Elektra - Jennifer Saint - ebook

Elektra ebook

Saint Jennifer

4,2

13 osób interesuje się tą książką

Opis

Autorka bestsellerowej "Ariadny" zachwyca kolejnym retellingiem greckiego mitu. 

Opowieść o kapryśnej woli bogów, klątwach i trzech kobietach, które pragną zmienić swoje przeznaczenie.

Wojna trojańska zbliża się do końca. Zwycięski Agamemnon już wkrótce przypłynie do domu. Jednak w Mykenach niewiele osób cieszy się z powrotu władcy. Klitajmestra, małżonka króla, zrobi wszystko, by uniknąć losu ciążącego na przeklętym rodzie Arteuszy. Nie chce, by makabryczne czyny jej męża zniszczyły życie i jej.

Przybycie Agamemnona raduje za to jego córkę, Elektrę. Kocha ojca bezgranicznie i pragnie uchronić go przed losem, który szykuje mu matka ze swoim kochankiem. Ale czy siła i odwaga Elektry, w której żyłach płynie krew przodków pełna przemocy i zemsty, wystarczą, by stawić czoło wszechwładnym bogom i okrutnym mężczyznom?

Na statku z Agamemnonem przybywa też Kassandra – branka, trojańska księżniczka, potrafiąca przewidywać przyszłość…

Opowieść o kobietach, które kochają, nienawidzą i ranią na równi z mężczyznami.

 

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 360

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
4,2 (30 ocen)
12
13
3
2
0
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
Unwantedxhost

Dobrze spędzony czas

To naprawdę intrygująca interpretacja, która udziela głosu kobietom w mniejszym bądź większym stopniu związanym z wojną trojańską. Opisuje ich nastoletnie marzenia, to co było przed, w trakcie i po trwającej 10 lat wojnie, w której zginęły tysiące mężczyzn, a miasto, uznawane za nie do zdobycia w końcu upadło. Elektra nie jest łatwym tekstem. Jest powieścią o trzech tak różnych od siebie kobietach, które w gruncie rzeczy łączy jedno. Miłość. Miłości do dziecka, do rodzica, do boga. A wszystko to oplecione ogromem bólu, chęcią zemsty, próbą postępowania dobrze i nieświadomym nakręcaniem koła krwawych klątw.
00
za_czy_ta_na

Dobrze spędzony czas

Kochani, jeśli czytaliście i spodobała wam się „Ariadna „to gwarantuję, że „Elektrą” będziecie zachwyceni. Jest to historia trzech zupełnie różnych kobiet, które próbują stawić czoła kapryśnej woli bogów i zmienić swoje przeznaczenie. Wszystko to, co je spotyka rozgrywa się na tle jednej z największych starożytnych wojen – wojny trojańskiej. Klitajmestra nie może pogodzić się ze śmiercią swego pierworodnego dziecka, które zginęło z rąk własnego ojca. Nienawiść do Agamemnona z dnia na dzień rozrasta się w kobiecie coraz bardziej. Modli się by mąż wrócił z wojny cały i zdrowy, bo tylko wówczas będzie miała szansę na pomszczenie córki. Tymczasem Elektra, która przejrzała zamiary matki gorączkowo wyczekuje powrotu ukochanego ojca by go ostrzec. Długoletnia wojna dobiega końca. Statki Agamemnona w końcu cumują do greckich portów. Na statku króla przybywa również Kassandra – branka, trojańska księżniczka i kapłanka Apolla, która potrafi przewidywać przyszłość… Klitajmestra, Kassandra...
00
Marlena151793

Dobrze spędzony czas

Dobra pozycja. A.
00

Popularność




Tytuł oryginalny: Elektra

Projekt okładki i ilustracje: © by Micaela Alcaino for Headline Publishing Group

Redakcja: Maria Śleszyńska

Redaktorka prowadząca: Agata Then

Redakcja techniczna: Grzegorz Włodek

Skład wersji elektronicznej: Robert Fritzkowski

Korekta: Marta Stochmiałek, Elżbieta Steglińska

© 2022 Jennifer Saint. The right of Jennifer Saint to be identified as the Author of the Work has been asserted by her in accordance with the Copyright, Designs and Patents Act 1988.

