Uzyskaj dostęp do tej i ponad 250000 książek od 14,99 zł miesięcznie
26 osób interesuje się tą książką
"Gadam, latam, pełny serwis!”
Bez niego spektakle Wajdy nie byłyby tak wybitne, filmy Kieślowskiego – tak głębokie, a komedie Machulskiego – tak kultowe. Bez niego w wyobraźni milionów widzów nie ożyłby rezolutny Osiołek, przebiegły wąż Mushu z Disneyowskiej bajki o księżniczce Mulan ani książkowy Mikołajek. Bez niego nie wiedzielibyśmy, że „śpiewać każdy może”, że na wschodzie (podobno!) „musi być jakaś cywilizacja” i że gdy widzi się ciemny tunel, nie należy iść „w stronę światła”. Aktor, reżyser, profesor. Wodzirej polskiej (i włoskiej) kultury, komisarz (jak) Ryba w wodzie komedii. W żadnym razie nie Amator!
Przed Państwem Jerzy Stuhr w swoim życiowym show, pełnym zabawnych anegdot, przesmacznych historyjek ze sceny i planu filmowego, a także opowieści o świecie kultury i sztuki, który udało mu się twórczo połączyć z arcyzabawną i pełną klasy rozrywką.
Wszystkie te skrawki z życia aktora zebrał dla Państwa Ryszard Abraham, znawca wszelakich anegdot teatralnych i filmowych. Proszę się rozsiąść wygodnie, zaczynamy!
Ryszard Abraham - aktor i teatrolog. Absolwent Wydziału Wiedzy o Teatrze warszawskiej Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza i Szkoły Aktorskiej Haliny i Jana Machulskich. Autor opowieści biograficznych o Zdzisławie Maklakiewiczu, Janie Himilsbachu, Marii Czubaszek, Krystynie Feldman i Zofii Czerwińskiej. Jego teksty ukazywały się też w książkach poświęconych historii teatru. Słucha jazzu. Nie gotuje, nie stepuje, nie podróżuje.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 180
Rok wydania: 2025
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Copyright © 2025 by IWR WE sp. z o.o.
Copyright © 2025 by Ryszard Abraham
Redakcja: Magdalena Kędzierska-Zaporowska
Korekta: Katarzyna Machowska
Redakcja techniczna: Paweł Kremer
Projekt okładki: Adam Gutkowski
Zdjęcie na okładce: PAP/Witold Rozmysłowicz (1); PAP/Andrzej Zbraniecki (2); PAP/Ryszard Okoński (3)
Wydanie I | Kraków 2025
ISBN ebook: 978-83-8404-109-3
Emocje Plus Minus, ul. Meissnera 20, 31-457 Kraków Dział sprzedaży: [email protected]
Plik przygotował Woblink
woblink.com
Niech pan patrzy. Niby nic, a świat taki piękny. Ludzie żyją, kochają się i to czasem warto zobaczyć.
