Tytuł możliwy do wypożyczenia z oferty Depozytu Bibliotecznego.
[PK]
Tę książkę możesz wypożyczyć z naszej biblioteki partnerskiej!
Książka dostępna w katalogu bibliotecznym na zasadach dozwolonego użytku bibliotecznego.
Tylko dla zweryfikowanych posiadaczy kart bibliotecznych.
Książka dostępna w zasobach:
Miejska Biblioteka Publiczna w Słupsku
Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:
Liczba stron: 400
Rok wydania: 1974
Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:
Państwowy Instytut Wydawniczy • Warszawa 1971
GILBERT
Wojna z Rzyme
Hamilkar Barkas
Portret Hannibala
[an Hannibala
Sagunt
Czy historia mogła
potoczyć się inaczej?
Przypisy
Nota bibliograficzna
I'>»<
GILBERT
CHARLES-PiCARD
Przełożyła
Zofia Stein
Tytuł oryginału francuskiego HANNIBAL
Konsultant naukowy TADEUSZ KOTULA
Indeks opracowała MARIA PRZYSIECKA
Mapę podbojów Hannibala wykonała GRAŻYNA SKORSKA •' ' ; ' "tost,
WiMBP Słupsk Centrala
Opracowanie graficzne RYSZARD ŚWIĘTOCHOWSKI
126068
MBP Stupsk Centrala
126068
Wstęp
Hannibal jest jedną z najbardziej fascynujących postaci starożytności i popularność jego bynajmniej się nie zmniejsza. Nie ma prawie roku, w którym nie ukazałyby się poświęcone mu dwie lub trzy książki w języku francuskim, angielskim, niemieckim czy włoskim. Nie wszyscy autorzy tych prac są specjalistami w historii starożytnej, wielu z nich pociągała osobowość wielkiego Kartaginczyka, jego dramatyczny los i przynależność do tajemniczego narodu. Czy zatem jest rzeczą pożyteczną i czy nie jest zuchwałością dodawać jeszcze jedną pozycję do tej olbrzymiej literatury?
Zanim odpowiemy na to pytanie, (musimy podkreślić, że Hannibal jest zarazem bardzo dobrze i bardzo mało znany: Jedną z przyczyn jego popularności jest rola, którą odgrywa w nauce klasycznej od z górą dwóch tysięcy lat. Hannibal jest nierozłącznie związany z Tytusem Li-wiuszem. I nie przypadek, ale zainteresowanie uczonych późnego średniowiecza ocaliło z pogromu, który zniszczył trzy czwarte historii rzymskiej padewskiego pisarza, trzecią dekadę jego dzieła, której bohaterem jest Hannibal. Dziś jeszcze większość biografów Hannibala czerpie podstawowe wiadomości z Liwiusza, a że jest to ciągle jedna z najbogatszych i najpiękniejszych książek historycznych, słusznie powtarza się wciąż jej wydania i tłumaczenia, na przykład ostatnio w języku francuskim w przekładzie P. Grimala. Ale Liwiusz żył dwa wieki po Hannibalu, a poza tym był przepojony najgorętszym rzymskim patriotyzmem; opierał się na takim autorytecie jak Polibiusz, współczesny ostatniej wojnie punickiej, oraz na mnóstwie pisarzy greckich i rzymskich, prawdopodobnie dość średniej klasy, których dzieła zresztą zaginęły. Dzieło Polibiusza dotrwało do naszych czasów, lecz bardzo okrojone. Jego przekaz o tym, co dotyczy Zachodu, urywa się na bitwie pod Kannami. Co prawda, historyk achajski nie cieszy się dziś taką samą popularnością jak jego łaciński kolega, bo dzieło jego, nie należące
do „dobrej epoki" hellenizmu, nie weszło do lektury szkolnej. Czytelnik (francuski — przyp. tłurn.) nie może znaleźć zadowalającego tłumaczenia ani korzystać, o ile nie jest specjalistą, z doskonałych egzege-tycznych opracowań, np. F. W. Walbanka, niestety jeszcze zbyt świeżych aby mogły znaleźć odbicie w podręcznikach. Polibiusz zresztą należy do obozu wrogów Hannibala. Jest Grekiem, przyjacielem Rzymian i tych Scypionów, którzy zwyciężyli Barkidę i zniszczyli jego ojczyznę. Nader sumienny, namiętnie dociekający prawdy dla niej samej, nie zawsze jednak umiał dostrzec tendencyjność w wypowiedziach ludzi wielkich, którzy górowali nad swą epoką i których słuchał z pełnym szacunku zachwytem.
Czy możemy mieć nadzieję poznania Hannibala lepiej niż Polibiusz i Liwiusz? Od więcej niż stu lat specjaliści wszystkich krajów czynią wysiłki w tym kierunku. Przede wszystkim zajęli się gorliwie porównywaniem tych dwóch głównych źródeł między sobą, wreszcie z innymi, późniejszymi, a mniej cennymi, które jednak mogą odzwierciedlać świadectwa zaniedbane przez obu wielkich historyków. Niestety, ta metoda nie pozwala na rozwiązanie wszystkich problemów. Wiele zdarzeń — tych na przykład, które wywołały wielkie konflikty między Rzymem a Kartaginą — było już namiętnie komentowanych przez współczesnych, a ostateczny wybór jakiejś wersji faktów albo jakiejś tezy zależy zawsze w dużej mierze od osobistej oceny historyka. Niekiedy, zwłaszcza gdy przystępujemy do badania ostatnich lat kariery Hannibala, braki w tekstach musimy uzupełniać domysłami.
Ale dzisiaj możemy korzystać nie tylko z tradycji literackich. Nauki pomocnicze historii, szczególnie badania archeologiczne, odkrywają każdego dnia względnie dobrze zachowane ślady epoki Barkidów. Oczywiście chodzi najczęściej o dokumenty skromne, które rzucają tylko bardzo ograniczone światło na wydarzenia albo też mogą być interpretowane dopiero po bardzo długich i trudnych badaniach. W niektórych jednakże przypadkach osiągnięte wyniki mają decydujące znaczenie: tak np. opracowanie monet punickich z Hiszpanii przez numizmatyka angielskiego E.S.G. Robinsona pozwala nam poznać fizyczny wygląd samego Hannibala jak również jego ojca i szwagra — Hazdrubala. Potwierdza ono poza tym koncepcję polityczną Barlkidów, której nie chcieli uznać najlepsi historycy. Na podstawie tych danych staraliśmy się zidentyfikować w muzeach popiersia Hannibala, z których najpiękniejsze odkryto w Maroku przed niespełna dwudziestu laty.
Chcieliśmy w pracy niniejszej zostawić jak najwięcej miejsca dla dokumentów archeologicznych, numizmatycznych i zbyt rzadkich, niestety, epigraficznych. Mają one zasługę rzetelniejszego przedstawienia Hannibala na tle epoki. Powodzenia i porażki wielkiego Kartagińczyka nie były zależne wyłącznie od jego talentów czy omyłek ani od cnót czy błędów towarzyszy walk lub przeciwników. Aby je zrozumieć, trzeba brać pod uwagę całość sytuacji politycznej, ekonomicznej i społecznej świata śródziemnomorskiego, w którym żył Hannibal. Otóż odkrycia archeologiczne w najszerszym tego słowa znaczeniu — dają nam obraz bardzo oddalony od tego, jaki sugerowały teksty. Najczęściej np. wyobrażano sobie walki Rzymu z Kartaginą jako przeciwstawienie potęgi wyłącznie militarnej — dosyć zacofanej pod względem ekonomicznym — państwu morskiemu, handlowemu i przemysłowemu. Jednakże analiza ceramiki odkrytej w rozmaitych miejscowościach Afryki, Hiszpanii i Galii dowodzi, że Związek Italski kierowany przez Rzym potrafił od połowy III w. p.n.e. opanować zachodnie rynki śródziemnomorskie dzięki swemu przemysłowi i handlowi. Z drugiej strony większość historyków wyobraża sobie, iż w Kartaginie dominowały wyłącznie tradycje Wschodu. Historycy ci, mimo niedokładnych, ale niemniej oczywistych świadectw Polibiusza, wahają się uznać, że instytucje Kartaginy zostały zasadniczo zmienione w ciągu dziejów i że oligarchia nie zawsze utrzymywała władzę w tej republice, którą tak chętnie porównuje się z Wenecją.
Tymczasem właściwie interpretowane wykopaliska świątyń, domów i nekropolii kartagińskich wykazują, że wierzenia Kartagińczyków nadal inspirowane w głównych zasadach przez teologię fenicką, były kilkakrotnie zmieniane w sposób zasadniczy. Zdaje się, że te reformy religijne są związane z rewolucjami politycznymi. Możemy stwierdzić, że w III w. p.n.e. atrakcyjność hellenizmu miała wpływ na wszystkie dziedziny życia duchowego, szczególnie życia prywatnego. Nieomylne oznaki wykazują, iż ten wpływ grecki rozciągał się także na politykę i że sprzyjał tendencjom demokratycznym przy jednoczesnym uznaniu władzy jednostki.
Zasadniczy problem wzajemnego stosunku Hannibala i jego ojczyzny ukazuje się więc w nowym świetle.