© for this edition by MUZA SA, Warszawa 2024

© for the Polish translation by Kaja Burakiewicz

ISBN 978-83-287-2796-0

Warszawskie Wydawnictwo Literackie

MUZA SA

Wydanie I 

Warszawa 2024

–fragment–

Alexowi

Zło mnie przemogło, wiem, ja wiem…

Lecz w tym żalu nie ustanę,

Nie zaniecham skargi gorącej,

Dopóki patrzę w gwiazd smugi świetlane,

Patrzę w jasnego dnia słońce…

Bo jeśli zmarłych czas w marny proch zetrze,

Ci krwią nie spłacą za krew i ohydy,

To ludzi zbożność i wszelakie wstydy,

Wnet się ulotnią w powietrze…

Elektra, Sofokles, tłum. Kazimierz Morawski, Krakowska Spółka Wydawnicza, Kraków 1921.

PROLOG

W Mykenach zapadła noc, ale choć jest cicho, nie mogę zasnąć. Wiem, że mój brat, który śpi w komnacie na końcu korytarza, na pewno skopał już z siebie kołdry. Każdego ranka, gdy idę go obudzić, leżą splątane u jego stóp, tak jakby ścigał się we śnie. Może usiłuje dogonić swojego ojca, mężczyznę, którego nigdy nie poznał.

Gdy przyszłam na świat, to mój ojciec nadał mi imię. Nazwał mnie na cześć słońca, tej płomiennej, rozżarzonej kuli. Mówił, że jako mała dziewczynka byłam światełkiem naszej rodziny.

– Uroda twojej ciotki jest legendarna, ale mimo młodego wieku zdążyłaś ją przyćmić. Przyniesiesz chwałę rodowi Atreuszy, droga córko – powiedział, po czym pocałował mnie w czoło i odstawił na ziemię. Nie przeszkadzało mi, że jego broda łaskocze mnie w policzek. Wierzyłam w to, co mówił.

A teraz nie dbam o to, że do sali tronowej nie ściągają konkurenci, żeby bić się o moją rękę. Słyszałam wiele historii o mojej ciotce Helenie i nigdy jej nie zazdrościłam. Zobacz, do czego doprowadziła ją jej uroda. Znalazła się z dala od domu, w obcym mieście, które od dekady oblegają nasze wojska. Od dziesięciu lat żyję bez ojca, wyczekując wieści o każdym jego zwycięstwie od posłańców, którzy podróżują przez Mykeny. Każdy triumf mojego ojca, Agamemnona, napawa mnie dumą i uniesieniem, że walczy tak niestrudzenie, że zagrzewa swoich ludzi do boju, by nie spoczęli, dopóki nie rozniosą w pył potężnych murów Troi.

Oczami wyobraźni widzę to cały czas. Jego szturm na miasto; nieprzyjaciół, którzy wreszcie padają, kuląc się u jego stóp. A gdy już będzie po wszystkim, wróci do domu, do mnie. Do swej lojalnej córki, która czeka tu na niego rok za rokiem.

Wiem, że są tacy, którzy powiedzą, że nigdy nie kochał swoich dzieci, że zważywszy to, co zrobił, nie mógł ich kochać. Ale ja pamiętam jego dotyk, gdy mnie obejmował, i miarowe bicie jego serca przy moim uchu, i wiem, że nigdy nie będzie dla mnie bezpieczniejszego miejsca na tym świecie niż jego ramiona.

Zawsze chciałam wyrosnąć na kobietę, którą myślał, że się stanę, na kobietę, którą mogłabym być, gdyby tylko został w domu. Chciałam zasłużyć na imię, które mi nadał.

Nade wszystko pragnęłam, by był ze mnie dumny.

