republiki, w książce Początki wszystkich kultów, czyli Religia powszechna dowodzi, że Jezus był sobowtórem Mitry, bogiem Słońca, a wkrótce będzie dla nas „tym, czym Herkules, Ozyrys i Bachus”. Zaś Volnej, w wydanej wówczas książce Ruiny, czyli rozmyślania o rewolucjach imperiów, dowodził, że ewangeliczny żywot Jezusa jest „tylko mitem o wędrówce Słońca poprzez zodiak”.
Podobne mity i baśnie głosili heretycy. Marcjon, pierwszy doketa z II wieku, tłumaczył, że ciało Jezusa to tylko cień, przywidzenie, umbra, phantasma, corpulentia putative. Twierdził, że „Jezus nie rodził się, a zeszedł wprost z nieba do galilejskiego miasta Kafarnaum w piętnastym roku rządów cezara Tyberiusza” – tak zaczynała się Ewangelia Łukasza „poprawiona” przez Marcjona. Jezus nie umierał: „Szymon Cyrenejczyk ukrzyżowany został zamiast Niego”. Gnostyk Marek tłumaczył: „Jakby tylko cieniem cierpiał”. Nestoriusz w latach 428–431 uczył, że w Jezusie natura ludzka i boska są na tyle oddzielne, że trzeba w Nim widzieć dwie różne osoby – nestorianizm został potępiony przez sobór w Efezie w 431 roku. Monofizytyzm (natura boska wchłonęła w Chrystusie naturę ludzką), jak i miafizytyzm (natura boska i ludzka zmieszały się, tworząc jedną naturę „bez pomieszania, bez zamiany, bez podziału i jakiejkolwiek formy rozłączenia” – potępił jako herezję sobór chalcedoński w 451 roku.
Drzewo Jessego z kościoła Mariackiego w Krakowie. Basik07 Barbara Wrzesińska Creative Commons Attribution-Share Alike 2.5 Generic.
Wielokrotnie wyjaśniano tajemnicę Syna Bożego, który przyjął naturę ludzką, pozostając jednym i tym samym. Wcielenie jest niespodziewanym i absolutnym przekroczeniem granic między człowiekiem a Bogiem: Syn Boży staje się człowiekiem, człowiek staje się Synem Bożym. Nie znaczy to, że Jezus był pół bogiem, pół człowiekiem. Jest On całkowicie Bogiem i całkowicie człowiekiem. To, że jest Bogiem, nie znaczy, że przestał być człowiekiem, a Jego człowieczeństwo w żadnym też stopniu nie „pomniejszyło” Jego Boskości.
Jezus to Syn Boży, który stał się człowiekiem, przyjmując człowieczeństwo z Najświętszej Maryi Panny. Syn Boży mówi słowami ludzkimi, zwraca się do swego Ojca ustami i sercem prawdziwego człowieka, prosząc za wszystkimi ludźmi i poddając się Jego woli. Syn Boży, Wszechwiedzący jako Bóg, „wzrasta w mądrości” jako człowiek, po ludzku, w granicach, na jakie pozwalało Mu Jego środowisko i otoczenie, poznaje świat. Z Ewangelii dowiadujemy się, że Jezus był wrażliwy na piękno świata, zwracał uwagę na mądrość i porządek drobiazgów – „ptaki niebieskie” i „trawa polna” wywoływały Jego zdziwienie (por. Mt 6, 26–30). Poznał trud pracy ludzkiej, w przypowieściach przywoływał obraz robotników znoszących ciężar dnia pracy (por. Mt 20, 1–15), mówił o pracy w winnicy, o roli i pasterzach – o otaczającym Go świecie, który poznał przez własne doświadczenia. Był zmęczony, wzruszony, płakał, cierpiał, męczył się, odczuwał głód i pragnienie – po ludzku okazując swoją miłość, przywiązanie do ludzi, posłuszeństwo i zależność od Boga Ojca. Syn Boży uczynił ludzką naturę swoją własną, a w ten sposób człowieczeństwo zostało wprowadzone w Nim w krąg życia Trójcy Świętej.