Te przyczyny tłumaczą, że ryzykujemy przedstawienie Hannibala dość różnego od wizerunku, jaki większość czytelników wytworzyła sobie na podstawie lektury. Różnego przede wszystkim fizycznie: piękny, młody człowiek z Wolubilis nie przypomina w niczym srogiego przywódcy wojsk najemnych, jakiego, począwszy od czasów odrodzenia, próbowała wskrzesić wyobraźnia tylu artystów. Być może, taka interpretacja nie wszystkim dogadza. Osobistości historyczne, z którymi zapoznaliśmy się w dzieciństwie, stanowią wokół nas mały światek, z którym zżyliśmy się i nie lubimy, by zmieniał swój charakter. Już Neron mniej potworny niż Neron Tacyta stał się przyczyną poważnych wymówek pod naszym adresem. Szczęśliwie Hannibal nie przedstawia, tak jak Neron, problemu moralnego!
Staraliśmy się doszukać w nim raczej polityka niż żołnierza-dzie-dzica Aleksandra, raczej jednoczyciela świata śródziemnomorskiego niż zawziętego wroga Rzymu. Ten punkt widzenia jest zasadniczo po twierdzony przez nowe odkrycia; i tak na przykład najświeższe a a nia nad drogami handlu alpejskiego mogłyby stanowić wielką pomoc
W studiach nad słynnym przejściem przez Alpy, a wykopaliska włoskie mogłyby potwierdzić dane topograficzne i strategiczne Trazyme-nu i Kann. Tymczasem prowadzone od jakichś trzydziestu lat rozliczne prace, których synteza została dokonana w 1961 roku na Convegno di Studi Annibalici w Kortonie i Peruzji, kierują uwagę nie tyle ku tym tradycyjnym problemom, co raczej ku więzom, jakie łączyły Kartaginę Barkidów ze światem hellenistycznym, i ku zalążkom rewolucyjnego państwa rzymskiego. W tym to szczególnie kierunku poszli autorzy dwóch najnowszych prac, które stanowiły dla nas wydatną pomoc, a mianowicie ostatni niemiecki biograf Hannibala — W. Hoffmann i włoski historyk republiki rzymskiej — F. Cassola. Wielkie zainteresowanie, jakie okazujemy światu hellenistycznemu, uważanemu aż do końca zeszłego stulecia za jeden z tych zagmatwanych schyłkowych okresów, od których historyk odwracał zasmucony wzrok, przyczynia się również bardzo do tego, by już nie rozpatrywać wojen punickich jako wyodrębnionej walki dwóch samotnych gigantów. W istocie chodzi — a wykazał to już dobrze Polibiusz — o prawdziwy konflikt światowy, który w kręgu śródziemnomorskim odgrywał rolę dającą się porównać z wojnami światowymi XX wieku. Podkreśla to właśnie A. J. Toynbee w swej mistrzowskiej pracy, która dotarła do nas dopiero, gdy niniejsza książka była już w druku.
Pierwsza i druga wojna rzymsko-kartagińska — pisze we wstępie znakomity historyk angielski — toczyły się w okresie obejmującym mniej niż 2/3 wieku (2t34—201 r. p.n.e.), a kiedy jedna wielka wojna następuje po drugiej w przeciągu jednego życia ludzkiego, to efekt łączny jest więcej niż dwukrotnie większy od tego, który wynika z jednej wielkiej wojny. Pokolenie współczesne zna to dobrze z własnego doświadczenia. Doskonale uświadamiamy sobie, jak wstrząsające skutki miała dla społeczeństw kumulacja dwóch wojen z lat 1914—1918 i 1939—1945. Dalszych konsekwencji obu tych wojen jesteśmy równie nieświadomi, jak Hannibal i Katon mogli być nieświadomi konsekwencji obu wojen rzymsko-kartagińskich. A że nie mieliśmy jeszcze czasu dojrzeć w perspektywie czegokolwiek poza pierwszymi skutkami tych wojen, będzie dla nas szczególnie interesujące badanie przykładów przeszłości, w których poznajemy pewien zamknięty okres historii.
Można stwierdzić, że konsekwencje wojny prowadzonej przez Barkidów przeciwko Rzymowi nieskończenie przewyższyły nie tylko przyczyny, które je spowodowały, ale także intencje tych, którzy ją rozpętali, oraz że wpłynęły one radykalnie we wszelkich dziedzinach na strukturę społeczeństw i warunki życia poszczególnych ludzi, nawet gdy nie byli oni bezpośrednio zaangażowani w walkę. Do tych rewolucyjnych przemian zwyciężeni przyczyniają się często na równi ze zwycięzcami. A. J. Toynbee miał więc najzupełniejszą rację, nadając f swej książce tytuł Hannibal's legacy. Wysiłek Hannibala nie był bez- 1 owocny, chociaż umarł on zrozpaczony na wygnaniu, z dala od zrujnowanej ojczyzny, ścigany aż na koniec świata przez swych triumfujących wrogów.
Hannibał jest Barkidą, to znaczy, że należy do znakomitej rodziny kartagińskiej, której prawie wszyscy członkowie odgrywali zasadniczą rolę w walce swej ojczyzny przeciwko Rzymowi. Wymieńmy zatem ich imiona, które będą się nieustannie powtarzać.
Przede wszystkim Hamilkar Barkas, ojciec Hannibala a zarazem założyciel licznego rodu, z którego znamy jedynie mężczyzn (Flaubert sięgnął do własnej wyobraźni po imię Salambo, jakim obdarzył jedną z sióstr Hannibala). Następnie Hazdrubal Starszy, zięć Hamil-kara, który zarządzał interesami rodzinnymi, oczekując chwili, kiedy Hannibal będzie mógł zastąpić swego ojca. Wreszcie młodsi synowie Hamilkara, z których jeden nazywa się Hazdrubal Młodszy, jak jego szwagier, a drugi Magon. Od czasu do czasu ujrzymy sprzymierzeńców, jak np. króla Bomilkara II, żonatego z najstarszą córką Hamilkara. Z tego właśnie małżeństwa urodził się syn imieniem Hannon, który okrył się sławą, walcząc pod rozkazami swego wuja Hannibala.
Ten pobieżny przegląd, który wkrótce omówimy bardziej szczegółowo, postawił nas od razu wobec jednej z najpoważniejszych trudności historii punickiej. Kartagińczycy posiadali bardzo niedoskonały system imienny. Podczas gdy Rzymianie mieli już, tak jak my, nazwiska i imiona, do których dorzucali często cognomen, czyli przydomek, Fenicjanie używali jedynie jednego imienia, do którego dodawali imię ojca (poprzedzone wyrazem bn, co oznacza syna) i ewentualnie imię dziadka. Zapewne w starożytności zadowalano się tym systemem, który przetrwał do dnia dzisiejszego u niektórych ludów muzułmańskich. Ale w przeciwieństwie do
ROZDZIAŁ I
Ród Barkidóuj
Greków i Galów Fenicjanie używali praktycznie tylko nader ograniczonej liczby imion indywidualnych. Imiona te są utworzone podobnie jak niektóręjjniana arabskie, tznj wyrażaią. związek między osobą, która je nosi, a bogiem, który się nią opiekuje. Hannibal na przykład znaczy „Baal sprzyjał". Jest to dokładna paralela Hebrajskiego Johannan („Jahwe sprzyjał"), skąd pochodzi nasz Jan. Można tu było. także domyślać się nie wymówionego imienia boga i rzec jedynie „sprzyjał" — to, co oddaje imię Hannon. Hamilkar znaczy „sługa Melkarta", podobnie jak Abdallah, tak pospolite u Arabów, znaczy „sługa Allaha".
Pobożność Kartagińczyków koncentrowała się na małej liczbie nieśmiertelnych, których przez szacunek określano często nie ich własnym imieniem, lecz epitetem albo pełnym czci tytułem, jak np. Baal, co znaczy „Pan" i jest stosowane do wielu bogów. Stąd mało odmian w imionach indywidualnych i zbijająca nas z tropu częstotliwość homonimów. W Kartaginie w epoce Barkidów żyło kilka tysięcy Hannibalów, Hamilkarów, Hannonów, należących do wszystkich klas społecznych. Dla uniknięcia chaosu niektórzy z nich używali przydomków, do których wkrótce powrócimy, tłumacząc przydomek „Barkas".
Niestety nie możemy — i bardzo za to przepraszamy — skatalogować dokładnie wszystkich tych Hannibalów i Hannonów. Spróbujmy tylko, zanim prześledzimy w miarę możliwości dzieje rodziny Barkidów, zająć się kilku innymi rodami kartagińskimi, które z nią rywalizowały.
Każda faza historii punickiej jest związana z panowaniem jednego z tych rodów arystokratycznych 1, które, nie sprawując nigdy władzy absolutnej, potrafiły swych najwybitniejszych członków wysunąć na stanowiska kierownicze, zwłaszcza wojskowe. Częstokroć wodzowie ci bywają obalani przez arystokrację i giną na torturach. Upadek ich jednak niekoniecznie jest równoznaczny z upadkiem ich domów, a syn skazanego osiąga często w dwadzieścia do trzydziestu lat po straceniu ojca ten sam szczebel władzy, z jakiego tamten był strącony.
