Elżbieta II. Portret królowej - Paola Calvetti - ebook

Elżbieta II. Portret królowej ebook

Paola Calvetti

4,2

Opis

Biografia najsłynniejszej królowej naszych czasów

W swojej książce Paola Calvetti kreśli wyrazisty portret kobiety, która od dziesięcioleci jest symbolem brytyjskiej monarchii. Ukazuje jej niełatwą drogę od skromnej i nieśmiałej następczyni tronu do królowej w każdym calu, najdłużej panującego monarchy w historii Wielkiej Brytanii. Opowiada o miłości do księcia Filipa, kulisach życia na królewskim dworze i niełatwych relacjach z członkami licznej rodziny Windsorów, które nieraz stawały się źródłem plotek i skandali, śledzonych przez cały świat.

Opowieść o Elżbiecie II to również fascynująca historia jej długiego panowania, portret całej epoki, w trakcie której oblicze świata nieraz się zmieniało, stawiając przed królową coraz to nowe wyzwania.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 302

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




ELŻBIETA II

ELŻBIETA II

Jej Wysokość królowa Elżbieta, królowa matka z ośmiomiesięczną księżniczką Elżbietą (fot. Popperfoto via Getty Images/Getty Images).

Wiltshire, Anglia, marzec 2015

Chłopak ładuje na furgonetkę ostatnie meble, bezwartościowe, rozpadające się śmieci, pozostawione na zmarnowanie w pokojach na parterze. Teraz cottage potrzebuje tylko odświeżenia. Strukturę ma solidną. Tynk nieuszkodzony. Co prawda ogród porośnięty jest plątaniną dzikich roślin, gałęzie drzew zwisają tuż nad dachem, drewno okiennych ram jest spękane, a kamienne murki pokruszone są jak kromki czerstwego chleba, ale lokalizacja domu za żywopłotem chroniącym przed spojrzeniami przechodniów jest bezcenna.

Panuje tu doskonała cisza.

A wschód słońca ma kolor miodu.

Pozostawszy sam, nowy właściciel tej sennej oazy, leżącej niewiele dalej niż godzinę jazdy pociągiem od Londynu, schodzi do piwnicy. Drzwi są na wpół przymknięte, dwie smugi światła przecinają półmrok. Z sufitu zwisa naga żarówka, jakiś zakurzony statyw leży porzucony w kącie, pod jedną z belek zasnutych pajęczynami stoi drewniana skrzynka opatrzona wyblakłą etykietką. Myśląc, że znów będzie musiał wołać faceta od furgonu, bez specjalnej ekscytacji, jakiej można by się spodziewać, kiedy odkrywa się skarb, zdejmuje pokrywę. Wewnątrz znajdują się dziesiątki ułożonych pionowo kremowych kopert.

To tylko stare fotografie.

Niektóre wydają się zachowane w doskonałym stanie, inne mają pożółkłe brzegi. Papierowa puszka Pandory cudownie ocalona przed wilgocią. W półcieniu wyciąga rękę i łapie kopertę datowaną na rok 1926. Trzymając ją delikatnie, wyjmuje fotografię, na zdjęciu jest młoda kobieta o delikatnych rysach twarzy, jej szyję zdobi sznur pereł, który faliście opada na ciemne ubranie. Jej usta są gotowe do uśmiechu, wydaje się, jakby na niego patrzyła.

Na jej kolanach siedzi jasnowłosa dziewczyneczka w białej koronkowej sukience. Ma nieco naburmuszoną buzię. Jest bosa. To, co sprawia, że serce zaczyna mu szybciej bić, to podpis po drugiej stronie zdjęcia. Princess Elizabeth and the Duchess of York, dec. 2 1926.

To dlatego twarz wydała mu się taka znajoma!

Ta tajemnicza kobieta to przyszła królowa matka, a blondynka może być tylko tą dziewczynką.

Fotografia zachowała się nietknięta przez osiemdziesiąt dziewięć lat wraz z setkami innych świadectw wyjątkowego i, wydawałoby się, szczęśliwego dzieciństwa. Kto zostawił zdjęcia rodziny królewskiej w tej kapsule czasu? Na dole, z prawej strony, widać podpis, choć atrament jest już wyblakły. Marcus Adams.

Mężczyźnie wystarczy krótki przegląd stron internetowych, aby dowiedzieć się nie tylko tego, że to nazwisko odpowiada nazwisku teścia dawnej właścicielki domu, zmarłej Rosalind Thuillier, ale że Adams to znane nazwisko sławnej dynastii fotografów dokumentujących od dziesięcioleci życie rodziny królewskiej. Walton z British Archeological Association i współodkrywca techniki suchej płyty był ulubionym fotografem królowej Wiktorii. Marcus, jego syn, pomiędzy rokiem 1926 a 1956 robił zdjęcia całym zastępom maleńkich arystokratów, aż w końcu Gilbert, który rozpoczynał jako asystent ojca, otrzymał przywilej oświetlenia opactwa westminsterskiego na koronację Elżbiety II.

Jest coś nieodpartego w chęci posiadania czegoś, co należy do królewskich rodów, ale co począć ze skarbem, o którego istnieniu jeszcze kilka tygodni wcześniej nikt nie wiedział? Zamienić cottage w muzeum z dekoracjami w stylu vintage czy pozbyć się tych dynastycznych okruchów jak najszybciej to możliwe?

Sprzedać! Sprzedać!

Kilka miesięcy później w domu aukcyjnym Dominica Wintera w Cirencester nie ma ani jednego wolnego miejsca, a na sali panuje dziwna, cudowna ekscytacja. Wierni Windsorom, wszystkożerni kolekcjonerzy, właściciele galerii, ale i zwykli ciekawscy ludzie przybyli do Gloucestershire z każdego zakątka Wielkiej Brytanii, aby zdobyć choć jeden egzemplarz z pięciuset fotografii anonimowego sprzedawcy. To wręcz fantastyczna okazja, Marcus Adams był fotografem płodnym, ale nie archiwistą dokumentującym historię, raczej nieracjonalnym zbieraczem wspomnień, i te odbitki, jakże sugestywne, wykonane w technice bromoleju1, jeszcze nigdy nie były publikowane. Wspomnienia rodzinne, upchane w kasetce, opowiadają o początku życia, które kilka lat po ich uchwyceniu ewoluuje w zupełnie nieoczekiwaną historię.

Prawie połowa tego królewskiego skarbu dotyczy słodkiej dziewczynki z dołeczkami, upozowanej na kolanach surowej babki, Marii Teck; nastolatki, a już władczyni wszystkiego, co jest w stanie objąć wzrokiem; niewiele ponad dwudziestoletniej matki z pierworodnym Karolem w ramionach.

Aukcja cieszy się ogromnym zainteresowaniem.

Najwyższą cenę uzyskuje portret Jerzego VI i królowej, stojących obok dwóch księżniczek, zrobiony w 1939 roku, kilka tygodni przed przystąpieniem Anglii do wojny. Pomiędzy 12 a 13 października 2015 roku skarb zapomnianego fotografa rozproszył się na wszystkie strony świata. Wszystkie odbitki zostają sprzedane, poza jedną, którą szczęśliwy właściciel zachował dla siebie, datowaną na 2 grudnia 1926 roku i stanowiącą debiut Elżbiety przed obiektywem.