Amator
Od kiedy sięgam pamięcią, Jerzy Stuhr był obecny w moim życiu. On o tym nic nie wiedział, ale zaklinam na wszystkie świętości, że piszę prawdę. Zaczęło się we wczesnym dzieciństwie za sprawą moich rodziców, którzy byli miłośnikami polskiego kina i nie przepuścili żadnej okazji, aby oglądać swoich ulubionych aktorów w ich najlepszych wcieleniach. Jerzy Stuhr należał do ich faworytów. Nie zliczę, ile jego kreacji filmowych i telewizyjnych oglądałem na szklanym ekranie od połowy lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Bardzo dużo tego było i kiedy teraz przypominałem sobie jego role, to miałem nieustanne déjà vu. Wciąż mówiłem do siebie: „Przecież ja już to widziałem, ja to znam”. Ekran naszego kina domowego był czarno-biały, a przez długi czas mieliśmy tylko jeden program. Na szczęście w końcu starzy się zlitowali i dokupili przystawkę*. Od tego momentu hulał u Abrahamów w Szamocinie drugi program. I na tym kineskopowym telewizorze, który psuł się trzy razy w roku, podziwiałem aktora z Krakowa (matka zawsze podkreślała, że to KRAKOWSKI AKTOR) najpierw w spektaklach Teatru Telewizji (to była w naszym domu pozycja obowiązkowa, bo do najbliższego teatru stacjonarnego mieliśmy ponad sto kilometrów, więc w taki sposób zaspokajaliśmy naszą potrzebę obcowania z Melpomeną): w przedstawieniach Stanisława Zajączkowskiego (Epaminondas Aplambow w Weselu i Łasukow w Jesiennej nudzie), Andrzeja Wajdy (Porfiry Pietrowicz w Zbrodni i karze), Waldemara Śmigasiewicza (dyrektor szkoły w Emerycie), Ireny Wollen (Parobek B w Zabawie), Feliksa Falka (Bazyli Modestowicz w Demokracji), Ireneusza Englera (Albert we Wspaniałym życiu), Piotra Szulkina (Edek w Tangu) i Andrzeja Domalika (Siemion Jepichodow w Wiśniowym sadzie). Z tych telewizyjnych adaptacji najbardziej zapamiętałem przede wszystkim właśnie Jerzego Stuhra. Miałem mleko pod nosem, niewiele rozumiałem, ale gra KRAKOWSKIEGO AKTORA robiła na mnie ogromne wrażenie. Zresztą wciąż jest on dla mnie przede wszystkim aktorem teatralnym. Na filmy Stuhra zwróciłem uwagę znacznie później. Zaczęło się od Przypadku Krzysztofa Kieślowskiego, następnie przyszły fantastycznonaukowe O-bi, o-ba. Koniec cywilizacji Piotra Szulkina i obyczajowa komedia Pociąg do Hollywood RadosławaPiwowarskiego. Potem wtargnął w moje niewinne jeszcze wtedy życie reżyser Juliusz Machulski. Tak się rozpanoszył w moim jestestwie, że do tej pory w nim siedzi i opuścić nie raczy. Całą rodziną oglądaliśmy Deja vu, Seksmisję i Kingsajz. W tych filmach niepomiernie królował on – aktor z Krakowa. Do Machulskiego mam zresztą słuszne pretensje, że dziś nie mogę się uwolnić od jego filmów, które przedkładam nad wszystkie moralne niepokoje świata.
Do Stuhra wracam. Kiedy zdobyłem jako taką świadomość kulturalną, sam, bez kurateli rodziców, zacząłem sięgać po filmy i spektakle telewizyjne KRAKOWSKIEGO AKTORA. Nie sposób tu nie wymienić Opowieści o Józefie Szwejku i jego drodze na front, gdzie ze swadą i humorem zagrał sprzedawcę psów i pucybuta z Królewskich Vinohradów. Nie umknęły mojej uwadze także spektakle Ożenek i Klub kawalerów.
Śledziłem z uwagą te teatralne premiery, żyłem sobie spokojnie na prowincji, kiedy Juliusz Machulski ukazałświatu Kilera, a za czas niedługi drugą jego część. I to był szał! Komisarz Ryba mnie zachwycił, bo kreacja Stuhra o niebo przewyższała ekranowe zmagania odgrywającego tytułową rolę Cezarego Pazury. Niech sobie teatrologiczne i filmoznawcze mądrale mówią, co chcą, ale wyżej cenię kunszt komediantów, którzy potrafią mnie rozbawić swoją grą i inteligencją, niż „emocjonalne bebechy” aktorów dramatycznych spowite łzami, krwią i wymiotami.