Najstąrszą i najpotężniejszą z tych „dynastii" jest dynastia Ma-gonidów. Panuje ona nie bez przeszkód i konfliktów od r. 550 p.n.e. do mniej^więcej r. 396 p.n.e,. Wrócimy do niej za chwilę, omawiając pochodzenie rodu Barkidów]
Po upadku Himilkona, ostatniego znanego Magonidy, w r. 396 p.n.e. przewagę osiągają inne domy, z których najświetniejszy jest dom Hannonidów. Jeden z Hannonidów, zwany Hannonem Wielkim, sprawuje pewnego rodzaju pryncypat w drugiej ćwierci IV w p.n.e. Starając się pozbyć gerontów, zostaje przez nich uśmiercony ok. 360 r. p.n.e. Jego syn Giskon Hannonida i wnuk Hamilkar (ben Giskon) Hannonida otrzymują dowództwo armii; pierwszy w r. 339 p.n.e., a drugi w r. 317 p.n.e. Sądzimy, iż potomków ich odnajdziemy w III w. p.n.e. w osobie Hannona II Wielkiego, współczesnego Hamilkarowi Barkidzie i zawziętego jego przeciwnika, oraz w osobie jego syna, Hannona III Wielkiego, który bez powodzenia zwalczał politykę Hannibala. To prawda, że opierają się oni na związkach oligarchicznych wielkich właścicieli ziemskich, które obaliły Hannona I Wielkiego, ale zdaje się, że politykę kartagińską wytyczała znacznie bardziej rywalizacja osób i interesów niż kierunki ideologiczne.
Powrót Hannonidów mógł być zresztą wywołany rozgrywkami, w których pod koniec IV w. p.n.e. uzyskali przewagę nad innym wielkim rodem. Rzeczywiście wiemy, że w r. 317 p.n.e. Hamilkar Hannonida miał jako kolegę i rywala innego Hamilkara. Ten ostatni był skazany za zdradę przez arystokratyczny Trybunał Stu Czterech. Lecz w siedem lat później dowództwo armii powierzono pewnemu Bomilkarowi, którego będziemy nazywać Bomilkarem I, a który był siostrzeńcem Hamilkara, przeciwnika Hannonidów, skazanego na śmierć w r. 317 p.n.e. Bomilkar I usiłował dokonać zamachu stanu posługując się ludem i również został ukrzyżowany na placu publicznym. Widzimy zatem, iż podjął on politykę przeciw-oligarchiczną Hannona I Wielkiego, mimo że był wrogiem jego potomków. Rozumie się więc, że ci ostatni znaleźli się w partii arystokratycznej. Bomilkar I miał tytuł króla; ponieważ godność ta nie była faktycznie dziedziczna, a nadawano ją na ogół członkom tej samej rodziny, przypuszczamy, że król Bomilkar II, zięć Hamilkara Barki, był potomkiem, prawdopodobnie wnukiem, ukrzyżowanego -W r. 307 p.n.e.; dziecku bowiem często nadawano imię dziadka..*
Inne rody pojawiają się równocześnie z Barkidami w czasie wojny sycylijskiej, którą Rzymianie nazywają I wojną punicką, w latach 264—241 p.n.e.
Na początku tego konfliktu pewien wódz, którego — dla odróżnienia od Barkidów — nazwiemy Hannibalem z Agrygentu, a który był synem niejakiego Giskona nie Hannonidy, zawdzięczał swe długotrwałe dowództwo poparciu partii oligarchicznej, mimo kolejnych niepowodzeń. Bronił on nadaremnie Agrygentu przed Rzymianami; został zwyciężony przez Duiliusa w słynnej bitwie morskiej pod Mylae i zginął marnie w Sardynii, ukrzyżowany przez swych własnych najemników. Jego syn a zarazem imiennik będzie dla nas Hannibalem II z Agrygentu.
Nieco później obrona Sycylii została powierzona doskonałemu dowódcy, którego będziemy nazywać. Hamilkarem z Paropos, od nazwy głównego zwycięstwa, jakie odniósł nad Rzymianami w r. 259 p.n.e. Syn tego Hamilkara nazywał się Hannibal; będziemy go nazywać Hannibalem z Paropos. Po wyróżniającej się służbie na Sycylii został wybrany przez Hannibala Barkasa na towarzysza w wojnie najemników. Uwięziony przez buntowników pod Tunisem został przez nich ukrzyżowany. Mamy powody (które później wyjaśnimy), by sądzić, że Hamilkar i Hannibal z Paropos byli spokrewnieni z Barkidami.
W ostatnich latach wojny sycylijskiej najwybitniejszym wodzem punickim, obok Hamilkara Barkasa, był Giskon. Nie należy go mylić z jego imiennikami Hannonidami ani z ojcem Hannibala z Agrygentu. On to starał się pertraktować ze zbuntowanymi najemnikami, został przez nich pojmany i zginął w okropnych męczarniach. Syn jego — Hazdrubal, syn Giskona — którego naturalnie nie należy mylić z oboma Hazdrubalami Barkidami, zięciem i synem Hamilkara, ukazuje się jako przywódca pewnego rodzaju trzeciej partii, pośredniej między związkiem ludowym i arystokratycznym. Pozostający w cieniu w pierwszych latach wojny Hannibala, pod jej koniec odgrywa ważną rolę w Hiszpanii, a zwłaszcza w Afryce, dzięki małżeństwu swej córki Sofonisby — jedynej Kartaginki, u której można dostrzec indywidualność — z królem numidyjskim Syfaksem.
Chociaż staraliśmy się uprościć, o ile to było możliwe, te dane bardzo złożone, zawikłane i czasem sprzeczne, nasza znajomość struktury arystokracji punickiej jest nadal bardzo niedokładna i polega na domysłach. Wśród tej ciemności najmniejsze światełko jest nader pożądane. Dlatego też musimy obecnie nadzwyczaj uważnie rozpatrzeć dowód, sam w sobie raczej średniej wagi, który jednak stanowi nasz jedyny dokument w kwestii pochodzenia rodziny Barkidów.
Siliusz Italikus był senatorem rzymskim; żył w końcu I w. n.e. i dla rozrywki pisał poematy epickie. Zamiast szukać tematów w baśniach greckich, wolał oddać wierszem księgi Tytusa Liwiu-sza poświęcone wojnie z Hannibalem, uzupełniając je zresztą przygodnymi zapożyczeniami z innych źródeł, bardziej przychylnych dla wielkiego wodza punickiego, oraz niektórymi własnymi wiadomościami o Afryce i Hiszpanii. Fanatyczny wielbiciel Wergiliu-sza, którego dom nawet zakupił, uważał, iż powinny go obowiązywać kanony artystyczne wielkiego poety. Dlatego nadał swym bohaterom cechy bohaterów Eneidy. Ten szczególny amalgamat, wytworzony przez umysł dość ograniczony i mierny talent, zrodził dziwaczny poemat, w którym bajkowość miesza się stale z historią, co można ocenić choćby na podstawie następującego wyjątku:
Hanc rabiem in fines Italum Saturniaąue arua Addiderat quondam puero patrius furor: ortus Sarrana prisci Barcae de gente, uetustos A Belo numerabat auos: namąue orba marito Cum fugeret Dido famulam Tyrum, impia diri Belides iuuenis uitauerat arma tyranni Et se participem casus sociarat in omnes.
(Punica, L. I. v.).
(Tę nienawiść w stosunku do Italii i do pól Saturna przekazała ongiś Hannibalowi-dziecku ojcowska pasja. Wywodząc się ze starego ty-ryjskiego rodu Barkidów, aż od Belusa liczył pradawnych przodków; gdy pozbawiona swego męża Dydona zbiegła z poddaństwa Tyru,
młody syn Belusa uciekł z bezbożnych szeregów okrutnego tyrana i połączył się z nią,
by dzielić wszystkie jej przygody.)
Wiersze te, powtórzone prawie identycznie w XV księdze tej samej epopei, są jedynym świadectwem antycznym o pochodzeniu rodziny Hannibala. Dotychczas nikt jeszcze nie przywiązywał do nich wielkiej wagi, ale nie można zarzucić niedbalstwa tym, którzy tego nie uczynili. Zdaje się, że poeta łaciński w przytoczonym fragmencie, podobnie zresztą jak w całym swym długim utworze, rzeczywiście wypełniał braki informacji reminiscencjami epopei klasycznej. Zdarza się jednak, że przesada poetycka Siliusza ukrywa cenne dane historyczne i prawdopodobnie ma to miejsce także tutaj, jak to wkrótce zobaczymy.
Barkidzi pochodzili z rodziny tyryjskiej bardzo dawno osiadłej w Afryce, a tak ściśle związanej przez kilka wieków z królami Kartaginy, iż, być może, była z nimi jednej krwi. Siliusz sądzi, że Barkas to imię towarzysza Dydony, przodka Hannibala. Barkas jest przedstawiony jako syn Belusa, a zatem jako brat Dydony. Wergi-liusz uważał go także za syna tego samego króla. Otóż Belus nie jest bynajmniej osobistością legendarną. Około r. 670 p.n.e. król tyryjski nazywał się Baalu, a imię to zupełnie naturalnie latynizuje się w „Belus". Według E. Forrera 2 Kartagina miałaby być założona za jego panowania, około r. 666 p.n.e., przez dwie spośród jego córek — Dydonę i Annę, które uciekły z Tyru, ażeby umknąć Assur-banipalowi, gdy ten po zdobyciu miasta zamierzał je włączyć do swojego haremu. Teoria ta, bardziej romantyczna niż naukowa, nie zgadza się z danymi archeologicznymi, które dowodzą, że Kartagina istniała jeśli nie w r. 814 p.n.e. (data jej założenia według Ti-majosa i innych), to w każdym razie najpóźniej około połowy VIII w. p.n.e. Mamy jednak słuszne powody, by sądzić, że kolonię afrykańską zasiliła nowa fala przybyszy w pierwszych latach VII w. p.n.e. Ci nowo przybyli mogli zostać zgrupowani w plemieniu określanym według zwyczajów semickich nazwą „synowie Be-lusa" (Bene Baalu).
