Gamerka. Zimowa gra - Katarzyna Wycisk - ebook

Gamerka. Zimowa gra ebook

Wycisk Katarzyna

4,4

12 osób interesuje się tą książką

Opis

Wkraczasz do świata wyobraźni. Bez znajomości książki „GAMERKA. To tylko gra” zgubisz się w nim bezpowrotnie.

Chcesz zrozumieć to opowiadanie? Zacznij od historii WhiteRabbita i MadHattera, a później wróć tutaj i pozwól się rozpalić.

Obiecuję, że będzie hot & spicy!

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 72

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,4 (95 ocen)
57
25
5
6
2
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
monika910302

Nie oderwiesz się od lektury

Romantycznie i sensualnie
20
karo_lina96

Nie oderwiesz się od lektury

Świetne opowiadanie. 🔥🔥 Chce już kolejną część Gamerki 😁😁
MagiDi

Nie oderwiesz się od lektury

Super
10
quass

Nie oderwiesz się od lektury

Kolejna wspaniała historia od K. Wycisk. Krótka książeczka, w której wracamy do bohaterów "Gamerki". Początkowo musiałam sobie przyswoić, w którym momencie powieści toczy się akcja tego opowiadania, ale bardzo szybko można się w tym zorientować. Świetne rozgrzewające opowiadanie na te zimowe wieczory.
10
Aniuffa

Nie oderwiesz się od lektury

Świetne opowiadanie takie gorące 🔥🔥🔥ale wciąż z wyczuciem smaku.Czytajac historie napisane przez autorkę czujemy emocje bohaterów zupełnie tak jakbyśmy nimi byli 🤗Polecam całym ❤
10

Popularność




Gamerka

Copyright © 2023 by Katarzyna Wycisk

Redakcja:

Katarzyna Mirończuk

Korekta:

Joanna Błakita

Korekta po składzie:

Alicja Szalska-Radomska

Skład i korekta techniczna:

Mateusz Cichosz | @magik.od.skladu.ksiazek

Projekt okładki, oprawa graficzna:

Justyna Knapik | fb.com/justyna.es.grafik

ISBN: 978-83-967952-3-6

Wydanie I

Kontakt: [email protected]

FB: www.facebook.com/KatarzynaWyciskAutor

www.katarzynawycisk.com

Wkra­czasz do świata wy­obraźni. Bez zna­jo­mo­ści książki „GA­MERKA. To tylko gra” zgu­bisz się w nim bez­pow­rot­nie.

Chcesz zro­zu­mieć to opo­wia­da­nie? Za­cznij od hi­sto­rii Whi­te­Rab­bita i Ma­dHat­tera, a póź­niej wróć tu­taj i po­zwól się roz­pa­lić.

Obie­cuję, że bę­dzie hot & spicy!

Dla fa­nów Wik­to­rii i Ki­liana – dzię­kuję, że po­ko­cha­li­ście tę sza­loną dwójkę tak samo jak ja!

Roz­dział 1

Wik­to­ria

Je­stem w świet­nym hu­mo­rze, a roz­wa­la­nie prze­ciw­ni­ków na wir­tu­al­nej mu­ra­wie do­dat­kowo pod­syca ra­dość. Strze­lam dziś wię­cej bra­mek niż przez ostat­nie kilka ty­go­dni. Szcze­rzę się sze­roko, gdy ła­duję pią­tego gola, co skut­kuje na­tych­mia­stową ka­pi­tu­la­cją ry­wala. C’est la vie, mię­czaku!

Czuję, jak po skroni spływa mi strużka potu. Tata zde­cy­do­wa­nie prze­giął dziś z ogrze­wa­niem. Oba­wiam się, że jesz­cze chwila, a roz­płynę się jak top­nie­jący wosk. Nie po­maga na­wet wia­trak, który usta­wi­łam na naj­wyż­sze ob­roty. Sze­roka bluza z kap­tu­rem i ma­ska są nie­od­łączną czę­ścią Whi­te­Rab­bita. Nie mogę z nich zre­zy­gno­wać, a przy­naj­mniej nie na tym eta­pie. To, że od pasa w dół je­stem prak­tycz­nie goła, odro­binę ła­go­dzi za­le­wa­jące mnie go­rąco, ale nie­wy­star­cza­jąco, bym mo­gła spę­dzić w tym stroju choćby kilka mi­nut dłu­żej.

