Opis

Publikacja poświęcona jest analizie zjawiska fantazmatu Wielkiej Lechii (Imperium Lechickiego). Propagatorzy Wielkiej Lechii przedstawiają nową wersję historii bez udokumentowanych faktów, w której Polacy (zwani niegdyś Lechitami) posiadali m.in. ogromne imperium, toczyli zwycięskie boje z Aleksandrem Wielkim czy kontaktowali się z… kosmitami. Zwolennicy tych teorii utrzymują, że wrogom Lechii zależało na tym, aby zniszczyć „prawdę” i wmówić nam, że Polacy zeszli z drzew wraz ze chrztem Mieszka w 966 roku. Popularność koncepcji Wielkiej Lechii przerodziła się w agresywny retorycznie ruch internetowy, nazwany turbosłowianami lub turbolechitami.

Praca składa się z dwóch części: publicystycznej i naukowej. W pierwszej przedstawiona została geneza i charakterystyka zjawiska, a także idące za nim zagrożenia. Część druga stanowi wycieczkę do wykreowanego przez pseudonaukę świata starożytnych Polaków, w której rolę przewodnika pełni historyk. Krok po kroku poddano analizie dowody rzekomo potwierdzające istnienie „imperium lechickiego”. Ukazano, jakimi narzędziami można rozbroić każdy mit pseudohistoryczny, w czym niebagatelną rolę odgrywa prezentacja tego, co rzeczywiście wiemy na temat naszych początków. Czytelnik będzie mógł zapoznać się z bogatą literaturą przedmiotu, pomocną w dalszym pogłębianiu wiedzy.

Książka skierowana jest przede wszystkim do osób, które napotykają w internecie nowe, niejednokrotnie kontrowersyjne lub podejrzane treści o najdawniejszej historii Polski, jak również do wszystkich zainteresowanych tajemnicami naszych dziejów.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 286

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność


Copyright © 2019 by Artur Wójcik Wydawnictwo Napoleon V Oświęcim 2019 Wszelkie Prawa Zastrzeżone
Redakcja: Michał Swędrowski
Korekta: Paweł Janas
Redakcja techniczna: Mateusz Bartel
Projekt okładki: Paulina Klimek
Ilustracja na okładce: Przemysław „Graphos” Świszcz
ISBN 978-83-8178-210-4
www.wydawnictwoniezwykle.pl
KonwersjaeLitera s.c.

WPROWADZENIE

Historia jest nauką polityczną służącą zwycięzcom.Zwycięzcy piszą historię, a ponieważ w Polsce zwyciężył katolicyzm,obowiązuje tu turbokatolicka doktryna naukowo-propagandowa[1].

Gdy wpiszemy w dowolną wyszukiwarkę internetową frazę „Wielka Lechia”, „Imperium Lechickie”, „Królestwo Lehi” lub „Lehistan”, otrzymamy kilkadziesiąt rezultatów kierujących do stron, blogów, fanpage’ów czy filmów na ten właśnie temat. Klikając w dowolny znaleziony link, przenosimy się w nieznany nam wcześniej z podręczników szkolnych świat starożytnych Polaków (nazywanych wówczas Lechitami), przed którymi drżeli najwięksi antycznego świata. Naukowcy głowią się nad odpowiedzią na pytanie, dlaczego państwo Mieszka pojawia się w sposób nagły w połowie X wieku, a odpowiedź jest przecież prosta: ktoś pamięć o naszej historii sprzed 966 roku po prostu zabrał lub zniszczył. Być może dokonał tego Watykan, systematycznie (od chrztu Mieszka) niszcząc dowody na istnienie starożytnego państwa Lechitów, być może przyczynili się do tego zaborcy w XIX wieku, a także w XX wieku hitlerowcy, sowieci, komuniści oraz skorumpowani naukowcy, którym antyczna potęga Polaków również nie była na rękę. Nie udało się im za to zniszczyć średniowiecznych i nowożytnych kronik, dlatego jesteśmy w stanie odtworzyć dzieje starożytnej Lechii.

Świat potężnych Lechitów to fantazmat, który obecnie pewne grupy starają się przedstawić jako fakt historyczny, a wszelkie uzasadnienia jego istnienia są barwnymi konfabulacjami. Gdzie jest więc haczyk w całej tej absurdalnej narracji? Trudno znaleźć odpowiednie słowo na określenie wyżej opisanego zjawiska pseudohistorycznego jako całości. Zwolennicy Imperium Lechickiego zyskali zasadniczo dwa przydomki: turbosłowianie i turbolechici. Przedrostek „turbo” ma ironicznie podkreślać ich szczególny zapał do roztaczania pięknej wizji czegoś, co nigdy nie istniało.