Imię Barkasa stawia nam inne zagadnienia. Semityści nie są zgodni co do jego znaczenia. Jedni wiążą je z rdzeniem, który znaczy „błogosławić", a z którego pochodzi też arabskie „baraka", inni zaś znajdują w nim określenie oznaczające ^piorun". W pierwszym przypadku mogłoby chodzić o nazwę rodziny lub klanu. Takiego zdania był Siliusz, który wyprowadzał jego pochodzenie od towarzysza Dydony, dalekiego przodka Hannibala. Ale znaczenie „piorun" wydaje się prawdopodobniejsze, i to zarówno z punktu widzenia filologicznego, jak i historycznego. Teksty zdają się wskazywać, że to zawołanie było stosowane najpierw do Hamilkara, ojca Hannibala. Był to prawdopodobnie jeden z tych poufałych przydomków, które we wszystkich armiach żołnierze lubią nadawać swym wodzom. Hamilkar byłby obdarzony tym tytułem, podobnie jak współczesny mu Ptolemeusz — awanturnik macedoński — był zwany „Keraunos", co również znaczy „piorun". Wielu Kartagiń-czyków owego czasu nosiło zresztą przydomki, które ich odróżniały od niezliczonych imienników. Mówiliśmy o trzech Hannonach Wielkich. Znamy Hazdrubala „Koziołka", Hannibala „Szpaka", Hannibala „Rodyjczyka", Hannibala „Sabelskiego" (Sabeliowie — ludy środkowej Italii). Jeden z oficerów wielkiego Hannibala Barki-dy odróżniał się od swego dowódcy-imiennika przez grecki przydomek „Monomach" tzn. „Samotny Wojownik". Podobnie jak łacińskie cognomina, przydomki te, wyprowadzane początkowo z jakiejś szczególnej cechy indywidualnej osobnika, mogły przechodzić na potomków ich pierwszego właściciela i stać się tym sposobem pewnego rodzaju nazwiskami rodzinnymi. Tak właśnie było z Barki-darni, których nazwiskiem posługują się już autorzy starożytni dla oznaczenia potomków pierwszego Hamilkara, który je nosił, i ich stronników. Tytus Liwiusz mówi jakby o „związku Barkidów'".
Rodzina Barkidów należała niewątpliwie do arystokracji punic-kiej. Niektórzy współcześni historycy podają z wielką pewnością, iż Hamilkar sam się wybił. Wysnuwają ten wniosek z polityki, jaką prowadził zaraz po wojnie najemników i jaką kontynuowali jego zięć Hazdrubal i syn Hannibal. Barkidzi istotnie opierali się na ludzie i byli zwalczani przez pewien odłam arystokracjL. Zmodyfikowali ustrój kartagiński w kierunku jego demokratyzacji, lecz nie dowodzi to bynajmniej, iż sami nie należeli do tej arystokracji, którą zwalczali. Wielu dawnych i współczesnych reformatorów pochodziło z klasy uprzywilejowanej, przeciw której występowali. Z drugiej strony jest nieprawdopodobne, żeby rada starszych w Kartaginie, która miała w r. 247 p.n.e. decydujący wpływ na nominację wodzów, oddała główną komendę nisko urodzonemu. Zresztą obywatele puniccy byli mobilizowani masowo tylko w okolicznościach wyjątkowych. Jedynie młodzi nobilowie służyli regularnie jako oficerowie wojsk najemnych: Hamilkar zatem nie mógłby zdobyć doświadczenia wojskowego, jakie wykazał w r. 247 p.n.e., gdyby się urodził w skromnym środowisku. Zresztą jesteśmy pewni, że otrzymał rozległe wykształcenie, takie samo, jakie dał też swym dzieciom i jakie było udziałem tylko młodych arystokratów. Jego przodkowie zaliczali się więc z pewnością do znacznych Kar-tagińczyków.
Podstawą potęgi Barkidów było nie tylko ich arystokratyczne pochodzenie, ale i majątki ziemskie, jakie posiadali. Żadne świadectwo nie wyjaśnia nam bezpośrednio usytuowania i rozmiarów ich posiadłości. Ale historia ostatnich lat Hannibala wykazuje, że za każdym razem, gdy musiał się przeciwstawiać największym niebezpieczeństwom w Afryce, prosił o pomoc nie samą Kartaginę, lecz mieszkańców tej nadbrzeżnej okolicy Tunezji wschodniej, którą nazywano wówczas Byzacjum, a która dziś nosi nazwę Sahel. W roku 202 p.n.e., gdy Hannibal stawia jeszcze opór na Półwyspie Kalabryjskim, Kartagina odwołuje go dla obrony przed Scypionem, który, wspierany przez Numidów Masynissy, zajął już zachód i centrum Tunezji. Port Kartaginy jest wolny, jednakże Hannibal ląduje o dwieście kilometrów dalej na południe, w Leptis Minor, zakłada bazę w Hadrumetum, dzisiejszym Suss, i spędza tam kilka miesięcy na uzupełnianiu swych sił przed ostatecznym spotkaniem. Po wojnie musi odnowić swą armię i wtedy również prowadzi do
Byzacjum swych weteranów, aby tam sadzili gaje oliwne. Wreszcie w r. 195 p.n.e. jako najwyższy dostojnik swej ojczyzny dowiaduje się, że Rzymianie zamierzają żądać jego wydania. I znowu uchodzi najpierw do Byzacjum, zanim schroni się na Wschodzie. Od Liwiu-sza dowiadujemy się przy tej okazji, że tam, niedaleko od miasta Sullectum, miał posiadłość, w której się zatrzymał. Dotychczas nie przywiązywano wagi do tej wskazówki, wyjaśniającej — jak sądzimy — inne fakty, o których wspominaliśmy. Można się domyślać, że poza posiadłością w Sullectum Barkida władał w tej prowincji dostatecznym obszarem, ażeby móc tam osadzić tysiące mężczyzn, i że miał tam poddanych zdolnych w każdej chwili do przeistoczenia się w bezwzględnie wiernych mu żołnierzy. Należałoby wiedzieć, kiedy mogło powstać wspomniane lenno. Posiadał je już w r. 202 p.n.e., ale jednocześnie o dacie tej wiadomo, że wtedy po raz pierwszy od trzydziestu pięciu lat postawił stopę na lądzie afrykańskim, cały czas swej nieobecności dzieląc mniej więcej równo między Hiszpanię i Italię. A zatem owe dobra w Byzacjum odziedziczył po ojcu. Natomiast sam Hamilkar spędził pierwszą część swego życia na Sycylii, a ostatnią w Hiszpanii. Kartagina widziała go tylko przez cztery lata w czasie wojny najemników. Czyż można przypuścić, że Hamilkar Barkas, któremu zazdrościła i którego śledziła partia wielkich właścicieli, mógłby w tym krótkim czasie zagarnąć dla siebie olbrzymie domeny, nie narażając się na najpoważniejsze oskarżenia? Ziemie w Byzacjum mogły być zatem tylko odziedziczone i dzięki tej fortunie mógł otrzymać — mimo młodego wieku — stanowisko dowódcy nieosiągalne dla biedniejszych.
Nie znaczy to oczywiście, żeby Barkidzi nie byli wpisani na listę obywateli Kartaginy. Wielu arystokratów punickich wykroiło sobie latyfundia w prowincjach, tak jak później zrobili senatorowie rzymscy. Zachowując swoją pozycję w metropolii utrzymywali pewien dystans w stosunku do mieszkańców miast sprzymierzonych. Tak było na przykład w Hadrumetum, którego mieszkańcy z racji swego fenickiego pochodzenia mogli oczekiwać zrównania w prawach z Punijczykami. Byli jednak z nieufnością traktowani przez rząd, który podporządkował ich faktycznie, chociaż bezprawnie, nie tylko swoim urzędnikom wyższym, ale także i urzędnikom niższym, pochodzącym z plebsu wielkiego miasta. Nie było mowy o powierzeniu nawet najwybitniejszym z nich żadnych odpowiedzialnych funkcji politycznych czy wojskowych.