Pierwsza strona Compendium historiae Piotra z Poitier w angielskim rękopisie z XIII wieku. The Digital Walters/wikimedia commons/ Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported.
Pochodzenie Jezusa jest tajemnicą. Wprawdzie mieszkańcy Jerozolimy twierdzili: „my jednak wiemy, skąd on pochodzi” (por. J 7, 27), lecz sam Jezus zwrócił uwagę na to, jak niedostateczna jest ta wiedza o Jego pochodzeniu: „Ja nie przyszedłem we własnym imieniu; lecz prawdziwy jest tylko Ten, który mnie posłał, którego wy nie znacie” (J 7, 28). Niewiele więc o Nim mówi fakt, że pochodził z Nazaretu. Ewangelia nieustannie podkreśla, że prawdziwym pochodzeniem Jezusa jest „Ojciec”, że pochodzi On całkowicie od Niego i inaczej niż wszyscy wysłańcy Boga.
W odległej starożytności noszenie tytułu „syna bożego”, chociaż nie należało do codzienności, nie było jednak czymś nadzwyczajnym. Faraonowie, władcy Egiptu, uważali siebie za synów boga Ra i z tej racji domagali się „boskiej” czci. Semici uważali się za synów – dzieci wyznawanego przez siebie Boga, który w powszechnym przekonaniu otaczał ich szczególną opieką. Aleksander Wielki został powitany na pustyni libijskiej jako syn Zeusa.
W epoce Nowego Testamentu władcy rzymscy uważali siebie za „boskich” i domagali się czci z tego tytułu. Lekarze uważali się za synów boga Eskulapa. Epiktet pouczał: „Wszyscy pochodzimy od Boga; On jest ojcem bogów i ludzi”. Oprócz władców również geniusze, ludzie przekraczający zwykłą ludzką miarę, byli czczeni jako „boscy”. W Starym Testamencie wyrażenie „syn Boży” czy „synowie Boży” dotyczyło aniołów, całego ludu Izraela i jego poszczególnych członków, królów. Kiedy więc Jezus mówił o swoim synostwie, kiedy nazywał Boga swym Ojcem, nikt z Jego słuchaczy nie myślał o czymś wyjątkowym. Jako członek narodu wybranego Jezus mógł Boga nazywać Ojcem, jak czynił to każdy pobożny Izraelita.
Jezus nigdy nie powiedział o sobie wprost: „Jestem Synem Bożym”. Tajemnicę Bożego synostwa objawiał powoli. Niezwykle dyskretnie ukazywał ową jedyną relację, jaka zachodzi pomiędzy Nim a Bogiem Ojcem. Mówił, że Ojciec posłał Go na świat (J 8, 16), że znowu odchodzi do Ojca (J 14, 28), że Ojciec umiłował Jego, On zaś Ojca (J 15, 9; 14, 31), że pełni wolę Ojca (J 14, 31), głosi to, czego Ojciec Go nauczył (J 8, 28). Działalność cudotwórczą nazywał pełnieniem dzieł Ojca (J 10, 37). Jedność między Jezusem a Ojcem jest w jakiś sposób ich tożsamością: „ja i Ojciec jedno jesteśmy” (J 10, 30).
Jezus ukazywał, że Bóg dla Niego jest istotowo różny niż dla każdego innego człowieka. Nigdy nie mówił: „Miłuję Boga”. Nigdy nie nazywa Ojca „Bogiem”, a ludziom nie mówi „nasz Ojciec”, ale zawsze „mój” lub „wasz”. Mówi do Apostoła: „Filipie, kto Mnie widzi, widzi i Ojca” (J 14, 8–9). Nauczył apostołów modlitwy Ojcze nasz, lecz nigdy jej z nimi nie odmawiał. Zastanawiające jest, że w ciągu swego życia nigdy też nie zapraszał uczniów do wspólnej modlitwy. Zawsze usuwał się, by sam rozmawiać z Ojcem (por. Mk 1, 35; 6, 46). Jezus ma poczucie urodzenia, lecz niestworzenia. Świat dzieli się u Niego na: całą ludzkość i Jego samego z Ojcem.