Przyszło nam żyć w czasach, w których nauka jako zespół dyscyplin straciła na wartości w świadomości społecznej. Nie wszyscy zdajemy sobie sprawę z powagi sytuacji. Zdarza się, że wieloletnie badania naukowe zestawia się ze słowami samozwańczego lekarza, który twierdzi, że nowotwór można wyleczyć za pomocą witaminy C, a w swoim sklepie internetowym sprzedaje strukturyzatory wody pitnej za 2500 zł. Choć narracja o Wielkiej Lechii w przeciwieństwie do paramedycyny nie może bezpośrednio wyrządzić uszczerbku na zdrowiu (przynajmniej w fizycznym wymiarze), to łączy je wspólna cecha: przekonanie, że wszystko można wytłumaczyć bez posługiwania się faktami.

To internet, przy wszystkich swoich niezaprzeczalnych zaletach, jest siedliskiem propagowania wielu pseudonaukowych tez, dając o wiele większe możliwości działania, niż książki czy gazety. Wirtualną treść można bez skrępowania umieszczać i udostępniać na portalach, blogach, forach, mediach społecznościowych itd. Możemy prezentować swoje poglądy, przeglądać interesujące nas tematy, lajkować, dyskutować, hejtować czy nawet trollować. Możemy również wypowiadać się w sprawach, o których nie mamy większego pojęcia, i stwarzać tym samym różnego rodzaju fantazmaty, których nie da się racjonalnie udowodnić. Niektórzy w tej złotej wolności słowa czują się jak ryby w wodzie, bo internet nie wymaga rzetelnego uwiarygodniania prezentowanych informacji. W tej sieciowej wojnie na wymianę informacji, infografik czy memów fachowa wiedza po prostu ginie. Internet stał się siłą, dzięki której rzesza ludzi potrafi uwierzyć niemalże we wszystko, jeśli tylko ma odpowiednio silne podłoże emocjonalne. To właśnie tam kończy się nauka, a zaczyna pseudonauka[2].

Przy pomocy niniejszej książki chciałbym pokazać zmagania historyka z fantazmatem Wielkiej Lechii: jak wygląda zjawisko pseudonaukowej narracji historycznej o zamierzchłych początkach Polski oraz jak wyglądają poszukiwania naszej tożsamości i miejsca w XXI wieku. Omówione zostaną najczęściej przytaczane dowody na istnienie Imperium Lechickiego oraz przyczyny, dla których wiemy tak mało na temat początków naszego kraju. Publikacja powstała również po to, by uświadomić, jak łatwo można odfrunąć na historyczne manowce. Przeznaczona jest zarówno dla zorientowanych, jak i niezorientowanych w temacie. Jedni będą mieli okazję usystematyzować wiedzę z omawianego zakresu, drudzy znaleźć odpowiedź na najbardziej nurtujące ich pytania. Wszystkie tezy i poglądy historiograficzne zawarte na kartach tej pracy starałem się jak najlepiej udokumentować w postaci przypisów, w których znajdują się niezbędne wskazówki bibliograficzne pomocne w dalszym pogłębianiu wiedzy.

Wielu sądzi, że demaskowanie pseudonauki jest zarazem jej nobilitacją, bowiem pokazuje się, że jest ona dyskursem równoważnym z nauką. Już pod koniec XIX wieku znakomity historyk Antoni Małecki (1821-1913) we wstępie do swojej pracy pt. Lechici w świetle historycznej krytyki, demaskującej dziejopisarskie mity w naszej historiografii, napisał:

Otóż ten lechistyczny dział naszego dziejopisarstwa ma być przedmiotem niniejszej mej publikacyi. Nie podejmuję jej w tym zamiarze, bym z lechistami wszczynał polemikę, bym dowodził, że byli na mylnej drodze. Byłoby niewłaściwością i na śmiesznośćby zakrawało, gdyby się miało dziś jeszcze brać pod rozbiór jaką z poszczególnych konstrukcyi tej doktryny i wykazywało jej błędność[3].

Jaki jest więc sens powracania do tego zagadnienia? Od publikacji Małeckiego minęła cała epoka, zmieniło się praktycznie wszystko, a współczesne zjawisko demokratyzacji nauki stawia nowe wyzwania. Stoję na stanowisku, że pseudonauce należy się przeciwstawiać, popularyzując rzetelną wiedzę. Milczenie czy wręcz lekceważenie zjawiska fantasmagorii o Wielkiej Lechii może doprowadzić do opłakanych skutków, spośród których najszkodliwszym jest budowanie alternatywnej, fałszywej tożsamości w świadomości historycznej naszego społeczeństwa.