DZIECIŃSTWO (1926–1933)

DZIECIŃSTWO

(1926–1933)

Windsor, czerwiec 1936 roku. Księżniczka Elżbieta ze swoimi psami rasy welsh corgi cardigan, na zewnątrz Royal Lodge (fot. Lisa Sheridan/Studio Lisa/Getty Images).

Prawie osiem miesięcy przed wykonaniem owego zdjęcia z 1926 roku

Dnia 20 kwietnia 1926 roku znad Tamizy wieje lodowaty wiatr. Mimo że gazety zapowiadają to wydarzenie jako całkowicie pewne, przy Bruton Street 17, w eleganckiej dzielnicy May-fair, nie koczują tabuny fotografów. Kilka linijek tekstu w razie potrzeby wystarczy wiernym poddanym zgromadzonym pod oknami. Tymczasem w pubie Coach and Horses na rogu ulicy (nadal stoi tu wciśnięty pomiędzy białe, luksusowe budynki) kufle piwa są gotowe do wzniesienia toastu.

W londyńskim chłodzie czuć także zbliżający się strajk, zapowiedziany na 3 maja przez związki górników walczące z potentatami węglowymi, którzy grożą obniżką płac. Jednak co innego zaprząta myśli sir Williama Joynsona-Hicksa, ministra spraw wewnętrznych w konserwatywnym rządzie Stanleya Baldwina. To sprawa wagi państwowej.

Niedługo po północy, kiedy kierowca odwozi go do rezydencji Claude’a George’a Bowesa-Lyona, czternastego księcia Strathmore i Kinghorne, słychać zaledwie echo strajków. Na pierwszym piętrze dwudziestopięcioletnia Elżbieta Angela Małgorzata Bowes-Lyon, dziewiąta córka hrabiego Strathmore, trudzi się już od dwudziestu czterech godzin, by urodzić swoje pierworodne dziecko. Przy wyczerpanej księżnej Yorku czuwa nie tylko trzech ginekologów i dwie położne, ale i dostojnicy kościelni oraz dworzanie — aby można było poświadczyć narodziny królewskiego potomka, konieczna jest obecność ministra spraw wewnętrznych. Tradycja ta wywodzi się z 1688 roku, kiedy to podejrzewano, że Jakub Stuart2, syn Jakuba II i Marii Beatrycze, był „uzurpatorem”, a prawdziwy syn tych dwojga zmarł przy urodzeniu i — za sprawą sprytnej damy do towarzystwa — został zastąpiony przez innego chłopca.

Sir William nie musiał długo czekać.

Ponieważ poród naturalny okazał się bardzo skomplikowany, chirurg Harry Simpson zdecydował się wykonać cesarskie cięcie. Salę operacyjną zaimprowizowano w domu, nie zważając na ryzyko związane z operacją, która mogła uniemożliwić młodej mamie posiadanie kolejnego dziecka. Potomkowie linii Yorków nie są przeznaczeni do dziedziczenia tronu, więc postępuje się bez wahania. Dnia 21 kwietnia 1926 roku, kilka minut po drugiej czterdzieści, sir Joynson-Hicks informuje premiera, że poród został „instytucjonalnie” zakończony bez problemów i że on osobiście sprawdził, czy nie nastąpiła podmiana dziecka. Noworodek płci żeńskiej, waga urodzeniowa trzy tysiące sześćset gramów, pierwsza wnuczka Jerzego V, ale przede wszystkim ukochana córka drobniutkiej, dowcipnej Elżbiety, żony jąkającego się, irytującego księcia Alberta, zwanego Bertim.

Pałac Buckingham ogłasza narodziny Elżbiety krótkim komunikatem, który pojawił się na czternastej stronie „Timesa”. „O godzinie 2.40 dziś rano księżna Yorku urodziła księżniczkę. Matka i córka czują się dobrze”.

Tylko „Daily Mail” następnego dnia proroczo przypomniał, że „ta dziewczynka, której osoba od wczoraj zdominowała wszystkie, albo prawie wszystkie, rozmowy w królestwie, jest trzecią z kolei do tronu po Edwardzie, księciu Walii” (a także do małżeństwa i posiadania dzieci) i po jego bracie Albercie.

Obudzeni o czwartej rano, pierwsi składają dziewczynce wizytę dziadkowie ze strony ojca, król Jerzy V i królowa Maria. Królowa opisuje księżniczkę jako „urocze maleństwo o pięknej karnacji i przecudnych blond włoskach”. Świeżo upieczony tatuś, szczęśliwy i pełen entuzjazmu, tego samego dnia wyśle im bilecik:

„Mam nadzieję, że Ty i Tato jesteście szczęśliwi, że macie wnuczkę”, dodając coś w rodzaju obietnicy: (wiadomo, że królowie wolą męskich spadkobierców) „mam nadzieję, że wkrótce będziecie mieli też wnuka”3. Na pamiątkę tej zimnej nocy została tabliczka z napisem:

W TYM MIEJSCU NA BRUTON STREET POD NUMEREM 17 WZNOSIŁ SIĘ DOM HRABIEGO STRATH-MORE I KINGHORNE, W KTÓRYM 21 KWIETNIA 1926 ROKU PRZYSZŁA NA ŚWIAT ELŻBIETA ALEKSANDRA MARIA WINDSOR, PÓŹNIEJSZA JEJ WYSOKOŚĆ KRÓLOWA ELŻBIETA II.

Na szczęście członkowie rodziny królewskiej mieli wspaniały zwyczaj pisania do siebie listów i przesyłania ich z pokoju do pokoju. I nawet jeśli po dziesiątkach lat liściki i diariusze ukazują więcej czułości niż zamiłowania do soczystych ploteczek, są bardzo przydatne w odkrywaniu prawdy. O narzeczeństwie i małżeństwie Elżbiety Bowes-Lyon można dowiedzieć się właśnie dzięki upublicznionej dopiero w 2012 roku korespondencji4, w której dziewczyna — zdecydowana co do swoich życiowych wyborów — wyznaje, że wcale nie ma ochoty poślubić królewskiego syna. Gorzej, jest pełna wątpliwości, a nawet przerażona na myśl o obciążeniach związanych z takim małżeństwem. Pisze o tym do swojej byłej guwernantki, Beryl Poignand5. Albert natomiast jest pod wrażeniem magnetycznych oczu gorącej Szkotki, uwodzi ją miesiącami, ale jest zaledwie drugim synem Windsorów, może to zbyt mało dla ambitnej szlachcianki, co do której kroniki piszą, że jest zakochana w urzędniku dworu, Jamesie Stuarcie.

Windsorowie jednak zdecydowali inaczej. Królowa Maria pomaga nieśmiałemu synowi. Przebiegle usuwa z dworu jego rywala, oferując mu prestiżowe stanowisko w Stanach Zjednoczonych. Pierwsza propozycja małżeństwa, złożona nie dość rozważnie w czasie wizyty w letniej rezydencji Strathmore’ ów w Glamis, spotyka się jednak z grzeczną odmową. Następna też, lecz po miesiącach starań, pomiędzy listami i bilecikami, balami i festynami, stosunek Elżbiety do wrażliwego księcia Yorku powoli się zmienia. Trzecie oświadczyny zostają przyjęte. Zaręczyny zostają ogłoszone 15 stycznia 1923 roku. Od tej chwili przyszła małżonka księcia zaczyna przyciągać zainteresowanie prasy, łasej na wszelkie smaczki.

Sama myśl, że musi się poddać publicznej ocenie, zawstydza ją. Elżbieta uważa dziennikarzy i fotografów za prawdziwe nieszczęście i wierzy, że prędzej czy później się znudzą i zostawią ją w spokoju.