Od­pusz­czam więc ko­lejne me­cze FIFA, wy­łą­czam kon­solę i sprzęt do na­gry­wa­nia, od­kła­dam pad na biurko, po czym z gło­śnym wes­tchnie­niem ścią­gam z sie­bie wszystko oprócz bie­li­zny i roz­ko­szuję się owie­wa­ją­cym moje ciało po­dmu­chem.

Opie­ram się wy­god­nie na ob­ro­to­wym krze­śle i daję so­bie chwilę na od­po­czy­nek. Od ju­tra czeka mnie sporo pracy. Święta zbli­żają się wiel­kimi kro­kami, a co za tym idzie, moja ro­dzi­cielka za­mie­niła się w pa­nią Mi­ko­ła­jową i już od kilku ty­go­dni opo­wiada o tym, co trzeba przy­go­to­wać, ja­kie ozdoby ko­niecz­nie musi do­ku­pić, kto bę­dzie szo­ro­wał ła­zienki, a komu tra­fią się okna…

Od­głos nad­jeż­dża­ją­cego sa­mo­chodu wy­rywa mnie z roz­my­ślań. O wilku mowa, prze­cho­dzi mi przez głowę. Wstaję, na­stęp­nie roz­cią­gam spięte mię­śnie i zer­kam na smar­twatch. Klnę w my­ślach, zda­jąc so­bie sprawę, że gra­łam po­nad cztery go­dziny, kom­plet­nie za­po­mi­na­jąc o bo­żym świe­cie i o tym, że w kuchni czeka na mnie cała sterta brud­nych na­czyń, które obie­ca­łam umyć. Mama bę­dzie wnie­bo­wzięta.

Za­pla­tam zmierz­wione włosy w war­kocz i spi­nam je gumką, którą zwy­kłam no­sić na nad­garstku. Po­spiesz­nie wy­ko­puję z szafy cienki T-shirt i krót­kie, ba­weł­niane spodenki. Ubie­ram się w bły­ska­wicz­nym tem­pie, po czym ru­szam do kuchni, bła­ga­jąc w du­chu, by mama była dziś w rów­nie do­brym hu­mo­rze jak ja.

Od­kąd wy­pro­wa­dzi­łam się od Ma­te­usza i z po­wro­tem za­miesz­ka­łam u ro­dzi­ców, sta­ram się nie spra­wiać im pro­ble­mów, jed­nak nie za­wsze mi to wy­cho­dzi. Kiedy gram, tracę po­czu­cie czasu. Wkra­cza­jąc w świat wir­tu­al­nej piłki, staję się Whi­te­Rab­bi­tem, a jego nie in­te­re­suje po­wsze­dni kram Ostrow­skich. Kró­lik pra­gnie wy­łącz­nie jed­nego – wy­gra­nej. Każdy mecz, pod­czas któ­rego się w niego wcie­lam, jest jak ko­lejna dawka nie­zwy­kle sil­nego nar­ko­tyku. Uza­leż­niam się nie tylko od me­cha­nicz­nych ru­chów, któ­rymi ste­ruję bie­ga­ją­cymi po bo­isku za­wod­ni­kami. Dużo bar­dziej cho­dzi o kop ad­re­na­liny i krą­żące w mo­jej krwi hor­mony szczę­ścia. To nie­po­rów­ny­walne uczu­cie, dzięki któ­remu mam wra­że­nie, że się wzbi­jam. I tylko jedno jest w sta­nie prze­bić ten ko­smos – Ki­lian „Ma­dHat­ter” Kor­man.

– Wi­kuś, prze­cież mó­wi­łam, że­byś po­zmy­wała. – Wy­raź­nie nie­za­do­wo­lony głos mamy przy­wraca mnie do rze­czy­wi­sto­ści.

Pod­bie­gam do niej i bez py­ta­nia od­bie­ram wy­peł­nione po brzegi torby z za­ku­pami, pre­zen­tuję naj­słod­szy uśmiech, na jaki mnie stać, daję ko­bie­cie bu­ziaka w po­li­czek, po czym za­bie­ram się do wy­pa­ko­wy­wa­nia to­waru.