Jezus nie przemawiał i nie działał jak kolejny prorok. Mówił tak, jakby wola Boża była Jego wolą: „Słyszeliście, że powiedziano przodkom: nie zabijaj!” – było to jedno z przykazań Bożych – „a ja powiadam wam: każdy, kto się gniewa na brata swego, podlega sądowi” (por. Mt 5, 21–22). Również cuda świadczyły, że Jego potęga przekracza granice ludzkich możliwości. Apostołowie dziwili się: „Kimże On jest, że nawet wichry i jezioro są Mu posłuszne!” (Mt 8, 27). Jezus odpuszczał grzechy i oświadczył, że na końcu czasów On będzie sądził cały świat. Przypisywał więc sobie takie uprawnienia, jakie Stary Testament przypisywał tylko Bogu.
W wielokrotnie powtarzanych: „mój Ojciec” i „wasz Ojciec” dostrzegamy wyraźnie, że Jezus inaczej rozumie swoje synostwo niż synostwo ludzi. Tylko On może być nazwany umiłowanym i jedynym Synem Ojca. Im wyraźniej o tym mówił, tym bardziej szokował słuchaczy, a wielu gorszyło się, posądzając Go o bluźnierstwo.
Uczniowie Jezusa zaświadczyli o Jego bóstwie niekiedy własną śmiercią. Święty Jan pisał: „On zaś jest prawdziwym Bogiem i Życiem wiecznym” (1 J 5, 20–21). Święty Paweł w Liście do Rzymian, w najstarszym świadectwie o Jezusie pochodzącym z ok. 57–58 roku po Chr., uczy: „z nich również jest Chrystus według ciała, który jest ponad wszystkim, Bóg błogosławiony na wieki” (Rz 9, 5).
Jednym z paradoksów związanych z Jezusem jest to, że Jego pochodzenie jest jednocześnie znane i nieznane, z pozoru łatwe do wyjaśnienia, ale nigdy nie można go wyjaśnić w sposób wyczerpujący. List do Hebrajczyków przedstawia Jezusa jako „bez ojca, bez matki, bez rodowodu” (Hbr 7, 3).
Próbą odpowiedzi jest Księga rodowodu („Biblos Genesis”). W czasach Jezusa rodowody miały ogromne znaczenie, określały i ustalały związki pokrewieństwa. Ich źródło sięga czasów nomadycznych i beduińskich, gdy wszystkie grupy wędrowały, mieszały się, nie posiadały stałego adresu. Rodowód określał korzenie, wskazywał na najściślejsze związki, a z nich wynikały prawa i obowiązki każdego z ludzi. Nikt nie był „znikąd”.
T’oros Roslin. Przodkowie Chrystusa. Google Art Project/domena publiczna.
Zwrot „Biblos Genesis” przywołuje skojarzenie z Bożym autorstwem. Rodowód jest księgą napisaną przez Boga, a każde pojawiające się w rodowodzie imię jest „słowem” w historii Jezusa. „Bożym Słowem” był Abraham – Ojciec wiary. „Słowem” był Dawid – wielki król, który się pogubił i zgrzeszył, ale żałował i znalazł drogę powrotną do Boga. Każdy z wymienionych przodków był „słowem” – z ich wielkości, mądrości, grzechów, słabości, ale też piękna, wiary i miłości wyrósł Jezus. Celem rodowodu, zwłaszcza biblijnego, nie było tylko przedstawienie drzewa genealogicznego, ale także przede wszystkim nakreślenie historii, która trwa.
Genealogię Jezusa, czyli listę Jego przodków, umieściła Ewangelia Łukasza (Łk 3, 23–38) i Mateusza (Mt 1, 1–17) – obie napisane w I wieku.