Te nadzieje jednak okazują się płonne, choć to właśnie fotografowie będą jej asem w rękawie. Kilka lat później księżna Yorku użyje ich na swoją — i monarchii — korzyść.

Dnia 26 kwietnia 1923 roku Elżbieta i Albert pobierają się w opactwie westminsterskim. Po krótkiej podróży poślubnej do Polesden Lacey w Surrey przeprowadzają się do spokojnego zakątka przy Bruton Street, gdzie Elżbieta szybko staje się żoną spełniającą marzenia męża o życiu rodzinnym możliwie jak najdalszym od dworskich intryg.

Wierna wiktoriańskiemu duchowi, księżna bez zmrużenia oka poddaje się wszelkim wymogom protokołu dworskiego, wie, że nic albo prawie nic nie można zrobić bez zgody teścia, do którego należy też prawo i przywilej akceptacji imion zaproponowanych dla wnuczki. Imiona Elżbieta Maria Aleksandra (w hołdzie dla matki, babki i prababki, które były małżonkami albo królewskimi wdowami, ale nie królowymi) zostają zaakceptowane i 29 maja 1926 roku dziewczynka zostaje ochrzczona przez arcybiskupa Yorku Cosmo Langa w kaplicy rodzinnej w pałacu Buckingham wodą z rzeki Jordan z Ziemi Świętej.

I cały czas płacze.

Fetowana przez Brytyjczyków, w kilka miesięcy zajmuje okładki i pierwsze strony gazet, stając się „najsławniejszą dziewczynką na świecie”, także dzięki fotografiom Marcusa Adamsa.

„Three Photographers”

Bertram Park uważał, że dzieci są zbyt skomplikowanymi obiektami, by dało się je unieruchomić przed obiektywem. O wiele łatwiej zarobić, fotografując gwiazdy teatru albo młode, zarozumiałe panienki, które zbliżając się do pewnego wieku, potrzebują portretów, by móc je powiesić w rodzinnych salonach. Gdy zwiększa się zapotrzebowanie na fotografię, Park wyczuwa interes i ze swoją bardzo utalentowaną żoną, Yvonne Gregory, oraz rozczochranym Marcusem Adamsem zakłada studio „Three Photographers”. Odtąd we trójkę będą pracować, drukując, retuszując i obsługując kamerę otworkową — choć tylko na Adamsie spoczywa odpowiedzialność za uwiecznianie twarzy dzieci.

Jest jesień 1920 roku. Za kilka miesięcy Dover Street 43 stanie się mekką dzieci arystokratów i zamożnych mieszczan, takich jak brzydactwo Rosalind Hicks, jedyna córka pisarki Agathy Christie, czy Christopher Robin Milne, smutne dziecko, które zainspirowało ojca, pisarza Alana Aleksandra Milne’a, do stworzenia przygód Kubusia Puchatka. W portfolio, które mogłoby posłużyć do Who’s who dla przyszłych pokoleń brytyjskich elit, nie może zabraknąć książąt Yorku, przynoszących krocie wydawcom pism, przede wszystkim po narodzinach dziewczyneczki o złotych puklach, która staje się jednym z najbardziej pożądanych tematów.

Już od początku, od 2 grudnia 1926 roku, samochód Yorków regularnie podjeżdża na Dover Street, gdzie Adams przyjmuje ich w białym fartuchu nałożonym na szarą marynarkę od dobrego krawca, z kwiatem wpiętym w klapę i ze starannie zawiązanym krawatem.

Po wymaganych przez etykietę ukłonach zaprasza do dużego jasnokremowego pokoju, gdzie na wielkim stole leżą dziesiątki kukiełek i zabawek. Adams zrobił już ołówkiem szkic młodziutkiej klientki i zbudował sobie aparat fotograficzny domowym sposobem, który dzięki genialnemu wynalazkowi z gumy pozwala mu poruszać się po pokoju, nie strasząc przy tym dziewczynki metalicznym dźwiękiem przesuwającej się płyty.

Adams robi zdjęcia przy miękkim świetle ukrytych lamp. Technika jego pracy przyciąga uwagę modelki, która „pozuje” pod okiem rodziców ukrytych za szklanym panelem, podczas gdy fotograf przyciąga jej uwagę zabawnymi inscenizacjami. O jego kuglarskich zdolnościach może świadczyć krótki film dostępny w sieci, na którym widać Elżbietę i Adamsa — wyglądają razem jak wujek ze swoją ulubioną siostrzenicą6.

Aby uzyskać pięćdziesiąt dobrych zdjęć, robi ich co najmniej dwieście, a aby otrzymać zdjęcia w szczególnie miękkiej tonacji, do której dąży, dodaje ręcznie kredowe tło lub poprawki ołówkiem na szklanych płytach, co jest (jak na wymogi epoki) nader precyzyjnie dopracowaną postprodukcją. W ciągu kilku dni dostarcza zdjęcia do pałacu. Wiele z nich pozostanie ledwie sentymentalnymi śladami w rodzinnych albumach, inne zostaną opublikowane w gazetach, jeszcze inne pojawią się na cynowych pudełkach na ciasteczka, niektóre będą widnieć na kartkach pocztowych, znaczkach, kalendarzach, porcelanie i filiżankach do kawy. W wieku trzech lat Elżbieta bije popularnością na głowę Amerykankę Shirley Temple, a „Times” poświęca jej pierwszą stronę.

Lilibet

Yorkowie trzymają się z dala od sztywnych konwenansów dworu. Udaje im się uszczknąć dla siebie odrobinę prywatności, ale prywatność, której tak pragną, nie trwa długo. Muszą odbyć urzędową podróż do dominiów: Kanady, Afryki Południowej i Australii. Dnia 9 maja 1927 roku Albert będzie musiał wygłosić przemówienie na otwarciu obrad parlamentu australijskiego w Canberze.

Berti jest słabego zdrowia i się jąka. Pomysł, że będzie musiał przemawiać, albo w ogóle pojawić się publicznie, wywołuje u niego nieopisany lęk i powoduje załamanie nerwowe. Potrzebuje pomocy. Dzięki naleganiom i życzliwości żony zwiększa liczbę wizyt na Harley Street w Kensington, gdzie czeka na niego australijski logopeda, Lionel Logue. Był on znany w Londynie z tego, że leczył weteranów pierwszej wojny światowej, którzy po traumie, osłabieni psychicznie, nie byli w stanie prawidłowo się wysławiać.

Jest 6 stycznia 1927 roku. Elżbieta ma dziewięć miesięcy. Pierwsze rozstanie z rodzicami jest wprost rozdzierające. Księstwo York wsiadają na „Renown”, krążownik przerobiony na luksusowy statek wycieczkowy, zaniepokojeni tym, że muszą zostawić córkę z nianiami: Klarą Knight, zwaną Allah, która zajmowała się księżną, i Margaret MacDonald, zwaną Bobo, która będzie stała przy boku Elżbiety prawie przez siedemdziesiąt lat. Ciesząca się zaufaniem dziewczynki Bobo mogła pozwolić sobie na doradzanie księżniczce, co więcej, na krytykę, nawet wtedy gdy Elżbieta była już królową.

