Havel. Zemsta bezsilnych - Aleksander Kaczorowski - ebook

Havel. Zemsta bezsilnych ebook

Aleksander Kaczorowski

4,0

Opis

Biografia jednego z najważniejszych polityków europejskich ostatnich dziesięcioleci, słynnego dysydenta, pisarza i dramaturga, ostatniego prezydenta Czechosłowacji (1989–1992) i pierwszego prezydenta Republiki Czeskiej (1993–2003). Jego bogaty życiorys to także pretekst do opowiedzenia historii Europy Środkowo-Wschodniej, targających nią dziejowych burz i wielkich przemian, zwieńczonych obaleniem komunizmu i odrodzeniem demokracji podczas Jesieni Ludów 1989 roku.

Havel nie przybył na Wawel. Aleksander Kaczorowski pokazuje, że ze szkodą dla nas wszystkich. A mógłby być nam pomocny, bo nie wierzył w fatum i przekonywał, że jesteśmy kowalami własnego losu. W przeciwieństwie do Kundery, który uważał, że życie jest gdzie indziej, on uważał, że życie jest wszędzie. To biografia Vaclava Havla, ale zarazem opowieść o XX wieku w sercu Europy. Zazdroszczę Alkowi Kaczorowskiemu tej książki.

Mariusz Szczygieł

„Burżujski synalek”, który chciał, żeby niepodległa Czechosłowacja była z nazwy socjalistyczna. Autorytet polityczny, który w wielu ważnych sprawach nie miał własnego zdania. Autor „Siły bezsilnych”, który z prawami człowieka na ustach wspierał wojenne awantury Waszyngtonu, za co został przezwany „pożytecznym idiotą Busha”. Krytyk oszustw kapitalizmu, który potrafił opowiedzieć się za prywatnymi funduszami emerytalnymi — przekrętem niemal doskonałym. A między tymi pęknięciami, sprzecznościami – praski hippis, kumpel, artysta i człowiek o wielkich ambicjach. Havel w opowieści Aleksandra Kaczorowskiego jest żywy, splątany, wieloznaczny. Jak go nie obrócisz, pokazuje się coś innego, nieraz zaskakującego. Czegóż więcej możemy oczekiwać od dobrej książki biograficznej?

Artur Domosławski

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 541

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,0 (11 ocen)
3
5
3
0
0

Popularność




SERIA BIOGRAFIE

Już w księgarniach:

Beata Chomątowska Lachert i Szanajca. Architekci awangardy

Aleksander Kaczorowski

Havel

Zemsta bezsilnych

Wszelkie powielanie lub wykorzystanie niniejszego pliku elektronicznego inne niż jednorazowe pobranie w zakresie własnego użytku stanowi naruszenie praw autorskich i podlega odpowiedzialności cywilnej oraz karnej.

Projekt okładki Agnieszka Pasierska / Pracownia Papierówka

Projekt typograficzny Robert Oleś / d2d.pl

Wybór fotografii Katarzyna Bułtowicz

Fotografia na okładce © by Bohdan Holomíček

Copyright © by Aleksander Kaczorowski, 2014

Redakcja Tomasz Zając

Korekta Magdalena Kędzierska-Zaporowska / d2d.pl, Gabriela Niemiec / d2d.pl

Redakcja techniczna Robert Oleś / d2d.pl

Skład Robert Oleś / d2d.pl

ISBN 978-83-7536-877-2

Prawda i miłość muszą zwyciężyć nad kłamstwem i nienawiścią.

Václav Havel

Prawda tkwi w niuansach.

Anatole France

Wstęp

Tego dnia w gmachu sądu przy ulicy Karmelickiej w Pradze już przed świtem zaroiło się od tajniaków. Większość miejsc na sali rozpraw zajęli milicjanci w cywilu. Mimo to – podawszy się za krewnego jednego z oskarżonych – do środka zdołał się dostać pewien wąsaty blondyn. Na korytarzach i przed budynkiem sądu funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa fotografowali i filmowali wszystkich przybyłych – włącznie z bliskimi i przyjaciółmi oskarżonych było ich dobrze ponad sto osób.

„Stali tam, w przyjacielskiej pogawędce, byli członkowie politbiura, artyści i młodzi długowłosi ludzie. To był niezwykły widok” – opowiedział mi dwadzieścia lat później Václav Havel. To on był tym sprytnym blondynem z sądu na praskim Smíchovie.

We wrześniu 1976 roku w ławach oskarżonych zasiedli jego młodzi przyjaciele, członkowie psychodelicznej grupy rockowej The Plastic People of the Universe. Ironia losu sprawiła, że w tym samym czasie w Polsce trwały procesy robotników z Ursusa i Radomia. Akcja pomocy aresztowanym uczestnikom protestów przeciwko podwyżkom cen mięsa, kiełbasy, cukru i nabiału doprowadziła do powstania Komitetu Obrony ­Robotników. Następnego dnia, 23 września 1976 roku, zapadły wyroki w procesie czeskich muzyków oskarżonych o „zakłócanie porządku publicznego”. Akcja petycyjna w ich obronie sprawiła, że były one niższe, niż się spodziewano. Przeciwnicy reżimu uznali to za oznakę jego słabości i zapowiedź ustępstw. Trzy miesiące później w Pradze powstała Karta 77 – najsłynniejszy ruch dysydencki w Europie Wschodniej.

Pomysłodawcą i głównym organizatorem Karty był Václav Havel, czterdziestoletni dramaturg, twórca teatru absurdu, który największe sukcesy w kraju i za granicą odnosił w poprzedniej dekadzie. Urodzony w rodzinie zamożnych praskich przedsiębiorców, już w dzieciństwie został uznany za „wroga ludu”. Siedem razy nie przyjęto go na studia, lecz mimo to – dzięki własnym talentom, sprzyjającym okolicznościom i postępującej liberalizacji stosunków politycznych – zdołał pokonać wszelkie przeszkody, jakie piętrzył przed nim system komunistyczny. Przed trzydziestym rokiem życia zdobył dyplom uczelni artystycznej, napisał kilka sztuk i wydał dwie książki, został kierownikiem literackim znanego praskiego teatru, członkiem Związku Pisarzy i rady redakcyjnej opiniotwórczego pisma. Odwiedził też kilka krajów Europy Zachodniej, środkowoazjatyc­kie republiki Związku Radzieckiego, a wkrótce pojechał także do Stanów Zjednoczonych, które podziwiał przez całe życie.

Wpływy z zagranicznych tantiem zapewniały mu stałe dochody w równowartości kilku przeciętnych pensji, umożliwiając życie na wysokiej stopie – także po sowieckiej inwazji na Czechosłowację w 1968 roku. Gdy niespełna dziesięć lat później trafił pierwszy raz do aresztu, początkowo najbardziej dokuczał mu brak ulubionych papierosów marki Peter Stuyvesant. Zrezygnował ze statusu „zwierzęcia chronionego” i podjął się obrony praw i swobód obywatelskich, choć wiedział, że od tej pory nie będzie już tolerowanym, aczkolwiek systematycznie nękanym przez władze literatem, lecz przeciwnikiem politycznym, którego władze spróbują skompromitować, zmusić do emigracji lub uwięzić. Służba Bezpieczeństwa wykorzystała każdą z tych metod.

Biografia Havla mogłaby posłużyć za kanwę dramatu. Byłaby to – podobnie jak większość jego sztuk teatralnych – opowieść o „Władzy pozbawionych władzy”. A także pełna zaskakujących zwrotów akcji historia upadku z wyżyn społecznych i ponownego wdarcia się na szczyt.

W jego wypadku określenie „pochodzenie burżuazyjne” nie było propagandową inwektywą, lecz stwierdzeniem faktu. Dziadek ze strony ojca był wybitnym praskim budowniczym, mecenasem sztuki i teozofem. Ojciec matki, „człowiek dziewięciorga rzemiosł”, odnosił sukcesy w każdej dziedzinie, której poświęcił wystarczająco wiele zachodu – był między innymi naukowcem i wynalazcą, korespondentem wojennym na Bałkanach, oficerem austro-węgierskiej floty, konspiratorem związanym z niepodległościową Maffią, czechosłowackim dyplomatą i dyrektorem imperium obuwniczego Bati. Jeśli prawdziwa jest słynna anegdota o dwóch wysłannikach króla obuwia eksplorujących rynek afrykański, to ich depesze trafiły właśnie na biurko dziadka Václava Havla.

Był on także literatem, a jedna z jego książek stała się źródłem inspiracji dla autorów popularnej komedii, zrealizowanej w 1932 roku w studiach filmowych na Barrandovie. Właścicielem wytwórni był stryj Havla, słynny bon vivant i homoseksualista, król praskiej bohemy, po którym Václav przejął upodobanie do całonocnych pijatyk i mercedesów. Przeciwieństwo stryja stanowił ojciec Havla, stateczny biznesmen i wpływowy mason, będący w komitywie z prominentnymi politykami wszystkich rodzimych partii, począwszy od narodowych demokratów, z którymi sympatyzował, a skończywszy na komunistach, którzy wynajmowali od niego na zjazdy największą praską salę w Pałacu Lucerna. Komuniści ostatecznie zabrali mu nie tylko ten supernowoczesny na owe czasy obiekt, siedzibę największego kompleksu gastronomiczno-rozrywkowego na wschód od Łaby, lecz także ekskluzywne osiedle willowe, wiejską posiadłość na Morawach i kamienicę w centrum Pragi. Zagarnęli cały majątek rodziców i dziadków Havla, ale nie zdołali odebrać mu największego dziedzictwa, jakim był wyniesiony z domu rodzinnego kapitał kulturowy.

Zarówno ojcu, jak i matce, wykształconej za granicą poliglotce i utalentowanej malarce, Václav Havel zawdzięczał nieprawdopodobny dar nawiązywania i utrzymywania znajomości (niemal połowę spośród pierwszych dwustu czterdziestu dwóch sygnatariuszy Karty 77 – pisarzy, intelektualistów, ludzi wolnych zawodów, dawnych działaczy partyjnych i muzyków rockowych – stanowili jego przyjaciele i znajomi).