Święty Mateusz rozpoczyna swoją genealogię od patriarchy Abrahama i poprzez króla Dawida i jego syna Salomona prowadzi ją, zachowując legalną linię dynastyczną, przez Jojakina, aż do Józefa, męża Maryi i jednocześnie przybranego ojca Jezusa. Wskazuje w ten sposób na spełnienie się w Jezusie obietnicy, którą od Boga otrzymał Abraham. Dla podkreślenia wypełnienia się obietnic mesjańskich kluczem rodowodu jest liczba 14, powtórzona trzykrotnie („było czternaście pokoleń”), co w symbolice żydowskiej jest sumą cyfrową słowa „Dawid”. Każda bowiem litera hebrajska ma wartość cyfrową.
Święty Mateusz tak rozpisał rodowód Jezusa, by trzykrotnie wyszła liczba 14. Cyfra 4 oznacza literę dalet, 6 natomiast literę waw, a suma 4 + 6 + 4 daje wyrażenie DWD, które – zwokalizowane (alfabet hebrajski nie zapisuje samogłosek) brzmi „Dawid”.
Święta Rodzina z Dziadkami, Muzeum San Agustin w Intramuros, Manilla (Filipiny). Flickr/Fr Lawrence Lew, O.P.
Jest to więc genealogia stylizowana, zawierająca wyraźne przesłanie teologiczne. Jezus jest spełnieniem Izajaszowego proroctwa: „I wyrośnie różdżka z pnia Jessego, wypuści się odrośl z jego korzeni” (Iz 11, 1). Jesse zaś był ojcem Dawida. Stąd w narodzie wybranym zrodziło się przekonanie, że Mesjasz będzie potomkiem Dawida.
Święty Mateusz zapisał, że w rozmowie ze św. Józefem anioł Pański nazwał go „Synem Dawida” (Mt 1, 20). W ten sposób wpisał św. Józefa w długą sztafetę pokoleń i wskazał na znaczenie przodków.
Lista jego przodków zawiera szereg postaci niezwykle wybitnych, jak ludzie wielkiej wiary i zaufania Boga – patriarcha Abraham, który nie zawahał się, by złożyć Bogu w ofierze swego jedynego syna Izaaka, co okazało się ogromną próbą jego serca i umysłu. Wśród przodków św. Józefa był także Izaak czy Jakub. Byli też wybitni królowie, jak Dawid czy Ezechiasz – o którym Biblia mówi, że „w Bogu pokładał nadzieję, przylgnął do Niego i przestrzegał Jego przykazań” (2 Krl 18, 5–6). Byli też ludzie, którzy zawiedli: jak np. król Manasses, który nie poszedł śladem swego ojca, lecz czynił wiele zła, przelewał niewinną krew (por. 2 Krl 21, 16), a jego postępowanie było określone jako gorsze od pogańskiego (por. 2 Krl 21, 9). Wśród przodków Józefa były też osoby obcego pochodzenia: Moabitka Rut czy Kananejka Rachab – nierządnica w Jerychu.
Święty Ireneusz. Witraż autorstwa Luciena Bégule'a (1901), kościół św. Ireneusza.
Ewangelia św. Łukasza odwołuje się do Adama, jako „korzenia” całej ludzkości. Może to być odniesienie do „nowego Adama”, który rozpoczyna ponowne „przyjście Boga” na świat w osobie Jezusa. W Jezusie św. Łukasz ukazuje nowy początek – spełnienie obietnicy odnoszącej się do całej ludzkości.
Święty Ireneusz wskazuje, że genealogia według Łukasza zawiera 72 imiona, co ma wskazywać na liczbę narodów świata (por. Wj 1, 5). Później Jezus, oprócz 12 apostołów, wybrał także 72 uczniów – skierowanych do wszystkich narodów.
Święty Ireneusz napisał: „W ten sposób Łukasz ukazuje, że genealogia, która od poczęcia Pana cofa się do Adama, obejmuje 72 pokolenia. Wiąże koniec z początkiem i daje do zrozumienia, że Jezus rekapituluje w sobie – poczynając od Adama – wszystkie narody, które po Adamie się rozproszyły, i wszystkie języki, a nawet rodzaj ludzki jako taki. Dlatego Adam został nazwany przez Pawła typem Tego, który miał przyjść” (Adversus haeresis, III 22, 3).
