Wydawca: Ridero Kategoria: Obyczajowe i romanse Język: polski Rok wydania: 2017

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 60000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
14 dni za darmo

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 275 Przeczytaj fragment ebooka

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Zabezpieczenie: watermark Przeczytaj fragment ebooka

Opis ebooka Facet do wzięcia - Anna Sznajder, Bogumiła Roch-Romanowska, Emilia Dominik

Trzy młode i ładne reporterki, dość poczytnego magazynu dla kobiet Evree, zwane Aniołkami dostają nagle nowe zlecenie. Co takiego wymyślił ich szef i jak odbiło się na ich życiu prywatnym i zawodowym pewne ogłoszenie, które ukazało się na łamach ich gazety?

Opinie o ebooku Facet do wzięcia - Anna Sznajder, Bogumiła Roch-Romanowska, Emilia Dominik

Fragment ebooka Facet do wzięcia - Anna Sznajder, Bogumiła Roch-Romanowska, Emilia Dominik

Anna Crevan SznajderBogumiła Roch-RomanowskaEmilia Anna Dominik

FACET DO WZIĘCIA

© Anna Crevan Sznajder, 2016

© Bogumiła Roch-Romanowska, 2016

© Emilia Anna Dominik, 2016

© Rysia Ryszarda, projekt okładki, 2016

Trzy młode i ładne reporterki, dość poczytnego magazynu dla kobiet Evree, zwane Aniołkami

dostają nagle nowe zlecenie. Co takiego wymyślił ich szef i jak odbiło się na

ich życiu prywatnym i zawodowym pewne ogłoszenie, które ukazało się na łamach

ich gazety?

FACEBOOK.COM/FACET-DO-WZIĘCIA/

ISBN 978-83-8104-167-6

Książka powstała w inteligentnym systemie wydawniczym Ridero

Bogumiła Roch-Romanowska

Emilia Anna DominikAnna Crevan Sznajder

****Mili*Enn

*Ann

Prolog

OGŁOSZENIE!

Na łamach naszego popularnego magazynu dla kobiet „EVREE” odbędzie się konkurs pt. „Facet do wzięcia”. Samotni panowie, którzy do tej pory nie znaleźli jeszcze swojej połówki, są mile widziani. Aby było zabawniej, kandydat nie może się zgłosić sam! Zgłaszają go znajomi, rodzina lub przyjaciele. Nabór trwa! Po wstępnych eliminacjach wyłonimy trzech zwycięzców, z których każdy pojedzie z wybranką swojego serca na weekend w SPA. Miłe panie! Nasze wierne czytelniczki będą mogły również zgłosić swoją kandydaturę. Ta, która zostanie wybrana przez jednego z trzech finalistów, pojedzie z nim na wymarzony weekend. Na łamach pisma zamieszczać będziemy poszczególnych kandydatów, a później finalistów, z którymi nasze wspaniałe reporterki przeprowadzą wywiad, jaki zamieścimy w piśmie. Zapraszamy do zabawy!

***

Enn

Starszy mężczyzna, który był naczelnym naszej gazety, wszedł do pomieszczenia i usiadł przy stole konferencyjnym. Zawsze mnie śmieszyło, jak taki człowiek może prowadzić typowy magazyn dla kobiet, na dodatek w Japonii. Był jednak w tym naprawdę dobry, sądząc po miejscu, na którym uplasowała się nasza gazeta.

— Aniołki mam dla was specjalne zadanie — uśmiechnął się spod wąsa, zwracając do mnie i moich dwóch przyjaciółek.

Nasza trójka szybko zyskała ten pseudonim i nie było sposobu się go pozbyć.

— Zakończyliśmy niedawno zgłaszanie kandydatów do naszego konkursu „Facet do wzięcia” — jego uśmiech wyraźnie wskazywał, że nam się może to nie spodobać.

Każda z nas wiedziała, o co chodzi. Od dwóch miesięcy w naszej gazecie pojawiały się krótkie opisy i zdjęcia rzeczonych kandydatów do konkursu. Losowani byli na podstawie ilości oddanych na nich smsów. Pojawiła się również możliwość wygrania weekendu w SPA.

— Mamy już trzech finalistów i przeprowadzicie z nimi wywiady.

Jak pomyślałam — nie spodobało mi się to. O wiele bardziej wolałabym wylądować z kieliszkiem wina i książką pod ciepłym kocem, niż zadawać durne i prawdopodobnie również osobiste pytania jakiemuś mężczyźnie. Spojrzałam na przyjaciółki, które z podobnym entuzjazmem reagowały na ten pomysł. Szef rzucił na blat trzy skromne teczuszki i zaczął zupełnie inny temat. Sięgnęłam po pierwszą z brzegu i otworzyłam ją, przeglądając zawartość.

„Słodki, niczym jego wyroby Arata nie może znaleźć dotąd swojej babeczki”.

Mało nie zeszłam ze śmiechu, czytając tekst wymyślony przez jakiegoś speca od wizerunku.

— Czyli nici z pieczenia wieczorem ciastek — mruknęła Mili, biorąc drugą teczkę.

— Oj tam! Chociaż będziemy miały coś innego do roboty — powiedziała jak zawsze opanowana Ann.

— Jak się to skończy idziemy się napić do mnie — odparłam z lekkim uśmiechem.

— Laska! Jeszcze nie zaczęłyśmy, a ty już masz tak dalekosiężne plany — zaśmiała się Mili, uderzając mnie tekturą w głowę.

***

Ann

Strażacka remiza czynna jest całą dobę. Facet, z którym miałam przeprowadzić wywiad miał niestety nocną zmianę. Poszłam troszkę zbyt wcześnie, bo liczyłam na to, że i on przyjdzie wcześniej. Przeliczyłam się! Stałam pod tą remizą jak ostatnia idiotka, pod obstrzałem śliniących się facetów w typowych uniformach i w czerwonych kaskach. Podeszłam do jednego z nich.

— Gomennasai! Pan — zerknęłam na kartkę — Yasei Toshiro — odczytałam powoli — jest już może?

— Nie, jeszcze go nie ma, a panienka tu po co?

— Mam z nim wywiad przeprowadzić, jestem z gazety. Długo jeszcze będę czekać na niego?

Nagle za moim plecami odezwał się głos.

— Już jestem. To pani jest tą dziennikarką, tak?

Odwróciłam się powoli. Wysoki był. Ciemnoczerwone włosy i dziwne, podwójne brwi. Był dobrze zbudowany i całkiem niczego sobie.

— Tak to ja. Gdzie możemy spokojnie porozmawiać?

— Zapraszam do szatni.

Zrobiło mi się głupio. Mam iść do męskiej szatni? A on co, przebierać się przy mnie będzie? Podszedł do nas starszy jegomość ubrany w służbowy garnitur. Nie znałam się na tym, ale chyba był kapitanem.