Poczucie wyobcowania, którego doświadczył we wczesnym dzieciństwie i które po latach interpretował jako skutek nieuzasadnionych przywilejów „pańskiego synka” korzystającego z wysokiej pozycji społecznej rodziców, z czasem stało się źródłem jego siły i swoistej charyzmy – to inni zabiegali o jego względy, on zaś przywykł traktować zainteresowanie swoją osobą (także ze strony kobiet) jako coś naturalnego. Pasjonował się sztuką, filozofią, naukami społecznymi – i polityką – przez całe życie świadomie wybierał środowiska, w których mógł w pełni wykorzystać swoje największe atuty: inteligencję, erudycję, dar myślenia analitycznego, uzdolnienia artystyczne, absurdalne poczucie humoru, a także – last but not least – znakomite maniery i urok osobisty. Niemal za każdym razem, gdy zaangażował się w działalność jakiejś formalnej bądź nieformalnej grupy ludzi – zespołu teatralnego, redakcji pisma, środowiska pisarzy czy wreszcie obrońców praw obywatelskich – prędzej czy później (ale raczej prędzej niż później) stawał na ich czele. Dominował, lecz na ogół nikt – albo prawie nikt – nie miał poczucia, że jest to jego celem. Sprawiał wrażenie, jakby wcale mu na tym nie zależało, jakby działo się to wbrew jego woli; jak gdyby fakt, że zawsze znajduje się w centrum wydarzeń, był kwestią przypadku, którego on jest tylko narzędziem. W całym dojrzałym życiu Havla tylko raz zdarzyło się, by jakieś środowisko oparło się jego charyzmie i zmusiło go do odejścia. Na ogół to ci, którzy nie godzili się z jego subtelną dominacją, przestawali być członkami grupy.

Jego kariera przypomina rozchodzące się kręgi na wodzie: z każdą kolejną rolą, jakiej się podejmował – lidera środowiska uczniowskiego, niezależnego poety, dramaturga, działacza Związku Pisarzy, cenionego publicysty, dysydenta czy obrońcy praw człowieka, a wreszcie trybuna rewolucji i polityka światowego formatu – rosła liczba jego zagorzałych zwolenników, bezkrytycznych chwalców, a nierzadko fanatycznych wyznawców. Przez całe życie otaczali go ludzie, którzy widzieli w nim osobę predestynowaną do odegrania przywódczej roli – co ważne, liczba tych osób systematycznie się powiększała. Pytanie, czy Havel zdawał sobie z tego sprawę i czy umiał to wykorzystać, jest retoryczne. Nikt nie staje na czele dziesięcio­milionowego narodu wbrew własnej woli.

Wcześnie zaczął być postrzegany jako urodzony przywódca. Wróżono mu karierę polityczną, on sam jednak – zarówno w dniach Praskiej Wiosny 1968, jak i podczas aksamitnej ­rewolucji 1989 – uważał się przede wszystkim za pisarza. Jako nastolatek poznał najwybitniejszych czeskich poetów XX wieku: Vítězslava Nezvala, Vladimíra Holana, przyszłego noblistę Jaroslava Seiferta oraz Jiříego Kolářa, który stał się jego artystycznym mentorem. We wczesnej młodości zaprzyjaźnił się lub nawiązał zażyłe znajomości z największymi twórcami swojej epoki: Milošem Formanem, Milanem Kunderą, Bohumilem Hrabalem i Josefem Škvoreckým. W latach pięćdziesiątych skupił wokół siebie rówieśników o ambicjach literackich, uznanych z czasem za najważniejszą grupę pokoleniową w powojennej literaturze czeskiej. Dziesięć lat później był już członkiem czecho­słowackiego establishmentu literackiego – a przynajmniej tak postrzegali go przyjaciele z miesięcznika „Tvář” oraz Ivan Martin Jirous, przyszły menedżer i kierownik artystyczny grupy The Plastic People of the Universe.

Podczas Praskiej Wiosny 1968 zbliżył się do środowiska rewizjonistów komunistycznych skupionych wokół tygodnika „Literární listy”. Sam nigdy nie był członkiem partii, ale aż do połowy lat osiemdziesiątych uważał się za socjalistę. Współtworzył niezależny ruch wydawniczy i obywatelski, lecz konsekwentnie odrzucał określenie opozycjonista czy dysydent. Jego dom w górach, słynny Hrádeček, był jednym z najważniejszych miejsc na mapie czeskiej kultury niezależnej. W tamtejszej stodole odbyła się światowa premiera jego najsłynniejszej sztuki Audiencja, tam muzycy grupy The Plastic People of the Universe nagrali psychodeliczny album Pašijové hry velikonoční, a sygnatariusze Karty 77 obojga płci knuli przeciw ustrojowi i flirtowali.

Ceną za „życie w prawdzie” – i za uroki życia w praskim wesołym getcie – były szykany, przesłuchania, represje, inwigilacja, wielokrotny areszt, donosiciele pośród przyjaciół i kochanek. Trzystu sygnatariuszy Karty, w tym wielu jej współzałożycieli, wyemigrowało w obawie o własne życie lub o życie swych bliskich. Václav Havel spędził ogółem pięć lat w komunistycznych więzieniach. Mimo jego wysiłków Karta nie zdołała przekształcić się w masowy ruch opozycyjny, pozostała „samoobroną wykluczonych”, wysepką w zalewie oportunizmu, stanowiącego spoiwo zmowy, jaką reżim Gustáva Husáka zawarł ze społeczeństwem. Istotą tej zmowy było – jak pisał Havel – połączenie dyktatury i społeczeństwa konsumpcyjnego.

Przez dwanaście lat Kartę podpisało niespełna dwa tysiące ludzi, większość zrobiła to z pobudek etycznych. Niewielu wierzyło, że doczeka końca komunizmu. Havel jeszcze w lutym 1989 roku został skazany na dziewięć miesięcy pozbawienia wolności za „chuligaństwo” (czyli próbę złożenia kwiatów w miejscu samospalenia Jana Palacha). Odbył połowę kary. W sierpniu otrzymał policyjny nakaz opuszczenia Pragi. W październiku był przymusowo hospitalizowany w związku z zapowiadanymi demonstracjami z okazji rocznicy niepodległości. W piątek 17 listopada przebywał na Hrádečku, gdzie od kilku dni w gronie najbliższych obchodził urodziny swej wieloletniej kochanki Jitki Vodňanskiej. Nic nie wskazywało na to, że jeszcze tego samego dnia wieczorem w Pradze rozpocznie się aksamitna rewolucja. I że przed końcem roku prezydent Gustáv Husák złoży urząd i przekona komunistycznych posłów, by jednogłośnie wybrali Havla na jego następcę.

Historyk Timothy Garton Ash stwierdził z odrobiną przesady, że na to, co Polakom zajęło dziesięć lat, Węgrom dziesięć miesięcy, a Niemcom z NRD dziesięć tygodni, w Czechach wystarczyło dziesięć dni. Ta książka opowiada o tym, dlaczego było to możliwe. I czemu właśnie Václav Havel – i tylko on – mógł zostać symbolem aksamitnej rewolucji.

Część pierwsza

„Pański synek”

Rozdział pierwszy

Młyn nad Wełtawą

I

W połowie XIX wieku, pomiędzy wzniesionymi później mostami Jiráska i Palackiego, stał nad Wełtawą młyn będący własnością osiadłej od pokoleń na praskim Smíchovie rodziny Havlów. Jego ostatni właściciel, Vácslav Julius Havel (1821–1884), sprzedał rodzinny interes po śmierci ojca, by wypłacić spadek macosze, a dziewięciu siostrom zapewnić godziwy posag. Sam został po tym bez grosza przy duszy, przywdział więc granatowy kolejarski mundur i przepracował w nim resztę życia jako wagowy na pobliskiej stacji. Nawet jeśli była to, jak twierdził jego prawnuk, profesja na wpół robotnicza, a na wpół urzędnicza, to przecież nie ulega wątpliwości, że Vácslav Julius Havel sproletaryzował się i do końca życia klepał biedę.

Vácslav Julius Havel ożenił się późno i dopiero w czterdziestym roku życia doczekał się potomka. Zgodnie z rodzinną tradycją nadał mu imię patrona Czech, św. Wacława. Havlowie zapisywali je w formie Vácslav, dziwacznej także z punktu widzenia ówczesnej ortografii. Mieszkali w skromnej izbie przy ulicy Újezd na Małej Stranie, żyli oszczędnie, przeznaczając wszystkie posiadane środki na wykształcenie syna. Vácslav Havel (1861–1921) podjął studia na politechnice, ale po śmierci ojca był zmuszony przerwać naukę i nawet pogrzeb wyprawił mu za pożyczone pieniądze. Mimo to zaledwie piętnaście lat później był już milionerem.

Zaczynał od drobnych prac brukarskich i zakładania kanalizacji. Szybko dał się poznać jako rzetelny fachowiec i człowiek obdarzony smykałką do interesów. Po ślubie z zamożną panną z Moraw przeniósł się na wieś, gdzie przez pewien czas prowadził gospodarstwo rolne. Wrócił jednak do Pragi, gdy pod koniec XIX wieku zaczął się tam boom budowlany. Wzorem dla praskich budowniczych był Paryż Haussmanna; celem – przekształcenie miasta, zdominowanego od wieków przez niemiec­ki patrycjat, w nowoczesną stolicę odrodzonego, ufnego we własną przyszłość słowiańskiego narodu.

Wydarzenia nabrały tempa, gdy opanowana przez Czechów rada miejska uzyskała w Wiedniu zgodę cesarza Franciszka Józefa I na tzw. asanację, czyli wyburzenie całych kwartałów Starego Miasta i dawnego żydowskiego getta Josefova. W ich miejsce wzdłuż nowych ulic, takich jak reprezentacyjna ulica Paryska, powstawały teraz imponujące kamienice przeznaczone dla najzamożniejszej klienteli. Urzędnicy i przedstawiciele wolnych zawodów zamieszkiwali nieco dalej od starówki, najchętniej na Nowym Mieście, robotnicy zaś tysiącami osiedlali się w okolicznych miejscowościach, takich jak Libeň, Karlín, Žižkov czy Smíchov, które wkrótce przyłączono do Pragi. W 1900 roku miasto liczyło już ponad pół miliona mieszkańców. Przedsiębiorcy budowlani nie nadążali z realizacją zamówień, a ceny placów, domów i mieszkań nieustanie szły w górę. Praga stała się jednym wielkim placem budowy, jak przystało na stolicę najbardziej uprzemysłowionej prowincji monarchii habsburskiej.

Vácslav Havel zawczasu zamienił gospodarstwo rolne na parcele na Nowym Mieście i w ciągu kilku lat dorobił się pokaźnego majątku, budując ogółem piętnaście kamienic pod klucz. Jak wspominał jego syn, starał się zatrudniać na stałe wyłącznie rodaków i konsekwentnie głosował na ugrupowania nacjonalistyczne, reprezentujące interesy rosnącej w siłę rodzimej burżuazji. Przyjaźnił się z przywódcą narodowych demokratów Karlem Kramářem, a także ze znanym sympatykiem tej partii, profesorem Janem Jesenským (ojcem Mileny). Nawet pozornie niewinne inicjatywy obywatelskie, w których uczestniczył, takie jak kwesta na potrzeby Teatru Narodowego, miały patriotyczny i wyraźnie antyniemiecki charakter. Havel pełnił zaszczytną funkcję skarbnika komitetu honorowego Złotej Kapliczki (czyli sceny narodowej) i w tej roli zyskał przezwisko Ministra Finansów. Był zresztą miłośnikiem teatru i lubił przebywać w towarzystwie artystów, ci zaś bywali częstymi gość­mi w jego domu. Do stałych bywalców należał między innymi Jaroslav Vrchlický, najwybitniejszy poeta czeski tamtej epoki.

