Gotowi na zmianę. O mężczyznach, męskości i miłości - bell hooks - ebook

Gotowi na zmianę. O mężczyznach, męskości i miłości ebook

bell hooks

4,3

Opis

Kolejna po "Teorii feministycznej" książka ikony amerykańskiego feminizmu! 

Wszyscy chcą kochać i być kochani. Również mężczyźni. Jednak, aby nauczyć się kochać, mężczyźni muszą zrozumieć, że patriarchat krzywdzi nie tylko kobiety, ale również ich samych. Od małego uczeni są przecież dominacji, przemocy i braku kontaktu z uczuciami.

bell hooks wierzy, że nie musi tak być. W swojej szczerej i odważnej książce wskazuje mężczyznom drogę powrotu na ścieżkę miłości, współczucia i zrozumienia. Rozbraja jednocześnie typowe męskie lęki wiążące się z utratą władzy czy bliskością. Czy możliwe jest stworzenie kultury pojednania, w ramach której kobiety i mężczyźni mogliby znaleźć płaszczyznę porozumienia? I czy męskość może przestać być toksyczna?

To książka napisana po to, by pomóc mężczyznom odzyskać to, co w nich najlepsze.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 245

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,3 (68 ocen)
35
21
9
2
1
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Houston22

Nie oderwiesz się od lektury

Potrzebny głos feminizmu
10
Renatita_1972

Nie oderwiesz się od lektury

Super pozycja, by nazwać i uświadomić sobie pewne rzeczy o mężczyznach. Zaznaczanie tylko swojego ego, próba dominacji, mensplaining (moją racja wyłączną racją, "naprawdę jeszcze na to nie wpadłaś", karcący ton), niepozwalanie sobie na przeżywanie emocji i bólu, wciąż przekonanie "ja zarabiam, Ty ogarniasz dom"... To się dzieje i ta książka jest o tym. Mężczyźni mogą zaprzeczać temu, ponieważ jak dotąd wyrośli w innych standardach, które tkwią głęboko i nie mieli przestrzeni na zmianę - ani w sobie, ani wokół. Ale to kobiety jak na razie pozostają rozżalone i płaczące.... Nawet jeśli role kobiet i mężczyzn już zaczynają się trochę uzupełniać, to jeszcze trochę brak głębi, ale od czegoś należy zacząć.
00
kadzieciol

Nie oderwiesz się od lektury

Piszę to jako osoba, która interesuje się feminizmem i lekturami feministycznymi. Mimo, że było kilka momentów w którym miałam małe side eye, to wciąż uważam, że ta książka otworzyła mi bardziej głowę i zdecydowanie dawała do myślenia. Niestety podczas czytania miałam w głowie po prostu to, że osoby, które powinny przeczytać tą książkę raczej po nią nie sięgną ;)
00
bstrdbwn

Nie oderwiesz się od lektury

mustread
00
Skrana

Dobrze spędzony czas

Dobra, ale tłumaczenie przemocowców jednak trochę mi zgrzyta i w niektórych momentach śmierdzi victim blaimingiem
00

Popularność




„Na kształt alchemicznej przemiany ołowiu w szczere złoto, mężczyźni dostają szansę, by płonąć, by poczuć dotyk wewnętrznego ognia, by żyć życiem wartościowym, by gruntownie się zmienić” Książkę tę dedykuję pamięci mojego dziadka Gusa Oldhama – serca płonącego żywym ogniem, którego

W naszym gwałtownie zmieniającym się społeczeństwie tylko dwóch rzeczy możemy być pewni. Nie zmienią się nigdy gotowość do zmiany i lęk przed zmianą. To właśnie gotowość do zmiany sprawia, że sięgamy po pomoc. I to lęk przed zmianą sprawia, że odrzucamy tę właśnie pomoc, po którą sięgamy.