Nie mam wątpliwości, że moja matka przechadza się gdzieś po pałacowych komnatach. Zawsze porusza się bezszelestnie, jej miękkie stopy otulają delikatne sandałki, jej włosy, w które wpleciono karmazynowe wstążki, pachną kruszonymi płatkami kwiatów i perfumowanymi olejkami, a jej nieskazitelna skóra promienieje w blasku księżyca. Nie opuszczam swojej komnaty, by przypadkiem się na nią nie natknąć. Wstaję i podchodzę do wąskiego okna wykutego w kamiennym murze. Gdy opieram łokcie na parapecie i się wychylam, nie spodziewam się, że zobaczę coś poza garstką gwiazd.

Ale kiedy spoglądam w dal, widzę, jak na majaczącym w oddali szczycie zapala się latarnia i w odpowiedzi pojawia się kolejne światło, a po nim następne, w łańcuchu ognia, który skacze w kierunku Myken. Serce łomocze mi w piersi. Ktoś wysyła nam sygnał. A jest tylko jedna wiadomość, którą wszyscy pragniemy usłyszeć.

Gdy zapala się kolejna latarnia, jeszcze bliżej pałacu, ku niebu wzbija się wirująca chmura pomarańczowych iskierek. W moich oczach stają łzy.

Spoglądam z niedowierzaniem na płomienie i dopada mnie nagłe olśnienie, które roznieca się we mnie jak iskra ognia.

Troja upadła.

Mój ojciec wraca do domu.

CZĘŚĆ I

1

KLITAJMESTRA

Na rodzie Atreuszy ciążyła klątwa. Była wyjątkowo makabryczna, nawet jak na okrutne standardy boskich prześladowań. Historia tej rodziny obfitowała w brutalne morderstwa, zdrady, krwiożerczą ambicję i więcej epizodów kanibalizmu, aniżeli można by sobie wyobrazić. Wiedzieli o tym wszyscy, ale gdy wiele lat wcześniej w Sparcie synowie Atreusza – Menelaos i Agamemnon – stanęli przede mną i moją siostrą bliźniaczką, cóż, wówczas komiczne historyjki o niemowlakach gotowanych i serwowanych ich rodzicom uleciały jak pyłki kurzu mieniące się w promieniach słońca.

Od obu braci biły witalność i wigor – nie byli klasycznie przystojni, ale cechował ich pewien magnetyzm. Menelaos miał rudawą brodę, podczas gdy zarost Agamemnona był ciemny, jak loki, które ciasno okalały jego głowę. Przed moją siostrą stali znacznie przystojniejsi zalotnicy – wielka sala, w której się zebrali, zdawała się pęcznieć i pojękiwać od natłoku wyrzeźbionych kości policzkowych i szerokich ramion, wysuniętych zadziornie szczęk i błyszczących oczu. Helena mogła wybierać spośród najznamienitszych Greków, ale nie widziała świata poza niezdarnym Menelaosem, który przestępował z nogi na nogę i spoglądał na nią spode łba.

Córka Zeusa, tak o niej mawiano. Ja urodziłam się z zaczerwienioną twarzą, wrzeszcząc z powodu pospolitego upokorzenia, jakim jest poród, ale moja siostra podobno delikatnie zastukała w skorupkę śnieżnobiałego jajka i wykluła się z niego idealna i piękna. Legendę ubarwiono fantazyjnymi szczegółami – wiadomo było, że Zeus może przybierać różne postaci, a w tym szczególnym przypadku ukazał się naszej matce opierzony i śnieżnobiały, sunąc ku niej w dół rzeki z jednoznacznym zamiarem.

Bycie pobłogosławionym przez Zeusa w taki sposób to powód do chwały. Tak powiadano. Jeśli Leda, nasza matka, została uznana za wystarczająco urodziwą przez samego władcę bogów, to był to wielki zaszczyt dla naszej rodziny. Nie było hańbą dla naszego ojca, że wychował owoc takiego związku.

