I am reading - Czytam sobie. Tajemnica namokniętej gąbki - Zofia Stanecka - ebook

I am reading - Czytam sobie. Tajemnica namokniętej gąbki ebook

Zofia Stanecka

4,8

Opis

Bartek i Ziutek są świadkami niezwykłych wydarzeń. W ich szkole dzieją się naprawdę dziwne rzeczy. Ktoś podmienia worki w szatni i chowa buty. Na dodatek nieustannie moczy kredę i gąbkę do ścierania tablicy. Poruszeni chłopcy w trybie pilnym zwołują po lekcjach naradę. We dwóch postanawiają rozwikłać tajemnicę namokniętej gąbki. Czy uda im się ustalić sprawcę całego zamieszania? Może to jakiś potwór z piwnicy? Jedno jest pewne – rozwiązanie zagadki to dopiero początek ich przygód!

Autorką "Tajemnicy namokniętej gąbki" jest Zofia Stanecka – autorka bestsellerowej serii o "Basi" oraz wielu innych książek i opowiadań dla dzieci. Opowieść zilustrowała Agnieszka Surma.

Książka należy do serii "Czytam sobie z bakcylem", nowej propozycji literackiej dla starszych dzieci. Propozycje "z bakcylem" skierowane są do młodych czytelników, którzy opanowali już trzy poziomy podstawowej serii, a zarażeni bakcylem czytania chcą dalej rozwijać swoją pasję.

Nowa propozycja to kolejne fascynujące przygody i wciągające historie spod piór najlepszych autorów i ilustratorów! Jeszcze więcej stron niezapomnianych wrażeń!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 79

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,8 (8 ocen)
6
2
0
0
0

Popularność




Zofia Stanecka

Tajemnica namokniętej gąbki

zilustrowałaAgnieszka Surma

Saga

Tajemnica namokniętej gąbki

Copyright © 2018, 2019 Zofia Stanecka i SAGA Egmont

Wszystkie prawa zastrzeżone

ISBN: 9788726127942

1. Wydanie w formie e-booka, 2019

Format: EPUB 2.0

Ta książka jest chroniona prawem autorskim. Kopiowanie do celów innych niż do użytku własnego jest dozwolone wyłącznie za zgodą SAGA Egmont oraz autora.

SAGA Egmont, spółka wydawnictwa Egmont

Prolog

Czyli krótki wstęp od autorki

Historię, która zainspirowała mnie do napisania tej książki, usłyszałam po raz pierwszy, gdy byłam małą dziewczynką. Moi starsi bracia chodzili wtedy do szkoły, i to właśnie w szkole pewnego dnia zaczęły dziać się dziwne rzeczy. Ktoś kradł worki z butami, moczył kredę, tak że nie dało jej się używać, namaczał zatęchłą wodą gąbki przeznaczone do ścierania tablicy...

Bracia opowiadali mi o tym przyciszonymi głosami, jakby zdradzali straszliwą tajemnicę. Tuż przed snem, gdy na dworze było już ciemno, zakradali się do mojego pokoju i szeptali przerażające historie o dziwnych rzeczach dziejących się w szkole.

Chowałam się potem pod kołdrą, zmartwiała ze strachu, niezdolna do zamknięcia oczu. Na wszelki wypadek owijałam stopy kocem, żeby jakieś obce zimne palce nie zacisnęły się niespodziewanie na mojej kostce.

Gdy po latach wypomniałam braciom, że mnie straszyli, powiedzieli, że zawsze miałam bujną wyobraźnię. Spytałam też, co tak naprawdę wydarzyło się w ich szkole, ale tylko wzruszyli ramionami i udawali, że nie wiedzą, o czym mówię.

Czy w takim razie wszystko to tylko sobie wymyśliłam, czy też za Tajemnicą Namokniętej Gąbki kryje się jakaś zapomniana już dziś prawda? Na to pytanie nie ma jednej odpowiedzi, choć szkoła moich braci nadal stoi tam, gdzie stała, i tylko nylonowe firanki zmieniono na bawełniane zasłonki w kolorową kratkę.

Jakkolwiek jednak było, dedykuję tę historię braciom, którzy w swoim czasie niejedną opowieścią wywołali we mnie dreszcz strachu i jednocześnie ekscytacji. Dedykuję ją także wszystkim młodszym siostrom, które jako małe dziewczynki obiecały sobie, że jeszcze pokażą, na co je stać. Kiedyś, gdy dorosną...

Rozdział 1

Tajemnicze wydarzenia

Bratek sięgnął po kredę. Pani Wala wezwała go do tablicy chwilę po tym, jak przyłapała go na jedzeniu kanapki pod ławką. Bratek był mały i chudy, ale wiecznie głodny. Jego mama zastanawiała się czasem, gdzie podziewają się te tony jedzenia, które jej syn pochłania, odkąd skończył dwa lata. Tata twierdził, że Bratek wszystko to spala, kiedy łobuzuje z Ziutkiem. Sam Bratek miał nadzieję, że kiedyś wreszcie stanie się duży i silny. Na przykład w przyszłym roku, gdy będzie już w czwartej klasie. Na razie jednak stał pod tablicą i patrzył zdumiony na kredę. Była mokra, śliska i miała dziwny zielonkawy kolor. Bratek ścisnął ją w palcach, a wtedy zgniotła się i zamieniła w papkę.