– Znów gra­łaś – stwier­dza oskar­ży­ciel­sko, lu­stru­jąc mnie spod lekko przy­mru­żo­nych po­wiek.

Jak zwy­kle wy­gląda nie­na­gan­nie. Ide­alna fry­zura, de­li­katny, pod­kre­śla­jący jej urodę ma­ki­jaż, biała ko­szula z ha­fto­wa­nymi mo­ty­wami świą­tecz­nymi, czarne spodnie i długi, czer­wony płaszcz, który wła­śnie zdej­muje i prze­wie­sza przez opar­cie jed­nego z krze­seł w kuchni.

– To dla mnie ważne – przy­po­mi­nam jej, ro­biąc prze­pra­sza­jącą minę. – Spo­koj­nie, wszyst­kim się zajmę. Idź i so­bie od­pocz­nij, a ja ogarnę ten saj­gon.

– Py­ta­łaś Ki­liana, czy przy­je­dzie? – Mama otwiera lo­dówkę i po­maga mi w od­kła­da­niu pro­duk­tów.

– Spę­dzi święta u cioci – od­po­wia­dam wy­mi­ja­jąco, po­nie­waż na­dal nie­wiele wiem o sy­tu­acji ro­dzin­nej Hat­tera.

Wie­rzę, że kie­dyś bę­dziemy w sta­nie roz­ma­wiać ze sobą cał­ko­wi­cie szcze­rze. Moje i jego ta­jem­nice są jedną z prze­szkód, które mu­simy po­ko­nać, by móc stwo­rzyć coś war­to­ścio­wego i sta­bil­nego. Jak na ra­zie po­ru­szamy się po nie­pew­nym grun­cie, ba­da­jąc, na ile mo­żemy so­bie po­zwo­lić. Je­stem prze­ko­nana, że je­śli wresz­cie skru­szymy chro­niące nas mury, po­ka­zu­jąc całą prawdę, nie bę­dzie już od­wrotu. Boję się, ale rów­no­cze­śnie tylko cze­kam na od­po­wiedni mo­ment, by zro­bić ten krok. My­ślę, że Ki­lian ma po­dob­nie. Co­kol­wiek go trapi, z pew­no­ścią nie jest to drob­nostka.

– Opo­wiesz mi kie­dyś, o co po­szło z Ma­tim? – Mama zmie­nia na­gle te­mat, za­myka drzwi lo­dówki, i kon­cen­truje całą uwagę na mnie.

Wzru­szam ra­mio­nami, bo na­prawdę nie chcę o tym roz­ma­wiać. Ku­zyn ma do­bry kon­takt z mo­imi ro­dzi­cami, czę­sto służy im po­mocą i wspiera ich, gdy zaj­dzie taka po­trzeba.

– To sprawa mię­dzy nami – oświad­czam, si­ląc się na uśmiech. – Wszystko jest do­brze – za­pew­niam ją, roz­po­zna­jąc w ja­snych oczach błysk nie­do­wie­rza­nia.

– Wiesz, że mo­żesz ze mną po­roz­ma­wiać na­wet o naj­trud­niej­szych spra­wach. Tak samo z tatą. Po to je­ste­śmy, có­ruś. Je­śli mo­żemy coś zdzia­łać…

– Dzięki, mamo – wcho­dzę jej w zda­nie i obej­muję, mocno przy­tu­la­jąc. – Je­ste­ście naj­lepsi, ale u mnie na­prawdę jest okej. Nie mu­sisz się mar­twić. A te­raz idź na górę, po­zbądź się tych sztyw­nych ciu­chów, wskocz w pi­żamę i ode­tchnij. Gdy się rano obu­dzisz, nie po­znasz wła­snego domu.

– Tego się oba­wiam. – Chi­cho­cze ci­cho, a kiedy ją pusz­czam, od­dala się i po­syła mi cie­pły uśmiech.

Wy­koń­czona leżę w łóżku, pla­nu­jąc kilka no­wych wpi­sów na kon­tach Whi­te­Rab­bita. Póź­niej wcho­dzę na In­sta­gram Ka­pe­lusz­nika. Na wi­dok jego dzi­siej­szej re­la­cji ką­ciki ust wę­drują mi w górę. Ki­lian od­dziela ży­cie pry­watne od za­wo­do­wego grubą kre­ską. Me­dia wie­dzą o Kor­ma­nie tyle co nic, na­to­miast o Hat­te­rze mo­głyby opo­wia­dać ca­łymi go­dzi­nami. Jego fani w więk­szo­ści sza­nują po­sta­wioną przez męż­czy­znę gra­nicę, choć oczy­wi­ście zda­rzają się wścib­skie wy­jątki.