Hojni i dobroduszni dziadkowie nie szczędzą uwagi wnuczce. Królową (często w wieczorowej sukni i w tiarze na głowie!) wraz z mężem przyjmują ją w pałacu Buckingham. Król, który w 1917 roku zdecydował, że rodzina królewska będzie nosić nazwisko Windsor7 (niemieckie pochodzenie dynastii Sachsen-Coburg-Gotha to nie było coś, co wywoływałoby szczególne przywiązanie Anglików), uważa dzieci za prawdziwe utrapienie. Jest przeciwnikiem rozwodów, koktajli, kobiet, które palą tytoń i poświęca cały swój wolny czas kolekcji znaczków pocztowych. Tylko przy Elżbiecie zatraca swój sztywny konserwatyzm i nigdy nie traci okazji, by rozpieszczać wnuczkę.

To prawdziwa osobliwość w pałacu, w którym trudno nawet o okruchy radości.

Jerzy V nie jest kochającym rodzicem, jest tak samo oziębły w stosunku synów, jak i względem jedynej córki. Wobec wszystkich stosuje zasadę zastraszania („Mój ojciec bał się swojej matki, ja bałem się swojego ojca. Zrobię wszystko, żeby moje dzieci potwornie bały się mnie”, takie jest jego credo), wywierając presję szczególnie na pierworodnego Edwarda. Wobec zaburzeń mowy drugiego syna Alberta, który urodził się leworęczny i został zmuszony do pisania prawą ręką, zdanie „wyduś to z siebie” jest jednym z najmilszych. O piątym synu po prostu się nie mówi. Dotknięty poważnymi atakami epilepsji i innymi problemami neurologicznymi John przeżyje swoje krótkie życie w królewskiej posiadłości w Sandringham pod opieką niani Charlotte „Lali” Bill. Umrze jako nastolatek w 1919 roku, zapomniany przez dwór i państwo.

Tylko Elżbiecie udaje się skruszyć skorupę, pod którą chowa się król. Dla niej dziadek godzi się na wszystko. Zanim podaruje jej kucyka Peggy, sam, na czworakach, udaje konika i wozi dziewczynkę na grzbiecie po sali tronowej w pałacu Buckingham, nawet w obecności arcybiskupa Canterbury.

Środa to dzień zdjęć.

Marcus Adams przybywa do pałacu Buckingham ze swoim rynsztunkiem, kłania się i robi dziesiątki zdjęć Elżbiecie pozującej z czasopismem w dłoni i z zabawną, zaczesaną do góry grzywką, albo kiedy bawi się sznurem pereł należących do babci. To właśnie te fotografie będą wysyłane w kopertach koloru kości słoniowej Imperial Airways do portów, w których cumuje „Renown”, jedyny pośrednik pomiędzy dziewczynką a rodzicami. Para królewska dzięki magicznym zdolnościom Adamsa przez dziewięć miesięcy może śledzić postępy córki, pierwszy ząbek i Elżbietę przekazującą pozdrowienia maleńką rączką, jedno z ulubionych zdjęć australijskich gazet, które pierwsze opublikowały zdjęcia księżniczki, czyniąc ją sławną także i tam.

Kilka tygodni później, po powrocie do Londynu, Yorkowie przeprowadzają się na Piccadilly 145 do eleganckiego pałacyku z neoklasycznymi kolumienkami, należącego do księcia Wellington. Dwadzieścia pięć sypialni, trzy salony, biblioteka, dwie duże kuchnie, sala balowa, winda i prywatny dostęp do Green Parku na wysokości Hyde Park Corner.

Żeby zobaczyć na żywo swoją księżniczkę, poddani muszą czekać do 27 czerwca 1927 roku. Wtedy to Elżbieta pojawia się po raz pierwszy na rękach matki na balkonie pałacu Buckingham.

Umie już uśmiechać się do podwładnych i wymawiać swoje imię, nieco je zniekształcając. Kiedy ktoś pyta:

— Jak masz na imię?

Odpowiada:

— Tillibet.

W ten sposób łatwe do wymówienia zdrobnienie „Lilibet” pozostanie z nią na zawsze.

Dnia 21 sierpnia 1930 roku w wiejskiej posiadłości Strathmore’ ów w Glamis rodzi się Małgorzata Róża — kwartet, który Bertie z dumą nazywa „We Four” („nasza czwórka”), jest w komplecie.

Dla Bertiego, który właściwie nie miał dzieciństwa, ta rodzinna sielanka staje się prawdziwym schronieniem, jakiego pragnął od zawsze.

Być jak Crawfie

Wiedzę o dzieciństwie i okresie nastoletnim Lilibet zawdzięczamy długiej na pięćset stron opowieści napisanej przez Marion Crawford, zwanej Crawfie. Czułej i odważnej guwernantce, która przybyła z małego, prezbiteriańskiego miasteczka w Szkocji i jako pierwsza zrozumiała, że czytelnicy są głodni publicznego wizerunku Yorków. Po siedemnastu latach w służbie u rodziny królewskiej wpadnie na pomysł, by podzielić się swoimi doświadczeniami. Kiedy w 1950 roku książka pt. The Little Princesses zostanie opublikowana, rozejdzie się jak świeże bułeczki, zapewniając autorce znaczącą sumę siedemdziesięciu tysięcy tysięcy funtów.

Od tej pory „być jak Crawfie” jest synonimem zdrady. Z drugiej strony jednak poddani mogą po raz pierwszy zajrzeć do owianych tajemnicą komnat dworu. To niewybaczalna zbrodnia według rodziny królewskiej, wściekłej, że ktoś ośmielił się zawieść jej zaufanie, rozgłaszając detale z ich prywatnego życia, przyzwyczajenia i systemów edukacyjnych, według których uczą się dziewczynki.

Niewdzięczna guwernantka zostanie wygnana, wyjedzie do rodzinnej Szkocji i rozpocznie karierę dziennikarską, prowadząc rubrykę „Crawfie’s Column” w piśmie „Woman’s Own”.

Napisany z dużym wyprzedzeniem artykuł z 16 czerwca 1955 roku, poświęcony młodej królowej Elżbiecie na wyścigach w Ascot „w kanarkowożółtym kostiumie”, ją zakończy. Z powodu strajku kolei wyścigi w Ascot się nie odbędą, a reputacja starej dobrej Crawfie legnie w gruzach. Będzie to oznaczało koniec kariery Crawford, kobiety, która pokonała drogę od szkockiej wioski aż do pałacu, gdzie uczyła przyszłą królową podstaw historii. Zostawszy wdową w 1977 roku, będzie żyła jak pustelnica i z okien swojego domu, wychodzących na drogę z Aberdeen do Balmoral, będzie patrzeć na przejeżdżające tamtędy samochody, wiozące rodzinę królewską na wakacje. Umrze w 1988 roku w wieku siedemdziesięciu ośmiu lat. Żaden z członków rodziny królewskiej nie pojawi się na jej pogrzebie. Mogła się wzbogacić, sprzedając pamiątki i przedmioty związane z rodziną królewską, ale chyba żałowała, że zbudowała swoją sławę na plotkach. Swoje niewinne relikwie postanowiła zostawić w spadku koronie, teraz pozostają one w królewskich archiwach.