Książka powstała właśnie teraz, w 2019 roku, kiedy zjawisko fantazmatu Wielkiej Lechii wykrystalizowało się w pełni w swojej postaci zarówno pod względem rzekomych dowodów naukowych, jak też formy popularyzowania narracji w książkach i w internecie. Warto zastanowić się, czy fantazmatem Wielkiej Lechii powinien zająć się właśnie historyk[4]. Wskazuje się, że zjawisko pseudonauki lechickiej to poletko dla socjologa, antropologa, psychologa czy semiotyka kultury. Wielka Lechia podobnie jak inne teorie spiskowe bazuje na podstawowym założeniu mitologii skrzywdzonych: coś ważnego się zdarzyło, ale jakieś złe siły odbierają nam prawdę o tym wydarzeniu. O ile wskazane dyscypliny mogą wytłumaczyć przyczyny popularności zjawiska i jego funkcjonowania, to tylko historyk może rozprawić się z tezami stricte historycznymi, wyselekcjonować źródła i spróbować powiedzieć, jak rzeczywiście mogło być naprawdę. Nie można zapomnieć również o archeologach, którzy powinni zabierać głos w przypadku ustaleń archeologicznych, często przywoływanych przez turbosłowian. W swojej pracy sygnalizuję problemy dotyczące fantazmatu w ramach innych dyscyplin naukowych, pozostają one jednak na uboczu przeprowadzonej analizy historycznej.

Na koniec chciałbym podziękować wszystkim tym, którzy przyczynili się do powstania tej książki. Dziękuję szczególnie Oldze Marlewicz, Mateuszowi Małajowiczowi, Mateuszowi Kijewskiemu i Kamilowi Kopijowi za rozmowy i sugestie, które wpłynęły na ostateczny kształt koncepcji pracy. Za wykonanie ilustracji na okładce dziękuję Przemysławowi „Graphosowi” Świszczowi. Książkę dedykuję mojej żonie Magdalenie.

ROZDZIAŁ 2

WYZNAWCY

[...] to pasjonaci dziejów ojczystych, amatorzy próbujący dotrzeć do ogółu społeczeństwa z prawdziwą wiedzą o historii, ponieważ ta dziedzina nauki, została bardzo zakłamana w XIX w., i ciągle jeszcze pokutują, także w systemie oświaty, przestarzałe teorie[1].

2.1. Geneza i charakterystyka

Pamięć o Lechii jest odkrywana wciąż na nowo w internecie. Kultywatorów i krzewicieli mitu o potędze tego państwa określa się turbosłowianami lub turbolechitami. Sami jednak wolą nazywać się „uczciwymi badaczami słowiańszczyzny”[2]. Z kolei powszechnie znaną z podręczników wiedzę na temat naszej przeszłości określają mianem turbokatolickiej lub jako turbokłamstwo. Można to rozumieć jako odpowiedź na prześmiewcze określanie ich turbosłowianami. Zdaniem wyznawców fantazmatu lechickiego oficjalna historia jest w całości zmyślona, bo została narzucona przez zaborców i Kościół katolicki. W myśl zasady, że:

[...] u Katolików wiara powoduje blokadę umysłową i z tego wynika niewiedza[3].

Turbolechici uważają, że twórcy oficjalnej wykładni po prostu kłamią i ukrywają źródła naszej chwalebnej starożytnej przeszłości. Trudno jest wskazać pioniera turbosłowiańszczyzny. Pierwocin tego nurtu można się doszukiwać już w staropolskiej historiografii w postaci ekscentrycznego franciszkanina, kapelana lisowczyków Wojciecha Dembołeckiego (1575-1645/1647), który w jednym ze swoich dzieł pt. Wywód jedynowłasnego państwa świata z 1633 roku stwierdził chociażby, że pierwotnym językiem świata był język słowiański i to ówczesna Rzeczypospolita jest jedynym państwem, które ze względów historycznych zasługuje na panowanie nad całym światem.