Harriet Lerner,

Przedmowa O mężczyznach

Kiedy ponad dziesięć lat temu po raz pierwszy ukazała się książka Phyllis Chesler zatytułowana About Men („O mężczyznach”), byłam podekscytowana. „Wreszcie”, pomyślałam, „badaczka feministyczna objaśni tę tajemnicę – mężczyzn”. Nie dzieliłam się wówczas z nikim moimi uczuciami wobec nich. Nie potrafiłam przyznać, że nie tylko ich nie rozumiem, lecz także się ich boję. Byłam pewna, że Chesler, z charakterystyczną dla siebie bezkompromisowością, nazwie ten lęk i objaśni go, ale przede wszystkim sprawi, że mężczyźni staną się dla mnie realni. Staną się ludźmi, z którymi mogę rozmawiać i pracować i których mogę kochać. Książka Chesler okazała się rozczarowująca. Naszpikowana cytatami z licznych źródeł i wyimkami z gazet na temat męskiej przemocy, zawierała strzępki informacji i nie było w niej niemal żadnych wyjaśnień czy interpretacji. Od tamtej pory nabrałam przekonania, że kobiety boją się otwarcie mówić o mężczyznach, obawiają się zgłębiać łączące je z nimi związki – to, czego świadkiniami stały się jako córki, siostry, babcie, matki, ciotki, kochanki i okazjonalne obiekty seksualne; obawiają się nawet przyjąć do wiadomości swoją ignorancję i przyznać, że tak niewiele wiedzą o mężczyznach. Nasza niewiedza wzmaga lęk i poczucie zagrożenia. Jeśli zaś znajomość mężczyzn ogranicza się do przemocy, której dopuszczają się oni wobec kobiet i dzieci, nasza wiedza jest fragmentaryczna i nieadekwatna.

Dzisiaj zdumiewa mnie, że orędowniczki polityki feministycznej mają tak niewiele do powiedzenia na temat mężczyzn i męskości. We wczesnych pracach dotyczących radykalnego feminizmu wyartykułowane zostały złość, gniew, a nawet nienawiść, w odpowiedzi na te uczucia nie podjęto jednak istotnej próby sformułowania propozycji rozwiązań i stworzenia wizji kultury pojednania, w ramach której kobiety i mężczyźni mogliby się spotkać i znaleźć płaszczyznę porozumienia. Walczący feminizm pozwolił kobietom wyrazić gniew i nienawiść do mężczyzn, nie umożliwił nam jednak rozmowy na temat tego, co w patriarchalnej kulturze oznacza kochać mężczyzn i wiedzieć, jak wyrazić tę miłość bez lęku przed wykorzystywaniem i opresją.

Nieżyjąca już Barbara Deming była jedną z tych niewielu bezkompromisowo szczerych badaczek feministycznych pragnących stworzyć przestrzeń, w której kobiety mogłyby otwarcie rozmawiać o swoich uczuciach wobec mężczyzn. Niepokoił ją fakt, że gniew na mężczyzn uniemożliwia kobietom wyrażenie jakiejkolwiek innej emocji poza poczuciem, że „mężczyźni są beznadziejni”. „Przeraża mnie, że coraz więcej kobiet czuje, iż dla mężczyzn jako płci nie ma nadziei”, pisała. Deming nie uważała, że mężczyźni są niezdolni do zmiany i rezygnacji z męskiej dominacji, ale twierdziła, że kobiety muszą szczerze mówić o tym, co o nich myślą:

Uważam, że jedyny sposób, by dotrzeć do celu, który nam przyświeca, to nigdy nie cofać się przed konfrontacją z prawdą o uczuciach, które w nas kipią – nawet jeśli chciałybyśmy, żeby nie były prawdziwe. Musimy zatem zgodnie z prawdą przyznać, że czasem pragnęłybyśmy, żeby naszych ojców, synów, braci i kochanków po prostu nie było. Ta prawda współistnieje jednak z inną prawdą: to pragnienie jest dla nas źródłem cierpienia.

Zbiorowa niezdolność do masowego nawrócenia mężczyzn na światopogląd feministyczny była dla dużej części kobiet aktywnych w ruchu feministycznym źródłem troski, ale wiele z nas uznało po prostu, że feminizm dał nam prawo do obojętności wobec mężczyzn i odwrócenia się od ich potrzeb.