Potwierdzeniem nowego statusu społecznego Vácslava Havla była kamienica, którą wybudował dla swej rodziny w 1904 roku przy nabrzeżu Palackiego (obecnie nabrzeże Rašína). Dom o numerze ewidencyjnym 2000 stanął zaledwie kilkaset kroków od Teatru Narodowego i niemal dokładnie naprzeciwko miejsca, w którym niegdyś po drugiej stronie rzeki obracały się żarna w młynie należącym do przodków właściciela. Teraz wszystko wyglądało tam zupełnie inaczej niż dawniej, na poły wiejska okolica zamieniła się w „praski Manchester”, jak nazywano gwałtownie rozwijający się robotniczy Smíchov. Nie było tam zbyt wiele do podziwiania: betonowe nabrzeże i szereg czynszowych kamienic z wystającymi spoza nich kominami fabryk. Być może ten niezbyt zachęcający widok sprawił, że potomek praskich młynarzy znacznie chętniej spędzał czas w rodzinnych stronach swej żony Emilii, w Žďárcu nieopodal Tišnova, niespełna czterdzieści kilometrów na północny zachód od Brna. Okoliczna ludność, a wkrótce, idąc za jej przykładem, również właściciele nazywali wybudowaną tam w 1908 roku wiejską rezydencję Havlovem.

W biografii nestora rodu to miejsce zapisało się w sposób szczególny. Vácslav Havel był wprawdzie rzymskim katolikiem, wziął ślub kościelny, ochrzcił dzieci, bywał na mszach, a kiedy należało, przyjmował komunię, ale od wczesnej młodości wierzył jedynie w naukę, technikę i postęp. Pod wpływem Anny Pammrovej, świeckiej mistyczki mieszkającej w leśnej samotni w pobliżu Havlova, zwrócił się ku światu doznań duchowych. Ta niezwykła kobieta, wywodząca się z prostej, wiejskiej rodziny, stworzyła oryginalny system wierzeń łączący elementy teozofii, antropozofii i ezoteryzmu. Przekonana, że jest reinkarnacją starożytnej perskiej bogini Aszti, postanowiła wskazać współczesnym trzecią drogę pomiędzy tradycyjną religijnością i pozytywistycznym materializmem. Pielgrzymowali do niej zarówno rozczarowani scjentyści, jak i zbuntowani księża katoliccy, a także poeci – najwybitniejszy przedstawiciel czeskiego symbolizmu Otokar Březina (właść. Václav Jebavý) korespondował z nią przez całe dorosłe życie. Havlowie traktowali swoją najbliższą sąsiadkę jak spowiedniczkę i psycho­analityczkę w jednej osobie. Na zachowanym zdjęciu z pogrzebu Pammrovej widać dziewięcioletniego Václava Havla kroczącego z poważną miną za jej trumną. Wspominając ją po latach w korespondencji więziennej z bratem, zażartował (?), że ma teraz nadzieję dostawać od niej listy.

Najpopularniejszym przejawem nowej duchowości, charakterystycznym dla epoki fin de siècle, były seanse spirytystyczne. Tylko w latach 1914–1916 Vácslav Havel zorganizował ich kilkadziesiąt. Maria Zinfelová, siostrzenica jego żony Emilii, a zarazem ulubienica sprawującej opiekę duchową nad rodziną Havlów Pammrovej, okazała się utalentowanym medium. Wprowadzona w trans, potrafiła zapisywać wypowiedzi duchów, z którymi za jej pośrednictwem regularnie komunikowali się uczestnicy seansów urządzanych w mieszkaniu przy nabrzeżu Palackiego. W świecie doczesnym gospodarz wspierał Czeskie Towarzystwo Teozoficzne, a w 1920 roku wydał nakładem własnym, pod pseudonimem Atom, publikację Kniha ­Života (Księga życia), niezwykle cenioną w środowisku rodzimych spirytystów. Książka, dostępna w cenie czternastu koron czecho­słowackich, zawierała zapisy seansów wraz z komentarzem autora odnoszącym się do duchowej natury rzeczywistości i perspektyw pośmiertnego bytowania istot ludzkich w świecie nadprzyrodzonym. Dopiero w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku ujawniono, że autorem zarówno komentarza, jak i całej książki był Vácslav Havel.

Kwatera główna czeskich teozofów mieściła się w Pałacu Lucerna, najambitniejszym przedsięwzięciu biznesowym i architektonicznym nestora rodu. Budowa tego pierwszego i największego centrum rozrywki w Pradze, siedziby popularnego kina i sali koncertowej, kawiarni, barów, restauracji i sklepów, trwała piętnaście lat i pochłonęła gigantyczne środki finansowe, w większości pochodzące z kredytów. Siedmiopiętrowy budynek, oddany w całości do użytku w 1920 roku, robił ogromne wrażenie. Jego sercem była monumentalnych rozmiarów sala koncertowa umieszczona pod ziemią, na głębokości trzech pięter. Występowali w niej – przed dwuipółtysięczną publicznością – najpopularniejsi artyści epoki, między innymi wirtuoz wiolonczeli Pablo Casals, tancerka Josephine Baker, piosenkarz i aktor Maurice Chevalier. Budowniczy Lucerny nie miał jednak okazji podziwiać ich popisów scenicznych (i nigdy nie ukończył planowanej wentylacji i klimatyzacji sali). U schyłku życia troszczył się już tylko o swoją pośmiertną egzystencję, a prowadzenie interesów przekazał synom: Václavowi Marii (1897–1979) i Milošowi (1899–1969).

II

Starszy z braci pod wieloma względami przypominał ojca, choć nie podzielał jego fascynacji spirytyzmem. Podobnie jak ojciec głosował na partię narodowych demokratów, lecz wśród jego przyjaciół byli także ludzie o poglądach liberalnych bądź lewicowych, tacy jak popularny prozaik Eduard Bass, redaktor opiniotwórczego tygodnika „Přítomnost” (Obecność) Ferdinand Peroutka czy komunizujący filozof Josef Ludvík Fischer. Poza wspólnymi zainteresowaniami łączył ich podziw dla twórcy powstałej 28 października 1918 roku Republiki Czechosłowackiej i jej pierwszego prezydenta, znanego z wolnomyślicielskich przekonań Tomáša Garrigue Masaryka.

Brytyjski premier Lloyd George, zapytany, kto najbardziej skorzystał na I wojnie światowej, odpowiedział: „Prezydent Masaryk”. Masaryk, intelektualista o międzynarodowej renomie i poseł parlamentu austriackiego, w 1915 roku nielegalnie wyjechał na Zachód i od tej pory niezmordowanie przekonywał przywódców Francji, Anglii i USA, by po zwycięstwie utworzyli na gruzach monarchii Habsburgów nowe państwo „Czechosłowaków”. W niepodległej republice otoczono go niemal nabożną czcią; w potocznym wyobrażeniu ten „filozof na tronie” zastąpił cesarza Franciszka Józefa. Także pod względem stosunków narodowościowych Republika Czechosłowacka była „małą Austrią”: udział mniejszości narodowych w całej populacji wyglądał niemal identycznie jak w monarchii habsburskiej. Czesi stanowili zaledwie połowę obywateli, podczas gdy Niemcy – niemal jedną czwartą (23,3 procent). „Czechosłowacy” istnieli tylko na papierze i w wyobraźni niektórych polityków; tę fikcyjną narodowość wymyślono, by uzasadnić fakt powstania nowego państwa, w którym Czesi i Słowacy razem stanowili zaledwie 65,5 procent obywateli (według spisu z 1921 roku).

Zarówno Niemcy, jak i Węgrzy (5,5 procent obywateli republiki) na ogół nie utożsamiali się z państwem czechosłowackim i nie byli traktowani jak jego współgospodarze. Przedstawiciel mniejszości niemieckiej senator Ludwig Spiegel tak opisywał w wywiadzie dla dziennika „Bohemia” w 1923 roku stosunek czeskich parlamentarzystów do ich niemieckich kolegów z ław sejmowych: „Raz mówicie »wasze państwo«, to znów »nasze państwo«, jak wam wygodnie. Mówicie: »Musicie być lojalnymi obywatelami, ponieważ to państwo jest waszym państwem, ale to my jesteśmy tutaj prawdziwymi panami, bo to jest nasze państwo; musicie przestrzegać prawa, bo to jest wasze państwo, ale to my ustalamy, co jest prawem, bo to jest nasze państwo«”[1].

Politycy pięciu największych czeskich ugrupowań politycznych (agrariusze, narodowi socjaliści, socjaldemokraci, narodowi demokraci i katoliccy ludowcy), tylko łącząc swoje siły w formalnych i nieformalnych koalicjach, byli w stanie zmarginalizować partie niemieckie i węgierskie, słowackich autonomistów i rodzimych komunistów. Wprawdzie od 1926 roku przedstawiciele dwóch lub trzech niemieckich partii (agrariuszy, socjaldemokratów i katolickich ludowców) zasiadali w każdym czechosłowackim rządzie, ale musieli zadowolić się kilkoma podrzędnymi resortami.

Partie zabiegały wyłącznie o własne interesy, podporządkowując sobie wszelkie dziedziny życia gospodarczego. Targów politycznych dobijano za kulisami, parlament stał się skrzyżowaniem maszynki do głosowania i Hyde Parku. Narodowi demokraci, z którymi związani byli Havlowie, reprezentowali wielkomiejską burżuazję. Ta partia tradycyjnie kontrolowała system bankowy. Szczególnie silną pozycję miało jednak stronnictwo agrariuszy, zamożnych chłopów i posiadaczy ziemskich. Byli oni największymi beneficjentami przeprowadzonej po 1918 roku konfiskaty dóbr należących uprzednio do austriackiej arystokracji. Tylko Schwarzenbergowie i Schönbornowie władali majątkami o powierzchni dwustu tysięcy hektarów każdy, Liechtensteinowie posiadali około stu sześćdziesieciu tysięcy hektarów, a Kinscy niemal siedemdziesiąt tysięcy hektarów. Ogółem skonfiskowano osiemdziesiąt majątków o powierzchni ponad dziesięciu tysięcy hektarów każdy. Dzięki temu chłopi i posiadacze ziemscy stali się podporą Masarykowskiej republiki, a reprezentująca ich interesy partia w okresie międzywojennym zwyciężała niemal we wszystkich wyborach parlamentarnych. Na jej czele stał utalentowany polityk Antonín Švehla, który wraz z Masarykiem i szefem dyplomacji Benešem faktycznie sprawował władzę w kraju. Łączyło ich jeszcze coś: wszyscy trzej byli synami chłopów.