Na początku XIX wieku pojawiła się tajemnicza postać, ukrywająca się pod pseudonimem Jan Andrault de Buy Antosewicz, która w rękopiśmiennym traktacie zatytułowanym Obrona Kadłubka i Długosza szanowanych dziejopisów polskich przeciwko wieku osiemnastego krytykom, sfrustrowana pisała co następuje:

Wieku ośmnastego nowi powątpiewacze Filozofy Pyrhoności umówili się wszystkiemi prawie siłami upodlić Polskie Dzieje niedostatkiem wiadomości przez Kadłubka i Długosza pisane, zarzucając niepewności bytu Lecha, Krakusa, Wandy, Popiela, pierwszych książąt kraju sarmackiego. Z przyczyn? Że niemaią oczywistego u siebie odwiecznych pisarzów świadectwa przekonywaiącego Wiek nasze niedowierczy o ich panowaniu. [...] Niemcy w pismach swoich wielcy Znieważyciele Dziejów Polskich, wielbiąc Niemieckie sprawy, a poniżaiąc dawnych Lechitow Czyny, Łacińską albo Niemiecką głoską przenicowali osób, Imiona i Miast nazwiska. Naród zaś Lechitow nad Sarmatami panuiących, a między niemi i Xiążąt ich pierwotnych złośliwie rzeczeni Autorowie zatarli uwielbioną pamięć, a Polacy niemiecką wiadomością zwiedzeni więcey poddawaiąc ufności zagranicznym pisarzom, niżeli naszym krajowym[4].

Jak widać, ta podniosła i nieco emocjonalna wypowiedź autora, sformułowana u progu narodzin historiografii naukowej, jest porównywalna z poziomem argumentacji współczesnych zwolenników fantazmatu lechickiego[5]. Jako prekursora turbosłowian niektórzy wskazują również Stanisława Szukalskiego (1893-1987). Była to barwna postać międzywojennej bohemy artystycznej, która po wojnie znalazła się na emigracji w USA. Stworzył on koncepcję zermatyzmu, czyli pochodzenia Polaków z Wyspy Wielkanocnej. Według jego koncepcji mieszkańcy wyspy mieli przedostać się do Europy, by z miejscowości Zermatt w Szwajcarii przybyć do Polski. Szukalski uważał, że ludzie pierwotni posługiwali się wspólnym językiem (macimową), który dał początek wszystkim innym językom świata[6].

Zanim fantazmat Wielkiej Lechii zdobył popularność, pojawiały się różne publikacje z pseudonaukowymi teoriami na temat początków Polski. Zawierają one nie tylko fantazyjną treść, ale też pisane są specyficzną składnią, która podpada pod grafomanię[7]. Jako przykład niech posłuży fragment ze wstępu Księgi Popiołów Tomasza Markuszewskiego (pseud. t’Leledrag Marski), w której w taki sposób tłumaczy on, jak możemy poznać etnogenezę Słowian:

Chcąc wywieść pochodzenie Słowian i ich języka, musimy sięgnąć do ksiąg z paru dziedzin wiedzy, mianowicie historii, indoeuropeistyki (językoznawstwa), archeologii, mitów indoeuropejskich i w zasadzie religioznawstwa, jak i zasobów słownikowych języków będących w mniej lub bardziej istotny sposób, związanych pokrewieństwem czy innymi wzajemnymi wpływami. Zobaczymy, że w mitach, legendach i bajkach jest zawarta wiedza historyczna, dużo większa niż w najobszerniejszych opracowaniach wąsko wyspecjalizowanych uczonych ślepych na prawdę i fakty, mówiących hermetycznymi zawodowymi żargonami, mieszkańców nowej wieży babel czeskie babel – bełkot, [uczonych – tuczonych gęsi (a może jednak Polacy to gęsi) na romajskich kłamstwach, jeśli nasi ulubieni uczeni to nie gęsi to na pewno romajskie psittakusy][8].

Przechodząc do charakterystyki turbosłowian i turbolechitów, możemy ich przekonania podzielić na trzy zasadnicze „obszary badawcze”.

1. Autochtonizm Słowian – koncepcja mająca na celu wyjaśnienie kwestii pochodzenia Słowian. Zwolennicy tego nurtu głoszą, że istnieje ciągłość etniczna od głębokiej prehistorii do współczesnych nam narodów. Zasadniczym elementem odróżniającym naukową koncepcję autochtonizmu Słowian stworzoną przez wybitnego archeologa Józefa Kostrzewskiego (1885-1969) od tej wykorzystywanej przez turbosłowian jest opieranie się wyłącznie na tych badaniach genetycznych i językoznawczych, które pasują do forsowanej przez nich tezy. Twierdzą jednocześnie, że teoria autochtoniczna jest wyśmiewana i tępiona w środowisku naukowym. Szczególnym wyróżnikiem tego nurtu jest agresja w retoryce i imputowanie swoim przeciwnikom realizowania polityki nazistowskiej, której wyrazicielem miała być ich zdaniem koncepcja allochtoniczna (przybycie Słowian ze wschodu na nasze ziemie, więcej na ten temat w rozdziale 5.1.), której głównym propagatorem był w czasach Kostrzewskiego niemiecki archeolog Gustaf Kossinna (1858-1931).