Przodkowie Barkidów, mimo posiadania dóbr ziemskich, jakie utworzyły się w ciągu V w. p.n.e. w północnej Afryce, również nie zaliczali-się do uprzywilejowanych reżimu plutokratycznego. Korzystając z uspokojenia w odwiecznym konflikcie z sycylijskimi Grekami Punijczycy najpierw uwolnili się od zależności, która od założenia miasta podporządkowywała ich sąsiednim plemionom libijskim. Potem zdobyli z kolei terytorium odpowiadające północno--zachodniej części obecnej Tunezji. Szlachetni potomkowie towarzyszy Dydony skorzystali z okazji, aby z marynarzy i kupców, którymi byli dotychczas, zmienić się we właścicieli ziemskich. Najbardziej uprzywilejowani na pewno zagarnęli dla siebie tereny najbliższe stolicy, a więc niziny Medżerdy wzdłuż brzegów Miliany, a przede wszystkim tereny na przylądku Bon. Mogli w ten sposób zarządzać folwarkami nie oddalając się zbytnio od miasta i godzić dbałość o własne interesy ekonomiczne z karierą polityczną. Przodkowie Hamilkara nie mieli tej szansy: usunięci dla jakiejś przyczyny z pierwszych podziałów musieli się zadowolić ziemią bardziej oddaloną, z pewnością żyzną, odpowiednią do uprawy zbóż i oliwek, lecz o klimacie bardziej kapryśnym niż klimat Tunezji i niewątpliwie mniej sprzyjającym wzbogaceniu się. Pierwsi Barkidzi, aby zarządzać majątkami według skodyfikowanych później przez Ma-gona punickich zasad eksploatacji ekonomicznej, musieli przebywać w obronnych zamkach, a nawet budować wieże obserwacyjne dla dozorowania swych rolników libijskich i obrony przed koczowniczymi bandami. Nie mieli więc ani czasu, ani możliwości mieszania się do subtelnych intryg ściśle tajnych komitetów, które kierowały polityką Kartaginy. Nie zezwalając na naruszenie swych praw ani na ich przedawnienie, pozostawali z dala od środowisk rządzących, które krytykowali zarówno za posunięcia polityczne, jak i za przekonania religijne. Hamilkar i jego następcy nie zapomnieli nigdy, że ich przodkowie byli usunięci i uważani za podejrzanych przez rządzącą oligarchię i dlatego ich polityka wewnętrzna aż do końca będzie pozostawać pod wpływem uraz narosłych od pokoleń. Ażeby jednak zrozumieć tę niechęć i jej konsekwencje, trzeba sobie przypomnieć zmienne koleje losu Kartaginy w V i IV w. p.n.e., z którymi zapoznają nas najnowsze badania L. Maurina.3
Około r. 550 p.n.e. energiczny wódz imieniem Magon zaprowadził w nowym Tyrze władzę monarchiczną, którą potomkowie jego mieli zachować przez półtora wieku. Wprowadzenie jakiegoś mocnego reżimu było konieczne na skutek coraz to silniejszego nacisku kolonistów greckich na domenę Fenicjan zachodnich. Monarchia Magonidów była zasadniczo wojskowa, rzekomo wyposażona dziedzicznie w nadprzyrodzone dary duchowe o podłożu mistycznym, które im zapewniały zwycięstwa. Przywódcy Magonidów w końcu VI w. i na początku V w. p.n.e. prowadzili wojny z Sycylijczykami. L. Maurin wykazał, że klęska pod Himerą 4 w r. 480 p.n.e. nie zachwiała wcale ich władzy, jak to dotychczas przypuszczano. Zmieniając cel Magonidzi skierowali swą armię na podbój terytoriów odpowiadających dzisiejszej Tunezji. Dopiero w r. 409 p.n.e. wyprawili swą flotę na dalekie wybrzeża, aby dokonać straszliwej zemsty na Syrakuzańczykach. Ta nowa wojna sycylijska trwała aż do 396 r. p.n.e. Tego roku Himilkon, ostatni z Magonidów, zwyciężony nie przez ludzi, lecz przez bogów, musiał zawrzeć z Dio-nizjuszem pokój na niekorzystnych warunkach. Po szczególnej politycznej pokucie, która przypomina pokutę Dawida, odebrał sobie życie. Dynastia niedługo, potem upadła, a arystokracja uzyskawszy kontrolę interesów ustanowiła trybunał polityczny Stu Czterech, aby uniknąć odnowy władzy jednostki.
Rzeczywiście, w czasie całego IV w. p.n.e. arystokracja udaremniła kilka zamachów stanu, między innymi Hannona I Wielkiego (około r. 360 p.n.e.) i Bomilkara (ukrzyżowanego około r. 307 p.n.e.). Istniało zatem pewnego rodzaju ugrupowanie monarchiczne stojące w opozycji do władzy. Możemy przypuszczać, że Barkidzi należeli do tej partii. Ale hipoteza byłaby krucha, gdybyśmy mieli do dyspozycji tylko nieliczne dane o polityce, zebrane przez Justyna i Diodora. Szczęśliwie historia religii i archeologia dopełniają naszych informacji.
Kilka lat temu wykazaliśmy5, iż w Kartaginie, tak jak u wszystkich ludów semickich, rewolucje polityczne są nieodłączne od reform religijnych. Przyjmując tę zasadę L. Maurin przedstawił nową interpretację poprawiającą szczęślwie tę, którą podaliśmy.
Religia punicka wywodząca się z religii Tyru różni się jednakże od niej w dość istotnych szczegółach. Najpopularniejsze kulty kolonii są prawie nie znane w stolicy. Najważniejszy jest kult Baala--Hammona i Tanit w świątyni położonej na południowym krańcu miasta, blisko bramy, którą nazywamy dziś niewłaściwie „tofetem" od nazwy rowu, gdzie palono ogniska przeznaczone dla ofiar molek, w czasie których dzieci były „poświęcane bogom", tzn. przechodziły przez ogień; ich popioły zamknięte w urnach były grzebane pod kopcami. Wykopaliska odsłoniły tysiące takich kurhanów, nagromadzonych w kilku warstwach ziemi. Kurhanom towarzyszyły zazwyczaj kamienne pomniki, które około r. 400 p.n.e. przybierają kształt steli poświęconej Tanit i Baalowi-Hammonowi. Wcześniejsze pomniki miały formę masywnej półkolumny, zwykle pozbawionej napisu. Trzy pomniki jednakże mają napis, który w jednym przypadku wymienia samego Baala bez epitetu. Najstarszy aktualnie pomnik tofetu jest czymś w rodzaju kaplicy zawierającej gliniane naczynia egejskie z drugiej połowy VIII w. p.n.e. Z tych danych można wyprowadzić następujące wnioski:
V kult tofetów sięga przynajmniej wieku VIII p.n.e. i prawdopodobnie samego założenia Kartaginy;
— w ciągu długich stuleci miał on za przedmiot boga zwanego Baal, potem Baal-Hammon, którego Grecy co najmniej od wieku V p.n.e. identyfikują z Kronosem.
Baal-Hammon miał przy sobie demony. Z nich właśnie wywodzi się bogini zwana Tanit Pene Baal („twarz Baala"), która na stelach jest wymieniana jako pierwsza, z tytułem „Pani" (rabbat). Ta rewolucja poprzedza prawdopodobnie zastąpienie stel przez półko-lumny. Nastąpiło to przypuszczalnie w ciągu V w. p.n.e.
Rozwój kultu Tanit spowodował upadek kultów pochodzenia ty-ryjskiego, a głównie kultu Melkarta. Niechęć Kartagińczyków do Melkarta, podkreślana wyraźnie przez Diodora, jest potwierdzona niewielką liczbą posągów jego kultu w okresie poprzedzającym epokę Barkidów.
Wreszcie, począwszy od r. 396 p.n.e., religia punicka podlega coraz bardziej wpływowi hellenizmu. Adoptuje ona bóstwa greckie: Demeter i Persefonę. Przyjmuje identyczność bogów greckich i fe-nickich: Reszep-Apollo, Eszmun-Asklepios, i nadaje im postacie klasyczne, a także wiele helleńskich rytuałów.
Proponowalibyśmy dostrzec w wyniesieniu Tanit konsekwencje rewolucji arystokratycznej, która obaliła Magonidów. L. Maurin, wykazując, że ta rewolucja miała miejsce dopiero na początku IV w. p.n.e., przypisuje raczej właśnie Magonidom wprowadzenie „damy z Kartaginy" jako symbolu religijnego chęci uniezależnienia się Kartaginy zarówno od Tyru jak i od Greków. Partia oligarchiczna, skłonna do względnego pacyfizmu, sprzyjałaby raczej hel-lenizacji. My przyłączamy się całkowicie do tej interpretacji
Istniały więc w Kartaginie, jak to zresztą wyczuł Flaubert, klasy religijne, które współzawodniczyły i przeciwstawiały się sobie, czasem bardzo gwałtownie. Tak zwana „Taryfa z Marsylii" i odnalezione epitafium wykazują, że te ugrupowania religijne nosiły, a jak u hebrajczyków, nazwę sph, którą my tłumaczymy przez ,klan". W Biblii chodzi o grupę rodzin pochodzących od tego samego przodka, w Kartaginie członkowie jednego klanu są złączeni przez kult tego samego boga-patrona, czczonego za pomocą spe cjalnego rytuału. Rozwojowi tych związków sprzyjała wolność, z której korzystała każda rodzina a nawet każdy osobnik, w prywatnym praktykowaniu wybranych przez siebie kultów pod warunkiem brania udziału w obrzędach religii panującej. Ta swoboda, która panowała we wszystkich miastach starożytnych, a szczególnie w Grecji i Rzymie, pochodziła z istnienia kultów domowych. Każda rodzina posiadała w domu swój własny ołtarz. Najnowsze wykopaliska w Kerkuane na przylądku Bon, które odkryły małe miasteczko punickie z czasów Hannibala, pozwoliły odnaleźć kilka takich ołtarzy wznoszących się na środku dziedzińców. Przed ołtarzem stały posążki bogów. Odnaleziono wielką ilość tych posążków z wypalanej gliny. Nagromadzone w każdym domu świątki tworzyły lararium — mały panteon, zupełnie podobny do panteonów znajdujących się w dużych świątyniach. Wybór bogów i ich hierarchia odzwierciedlały tradycje rodzinne i dążenia właściwe głowie rodu.