Łukasz, w odróżnieniu od Mateusza, nie liczy pokoleń, ale jasne jest, że również kieruje się liczbą 7. Można więc wyliczyć, że podaje w sumie 77 pokoleń. Święty Augustyn z Hippony zwrócił uwagę na symboliczną całkowitą liczbę pokoleń od Adama do Chrystusa, mianowicie 77. Liczba ta symbolizuje przebaczenie wszystkich grzechów bez wyjątku.
Jednym z interesujących szczegółów genealogii Jezusa według św. Łukasza jest odnotowanie, że Elżbieta, matka Jana Chrzciciela, była krewną (gr. syngenes) Maryi oraz że Elżbieta pochodziła z kapłańskiego rodu Aarona, z pokolenia Lewiego. Święty Grzegorz z Nazjanzu, Ojciec Kościoła, biorąc pod uwagę tę informację, uważał, że również Maryja pochodziła z rodu Aarona i pokolenia Lewiego. W ten sposób linia królewska (Dawida) i kapłańska (Aarona) połączyły się w osobie Jezusa Chrystusa. Święty Tomasz z Akwinu uważał, że ojciec Maryi pochodził z pokolenia Judy, a matka Maryi – z pokolenia Lewiego.
Zaskakujące jest, że genealogia podana przez św. Mateusza wymienia mężczyzn, niemniej – przed podaniem jej zwieńczenia, czyli Maryi – wymienia w niej cztery kobiety: Tamar, Rachab, Rut i „żonę Uriasza”. Zaskakuje fakt włączenia do rodowodu Jezusa postaci kobiecych, biorąc pod uwagę fakt, że w genealogiach Żydzi wyliczali tylko przodków męskich. Wszystkie one – w różny sposób – były grzesznicami. Wymienienie ich zaświadcza, że Jezus wziął na siebie grzechy, a wraz z nimi grzech świata. Jego misja będzie polegała na usprawiedliwieniu grzeszników. Innym istotnym, wspólnym przymiotem tych kobiet jest fakt, że żadna z nich nie była Żydówką. Przez nie do genealogii Jezusa wchodzi cały świat – podkreślone jest jego posłannictwo do wszystkich: Żydów i pogan. Wśród przodków Jezusa są więc poganie i grzesznicy. Złamana jest linia demarkacyjna oddzielająca sprawiedliwych i grzeszników, Izraelitów i cudzoziemców. Każdy człowiek może – w jakimś sensie – odnaleźć się w linii genealogicznej. Na końcu genealogii najważniejsze jest to, że wieńczy ją Maryja – która w istocie stanowi nowy początek, relatywizuje całą genealogię. Drzewo rośnie nie dlatego, że takie są prawa biologii, „prawa krwi”, lecz dlatego, że taka jest wola Boża, a Bóg jest Emamelem („Bogiem po naszej stronie”).
Cały schemat rozwija się zgodnie ze sformułowaniem „Abraham zrodził Izaaka…”, lecz w wypadku Jezusa nie mówi się już o „zrodzeniu”: „Jakub był ojcem Józefa, męża Maryi, z której narodził się Jezus, zwany Chrystusem” (Mt 1, 16). W greckim tekście wyraźnie podkreślony jest fakt, że Mateusz nie identyfikuje Józefa jako ojca Jezusa, ale jako męża Maryi. Tekst wyraża dobitnie fakt pochodzenia Jezusa z Maryi bardziej niż Jego związek z Józefem. W ten sposób Ewangelista chce dobitniej podkreślić dziewicze poczęcie Jezusa. Jezusa nie zrodził Józef, ale Bóg. Dziecko Maryi nie pochodzi od mężczyzny, lecz jest nowym stworzeniem, poczęło się za sprawą Ducha Świętego.