Marion Crawford, polecona przez zaufanych przyjaciół księżnej Yorku jako „dziewczyna ze wsi, świetna nauczycielka do wszystkiego, z wyjątkiem matematyki”, obejmuje służbę jesienią 1933 roku, by wspomóc wierną nianię, Klarę Knight, która widziała, jak dorasta mama Elżbiety. Zostaje przyjęta na Piccadilly z wielką ulgą całej rodziny Yorków. Albert nigdy nie zapomniał tego chłodu, w którym upłynęło całe jego dzieciństwo, ani surowych guwernantek, które zajmowały się jego wychowaniem. Mimo iż Jerzy V każe Crawford „uczyć dziewczynki pięknego pisania i choć odrobiny historii”, Yorkom nie zależy, by córki uczyły się według ambitnego programu, bo to, czego oboje dla nich pragną, to — poza dobrymi manierami przy stole, umiejętnością eleganckiej konwersacji i gimnastyką na świeżym powietrzu — szczęśliwe dzieciństwo.

Mimo pewnego marginesu wolności, jak wyjścia do Green Parku, gdzie bawią się z innymi arystokratami w podobnym wieku, dni Elżbiety i Małgorzaty upływają według tych samych schematów i harmonogramów. Pokój dziecięcy, jak opisuje Crawford w swoim bestsellerze, „jest światem w miniaturze. Państwem w państwie, gdzie szefem jest Nanny albo Niania Allah”8, która wraz z Bobo MacDonald nadzoruje codzienne życie Lilibet. Ona sama zajmuje się wpajaniem klasycznych zasad, jakie obowiązują córki angielskich wyższych sfer. Należy do nich pierwsza poranna wizyta u rodziców (czasami Elżbieta ma pozwolenie na spotkanie z matką, kiedy ta je śniadanie w łóżku, przywilej, którego dostępują jedynie zamężne kobiety). Od wpół do dziesiątej do jedenastej pobiera lekcje arytmetyki, historii i geografii, tańca i muzyki. Obiad je w pokoju dziecięcym, potem odpoczywa przez półtorej godziny, spaceruje i bawi się na świeżym powietrzu, aż do pory na herbatkę. O godzinie siedemnastej znów spotyka się z rodzicami i je kolację, zanim zostanie wysłana do kąpieli, a potem do łóżka.

Cieszący się prywatnością i odosobnieniem Yorkowie spędzają spokojne wieczory przed kominkiem, czytając, rozmawiając i rozwiązując szarady, na dowód tego, że to, co Albert kochał w żonie najbardziej (była córką posiadacza ziemskiego, który w swoim drzewie genealogicznym miał i chłopów, i pasterzy), to przede wszystkim brak zamiłowania do konwenansów i zdolność do wspólnego spędzania czasu możliwie jak najdalej od sztywnej etykiety, według której żył przez lata.

Elżbieta i Małgorzata ubierane są jednakowo w sukienki ze szczypankami, płaszczyki z welurowymi kołnierzykami, białe rajstopki i sznurowane, lakierowane buciki. Gazety szaleją na punkcie maleńkich „sióstr York”, które mimo że są do siebie podobne, mają całkowicie różne osobowości i przyzwyczajenia — dotyczy to nawet sposobu jedzenia cukierków, jak to opisuje Crawford na stronach swojej książki. „Małgorzata łapie je w rączkę i wpycha je sobie wszystkie do buzi, Lilibet układa je na stole w zależności od wielkości i zjada je elegancko po jednym, od najmniejszego do największego”9.

Wszelkie odstępstwa od normy denerwują Lilibet, która od małego wykazuje potrzebę kontrolowania wszystkiego. Jest jedno przyzwyczajenie, które doskonale pokazuje nam jej osobowość: wieczorem nie zaśnie, dopóki nie odprawi wszystkich swoich rytuałów. Karmi, poi i układa w doskonałym rządku każdego ze swoich zabawkowych koni, składa ubrania w sposób wręcz geometryczny, a buty ustawia zawsze w tym samym miejscu pod krzesłem — co wygląda jak martwa natura.

Obsesja związana z porządkiem osiąga swoje apogeum, kiedy 16 marca 1932 roku Elżbieta otrzyma w prezencie na urodziny od Walijczyków „Little House” (Y Bwthyn Bach po walijsku), miniaturowy domek zaprojektowany przez architekta Edmunda Willmotta. Miał cztery pokoje z kominkiem, doskonale działającą hydraulikę i elektryczność, dach kryty strzechą, białe ściany i okna z błękitnego drewna. Uwieczniony na serii fotografii, które obiegły świat, minidomek, dostatecznie duży, by organizować tam herbatki z zakazem wstępu dla dorosłych, jest ozdobiony biało-błękitnymi perkalowymi firankami, dywanami w kwiaty, ma radio, urządzoną kuchnię, lodówkę, podgrzewacz do potraw i kredens z talerzami, garnkami i szklankami, ma biblioteczkę, a w niej zbiór powieści Beatrix Potter i telefon10. Ustawiony w Royal Lodge w parku Windsor, Little House stanie się letnią odskocznią dla Lilibet, która spędzi tam całe godziny, z pedantycznym wręcz oddaniem ćwicząc się w sztuce sprzątania, cnocie, która w przyszłości bardzo jej się przyda.

NASTĘPCZYNI TRONU (1934–1940)

NASTĘPCZYNI TRONU

(1934–1940)

Zamek w Windsorze, 1942. Księżniczka Elżbieta obok swojego ojca, króla Jerzego VI. Na lewo dwunastoletnia księżniczka Małgorzata (fot. Lisa Sheridan/Studio Lisa/Getty Images).

Królewski reportaż

Elżbieta, księżniczka Yorku, wnuczka króla Jerzego V, razem ze swoim psem corgi albo welsh corgi w windsorskim parku.

„Daily Mail”, luty 1934

Rano 7 lutego 1934 roku Lisa Sheridan przegląda prasę i dostaje ataku furii. Nie tylko „Daily Mail”, ale też „Daily Express”, „Mirror”, „Evening Standard” i magazyn „House Beautiful” drukują całe strony pełne zdjęć i porad dotyczących tego, jak należy zajmować się psami.

Ale to są jej własne zdjęcia!

Zostały u niej zamówione do książki Our Princesss and Their Dogs Michaela Chance’a, którą księżniczki miały zadedykować „wszystkim dzieciom, które kochają psy”, i ten łajdak wydawca pozwolił sobie udostępnić je prasie, nie mając do tego prawa. W ten sposób niszczy jej wspomnienia spędzone w Piccadilly i w Royal Lodge, rezydencji Yorków w Windsorze. Tu księżniczki pozowały z labradorami Mimsy, Stiffy i Scrummy, z cocker spanielem o imieniu Ben, z golden retrieverem Judy, ale przede wszystkim z Jane i Dookie, corgie o lisich pyszczkach i uszach wielkich jak skrzydła nietoperzy, które udało się sfotografować, jak biegały wokół dziewczynek i zajadały się świeżymi smakołykami. Nie zastanawiając się długo, zanim wyładuje się na wrednym wydawcy, Lisa pisze do księcia i księżnej Yorku. Robi to po to, żeby dać upust swojej frustracji, i nie spodziewa się odpowiedzi. Nikt nie wyobraża sobie, że członkowie rodziny królewskiej mogliby rozmawiać z poddanymi, a co dopiero z fotografką, nawet uznaną i ambitną.

Niespodziewanie kilka dni później Sheridan otrzymuje zaproszenie od Yorków, a dwa tygodnie potem, uzbrojona w statywy, rolleiflexa i inne niewygodne sprzęty, zjawia się na Piccadilly 145. Nie jest tam po raz pierwszy, była tu już w 1927 roku, zaproszona przez przyjaciółkę Bobo MacDonald — z tej wizyty zapamiętała, jak maleńka Lilibet, widząc ją, natychmiast przerwała zabawę i, wspierając się o nogę fotela, wstała i pozdrowiła ją rączką w iście królewskim stylu.