Ki­lian opo­wiada na in­sta­story o ostat­nim tur­nieju, w któ­rym brał udział. Nie było to dla niego wiel­kie wy­zwa­nie, ale za to spra­wił swoją obec­no­ścią ogromną przy­jem­ność ki­bi­cu­ją­cym mu fa­nom. Po­cząt­ku­jący gra­cze byli w siód­mym nie­bie, ma­jąc moż­li­wość zro­bie­nia so­bie z Ka­pe­lusz­ni­kiem sel­fie i za­da­nia mu kilku py­tań.

Hat­ter jak zwy­kle nie wcho­dzi w szcze­góły. Mówi zwięźle i trzyma się te­matu esportu. Do­tych­czas nie zdra­dził na swo­ich so­cja­lach, że się ze mną spo­tyka, i nie wiem, czy kie­dy­kol­wiek to zrobi. My­ślę, że na­wet bym tego nie chciała. Tak wła­ści­wie trudno stwier­dzić, kim dla sie­bie je­ste­śmy. Moż­liwe, że po od­kry­ciu wszyst­kich kart będę pew­niej­sza wza­jem­nych uczuć, jed­nak ak­tu­al­nie boję się na­zwać na­szą re­la­cję i przy­pi­sać jej kon­kretny sta­tus.

Ju­tro Wi­gi­lia. Bar­dzo bym chciała spę­dzić święta ra­zem z Ki­lia­nem, ale czuję, że to nie jest jesz­cze od­po­wiedni czas. Nie mam po­ję­cia, co tak na­prawdę go drę­czy, z ja­kimi pro­ble­mami musi się zma­gać. Wiem na­to­miast jedno – nikt nie jest per­fek­cyjny. Każdy z nas musi przejść za­wiłą drogę, na któ­rej na­tra­fia na więk­sze czy mniej­sze prze­szkody. Każdy nie­raz się po­tknie, zdzie­ra­jąc przy tym ko­lana do krwi. To nie­unik­nione.

Zie­wam z sze­roko otwar­tymi ustami. Prze­krę­cam się na bok, resztką sił po­wstrzy­mu­jąc opa­da­jące bez­wied­nie po­wieki od cał­ko­wi­tego za­mknię­cia. Zro­biło się późno, a ja nie pa­mię­tam, kiedy ostat­nio czu­łam się tak wy­pom­po­wana z ener­gii. Po kil­ku­go­dzin­nych po­rząd­kach, go­to­wa­niu, pie­cze­niu i de­ko­ro­wa­niu wnętrz do­szłam do wnio­sku, że dom ro­dzi­ców jest sta­now­czo za duży, a mama po­winna do­stać za­kaz ku­po­wa­nia świą­tecz­nych pier­dół.

Prze­cie­ram oczy i otwie­ram What­sAppa, ale za­nim wejdę w kon­wer­sa­cję z Ki­lia­nem, on jakby prze­wi­duje moje za­miary i pierw­szy wy­syła wia­do­mość:

Alice:

Śpisz czy na­dal o mnie my­ślisz?

Mój uśmiech się po­sze­rza.

Ja:

Dla­czego mia­ła­bym po­świę­cać swój cenny czas na my­śle­nie o to­bie?

Alice:

Nie wiem, ty mi po­wiedz, skoro cią­gle to ro­bisz.

Ja:

Jaki pewny swego.

Alice:

Już cię tro­chę znam.

Ja:

Nie­prawda, tylko ci się tak wy­daje.

Przy­gry­zam dolną wargę, z nie­cier­pli­wo­ścią cze­ka­jąc na od­po­wiedź. Fakt, że nie jest świa­domy, jak wiele kryje się za tym zda­niem, w dziwny spo­sób mnie na­kręca. Chcia­ła­bym mieć to już za sobą, wy­ja­wić mu, że to ja je­stem Bia­łym Kró­li­kiem, ale jed­no­cze­śnie bar­dzo się tego boję. Po tym, jak Mati wbił mi nóż w plecy, lęk przed ko­lej­nym nie­spo­dzie­wa­nym cio­sem się na­si­lił. Pra­gnę wie­rzyć, że kiedy wresz­cie zdra­dzę Ki­lia­nowi toż­sa­mość Kró­lika, on nie zmieni zda­nia na mój te­mat i bę­dzie na mnie pa­trzył tak samo jak te­raz.