Przyznać muszę ze wstydem, że po tych filmach Machulskiego nieco odstawiłem Jerzego Stuhra na boczny tor. Na swoją obronę mam tylko to, że jego miejsce zajął… Maciej, czyli Stuhr junior, którego wówczas zacząłem z zainteresowaniem oglądać w filmach Filipa Bajona, Małgorzaty Szumowskiej i w spektaklach Krzysztofa Warlikowskiego. Krótko mówiąc, dokonałem zdrady, i to w rodzinie! Po twórczość Stuhra seniora sięgałem już tylko przy specjalnych okazjach, ale zawsze było to intelektualne święto. Takimi momentami były dla mnie premiery autorskich filmów pana Jerzego i warszawskie przedstawienia w Teatrze Polonia i Och-Teatrze.
Moje momenty z Jerzym Stuhrem i jego twórczością? Sporadyczne, okazjonalne, ale zawsze pełne inspirujących przemyśleń i wysublimowanego humoru. Jerzy Stuhr pojawiał się i znikał w moim życiu. Ale zawsze był. I jest do tej pory mimo nieszczęścia, które wydarzyło się 9 lipca 2024 roku.
Przedstawiam Państwu kilka momentów z życia Mistrza Jerzego. Wybranych, nie w kolejności chronologicznej, wyciągniętych z kilku dziedzin jego bogatej działalności. Przy wyborze kierowałem się tym, aby w każdej z tych historyjek zabrzmiały nuty humoru, optymizmu i radości.
Jerzy Stuhr bowiem dla wielu z nas był (i nadal jest) aktorem, który mimowolnie wywołuje uśmiech na twarzy i który przypomina nam o najszczęśliwszych momentach naszego życia.
Każdy przeżył swoje z nim momenty. Moje opiszę na stronach tej książki.
Ryszard Abraham
* Nie wiem i nie chcę wiedzieć, jak to ustrojstwo się fachowo nazywało. My na to w domu mawialiśmy „przystawka”, dlatego tak napisałem. Nie przyjmuję uwag krytycznych dotyczących mojej nieznajomości urządzeń RTV z ubiegłego wieku.
Wnuk Leopolda i Marii Stuhrów oraz Ludwika i Marii (Masi) Chorążych, syn Tadeusza i Marii (Rysi) Stuhrów pojawił się na świecie w kwietniu 1947 roku w niewielkim mieszkaniu przy ulicy Zamoyskiego 5 w Krakowie. Ze względu na rodzinny konflikt interesów przyszłemu aktorowi nie dane było jednak spędzić dzieciństwa w królewskim mieście. Ojciec małego Jurka był prokuratorem, a dziadek – adwokatem. Prawo zabraniało, by w obrębie jednego województwa funkcjonowały takie powiązania familijne wśród osób zajmujących się pokrewnymi zawodami sądowymi. Co było począć? Wyprowadzka! Wybór padł na Bielsko-Białą, ale Jurek często podróżował do grodu Kraka, przemierzając trasę koleją z Pogórza Śląskiego przez Czechowice-Dziedzice lub Kalwarię. I tak mu już na zawsze zostanie: podróże po Polsce (Europie, świecie) i powroty do Krakowa (do rodziny, teatru, szkoły). Ale to potem. Nie uprzedzajmy faktów. Na razie Jurek jest małym, pucułowatym blondynkiem z grzywką zaczesaną elegancko w stronę prawego ucha i mieszka z rodzicami.
Babcia Masia małego Jurka nauczyła pływać i jeździć na rowerze. Jurek podziwia jej silną i zdecydowaną osobowość. A kto Jurka zabrał pierwszy raz do krakowskiego kina Wanda* na Pata i Pataszona? Wiadomo: babcia! Film okazał się plebejską wersją Flipa i Flapa, w której chodziło przede wszystkim o to, żeby ktoś dostał tortem w twarz albo kopniaka w tyłek, ewentualnie z hukiem poślizgnął się na skórce od banana. Ale to nic! Jurek się dobrze bawił. Po latach dorosły Jerzy opowiadał, wspominając te seanse w Podgórzu, że gdyby babcia prowadzała go na projekcje Hamleta Laurence’a Oliviera, to może byłby zupełnie innym aktorem.