Przypadkiem znamy bardzo dokładnie panteon rodziny Barki-dów. Przekazał go nam słynny tekst, wielokrotnie komentowany, którego prawdziwe znaczenie, jak sądzimy, nigdy jednak nie było zrozumiane. Fragment księgi VII Polibiusza zachował traktat zawarty przez Hannibala w r. 215 p.n.e. z Ateńczykiem Ksenofane-sem, ambasadorem Filipa V Macedońskiego. Jego klauzule były zagwarantowane przysięgą wygłoszoną przez Hannibala, w której wzywał niektóre bóstwa:
W obliczu Zeusa, Hery i Apolla, w obliczu geniusza [daimori] Kartagińczy-ków, i Heraklesa, i Jolaosa; w obliczu Aresa, Trytona, Posejdona, w obliczu bogów, którzy walczą przy nas, i Słońca, i Księżyca, i Ziemi; w obliczu Rzek i Jezior, i Wód, w obliczu wszystkich bogów, którzy władają Kartaginą, w obliczu wszystkich bogów, którzy władają Macedonią i pozostałą Grecją, w obliczu wszystkich bogów, biorących udział w wyprawie, którzy są przytomni tej przysiędze, wódz Hannibal powiedział...
Od dawna rozumiano, że w tej przysiędze Hannibala, który sam ją zredagował i wypowiedział, bogowie powołani na świadków są na pewno bogami punickimi, nazwanymi imionami greckimi według starożytnego zwyczaju, który tłumaczył imiona bogów na język współczesny, zamiast je zachować w formie oryginalnej. A jednak S. Gsell uznawał, że ten „pierwszorzędny dokument dla badania religii kartagińskiej" nie bardzo godził się z tym, cośmy o niej wiedzieli skądinąd. Rzeczywiście, nie widzimy tam odpowiedników greckich najbardziej znanych bogów punickich. Nie znajduje się
tam ani Kronos (Baal-Hammon), ani Asklepios (Eszmun), ani Afrodyta (Astarte). Przypuszczano więc, że przyjęte tutaj odpowiedniki różniły się od tych, które są używane zazwyczaj. Jednak wszelkie wysiłki najbardziej uczonych i genialnych komentatorów nie potrafiły ani przyznać racji tym nieprawidłowościom, ani znaleźć do nich właściwego klucza. Na przykład twierdzi się na ogół, że Zeus reprezentuje Baala-Hammona, zidentyfikowanego z Kronosem we wszystkich innych tekstach greckich dotyczących religii punickiej, a szczególnie w napisach, które Grecy mu poświęcili w świątyni El-Hofra w pobliżu Konstantyny. W opisie Kartaginy Polibiusz podaje, że wzgórze panujące nad miastem poświęcone było Krono-sowi prawdopodobnie dlatego, że wznosiła się nad nim świątynia" tego boga. Chodzi tu z pewnością o Baala-Hammona, któremu Kar-tagińczycy chętnie poświęcali jakieś wzgórza w pobliżu bram swoich miast. Historyk achajski zastosował w tym przypadku prawidłową interpretację i nie widzimy przyczyny, dla której miałby jej zaniechać odtwarzając taki dokument jak owa przysięga. Czy możemy zatem przypisać tę pomyłkę interpretatorowi, który w obozie Hannibala tłumaczył tekst traktatu na język grecki, zrozumiały dla Ksenofanesa? Polibiusz jeszcze raz daje imię Zeusa najwyższemu bogu Hannibala, gdy przypomina akt religijny przyszłego zdobywcy: to w obecności Zeusa i w czasie ofiary składanej temu bogu przez Hamilkara w r. 237 p.n.e. mały Hannibal przysiągł Rzymianom wiekuistą nienawiść. Z wyjątkiem Marcjalisa, który dla przyczyn łatwo zrozumiałych, jak to później zobaczymy, zastępuje Zeusa Heraklesem-Melkartem, wszyscy starożytni Grecy czy Laty no wie zgadzają się z Polibiuszem. Gdy Liwiusz w dwóch miejscach (XXI 1, 4 i XXXV 14, 2) przypomina przysięgę nienawiści, mówi po prostu o bogach; Korneliusz Nepos nie waha się powiedzieć wyraźnie „Jupiter Optimus Maximus", chociaż mogłoby się wydawać zaskakujące i absurdalne, że największy wróg jego ojczyzny wzywał przeciwko niej samej jej protektora. Jest to ten sam Jowisz, który według Liwiusza i Cycerona zsyła Hannibalowi w Onussie proroczy sen, w którym potworny smok uosabia zagładę Italii.6 Jowiszowi wreszcie wódz kartagiński ofiarowuje jagnię przed bitwą nad rzeką Ticinus.7
Wszystkie te teksty, w których Kronos-Saturn czyli Baal-Hammon nigdy się nie pojawia, są zbyt liczne, by można było podejrzewać jakąś omyłkę. Kilka z nich (przysięga Hannibala w r. 215 p.n.e. i sen w Onussie) są na pewno wiernym tłumaczeniem tekstów pu-nickich, ułożonych przez samego Hannibala albo kogoś z jego oto
Według zwyczaju właściwego teologii fenickiej w tym tekście wszyscy bogowie zgrupowani są w trójcach. Uczono dawniej, że Fenicjanie nie mieli żadnego panteonu, a czcili tylko trzy bóstwa:
, Ojca, Matkę i Syna, których imiona były w każdym mieście inne. Ta zbyt prosta teoria została obalona przez krytykę R. Dussau-da, zanim jeszcze odkrycia w Ugarit zadały jej ostateczny cios.
. Jest rzeczą pewną, że na wzór, być może, egipski kapłani z Tyru, Sydonu i z Kartaginy lubili grupować swych bogów w trójce, niekoniecznie rodzinne. Połączenie ojca, matki i syna jest równie częste, jak połączenie wielkiego boga lub bogini z innymi bogami.
^ -Pierwsza trójca Hannibala obejmuje razem z Baalem-Szaminem-
; -Zeusem Herę i Apolla. Hera na pewno przedstawia tutaj ^anitjco
tbyło równie częste, jak identyfikacja Baala-Hammona z Saturnem. Wydaje się dziwne, że „damie z Kartaginy" nie towarzyszy jej zwykły paredros, lecz jakiś inny. Ale połączenie Baala-Hammona i Ta-nit, niekoniecznie małżeńskie, nie było trwałe. W samej Kartaginie zostało ono zerwane po zburzeniu miasta w r. 146 p.n.e. W kolonii rzymskiej odbudowanej w roku 44 p.n.e. Tanit-Caelestis emigrowała do innej świątyni, podczas gdy Baal-Hammon-Saturn pozostał panem pewnej części tofetu. W innych miastach Saturn panuje sam albo w towarzystwie jakiejś bogini, często przedstawianej w roli karmicielki, trzymającej dziecko na łonie.
Obecność Tanit w panteonie Hannibala dowodzi, że rodzina Bar-kidów nie pozostała obojętna na reformę w V w. p.n.e. Potwierdza to nieobecność Afrodyty, wielkiej bogini Tyru. Brak również drugiej wielkiej bogini, najważniejszej bohaterki epopei z Ugarit, fe-nickiej Anat, która prawdopodobnie zapożyczyła imię i twarz od Ateny-Minerwy. Barkidzi przyjęli więc system, który w ciągu V w. p.n.e. skoncentrował w osobie Tanii wszystkie kompetencje bóstw żeńskich. Oczywiście nie możemy odgadnąć przyczyn, które to spowodowały, lecz należy podkreślić, że cześć oddawana Herze--Tanit ułatwiła porozumienie religijne pomiędzy Hannibalem a ludnością grecką i oskijską Italii południowej. Na przylądku La-cinium obok Krotony Hera argiwska posiadała słynną świątynię. Hannibal, który w ostatnim okresie wojny italskiej obozował niedaleko, poświęcił jej stele z inskrypcjami greckimi i punickimi mówiącymi o jego wyprawach; rytuał ten można porównać z owym, jakiego dokonał ongiś Magonida Hannon, poświęcając Baalowi--Hammonowi swą okrężną podróż morską. Barkida podkreślał w ten sposób identyczność swojej ojczystej bogini z królową greckiego Olimpu. Ta zręczna propaganda mogła mieć również wpływ na wiernych w innych świątyniach założonych przez tubylców, na przykład w świątyni u ujścia rzeki Silarus, a szczególnie w Kapui, gdzie Junona oskijska dawno się zhellenizowała. Ten chwyt psychologiczny był zresztą stosowany przez Hamilkara, ojca Hannibala, zaraz po jego przyjeździe do Hiszpanii. Jedna z najstarszych monet, wybita w jego mennicy w Gades (dziś Kadyks), na odwrocie nosi głowę bogini o przybraniu dokładnie takim samym jak głowa Junony z monet Kampanii.
Trzecim bogiem pierwszej trójcy jest Apollo. Grecy i Rzymianie określali tym imieniem boga fenickiego, bardzo popularnego w Afryce. Posiadał on nawet w Utyce swoją świątynię zbudowaną przy końcu XII wieku. W Kartaginie miejsce jego kultu było usytuowane między bramami a Byrsą. Cypryjskie napisy pouczają nas, że na tej wyspie Reszep był uważany za równoznacznego z Apollem.