Ojciec był Słowakiem z Kopčan, urodził się chłopem pańszczyźnianym i chłopem pańszczyźnianym pozostał – wspominał Masaryk w rozmowie z Karlem Čapkiem. – Kiedy znacznie później odwiedzał nas w Pradze, interesowało go tylko, jak okute są konie, jakie dyszle, oprawy i koła mają w Pradze powozy i karety[2].

Czesi dominowali w administracji państwowej i wojsku (stanowili osiemdziesiąt siedem procent korpusu oficerskiego i aż dziewięćdziesiąt procent generałów). Podziały wewnętrzne, choć ważne i traktowane serio, zeszły na dalszy plan wobec zagrożenia zewnętrznego, za jakie uważano Niemców, Węgrów i nacjonalistycznie nastawionych Słowaków.

Fakt, że przeważającym wyznaniem wśród tych trzech mniejszości był katolicyzm, sprawił, że szerzyły się postawy antyklerykalne. Sprzyjał temu Masaryk i wspierane przez niego, także finansowo, opiniotwórcze środowiska. Kościół katolicki przedstawiano jako bastion germanizacji, obskurantyzmu i zacofania, taki sam przeżytek jak odesłana do lamusa historii monarchia Habsburgów. Czeskim katolikom zarzucano brak patriotyzmu i publicznie pytano, gdzie jest ich stolica: w Pradze czy w Rzymie. Ta argumentacja była żywcem wyjęta z arsenału Bismarckowego kulturkampfu, co nie powinno dziwić, jako że czeski nacjonalizm, choć radykalnie antyniemiecki, stanowił w istocie zwierciadlane odbicie nacjonalizmu niemieckiego. Różnica polegała na tym, że w przeciwieństwie do II Rzeszy, gdzie katolicy stanowili nie więcej niż jedną trzecią obywateli, w Czechach jeszcze na początku wieku niemal sto procent mieszkańców było wyznania rzymsko-katolickiego. W tej sytuacji akt apostazji stał się dla wielu Czechów najprostszym sposobem zamanifestowania swego, niekiedy spóźnionego, patriotyzmu.

W pierwszych latach istnienia państwa niekatolickie wyznania chrześcijańskie przeżyły prawdziwy rozkwit. Półtora miliona Czechów zerwało z Rzymem, z tego siedemset tysięcy przystąpiło do czechosłowackiego Kościoła narodowego, założonego w 1920 roku przez zbuntowanych księży katolic­kich. Liczne były także przypadki konwersji na protestantyzm i prawosławie. Jednakże mimo potężnej akcji propagandowej Kościół katolicki do 1925 roku stracił nie więcej niż jedenaście procent wiernych. Później antyklerykalna gorączka opadła, gdyż Masaryk (podobnie jak Bismarck pół wieku wcześniej) z czasem uznał zaangażowanych politycznie katolików za swoich sprzymierzeńców w walce z radykalną lewicą i mniejszościami narodowymi.

Również Václav M. Havel w 1918 roku wystąpił z Kościoła rzymskokatolickiego i zaprzestał praktyk religijnych, lecz jak sam wspominał, jego apostazja nie oznaczała przyjęcia światopoglądu materialistycznego. Od pierwszych miesięcy istnienia niepodległej Czechosłowacji udzielał się w tworzonych z inspiracji Masaryka organizacjach studenckich. Zrobił tam błyskotliwą karierę: w 1919 roku został przewodniczącym Zrzeszenia Studentów Czechosłowackich, a następnie Związku Młodzieży Czechosłowackiej. Nawiązane w tym okresie znajomości wydatnie pomogły mu w prowadzeniu interesów. Jego firma budowlana pierwsze zlecenie dostała na wybudowanie męskiego akademika w Pradze; niedługo później postawiła jeszcze jeden akademik, tym razem dla dziewcząt.

Młody przedsiębiorca szybko doszedł do wniosku, że odpowiednie kontakty w sferach politycznych to warunek pozyskiwania intratnych umów i tanich kredytów. Dzięki swej aktywności w organizacjach studenckich zbliżył się do Hradu, czyli wpływowego środowiska współpracowników prezydenta Masaryka. Związał się także z masonerią, do której w 1923 roku wprowadził go związany z establishmentem politycznym nowego państwa pisarz Karel Čapek. Członkami loży 28 Października byli między innymi minister spraw zagranicznych Edvard Beneš i Jan Masaryk, syn prezydenta.

Jeszcze jesienią tego samego roku Václav M. Havel wyjechał na sześć miesięcy do Stanów Zjednoczonych. Wizytował na własny koszt tamtejsze uniwersytety, stowarzyszenia młodzieży chrześcijańskiej i loże masońskie. Jego pobyt za oceanem zorganizowały wspólnie środowiska masońskie oraz Young Men’s Christian Association (Związek Chrześcijańskiej Młodzieży Męskiej), czyli popularny YMCA; Havel był działaczem, a w latach 1928–1933 prezesem praskiego oddziału tego stowarzyszenia (był również członkiem elitarnej organizacji charytatywnej Rotary Club).

W Ameryce zobaczył, czym jest i jak w praktyce działa liberalne społeczeństwo. Monarchia Habsburgów była krajem sztywnych hierarchii i podziałów społecznych, w którym arystokratyczne pochodzenie znaczyło więcej niż choćby największy majątek (na ogół zresztą jedno szło w parze z drugim). Tymczasem Czesi stanowili naród ambitnych parweniuszy. Pozbawieni rodzimych tradycji szlacheckich przedstawiciele elit politycznych i finansowych poszukiwali innego, ekskluzywnego wzorca zachowań i wielu z nich odnalazło go w Ameryce. Loże masońskie, kluby dla dżentelmenów, elitarne salony skupiające przedstawicieli świata sztuki i nauki, polityki i finansjery były przejawami tego samego zjawiska. Tylko przy pewnej dozie naiwności można się było dopatrzeć w tym deklarowanego oficjalnie egalitaryzmu.

Václav M. Havel nie był nigdy sympatykiem lewicy. Podobnie jak jego ojciec, głosował na narodowych demokratów, czyli czeskich endeków, i utrzymywał zażyłą znajomość z ważnym działaczem tej partii Karlem Baxą. Ów polityk na przełomie 1899 i 1900 roku odegrał wyjątkowo niechlubną rolę w głośnym procesie Leopolda Hilsnera, bezdomnego Żyda oskarżonego o mord rytualny. Baxa reprezentował rodzinę zamordowanej młodej dziewczyny Anežki Hrůzovej, podczas gdy Masaryk na łamach prasy austriackiej, związanej z kapitałem żydowskim, występował przeciwko mitowi mordu rytualnego, pośrednio biorąc oskarżonego w obronę. Czeska opinia publiczna uznała wtedy przyszłego prezydenta za zdrajcę, prasa atakowała go w najbardziej niewybredny sposób. Odważna postawa Masaryka zyskała mu jednak uznanie w kręgach liberalnych na zachodzie Europy i w Ameryce; wdzięczność tamtejszych środowisk żydowskich – jak sam wspominał w rozmowie z Karlem Čapkiem – „bardzo mu pomogła”[3] podczas I wojny światowej, gdy zabiegał o poparcie dla sprawy czechosłowackiej. Mniej znany jest fakt, że również Baxie zwróciły się jego antysemickie filipiki. Zrobił bowiem karierę polityczną, której zwieńczeniem była funkcja burmistrza Pragi. Pełnił ją przez niemal cały okres istnienia międzywojennej Czechosłowacji.

W jaki sposób Havel godził aktywność w masonerii, organizacjach chrześcijańskich i liberalnym środowisku Masaryka z głosowaniem na wyznających integralny nacjonalizm narodowych demokratów? Jak to możliwe, że jednocześnie przyjaźnił się z ludźmi zajmującymi przeciwne strony politycznej barykady: ksenofobicznymi nacjonalistami, liberałami, socjalistami, a nawet komunistami? Cóż, był przede wszystkim biznes­menem prowadzącym interesy w kraju trzymanym mocno w garści przez polityczny kartel. Václav M. Havel uchodził za jednego z najbardziej ustosunkowanych i najzamożniejszych ludzi w Pradze, ale jego osobisty majątek nie był aż tak imponujący, jak powszechnie sądzono. Miał wprawdzie liczne nieruchomości, własną firmę budowlaną i znaczący udział w rodzinnym interesie, ale inwestycje na Barrandovie, gdzie w latach trzydziestych ubiegłego wieku wybudował osiedle willowe na wzór podobnych osiedli ujrzanych dziesięć lat wcześniej w Kalifornii, pochłonęły ogromne środki pochodzące z kredytów, których spłatę rozłożono mu na wiele lat. W istocie był tak zadłużony, że po wojnie uniknął nawet zapłacenia tzw. podatku milionerskiego.

Restauracja Terasy na Barrandovie, prawdziwy klejnot w koronie Zakładów Gastronomicznych Lucerny i Barrandova i oczko w głowie swego właściciela, stała się jednym z najmodniejszych miejsc w Pradze, przyciągającym artystów, ludzi mediów, polityki i biznesu. Malownicze wzgórze za miastem zasłynęło jednak przede wszystkim z innego powodu – jako siedziba wytwórni filmowej Miloša Havla.

Młodszy z braci rozpoczął przygodę z kinematografią w wieku osiemnastu lat; nauczył się obsługiwać kamerę i samodzielnie kręcił krótkie filmy dokumentalne. Po śmierci ojca odziedziczył należącą do niego spółkę Lucernafilm i zaczął sprowadzać najnowsze przeboje kinowe z Niemiec, a wkrótce także z Ameryki. Publiczność waliła drzwiami i oknami na filmy z Charliem Chaplinem i Busterem Keatonem, szczególnie na popularne westerny. Gdy w 1929 roku w kinie Bio Lucerna po raz pierwszy w Czechosłowacji zaprezentowano film dźwiękowy, sala nie pomieściła wszystkich chętnych. Miloš Havel postanowił pójść za ciosem i zamiast sprowadzać cudze filmy, stworzył własne Hollywood nad Wełtawą.

W latach trzydziestych ubiegłego wieku w Studiach Filmowych Barrandov AB powstały trzydzieści dwa pełnometrażowe filmy fabularne. Miloš Havel stał się potentatem w branży, prawdziwym magnatem, gromadząc przy tym znacznie większy osobisty majątek niż jego stateczny brat Václav. Całe miasto mówiło o regularnych pijatykach, jakie urządzał z udziałem zaprzyjaźnionych artystów, nie tylko aktorów, aktorek czy reżyserów filmowych, lecz także pisarzy, malarzy i tancerzy w swej luksusowej willi na Barrandovie. Jego najbliższym przyjacielem był aktor Jan Werich, współtwórca awangardowego Teatru Wyzwolonego (Osvobozené divadlo), słynącego z wyjątkowo dowcipnych, zaangażowanych politycznie spektakli. Razem rozbijali się po mieście sportowym mercedesem Miloša, który był także fanem motoryzacji i starał się nie przegapić żadnych zawodów automobilowych.