* To właśnie w kinie Wanda młody Stuhr (nie Maciej!) zakochał się w Barbarze Kwiatkowskiej, oglądając film Ewa chce spać. Później równie chętnie odwiedzał kina w Bielsku-Białej. A dokładniej dwa: Apollo i Rialto. W pierwszym z nich w nieskończoność oglądał Szatana z siódmej klasy i za każdym razem przysięgał miłość Poli Raksie (po trzydziestu kilku latach zagrał z nią w filmie Uprowadzenie Agaty Marka Piwowskiego). W kinie Rialto zazdrościł Burtowi Lancasterowi, że wyczynia na trapezie ewolucje z Giną Lollobrigidą.
O artystyczną aurę w domu Stuhrów też dbała babcia. Nie bez powodu przypadła jej ta rola: w młodości krótko była śpiewaczką*. Na przełomie wieków XIX i XX studiowała w prywatnej szkole muzycznej. Natura obdarzyła ją sopranem dramatycznym, co predysponowało do śpiewania np. tytułowej partii Halki Moniuszki lub Toski Pucciniego. Babcia pobierała nauki razem z Janem Kiepurą. Gdy Jerzy pytał ją o chłopaka z Sosnowca, który podbił operowe sceny świata, słyszał: „To taki cham był! Podszczypywał nas i klepał po pupie”. Takie miała zdanie o największym polskim tenorze.
* Zanim babcia Jerzego na dobre rozpoczęła karierę… to ją skończyła! Wyszła za mąż za oficera Wojska Polskiego i mąż stanowczo zażądał jej wycofania się z artystycznego światka.
Już wiadomo zatem, dlaczego Maria Callas była bezkonkurencyjna!
We wspomnieniach aktora często przewija się postać ukochanego stryjecznego dziadka Oskara, z którym lubił bawić się w… odprawianie pogrzebu.
Zabawa zwykle zaczynała się od niewinnego stwierdzenia dziadka, że jest mu zimno. „W nogach już umarłem” – mówił. Wówczas Jurek pytał pełen niepokoju: „Dziadziu, jak w nogach umarłeś, to zaczynamy pogrzeb na Rakowicach?”. Wtedy dziadek przejmował pałeczkę i wyliczał, kto na pogrzeb zostanie zaproszony (a lista była długa). W tym czasie Jerzyk okadzał, święcił, modły odprawiał i pieśni żałobne zawodził.
Do przedszkola z Jurkiem chodzi Basia.
Jest na to dowód w postaci zdjęcia.
Basia uwielbia tańczyć w pierwszej parze krakowiaka ze swym „narzeczonym” Sławkiem. Są ozdobą parkietu.
Jurek talentu tanecznego nie posiada za grosz, ale za to ma kochającą matkę, która namawia (za jego sugestią) dyrektorkę instytucji opiekuńczo-wychowawczej do zmiany Basinego partnera.
Do zmiany – na nieszczęście Basi – dochodzi.
Jurek zastępuje Sławka.
Basia uważa to za dużą niesprawiedliwość.
Jurek ze szczęścia regularnie depcze koleżankę po stopach, wykonując proste układy choreograficzne.
Jurek zapamięta swe niezgrabne piruety z Basią.
Basia zapamięta pląsy z Jurkiem.
To pierwsza odsłona ich wspólnej historii.
Ciąg dalszy nastąpi.
Mama – ostoja bezpieczeństwa i nauczycielka odpowiedzialności.
Mama – egzekutorka sprawiedliwości.
Od niej mały Jerzy dostawał lanie po wywiadówkach. To już był rytuał: każda semestralna rozmowa matki z nauczycielką kończyła się praniem tyłka Stuhra juniora.
Przywykł.
Nie miał pretensji.
Wiedział, że zasłużył.