Alice:

A więc tylko mi się wy­daje, że je­steś pie­kiel­nie in­te­li­gentną, silną, me­ga­sek­sowną la­ską… I – co naj­waż­niej­sze – ku­rew­sko za mną tę­sk­nisz.

Ja:

Chcia­łeś skom­ple­men­to­wać mnie czy sie­bie?

Alice:

Dla­czego miał­bym się ogra­ni­czać, skoro oboje na to za­słu­ży­li­śmy?

Alice:

Ja też za tobą tę­sk­nię, Myszko.

Uwiel­biam mo­menty, kiedy czas prze­staje mieć zna­cze­nie. Nie­ważne, że do­cho­dzi druga w nocy, li­czy się tylko tu i te­raz. Ni­gdy przed­tem nie czu­łam cze­goś po­dob­nego. Prze­cież je­dy­nie wy­mie­niamy się nie­win­nymi wia­do­mo­ściami, dro­czymy się ze sobą, nie po­tra­fiąc prze­rwać tej in­try­gu­ją­cej, nie­zwy­kle uza­leż­nia­ją­cej gry.

Mo­gła­bym spę­dzić w ten spo­sób całą noc, a jesz­cze chęt­niej wsa­dzi­ła­bym ty­łek do sa­mo­chodu i po­je­chała do Hat­tera, by móc bez­wstyd­nie wtu­lić się w jego ra­miona i za­po­mnieć o wszyst­kim, co nas dzieli.

W mo­jej wy­obraźni wła­śnie to ro­bię. Ole­wam ko­la­cję z ro­dziną i zja­wiam się u Ki­liana. Daję mu całą sie­bie, a on spra­wia, że roz­pły­wam się pod wpły­wem jego do­tyku.

Alice:

Zda­jesz so­bie sprawę, że wy­star­czy jedno twoje słowo, a po­ja­wię się przed do­mem pań­stwa Ostrow­skich i będę ster­czał pod oknem ich córki, do­póki ta ła­ska­wie nie wpu­ści mnie do środka?

Mo­jemu sercu ogrom­nie po­doba się ta wi­zja, więc pod­ska­kuje jak sza­lone, pra­gnąc na­tych­mia­sto­wej bli­sko­ści Hat­tera. Jego słod­kich ust, smu­kłych pal­ców ba­da­ją­cych każdy frag­ment ciała, cie­płego ję­zyka kosz­tu­ją­cego wraż­li­wej skóry.

Ja:

Oba­wiam się, że to nie jest do­bry po­mysł.

Alice:

Masz po czę­ści ra­cję, twoi ro­dzice przy­pusz­czal­nie nie by­liby za­chwy­ceni, ty za to bar­dzo.

Od­no­szę nie­od­parte wra­że­nie, że je­stem dla niego otwartą księgą, którą już dawno przej­rzał na wy­lot, po­znał wszyst­kie, na­wet te naj­bar­dziej skry­wane se­krety, i tylko czeka, aż sama zde­cy­duję się mu o nich po­wie­dzieć.

Alice:

Od­czy­ta­łaś i nie za­prze­czy­łaś. Wiesz, co to zna­czy?

Ja:

Że masz nie­by­wale wy­bu­jałą wy­obraź­nię?

Alice:

Chcesz po­słu­chać, jak bar­dzo wy­bu­jałą?

Mój od­dech robi się ciężki. Nie na­leżę do nie­śmia­łych dziew­czyn, mimo tego jesz­cze ni­gdy nie upra­wia­łam seksu przez te­le­fon, na co te­raz mam ogromną ochotę. Boże, co ten fa­cet ze mną wy­pra­wia.

Ja:

Przez cie­bie w ogóle dziś nie za­snę.

Alice:

I gwa­ran­tuję, że nie po­ża­łu­jesz ani se­kundy.

Ja:

Kor­man, czy ty chcesz świn­tu­szyć ze mną przez te­le­fon?