W okresie największego wzmożenia współczesnego ruchu feministycznego wiele kobiet podkreślało, że zmęczyło się poświęcaniem energii mężczyznom i że chciałoby głównym tematem feministycznych dyskusji uczynić kobiety. Badaczki feministyczne, którym, tak jak mnie, zależało na włączeniu mężczyzn do rozmowy, dostawały zazwyczaj łatkę „zorientowanych na mężczyzn” i były ignorowane. Byłyśmy tymi, które „sypiają z wrogiem”. Nie można było nam ufać, bo troszczyłyśmy się o los mężczyzn. Jako feministki nie wierzyłyśmy w wyższość kobiet nad mężczyznami. Nie wierzyłyśmy w wyższość żadnej płci. Wraz z rozwojem ruchu feministycznego stało się jasne, że seksizmu, wyzysku i opresji ze względu na płeć nie uda się wyeliminować, dopóki mężczyźni poważnie nie zaangażują się w feministyczny ruch oporu, ale większość kobiet nadal nie wyrażała zainteresowania wysunięciem dyskusji o męskości na pierwszy plan.

Mimo uznania, że feminizm musi silniej skoncentrować się na mężczyznach, nie powstał nigdy zbiór napisanych przez kobiety tekstów na ich temat. Ten brak wzmaga we mnie poczucie, że kobiety nie mogą prowadzić szczerej rozmowy o mężczyznach – tak sprawnie zostałyśmy przez kulturę patriarchalną zsocjalizowane do milczenia w tej kwestii. Nie tylko nas uciszono, ale także wychowano do roli strażniczek głębokich i strasznych tajemnic – przede wszystkim tych, które niosą w sobie prawdę o codziennych strategiach męskiej dominacji i o sposobie, w jaki męska władza jest sprawowana i utrzymywana w naszym życiu osobistym. W rzeczywistości nawet charakterystyczna dla radykalnego feminizmu praktyka szufladkowania wszystkich mężczyzn jako sprawców przemocy, a wszystkich kobiet jako ich ofiar, odwracała jedynie uwagę od prawdy o mężczyznach i naszej o nich niewiedzy. Jeśli kategoryzowałyśmy ich jako oprawców i lekceważyłyśmy, nie byłyśmy w stanie wyartykułować tego, czego nie rozumiemy, i nie mogłyśmy prowadzić pogłębionej dyskusji o męskości. Nie musiałyśmy mówić o lęku przed mężczyznami, który zniekształcał naszą perspektywę i uniemożliwiał zrozumienie. Nienawiść do mężczyzn była kolejnym sposobem na to, żeby nie traktować ani ich, ani męskości poważnie. Feministkom łatwiej było dyskutować o kwestionowaniu i zniesieniu patriarchatu niż o mężczyznach – o tym, co wiemy, a czego nie, a także o tym, jakich zmian od nich oczekujemy. Łatwiej wyrazić pragnienie, żeby mężczyźni zniknęli, żeby umarli, żeby po prostu ich nie było.

Pisząc o śmierci swojego ojca, Barbara Deming dobitnie wyraża to pragnienie:

Minęło już wiele lat. To był weekend na wsi, ojciec pracował przed domem z kilofem i łopatą, budował nową działkę. Dostał ataku serca i upadł prosto w rozkopaną ziemię. Wezwaliśmy pogotowie, próbowali go ratować, ale na próżno. Półleżałam na ziemi obok ojca, obejmując jego ciało ramionami. Wtedy uzmysłowiłam sobie, że po raz pierwszy w życiu czuję się zdolna do tego, żeby objąć ciało mojego ojca. Mocno przytulałam się do tego ciała – z całą swoją miłością – i całym żalem. Mój żal wiązał się po części z tym, że ojciec, którego kochałam, umierał. Jednocześnie wiedziałam już wtedy, że jego śmierć sprawi, iż poczuję się bardziej wolna. Opłakiwałam fakt, że tak musi być. Trudno mi mówić o tym żalu. O tym, że to właśnie wtedy, kiedy leżał martwy, ten jeden jedyny raz poczułam, że mogę go dotknąć, nie lękając się jego zagrażającej mi siły – ta myśl jest dla mnie nie do zniesienia. Myślę, że każda kobieta doświadczyła podobnego żalu. Mówić o tym, że czasem życzymy mężczyznom śmierci, to uproszczenie – o ile nie mówimy również o tym, co prawdopodobnie trudniej przyznać (kiedy próbujemy odnaleźć swoją siłę i stać się niezależnymi kobietami): że to życzenie jest dla nas nie do zniesienia. Jesteśmy rozdarte.

Jako młoda, dwudziestokilkuletnia kobieta, która nie znalazła jeszcze własnej siły, często życzyłam sobie, żeby obecni w moim życiu mężczyźni umarli. Życzenie śmierci mojego ojca pojawiło się jeszcze w dzieciństwie. To była moja odpowiedź na jego gniew i przemoc. Marzyłam o tym, że odchodzi, umiera i znika.

Śmierć była sposobem ucieczki od lęku, który budziła zapowiedź: „Poczekaj, aż ojciec wróci do domu”. Tak dojmująca była groźba kary i realna jego władza nad nami. Leżąc w dziecięcym łóżku, wyczekując, aż usłyszę gniew w jego głosie, napastliwy dźwięk jego rozkazów, myślałam: „Gdyby tylko on umarł, my mogłybyśmy żyć”. Później, gdy byłam już dorosłą kobietą i czekałam, aż do domu wróci bliski mi mężczyzna, który zazwyczaj był troskliwym partnerem, ale miewał gwałtowne napady złości, zwykłam myśleć: „Może zdarzy mu się wypadek i umrze, a wtedy będę wolna, będę mogła żyć”. Kobiety i dzieci na całym świecie pragną, żeby mężczyźni umarli, bo wtedy one będą mogły żyć. Oto najbardziej bolesna prawda o męskiej dominacji: to, jak mężczyźni sprawują na co dzień patriarchalną władzę, bezpośrednio zagraża życiu, a kobiety i dzieci kulą się ze strachu, w poczuciu bezsilności, wierząc, że jedyny sposób na przerwanie cierpienia, jedyna ich nadzieja leży w tym, że mężczyźni umrą, a patriarchalny ojciec nie wróci do domu. Kobiety, a także dziewczynki i chłopcy, zdominowani przez mężczyzn, pragną ich śmierci, ponieważ sądzą, że mężczyźni nie chcą się zmienić. Sądzą, że ci, którzy nie dominują, nie potrafią ich ochronić. Sądzą, że dla mężczyzn nie ma nadziei.

Po tym, jak opuściłam dom rodzinny i wyjechałam do koledżu, ilekroć dzwoniłam do domu, rozłączałam się, jeśli słuchawkę podnosił mój ojciec. Nie miałam mu nic do powiedzenia. Nie miałam żadnych słów do zakomunikowania tacie, który nie słuchał, któremu nie zależało i który nigdy nie przemawiał językiem czułości i miłości. Nie potrzebowałam patriarchalnego taty. Feminizm nauczył mnie, że mogę o nim zapomnieć i odwrócić się od niego. Odwracając się od taty, odwróciłam się też od jakiejś części siebie. Fikcją fałszywego feminizmu jest przekonanie, że my, kobiety, możemy odnaleźć siłę w świecie bez mężczyzn, w świecie, w którym zaprzeczamy, że coś nas z nimi łączy. Staniemy się naprawdę silne tylko wtedy, gdy zaczniemy szczerze mówić o tym, że potrzebujemy mężczyzn w naszym życiu, że mężczyźni są w nim obecni – czy tego chcemy, czy nie – że potrzebujemy ich, żeby walczyć z patriarchatem, i potrzebujemy, by się zmienili.