Pośrednio to właśnie Lisa Sheridan sprawiła, że Anglicy poznali psy rasy corgi, od 1933 roku ulubione psy Elżbiety, bo wtedy właśnie zakochała się w szczeniaczku należącym do rodziny wicehrabiego Weymouth, przyszłego markiza Bath, z którym bawiła się w Garden Park.

Zamęczany przez córkę, książę Yorku prosi właścicielkę hodowli, Thelmę Gray, by wybrała dwa szczeniaczki corgi dla dziewczynek, i pojawia się u nich z Jane i Dookie (nazwanym tak, bo zachowuje się jak prawdziwy arystokrata). Po kilku miesiącach corgi stają się najbardziej znaną rasą psów w Wielkiej Brytanii i zaczątkiem wielkiej miłości, która trwać będzie całe życie, a także wielkiej kariery pewnej wspaniałej „royal photographer”.

Pojawiwszy się u księstwa York, dzięki incydentowi związanemu z książką Michaela Chance’a, Lisa Sheridan zrobiła o wiele więcej niż tylko zdjęcia — diametralnie zmieniła ich wizerunek. Zabrała księżną i księcia daleko od studia fotograficznego, dając początek prawdziwym reportażom. Sheridan organizuje z rodziną pozornie spontaniczne kompozycje, które w rzeczywistości są bardzo wystudiowane, reżyseruje okruchy ich życia rodzinnego, fotografuje dziewczynki podczas lekcji, zabawy drewnianymi konikami i zabawkami rozrzuconymi po dywanie, robi zdjęcie Lilibet w parku, jak ta jedzie na swoim kucyku Peggy bez siodła (i bez nakrycia głowy), a także kiedy zajmuje się ogrodem i, oczywiście, bawi się z psami. Czytelnicy widzą członków rodziny królewskiej z bliska, jakby to była zwykła rodzina bez, jak do tej pory, arystokratycznego dystansu. Ufność płynąca z tych obrazkowych opowieści podbija cały kraj.

Sukces nie jest przypadkiem

Swój status królowej reportażu Lisa Sheridan zawdzięcza spotkaniu z Jimmim Sheridanem i ich wspólnej intuicji dotyczącej nowych kampanii reklamowych.

Urodzona w Londynie w 1893 roku Lisa spędza dzieciństwo w Petersburgu, gdzie jej rodzina posiada tkalnie. Gdy w powietrzu czuć rewolucję, opuszcza Rosję. W czasie podróży spotyka Jamesa (Jimmiego) Sheridana, dawnego przyjaciela z dzieciństwa, który zostanie jej mężem i wspólnikiem na następne czterdzieści lat. Jimmi zaciąga się do wojska w Paryżu, ale kiedy z powodów zdrowotnych jego kariera wojskowa zostaje przerwana, ci dwoje spotykają się ponownie, bez grosza przy duszy i bez pracy. Na pchlim targu znajdują jeszcze działający aparat fotograficzny, kupują go i zaczynają robić zdjęcia. Odkrywają, że oboje mają do tego talent, Jimmi posiada nadzwyczajne zdolności techniczne, Lisa natomiast umie tworzyć wspaniałe scenerie i ma dryg do posługiwania się światłem. Przenoszą się do Londynu. W 1934 roku zlecenia na niewielkie kampanie reklamowe sprawiają, że udaje im się otworzyć Studio Lisa w Welwyn Garden, miasteczku leżącym w hrabstwie Hertfordshire. Sukces zawdzięczają nowej formie reklamy, która wywołuje sensację, modzie na bannery i manchette11 w gazetach. Lisa i Jimmi decydują się nie zatrudniać zawodowych modeli, ale fotografują sąsiadów, znudzone, wzorowe gospodynie domowe z torbami pełnymi zakupów, w ubraniach w krateczkę, mieszkające na przedmieściach rodziny z middle class, które stały się ich znakiem firmowym.

To właśnie te nieformalne portrety sąsiadów otworzyły im drzwi rynku wydawniczego i doprowadziły do tego, że Lisa dostała zlecenie zilustrowania książki Michaela Chance’a.

Lisa będzie fotografować Yorków od chwili koronacji, wzywana na pomoc przez nową królową, która będzie chciała pokazać poddanym, że ich rodzina jest prawie „normalna”.

Umarł król, niech żyje król

Nagle wszystko się zmienia.

— Zrozumiałam, że dzieje się coś poważnego po jednym zdaniu wypowiedzianym w komunikacie radiowym: „Życie króla spokojnie zmierza ku zakończeniu”, i z telegramu, który nakazywał mi natychmiastowy powrót do Windsoru. Książę i księżna byli w mieście i zostawili dla mnie wiadomość: „Zrób wszystko, żeby się nie załamały, Crawfie, są takie małe…”.

Zatrzymałam Lilibet i Małgorzatę w Windsorze aż do czasu pogrzebu, a potem odwiozłam je do Londynu. Małgorzata była poruszona faktem, że Allah od czasu do czasu wybuchała płaczem. Lilibet, niezwykle wrażliwa, odczuwała wszystko głęboko i starała się robić wszystko, czego od niej oczekiwano12.

Dnia 20 stycznia 1936 roku Jerzy V, król Wielkiej Brytanii, Irlandii, brytyjskich terytoriów zamorskich i cesarz Indii, umiera w pałacu w Sandringham. Już chory, czując zbliżający się koniec, zwierzył się ze swoich lęków jednemu z dworzan. „Proszę Boga, aby mój syn, Edward, nigdy się nie ożenił i żeby nic nie stanęło pomiędzy tronem, Bertim i Lilibet”.

Dwa dni później, w czarnym płaszczyku i z kapelusikiem na głowie, ulubiona wnuczka składa hołd „dziadkowi Anglii” w Westminster Hall, gdzie synowie pary królewskiej, David, Albert, Henry i George, trzymają wartę przy katafalku ojca. Po powrocie do domu Lilibet zwierza się Crawfie, że mimo tysięcy ludzi wokół nich, było cicho i spokojnie i że najbardziej wzruszył ją wujek David. „Nie poruszył się, Crawfie, nie mrugnął nawet okiem”13. Potem następują nieśmiałe pytania o to, jak się zachować wobec wujka i czy po tym, co się stało, ona i Małgorzata mają prawo się bawić.

Wujek David, albo raczej Edward Albert Christian George Andrew Patrick David, rozpuszczony syn, niesforny następca tronu, piękny blondyn, nienaganny elegant i mistrz stylu, który odmawia wejścia w oficjalny związek małżeński i wywołuje skandale obyczajowe z mężatkami w tle, zostaje królem Edwardem VIII.

Jego obecną kochanką jest Wallis Simpson, która ukradła go przyjaciółce Thelmie, żonie wicehrabiego Furness. Edward jest urzeczony osobowością tej mieszczki, „amerykańskiej awanturnicy absolutnie pozbawionej uroku, niezmordowanej karierowiczki, która z niezwykłą łatwością przechodzi z jednego łóżka do innego, byleby tylko należały do osób na świeczniku”14 i która jest już po dwóch małżeństwach. W wieku dwudziestu lat Wallis poślubiła Wina Spencera, lotnika, człowieka gwałtownego i uzależnionego od alkoholu. Małżeństwo zakończyło się rozwodem w 1927 roku. Drugim jej mężem był Ernest Aldrich Simpson, dyrektor przedsiębiorstwa zajmującego się transportem morskim.