Alice:

To pro­po­zy­cja? Wi­dzę, że je­steś ku­rew­sko na­pa­lona. W su­mie to się nie dzi­wię, ile to już mi­nęło, od­kąd ostatni raz krzy­cza­łaś moje imię?

Ja:

Głod­nemu chleb na my­śli.

Alice:

Le­piej bym tego nie ujął. To co? Jak bar­dzo chcesz, że­bym cię men­tal­nie wy­pie­przył?

W pierw­szej chwili jego tekst spo­tyka się z moim lek­kim roz­ba­wie­niem, jed­nak nie­mal na­tych­miast czuję, że zo­staje ono za­stą­pione po­żą­da­niem. Klnę po ci­chu. Za­ci­skam uda, pró­bu­jąc nad tym za­pa­no­wać, ale moje ciało wcale nie chce, bym je uspo­ka­jała. Wręcz prze­ciw­nie – pra­gnie być do­ty­kane, piesz­czone, ca­ło­wane, by w końcu od­pły­nąć nie­sione falą or­ga­zmu.

Ja:

Za­łożę się, że pęk­niesz już po pierw­szych kilku mi­nu­tach albo naj­zwy­czaj­niej za­brak­nie ci słów.

Alice:

Mam bar­dzo zwinny ję­zyk, to aku­rat po­win­naś już wie­dzieć.

Pięk­nie. Po pro­stu ge­nial­nie. W moim brzu­chu roz­sza­lała się chmara roz­trze­po­ta­nych mo­tyli, a wspo­mnie­nia po­ja­wiły się go­rącą rzeką, na­krę­ca­jąc mnie jesz­cze bar­dziej.

Ja:

Ni­gdy tego nie ro­bi­łam.

Czuję, że po­win­nam się tą kwe­stią z nim po­dzie­lić. Sama nie wiem dla­czego.

Alice:

No pro­szę, dzie­wica.

Ja:

Wal się, Kor­man.

Alice:

Do­kład­nie to pla­nuję zro­bić, ale cze­kam, aż wresz­cie za­dzwo­nisz. I żeby ci nie było smutno: ja też ni­gdy tego nie ro­bi­łem.

Ja:

Daj mi chwilę.

Po wy­sła­niu ostat­niej wia­do­mo­ści zry­wam się z łóżka, by spraw­dzić, czy nie za­po­mnia­łam za­mknąć drzwi do swo­jego po­koju. Wąt­pię, by mama lub tata krą­żyli po domu w środku nocy, ale jak to mó­wią: prze­zorny za­wsze ubez­pie­czony. Wo­la­ła­bym unik­nąć sceny, gdy jedno z nich przy­ła­puje mnie na ro­bie­niu so­bie do­brze.

Się­gam po ko­mórkę i z przy­spie­szo­nym pul­sem kli­kam zie­loną słu­chawkę, by po­łą­czyć się z Ki­lia­nem. Przy­kła­dam smart­fon do ucha i opa­dam na miękki ma­te­rac. Świą­teczne lampki w oknie mi­go­czą czer­wie­nią i zło­tem. Z ma­łego prze­no­śnego gło­śnika są­czy się spo­kojna roc­kowa bal­lada.

– Wie­dzia­łem, że nie bę­dziesz w sta­nie mi się oprzeć – wita się ze mną, a ni­ski tembr jego głosu przy­pra­wia mnie o przy­jemne dresz­cze.

– Gdzie je­steś? – Za­my­kam po­wieki, by móc wy­kre­ować w my­ślach jego po­stać.

– Gdzie chcia­ła­byś, że­bym był?

– Przy mnie – od­po­wia­dam bez wa­ha­nia, oczami wy­obraźni wi­dząc, jak zbliża się do mo­jego łóżka.

– Co będę mu­siał z cie­bie zdjąć? – pyta i chyba nie zdaje so­bie sprawy z tego, jak bar­dzo mnie tymi sło­wami po­bu­dza.

Przez chwilę za­sta­na­wiam się, czy po­win­nam go okła­mać, ale szybko do­cho­dzę do wnio­sku, że wcale tego nie chcę. Pra­gnę, by wy­obra­ził so­bie mnie do­kład­nie taką, jaka je­stem.