Światopogląd feministyczny nauczył mnie przekraczać wytyczone przez patriarchat granice, a jednocześnie był sposobem osiągania wewnętrznej kompletności, procesem samouzdrawiania, który zawiódł mnie z powrotem do taty. Moje pojednanie z ojcem rozpoczęło się, kiedy zrozumiałam, że chcę i potrzebuję jego miłości, a jeśli nie mogę jej dostać, muszę chociaż uleczyć ranę, którą jego przemoc pozostawiła w moim sercu. Musiałam z nim porozmawiać, opowiedzieć mu swoją prawdę, przytulić go i dać mu odczuć, że jest dla mnie ważny. Dzisiaj, kiedy dzwonię do domu, cieszę się, słysząc głos ojca, jego znajomy, połamany w charakterystycznych miejscach, południowy akcent. Chciałabym bez końca słuchać jego głosu. Nie chcę, żeby umarł – ten tata, którego mogę trzymać w ramionach, który otrzymuje ode mnie miłość i który mi ją ofiaruje. Rozumiejąc go, lepiej rozumiem samą siebie. Żeby odzyskać swoją siłę jako kobieta, muszę odzyskać jego. Należymy do siebie.

Gotowi na zmianę. O mężczyznach, męskości i miłości opowiada o naszej potrzebie życia w świecie, w którym kobiety i mężczyźni należą do siebie. Badając powody, dla których patriarchat nadal sprawuje władzę nad mężczyznami i ich życiem, apeluję o odzyskanie feminizmu dla mężczyzn i wskazuję, dlaczego myśl i praktyka feministyczna stanowi jedyny sposób, w jaki możemy skutecznie odpowiedzieć na współczesny kryzys męskości. Powtarzam wiele wniosków, tak aby każdy rozdział z osobna obejmował najważniejsze idee, które składają się na całość. Mężczyźni nie mogą się zmienić, jeśli nie istnieje dla nich strategia zmiany. Nie mogą kochać, jeśli nie nauczy się ich sztuki kochania.

Nie jest prawdą, że mężczyźni nie chcą się zmienić. Prawdą jest natomiast, że wielu z nich obawia się zmiany. Prawdą jest też, że przytłaczająca liczba mężczyzn nie zaczęła jeszcze nawet zastanawiać się nad tym, w jaki sposób patriarchat uniemożliwia im samopoznanie, kontakt z własnymi uczuciami czy zdolność do miłości. Żeby poznać miłość, mężczyźni muszą zdobyć się na rezygnację z gotowości do dominacji. Muszą być zdolni do wyboru życia zamiast śmierci. Muszą stać się gotowi na zmianę.

1. Poszukiwany: mężczyzna, który kocha

Każda kobieta chce być kochana przez jakiegoś mężczyznę. Każda kobieta chce kochać i być kochana przez bliskich jej mężczyzn. Hetero- czy homoseksualna, biseksualna czy nieaktywna seksualnie – chce doświadczać miłości ojca, dziadka, wujka, brata lub przyjaciela. Jeśli jest heteroseksualna, chce miłości od swojego partnera. Żyjemy w kulturze, w której emocjonalnie wygłodniałe i niezaspokojone kobiety desperacko poszukują męskiej miłości. Nasz zbiorowy głód jest tak silny, że rozrywa nas od środka. A jednak nie mamy odwagi o tym mówić w obawie, że narazimy się na śmieszność, litość i wstyd. Żeby opowiedzieć o głodzie męskiej miłości, musiałybyśmy nazwać ogrom naszego braku i naszej straty. Bezkompromisowa krytyka mężczyzn, tak silna, kiedy ponad trzydzieści lat temu narodził się współczesny feminizm, stanowiła częściowo próbę ukrycia wstydu, który przeżywały kobiety – nie dlatego, że mężczyźni nie chcieli podzielić się z nimi władzą, ale dlatego, że nie potrafiły ich uwieść, przypochlebić się im, skusić ich do podzielenia się emocjami: namówić ich do tego, żeby je kochali.