Rodowód Jezusa niesie ze sobą jeszcze inne, bardzo ważne przesłanie. Mówi o Bogu, który wzbudza ludzi, mających rozpocząć nowy etap historii zbawienia. Tymi ludźmi są patriarchowie i prorocy. Przyszedł w końcu czas, kiedy Bóg wzbudził „więcej niż proroka” (Łk 7, 26), w którego misji spotykają się wszystkie wcześniejsze zapowiedzi i proroctwa i dopełniają się wszystkie etapy przygotowań.
Maryja, nazywana w Ewangeliach „Matką Jezusa” (J 2, 1; 19, 25), już przed narodzeniem swego Syna jest ogłoszona przez Elżbietę, pod natchnieniem Ducha Świętego, „Matką mojego Pana” (Łk 1, 43).
Tytuł „Bogarodzica” najpełniej wyraża godność Maryi – nie ma go jednak w Piśmie Świętym, lecz jest zawarty w jego treści.
Maryja, w greckim brzmieniu Mariam, a po hebrajsku Miriam, to imię Matki Jezusa Chrystusa. Jej miejsce w wydarzeniach Bożego Narodzenia jest, co oczywiste, centralne, niezwykle istotne. Etymologia tego imienia jest niepewna. Wskazuje się, że może ono pochodzić z egipskiego merit (meriit jam), co znaczy „ukochana, umiłowana przez Jahwe”, od hebrajskiego mrwm (miryam, Marjam) – „wyniosły”, „wyniosłość”; lub od marach – „był buntowniczy”, „przeciwny”. Źródłem imienia może też być hebrajskie Mara – „gorzka” – stąd „gorycz, przykrość”. W Ewangelii św. Mateusza zapisano imię Mariam (por. Mt 13, 55). Święty Hieronim, tłumacząc znaczenie imienia Maryja, przywołał określenia: „napawająca radością”, „przyczyna naszej radości”, „ukochana przez Jahwe”.
Giuseppe Mazzolini. Zwiastowanie. National Trust, Tyntesfield, Wielka Brytania. Domena publiczna, wikimedia commons.
O rodzinie Maryi wiadomo niewiele. Według św. Łukasza była krewną Elżbiety, żony Zachariasza, matki Jana Chrzciciela (por. Łk 1, 36). Elżbieta zaś pochodziła z kapłańskiego rodu, co mogłoby znaczyć, że jej krewna Maryja również.
Datę narodzin Maryi wiąże się z pobożną legendą, która mówi, że 8 września każdego roku, jeszcze za czasów apostolskich, pustelnicy na górze Karmel słyszeli głosy śpiewu aniołów i muzyki. Gdy poprosili Boga o wyjaśnienie znaczenia tej muzycznej radości, mieli otrzymać odpowiedź, że tak niebo pamięta o urodzinach Maryi, Matki Bożej.
Gaspar de Crayer. Wprowadzenie Najświętszej Maryi Panny do świątyni. Domena publiczna, wikimedia commons.
Także María z Ágredy, hiszpańska wizjonerka, przełożona sióstr franciszkanek w Ágredzie (zm. 1665), wymienia datę 8 września jako dzień narodzin Maryi: „Rodzice w tym dniu wyprawili wielką ucztę… Aniołowie uświęcili tę uroczystość niebiańską muzyką… imię Maryja zostało jej nadane w osiem dni później”. Bibliści podają, że Maryja urodziła się około 20 roku przed narodzeniem Chrystusa, a do nieba została wzięta w 52 roku po narodzeniu Chrystusa. Pobożni rodzice nadali swej Córce sławne w Izraelu imię Miriam, którego wymowę później zmieniono na Mariam lub Mariamme.