2. Przedkatolickie państwo słowiańskie (Polskie) – koncepcja głosząca, że na naszych ziemiach istniało państwo Słowian przed Mieszkiem I. Wiedza o tym państwie miała zostać wymazana przez „sam wiesz kogo”[9]. Wyznawcy tego nurtu manipulują historią, tworzą romantyczne wizje polityczne, w których Polska przedstawiana jest jako serce świata, a złe moce próbują je opanować. Dlatego też narody słowiańskie zdominują świat w ramach naprawy krzywdy wyrządzonej przez wrogów:

Daliśmy radę Tatarom, Mongołom, Turkom, Szwedom, Niemcom, Rosjanom to damy radę i Żydom, a jak będzie trzeba także USA. Polska nie będzie nigdy niczyim folwarkiem – tylko Polską. Bez rządzenia Polską – Sercem Świata – nie da się rządzić światem (proszę te słowa potraktować jak najbardziej poważnie i dosłownie) – I tak w skrócie, można rzec, o to właśnie chodzi. Każdy chciałby tu rządzić, ale bez zgody Polaków nie da się[10].

3. Imperializm lechicki – abstrakcyjna narracja pseudohistoryczna propagująca istnienie potężnego Imperium Lechitów, które miało stać na zaskakująco wysokim poziomie technicznym i cywilizacyjnym. Koncepcja ta mieści w sobie zarówno wywodzenie Słowian (Polaków) z cywilizacji Gobi, na której stworzenie mieli wpływ kosmici[11], jak też inne zaskakujące teorie, takie jak ta mówiąca o tym, że Słowianie wynaleźli transport kołowy[12], Biblia jest historią Słowian, Adam i Ewa mówili w raju po polsku[13], Niemcy to młodszy brat Lechitów, w zasadzie też Słowianie[14] itp. Tego typu poglądy możemy zaliczyć do fantastyki naukowej, chętnie zresztą wykorzystywane są w internecie do tworzenia memów, filmów i infografik wyśmiewających irracjonalność tych teorii.

W niniejszej pracy stosuję dwa terminy określające wyznawców fantazmatów słowiańskich – turbolechici i turbosłowianie. Moim zdaniem oba terminy należy oddzielić, mimo że dotyczą tych samych kwestii, jednak odnoszą się do różnych zagadnień historyczno-badawczych. W dalszych partiach tekstu, gdy będę używał terminu turbosłowianie, będę miał na myśli turbosłowiańszczyznę w pierwszej i drugiej koncepcji (autochtonizm Słowian i przedkatolickie państwo słowiańskie), natomiast w przypadku określenia turbolechici – koncepcję trzecią (imperializm lechicki).

Zaprezentowany wyżej podział jest teoretyczny, bowiem zwolennicy turbosłowiańszczyzny bywają na tyle niekonsekwentni, że zmieniają swoje poglądy niemal jak rękawiczki. Niemniej należy podkreślić, że zjawisko turbosłowiańszczyzny występuje wyłącznie w internecie i dynamicznie reaguje na bieżące wydarzenia polityczne. Niewątpliwie są agresywną stroną dyskusji.

Wspólnym mianownikiem dla wszystkich wymienionych nurtów jest ideowa historia Polski. Na podstawie przeprowadzonej analizy treści turbosłowiańskich książek oraz licznych wypowiedzi zwolenników tego nurtu skupionych w grupach społecznościowych można stwierdzić, że głównym celem turbosłowian i turbolechitów nie jest prowadzenie ani popularyzowanie badań naukowych, lecz propagowanie populistycznej, skrajnie nieobiektywnej narracji wokół problemów początków Polski. Historia staje się jedynie pretekstem do tego, by mówić o współczesnych wydarzeniach politycznych, społecznych i religijnych. Prawda w narracji turbosłowiańskiej nie jest kategorią pozwalającą dążyć do osądu zgodnego z rzeczywistością, ale narzędziem, które w intuicyjny sposób wyczuwa popyt na konkretną wersję wydarzeń historycznych. Stąd też hasła o okupacji Polski przez Watykan czy o potędze Polski w okresie starożytnym, które za każdym razem kończą się pytaniem: „dlaczego nie uczą o tym w szkołach?!”.

Ideową historię Polski w narracji turbosłowiańskiej możemy zawęzić do dziewięciu założeń:

1. Polska nigdy nie była chrześcijańska. Wiara chrześcijańska została nam narzucona w momencie, kiedy byliśmy już wielowiekowym państwem z własną (słowiańską) religią i tradycjami. Nawet jeśli zmuszono nas do bycia chrześcijanami, to byliśmy nimi na swój sposób.