0 kulcie boga Reszepa w Kartaginie świadczą liczne dedykacje
1 pomniki. Przybrany jeszcze w swój strój azjatycki, składający się z wysokiej tiary z wstęgami, przepaski i długiego płaszcza, występuje, tak jak jego grecki brat, w towarzystwie gryfa i symboli słońca. Podobnie jak Apollo, grał na lirze i przypuszczalnie został mu poświęcony delfin. Wszystkie te podobieństwa musiały doprowadzić do całkowitej asymilacji. I właśnie grecki typ Apolla widzimy na monetach bitych przez Hazdrubala od czasów założenia Kartageny. t
Na czele drugiej trójcy/która zjawia się w przysiędze Hannibala, figuruje tajemnicza postać o dość niepokojącym imieniu: „Demon Kartagińczyków". Miasta starożytne — jak i prywatni ludzie — wybierały sobie jednego lub kilku boskich protektorów, od których oczekiwały tych samych mniej więcej korzyści, co chrześcijanie od swoich świętych patronów. W rzymskiej Afryce są oni określani słowem genius albo deus patrius. Często chodzi o bogów takich, jak Liber-Szadrapa i Melkart-Herkules w Leptis, Merkury i Minerwa w Tyzdrus, Liber, Apollo i Ceres w Maktaris. Wielu uczonych usiłowało w Demonie Kartagińczyków rozpoznać Tanit albo jakieś inne bóstwo. S. Gsell znakomicie dowiódł niemożliwości takiej identyfikacji, posługując się argumentami, których nie trzeba powtarzać. Rozwiązania zagadki należy szukać na innej drodze. W miastach greckich często spotykamy „kult Tyche — uosobienia pomyślności. To pojęcie, któremu Rzymianie nadali nazwę Fortuny, istniało ze swoimi cechami u Semitów, którzy je nazywali Gad, Istniał prawdopodobnie jakiś GadJ&arfaginy, chociaż nie ma wyraźnych śladów jego kult^i- Gdy Cezar i August odbudowali miasto Dydony w formie kolonii rzymskiej, miejsce Gad zostało prawdopodobnie zajęte przez Geniusza, którego wyobrażenie wyryte na intaglii odkrył niedawno P. Vene. Naszym zdaniem Demon Poli-biusza nie jest nikim innym, jak owym Gad. Ponieważ nazwa semicka była rodzaju męskiego, tłumacz wolał przełożyć ją raczej na „Demona" niż na żeńską „Tyche". Ten geniusz ma za towarzyszy Heraklesa i Jolaosa.« Bohater z Tyrynsu użycza na pewno swego imienia Melkartowi i co do tego nikt nie ma wątpliwości. Identyfikację tę przyjął już Herodot, ale wpływ na kult fenicki miała ona wywrzeć dopiero później. Zobaczymy, jak wykorzysta to Ha-milkar Barkas i jego następcy, aby opierając się na starym kulcie rodzinnym rozpowszechnić kult dynastyczny typu hellenistycznego. Ale u ich przodków wierność kultowi tyryjskiemu jeszcze nie zhellenizowanemu wskazuje na konserwatyzm. Świadectwo Dio-dora, potwierdzone przez badania zabytków, pozwala się domyślać, że rozwojowi kultu Tanit towarzyszyło u większości Kartagińczyków zobojętnienie dla patrona ich stolicy. Barkidzi oparli się temu. W ich panteonie ścisły związek Geniusza — opiekun^^irtaginy — z Melkartem dowodzi, że nie pochwalali oni wcale rozluźnienia więzi pomiędzy miastem Hirama i miastem Dydony.
Jolaos był podrzędniejszym bogiem albo półbogiem, podporządkowanym Melkartowi. Grecy zrobili z niego woźnicę Heraklesa. Fenicjanie, którzy nadali jego imię miastu Jol, przemianowanemu przez Jubę II na Cezareę (dziś Cherchel), przypisywali mu moc leczenia, którą kilkakrotnie wypróbował z dobrym skutkiem na swym panu. Najpierw uwolnił go od jadu, którym zatruła go hydra lerneńska, stosując „kolokazjon", tj. korzeń egipskiej rośliny wodnei rosnącej również w Libanie, potem zapachem pieczonej przepiórki przywrócił go do życia po nieszczęsnej walce z Tyfo-nem. Jolaosa poznajemy z kolei na rysunku wyrytym na odwrotnej stronie kultowej brzytwy z czasów Hannibala, znalezionej w grobie na cmentarzysku Św. Moniki. Druga strona ostrza przedstawia Heraklesa-Melkarta. Jolaos siedzi na fotelu ubrany w haftowany himation, w jednej ręce trzyma „kolokazjon", a w drugiej — przepiórkę. Religia fenicka znała kilku boskich lekarzy. Eszmun utożsamiany był z Eskulapem, a Szadrapę mieszano z Bachusem; oni również uprawiali magiczną sztukę lekarską. Naturalnie, konkurujący ze sobą kapłani przeciwstawiali ich sobie. Jolaos cierpiał na skutek popularności swoich rywali. Dlaczego zdobył on zaufanie Barkidów, którzy nie uznawali ani Eszmuna, ani Szadrapy? Bez wątpienia dlatego, że lekarz cudotwórca, jako giermek, wyspecjalizował się w tym, co nazwalibyśmy medycyną wojskową, i z tego tytułu był przeznaczony do opiekowania się zdrowiem rodziny wojskowych. A może i dlatego, że kult jego był nadal popularny w Ty-rze.
Militarny charakter religii Barkidów ukazuje się wyraźnie, gdy weźmiemy pod uwagę jjrzecią trójcę—w-zywaną przez Hannibala w jego przysiędze: Aresety Trytona i Posejdona., fJest bardzo trudno zidentyfikować boga punickiego określanego imieniem Ares. Bogów walczących nie brakuje na Wschodzie semickim i wielu z nich dorównywało greckiemu bogu wojny. Wśród nich znajduje się Reszep i Melkart, ale możemy ich pominąć, ponieważ byli już wymieniani. Pozostaje Hadad, którego R. Dussaud zidentyfikował z Baalem Walczącym z Ugarit, znanym również pod imieniem Baala-Safona. Otóż Baal-Safon jest jednym z głównych bogów Kartaginy. Jego kultu dotyczy bardzo ważny zbiór przepisów sakralnych z końca IV w. p.n.e., znany pod nazwą „Taryfy z Mar sylii". Stela z tofetu Salambo przedstawia baga-jeźdźca w hełmie, trzymającego znak lub sztandar; punickie statuetki z terakoty oraz odciśnięta w glinie postać tego samego boga-jeźdźca, wyglądającego na wojownika, mają w rękach siekierę z ostrzem zaokrąglonym, która służy jednocześnie za broń i berło wojowniczym bogom wschodnim: Reszepowi, Melkartowi i Hadadowi. Tymczasem Mars punicki, przedstawiony razem z Saturnem-Baalem-Hammonem na steli z Mididi, pochodzącej z drugiej połowy II w. p.n.e., nosi polos, tzn. cylindryczne przybranie głowy podobne do tego, które posiada Jowisz Dolichenus, późniejsze wcielenie Hadada. Hipoteza R. Dus-sauda, nie dowiedziona przekonywająco, pozostaje problematyczna.
Gdyby Mars punicki był identyczny z Hadadem, to chodziłoby o Hadada do głębi przeistoczonego. Teksty z Ugarit odnoszące się do Hadada przedstawiają go jako bóstwo kierujące siłami natury, zsyłające burze i deszcze. W przeciwieństwie do niego grecki Ares jest uosobieniem wojen między ludźmi; Mars italski uosabiał bohaterski ideał stanu rycerskiego. Tego rodzaju pojęcia są zupełnie obce semickiej myśli religijnej, która zawsze podporządkowuje wojownika kapłanowi. Otóż Mars punicki, który odżywa w Afryce rzymskiej, jest — według wyobrażeń z III i II wieku p.n.e. — bardzo bliski swoim imiennikom helleńskim i latyńskim i w podobnej do nich postaci, w zbroi i na koniu, pojawia się w świątyni opisanej przez Cartona w Salambo i na ołtarzu Kbor Klib koło Zamy. Jego profil w hełmie na monetach Hazdrubala daje się porównać z profilem ze steli tofetu. Na odwrocie monety znajduje się jeździec w skoku. Jest to zapożyczenie z wzorów rzymsko-kampańskich. Wprowadzenie tego rodzaju postaci do panteonu kartagińskiego daje się wytłumaczyć dwoma czynnikami: z jednej strony rozwojem warstwy wojowników w ścisłym tego słowa znaczeniu, z drugiej wpływem Greków italskich, a zwłaszcza wojowniczych sprzymierzeńców Rzymu. Wpływy te widzimy szczególnie wyraźnie w okresie od roku 550 p.n.e. do roku 396 p.n.e., co odpowiada epoce przewagi dynastii Magonidów. Pod wpływem tej rodziny królów--żołnierzy, którzy doszli do władzy i utrzymali się przy niej dzięki dziedzicznemu charyzmatowi, wytworzyła się warstwa rycerzy, będąca w opozycji do dawnej arystokracji, armatorów i kupców, jak też i do plebejskich robotników i marynarzy. Walcząc przeciwko Hellenom i korzystając, przynajmniej do końca w. V p.n.e., z usług najemników oskijskich zapożyczyła od jednych i drugich, mniej lub bardziej świadomie, pojęcia ideologii wojskowej, których nie znalazła w rodzimej tradycji.
Wpływ Magonidów na ukształtowanie się religii Barkidów jest potwierdzony przez skojarzenie Aresa z Posejdonem. Dynastie du-nickie w V w. p.n.e. rzeczywiście przypisywały bogu morza decydujący wpływ na los bitew. Na jego cześć i aby położyć kres zarazie dziesiątkującej armię po zajęciu Agrygentu, król Himilkon kazał w r. 406 p.n.e. wrzucić do morza mnóstwo głów bydlęcych, a także poświęcił młodego chłopca Baalowi-Hammonowi. Ten Neptun pu-nicki, który doznaje wielkiej czci w rzymskiej Afryce, jest przypuszczalnie Yamem — bogiem wód Ugaritu, którego przetrwanie jest potwierdzone, wobec braku napisów, przez imiona etymologicznie z nim związane. Stara epopeja odmalowuje go jako dzielnego wojownika toczącego srogie walki z Baalem.