Prze­su­wam dło­nią po cien­kim, ba­weł­nia­nym ma­te­riale i mó­wię:

– Czarną, luźną ko­szulę. – Sunę ni­żej, aż do bie­li­zny. – Ko­ron­kowe majtki.

– Sta­now­czo za dużo ciu­chów – mru­czy.

– Nie będę się z tobą kłó­cić.

– Na­prawmy to.

– Uhm – mam­ro­czę, kon­cen­tru­jąc się na two­rze­niu wy­obra­że­nia.

– Je­stem nad tobą, po­chy­lam się i trą­cam no­sem twój nos. Chcę cię sma­ko­wać. Wszę­dzie.

Pra­wie czuję jego cię­żar i za­pach. Palce głasz­czące mój po­li­czek, wsu­wa­jące się we włosy i roz­pla­ta­jące war­kocz – wiem, jak bar­dzo lubi mnie w roz­pusz­czo­nych.

– Nie cze­kaj z tym za długo – szep­czę.

– Co te­raz ro­bię?

Prze­ły­kam ślinę, czu­jąc, jak go­rąco roz­lewa się po mo­ich po­licz­kach. To jest nowe, eks­cy­tu­jące. Zwil­żam usta ko­niusz­kiem ję­zyka, po czym wkra­dam się dło­nią pod ma­te­riał pi­żamy.

– Wsu­wasz rękę pod moją ko­szulkę – mó­wię po ci­chu, wma­wia­jąc so­bie, że Ki­lian na­prawdę tu­taj jest, że to jego palce ry­sują ścieżkę po moim brzu­chu, po­zo­sta­wia­jąc za sobą gę­sią skórkę. – Do­ty­kasz mo­ich piersi.

– Bra­kuje mi tego – przy­znaje za­chryp­nię­tym z po­żą­da­nia gło­sem.

– Czego do­kład­nie?

– Cie­bie, na­giej, pode mną. Two­jego za­pa­chu, smaku.

– Na­prawdę bar­dzo chcę cię te­raz do­tknąć. – Od­wa­żam się wy­po­wie­dzieć te słowa, choć w mo­jej gło­wie brzmiały dzi­wacz­nie, nie­na­tu­ral­nie.

– Gdzie?

– Se­rio chcesz to ode mnie usły­szeć?

– Po­każ mi, jak ku­rew­sko nie­grzeczna je­steś, gdy nie ma mnie obok – kusi. – Wiem, że i tak to zro­bisz. Wiem, że bę­dziesz się do­ty­kać, wy­obra­ża­jąc so­bie, że to ja. Nie mo­żesz tak po pro­stu prze­rwać i zo­sta­wić mnie z tym sa­mego.

– Ach tak? Uwa­żasz, że je­steś na to go­towy?

– Bar­dziej go­towy już nie będę.

Ob­raz obej­mu­ją­cego swój twardy czło­nek Ki­liana mi­mo­wol­nie po­ja­wia się w mo­jej gło­wie i choć­bym nie wiem jak się przed tym wzbra­niała, za­lewa mnie fala po­żą­da­nia. Myśl, że on o mnie fan­ta­zjuje, do­pro­wa­dza mnie do obłędu.

– Co ty ze mną ro­bisz? – szep­czę, zbie­ra­jąc w so­bie całą od­wagę, bo w grun­cie rze­czy Hat­ter ma ra­cję. Chcę po­cią­gnąć tę roz­mowę, do­świad­czyć tego ra­zem z nim.

– Pod­cią­gam ci ko­szulkę. Masz coś pod spodem?

– Nie.

– Ide­al­nie – mru­czy, a ja prze­su­wam dło­nią wy­żej, by urze­czy­wist­nić to, o czym przed chwilą mó­wił. – Po­wiedz mi, jak bar­dzo je­steś pod­nie­cona.

– Tak, że to aż boli – wy­du­szam stłu­mio­nym szep­tem.

– Ca­łuję cię w usta. Mocno i długo. A póź­niej scho­dzę na szyję.

– Po­trze­buję cię ni­żej. – Nie po­znaję wła­snego głosu.

– Do­ty­kam two­jej piersi.

– Tak?

– A drugą piesz­czę ję­zy­kiem. Czu­jesz to?