Kiedy feministki, które nienawidziły mężczyzn (i które znajdowały się w zdecydowanej mniejszości), twierdziły, że chcą posiadanej przez nich władzy, pośrednio deklarowały również, że pragną nagrody za brak kontaktu z własnymi uczuciami, za niezdolność do miłości. Kiedy w kulturze patriarchalnej pojawiło się feministyczne żądanie większej równości w środowisku pracy i relacjach seksualnych, mężczyźni odpowiedzieli na nie, robiąc kobietom miejsce i dzieląc się obszarami władzy. Obszar, w którym większość mężczyzn odmówiła zmiany – ponieważ wierzyła, że jest do niej niezdolna – stanowiło natomiast życie emocjonalne. Nawet w zamian za miłość i szacunek wyzwolonych kobiet mężczyźni nie byli skłonni usiąść przy wspólnym stole jako równorzędni partnerzy i podzielić się miłością.

Nikt nie czuje większego głodu męskiej miłości niż dziewczynka czy chłopiec, którzy potrzebują i poszukują miłości swojego taty. Może on być nieobecny, martwy, obecny ciałem, a mimo to emocjonalnie odległy, ale dziewczynka i chłopiec odczuwają głód uwagi, uznania, szacunku, opieki. Billboardy w całym kraju głoszą: „Każdej nocy miliony dzieci zasypiają głodne. Głodne uwagi swojego taty”. Kultura patriarchalna nauczyła już chłopców i dziewczynki, że miłość taty jest bardziej wartościowa od miłości matki, macierzyńska czułość nie jest zatem w stanie zrekompensować braku ojcowskiej miłości. Nic więc dziwnego, że chłopcy i dziewczynki dorastają w złości, rozgniewani na mężczyzn, którzy odmówili im miłości niezbędnej do tego, żeby czuli się kompletni, wartościowi i akceptowani. Heteroseksualne dziewczynki i homoseksualni chłopcy mogą wyrosnąć, i często wyrastają, na kobiety i mężczyzn tworzących z więzi romantycznych przestrzeń, w której usiłują odnaleźć męską miłość i jej doświadczyć. Ten wysiłek rzadko kiedy kończy się sukcesem. Zazwyczaj gniew, żal i nieuniknione rozczarowanie sprawiają, że kobiety i mężczyźni pozbywają się tej części samych siebie, która zawierała nadzieję na uzdrawiający dotyk męskiej miłości. Uczą się zadowalać jakąkolwiek formą pozytywnej uwagi, którą mężczyźni zdolni są ich obdarzyć. Uczą się ją przeceniać. Uczą się udawać, że to miłość. Uczą się, jak nie mówić prawdy o mężczyznach i miłości. Uczą się żyć w kłamstwie.

Jako dziecko przeżywałam głód miłości taty. Chciałam, żeby mnie dostrzegł, poświęcił mi uwagę i czułość. Kiedy nie mogłam zdobyć jego uwagi dzięki byciu dobrą i posłuszną, gotowa byłam zaryzykować karę i zachowywać się na tyle źle, żeby zdobyć jego spojrzenie, utrzymać je i doświadczyć jego ciężkiej ręki. Pragnęłam, żeby jego ręce trzymały mnie, chroniły i broniły, dotykały z czułością i troską, ale godziłam się z tym, że nigdy tak nie będzie. Już jako pięciolatka wiedziałam, że te ręce poświęcą mi uwagę jedynie podczas zadawania mi bólu, jeśli zatem zdołam go zaakceptować i znieść, będę mogła zostać córeczką tatusia. Mogłam sprawić, żeby był ze mnie dumny. Nie jestem w tym doświadczeniu osamotniona. Wiele z nas czuje, że możemy zasłużyć na męską miłość, jedynie jeśli udowodnimy, że gotowe jesteśmy znosić ból, i potwierdzimy swoim życiem, że właśnie ta męskość – uznawana za prawdziwą, ponieważ odmawia, wzbrania i odbiera – jest tą, której pragniemy. Uczymy się tym bardziej kochać mężczyzn, im bardziej oni nie kochają nas. Gdyby ośmielili się nas kochać, przestaliby w kulturze patriarchalnej być „prawdziwymi mężczyznami”.