Nie znamy miejsca ani daty urodzin Maryi. Dlatego na ten temat powstało wiele, niekiedy sprzecznych ze sobą podań. I tak dawna tradycja chrześcijańska mówi, że Maryja urodziła się w Jerozolimie, w pobliżu Świątyni, niedaleko północnej bramy zwanej Owczą, w części miasta, która wówczas nazywała się Bezeta. Niektórzy pisarze chrześcijańscy potwierdzają to podanie twierdzeniem, że była jako dziecko ofiarowana dla Świątyni, aby mieszkać w jej murach, pracą ręczną starać się o jej piękno i czystość oraz brać udział w śpiewach i modłach świątynnych. Dom Jej rodziców miał stać na zboczu góry obok potoku Cedron. Joachim i Anna cieszyli się wielkim szacunkiem, ale jako bezdzietni długo żyli w osamotnieniu, prosząc Boga o upragnione dziecko. Nie przypuszczali, że słowa, które znał każdy pobożny Żyd: „Oto Panna pocznie i porodzi Syna, któremu nadadzą imię Emmanuel” – z Księgi proroka Izajasza, który żył ponad 750 lat wcześniej (por. Iz 7, 14) – odnoszą się do ich Córki i Wnuka.
Protoewangelia Jakuba, apokryf z połowy II wieku, przekazuje, że Maryja była córką bogatego Joachima z Jerozolimy i jego żony Anny. W wieku dwunastu lat Maryja została zaręczona ze starszym od Niej Józefem. Po zaślubinach z Józefem, ale jeszcze zanim zamieszkali razem (por. Mt 1, 18; Łk 1, 26–27, 34), za sprawą Ducha Świętego została brzemienna (gr. pneuma hagion – bez rodzajnika oznacza Boga, a nie trzecią Osobę Trójcy Świętej, czyli mowa tu o powołującej do życia interwencji Bożej). Maryja poczęła Syna (por. Łk 1, 26–38; Ga 4, 4).
Francisco Camilo. Święta Anna, Święty Joachim i Najświętsza Maryja Panna, Museo Nacional del Prado, Madryt. Domena publiczna, wikimedia commons.
Obietnica Protoewangelii (Rdz 3, 15), którą Bóg zostawił prarodzicom po ich upadku, zawarta jest w słowach przekleństwa skierowanych do Węża Kusiciela. Zawiera się obietnica błogosławieństwa, które przyniesie światu Mesjasz „zrodzony z Niewiasty”: „Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie a niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje a Potomstwo Jej: ono zmiażdży ci głowę, a ty zmiażdżysz mu piętę”.
Adwent – oczekiwanie ludzkości dopełnia się w łonie Dziewicy. Ostateczne zwycięstwo nad mocami Zła dokonuje się „przez rękę Niewiasty”, Matki Mesjasza. To zwycięstwo, oczekiwane i stale upraszane w dziejach Izraela, staje się rzeczywistością w Jej łonie. Zaczyna się Jej specjalny Adwent, w którym trwa ścisły związek Maryi z misterium odkupienia. Wszelkie oczekiwania i nadzieje, zapowiedzi i modlitwy tęsknoty – spełniają się, dzień po dniu. Dzieje się to jakby „od wewnątrz”, w Niej, staje się Jej wyjątkowym i tajemniczym udziałem. Czy rozumiała to, co się w Niej dokonuje?
W 1988 roku Mark Lowry napisał „kolędę adwentową” pod znamiennym tytułem Maryja, czy Ty wiedziałaś? Budda Green w 1991 roku skomponował do niej muzykę. Jest pełna zadziwiających stwierdzeń, które wynikają z tajemnicy Wcielenia. Maryja w „stanie błogosławionym” jest w nią zanurzona: „Maryjo, czy Ty wiesz, że te stópki dwie po wodzie będą kroczyć?/ Czy Ty wiesz, że ta mała dłoń powstrzyma wielki wiatr/ Że dałaś życie Temu, kto Tobie życie dał?/ Maryjo, czy Ty wiesz, że pewnego dnia przywróci wzrok ślepemu?/ Maryjo, czy już wiesz, że twój synek ma zbawić nas od złego?/ Czy Ty wiesz, że Twój chłopiec już niebiańskie ścieżki zna?/ Że patrząc w Jego oczy, najświętszą widzisz twarz?/ Maryjo…/ Maryjo…/ Ślepemu wzrok, głuchemu dźwięk, zmarłemu życia dar…/ Chromemu krok, niememu pieśń, przynosi Chrystus Pan!/ Maryjo, czy Ty wiesz, kim naprawdę jest maleńki Twój bohater/ Maryjo, czy Ty wiesz, że pewnego dnia On rządzić będzie światem/ Czy Ty wiesz, że to właśnie On pokona grzech i śmierć?/ Dziecko śpiące w Twych ramionach na imię ma „Jam Jest’”.