– Bartku, co ty wyprawiasz? – zdziwiła się pani.

– Ja? – Bratek spojrzał na swoje palce upaprane tym, co pozostało po kredzie. – Ja naprawdę nie wiem, proszę pani.

Pani Wala westchnęła i podeszła do tablicy. Sięgnęła po gąbkę, żeby wytrzeć nią kredowy proszek. Gąbka wyśliznęła się nauczycielce z ręki i z mokrym plaśnięciem upadła na podłogę. Wokół niej natychmiast utworzyło się jeziorko cuchnącej wody.

– Co tu się dzieje?! – spytała uczniów pani Wala. – Czy ktoś mógłby mi to wytłumaczyć?

Bratek spojrzał na Ziutka, ale ten wzruszył tylko ramionami. To oznaczało, że sprawa jest poważna. Ziutek zawsze wiedział wszystko o wszystkim. I jeśli on nie miał pojęcia, kto namoczył kredę i gąbkę, to z pewnością nie wiedział tego nikt! Bratek wyczuł, że Ziutek nie tylko nie wie, ale że jest całą tą sprawą zaciekawiony, a może nawet zaniepokojony. Odetchnął z ulgą, gdy przenikliwy dzwonek uniemożliwił odpowiedź na pytanie pani i wezwał wszystkich na przerwę.

– I co? – zapytał Bratek Ziutka, gdy tylko wyszli na korytarz. – Jak myślisz, kto to wszystko robi?

– Namacza kredę, zamienia worki, chowa buty i brudzi fartuchy? – Ziutek wymieniał wszystkie tajemnicze rzeczy, które ostatnio wydarzyły się w ich szkole. – Nie mam pojęcia. I to mnie właśnie dziwi. Zastanawiam się, czy nie kryje się za tym coś naprawdę niezwykłego...

– Co masz na myśli? – szepnął z przejęciem Bratek.

– Wąchałeś wodę z gąbki? Dotykałeś kredy i widziałeś jej kolor?

– Nooo... – Bratek zawahał się – kreda była jakby zielona i mokra, a woda śmierdziała.

– Właśnie! A zwróciłeś może uwagę na to, czym śmierdziała? – Ziutek zawiesił na chwilę głos, a potem dokończył triumfalnie: – Błotem! Szlamem! Woda śmierdziała szlamem! A o czym to świadczy? Że w grę wchodzi naprawdę tajemnicza tajemnica!

– Tak? – Bratek nie wydawał się przekonany.

– Masz jeszcze wątpliwości? A wiesz, co znalazłem w swoich trampkach, tych, które ktoś schował za szafą? Glony! Najprawdziwsze zielone glony. A może to były wodorosty? Nieważne. Jedno jest pewne. Ta sprawa wcale nie jest prosta, ale ja ją wyjaśnię, choćby nie wiem co! A ty wyjaśnisz ją razem ze mną! Dziś po lekcjach przyjdę do ciebie na pierwszą naradę w sprawie Tajemnicy Namokniętej Gąbki. Szykuj się, bracie, na wielkie wydarzenia!

Rozdział 2

Narada

Narada w sprawie Tajemnicy Namokniętej Gąbki odbyła się w pokoju Bratka. Wzięli w niej udział: Ziutek, Bratek, talerz kanapek z serem i kiełbasą oraz dzbanek z sokiem.

– W szkole dzieją się dziwne rzeczy – zaczął Ziutek.

– Dobła, dobła – przerwał mu Bratek, który przeżuwał właśnie wielki kęs bułki z kiełbasą. – O tym wiemy już od tygodnia. Mówisz tak, jakbyś wszystkie rozumy pozjadał.

– Nie czepiaj się, dobra? Ja tylko nakreślam plan sytuacyjny. Książek nie czytałeś? Filmów nie oglądałeś? Musimy zebrać dane, zastanowić się, kto może być podejrzany, a potem znaleźć jakieś tropy i... no, wytropić tych, którzy to wszystko robią. I już.

– Jasne. Tylko że ani ty, ani ja nie mamy pojęcia o żadnych tropach. Niby kogo mamy śledzić i jak sprawdzić, dlaczego kreda jest mokra, a buty pozamieniane?