Václav M. Havel, dżentelmen w każdym calu, unikający ekstrawagancji i prowadzący niemal ascetyczny tryb życia, nie był zachwycony hulaszczym trybem życia młodszego brata i jego ledwie skrywanym homoseksualizmem. On także miał grono przyjaciół, których podejmował, ale ich spotkania miały zupełnie inny charakter. W latach trzydziestych ubiegłego wieku z jego inicjatywy powstała tzw. Grupa Barrandov, złożona z polityków, ekonomistów i filozofów. Członkowie grupy – jej nazwa pochodziła od miejsca spotkań – szukali dróg wyjścia z kryzysu gospodarczego, który sprawił, że w 1933 roku liczba bezrobotnych w czternastomilionowej Czechosłowacji osiągnęła milion, a produkcja przemysłowa zmalała niemal o połowę w stosunku do stanu z 1929 roku. Grupa Barrandov wydawała pismo pod nazwą „Demokratický střed” (Centrum Demokratyczne), zmienioną później na „Program”. Większość jej członków, jak wspominał gospodarz, należała do masonerii; politycznie sytuowali się na lewym skrzydle narodowej demokracji. Wkrótce, rozczarowani polityką swojej partii, dołączyli do narodowych socjalistów, z którymi związany był minister spraw zagranicznych Edvard Beneš.

Mimo różnicy charakterów i odmiennych zainteresowań stosunki między braćmi układały się poprawnie; także wtedy, gdy Václav Maria ponownie się ożenił. Jego pierwszą żoną była Běla Friedländerová, reprezentantka Czechosłowacji w pływaniu i skokach do wody. Małżeństwo było bezdzietne i rozpadło się po pięciu latach. Synowie Václava Marii dowiedzieli się o tym przypadkiem, szperając w rodzinnych papierach. Pytanie o to, kim była pierwsza żona ojca, wywołało u rodziców widoczną konsternację.

Božena Vavrečková, studentka Akademii Sztuk Pięknych i córka dyrektora słynnych zakładów Bati, w wieku dwudziestu jeden lat uchodziła za najlepszą partię w stolicy. Wychowana za granicą, znała biegle francuski i niemiecki, a w dojrzałym wieku opanowała angielski i rosyjski. Prawdziwa młoda dama, atrakcyjna i elokwentna, zrobiła piorunujące wrażenie na starszym o całe szesnaście lat Havlu. Podczas jednego z przypadkowych spotkań towarzyskich jesienią 1934 roku dała mu do zrozumienia, że nie miałaby nic przeciwko temu, gdyby zaprosił ją na randkę do któregoś z modnych lokali. Havel natychmiast się z nią umówił i już wtedy był gotów ją poślubić. Najpierw jednak, zgodnie ze zwyczajem, przedstawił ją matce. Kilka tygodni później byli zaręczeni, a 14 czerwca 1935 roku burmistrz miasta stołecznego Pragi Karel Baxa udzielił im ślubu w ratuszu przy Rynku Staromiejskim. 5 października 1936 roku przyszedł na świat ich pierworodny syn. Zgodnie z rodzinną tradycją otrzymał imię Václav.

Rozdział drugi

Najspokojniejszy zakątek Europy

I

Pierwsza pocztówka, jaką dostał mały Venoušek (lub też Vašek), jak nazywali go rodzice, zaczynała się tak: „Wielmożny Panie, Wasza Łaskawość. Ośmielamy się przesłać Panu nasze uniżone pozdrowienia”[4]. Nadawcami byli kucharka, pokojówka, ogrodnik i szofer, zatrudnieni w wiejskiej rezydencji jego rodziców; w całym liście utrzymywał się absurdalny, służalczy ton, charakterystyczny dla na wpół feudalnych stosunków panujących na morawskiej prowincji.

„W dzieciństwie – wspominał Havel – zwłaszcza kiedy mieszkaliśmy w naszej wiejskiej posiadłości, a ja chodziłem do wiejskiej szkoły, korzystałem z różnych udogodnień i przywilejów; w odróżnieniu od moich kolegów byłem »pańskim synkiem«, pochodziłem z bogatej, a zatem wpływowej rodziny, zatrudniającej – jak to było w tym środowisku w zwyczaju – także służbę: kucharkę, służącą, ogrodnika, szofera i moją wychowawczynię”[5]. Jedno z najwcześniejszych zdjęć Havla, wykonane w gabinecie burmistrza Baxy, przedstawia małego berbecia siedzącego na wysokim krześle z koroną z kwiatów na głowie. Na większości zdjęć, a także na amatorskich filmach kręconych przez jego ojca, z reguły towarzyszą mu zachwyceni dorośli. „Na tych filmach jestem w centrum zainteresowania obecnych; rozkapryszony, burżujski brzdąc, którym zajmują się guwernantki, krewni, przyjaciele, a nawet sam burmistrz miasta Pragi”[6].

Zaabsorbowany licznymi obowiązkami, wiecznie zajęty ojciec nie miał wiele czasu dla syna, aczkolwiek to on jest autorem jego licznych fotografii. Wkrótce chłopiec przywyknął do towarzystwa guwernantek, zwłaszcza gdy 11 października 1938 roku urodził się jego młodszy brat Ivan. Václav zaczął wyrastać na samotnika; w rodzinie często opowiadano ze śmiechem, jak to w dzieciństwie po prostu wyszedł z gabinetu ojca w Lucernie, nie mogąc się doczekać, aż ten poświęci mu chwilę uwagi. Kiedy tylko nauczył się czytać, przesiadywał godzinami w rodzinnej bibliotece, podczas gdy młodszy brat bawił się na dworze z rodzicami lub guwernantką. „Václav siedział w swoim pokoju nad książkami, a ja biegałem po lesie”[7] – powiedział Ivan Havel.

W niewielkim podręcznym księgozbiorze wiejskiej posiadłości, w której bracia spędzali większość czasu, dominowały beletrystyka, poezja i książki popularyzatorskie z zakresu nauki i filozofii. Pierwsze lektury zakreśliły krąg zainteresowań ­Václava, który w wieku sześciu lat zaczął prowadzić dziennik, a gdy miał lat dziewięć, postanowił, że zostanie „albo naukowcem, albo dziennikarzem, albo politykiem”[8], tak jak jego dziadek Hugo Vavrečka. „Pochodził wprawdzie z biedniutkiej śląskiej rodziny – pisał o nim wiele lat później – został jednak człowiekiem dziewięciorga rzemiosł”[9]. Bracia Havlowie w każde wakacje odwiedzali dziadka i babkę Józefę w ich fabrykanckiej willi w Zlínie na Morawach i po latach zgodnie twierdzili, że to właśnie dzięki niemu dorastali w prawdziwie intelektualnej atmosferze.

Hugo Vavrečka urodził się w Śląskiej Ostrawie (do 1919 roku Polskiej Ostrawie) w rodzinie drobnego urzędnika. Ojciec wcześnie go osierocił; wkrótce potem zmarła na gruźlicę również matka i rodzeństwo. Mimo to ukończył studia na politechnice w Brnie, a po odbyciu rocznej służby wojskowej w Trieście, w tamtejszej bazie austriackiej marynarki wojennej, pracował naukowo. Opatentował kilka wynalazków z dziedziny elektrotechniki, szybko jednak doszedł do wniosku, że nie zaspokoi w ten sposób swoich potrzeb finansowych. Za namową przyjaciół, redaktorów wydawanego w Brnie dziennika „Lidové noviny” (Gazeta Ludowa), został publicystą tej liberalnej, opiniotwórczej gazety, z której kręgu wywodziło się wielu późniejszych współpracowników prezydenta Masaryka, między innymi Karel Čapek. Początkowo pisał o gospodarce, potem także o polityce zagranicznej, a w 1912 roku wyjechał jako korespondent wojenny na Bałkany. Publikował również opowiadania humorystyczne (pod pseudonimem Hugo Vavris), a do szuflady tworzył nowelki w rodzimej, niezrozumiałej dla Czechów śląskiej gwarze laskiej.

Ivan i Václav z dziadkiem Vavrečką

Jego najbardziej znanym utworem literackim jest satyryczna opowieść Lelíček ve službách Sherlocka Holmese (Leliczek w służbie Sherlocka Holmesa). Tytułowy bohater, rodowity prażanin, zainteresowany jedynie tym, by napchać sobie kałdun i zarobić parę groszy, okazuje się sobowtórem władcy Portoryko, o czym pewnego dnia informuje go Sherlock Holmes we własnej osobie. Słynny detektyw proponuje, żeby wspólnie udali się na egzotyczną wyspę, gdzie pan Lelíček miałby, kiedy zajdzie taka potrzeba, odgrywać rolę monarchy. Po wielu nieprawdopodobnych perypetiach nasz bohater przejmuje władzę w zamorskim królestwie i wysyła słynnego detektywa w świat, by tym razem to jemu znalazł sobowtóra, który wyręczy go w uciążliwych obowiązkach władcy.

W 1932 roku w Studiach Filmowych Barrandov AB powstała ekranizacja powieści o Lelíčku. Film z udziałem największych gwiazd rodzimego kina Vlasty Buriana i Lídy Baarovej (późniejszej kochanki Goebbelsa) wyprodukował Miloš Havel. Komedia odniosła wielki sukces i choć Vavrečka nie skorzystał z okazji, by zrobić karierę w światku rodzimej kinematografii, przy tej okazji poznał rodzinę Havlów. Być może więc małżeństwo jego córki ze starszym bratem producenta filmu, inżynierem Václavem M. Havlem, było w jakiejś mierze następstwem jego jednorazowej przygody z kinem.

Po wybuchu I wojny światowej Vavrečka został zmobilizowany do armii austriackiej. Całą wojnę spędził w Trieście, gdzie służył jako oficer, jednocześnie będąc członkiem Mafii (­Maffie), czechosłowackiej organizacji niepodległościowej założonej przez Masaryka, którego poznał jeszcze podczas studiów. Działalność Mafii, której nazwa nawiązywała do epitetu, jakim pod koniec XIX wieku czescy nacjonaliści określali grono sympatyków profesora Masaryka, polegała głównie na zbieraniu informacji wywiadowczych i potajemnym formowaniu przyszłych Legionów Czechosłowackich. Jesienią 1918 roku Vavrečka wraz z grupą czeskich i chorwackich oficerów bez jednego wystrzału przejął władzę w mieście, a następnie zorganizował powrót rodaków do Pragi. Po proklamowaniu niepodległości Czechosłowacji 28 października 1918 roku został mianowany konsulem w Trieście. Karel Čapek powiedział mu później, że Masaryk mawiał o nim: „Vavrečka? Ten mi się udał”.