Jan Waldron opisuje podobne pragnienie w poruszającym dzienniku In the Country of Men („W kraju mężczyzn”). Wyznaje: „Takiego ojca, jakiego pragnęłam do bólu, nie znałam nigdy – przed oczami migotały mi jedynie fragmenty jego obrazu, które przyozdabiałam fantazjami”. Porównując kochających ojców, których pragniemy, z tymi, których mamy, Waldron tak wyraża ten głód:

Tata. To przysięga złożona na przekór wszystkiemu, wbrew nieskończonym dowodom na to, że to niemożliwe. Tata. Słowo, które nie ma w sobie tej pragmatycznej mocy, jaką niesie ze sobą pojęcie mamy czy mamusi. Nadal wypowiadamy je jak refren piosenki. To przyrzeczenie, które rodzi się w sercu i walczy o życie, na przekór rzezi, której raz po raz dokonuje na nim tak dobitnie przecząca mu historia, wbrew nieznośnie niepełnemu zakończeniu. Miłość matczyna jest nieskończona i oczywista: narzekamy, że mamy jej zbyt wiele. Miłość ojcowska to niezwykły, szlachetny kamień, którego się poszukuje, który się poleruje i którego się strzeże. Jego wartość jest tak wysoka, bo jest niewiarygodnie rzadki.

W naszej kulturze bardzo niewiele mówi się o pragnieniu miłości ojcowskiej.

Feminizm reformistyczny nie wyposażył nas w pogłębioną wiedzę o naturze mężczyzn i miłości, koncentracja na kwestii męskiej władzy pogłębiła natomiast przekonanie, że mężczyźni są silni i niczego im nie brakuje. Teoria feministyczna nie powiedziała nam nic na temat głębokiego, wewnętrznego nieszczęścia, które przeżywają mężczyźni. Nie powiedziała nam o potwornym terrorze, który dręczy duszę tego, kto nie potrafi kochać. Kobiety zazdrosne o to, że mężczyźni nie mają serca, nie powiedziały nam o głębi męskiego cierpienia. Musiało minąć ponad trzydzieści lat, żeby wysłuchano głosu feministycznych wizjonerek, które powiedziały światu prawdę o mężczyznach i miłości. Barbara Deming odsłoniła przed nami nieco tej prawdy: „Sądzę, że mężczyźni są tak agresywni, bo w głębi duszy wiedzą, że ich działania opierają się na kłamstwie, czują więc wściekłość, że zostali schwytani w jego pułapkę. Nie wiedzą jednak, jak się z niej wydostać. Są wściekli, bo działają, opierając się na kłamstwie – oznacza to, że na jakimś głębokim poziomie pragną się z niego oswobodzić, tęsknią za prawdą”.

Nie wypowiadamy prawdy o tym, że mężczyźni pragną miłości. Badaczki feministyczne muszą odważyć się to pragnienie zbadać, zgłębić je i o nim rozmawiać. Feministyczni wizjonerki i wizjonerzy, te jednostki, wśród których są nie tylko kobiety, nie boją się już otwarcie koncentrować na mężczyznach, męskości i miłości. Do kobiet dołączyli dziś mężczyźni o otwartych umysłach i wielkich sercach, którzy kochają i wiedzą, jak trudno mężczyznom w kulturze patriarchalnej praktykować sztukę miłości.