— Witam — ukłonił się — możecie skorzystać z mojego biura.

— Tak jest — powiedział poważnie Yasei, a ja niemal nie parsknęłam śmiechem.

Przypomniało mi się jednak, że jest na służbie. Poszliśmy do biura, on przodem, ja za nim. Kiedy wreszcie usiadł naprzeciw, mogłam zająć się swoją pracą. Wyjęłam notatnik, a on grzecznie czekał, aż się pozbieram i zacznę wywiad. Założyłam ołówek za ucho i załączyłam dyktafon.

— Panie Yasei…

— Toshiro!

— Co takiego? — Zerknęłam na niego.

— Mów mi Toshiro. Nikt nie mówi do mnie panie Yasei.

— Ok! Pierwsze, o co chciałabym zapytać, to czym zajmujesz się poza pracą?

— Poza pracą? — Podrapał się w czuprynę — lubię grać z kumplami w kosza.

— A coś jeszcze?

Zastanawiał się chwilę, marszcząc śmiesznie te dziwne brwi.

— Lubię jeść, znaczy — zarumienił się, jak uroczo — lubię gotować. Takie małe hobby.

— Ok! A dlaczego wybrałeś właśnie taki zawód?

Uśmiechnął się.

— By ratować ludzi. To proste. Masz pojęcie, jak to satysfakcja?

— Przecież to niebezpieczne!

— No i co z tego? Nie boję się. By ratować ludzkie życie, trzeba się liczyć z zagrożeniem, nie?

— To właściwie trzecie pytanie mamy już z głowy.

— Nie zadałaś go.

— Nie muszę!

— Chcę je usłyszeć.

— Ok! Twoje życiowe motto?

Podrapał się po czole i uśmiechnął dziwnie.

— Dobra, lecimy dalej.

Roześmiałam się. On też.

— Jaka jest twoja rodzina?

Nagle uśmiech zastygł mu na twarzy. Chyba nie spodobało mu się pytanie.

— Toshiro? Jak nie masz ochoty odpowiadać na jakiekolwiek pytanie, zrozumiem.

— Nie! Spoko. Tylko, że… — rozciągnął dłonią dookoła — to w sumie moja rodzina.

— Nie rozumiem.

— Moi kuple z pracy, moi przyjaciele.

— A…

— Nie mam innej rodziny. Jestem jedynakiem. Mam tylko ojca, ale mieszkam sam.

Zrobiło mi się dziwnie przykro.

— Gomenne…

— Nie szkodzi. Nie mogłaś wiedzieć.

— Kolejne pytanie brzmi — zachichotałam, kto wymyśla te pytania?

— No? — Ponaglił mnie.

— Czego nie lubisz w innych ludziach?

— A ty?

— To ja tu robię wywiad.

— Hmm, czego nie lubię? Nieszczerości, obłudy, kłamstwa, małostkowości, lenistwa, mam wymieniać dalej?

— Nie, wystarczy.

— Dużo jeszcze tych pytań?

— Tylko dwa.

— Całe szczęście.

Roześmiałam się, bo też chciałam mieć to z głowy.

— To nie ja je układałam. Dobra, jedziemy dalej. Jak uważasz, czemu zgłoszono cię do tego konkursu?

— Szczerze?

— Jak najbardziej!

— Pojęcia nie mam! Coś mi się zdaje, że to moi nieocenieni kumple uważają, że bycie samotnym to zło. Zwłaszcza jak się jest mężczyzną, a ty masz kogoś?

— Hyy! Co proszę? To ja tu przeprowadzam wywiad!

— Gomenne, dajesz ostatnie pytanie, bo muszę na służbę.

— Ok — spojrzałam na kartkę i dostałam ataku śmiechu.

— Co jest?

— Zaznaczam, nie ja układałam pytania, ale hi hi… powiedz, jaki jest twój typ kobiety?

Ryknął śmiechem, jak ja przed chwilą.

— No to wywiad uważam za skończony — stwierdził.

— Ale nie odpowiedziałeś na ostatnie pytanie!

— Do zobaczenia pani redaktor jutro na sesji zdjęciowej.

Zbył mnie? A taki sympatyczny!

***

Enn

Weszłam do dużej cukierni w poszukiwaniu jej właściciela. Według jego pracowników powinnam go zastać na zapleczu.

— Przepraszam — krzyknęłam w głąb pomieszczenia — jestem z magazynu EVREE!

Odpowiedziała mi cisza. Spojrzałam na blat, na którym stała miseczka z jakimś słodko wyglądającym kremem. Wyciągnęłam swój pomalowany czerwonym lakierem palec w kierunku gęstej masy i w tym momencie dostałam drewnianą łyżką w dłoń.

— Ała!

— Przyszła pani zrobić wywiad, czy podjadać? — Spytał mnie niski głos.

Tuż za mną stał wysoki mężczyzna. Na moje oko ponad dwa metry. Miał przydługie włosy, związane w klasyczny kucyk fioletową bandanką. Zaczęłam się zastanawiać, czym go karmili, iż tak wyrósł?

— Emm...Przepraszam — wymamrotałam.

Czułam się niczym dziecko przyłapane właśnie na podjadaniu.

— Więc może przejdźmy do pytań — zmieniłam temat.

Wysoki mężczyzna z leniwym wzrokiem i lizakiem w ustach wyciągnął z piekarnika blachę ciasteczek. Zdawał się kompletnie nie zwracać na mnie uwagi, dekorując łakocie z niesamowitą precyzją w olbrzymich dłoniach. Przysiadłam na wysokim stołku i wyciągnęłam notatnik.

— Czym zajmuje się pan na co dzień, kiedy nie pracuje? — Zadałam pierwsze pytanie.

— Jeżeli pyta panienka o czas wolny, to często gram ze znajomymi w kosza — odpowiedział, a ja na określenie „panienka” wprost się wzdrygnęłam. Jakbym cofnęła się do czasów rycerstwa.

— Czemu wybrał pan akurat cukiernictwo? — Zadałam kolejne pytanie.

On, ku mojej uciesze podał mi filiżankę herbaty.

— Uwielbiam słodycze.

Jego odpowiedzi były proste i zwięzłe, przez co zastanawiałam się, czy nie dodać czegoś od siebie dla podkręcenia kobiecych fantazji. Szybko jednak zrezygnowałam z tego pomysłu, gdyż potem mógłby się zrobić z tego niezły bigos.

— Pyszna ta herbata — zauważyłam, odstawiając puste naczynie.

— Wiem — uraczył mnie kolejną krótką odpowiedzią.

Coś czułam, że gawędzić to my nie będziemy, dlatego postanowiłam skupić się na kolejnych pytaniach.

— Co jest pana życiowym mottem?

— Dzień bez czegoś słodkiego, to dzień stracony.

Cud gościu, że masz jeszcze zęby — przemknęło mi przez głowę.