Już w 1935 roku Edward i Wallis są nierozłączni, lubią pokazywać się razem podczas długich wakacyjnych podroży po Europie, uczestniczą w oficjalnych spotkaniach. W końcu brytyjska policja zaczyna im deptać po piętach z powodu zachowań uważanych za skandaliczne i niebezpieczne dla monarchii. Lecz kiedy funkcjonariusze ośmielają się przyprowadzić ją do pałacu, Jerzy V i królowa Maria odmawiają udzielenia jej audiencji.

„Po mojej śmierci ten chłopak zmarnuje się w czasie krótszym niż dwanaście miesięcy” — oświadczył król. Zanim jednak Edward „się zmarnuje”, minie tylko jedenaście miesięcy, a dokładnie trzysta dwadzieścia sześć dni panowania. Edward VIII jest niecierpliwy, omija procedury formalne, ignoruje oficjalne dokumenty, które spływają do jego rezydencji, łamie zasady protokołu, obserwując proklamację swojego wstąpienia na tron z okna w towarzystwie pani Simpson.

Jak zanotuje jego prywatny sekretarz, Alan Frederick Lascelles, zwany Tommym, „powinność, godność i poświęcenie samego siebie nie mają dla niego żadnego znaczenia”15. Reporterzy natomiast polują na niego z entuzjazmem i zachwytem. Jako książę Walii i król, Edward jest jedną z najczęściej fotografowanych osób. Wallis ze swej strony pozuje na first lady, ściągając na siebie obiektywy i inaugurując epokę tych, których po dziesięcioleciach nazywać się będzie na całym świecie z włoska „paparazzi”.

Ten skandaliczny związek zajmuje całe strony zachodnich gazet, a kiedy 4 stycznia 1934 roku portret autorstwa Maryon Parham pojawia się na okładce „Timesa” i Wallis zostaje wybrana kobietą roku, amerykańskie tabloidy zaczynają widzieć ją w roli królowej.

Kilka miesięcy wcześniej Simpson się rozwiodła, a Edward VIII, oficjalny zwierzchnik Kościoła anglikańskiego, zakazującego małżeństw osób rozwiedzionych, jeżeli ich byli małżonkowie wciąż żyją, wyraził chęć poślubienia jej.

Wystarczyła tylko iskra, by wzniecić pożar.

Premier Stanley Baldwin sprzeciwia się temu małżeństwu. Na spotkaniu w pałacu Buckingham wzburzony informuje króla, że jeżeli będzie trwał w swoim postanowieniu, cały rząd poda się do dymisji. Książę i księżna Yorku, którzy nienawidzą Wallis, są na niego wściekli i niepokoją się o swoją przyszłość, ale większość poddanych nie ma pojęcia, że monarchia przechodzi tak głęboki kryzys.

W angielskiej prasie zapada konspiracyjne milczenie. Przy aprobacie rządu taktyką Fleet Street16 jest milczeć, negować, umniejszać problem. Aż do wstrząsającej wiadomości z 3 grudnia, kiedy prasa zaczyna szaleć i nagłaśniać detale romansu. Na pierwszych stronach głównych dzienników pojawia się tytuł:

KRÓL I MINISTROWIE. POWAŻNY KRYZYS KONSTYTUCYJNY.

Postawiony wobec konsekwencji swojego haniebnego postępowania, wykluczając zakończenie związku z Wallis, król podejmuje decyzję, która zmieni bieg historii. Postanawia abdykować.

Bertie, przytłoczony lękiem, stawia silny, choć bezskuteczny opór. Teraz jego kolej, by wstąpić na tron, czego tak bardzo się obawia. Wezwany przez matkę, wybucha płaczem, fakt niezwykły w tych czasach i w tej rodzinie, opowiada o swoim zagubieniu Louisowi „Dickiemu” Mountbattenowi, prawnukowi królowej Wiktorii i świetnemu doradcy, przyznając, że nigdy nie widział dokumentów wagi państwowej i że jest całkowicie nieprzygotowany do roli monarchy. Przeraża go myśl, że będzie zmuszony poddać ocenie tłumów swoje marne zdolności oratorskie i jąkanie. Wspominając te trudne chwile, historyk Andrew Roberts stwierdza, że lęki Bertiego, przynajmniej po części, były nieuzasadnione. „Kiedy nie jest pod presją, Albert jest w stanie prowadzić prywatną rozmowę bez najmniejszego zająknięcia”17.

Trochę mało jak na przyszłego króla.

A Lilibet? Ona uwielbia wujka Davida, ich zabawy w pokoju dziecięcym i książki, które razem czytają, zwłaszcza Kubusia Puchatka. Z dziecięcą niewinnością zauważa, że wszystko wokół niej się zmienia. Bezpieczna otoczka Piccadilly pęka.

Ukłon

Jest już ciemno, kiedy Edward VIII w obecności braci Alberta, Henry’ego i George’a, siedząc przy swoim mahoniowym biurku w rezydencji Fort Belvedere, w parku windsorskim, podpisuje pierwsze dobrowolne zrzeczenie się tronu od ponad tysiąca lat trwania monarchii brytyjskiej.

Nie ma wzruszenia ani nawet złości.

Wszystko wydaje się załatwiane w pośpiechu.

Gdyby mógł poczekać kilka tygodni, wygłosiłby przemówienie bożonarodzeniowe i ogłosiłby abdykację. Lecz kiedy w piątkowy wieczór 11 grudnia 1936 roku dyrektor generalny BBC, John Reith, przerywa transmisję, aby zapowiedzieć wystąpienie „Jego Królewskiej Wysokości, księcia Edwarda” lud Wielkiej Brytanii, Irlandii i brytyjskich dominiów zamorskich gromadzi się przed odbiornikami radiowymi. W kuchniach gospodarstw wiejskich rolnicy odstawiają na stoły kufle piwa, w londyńskich restauracjach bankierzy z City przerywają posiłek, gospodynie domowe z Norfolk porzucają swoje zajęcia, dzieci milkną. Dla obywateli australijskich z Alice Springs jest wpół do ósmej, dla studentów w Toronto siedemnasta, dla mieszkańców Vancouver to pora obiadu, urzędnicy w Sydney słuchają radia w swoich biurach.

Siedem niekończących się minut.

Żadnego wahania.

Ani jednego słowa ponad to, co konieczne.

Teraz były król bierze oddech, przybiera poważniejszy ton i tłumaczy światu motywy, które doprowadziły go do tej nieodwracalnej decyzji.

„Uwierzcie mi, gdy mówię do was, że uznałem za niemożliwe dźwiganie wielkiego ciężaru odpowiedzialności bez pomocy i wsparcia kobiety, którą kocham”.

Tym zdaniem kończy swoje historyczne oświadczenie. Wallis, z zaciśniętymi ustami i wyrachowanym uśmiechem, siedzi tuż za nim.

Parlament głosuje His Majesty’s Declaration of Abdication Act, wszystkie parlamenty Commonwealth go ratyfikują. Albert, teraz już Jerzy VI, nadaje bratu tytuł Jego Królewskiej Wysokości księcia Windsoru.

Lilibet śpi spokojnie w swoim pokoju na Piccadilly, nie jest już little princess, ani nawet Elżbietą z Yorków, ale prawdopodobną następczynią tronu Anglii i największego imperium na świecie. Jedynie narodziny brata pozwoliłyby jej odzyskać upragnioną „anonimowość”.