Yam uzależniał od siebie, poza bogami rzek, których odnajdziemy później w liście Hannibalowej, monstrualnego węża morskiego, identycznego z imienia i z wyglądu z biblijnym Lewiatanem. Czyżby ten potwór nieco zhumanizowany ukazywał się tutaj pod imieniem Trytona? Czy też jest to jeden z licznych ludzi-ryb albo z jeźdźców morskich, których przekazuje nam tradycja literacka i artystyczna całej historii Fenicji? Płytka ceramiczna z Kerkuane, uprzejmie udzielona mi przez p. Fantara, przedstawia jednego z tych jeźdźców morskich, dzierżącego trójząb i przystrojonego w punicką czapkę kapłańską. Podobna płytka, znaleziona w Liksos, również pokazuje takiego jeźdźca bez nakrycia głowy, godzącego lancą czy też trójzębem. Obydwaj dosiadają koni morskich podobnych do tego, którego widzimy pod dziobem galery na odwrocie jednej z monet Hazdrubala. Prawdopodobnie chodzi o pomocnika Yama, którego miejsce stosunkowo uprzywilejowane w panteonie tłumaczy się skłonnością teologów fenickich do łączenia większego boga z jakimś sługą, wykonującym jego wolę. Przypomnijmy sobie poza tym, że Tryton, od którego pochodzą nazwy wielkich jezior rejonu Małej Syrty (słone jeziora Fedżedż i Dżerid), miał się opiekować regionem najważniejszym dla punickiej gospodarki.
Te trzy trójce stanowią, naszym zdaniem, właściwy panteon rodu Hannibala. Bogowie uosabiający siłę natury, którzy po nich następują, są zwykle wzywani w potrzebie wojennej. Do kwestii tej powrócimy zresztą jeszcze później. Potem następują odrębni od panteonu Barkidów bogowie Kartaginy, tzn. oficjalny panteon państwowy w tej samej randze co bogowie Macedonii i Grecji. Wreszcie bóstwa sprzymierzeńców i najemników, którzy tworzyli kosmopolityczną armię Hannibala.
Analiza, którą przeprowadziliśmy, umożliwia określenie skłonności religijnych Barkidów i wyprowadzenie pewnych wniosków z dziedziny historii czy socjologii. Przywiązanie do tradycji tyryj
skich potwierdza się przede wszystkim w przewadze Baala-Sza-mina i roli nadawanej Melkartowi. Rodzina chełpiła się zatem — jak to słusznie stwierdza Siliusz Italikus — swym pochodzeniem * z metropolii, co znamionuje arystokratów we wszystkich państwach kolonialnych.
Usunięcie Baala-Hammona jest jeszcze bardziej znamienne. Bar-kidzi wyróżniają się przez to z całości środowiska kierującego Kartaginą łącznie z dynastią Magonidów, z którą jednakże łączyły ich, jak zobaczymy, szczególne więzy. Niewiedza nasza o historii kultu Baala-Hammona, boga żaru i kadzielnicy, nie pozwala nam na postawienie jakiejś prawdopodobnej hipotezy co do przyczyn tego usunięcia. Natomiast przodkowie Hannibala zgodzili się z królami i z większością swych współziomków na zastąpienie Astarty przez Tanit. L. Maurin wykazał, że „Pani z Kartaginy" odpowiadała aspiracjom zapatrzonej na Wschód, patriotycznej arystokracji, przeciwstawiającej się hellenizującemu synkretyzmowi, inspirowanemu przez niejakiego Suniatona, który po upadku dynastii narzucił kult Ceres (r. 396 p.n.e.). Przynależność Barkidów do tego klanu objawia się nie tylko w ich wierności najstarszym bogom ojczystym, ale jeszcze w odrzuceniu bóstw przyjmowanych z innych religii, jak Cerery, a nawet kultów przenikniętych mistyką synkretyczną, jak kult Eszmuna i Szadrapy. Te dane, zestawione z tym, czegośmy się dowiedzieli o ich działalności, pozwalają przypuszczać, iż Bar-kidzi uniezależnili się od Magonidów i popadli u nich w niełaskę.
W IV wieku p.n.e. w historii zagranicznej polityki Kartaginy dominuje walka z Syrakuzami8 o hegemonię na Sycylii, a w polityce wewnętrznej trwa nieustanny konflikt między zwolennikami „tyranii" a oligarchią, która zapewniła sobie przewagę po upadku Magonidów w roku 396 p.n.e., ograniczając władzę królewską kontrolą Trybunału Stu Czterech. Polityka zewnętrzna i wewnętrzna są zresztą ściśle związane, ponieważ arystokracja pragnie pokoju sprzyjającego rozwojowi interesów, a jej członków coraz bardziej po"ciąga cywilizacja helleńska. Zwolennicy natomiast władzy jednoosobowej podtrzymywali u ludu fanatyzm religijny i patriotyczny. Mamy prawo przypuszczać, że przodkowie Barkidów należeli do tej drugiej grupy i początkowo popierali Hannona I Wielkiego, ażeby później przyłączyć się do nowej dynastii Bomilkara I. Jeśli się nie mylimy, to ten ostatni (ukrzyżowany w r. 307 p.n.e.) był dziadkiem króla Bomilkara II, który ożenił się z najstarszą córką Hamilkara Barkasa. Związek ten wygląda na wynik dawnych koneksji między dwoma rodami, jak to zwykle ma miejsce w małżeństwach arystokratycznych. W tej epoce znamy kilku wodzów imieniem Hamilkar, którzy odgrywają ważną rolę. Jeden z nich na przykład dowodził korpusem ekspedycyjnym na Sycylii, podczas wojny przeciwko Agatoklesowi. Uwięziony przez Syrakuzan umarł w mękach (309 r. p.n.e.). Jest możliwe, że to on właśnie, urodzony około 350 albo 340 r. p.n.e., był dziadkiem Hamilkara Barkasa, urodzonego około r. 280 p.n.e. Imię Hamilkar jest tak jednak rozpowszechnione, że ta hipoteza, mimo wszystko, jest bardzo niepewna.
W następnym pokoleniu wielkim wydarzeniem była wojna przeciwko Pyrrusowi, słynnemu królowi Epiru, któremu swego czasu omal nie udało się wypędzić Kartagińczyków z Sycylii przy pomocy tamtejszych Greków (278 do 276.r. p.n.e.). Hamilkar Barkas był wtedy dzieckiem, a więc ojciec jego, który według Korneliusza Ne-posa nazywał się Hannibal, powinien był brać czynny udział w walce. Niestety, imiona wodzów punickich, którzy się oparli Pyrrusowi, nie doszły do nas. Konflikt z Rzymem wybucha w r. 264 p.n.e. Wódz zwany Hannibalem, to jest ten, którego my nazywamy Hannibalem z Agrygentu, stoi na czele jednej z głównych armii punickich od r. 263 p.n.e., ale jesteśmy pewni, że jego osoba nie była związana żadnym pokrewieństwem z Barkidami. Należał do partii arystokratycznej, co mu oszczędziło skazania po klęsce, jaką mu zadał Duilius pod Mylae. Przeciwnie, wódz zwany przez nas Ha-milkarem z Paropos, który ukazuje się w r. 260 p.n.e. i który w r. 256 p.n.e. bronił Kartaginy przed Regulusem, ma tyle podobieństwa z Hamilkarem Barkasem, że niektórzy autorzy starożytni, między innymi Cyceron, często go z nim mylili. Pomyłki te są tym bardziej wybaczalne, iż ten sam Hamilkar z Paropos miał syna nazywanego Hannibalem, który był wybrany wodzem w czasie wojny najemników razem z Hamilkarem Barkasem. Ten wybór dowodzi, że ów Hannibal z Paropos cieszył się pełnym zaufaniem Barkasa, który polecił jego kandydaturę w wyborach zgromadzenia ludowego po obaleniu jego przeciwnika Hannona II Wielkiego. Występujące na przemian imiona Hamilkara i Hannibala w obu tych rodzinach pozwalają wierzyć w ich pokrewieństwo. Hipoteza ta nie miałaby większych podstaw, gdyby nie fakt, iż łączyła ich zgodność zapatrywań politycznych i interesów. Hamilkar z Paropos mógłby być na przykład wujem Hamilkara Barkasa.
Po zbadaniu wszelkich najdrobniejszych wskazówek, po dopełnieniu ich przez dedukcję i hipotezy, trzeba przyznać, że bilans naszych wiadomości dotyczących przodków Hannibala jest szczególnie zawodny. Jedna z najbardziej arystokratycznych rodzin Karta giny, która miała odgrywać przez kilka wieków dominującą rolę w dziejach swej ojczyzny, wyłania się nam z całkowitej ciemności dopiero wówczas, gdy jej członkowie stają się przywódcami w walce przeciwko Rzymowi. I ten mrok jeszcze nadal okrywa wszystkich tych, którzy nie są bezpośrednio aktorami dramatu, np. wszystkie kobiety, które jednak chyba nie były bladymi postaciami z haremu. I tutaj widzimy właśnie niedostatek naszych informacji
0 świecie punickim. Pisarze klasyczni, z wyjątkiem Arystotelesa