— Jaka jest pańska rodzina?

— Miła — chyba chciał na tym zakończyć, lecz dodał po chwili — mam trzech starszych braci i siostrę, zawsze traktowali mnie wyjątkowo. Chyba ze względu na to, że jestem najmłodszy.

Mimowolnie podniosłam lekko kąciki ust.

— Czego pan nie lubi w innych ludziach?

— Jak nie lubią tego, co ja lubię.

Postanowiłam po raz kolejny przemilczeć odpowiedź cukiernika o długich włosach.

— Jak pan uważa, czemu znajomi zgłosili pana do tego konkursu?

— Powiedzieli, że najwyższa pora abym sobie kogoś znalazł.

— Nie buntował się pan przeciw temu? — Nie mogłam się powstrzymać.

— Było mi to obojętne — odparł szczerze.

— To ostatnie pytanie. Jaki typ kobiety się panu podoba?

— Słodka — nie wiedziałam, czy mówi o osobowości, czy jednak o smaku — ale z charakterem, lubiąca słodycze, a jeszcze lepiej jakby umiała je robić!

— Uroczo — stwierdziłam — dobrze zatem. Dziękuję panu za poświęcony mi czas — wstałam z miejsca.

— Nie ma za co — odpowiedział.

Wyciągnął w moim kierunku łyżkę z kremu, który wcześniej chciałam mu podkraść. Patrzyłam to na przedmiot, to na niego i po chwili z cichym „dzięki” chwyciłam ją i spróbowałam.

— Proszę pamiętać, że widzimy się jutro na sesji zdjęciowej — powiedziałam.

Jednak całą swoją uwagę skupiłam na pysznej lekkiej masie o smaku waniliowym.

— Taa — mruknął jedynie.

— Kurde jakie to dobre — miałam wrażenie, że zaraz zjem drewno.

— Cieszę się — przyznał.

— Ja potrafię przypalić nawet elektryczny czajnik na gazie, więc jedzenie takich rzeczy to dla mnie rzadkość — stwierdziłam, wrzucając łyżkę do zlewu.

Na odchodne małomówny cukiernik podarował mi również ciastka w ładnym pudełeczku, z tym właśnie kremem.

— Ojoj, chyba muszę przejść się jutro na siłownię — zaśmiałam się.

— Nie potrzebuje panienka — stwierdził, ubijając pianę z białek.

— Dziękuję i do zobaczenia na sesji panie Mura… Murasawa — język mi się plątał.

— Arata.

— Enni — podałam swoje imię.

***

Mili

Usiadłam za kierownicą samochodu i westchnęłam ciężko. Jeszcze raz otworzyłam teczkę i spojrzałam na gościa w mundurze. Robił wrażenie, ale czy ja wiem? Ruszyłam powoli i spokojnie, by następnie dać gazu na obwodnicy. Uwielbiałam szybką jazdę, a do niego trzeba się było fatygować aż na drugi koniec miasta. Posterunek był niemal opustoszały, ale za ladą stał jakiś niski policjant.

— Przepraszam, w czym mogę pani pomoc? — Zapytał uprzejmie.

— Dzień dobry szukam niejakiego Taro Koichi? Chyba tu pracuje, a i jestem Mila Romano z magazynu Evree — podałam mu wizytówkę.

Uśmiechnął się lekko.

— Proszę chwilę poczekać. Jest na obchodzie drugiej dzielnicy. Za jakieś dziesięć minut powinien być z powrotem, o ile go coś nie zatrzymało.

Skinęłam głową i usiadłam na jednym z plastikowych krzesełek.

— Proszę, kawa dla pani.

Podziękowałam serdecznie. Naprawdę potrzebowałam czegoś ciepłego, nawet jeśli to była zwykła lura. Popijając, zdziwionym wzrokiem spojrzałam na ciemny płyn. Była dobra. Na posterunek wszedł wysoki, ciemnowłosy mężczyzna w mundurze.

— Panna Romano? Proszę wybaczyć, iż musiała pani czekać. Obchód zajął więcej czasu, niż planowałem.

Wstałam i podałam mu rękę na powitanie. Mocny uścisk dłoni świadczył o twardym charakterze.

— Dziękuję, że zechciał pan poświęcić mi chwilę. Gdzie możemy spokojnie pogadać? — Chciałam mieć to za sobą.

— Zapraszam do mojego biurka — wskazał mi drogę, a inni policjanci spoglądali na mnie dziwnie.

— Czy ja może jestem gdzieś ubrudzona albo sama nie wiem, mam coś na twarzy? — Zapytałam, gdy już usiadłam.

— Nie, skądże. Dlaczego pani pyta? — Jego wzrok był pełen iskierek.

— To może pana koledzy założyli się o to, jak szybko pójdę z panem do łóżka?

Jego zaskoczone spojrzenie odpowiedziało mi za niego.

— Niech odda im pan pieniądze, nie jest pan w moim typie! W dodatku mam narzeczonego — wskazałam pierścionek.

To była zmyła oczywiście. Nie miałam nikogo.

— Zaczynajmy — powiedział tylko.

— Pytanie pierwsze. Czym zajmuje się pan na co dzień, gdy nie pracuje?

W ręku trzymałam notatnik i dyktafon.

— Różnie, zależy od pory dnia. Jeśli pracowałem na nocną zmianę, staram się odsypiać. Jeśli w dzień, wieczorem idę czasem do klubu. W wolne dni pograć w kosza z kumplami — jego bezuczuciowy ton mnie nie zaskoczył.

— Czemu właśnie policja? Czemu wybrał pan akurat służbę w policji?

To mnie w sumie nurtowało samo w sobie. Gościu miał sporo we łbie, dlaczego został zwykłym gliną?

— Bo lubię mundur i świetnie w nim wyglądam — zaśmiał się, a ja ścisnęłam dłoń na dyktafonie.

Uśmiechając się szeroko, zadałam następne pytanie.

— Co jest pana życiowym mottem? — Spojrzałam na kartkę z pytaniem.

Poważnie, innych nie można było wymyśleć? Sekundę! Ja układałam te pytania. Idiotka ze mnie. Dziewczyny zapewne też tak myślą.

— Nikt nie jest w stanie mnie pokonać, tylko ja sam — stwierdził.

Pomyślałam, że to dość ciężkie, ale i mądre motto.

— Niech pan opowie coś o swojej rodzinie — poprosiłam po skończeniu notatek.

— Cóż jestem jedynakiem… — chyba chciał coś dodać, ale machnął ręką.

Spojrzałam na niego, lecz odwrócił wzrok do kolegi naprzeciwko, śmiejąc się w odpowiedzi na jakiś tam szeptany tekst.

— Czego pan nie lubi w innych ludziach? — Zapytałam, gdy łaskawie na mnie spojrzał.