Broił, to się doigrał.
Ojciec wychodził z domu, kiedy zbliżała się pora cięgów.
Nie widział. Nie słyszał.
Spacerował. Uskuteczniał w tym czasie długie piesze wycieczki.
Ojciec Jerzego był dyskretnym człowiekiem. Nawet w stosunku do rodziny. Nauczył się w tajemnicy języka angielskiego i używał go tylko w towarzystwie swojego kolegi, z którym dysputy prowadził właśnie w mowie Shakespeare’a. Kiedy Jurek był w liceum, ojciec, również w tajemnicy, napisał manifest przeciwko karze śmierci. Zbiegło się to z wydanymi wówczas wyrokami w słynnej aferze mięsnej. W bielskich zakładach włókienniczych również dochodziło do poważnych nieprawidłowości, ale Stuhra seniora jako bezpartyjnego do tych spraw nie dopuszczano. Swój tekst wysłał pod pseudonimem na konkurs do Szwajcarii i… zajął pierwsze miejsce. Przysłano mu dyplom, ale nagrody w postaci franków szwajcarskich nigdy nie odebrał, bo to oznaczałoby konieczność ujawnienia się.
Wiele lat później jego syn Jerzy również będzie parać się dyskretnym pisaniem buntowniczych haseł na planie filmu Obywatel Piszczyk. Jak widać, ową niezwykłą umiejętność miał we krwi.
Jurek był dobrym uczniem.
Stopnie zdobywał zadowalające.
W każdym razie on był z nich zadowolony.
Matka trochę mniej.
Co na to ojciec, nie wiadomo, bo był w tym czasie na spacerze.
Gorzej było ze sprawowaniem.
W książce Stuhrowie. Historie rodzinne aktor wspomniał pewien incydent:
– Raz na lekcji rosyjskiego o Gagarinie palnąłem, że skazanych na śmierć też można by wysyłać w kosmos. Powiedziałem, że to byłby dopiero prawdziwy eksperyment. Rany boskie! Co się wtedy działo. Ze szkoły mnie chcieli wyrzucić. Dyrektor wezwał mnie do gabinetu i krzyczał: „Gagarin w kosmosie! Największy sukces Związku Radzieckiego, duma narodów, a wy tu, że skazanych w kosmos wysyłać. Stuhr! Jak wy myślicie, co tam u was w domu opowiadają?”. Zimny pot ciekł mi po plecach. Ojciec prokurator, niepartyjny. Zaraz się do nas dobiorą – myślałem.
Jurek przez całe dzieciństwo był ministrantem w zabytkowym, późnobarokowym kościele Opatrzności Bożej w Bielsku-Białej. Powaga miejsca nie uchroniła go przed chęcią zabawy. Jedną z nich była „gra w dzwoneczki”, w której uczestniczyli wszyscy młodociani pomocnicy kapłana celebrującego Eucharystię. Krótko mówiąc: kiedy przy podniesieniu kielicha ministranci dzwonili, to sobie przy okazji folgowali – tu przycisnęli jeden dzwoneczek, tu drugi, tu dwa naraz albo któryś dzwoneczek przytknęli papierem i dzyń, dzyń…
W tej sytuacji ksiądz mógł tylko pogrozić palcem. Od ołtarza przecież nie odejdzie.
Kiedy młodzi pozwolili sobie na zbyt dużo, to i kara była stosowna: targanie za ucho w zakrystii.
Bolało. Jurek długo to pamiętał.
„Grę w dzwoneczki” na chwilę zawieszono.
Na krótką chwilę.
Za czasów ministrantury Jurka nabożeństwa odbywały się po łacinie. Choć dla kilkunastoletniego chłopca był to język egzotyczny, musiał wyuczyć się na pamięć wszystkich mszalnych tekstów. Niestety, w mowie starożytnych nawet giętki język nie zawsze wypowiada to, co myśli głowa.