Książki o miłości zaczęłam pisać między innymi dlatego, że nieustannie kłóciłam się ze swoim byłym partnerem Anthonym. Nasz związek stanowił (i podczas pisania tej książki nadal stanowi) dla nas obojga główną relację. Związaliśmy się ze sobą w nadziei na miłość, a znaleźliśmy się w stanie konfliktu. Zdecydowaliśmy się rozstać, ale nawet to nie zakończyło sporu. Kwestie, o które ze sobą walczyliśmy, dotyczyły głównie sposobu praktykowania miłości. Podobnie jak wielu mężczyzn świadomych, że bliskie im kobiety chcą usłyszeć od nich deklarację miłości, Anthony tę deklarację złożył. Zapytany, jak łączy wyznanie: „Kocham cię” z jego definicją i praktyką, zorientował się, że nie znajduje właściwych słów, że kiedy ma mówić o emocjach, odczuwa głęboki dyskomfort.

Jak wielu mężczyzn, Anthony nie był szczęśliwy w większości relacji, na które się zdecydował. Brak szczęścia, którego mężczyźni doświadczają w związkach, i żal, jaki czują po porażce poniesionej w miłości, często przechodzą w naszym społeczeństwie niezauważone właśnie dlatego, że kultura patriarchalna tak naprawdę nie dba o to, że mężczyźni są nieszczęśliwi. Kiedy kobiety doświadczają bólu emocjonalnego, seksistowska logika, zgodnie z którą emocje mogą i powinny być dla kobiet ważne, pozwala większości z nas oddać sercu głos, porozmawiać z bliską przyjaciółką, terapeutką lub nieznajomym siedzącym obok w samolocie czy autobusie. Patriarchalny obyczaj uczy mężczyzn emocjonalnego stoicyzmu, który zakłada, że są bardziej męscy, kiedy nie czują, jeśli jednak zdarzy im się coś poczuć i jest to bolesne, po męsku będzie zepchnąć uczucia w niebyt, zapomnieć o nich i liczyć na to, że znikną. W książce Why Men Won’t Commit („Dlaczego mężczyźni nie chcą się zaangażować”) George Weinberg tłumaczy: „Większość mężczyzn poszukuje gotowej kobiety idealnej, wierząc, że problemów w związku nie da się rozwiązać. Jeśli pojawi się choćby najdrobniejszy problem, ucieczka wydaje się prostsza niż rozmowa”. Męskość jest formą pozorowania, że mężczyźni nie czują bólu.

Dalsza część dostępna w wersji pełnej

Spis treści:

Okładka
Karta tytułowa
Przedmowa. O mężczyznach
1. Poszukiwany: mężczyzna, który kocha
2. Zrozumieć patriarchat
3. Być chłopcem
4. Powstrzymać męską przemoc
5. Mężczyzna, istota seksualna
6. Praca: co ma do tego miłość?
7. Feministyczna męskość
8. Kultura popularna: męskość w mediach
9. Uzdrawiając męskiego ducha

bell hooks, Gotowi na zmianę. O mężczyznach, męskości i miłości

Tytuł oryginału: The Will to Change. Men, Masculinity, and Love

Warszawa 2022

Copyright © 2004 by Gloria Watkins

Copyright © for this edition by Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2022

First Atria Books hardcover edition January 2004

Atria Books is a trademark of Simon & Schuster, Inc.

All rights reserved

Wydanie pierwsze

ISBN 978-83-67075-43-5

Przekład: Magdalena Kunz

Redakcja: Joanna Bednarek

Korekta: Aleksandra Czyż

Redaktor prowadzący: Jaś Kapela

Projekt okładki: Katarzyna Błahuta

Wydawnictwo Krytyki Politycznej

ul. Jasna 10, lok. 3

00-013 Warszawa

[email protected]

www.krytykapolityczna.pl

Książki Wydawnictwa Krytyki Politycznej dostępne są w redakcji Krytyki Politycznej (ul. Jasna 10, lok. 3, Warszawa), Świetlicy KP w Trójmieście (Nowe Ogrody 35, Gdańsk), Świetlicy KP w Cieszynie (al. Jana Łyska 3) oraz księgarni internetowej KP (wydawnictwo.krytykapolityczna.pl), a także w dobrych księgarniach na terenie całej Polski.

Na zlecenie Woblink

woblink.com

plik przygotowała Katarzyna Rek