Moje ciało jest na­prę­żone jak struna, spra­gnione tego, o czym Ki­lian mówi. Ręka, w któ­rej trzy­mam te­le­fon, jest dziw­nie odrę­twiała, ale nie mogę prze­łą­czyć na gło­śno­mó­wiący. Co ja w ogóle wy­pra­wiam? Ro­dzice śpią dwa po­koje da­lej. Co, je­śli mnie usły­szą?

Pie­przyć to. Na­wet gdy­bym chciała, nie da­ła­bym rady te­raz prze­rwać. Wolną dłoń przy­kła­dam do ust, ob­li­zuję kciuk, po czym się do­ty­kam. W wy­obraźni to go­rące wargi Hat­tera obej­mują mój su­tek. Drażni się ze mną, ssie i pod­gryza, do­kład­nie tak, jak lu­bię naj­bar­dziej.

– Czuję – szep­czę, ogar­nięta co­raz więk­szą żą­dzą. – Też chcę cię do­tknąć.

– Ro­bisz to od ja­kichś kilku mi­nut i cał­kiem do­brze ci idzie – wy­pala, wy­wo­łu­jąc na mo­jej twa­rzy uśmiech.

Ko­cham go za to, że do ni­czego się nie zmu­sza, a wszystko, co ra­zem od­kry­wamy, dzieje się na­tu­ral­nie, bez przy­musu. Nie stara się zgry­wać ko­goś, kim nie jest.

– Po­py­cham cię i prze­wra­cam na plecy – mó­wię, chcąc go na­krę­cić do tego sa­mego stop­nia, do któ­rego on zro­bił to ze mną. – Sunę war­gami wzdłuż two­jej szczęki, póź­niej liżę szyję i przy­gry­zam pła­tek ucha. Sma­kuję miej­sce pod oboj­czy­kiem, tam, gdzie masz wy­ta­tu­owa­nego wilka. Ca­łu­jąc cię, scho­dzę ni­żej.

– Mów tak da­lej, a w ak­cie de­spe­ra­cji na­prawdę zja­wię się przed twoim do­mem i wdra­pię się po pie­przo­nym mu­rze, byle tylko po­czuć twoje usta na fiu­cie.

– Tylko po to? – draż­nię się z nim.

– Myszko, zro­bisz mi, co ze­chcesz, je­stem twój.

Fuck, czy on to se­rio po­wie­dział?

– Po­wtórz – pro­szę go, nie prze­sta­jąc się pie­ścić.

– Na­leżę do cie­bie. Pod­nie­casz mnie jak nikt inny. Chcę po­czuć, jaka je­steś te­raz mo­kra, chcę wi­dzieć, jak się pode mną wi­jesz z roz­ko­szy, sły­szeć, jak krzy­czysz moje imię.

– Obej­muję go jedną ręką i liżę po ca­łej dłu­go­ści – mó­wię, a Ki­lian wciąga z sy­kiem po­wie­trze. – Piesz­czę go ję­zy­kiem, aż w końcu biorę ca­łego do ust.

– Kurwa, Wiki, wiesz, jak bar­dzo cię w tej chwili nie­na­wi­dzę?

– Wcale nie, je­steś we mnie bez­na­dziej­nie za­ko­chany – rzu­cam, za­nim zdążę to do­brze prze­my­śleć. – Nie za­prze­czasz. Wiesz, co to zna­czy? – Pró­buję się ra­to­wać sar­ka­zmem, co naj­wy­raź­niej działa, bo do­cho­dzi mnie jego za­chryp­nięty, sek­sowny śmiech.

– Je­śli my­ślisz, że po­wiem ci to przez cho­lerny te­le­fon, trzy­ma­jąc ku­tasa w ręce, to się grubo my­lisz – oświad­cza.

– Za­wsze chcia­łam spró­bo­wać „sześć­dzie­siąt dzie­więć” – cią­gnę, w pełni świa­doma tego, co te słowa z nim ro­bią.

– Ko­bieto, wy­koń­czysz mnie – mru­czy. – Wiesz, że będę ci o tym przy­po­mi­nał w każ­dej moż­li­wej chwili?

– Nie bę­dziesz mu­siał.

– Trzy­mam cię za słowo, a te­raz się po­łóż na plecy, bo ko­niecz­nie chcę cię skosz­to­wać, i nie mam na my­śli two­ich ust.