Następnego ranka, przez okno wychodzące na zielony skrawek Green Parku, jej ulubione miejsce, gdzie świat wygląda magicznie, razem z Crawfie przyglądają się korowodom ministrów, dygnitarzy, biskupów, arcybiskupów i polityków, którzy składają wizyty ojcu. Mama leży, przeziębiona, w łóżku, i to Marion Crawford będzie musiała ogłosić wielką zmianę. Zamieszkają w pałacu Buckingham.

Zaczyna padać. Lekka bryza rozwiewa po pokoju zapach deszczu. Elżbieta czuje, jakby te krople bardzo powoli i delikatnie odbierały jej dzieciństwo.

— Jak to? — pyta Lilibet ledwie słyszalnym głosem.

— Chcesz powiedzieć, że na zawsze? — Mała Małgorzata popłakuje.

Nie jest to koniec świata, ale to koniec ich świata.

Teraz deszcz tłucze o szyby okien.

Elżbieta schodzi przywitać się z ojcem — ten ściska ją, usztywniony w admiralskim mundurze. Guwernantka tłumaczy dziewczynkom, że kiedy ojciec wróci po proklamacji, będą musiały pozdrawiać go w taki sam sposób, w jaki pozdrawiały dziadka.

— Będziemy musiały się pokłonić?

— Czy to znaczy, że potem ty też zostaniesz królową?

— Tak sądzę — odpowiada Elżbieta słabym głosikiem.

Małgorzata z perfidią właściwą dorosłym dodaje tylko lakoniczne:

— Biedaczka.

Kilka godzin później dziewczynki zostają odprowadzone do rodziców. Elżbieta i Małgorzata kłaniają się przed królem i królową. Jest coś nowego i ostatecznego w pudrowym zapachu pocałunku mamy i uścisku ojca, kiedy oświadcza córkom, żeby się przygotowały, bo zaraz pojadą do Windsoru, gdzie żaden, albo prawie żaden służący, nie będzie usługiwał przy kolacji podczas ostatniego weekendu spędzonego tylko w gronie „We Four”.

Coś zmieniło się na zawsze, ale Lilibet jest jeszcze zbyt mała, żeby zdawać sobie z tego sprawę. Specjalne dodatki do niedzielnych gazet podają wyczerpujące informacje na temat nowej rodziny królewskiej, ilustrowane zdjęciami Marcusa Adamsa i Lisy Sheridan, ale bardziej niż na królu skupiają się na niej, na „naszej księżniczce Elżbiecie”, jak ją nazywają.

Własny pokój

Lilibet budzi się wcześnie. Podekscytowana nową przygodą, przygotowuje konie, mimo że woli jeździć na Peggy. Z użyciem swojego tajnego kodu żegna się ze starym pokojem. W oczekiwaniu na przeprowadzkę oporządza zabawkowe konie, głaska je, poprawia im siodła i popręgi, przypina etykietki. Dookie i Jane skaczą zaciekawione pomiędzy stosami starannie poustawianych pudeł.

Od domów w stylu brownstone na Piccadilly do bramy pałacu Buckingham, gdzie od wielu godzin gromadzą się londyńczycy, aby powitać nadjeżdżającą rodzinę królewską, samochód jedzie ledwie kilka minut.

Dziewczynki doskonale znają wnętrza, na jakie mogą sobie pozwolić tylko ci, którzy mają wielkie posiadłości. Labirynty salonów z ciężkimi zasłonami, bogato zdobione klatki schodowe, pokryte gęstymi dywanami, długie, mroczne korytarze. Mimo wszelkich ulepszeń, które wprowadziła nowa królowa, i przemiany na salę szkolną pomieszczenia, w którym przyjmowali ją dziadkowie, ze swoimi pięćdziesięcioma dwoma sypialniami, dziewięćdziesięcioma dwoma gabinetami i siedemdziesięcioma ośmioma łazienkami, pałac Buckingham pozostaje ponurym miejscem. Ma przestarzałą instalację elektryczną, wilgotne pokoje, a w jej piwnicach jest pełno szczurów. Kominki są niedostosowane do ogrzewania tak dużych pomieszczeń. Wszystko wydaje się pozbawione oryginalnego koloru. W najbardziej ponurej siedzibie królewskiej, jaka istnieje w Europie, którą Edward VIII nazywał „grobowcem”, jest zimno. Zawsze jest zimno, nawet latem.

Ten pałac, który został wybudowany w 1703 roku jako letnia rezydencja Johna Sheffilda, księcia Buckingham i Normanby, dla Jerzego VI i jego małżonki ma stać się „domem”.

To Jerzy II zakupił go za sumę dwudziestu ośmiu tysięcy funtów, nazywając go Buckingham Palace, i podarował swojej żonie Charlotte. Jego syn, Jerzy IV, marząc o Londynie w stylu neoklasycystycznym, powierzył jego rozbudowę słynnemu architektowi, Johnowi Nashowi, który po tym, jak w 1830 roku wydał pół miliona funtów, niedługo po śmierci króla zostanie zwolniony w trybie pilnym z powodu poważnego przekroczenia budżetu. Następca Jerzego IV, Wilhelm IV, zupełnie się pałacem nie interesował, i dopiero osiemnastoletnia Wiktoria w 1837 roku przekształciła go w oficjalną rezydencję rodziny królewskiej. Nie ma tam łazienek ani ogrzewania, a dym z kominków może okazać się niebezpieczny, ale dla młodziutkiej królowej jest idealny na przyjęcia i bale. W 1845 roku powierza ona architektowi Edwardowi Blore’owi budowę nowego skrzydła i słynnego balkonu, na którym może pojawiać się podczas ważnych wydarzeń (do dzisiaj balkon jest sceną, z której ogłasza się narodziny, trumfy, rocznice urodzin i ślubów).

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki

Bromolej — jedna ze szlachetnych technik fotograficznych, dzisiaj już niestosowanych. [wróć]

Książę Jakub Franciszek Edward Stuart, ang. James Francis Edward Stuart/Stewart. [wróć]

Kate Williams, Young Elizabeth. The Making of Our Queen, Weidenfeld & Nicolson, London 2012. [wróć]

William Shawcross, Counting One’s Blessings. The Selected Letters of Queen Elizabeth the Queen Mother, Macmillan, London 2012. [wróć]

Lettera di Elizabeth a Beryl Poignand riportata in The Royal House of Windsor, reż. Richard Sanders, Channel Four, 2017. [wróć]

Z filmu H.R.H., The Princess Elizabeth at Marcus Adams studio, 22 stycznia 1931. [wróć]

Marion Crawford, The Little Princesses, Cassell & Co. Ltd., London 1950. [wróć]

Marion Crawford, The Little Princesses, op. cit. [wróć]

Ibidem. [wróć]

Olwen Hedley, Round and about Windsor and District, Oxley and Son, Windsor 1949. [wróć]

Nagłówki (franc.). [wróć]

Marion Crawford, The Little Princesses, op. cit. [wróć]

Ibidem. [wróć]

Indro Montanelli, La stanza di Montanelli, „Corriere della Sera”, 19 stycznia 2000. [wróć]

Anne Sebba, That Woman. The Life of Wallis Simpson, Duchess of Windsor, Weidenfeld & Nicolson, London 2011. [wróć]

Przy Fleet Street znajdowały się siedziby największych wydawnictw prasowych. [wróć]

Andrew Roberts, How the King found his voice, „The Telegraph”, 6 stycznia 2011. [wróć]