5,99 zł
Czy wiecie kim był dawniej człowiek z czerwoną chorągiewką?
Mały chłopiec opowiada o tym, jak jego ojciec w 1880 służył na dworze Lorda Archibalda. Lord bardzo lubił przejażdżki swoim powozem bez koni. A przed nim kroczył tata bohatera z czerwoną chorągiewką. Dlaczego? Co ona komunikowała przechodniom?
Tak mijał czas, a na ulicach pojawiły się automobile, potem pojazdy spalinowe, a potem pierwsze samochody. Następnie zniknęły czerwone chorągiewki i pojawiły się... no właśnie, jak myślicie co było potem?
Paweł Beręsewicz zabiera dzieci w fascynującą podróż do świata i historii motoryzacji.
Przekonaj się o tym razem ze swoim dzieckiem, w przyjemny sposób wspierając jego naukę czytania. Seria "Czytam sobie. Poziom III" została stworzona z myślą o najmłodszych czytelnikach, którzy mają już za sobą dwa poziomy nauki. Proste, wciągające historie, wyraźne i duże literki, wprowadzą Twoje dziecko w świat niesamowitych wydarzeń i zachęcą do samodzielnego czytania. Trzeci poziom edukacyjnej serii zawiera 2500-2800 wyrazów w tekście, zdania dłuższe i wielokrotnie złożone; wykorzystuje wszystkie głoski, zawiera słownik trudnych wyrazów dotyczących danej historii.
Na początku każdej książeczki dziecko znajdzie trzy pytania, na które może odpowiedzieć po jej przeczytaniu. W ten sposób ćwiczy ono pamięć, ale przede wszystkim umiejętność opowieści.
Książeczka przeznaczona jest dla czytelników w wieku od 5 do 7 lat, a cała seria "Czytam sobie" powstała w oparciu o konsultacje z metodykami nauczania.
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi lub dowolnej aplikacji obsługującej format:
Liczba stron: 15
PO PRZECZYTANIU KSIĄŻKI:
Powiedz, do czego służyła tytułowa czerwona chorągiewka.
Czy pamiętasz, kto zbudował pojazd spalinowy w roku 1885? Jeśli nie, zajrzyj na
stronę 23
.
Przypomnij sobie, jaki zawód wykonywał wynalazca opony John Dunlop. Jeśli nie pamiętasz, zerknij na
stronę 29
.
UWAGA!
Słowa zaznaczone gwiazdką *zostały wyjaśnione w słowniczkuna końcu książki.
Mój tata wstawał wcześnie rano. Wkładał czarne spodnie i białą wyprasowaną koszulę. Pod szyją wiązał ciemnozielony krawat. Kraciastą kamizelkę zapinał na złote guziczki. Nogi wsuwał w wypastowane buty na grubej podeszwie. Musiały być wygodne, bo tata w pracy dużo chodził.
My czekaliśmy przy drzwiach. Mama trzymała w pogotowiu służbową marynarkę. Ja podawałem piękną czapkę z daszkiem. Tata brał z kąta czerwoną chorągiewkę i wychodził.
Zakurzona, wyboista droga wiła się między zielonymi pagórkami. Na zboczach pasły się owce, a ptaki koncertowały w żywopłotach. Potem skręcało się w brukowaną aleję wysadzoną dorodnymi lipami. Na końcu była żelazna brama, a za nią park. Wśród starych drzew stał pałac lorda Archibalda.
– Czy będę dzisiaj potrzebny, jaśnie panie? – pytał z niskim ukłonem tata.
– Och, koniecznie, mój drogi! – wołał lord Archibald i aż ręce zacierał z ochoty. – Dzisiaj będziesz mi wręcz niezbędny.
Najpierw jednak Lord Archibald udawał się na śniadanie. Do tego tata nie był mu potrzebny. Życzył więc grzecznie smacznego i szedł na boczny dziedziniec. Były tam stajnie, psiarnie, wozownie* i inne pałacowe budynki. Tata otrzepywał kurz z ubrania i czekał. Za drewnianymi wrotami*