Widać moja osoba już go nie interesowała aż tak.

— Nie znoszę ludzi bez pasji. Jak by to ująć? Ma pani jakąś pasję, hobby coś, co sprawia pani radość i satysfakcję? — Zapytał, patrząc mi w oczy.

— Tak, oczywiście.

— I już panią lubię! Ludzie, którzy jej nie posiadają, nie mają polotu! Sam nie wiem, tego czegoś interesującego, co by mogło ich otworzyć na innych ludzi, a nie smęcić na życie i świat — stwierdził, a ja zgodziłam się z tym, choć nie do końca.

— Ok, następne pytanie. Jak uważasz, czemu twoi znajomi zgłosili cię do tego konkursu?

Zaśmiał się.

— Wydaje mi się, że się chyba założyli o to, ile dziewczyn się zgłosi — taaaa nawet mu uwierzyłam.

— Ostatnie pytanie, to jaki typ kobiety preferujesz? — Spojrzałam na kartkę.

Poważnie? Musiałam takie pytanie wymyśleć po trzeciej butelce wina, bo nie pamiętałam go nawet.

— Lubię dziewczyny — i to miała być odpowiedź? No dobra.

— Dziękuję za pański czas panie Taro. Do zobaczenia jutro na sesji — pożegnałam się i wyszłam.

Normalnie aż mną trzęsło z lekka. Narcyz jeden.

***

Enn

Cholernie spóźniona wpadłam do budynku, w którym miały odbywać się zdjęcia. Założenie dzisiaj do błękitnej koszuli i czarnej spódnicy, wysokich szpilek nie było idealnym pomysłem. Leciałam przez korytarz, głośno stukając obcasami o posadzkę i starając się nie wylać prawdopodobnie i tak już zimnej kawy. Już widziałam drzwi do odpowiedniego pomieszczenia, kiedy zderzyłam się z kimś.

— Ała… — westchnęłam, wstając z pomocą winowajcy, choć może to była moja wina.

— Nic pani nie jest? — Odezwał się przyjemny dla moich uszu głos.

— Jest — spojrzałam na swoje ubranie pochlapane napojem — zresztą nieważne — machnęłam dłonią nawet na niego nie patrząc i wmaszerowałam przez drzwi.

— Enn, co ci się stało? — Ann zdziwiła się, widząc mnie.

— Problemy techniczne — rzekłam, starając się uspokoić.

— Chodź — Mili pociągnęła mnie w stronę pokoju stylistki — Ayane — zwróciła się do młodej dziewczyny z wysokim blond kokiem na głowie — pożyczysz jej jakiś ciuch na przebranie? — Uśmiechnęła się tak słodko, że wprost chciałam zapytać, co zrobiłaś z prawdziwą Mili.

— Ależ oczywiście — dziewczyna zaczęła przeglądać wieszaki, a Mili wyszła.

***

Ann

Cholerne korki i wiecznie zapchane ulice. Tak nigdy nie zdążę. Na dodatek zero wolnego miejsca, by zaparkować. Bucząc pod nosem i krążąc wkoło budynku, wreszcie dostrzegłam wolną przestrzeń. Dobra nasza! Wykręciłam kierownicę na maksa i ignorując klakson jakiegoś niecierpliwego gnojka, szybko wykonałam manewr. Dumna z siebie, że wreszcie zaparkowałam i wkurzona, bo byłam już mocno spóźniona, chwyciłam torebkę, wyjęłam kluczyki i otworzyłam drzwi, by wyjść. Bęc! Wpadłam prosto w czyjeś silne ramiona.

— Uwaga! Ja tu jestem!

Podniosłam głowę i zobaczyła piękne, granatowe oczy.

— Gomenne! Ja… — wysoki, barczysty chłopak w mundurze policjanta postawił mnie do pionu.

— Czy pani wie, że tu nie wolno parkować? To teren prywatny.

— Nigdzie nie ma… — zatkało mnie, kiedy wskazał na ogromną tabliczkę z jakimś napisem.

— Gomennasai, ale ja nie znam dobrze japońskiego — tłumaczyłam się.

Spojrzał na mnie, a mi zrobiło się gorąco. Przyglądał mi się dość długo w milczeniu, a potem powiedział, bardzo powoli wymawiając każde słowo.

— Tym razem dam pani tylko pouczenie, ale proszę przestawić samochód. A tam jest napisane: „teren prywatny, zakaz wjazdu i parkowania”.

Uch! Ale mnie tym wkurzył.

— Nie jestem idiotką, by gadać do mnie dużymi literami.

Od razu stracił na uroku, ale posłusznie przyjęłam pouczenie i wsiadłam, by przestawić to auto. Palant! Jednak nie uśmiechał mi się teraz mandat i punkty karne. Tyle że gdzie ja teraz zaparkuję? I tak już byłam sporo spóźniona.

***

Mili

Szłam niosąc wypieki, jakie wczoraj zdążyłam zrobić. Chciałam mieć pod ręką coś, co mnie postawi na nogi. Facet od wywiadu sprawiał, że aż mnie nachodziła ochota na mord. Przyspieszyłam, by zdążyć przed zamknięciem drzwi, gdy nagle usłyszałam.

— Panienka pozwoli, że przytrzymam — ujrzałam wysokiego gościa.

Był przystojny i bardzo szarmancki.

— Dziękuję — zarumieniłam się.

— A cóż tak pysznie pachnącego pani trzyma? — Zapytał, gdy już weszliśmy do środka.

— Ach to tylko takie tam… Wypieki — otworzyłam, a jego oczy się zaświeciły.

— Mogę spróbować? — Zapytał, a ja mu podsunęłam pudełko, na co chętnie złapał kawałek ciasta i zjadł.

— Mmmm przepyszne!

— Dziękuję — zarumieniłam się jeszcze bardziej.

Ktoś pochwalił moje wypieki? Dziewczyny też je lubią, ale on był pierwszą obcą osobą, która to zrobiła. Byłam taka dumna. Nagle wpadła Enn w zachlapanej bluzce. Zaprowadziłam biedną do garderoby. Tam już zostawiłam w dobrych rękach stylistki. Ayane mało rąk nie załamała, gdy zobaczyła w jakim stanie jest moja przyjaciółka. Wróciłam szybko na salę, bo wciąż czekałam, aż szanowny pan policjant da znać, że żyje. Byłyśmy już trzy, a i ten od Ann także się już pojawił. Enn mówiła, że jej chłopak to cukiernik, ale nie poznałam go jeszcze. Mojego policjanta nie było. Miałam ochotę wytłuc wszystko dookoła. Na szczęście na sali stał także wysoki przystojniak, który zjadł moje ciasto. Muszę się dowiedzieć kto to, bo całkiem niezłe z niego ciacho.