Południe, kościół zapełniony żałobnikami. Z ust kapłana padają słowa wieńczące rytuał pogrzebu: Requiescat in pace („Niech odpoczywa w pokoju”). Zamyślony Jurek zamiast zwyczajowego „Amen” z powagą odpowiada jak po każdej mszy: Deo gratias („Bogu dzięki”).
Przejęci wierni nie zauważyli tej pomyłki, ksiądz niemal się roześmiał, a Jurek bardzo się zawstydził.
W roku 1954 uczeń pierwszej klasy szkoły podstawowej Jurek Stuhr recytuje na szkolnej akademii Murzynka Bambo Juliana Tuwima. W auli wiszą portrety Bolesława Bieruta i Konstantego Rokossowskiego, a on rozpoczyna niepewnie:
Murzynek Bambo w Afryce mieszka,
czarną ma skórę ten nasz koleżka.
Koledzy słuchają w nabożnej ciszy.
Mama powiada: „Napij się mleka”,
A on na drzewo mamie ucieka.
I kończy zdecydowanie:
Szkoda, że Bambo czarny, wesoły
nie chodzi razem z nami do szkoły.
Cisza… Cisza…
I nagle brawa. Co tam brawa! Huragan braw! Intuicja mu podszeptuje, że TO może być TO, co go będzie wyróżniało z anonimowego tłumu – umiejętność recytacji, siła skupienia na sobie uwagi.
TO jest TO.
Jurek bywa na krakowskiej „tandecie”, dokąd chadza z babcią o niewykorzystanym talencie operowym. Wszystko tam jest. Stare i używane – po okazyjnej cenie. Nowe i pachnące – za bandyckie kwoty. Jurek lubi się tam szwendać, babcia – mniej. Jurek groszem nie dysponuje, babcia – i owszem. To tam nabywa pierwszy pojazd dwukołowy dla wnuka. Chłopiec musi przysiąc, że nikomu nie powie, w jakich okolicznościach rowerek trafił w jego ręce. Pamięć jednak jest zawodna, więc dorosły już Jerzy w wywiadach wypaplał, gdzie z babką się prowadzali i na co marnotrawili pieniądze.
O dalszych losach pochodzącego z „tandety” jednośladu historia rodziny Stuhrów milczy.
W Bielsku-Białej od 1890 roku działa Teatr Polski. Za dyrekcji Andrzeja Uramowicza Jurek statystuje w jednym spektaklu. Scena, widownia… wszystko wydaje mu się ogromne i tajemnicze.
W tymże teatrze przyszły aktor ogląda Mieczysławę Ćwiklińską w sztuce Alejandro Casony Drzewa umierają stojąc. Najpierw nieznani mu aktorzy Kazimierz Biernacki, Marian Godlewski i Andrzej Grzybowski grają przyzwoicie. I wtedy na scenę wchodzi ona, XIX-wieczna diwa. Od tej chwili tylko na nią zwraca się uwagę. Bo ona gra nieprzyzwoicie… dobrze.
To były czasy, kiedy do Teatru Polskiego chodziło się na Ćwiklińską, tak jak wcześniej bywało się na przedstawieniach, by zobaczyć, czy Solski tego dnia umrze na scenie, czy nie*.
* Z góry informuję wszystkich węszących sensację, że Solski nie pożegnał się ze światem, kiedy Jerzy był na widowni w teatrze w Bielsku-Białej, gdzie maestro grał w Panu Jowialskim Fredry.
Pora na referat nieduży, który zatytułowałem oryginalnie:
Sport w życiu Jurka S.