Kolejne lata to okres błyskotliwej kariery Hugona Vavrečki w dyplomacji. Zaraz po wojnie wziął udział w rozmowach pokojowych w Paryżu, po powrocie do Pragi zaś minister spraw zagranicznych Edvard Beneš zaproponował mu posadę posła w Budapeszcie lub konsula generalnego w Hamburgu. Vavrečka wybrał to drugie. Na Węgry pojechał kilka lat później już jako ambasador, a stamtąd, w 1926 roku, do Wiednia. Będąc zwolennikiem ścisłej współpracy politycznej i gospodarczej z państwami sukcesorskimi c.k. monarchii, na własną rękę nawiązywał kontakty z przedstawicielami austriackich i węgierskich elit. Beneš uznał jednak działania swego ambasadora za nielojalność i samowolę i w 1932 roku zmusił go do złożenia dymisji.

Vavrečka przyjął wówczas ofertę Tomáša Bati i został członkiem zarządu jego firmy odpowiedzialnym za kontakty zagraniczne. Poznali się ćwierć wieku wcześniej, w 1906 roku. Baťa, szewc z dziada pradziada, w młodości wybrał się do Ameryki, gdzie zatrudnił się w zakładach Forda, by przyjrzeć się tamtejszym metodom produkcji i organizacji pracy. „Szukałem systemu, który działałby automatycznie, jak wschód i zachód słońca”[10] – wspominał po latach. To, co zobaczył za oceanem, zrobiło na nim tak wielkie wrażenie, że po powrocie wybrał się z wizytą na wydział elektrotechniczny politechniki w Brnie i poprosił napotkanego tam asystenta, by ten wyjaśnił mu zasady działania elektryczności. Młody Vavrečka przystępnie wytłumaczył mu, czym jest prąd stały, zyskując w ten sposób szacunek i sympatię przyszłego króla obuwia.

Podobno Tomáš Baťa nigdy nie zdołał pojąć, czym jest prąd zmienny, ale to nie przeszkodziło mu podczas I wojny światowej wzbogacić się na dostawach dla wojska. W 1927 roku zrealizował wreszcie swój plan: wraz ze swym młodszym, przyrodnim bratem Janem Antonínem Baťą wprowadzili produkcję taśmową w fabryce obuwia w Zlínie. Zakłady produkowały dziennie sto tysięcy par butów, a Vavrečka chętnie służył właścicielowi radą nie tylko w sprawach dotyczących udoskonalenia metod produkcji zakładów, lecz także w kwestiach marketingowych; to za jego sugestią zmieniono na przykład wyjątkowo obskurne początkowo wystawy sklepów Bati. W samej tylko Czechosłowacji było ich dwa tysiące.

Vavrečka pomagał też w nawiązywaniu kontaktów zagranicznych firmy. Miało to niebagatelne znaczenie dla zakładów produkujących głównie na eksport i szukających nowych rynków zbytu, także na innych kontynentach. Jak głosi znana anegdota, w 1932 roku dwaj wysłannicy Bati polecieli do Afryki ­Północnej, by zbadać potencjał tamtejszego rynku. Każdy z nich wysłał do centrali w Zlínie telegram. Pierwszy napisał: „Tutaj nikt nie nosi butów. Żadnej możliwości zbytu. Wracam do domu”. Drugi: „Wszyscy są bosi. Ogromne możliwości zbytu, przyślijcie buty jak najprędzej”[11]. Jeśli ta anegdota jest prawdziwa, obydwie depesze trafiły na biurko dziadka Václava Havla, który w owym czasie, po wymuszonej rezygnacji z kariery w służbie dyplomatycznej, przyjął dyrektorską posadę w firmie Bati.

Dwa tygodnie później właściciel fabryki zginął w katastrofie lotniczej. Jego następca Jan Antonín Baťa, mimo osobistej awersji, jaką żywił wobec Vavrečki, pozostawił go na stanowisku w uznaniu dla jego kompetencji i znajomości wśród praskich polityków. Pod koniec dekady firma miała już dziewięć fabryk za granicą i zatrudniała ogółem ponad sto tysięcy ludzi. Perłą w koronie firmy, a zarazem kluczowym ośrodkiem rodzimego przemysłu był położony trzysta kilometrów na wschód od Pragi Zlín. Nazwisko dyrektora tamtejszych zakładów cieszyło się coraz większą renomą w kręgach gospodarczych i przemysłowych. W 1938 roku Hugo Vavrečka został komisarzem czechosłowackiej ekspozycji na wystawie światowej w Nowym Jorku, a na praskich salonach zaczęto plotkować o jego możliwym powrocie do czynnej polityki.

II

Spektakularny sukces zakładów Bati to – wbrew mitowi czeskiej przedsiębiorczości – wyjątek od reguły. Większość rodzimych fabryk w międzywojennej Czechosłowacji była własnością kapitału niemieckiego, a koncentracja przemysłu na pograniczu z Niemcami miała fatalne skutki dla stabilności politycznej państwa. Kryzys gospodarczy lat trzydziestych ubiegłego wieku najdotkliwiej dał się we znaki właśnie w Sudetach: zamarł cały tamtejszy przemysł, a bezrobotnych liczono w setkach tysięcy. W 1935 roku kontrolowana przez nazistów Partia Sudecko­niemiecka (Sudetendeutsche Partei) uzyskała w wyborach dwie trzecie głosów czeskich Niemców. Trzy lata później Adolf Hitler zaczął domagać się rewizji granic, a prezydent Edvard Beneš, pod naciskiem Anglii i Francji, zdał się na międzynarodowy arbitraż. Rząd czechosłowacki początkowo ogłosił powszechną mobilizację, ale Czesi szybko stracili zapał do wojaczki, gdy zdali sobie sprawę, że sojusznicy zostawili ich własnemu losowi. 30 września 1938 roku przywódcy Francji, Wielkiej Brytanii, Niemiec i Włoch zdecydowali w Monachium, że Czesi obejdą się bez Sudetów, co oznaczało utratę niemal czterdziestu procent terytorium Czech, Moraw i Śląska, trzech i pół miliona obywateli, czterdziestu procent rodzimego przemysłu, a także wzniesionych w poprzednich latach ogromnym kosztem umocnienień obronnych. W następstwie tych decyzji, zaakceptowanych przez prezydenta Beneša i rząd, Czechosłowacja przestała być krajem zdolnym do samodzielnego istnienia.

Aneksja Sudetów. Hitler witany przez mieszkańców przygranicznego Ašu (niem. Asch)

W sześćdziesiątą rocznicę tych wydarzeń miałem okazję zapytać Václava Havla o jego stosunek do Edvarda Beneša. Przyjął nas, dziennikarzy „Gazety Wyborczej”, w bibliotece prezydenc­kiej na praskim Zamku. Tej samej, w której podczas kryzysu monachijskiego Beneš do późnych godzin nocnych naradzał się ze swymi najbardziej zaufanymi współpracownikami. To tu przesądzono o losie piętnastu milionów ludzi. Wrażenie obcowania z przeszłością było tym silniejsze, że wiele spośród książek ułożonych na wysokich po sufit półkach biblioteki pamiętało tamte czasy; zapewne niejeden z tych tomów Beneš przeglądał, przygotowując swoje wystąpienia na forum Ligi Narodów. W okresie międzywojennym uchodził za autorytet w sprawach międzynarodowych, z jego opinią liczyli się przywódcy większości państw europejskich. Pod tym względem przypominał Havla.

Kiedy zapytałem, czy jego zdaniem Beneš był pozytywnym, czy negatywnym bohaterem czeskiej historii, Havel odpowiedział:

Kiedy sam nie pełniłem żadnej politycznej funkcji, bardzo surowo oceniałem kapitulację Beneša zarówno w 1938, jak i w lutym 1948 roku, pierwszy raz pod naciskiem sojuszników, a drugi raz pod naciskiem komunistów. Kiedy jednak sam znalazłem się na jego miejscu, zacząłem mieć więcej zrozumienia dla dylematu, przed którym stanął.

Nie to, żebym zasadniczo zmienił pogląd – uważam, że ani w jednym, ani w drugim przypadku nie należało kapitulować, a przynajmniej nie należało kapitulować tak łatwo i szybko – ale zyskałem pewne zrozumienie dla tego człowieka, który ponosił odpowiedzialność za kilka milionów ludzkich istnień, a nie był jasnowidzem. Nie mógł wiedzieć, co będzie dalej, że wybuchnie II wojna światowa i że alianci ją wygrają. Beneš musiał liczyć się możliwością, że Niemcy nas zgniotą, zbombardują doszczętnie Pragę i staniemy się częścią III Rzeszy na sto albo dwieście lat. Czuł na sobie straszną odpowiedzialność.

Havel miał rację: Beneš nie był jasnowidzem. Mimo to całkiem trafnie przewidział rozwój wypadków, które doprowadziły do wybuchu wojny. Już w październiku 1938 roku publicznie powiedział, że przed upływem roku rozpocznie się II wojna światowa i że następną ofiarą Hitlera będzie Polska. Spodziewał się, że Niemcy zostaną pokonane przez Francję i Anglię, a wtedy Czechosłowacja odzyska utracone terytoria i pozbędzie się raz na zawsze mniejszości niemieckiej.

Chęć definitywnego pozbycia się Niemców była jego idée fixe. Już 15 września 1938 roku – a więc na dwa tygodnie przed konferencją w Monachium – po raz pierwszy zaproponował (w tajnej nocie do rządu francuskiego) wysiedlenie z Czechosłowacji części ludności niemieckiej. Francuzi zignorowali tę propozycję, więc następnym razem Beneš, który był gotów na wszystko, byle tylko definitywnie rozwiązać kwestię niemiecką w Czechach, zwrócił się do Sowietów. Jego osobisty sekretarz Eduard Táborský wspominał po latach rozmowę prezydenta z Wiaczesławem Mołotowem podczas wizyty Beneša w Moskwie w grudniu 1943 roku. Na sugestię czechosłowackiego prezydenta, że wysiedlenia mogłyby dotyczyć dwóch milionów ludzi, „a może nawet więcej”, Mołotow tylko machnął ręką i powiedział: „To drobiazg, to nic trudnego”[12].

Beneš jeszcze przed końcem wojny doszedł do wniosku, że Monachium nie było w istocie żadną tragedią, lecz jego wielkim, osobistym sukcesem. Dzięki rozsądnej, choć kontrowersyjnej decyzji, którą podjął, Czesi uniknęli beznadziejnej walki z III Rzeszą i krwawych represji. A przy okazji spełnili ksenofobiczny sen dziewiętnastowiecznych budzicieli narodowych o czystym państwie etnicznym (obecnie Republika Czeska jest najbardziej jednolitym etnicznie państwem w Europie).

Václav Havel stwierdził pod koniec lat osiemdziesiątych ubieg­łego wieku w wywiadzie rzece Zaoczne przesłuchanie, przeprowadzonym korespondencyjnie przez czeskiego dziennikarza emigracyjnego Karla Hvížďalę, że jego dziadek przez „kilka dni”[13] był ministrem w czechosłowackim rządzie. W rzeczywistości Hugo Vavrečka sprawował tę funkcję przez dwa i pół miesiąca. 16 września 1938 roku został ministrem propagandy w rządzie Milana Hodžy, a następnie ministrem bez teki w dwóch ostatnich gabinetach generała Jana Syrovego. Był więc w samym centrum dramatycznych wydarzeń, jakie jesienią 1938 roku rozegrały się w Pradze.