2. Poczucie zagrożenia bytu narodowego. Podkreślanie naszej odrębności kulturowej od cywilizacji zachodniej, której wyrazicielem na naszych ziemiach jest kultura łacińska i chrześcijaństwo. Wynika to z naszych wartości, które bliższe są wschodowi niż postępowej kulturze zachodniej. Potępianie imperializmu zachodu (USA, Francja, Wielka Brytania, Niemcy) przy jednoczesnej akceptacji imperializmu wschodniego – rosyjskiego.

3. Rdzenność Słowian. Polacy zawsze byli na naszych terenach. Nie było żadnej pustki osadniczej ani wędrówki ze wschodu. Dowodzi tego genetyka i haplogrupa R1a1 (zob. rozdział 4.2.). Geny te były zbyt mocne, aby dały się zgermanizować czy zrusyfikować.

4. Rosja jako opiekun tradycji słowiańskiej (prorosyjskość). Polska jest jedną z części większego tworu polityczno-kulturalnego, do którego wchodzą również inne wschodnie narody. Przewodnictwo w tej federacji pełni Rosja, która w czasach zaborów stała się opiekunem słowiańskiej tradycji, zaś o fałszowanie historii należy oskarżać Niemców.

5. Odrzucenie „oficjalnej nauki” i własne poszukiwania „prawdy”. Żyjemy w czasach szybkiego postępu technologicznego, nowych odkryć i dowodów, których oficjalna nauka jeszcze długo nie uzna. Metody naukowe należy zastąpić kategorią wiary i subiektywizmu. Każdy wierzy, w co chce, w myśl zasady, że „każdy sobie historię skrobie”.

6. Selekcja źródeł. Mimo deklarowanej postępowości badań i konieczności odrzucenia rzekomo archaicznych teorii zwolennicy turbosłowiańszczyzny bazują na bezpodstawnych spekulacjach i domysłach. Aby uwiarygodnić swoją narrację, posuwają się do daleko idącej nadinterpretacji przekazów źródłowych.

7. Fanatyczny antyklerykalizm. W konstrukcji każdej teorii o Słowianach bądź Wielkiej Lechii powinno znaleźć się oskarżenie Kościoła katolickiego o niszczenie starożytnej historii Polaków. Patologiczna nienawiść zwolenników turbosłowiaństwa do instytucji kościelnych jest tak duża, że zastępuje wszelkie merytoryczne argumenty i racjonalną ocenę.

8. Antysemityzm. W środowiskach spiskowych odpowiedzialność za wszelkie zło na świecie ponoszą również Żydzi. W przypadku Wielkiej Lechii przybiera formę specyficznej niechęci do wyznawców judaizmu. Turbolechici uważają bowiem, że Jezus był Lechitą, a Żydzi powinni wypłacić należne odszkodowanie za użytkowanie tradycyjnych, lechickich miejsc kultu. Jednym z takich miejsc jest rzekomo Betlejem:

Jezus był arcykapłanem żydów z Galilei, Galem, wyznawcą nie judaizmu, ale perskiej Zoroastry, poganinem. Podaje się on w Biblii za Boga Pana, powtarzając wielokrotnie: Jam jest Pan. Lechici nazywali Pana Lechem. Dlatego miejsce urodzenia Jezusa-Pana zapisane hebrajskimi i chaldejskimi literami to Bet Lechem. Po chaldejsku tłumaczy się jako Dom Lecha[15].

Może więc pora, aby wyznawców judaizmu poprosić o odszkodowanie za mienie pozostawionie w Palestynie, bo nic tam w czasach antycznych nie należało do nich. Możemy być pewni, że żydzi opisani w Biblii Pana nazywali Lechem, bo stąd wywodzi się nazwa Bet Lechem, miejsce urodzenia Pana[16].

9. Pozytywny stosunek do Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej (PRL) jako państwa etnicznie słowiańskiego i realizującego interes narodowy. Kościół i elita intelektualna kraju celowo utrzymywały wysoki wskaźnik analfabetyzmu wśród społeczeństwa, aby Polacy nie byli świadomi swojej przedkatolickiej historii. Dopiero PRL miał wykonać pracę u podstaw i zniwelować stopień analfabetyzmu do zera.