W tekstach liturgicznych, jak to ujmuje II Sobór Watykański w konstytucji Lumen gentium, Maryja „zajmuje pierwsze miejsce wśród pokornych i ubogich Pana, którzy z ufnością oczekują od Niego zbawienia. Wraz z Nią wreszcie, wzniosłą Córą Syjonu, po długim oczekiwaniu na spełnienie obietnicy, przychodzi pełnia czasu i nastaje nowa ekonomia zbawienia, kiedy Syn Boży przyjął w Niej naturę ludzką, aby przez misterium swojego ciała uwolnić człowieka od grzechu” (LG, 55).
To w Maryi, we Wcieleniu, nastąpiło samouniżenie się Boga (descensus) oraz wyniesienie człowieka (ascensus). Te dwie linie skrzyżowały się, gdy Syn Boży „począł się z Ducha Świętego” i „narodził się z Maryi Dziewicy”. Już na przełomie I i II wieku św. Ignacy z Antiochii, biskup i męczennik, rozważał cudowne narodziny Chrystusa jako jeden z istotnych elementów wiary chrześcijańskiej. Zalicza je do „trzech głośnych tajemnic, które dokonały się w ciszy Boga”: dziewictwo Maryi, Jej poród i śmierć Pana.
To Jej Adwent, w błogosławionym stanie, pozwolił nadać Jej tytuł „Bożej Rodzicielki” – jak ogłosił Sobór w Efezie (431). Syn Boży stał się – w tajemniczy sposób – podmiotem ludzkiego życia Jezusa. Ten, którego poczęła jako człowieka z Ducha Świętego, stał się prawdziwie Jej Synem według ciała. Nie jest On nikim innym, jak wiecznym Synem Ojca, drugą Osobą Trójcy Świętej. Kościół wyznaje, że Maryja jest rzeczywiście Matką Bożą (Theotokos). Z tego faktu, że jest Ona Bogarodzicą, wynikają wszystkie inne aspekty Jej misji w dziejach zbawienia. Przede wszystkim są to tytuły „Niepokalana” i „Wniebowzięta” – bowiem nie mogła Ona ulec zepsuciu, które było konsekwencją grzechu pierworodnego. Jest też nazywana Matką Mistycznego Ciała, czyli Kościoła. Katechizm Kościoła katolickiego, powołując się na tradycje św. Augustyna, uczy, że „jest Ona również Matką Członków Chrystusa (…), ponieważ swoją miłością współdziałała w tym, by w Kościele rodzili się wierni, którzy są członkami owej Głowy” (KKK, 963).
Eustache Le Sueur. Zwiastowanie. Toledo Museum of Art.Wikimedia commons. Domena publiczna.
Luca Giordano. Zwiastowanie. Metropolitan Museum of Art. Nowy Jork.Wikimedia commons. Domena publiczna.
Henry Ossawa Tanner. Zwiastowanie. Philadelphia Art Museum. Wikimedia commons. Domena publiczna.
Giotto. Nawiedzenie. Bazylika dolna św. Franciszka z Asyżu.Wikimedia commons. Domena publiczna.
Sandro Botticelli. Madonna z Magnificat. Galeria Uffizi.Wikimedia commons. Domena publiczna.
Lorenzo Monaco. Narodziny Chrystusa. Metropolitan Museum of Art. Nowy Jork. Wikimedia commons. Domena publiczna.
Sandro Botticelli. Narodziny Chrystusa. Columbia Museum of Art. Wikimedia commons. Domena publiczna.
John Singleton Copley. Narodziny Chrystusa. Muzeum Sztuk Pięknych w Bostonie.Wikimedia commons. Domena publiczna.