Havel oczywiście nie musiał tego wiedzieć. Zapewne był przekonany, że jego dziadek nie odegrał w tych wydarzeniach istotnej roli i nie miał wpływu na podejmowane decyzje, jako że o wszystkim w gruncie rzeczy zdecydował Beneš. Bagatelizował więc udział swego dziadka w kryzysie monachijskim, aczkolwiek wielokrotnie wskazywał na Monachium jako odstraszający przykład kapitulacji wobec zła, która już nigdy nie powinna się powtórzyć (w ten sposób uzasadniał na przykład swoje poparcie dla ataku USA na Irak w 2003 roku). Ale i Hugo Vavrečka miał swój udział w monachijskim dramacie.

Prezydent Beneš w pierwszych dniach po kapitulacji przed dyktatem mocarstw cieszył się nadal poparciem znacznej części społeczeństwa. Czesi doskonale zdawali sobie sprawę, że wobec wiarołomnej postawy sojuszników tak naprawdę znaleźli się w sytuacji bez wyjścia. Gdyby w pojedynkę stawili opór Hitlerowi, cały demokratyczny świat potępiłby ich jako fanatycznych nacjonalistów, którzy we własnym interesie próbują wywołać wojnę światową. Niemcy utopiliby ich kraj we krwi. Beneš nie mógł przeszkodzić zaborowi zachodnich, północnych i południowych rubieży państwa przez sąsiadów: Niemców, Polaków i Węgrów. Ale ocalił to państwo i naród przed najgorszym: przed unicestwieniem, gdyż miał odwagę wybrać mniejsze zło – kapitulację – i wziąć je na swoje sumienie.

Tak więc jeszcze w pierwszych dniach października 1938 roku pozycja Beneša wydawała się niezagrożona. Również sam prezydent czuł się pewnie, kiedy zaprosił ministrów na Zamek, by wyjaśnić im, jaką w zaistniałej sytuacji zamierza prowadzić politykę. Nie wiedział, że od kilku dni członkowie rządu za jego plecami prowadzą poufne rozmowy z hitlerowskimi dyplomatami. Z rozmów tych wynikało niezbicie, że warunkiem znormalizowania stosunków z III Rzeszą jest dymisja Beneša. Taka normalizacja zaś wyglądała na konieczność, ponieważ Niemcy jawiły się jako jedyne mocarstwo, które mogło uchronić kadłubową republikę przed utratą Słowacji na rzecz Węgier lub słowackich separatystów.

Była to całkowicie błędna kalkulacja, albowiem cel Hitlera stanowiła właśnie likwidacja państwowości czechosłowac­kiej. W tym celu wykorzystał separatyzm słowacki, zachęcając tamtejszych nacjonalistów do proklamowania niepodległości (14 marca 1939). Hitler nienawidził Beneša, ale nie tylko dlatego postanowił zawczasu się go pozbyć. W Czechach nie było ani jednego polityka obdarzonego porównywalnym autorytetem i równie biegłego w sprawach międzynarodowych. Bez niego Czesi byli naprawdę bezbronni.

Kiedy 5 października 1938 roku ministrowie przybyli na Zamek, spodziewali się, że prezydent zakomunikuje im zamiar ustąpienia z urzędu. Tymczasem Beneš rozpoczął długi, szczegółowy wykład na temat sytuacji międzynarodowej. Przerwał mu spazmatyczny szloch jednego z ministrów, który nie wytrzymał napięcia nerwowego. Zdezorientowany Beneš zapytał, czy coś się stało. W odpowiedzi usłyszał, że nie czas na dyskusje, gdy ważą się losy kraju: dość już było chodzenia wokół gorącej kaszy[14]. Prezydent musi odejść, bo takie jest osobiste życzenie Führera.

Beneš jeszcze tego samego popołudnia złożył urząd (a kilka tygodni później wyjechał z kraju, by tak jak Masaryk w początkach I wojny światowej rozpocząć akcję dyplomatyczną na rzecz Czechosłowacji). Wieczorem 5 października 1938 roku do Berlina udało się pośpiesznie dwóch ministrów czechosłowac­kiego rządu z wiadomością o rezygnacji prezydenta. Jednym z nich był Hugo Vavrečka.

Po powrocie z Berlina dziadek Havla definitywnie wycofał się z polityki. Późną jesienią władzę przejęła konserwatywna prawica (agrariusze). Konserwatyści okrzyknęli Beneša i innych najbliższych współpracowników Masaryka wrogami narodu, masonami, agentami OGPU (sowieckiego wywiadu). W prasie ruszyła kampania zohydzania dorobku demokratycznej republiki. A także chwalba nowego ustroju: demokracji autorytarnej, wzorowanej na Portugalii Salazara. Większość ugrupowań politycznych zmuszono do zawieszenia działalności, partię komunistyczną zdelegalizowano. Rosły za to szeregi faszystów. Parlament pod naciskiem czeskich lekarzy i prawników wprowadził pierwsze regulacje antyżydowskie. Posłowie wybrali też następcę Beneša, emerytowanego profesora prawa i germanofila Emila Háchę. Ale nic już nie mogło uratować Czech przez zagarnięciem przez Niemcy: ani konserwatywni germanofile, ani rodzimi faszyści. Hitler nie potrzebował ani jednych, ani drugich. 15 marca 1939 roku w Berlinie prezydent Hácha złożył „losy narodu i kraju w ręce wodza Rzeszy”. Tego samego dnia wojska niemieckie zajęły Pragę.

III

Utrata własnego państwa była dla Czechów nie mniejszym wstrząsem niż Monachium. Dwie kapitulacje bez walki w ciągu niespełna sześciu miesięcy przetrąciły kręgosłup moralny tego narodu. Niewielu chciało nadal walczyć. Większości Czechów początkowo nowy porządek nie wydawał się zbyt dokuczliwy. Dzięki zniesieniu barier celnych z Niemcami poprawiła się sytuacja gospodarcza, a bezrobocie zmalało niemal do zera, gdy kilkaset tysięcy czeskich robotników dobrowolnie wyjechało do pracy w III Rzeszy. Z punktu widzenia nazistów Czechy były przede wszystkim olbrzymim rezerwuarem wykwalifikowanej siły roboczej i znaczącym ośrodkiem przemysłowym, słynącym z produkcji doskonałej jakości broni. Czeski przemysł miał teraz pracować na potrzeby Niemiec: wydajnie i bez zakłóceń. I tak właśnie było.

Niemcy ze swej strony starali się podtrzymywać wrażenie normalności życia w okupowanym kraju. Administracja pozostała w rękach Czechów, którzy mieli też własnego premiera i rząd. Hitlerowski namiestnik Protektoratu Czech i Moraw generał Konstantin von Neurath przynajmniej dbał o zachowanie pozorów. Życie kulturalne toczyło się niemal normalnie: działały kina i teatry, do 1942 roku wydawano czeskie książki. Tylko w 1939 roku powstały trzydzieści dwa czeskie filmy, a jeszcze w 1944 roku – dziewięć. Umiejętności techniczne miejscowych fachowców doceniła Leni Riefenstahl, która zrealizowała na Barrandovie kilka filmów. Powstały tam również końcowe sceny słynnego antysemickiego obrazu Żyd Süss (1940).

Wymownym świadectwem specyfiki niemieckiej okupacji Czech są losy Miloša Havla. Wiosną 1940 roku sprzedał on Niemcom swoje udziały w wytwórni filmowej. Za należące do niego pięćdziesiąt jeden procent akcji spółki otrzymał niemal dziewięć milionów marek. Była to olbrzymia kwota; dość powiedzieć, że Havel złożył wtedy węgierskiemu arystokracie hrabiemu Jozefowi Pálffyemu ofertę kupna należącego do niego zamku Slavkov (Austerlitz) pod Brnem, osiemnastowiecznej budowli o stu piętnastu komnatach, w pobliżu której późną jesienią 1805 roku trzej cesarze stoczyli słynną bitwę. Kiedy ­Pálffy odmówił, Havel zwrócił się do władz niemieckich z prośbą o umożliwienie mu kontynuowania działalności w przemyśle filmowym. I otrzymał zgodę na zrealizowanie pięciu filmów rocznie w swoich dawnych studiach, za co oczywiście musiał każdorazowo zapłacić. Wkrótce zyskał opinię kolaboranta, którą prywatnie podzielali nawet przyjaciele oraz znajomi jego brata. Wielu posądzało go również o to, że jest konfidentem gestapo. Po wojnie w przechwyconych niemieckich archiwach nie znaleziono żadnych dokumentów, które potwierdzałyby te zarzuty, a proces przeprowadzony jeszcze przed przejęciem władzy przez komunistów zakończył się umorzeniem z braku dowodów.

Również Hugo Vavrečka w 1945 roku stanął przed sądem pod zarzutem kolaboracji z nazistami. Po tym jak wiosną 1939 roku rodzina Baťów wyemigrowała do Brazylii, Vavrečka został faktycznym zarządcą fabryki, która od pierwszych do ostatnich dni wojny pracowała dla Wehrmachtu. Świadectwem jego kontaktów z nazistami były liczne zdjęcia z oficjalnych uroczystości organizowanych w zakładach w Zlínie. Obciążył go również list gratulacyjny, który wysłał wiosną 1939 roku księdzu Jozefowi Tiso z okazji objęcia przezeń funkcji prezydenta kolaboranckiej Republiki Słowackiej. Mimo to trwający dwa lata proces Hugona Vavrečki zakończył się w 1947 roku wyrokiem uniewinniającym.

W czeskich realiach sam fakt utrzymywania stosunków towarzyskich z nazistami, prowadzenia z nimi interesów czy też pracy na rzecz hitlerowskiej machiny wojennej nie oznaczał jeszcze kolaboracji – w innym bowiem razie za kolaborantów trzeba byłoby uznać niemal cały naród. W praktyce epitet ten zachowano dla tych funkcjonariuszy czeskich władz, którzy w dosłownym sensie tego słowa kolaborowali z okupantem, zajmując istotne stanowiska w aparacie władzy. I rzeczywiście, była niezaprzeczalna różnica między kimś w rodzaju osławionego ministra szkolnictwa i oświaty Protektoratu Czech i Moraw Emanuela Moravca, zdeklarowanego nazisty, który nawet rodzonemu synowi załatwił przyjęcie do SS, a dbającym tylko o swój interes producentem filmowym, który przez całą wojnę podejmował wystawnymi libacjami w swej willi na Barrandovie hitlerowskich dygnitarzy i oficerów gestapo, czy też dyrektorem fabryki zatrudniającej tysiące robotników. Wina tego pierwszego była bezsporna i oczywista dla wszystkich, dwaj pozostali na ogół nie byli uznawani za kolaborantów, zwłaszcza jeśli istniały okoliczności łagodzące (Havel wstawiał się u Niemców za aresztowanymi rodakami, a Vavrečka wspierał finansowo partyzantów).