– Ty to chciałbyś wszystko mieć podane na talerzu jak te kanapki. Nie ma tak. Mówiłem, trzeba po kolei. A po kolei oznacza rozpisanie planu. Co się krzywisz? Bierz kartkę i pisz. Po pierwsze, dziwne rzeczy w szkole zaczęły się dziać tydzień temu. Po drugie, wszystkie kawały były związane z wodą, bo nawet te pochowane rzeczy były wilgotne. A to oznacza... Nie mam pojęcia, co to oznacza. Napisz duży znak zapytania obok tej wody. Po trzecie, na trampkach znalazłem glony albo wodorosty. Zastanówmy się... Kto w szkole wie o wodzie najwięcej... Może ktoś, kto ma akwarium?

– Piotrek Skorupka z IVa ma chyba ze trzy. I jeszcze jedno stoi u nich w klasie. Pani Wala mówiła, że on sam o nie dba i wie absolutnie wszystko o glonojadach.

– I dopiero teraz mi o tym mówisz? Przecież to jest właśnie to, czego szukamy! Trop. Prawdziwy, fantastyczny i świeży trop!

– Eee tam, bez przesady. Co z tego, że Piotrek wie tyle o rybach? Przecież nie karmi ich kredą ani kapciami!

– Potrafisz człowieka zniechęcić! Przecież od czegoś musimy zacząć. Jak powiedziałeś o tych glonojadach...

– Może to one zamieniają kapcie... – Bratek zachichotał.

Wizja gigantycznych glonojadów wypełzających ze szkolnych akwariów i szalejących po szatni była zachwycająca!

– Ha, ha, ha! Bardzo śmieszne. Widzę, że będę musiał sam rozwiązać tę zagadkę. Ty, najwyraźniej, nie jesteś zainteresowany.

– No coś ty, przecież jestem. I to jak! Nie musisz się od razu obrażać. Mów, co mamy robić?

– Jak to co? Mieć oczy szeroko otwarte i śledzić Piotrka. To nasz jedyny trop. Przynajmniej na razie. I pamiętaj, że wszystko, co powiedziano w tym pokoju, musi pozostać między nami.

– Tajemnica?

– Tajemnica. A teraz już pójdę, bo zaraz oszaleję z głodu. Nie wiem, czy zauważyłeś, ale zjadłeś prawie wszystko sam.

Bratek westchnął, wziął pusty talerz i poszedł odprowadzić Ziutka. Bycie przyjacielem najważniejszego chłopaka na całym podwórku nie zawsze było łatwe. Ledwo zamknął drzwi, łóżko, na którym siedzieli w czasie narady, poruszyło się i odsunęło od ściany. W tajnej naradzie uczestniczył ktoś jeszcze.

Rozdział 3

Ziutek na tropie

Ziutek po naradzie u Bratka chciał wrócić prosto do domu. Wciąż miał nieodrobione lekcje i był porządnie głodny. Zapomniał też powiedzieć mamie, że po szkole wybiera się do Bratka. Szedł, kopiąc od niechcenia jakiś kamyczek, i myślał. Wydawało mu się, że zapomnieli o czymś ważnym.

„Może trzeba zajrzeć do internetu i tam poszukać informacji o tych, jak im tam, glonojadach? Nie, to głupie”.

Nie wierzył przecież w dziecinne wizje gigantycznych ryb opanowujących szkołę.

Kamyczek wpadł w trawę przy chodniku. Ziutek zatrzymał się i rozejrzał. Dziwne. Nie stał przed domem, tylko... przed szkolną furtką. Zupełnie jakby nogi same go tu przyniosły. Szkoła wyglądała tak jak zwykle. Szara bryła z oknami pozasłanianymi białymi firankami z nylonowej koronki. Nagle w jednym z okien mignął cień. Ktoś stał za firanką i wyglądał na ulicę. Ziutkowi zdawało się, że ten ktoś patrzy prosto na niego. Zrobiło mu się nieprzyjemnie. To przecież on miał śledzić, tropić i rozwiązywać zagadki! Spuścił wzrok, a kiedy znowu spojrzał w górę, w oknie nikogo nie było. Wzruszył ramionami i już miał się odwrócić i pójść do domu, gdy nagle ktoś w budynku krzyknął wysokim, przejmującym głosem. Ziutkowi dreszcz przeszedł po plecach. Poczuł, że tak naprawdę jest całkiem zwyczajnym chłopakiem, którego nie obchodzą żadne tajemnice, a jedyną rzeczą, o jakiej marzy, jest talerz ciepłej zupy. Przez chwilę stał przy furtce, wpatrując się w zamknięte okno, za którym zniknął tajemniczy cień.

– I co teraz, Józefie? – spytał sam siebie. – Stchórzysz?

Zrobił krok w stronę szkoły, a potem drugi i trzeci... Wszedł na schodki i podszedł do drzwi wejściowych. Nacisnął klamkę z nadzieją, że drzwi okażą się zamknięte i będzie mógł odejść bez wstydu. Klamka jednak miękko opadła w dół. Ziutek usłyszał metaliczne „klik” i drzwi otworzyły się z cichym skrzypnięciem. Chłopiec obejrzał się przez ramię na znany mu i bezpieczny świat, po czym wszedł do opustoszałej szkoły.