W Bielsku Jurek trenował w dwóch sekcjach. Najpierw skoki do wody z trampoliny i z wieży. Szło mu nawet dobrze, jednak zrezygnował, gdy trzeba było zacząć ćwiczyć z ciężarami, by wzmocnić mięśnie. Był jeszcze za młody na treningi siłowe. Podczas swojego pobytu w sekcji miał okazję po raz pierwszy wystąpić jako statysta. Kręcono bowiem film pod tytułem Jutro Meksyk o tematyce sportowej, którego bohaterami byli trener i pływaczka, przygotowujący się do igrzysk olimpijskich. Główne role grali Zbigniew Cybulski (Jurek miał wtedy okazję zobaczyć go po raz pierwszy) i Joanna Szczerbic (wszyscy statyści się w niej kochali).
Po tym epizodzie wodnym zapisał się do sekcji tenisowej BBTS Bielsko. Niestety i tam po dwóch latach skończył treningi.
Po egzaminie dojrzałości przeniósł się z rodzicami do Krakowa. Zaczął studiować na Uniwersytecie Jagiellońskim i trafił do sekcji siatkówki AZS. Polubił tę dyscyplinę jeszcze w szkole średniej. Często grał z przyjaciółmi w siatkówkę, bo były tam ku temu dobre warunki. Z AZS dość szybko się jednak wypisał. W sekcji stawiano na wyczyn i powiedziano mu: albo trenujesz regularnie, albo musimy się pożegnać. Pożegnał się. Z żalem.
W późniejszym okresie Jerzy już tylko okazjonalnie uprawiał sport: pływał, jeździł na rowerze, grał w tenisa (był nawet mistrzem Starego Teatru w tej dyscyplinie). W zimie wybierał się na łyżwy lub narty.
Jego formę docenił w odpowiednim momencie Juliusz Machulski, który, jako że jest znanym reżyserem filmowym, wie, co mówi: „(…) Psychofizycznie był silny jak tur, bo normalny organizm nie uniósłby tylu obciążeń. I był silny czysto fizycznie, bo potrafił podnieść na planie ciężary, jakich inni by nie dali rady. Na planie Kingsajzu, gdy kręciliśmy scenę trzęsienia ziemi, Jurek musiał upaść na podłogę hali zdjęciowej. Nie bardzo wiedzieliśmy, jak to zrobić, żeby nie bolało i jednocześnie, żeby nie było widać, że pada na materac. A Jurek powiedział: »Dajcie już spokój z tym główkowaniem«, napiął mięśnie i bach! – rzucił się z wysokiego na metr pomostu na twardą podłogę w hali. W Deja vu sam pedałował na tandemie, co nie jest łatwe, bo to przecież cięższy rower od zwykłego, przeznaczony dla dwóch kolarzy. A Jurek pędził na nim jak szalony”.
Wniosek:
Jurek Stuhr był zaprzeczeniem odważnej tezy autorstwa Marii Czubaszek, jakoby sport zawsze prowadził do kalectwa.
W czasach studenckich Jerzy przez jakiś czas mieszkał w akademiku Uniwersytetu Jagiellońskiego „Żaczek” w jednym pokoju z kolegą z Instytutu Polonistki (a urodzonym w Bielsku-Białej) poetą, prozaikiem i publicystą Stanisławem Golą. Za sprawą swej nieposkromionej wyobraźni był to bliski Stuhrowi człowiek. Pisał fenomenalne reportaże z miejsc, w których nigdy nie był, bo nie miał ani paszportu, ani pieniędzy. Swe przejmujące relacje z nieodbytych podróży tworzył, czerpiąc wiedzę z pocztówek, map, encyklopedii, książek podróżniczych, zasłyszanych w radio powieści i swej fantazji. Co wieczór za sprawą pióra Goli młody Stuhr (nie Maciej!) przenosił się do Zanzibaru, Barcelony, Oksfordu, Banbury i Edynburga.
Tak w latach sześćdziesiątych podróżowali młodzi intelektualiści!
Dalsza część książki dostępna w wersji pełnej
Okładka
Karta tytułowa
MOMENTY. Z JERZYM STUHREM
I. JUREK
II. MŁODY STUHR
Okładka
Strona tytułowa
Prawa autorskie