***

Ann

Wszystkie trzy, wreszcie gotowe poszłyśmy na sesję. Była już cała ekipa, łącznie z fotografem, który układał swój sprzęt. Gdzie nasi bohaterzy? — Pomyślałam sobie. Mili usiadła na parapecie, a Enn poprawiała bluzkę, którą dała jej Ayane.

— Świetnie wyglądasz, daj spokój — szepnęłam, bo właśnie przyszedł naczelny.

— Witajcie moje aniołki!

— Nie… — zaczęłam, ale wzrok Mili mnie zastopował — szefie -skłoniłam się — gdzie nasi panowie?

— Dwaj już są. Zaraz tu będą. Koga — zwrócił się do fotografa — poproś panów! A ty Crevan — wskazał na mnie — idź, dowiedz się co z panem Taro, dobrze? Powinien już tu być!

Dlaczego ja? — Mówiło moje spojrzenie.

Po czym wyszłam na hol, by sprawdzić gdzie pan spóźnialski.

***

Mili

Usiadłam dosłownie na chwilę. Nagle wlazł szef. Poczułam się wściekła na dupka — policjanta, że go jeszcze nie ma. Kiedy Crevan wyszła w celach poszukiwawczych, ja podeszłam do wielkoluda, co polubił moje wypieki. Czy on zjadł wszystko? Zostawiłam mu pudełko, zapominając o tym.

— Hej Mili! Widzę, że poznałaś już cukiernika, co szuka swojej babeczki?

Enn pojawiła się tuż obok mnie z szerokim uśmiechem, a ja ledwo dosłownie tłumiłam śmiech. Gdyby nie fakt, że okazał się naszym „facetem do wzięcia” śmiałabym się do rozpuku. Spojrzałam bystrzejszym okiem na niego i szczerze — spodobał mi się jeszcze bardziej.

— Czyli ten wielkolud od słodyczy, to ten dżentelmen? — Zapytałam szeptem przyjaciółkę.

Pokiwała głową.

— A gdzie ten twój? — Zapytała.

— Sama nie wiem. Aż mam ochotę mu nakopać — odpowiedziałam, szepcząc nadal.

Nagle w drzwiach pojawił się ciemnowłosy. Zazgrzytałam zębami zła.

***

Ann

Wyszłam na korytarz i schodami na dół. W drzwiach wpadłam na kogoś.

— A! Uważaj może…

Nie skończyłam, bo granatowe spojrzenie przewierciło mnie na wskroś.

— Pani?

— Pan?

— Gomenne! Spieszę się!

— Ja też!

Już miałam wyjść, kiedy złapał mnie za nadgarstek. Poczułam dreszcze.

— Czy biegnie pani przestawić swoje piękne autko? Znów zaparkowała pani w nieodpowiednim miejscu?

Czy mi się wydawało, czy kpił sobie ze mnie?

— Nie, panie władzo i proszę mnie puścić, czekam na kogoś! I nie sądzę, bym zaparkowała w nieodpowiednim miejscu tym razem. Nigdy nie popełniam dwa razy tego samego błędu.

— Miło to słyszeć — poprawił czapkę i poszedł w kierunku schodów, a ja stałam jak idiotka i gapiłam się za nim.

Palant, ale jaki seksowny i te granatowe oczy. Westchnęłam i wyszłam na zewnątrz. Nikogo nie było. Rozejrzałam się dookoła, a potem wróciłam, by zapytać ochroniarza czy nie widział, jak ktoś wchodził.

***

Enn

Stylistka dała mi zbyt mocno wyciętą bluzkę, którą co rusz poprawiałam, by nie wyglądać jak panna za drinka. Fotograf poprosił do nas panów. Cukiernika, którego zapoznałam z autorką najlepszych ciast, jakie jadłam. Odwróciłam się i zajrzałam do swojej torebki. Nieznany mi mężczyzna podszedł do mnie, machając moją plakietką.

— To chyba twoje, Enni? — Odczytał i podał mi kawałek plastiku.

Głos jakim wypowiedział moje imię, sprawił, iż poczułam się niczym licealistka.

— Dziękuję, nawet nie wiem, kiedy ją zgubiłam.

Uśmiechnęłam się do wysokiego i barczystego mężczyzny o niezwykłych brwiach. Okłamywałabym samą siebie, gdybym twierdziła, że mi się od razu nie spodobał.

— To było wtedy, gdy na mnie wpadłaś — uśmiechnął się szelmowsko — Toshiro jestem.

Poczułam, jak dreszcz przechodzi mi wzdłuż kręgosłupa.

— Och, ten którego „nie rozpaliła jeszcze żadna kobieta, gasząc pożar jego samotności”?

— Co? — Spytał ze śmiechem.

— Nasi specjaliści od wizerunku wymyślili dla każdego z was idealną reklamę, panie strażaku!

Wpadłam na genialny pomysł przytrzymania agrafką z plakietki boków materiału, aby nie chwalić się kolorem stanika.

— To może ty mnie rozpalisz? — Wyszeptał, nachylając się do mojego ucha.

Z wrażenia ukułam się w palec. Coś chyba poszło nie tak, gdyż spłonęłam rumieńcem, jakbym miała co najmniej czterdzieści stopni. Na szczęście Toshiro tego nie widział, bo tuż po wprowadzeniu mnie w taki stan, odszedł w kierunku młodej stylistki.

***

Ann

Wróciłam na salę dość wkurzona, bo nie było nigdzie pana spóźnionego. Szef się wkurzy. Trudno, starałam się! Przecież nie jest duchem, nie mógł mnie minąć niepostrzeżenie. Otworzyłam drzwi i oniemiałam. Pan władza od pouczania mnie, jak i gdzie mam parkować, stał tam i gadał w najlepsze z moim strażakiem od wywiadu i jeszcze jednym, wysokim gościem. Co tu jest grane? Podeszłam do dziewczyn, pod bacznym obstrzałem granatowych oczu.

— Laski, o co kamann? Co tu robi ten policjant?

— Nie wiesz? To trzeci kandydat, gadałam z nim wczoraj — poinformowała mnie Mili.

— Aa! Takie buty, no to się wkopałam…

Nie zdążyłam nic dodać, bo szef już szedł do nas. Kiwnęłam tylko Toshiro, a on mi odkiwnął ochoczo. Pan granatooki władza nachylił się do Yasei, najwyraźniej o coś go pytał szeptem.

— No to mamy komplet — stwierdził szef i spojrzał na mnie — potem z tobą pogadam!

— Szefie, co znowu ja?

Odwrócił się, a Enn poklepała mnie po ramieniu.

— Nie martw się, pewnie mu chodzi o to, że nie znalazłaś pana Taro.

— Sam się znalazł, jak widzę!

Spoglądałam na niego, a on na mnie, ale już po chwili podeszła do nich stylistka.

— Zapraszam panów na sesję.