10. Wszyscy kłamią. Podatność na mity pseudohistoryczne oznacza także kontestowanie całej otaczającej rzeczywistości: politycy kłamią, lekarze kłamią, fizycy kłamią, telewizja kłamie itp.[17] Dlatego też wyznawcy turbosłowiańszczyzny często są zwolennikami ezoteryki, medycyny alternatywnej, antyszczepionkowcami, płaskoziemcami czy wyznawcami UFO:

Jak lekarze są mordercami pacjentów gdyż nie chcą uznać nowej wiedzy na temat leczenia chorób, tak historycy uniwersyteccy i archeolodzy są mordercami prawdy o Polskiej Historii, gdyż w imię własnych interesów nie chcą uznać nowej wiedzy na temat pochodzenia Słowian i Polaków. Mało tego są mordercami Polskiej Racji Stanu[18].

1. Schemat przedstawiający zależność nurtów turbosłowiańskich na płaszczyźnie nauki i pseudonauki (opracowanie własne).

Wyznawcy turbosłowiańszczyzny skupiają się w różnych zakątkach internetu. Istnieje kilka grup społecznościowych, w których wymieniają się informacjami i udostępniają przygotowane przez siebie infografiki. Wielu użytkowników tych grup ukrywa się pod pseudonimami nawiązującymi do imion słowiańskich. Prym wśród grupowiczów wiodą przeważnie emigranci zarobkowi rozsiani po całym świecie, będący w średnim wieku lub na emeryturze.

Wieść o Imperium Lechickim odbiła się w sieci internetowej szerokim echem głównie za sprawą stron i blogów, które zajmują się w publikowaniem fałszywych informacji, nie tylko na tematy historyczne. Jednym z takich miejsc jest blog o nazwie Tajne Archiwum Watykańskie. Jak możemy się dowiedzieć z jednej z zakładek tej strony:

Blog ten ma na celu prezentowanie wiedzy usilnie strzeżonej i od wieków ukrywanej przed ludźmi przez Watykan oraz związane z Watykanem tajne stowarzyszenia, ma związek z nadchodzącą Wielką Zmianą i jest pomyślany jako przewodnik stopniowo przygotowujący polskich katolików na zbliżający się dla wszystkich z każdym rokiem... wielki szok poznawczy[19].

Mentorami i głównymi pisarzami Wielkiej Lechii, którzy wskazują kolejne dowody, są głównie Janusz Bieszk[20], Paweł Szydłowski[21] oraz Czesław Białczyński[22]. Szybko okazało się, że atrakcyjna, lecz populistyczna wersja historii przyciąga lawinę wyznawców oraz naśladowców. Wydawanie książek o Wielkiej Lechii stało się dla społeczności turbosłowiańskiej motorem napędowym do lansowania swojej narracji. Na kanwie zapoczątkowanego pisarstwa wyrośli następcy, którzy realizują swoją misję w różnej formie. Do tego grona możemy zaliczyć takie osoby jak: Eddie Słowianin[23], Tomasz Kosiński[24], Marian Nosal[25], Dagomira Płońska[26], Joanna Chołuj[27], Bogusław A. Dębek[28] czy Jarosław Prusiński[29].

Aby uzmysłowić sobie absurdalność tego środowiska, wystarczy przytoczyć fakt samozwańczej koronacji na króla państwa lechickiego (w granicach współczesnej Polski [Lehii]) Sanjayi Jaraszka. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że wykreowana postać króla Lehii jest karykaturą turbolechitów, płaskoziemców i antyszczepionkowców. Nie można też jednoznacznie stwierdzić, czy jest to świadoma i zaplanowana prowokacja, gdyż Sanjaya niemal każdego pomawia o spiskową działalność agenturalną przeciwko Lechii[30]. Imperium ma również innego uzurpatora korony lechickiej w postaci Wojciecha Edwarda Leszczyńskiego, rzekomego potomka magnackiego rodu Leszczyńskich[31].

Zwolennicy Imperium Lechickiego doczekali się też własnej muzyki. Mieszkańcy lechickiej krainy gustują w pieśniach i poezji dwójki artystów występujących pod pseudonimami Jaruha i Vedamir, których twórczość nawiązuje do lechickich korzeni. Wspólnie przygotowują płytę Przebudzenie Lechitów. Jaruha zresztą już zasłynął z teledysku Lechistan (180 tysięcy wyświetleń w serwisie YouTube)[32], w którym śpiewa między innymi takie słowa:

[...] jeszcze Lechia nie zginie, póki my żyjemy

Polska niepodległa to Polska Lechicka [...]

odbierzmy co nasze, wiarę, pismo, ziemię,

bo jesteśmy niepokonane aryjskie plemię[33].