Nieliczny czeski ruch oporu składał się głównie z wojskowych, studentów i inteligencji. Wielu polityków, czynnych w oficjalnych strukturach władz Protektoratu Czech i Moraw, utrzymywało kontakt z Edvardem Benešem i czechosłowackimi środowiskami politycznymi na Zachodzie. Współorganizowali oni przerzut żołnierzy i ochotników do Polski, a stamtąd do Francji. To właśnie te środowiska padły ofiarą najcięższych prześladowań. Pierwsze fale represji przeszły już wiosną i latem 1939 roku, przed spodziewaną agresją Niemiec na Polskę.

W listopadzie 1939 roku, w odwecie za zorganizowanie manifestacji patriotycznych z okazji czechosłowackiego święta narodowego (28 października), Niemcy zamknęli czeskie szkoły wyższe, rozstrzelali kilku działaczy samorządowych, a tysiąc dwustu studentów i wielu przedstawicieli inteligencji zesłali do obozów koncentracyjnych. Byli wśród nich ludzie tak znani, jak Ferdinand Peroutka (bliski przyjaciel Václava M. Havla), a także Milena Jesenská. Represje wzmogły się latem 1940 roku, gdy Wielka Brytania uznała czechosłowacki rząd na uchodźstwie, a Edvard Beneš, ogłosiwszy się jedynym legalnym prezydentem Czechosłowacji, zaktywizował działania ruchu oporu i siatek wywiadowczych w kraju. We wrześniu 1941 roku Adolf Hitler wysłał do Pragi swego ulubieńca, Obergruppenführera SS Reinharda Heydricha, by ten zaprowadził porządek w protektoracie.

Heydrich zaczął od aresztowania czeskiego premiera, generała Aloisa Eliáša, i rozstrzelania kilku innych generałów, przywódców podziemnej organizacji wojskowej Obrona Narodu (Obrana národa). W ciągu następnych miesięcy zdziesiątkował ruch oporu, jednocześnie wprowadzając wiele udogodnień i przywilejów dla robotników, zatrudnionych w rodzimych zakładach, pracujących pełną parą na potrzeby Wehrmachtu. W rezultacie do końca 1941 roku działalność ruchu oporu niemal całkowicie ustała; za to postawy kolaboranckie w Czechach stały się tak powszechne, że zaniepokoiło to Beneša. Na jego polecenie 27 maja 1942 roku czechosłowaccy cichociemni przeprowadzili udany zamach na Heydricha. Człowiek numer trzy w nazistowskiej strukturze władzy, najwyższy rangą hitlerowski dygnitarz zlikwidowany przez ruch oporu w okupowanej Europie, zmarł na sepsę tydzień później, 4 czerwca 1942 roku.

Natychmiast po zamachu Niemcy wprowadzili na całym obszarze Protektoratu Czech i Moraw stan wyjątkowy i rozpoczęli akcję odwetową, która pochłonęła pięć tysięcy ofiar. Symbolem represji stały się wsie Lidice i Ležáky, których mieszkańców wymordowano lub zesłano do obozów koncentracyjnych i obozów zagłady. W Pradze torturowano i zabijano każdego, kto mógł mieć coś wspólnego z zamachowcami. Po kilku tygodniach gestapo wpadło na trop na skutek denuncjacji jednego z cichociemnych. Ostatni akt dramatu rozegrał się 18 czerwca 1942 roku. Siedmiu czechosłowackich komandosów, oblężonych w cerkwi Świętych Cyryla i Metodego przy ulicy Ressla, walczyło do końca: jeden zginął w walce, dwaj z powodu odniesionych ran, a czterej popełnili samobójstwo, nie chcąc dać się wziąć żywcem.

Dwieście tysięcy Czechów na praskim placu Wacława ślubuje wierność ­Adolfowi Hitlerowi, 3 lipca 1942 roku

Najwyżsi rangą przedstawiciele władz Protektoratu Czech i Moraw potępili zamachowców. Już 30 maja 1942 roku prezydent Emil Hácha oskarżył „łżeprezydenta Beneša” o zorganizowanie „odrażającego, zbrodniczego zamachu” i narażenie w ten sposób niewinnych obywateli na niemieckie represje: „Gdyby nie knowania pana Beneša i jego ludzi za granicą, a także jego skrytych pomagierów w naszym kraju, nasza ojczyzna byłaby najszczęśliwszym i najspokojniejszym zakątkiem Europy”[15] – mówił Hácha.

W tym czasie większość spośród niemal stu tysięcy czeskich Żydów więzionych w obozie koncentracyjnym w Terezinie Niemcy wywieźli już do obozu zagłady KL Auschwitz-Birkenau. Ten sam los spotkał niemal dwieście tysięcy Żydów słowackich. Łącznie liczba czechosłowackich ofiar nazizmu wyniosła około trzystu siedemdziesięciu tysięcy osób. Spośród nich ponad ćwierć miliona ofiar stanowili Żydzi.

Po śmierci Heydricha w całych Czechach zorganizowano wiece poparcia dla III Rzeszy. Podczas największej manifestacji 3 lipca 1942 roku dwieście tysięcy Czechów ślubowało na praskim placu Wacława wierność Adolfowi Hitlerowi. Podobne akty wiernopoddańcze miały miejsce między innymi w Pilźnie, Brnie, Taborze, Hradcu Králové, Ołomuńcu i Ostrawie. Wierność Hitlerowi i III Rzeszy ślubowali starostowie czeskich miast zebrani w sali widowiskowej Pałacu Lucerna, a także najwybitniejsi czescy artyści zgromadzeni w Teatrze Narodowym. Tego samego dnia Niemcy odwołali stan wyjątkowy. Sytuacja została opanowana.

IV

Latem 1942 roku, w apogeum hitlerowskiego terroru, matka Václava Havla postanowiła zamieszkać z dziećmi na stałe w Havlovie. Obszerny, piętrowy dom, położony wśród lasów Wyżyny Czesko-Morawskiej, z liczną służbą i pracownikami utrzymującymi posiadłość w należytym porządku, stał się prawdziwym gniazdem rodzinnym. Życie toczyło się tu niemal jak przed wojną, z dala od wielkich wydarzeń. W rodzinnym archiwum przybywało zdjęć, na których obydwaj synowie pozowali w towarzystwie sławnych przyjaciół rodziców, takich jak Vítězslav Nezval, który szukał u nich wytchnienia od dusznej, okupacyjnej atmosfery Pragi, a już za kilka lat miał zostać czołowym poetą socrealistycznym i piewcą Stalina.

We wrześniu Václav rozpoczął naukę w wiejskiej szkole w pobliskim Žďárcu. Zatroskana o jego edukację matka zatrudniła także kilka nauczycielek domowych. Havel zapamiętał ten okres jako gehennę: „cieszyłem się rozmaitymi przywilejami, jakich inne dzieci nie miały, byłem lepiej ubrany, taki wzorowy tłuścioszek z miasta, trochę marudny, zawsze z opiekunką”[16]. Ponieważ wszyscy w szkole wiedzieli, że był dzieckiem zamożnych rodziców, nauczyciele traktowali go lepiej niż inne dzieci, a rówieśnicy nie chcieli się z nim bawić. „Wszyscy – jak to bywa wśród dzieci – wyśmiewali się ze mnie z racji mej tuszy, tym bardziej że mogła ona z powodzeniem być dla nich nieuświadamianą okazją do aktu jakiejś »zemsty społecznej«”[17] – wspominał po latach. „Swego czasu panowała w naszej klasie moda klepania mnie po grubych udach”[18] – stwierdził nawet.

Reszta tekstu dostępna w regularniej sprzedaży.

Przypisy

[1]Podiven (Milan Otáhal, Petr Pithart, Petr Příhoda), Češi v dějinách nové doby, Praha 1991, s. 385.

[2]Janusz Gruchała, Tomasz G. Masaryk, Wrocław 1996, s. 8.

[3]Karel Čapek, Hovory s T. G. Masarykem, Praha 1990, s. 130.

[4]John Keane, Václav Havel – Politická tragédie v šesti dějstvích, Praha 1999, s. 9.

[5]Václav Havel, Zaoczne przesłuchanie, przeł. Jacek Illg, Warszawa 1989, s. 4.

[6]Petr Čermák, Člověk Havel, Praha 2011, s. 26.

[7]Za bráchou jsem chodil o krok pozadu. A Ivanem Havlem hovoříAlice­ Horáčková, Mimořádné vydání magazínu „Víkend DNES”, 23.12.2011.

[8]Antonín J. Liehm, Generace, Praha 1990, s. 305.

[9]Václav Havel, Zaoczne przesłuchanie, dz. cyt., s. 3.

[10]Antoni Kroh, Praga. Przewodnik, Pruszków 2007, s. 304.

[11]Mariusz Szczygieł, Gottland, Wołowiec 2006, s. 24.

[12]Eduard Táborský, Benešovy moskevské cesty, „Svědectví” 1990, nr 89–90.

[13]Václav Havel, Zaoczne przesłuchanie, dz. cyt., s. 3.

[14]Zbyněk Zeman, Edvard Beneš – politický životopis, Praha 2000, s. 153.

[15]Projev Dr. E. Háchy dne 30. května 1942, [dostęp: 7.04.2014].

[16]Antonín J. Liehm, Generace, dz. cyt., s. 305.

[17]Václav Havel, Zaoczne przesłuchanie, dz. cyt., s. 5.

[18]Václav Havel, Listy do Olgi, przeł. Elżbieta Szczepańska, Warszawa–Wrocław 1993, s. 65.

WYDAWNICTWO CZARNE sp. z o.o.

www.czarne.com.pl

Sekretariat: ul. Kołłątaja 14, III p., 38-300 Gorlice

tel. +48 18 353 58 93, fax +48 18 352 04 75

e-mail: [email protected], [email protected],

[email protected], [email protected], [email protected]

Redakcja: Wołowiec 11, 38-307 Sękowa

tel. +48 18 351 00 70

e-mail: [email protected]

Sekretarz redakcji: [email protected]

Dział promocji: ul. Hoża 42/1, 00-516 Warszawa

tel./fax +48 22 621 10 48

e-mail: [email protected], [email protected],

[email protected], [email protected]

Dział marketingu: [email protected]

Dział sprzedaży: [email protected],

[email protected], [email protected]

Audiobooki i e-booki: [email protected]

Skład: d2d.pl

ul. Sienkiewicza 9/14, 30-033 Kraków, tel. +48 12 432 08 52

e­-mail: [email protected]

Wołowiec 2014

Wydanie I

Ark. wyd. 19