***

Mili

Koga, nasz fotograf w końcu skrzyknął całą ekipę. My usiadłyśmy z tyłu, ponieważ musiałyśmy obserwować sesję, by potem ją opisać. Spojrzałam na tych gości, widząc, jak ze sobą gadają, ustawiani przez asystentkę Kogi.

— Dobra ustawcie się prawym profilem… Kiri popraw światła i sprawdź natężenie przy ich twarzach… Mogę dostać wodę? Niech ochlapią się nią lekko po twarzy…

Sesja się przeciągała, ponieważ pierwsze zdjęcia wyszły surowe. Dalej już było lepiej. Koga się rozluźnił.

— Panowie, a teraz proszę zdjąć górną część garderoby. Musicie się pokazać z jak najlepszej strony!

Taro się uśmiechnął, Yasei zaśmiał, a Murasawa tylko spojrzał na Kogę. Miałam wrażenie, iż mają niezły ubaw. Kiedy pościągali koszulki, usłyszałam zadowolone, lekko ukrywane westchnienia dziewczyn. Rozejrzałam się i ujrzałam, jak większość damskiego personelu stała wpatrzona w boską trójcę, a dwie przyjaciółki obok mnie chyba zaraz zaczną się ślinić. Czy ze mną było coś nie tak?

— Ochlapcie go jeszcze brudnym smarem — szepnęła Enni ukradkiem patrząc na strażaka — czy ja to powiedziałam na głos?

To aż dziwne, że ona nie jest blondynką.

— Fajny jest — przyznała — ale ma jedną wadę.

Spojrzałyśmy ciekawe, co tym razem palnie Enn.

— Sprawia, że czuję się jak nadobna dziewica.

***

Enn

Sesja trwała, a ja udawałam, że wgapiam się w telefon, podczas gdy częściej patrzyłam na mężczyznę w typowych strażackich spodniach. Toshiro był wspaniały! No niby każdy z nich był, jednak te czerwone włosy przyciągały mój wzrok niczym magnes. Uśmiechał się szeroko, zgarniając dłonią włosy do tyłu i tworząc tym samym idealny wizerunek do gazety. Och, gdybym mogła być kroplami wody na jego wspaniałym ciele…

— Przepraszam, mogę prosić coś do picia? — Uśmiechnęłam się lekko do jednej z asystentek, która zaraz podała mi kawę w papierowym kubeczku. To było wybawienie, mocna czarna kawa z cukrem i przystojni faceci w blasku fleszy, czy może być lepiej?

***

Ann

Podczas gdy Enn udawała nagłe zainteresowanie swoim telefonem, ja stałam wkurzona maksa. Nie dość, że czekała mnie bura od szefa to jeszcze ten palant w niebieskim mundurze działał mi na nerwy. Zakładając ręce przed sobą, powoli dochodziłam do wniosku, że pan policjant musi być cholernym dupkiem, mimo pięknych oczu i seksownego ciała. Jego uśmiech był dziwnie drapieżny, kiedy serwował go zachwyconej stylistce. Ona odpowiedziała uśmiechem. Nie uśmiechałabyś się tak zdziro — pomyślałam sobie — jakby ci wlepił mandat lub choćby pouczenie!

— Mili, przypomnij mi jaki to tekst wymyślił nasz genialny facet od wizerunku dla tego nadętego dupka w mundurze?

— Funkcjonariusza Taro jeszcze żadna nie zakuła w kajdany miłości. — Powiedziała Mili, nie patrząc nawet na mnie.

— Mhm — jeszcze mocniej zacisnęłam ramiona — co za debilny tekst! Choć nie wątpię, że kolejka będzie spora.

— Ty zgrzytasz zębami — stwierdziła z satysfakcją Enni.

— A ty się ślinisz — dowaliłam jej — nic ci ten kamuflaż z telefonem nie da! Podoba ci się?

— Ale, że kto?

— Pan strażak!

— Ciiiisss — uciszała nas Mili- ja tu się próbuję skupić.

Chłopcy pozowali długo i cierpliwie. Na pierwszy ogień poszedł pan strażak, na co Enn reagowała serią westchnień, zwłaszcza kiedy zdjął górną część stroju i pozował z nagim torsem. No był zbudowany, nie powiem, że nie! Drugi z kolei był pan cukiernik. Mili niby zapatrzona w notatnik, rzucała coraz to dłuższe spojrzenia na niego. Kiedy zdjął koszulę, upuściła ołówek. Enni zachichotała, a ja nadal byłam zła. Pan policjant wreszcie poszedł pod obstrzał obiektywu. Na początek rzucił mi krótkie spojrzenie, prychnęłam pod nosem. Palant! Fotograf zrobił kilka fotek, podeszła stylistka i rozpięła mu mundur. Zdzira do kwadratu! On uśmiechnął się i pozwolił skropić się wodą, by jego ciemna skóra wyglądała na oblaną potem. To ma być sexy? Jednak kiedy wyjął służbową broń z kabury, nagle moje kolana stały się zbyt miękkie. No rzesz kuffa! Co to ma być? Czemu tak reaguję?

— Wszystko ok? — Zapytała z dziwnym uśmieszkiem Enni.

— Jasne!

— Akurat! Miło wiedzieć, że ty też się zaraz zaczniesz ślinić, o ile nie gorzej! Chusteczkę?

— A daj spokój… — pokazałam jej język.

Potem jeszcze panowie musieli zrobić kilka wspólnych foci, na okładkę. Razem wyglądali lepiej niż z osobna. Było co podziwiać. Pomyślałam, że chyba nakład rozejdzie się w trybie now i już chciałam zasugerować zrobienie dodruku, kiedy przypomniało mi się, że mam na pieńku z szefem za dziś. Tymczasem sesja dobiegła końca.

***

Enn

Powoli już nas męczyło siedzenie na tej sesji. Na szczęście wreszcie fotograf zdjął z szyi aparat i oświadczył, że wystarczy. Trzej przystojniacy poszli się przebrać z powrotem w swoje rzeczy.

— Enni przeprałam i wyprasowałam twoją koszulę — Ayane podała mi moją bluzkę.

— Och dziękuję — cieszyłam się — poczekam, aż przebieralnia będzie wolna i od razu się przebiorę.

Crevan wyglądała na zdenerwowaną, w końcu czekała ją pogadanka z szefem.

— To wy lećcie! Szkoda, że nie posiadam własnego auta — westchnęłam.

— Mogę cię podwieźć — zaproponowała Ann.

— Nie trzeba, nie jest to za bardzo tobie po drodze.

Jak tylko pan policjant opuścił jako pierwszy pokój, poszłam ubrać swoją bluzkę. Gdy wyszłam, została jedynie ekipa, która składała reflektory i tło. Pośpiesznie zeszłam po schodach na dół. Tuż przed drzwiami obcas wpadł mi w dziurę i się złamał.

— No rzesz… — wysyczałam wściekła.