2.2. Na peryferiach nauki

Zanim Wielka Lechia wyłoniła się z odmętów internetu, by trafić na półki bestsellerów w księgarniach, na uboczu toczącej się powoli lawiny powstawała na Uniwersytecie Jagiellońskim praca doktorska Piotra Makucha, wydana pt. Od Ariów do Sarmatów. Nieznane 2500 lat historii Polaków. Jest ona często przywoływana w toczących się dyskusjach zwolenników Lechii. Autor w swojej publikacji twierdzi na przykład, że nazwę Wawel można wywieść od biblijnego słowa Babel, a imię mitycznego władcy Krakowa – Krakusa, od króla Persji Cyrusa[34].

Nie jest to odosobniony przypadek, bowiem dowodów na to, że Wielka Lechia wbiła się ukradkiem na peryferia nauki jest nieco więcej. Przykładem jest chociażby emerytowany pracownik naukowy Politechniki Krakowskiej prof. dr hab. Robert Kozłowski, który na jednym ze spotkań Konwentu Narodowego Polski wygłosił wykład pt. Założenia wód termalnych i Wielka Lechia. W trakcie wystąpienia zaprezentował spreparowaną mapkę Lechina Empire krążącą od kilku lat w internecie jako jeden z dowodów na istnienie potęgi Imperium Lechickiego (zob. rozdział 4.3)[35].

Inny przykład to artykuł autorstwa prof. dr. hab. Wojciecha J. Cynarskiego z Wydziału Wychowania Fizycznego Uniwersytetu Rzeszowskiego oraz dr hab. Agnieszki Maciejewskiej-Skrendo, prof. US, z Wydziału Kultury Fizycznej i Promocji Zdrowia Uniwersytetu Szczecińskiego, traktujący o powiązaniach między Scytami i Lechitami jako proto-słowiańskimi wojownikami w Europie. W tekście autorzy powołują się m.in. na badania rosyjskiego pseudonaukowca Anatolia Kliosova, na podstawie których ferują pogląd, że Scytowie, Sarmaci i Lechici wywodzą się z jednego pnia genetycznego, co czyni te ludy podobnym. Próbują tego dowieść na podstawie podobieństw znaków (tamg dawnych ludów Wielkiego Stepu i średniowiecznych polskich herbów rycerskich) oraz stosowanych sztuk walk[36]. Pogląd o tożsamości Scytów ze Słowianami stawia też w swoim artykule dr Daria Keiss-Dolańska[37], która w jednym z przypisów swojego artykułu powołuje się na blog Czesława Białczyńskiego.

O słabości procedury recenzenckiej w przypadku nieznajomości zjawiska turbosłowiaństwa świadczą wpadki w regionalnych czasopismach naukowych. W „Roczniku” gorzowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Historycznego ukazał się artykuł Adriana Leszczyńskiego o łączeniu Słowian z Wenedami, napisany pod z góry określoną tezę, zawierający błędy i nadinterpretacje[38]. Z kolei w „Słupskich Studiach Historycznych Scripta Historica” opublikowano tekst Jakuba Belzyta, w którym autor referuje hebrajskie źródła do dziejów Słowian. Wśród wielu popełnionych błędów merytorycznych (m.in. brak znajomości języka hebrajskiego) na pierwszy plan wysuwa się powoływanie na pseudohistoryczne ustalenia Janusza Bieszka i T.S. Marskiego[39]. Recepcję tez głoszonych przez J. Bieszka znajdujemy także w jednym z popularnonaukowych artykułów The Hidden Story of Poland: What Happened to the Forgotten Kingdom of Lechia? autorstwa Natalii Klimczak, doktorantki z Wydziału Filologicznego Uniwersytetu Gdańskiego, umieszczonym na znanym i cenionym portalu ancient-origins.net[40].

Innym wartym omówienia przykładem jest publicystyka wykładowcy Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego dr. hab. Mariusza Kowalskiego (związanego również z Instytutem Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania Polskiej Akademii Nauk). Na łamach dwutygodnika politycznego „Najwyższy CZAS!”, a następnie w wydanej książce Ariowie, Słowianie, Polacy. Pradawne dziedzictwo Międzymorza Kowalski sugeruje teorię, na podstawie zbyt daleko idącej interpretacji badań genetycznych (powołując się w tym względzie na ustalenia wspomnianego już rosyjskiego pseudonaukowca Anatolia Kliosova), że Polacy żyją na naszych terenach od ponad 10 tysięcy lat[41]. Stąd też krótka droga do tego, by stworzyć teorię rasistowską, w której osoba posiadająca odpowiednią haplogrupę (R1a) jest prawdziwym Słowianinem, a z kolei tych, którzy jej nie posiadają, powinno się wykluczyć ze społeczności i dyskryminować. Książka M. Kowalskiego wywołała liczne kontrowersje w środowisku blogerów oraz naukowców[42]