Odetchnęłam głęboko, wyrzuciłam z żalem ulubione buty i podniosłam wzrok. Naprzeciwko mnie stał oparty o czerwonego Land-rovera strażak i wpatrywał się we mnie z nieodgadnionym wyrazem twarzy.

— Czego się patrzysz? — Mruknęłam pod nosem i odeszłam w kierunku przystanku.

Czułam się jak kompletna idiotka, idąc boso po chodniku i widząc dziwne spojrzenia ludzi. Powoli żałowałam, że nie zgodziłam się na propozycję przyjaciółki. Jednak nie chciałam jej teraz zawracać głowy. Ledwie uszłam kilka kroków, gdy podjechało duże czerwone auto.

— Może cię podwieźć kopciuszku? — Spytał z zaczepnym uśmiechem jego kierowca.

Już chciałam odrzucić propozycję, jednak uśmiechnęłam się lekko i pociągnęłam za klamkę. Zatopiłam się w wygodnym, dużym fotelu i niemal zapomniałam kto obok mnie siedzi.

— To dokąd? — Zapytał, patrząc na mnie.

— Centrum, naprzeciwko stadionu — odparłam jedynie i zaczęłam masować obolałe stopy — Toshiro, to jak ci się podobała sesja? — Zagaiłam rozmowę.

— Zdecydowanie wolę pożary i ratowanie kotów z drzew — stwierdził, a ja zaczęłam głośno się śmiać.

— A wyglądałeś tak swobodnie przed obiektywem — stwierdziłam.

— Obserwowałaś mnie — złapał mnie za słówka.

— Obserwowałam każdego, taka fajna praca — wytłumaczyłam się szybko.

— Jak moja — przyznał z dumą.

— A właśnie! Crevan mówiła, że nie uzyskała odpowiedzi od ciebie na ostatnie pytanie — przypomniałam sobie.

Yasei uśmiechnął się tajemniczo. Kurczę, siedząc tak blisko niego, podobał mi się jeszcze bardziej.

— Zostawię to chwilowo tajemnicą — stwierdził.

Miałam wrażenie, że dobrze wie jak mnie jeszcze bardziej zaintrygować swoją osobą. Strażak zaparkował niedaleko mojego mieszkania.

— Dziękuję za podwiezienie — zaczęłam wychodzić z auta.

— Dostane może twój telefon? — Zapytał nagle.

— Oj, mam stary model, nie spodoba ci się — stwierdziłam i odeszłam w stronę drzwi rozbawiona.

***

Ann

Wyszłam jako ostatnia z tej sesji, bo szef dorwał mnie na korytarzu. Nawet nie krzyczał, wysłuchał tylko moich wyjaśnień i pozwolił mi odejść, zaznaczając, by się to nie powtórzyło! Niby co? Co ja mogę, że pan palant w niebieskim mundurze woli czyhać na potencjalnych piratów drogowych, zamiast przychodzić na czas na umówione przecież spotkanie? Przez to wszystko byłam na niego jeszcze bardziej zła! A ciśnienie jeszcze mi podskoczyło, kiedy dotarłam do parkingu. Oparty w najlepsze o moje auto stał nikt inny jak pan mundurowy.

— Czego tu — warknęłam — przecież stoję prawidłowo, co nie?

Zlustrował mnie z góry na dół.

— A i owszem!

Widziałam, że kpi ze mnie, bo nawet nie mówił o samochodzie.

— To może się zsuniesz, bo chciałabym wsiąść do własnego auta.

Nawet nie zauważyłam, jak przeszłam na ty, takie miałam nerwy.

— Ok, ok — podniósł ręce w obronnym geście — jakaś ty groźna, no no!

— Hy! Kto to mówi — i nie bacząc już na nic, wsiadłam i odjechałam bez słowa.

Dopiero w domu zobaczyłam za wycieraczką niewielką kartkę. Już miałam psioczyć, że jednak palant dał mi mandat, ale kiedy ją rozwinęłam było tam zapisane tylko dziewięć cyfr. Debil! Jaki pewny siebie! Myślał, że do niego zadzwonię, czy jak? Pogięłam kratkę i wyrzuciłam do kosza. Bez większego żalu.

***

Mili

Stałam z notatnikiem w ręku. Od momentu ich wejścia na plan zdjęciowy czułam się dziwnie. Chciałam jakoś to wszystko ogarnąć. Pisałam zatem to sprawozdanie z przebiegu sesji. Dziewczyny się droczyły miedzy sobą, a ja ukradkiem spoglądałam na Murasawę. Jego wzrost oraz profesja mnie powaliły. Czułam, że nie powinnam się dziewczynom z tego zwierzać. Po zdjęciach poszłam pogadać z Kogą. Fotograf był zadowolony z sesji, choć na początku było sztywno.

— Jesteśmy umówieni na wieczór. Na te drinki, które mi obiecałyście za wzięcie tego zlecenia — pokazał mi ekran.

Seksownie podkreślone ciała aż się wyrywały, aby je schrupać. Strażak i cukiernik zniknęli, zaś ja poszłam, szybko pożegnawszy Kogę, za Taro.

— Czy ty zgłupiał do reszty? Kazałeś na siebie czekać? Sama nie wiem, po kiego grzyba to robisz, ale łaskawie mógłbyś się postarać dobra? Wystarczyło powiedzieć, że nie masz ochoty na coś takiego, a nie stawiać mnie i moje koleżanki w tak kłopotliwej sytuacji, ty nadęty snobie — wyrzuciłam z siebie z szerokim uśmiechem i wyszłam.

Szef się dowie, będzie bura na bank, ale naprawdę mało mnie to obeszło. Crevan się dostanie za niego, a nie powinno. Enn i Ann w końcu pożegnały się ze mną, więc wyszłam i pomaszerowałam na parking. Widząc swoje kochane autko, odetchnęłam z ulgą, że w końcu mam ich z głowy. Choć z drugiej strony, czy ja wiem? Arata był całkiem słodki. Wieczór zapadł szybko i zrobiło się niespodziewanie zimno. Deszcz lał już od późnego popołudnia. Ubrana w dżinsy i bluzę z kapturem, bo przecież nie musiałam się stroić, zeszłam do baru, który znałyśmy z dziewczynami z czasów, kiedy tu same pracowałyśmy podczas studiów.

— Koga, to co pijesz? — Zapytałam, usiadłszy obok mojego przyjaciela.

Spojrzał z błyskiem w oku.

— No cóż, skoro stawiasz, to — zamarł w namyśle — whisky z lodem, podwójne!

Zaśmiałam się. Zawsze to zamawiał. Wkrótce dołączyły do mnie i Crevan i Enn i to razem. Enni spojrzała na mnie, mrugając. Znaczy, że chce nam coś opowiedzieć.

— Ann, przesiadamy się do boksu? — Zapytałam, a ona skinęła głową.

Koga został przy barze, a myśmy się zwinęły.

***

Ann

Usiadłyśmy w boksie z zamówionymi drinkami, znaczy z winem właściwie. Ja i Enn z czerwonym, Mili jak zawsze z białym. Ucieszone, że mamy to dziwne zlecenie z głowy. Żadna z nas nie poruszyła tematu seksownych naszych obiektów wywiadu. Mili popijała swoje wino, Enn z wypiekami na twarzy i rozmarzonym wzrokiem była z lekka nieobecna. Dałam jej pstryczka w nos.

— Hej! Ziemia do Enni! Jak tam? Jak dotarłaś do domu?

— Noo, ten noo…

— Co?

Zarumieniła się jak głupia.

— Ktoś mnie podwiózł.

— Podwiózł? Kto?

— Noo ten strażak, Toshiro!

— Aaa! I dlatego teraz się szczerzysz jak ostania idiotka, z tym rumieńczykiem ala cnotka?

Mili łyknęła wino.

— Crev, nie dręcz jej! Widzisz, że wpadła po uszy!

Upiłam spory łyk wina i nagle wyplułam je prosto na stół krztusząc się.

— Ann! Co ci? — Zaniepokoiła się Enn, a Mili już mnie klepnęła w łopatki, aż zabolało.

— Zobaczcie, kto wszedł właśnie do baru.

Ocierałam serwetką twarz i wino ze stołu. Spojrzały w stronę drzwi i zaniemówiły. Stali tam we trójkę jak gdyby nigdy nic. Pan strażak, cukiernik i ten palant w mundurze. Na szczęście nie widzieli nas jeszcze, bo boks skutecznie nas osłaniał.

***

Enn

— Czy w tym mieście jest tylko jeden bar?!

Momentalnie pochyliłam się jak najbardziej i zasłoniłam kartą drinków. Trzej bohaterowie naszego konkursu usiedli tuż za nami. Mimowolnie nadstawiłyśmy uszu.

— Dziwne, że jeszcze nie dzwoniła — doszedł nas głos gliniarza.

— Może cię olała — śmiał się z niego Yasei.

— Mnie żadna nigdy nie olała — stwierdził pewny siebie — a ty złodzieju telefonów, powinieneś dać jej swój numer.

Zatkałam dłonią usta, by nie wybuchnąć śmiechem.

— Każda laska udaje taką twardą, a tylko czeka, żeby zaciągnąć ją do łóżka — stwierdził mundurowy.

Ann wypiła całą zawartość swojego kieliszka i sięgnęła po mój.

— Ciekawe co dodała do tego ciasta — nagle odezwał się cukiernik — było naprawdę dobre.

Spojrzałyśmy z Crevan wprost na uroczo uśmiechniętą Mili.

— Niestety muszę cię rozczarować, zajęta jest — rzekł policjant.

— Szkoda — stwierdził krótko Arata.

***

Mili

Crevan i Enn wpatrywały się we mnie zdziwione.

— Ty jak to zajęta? — Szepnęła blond włosa.

Spojrzałam na nią z takim no, zrezygnowanym uśmiechem.

— A no bo powiedziałam to temu palantowi policjantowi! Żeby nie myślał, iż na niego lecę, tylko mówię „nie” by udawać niedostępną — prawie się popłakałam, jak usłyszałam cukiernika.

Chciałam mu już powiedzieć, że to dla odstraszania natrętów, ale Enn przytrzymała mnie za przedramię.

— Jak myślisz, kiedy się przełamie? Ile dajesz jej czasu? Usłyszałyśmy, a ja przełknęłam ślinę. Nagle zorientowałam się, że Koga idzie w naszą stronę uśmiechając się szeroko.

— Dziewczyny! Koga tu idzie, mamy przechlapane!

Jęknęłam cicho, chowając je wszystkie.

— Myślałem, żeby dać jej góra jeden dzień — powiedział pan władza, a Ann prychnęła.

Enn mało nie zachichotała, a ja trzymałam moje wino.

— Musimy się jakoś odpłacić — rzekłam lekko wkurzona.

Koga podchodził do nas, gdy nagle zauważył chłopaków.

— Oooo wy też tutaj? Czyli będzie nas siódemka.

Zaczął mówić, a my machałyśmy na niego prosząco, aby zajarzył, ale niestety. Murasawa podniósł głowę i nas zobaczył. Uśmiechnęłam się szeroko.

***

Ann

Zmarszczyłam brwi, kiedy Enn odsunęła butelkę na bezpieczną odległość. Znała mnie! W stanie nerwów nie panowałam nad sobą, a to, co wygadywał ten debil, przyprawiało mnie o białą gorączkę.

— Już ja mu dam jeden dzień! Niedoczekanie…

Nie skończyłam, bo nagle zmaterializował się przy nas Koga. Rany, on nas zaraz wkopie. I faktycznie — pan cukiernik, najwyższy z nich, zapuścił żurawia, a zobaczywszy nas trzy, niemal nie rozpłynął się w uśmiechu jak lukier na jego babeczkach.

— No to mamy przerąbane — zdążyłam szepnąć, ale laski chyba już mnie nie słyszały.

Enn już uśmiechała się do Toshiro, a Mili do tego cukiernika, jak on miał na imię? Arata? Chyba tak. Tylko ja, napotkawszy granatowe spojrzenie, niemal nie warknęłam ze złości.

— No kogo my tu mamy — ucieszył się pan władza.

— I czego tak się szczerzysz? — Odpaliłam mu.

— Też miło cię znów spotkać — powiedział rozbawiony.

Wyszli ze swego boksu.

— Skoro cała szóstka, plus oczywiście moja fenomenalna osoba się tu trafiła — wtrącił się Koga — to chodzimy gdzieś się zabawić, co?

***

Enn

— My jednak pozostaniemy tutaj — Ann była wściekła niczym osa.

Sięgnęła po kieliszek, który szybko jej zabrałam, wypijając całą zawartość.

— Bez wina nigdzie się nie wybieram.

Wstałam powoli, podchodząc do baru, z zamiarem zamówienia następnej kolejki. Było tłoczno tak, że ledwo udało mi się podejść. Dwie duże dłonie wylądowały na ladzie, po obu stronach mojego ciała.

— Czyli jak będziesz mieć wino, to pójdziesz? — jego głos tuż przy moim uchu sprawił, że zaschło mi momentalnie w gardle.

Podniosłam lekko głowę, co było błędem, gdyż niemal stykaliśmy się w tej pozycji nosami.

— Toshiro…

— Prędzej wrócę teraz do domu, niż gdziekolwiek z nim pójdę — sytuację przerwała wkurzona do granic możliwości przyjaciółka, a ja szybko się uwolniłam spod wpływu jego oczu, które odwrócił w stronę zamieszania.

— Kolejne wykroczenie