A uroda Heleny była iście legendarna.

Do naszego domu przybyły zastępy zalotników. Ależ oni się przepychali, zerkając na jej trzepoczącą woalkę, by zobaczyć kobietę, która uchodziła za najpiękniejszą na świecie. Wkrótce atmosfera w sali tronowej uległa zmianie, niepokój narastał, a ja zauważyłam, że mężczyźni zaczęli przesuwać dłonie bliżej rękojeści mieczy, które nosili przepasane na biodrach. Helena też zwróciła na to uwagę i gdy spojrzała na mnie w przelocie, wymieniłyśmy zaniepokojone spojrzenia. Na obrzeżach sali nasi strażnicy stanęli na baczność i nieco mocniej chwycili za włócznie. Zastanawiałam się jednak, ile czasu potrzeba, by wrzące serce tłumu wykipiało i rozlało się w naszą stronę, i ile czasu zajęłoby strażnikom przedarcie się przez tę ciżbę.

Nasz ojciec, Tyndareos, załamywał ręce. Dzień zaczął się dla niego tak obiecująco: nasze skarbce pękały w szwach od cennych podarków, składanych przez młodych kawalerów, którzy pragnęli zwiększyć swoje szanse na ożenek. Widziałam, jak cieszył się z łupów i statusu, które przyniósł mu ten wspaniały dzień. W swojej beztrosce uznał, że nasi waleczni bracia nas ochronią, tak jak zawsze, ale wobec zatrważającej liczby mężczyzn, którzy ubiegali się o rękę mojej siostry, zaczęłam w to wątpić.

Spojrzałam na Penelopę. Nasza cicha, szarooka kuzynka zawsze zachowywała trzeźwość umysłu. Ale Penelopa nie zwróciła uwagi na moje wymowne, zrozpaczone spojrzenia, bo była zbyt zajęta wpatrywaniem się w Odyseusza. Gapili się na siebie, jakby wędrowali samotnie po pachnącej łące, a nie byli uwięzieni w pałacu z setką temperamentnych mężczyzn oraz iskrą, która lada moment miała ich wszystkich rozpalić do walki.

Przewróciłam oczami. Odyseusz przybył w konkury do Heleny, tak jak reszta mężczyzn, ale oczywiście wszystko, co robił ten człowiek, miało drugie dno. W tej sytuacji przydałby się nam jego słynny spryt. Byłam sfrustrowana, bo zamiast myśleć, wolał zatracać się w jakimś romantycznym śnie.

Ale to, co pomyliłam z marzycielską wymianą spojrzeń między moją kuzynką a jej kochankiem, było w rzeczywistości niemym potwierdzeniem planu działania, gdyż Odyseusz wskoczył na podest, na którym siedzieliśmy, i zakrzyknął, przywołując wszystkich do porządku. Mimo niskiego wzrostu i krępej budowy ciała roztaczał wokół siebie władczą aurę, więc zgromadzeni natychmiast zamilkli.

– Zanim Helena dokona wyboru, wszyscy złożymy przysięgę – wykrzyknął donośnym głosem.

Zebrani zamienili się w słuch. Odyseusz dysponował nadzwyczajnym darem perswazji. Nawet moja mądra kuzynka była nim zachwycona, choć – wiedziałam to na pewno – żaden mężczyzna nie dorównywał jej intelektem.

– Wszyscy przybyliśmy tu dzisiaj w tym samym celu – kontynuował Odyseusz. – Wszyscy pragniemy poślubić piękną Helenę i każdy z nas ma powód, by sądzić, że to właśnie on zasługuje na to, by zostać mężem kobiety takiej jak ona. Trudno o cenniejszą nagrodę, a mężczyzna, który dostąpi przywileju nazwania jej swoją własnością, będzie musiał dołożyć wszelkich starań, aby ochronić ją przed tymi, którzy chcieliby mu ją odebrać.

Zgromadzeni się rozmarzyli. Każdy z nich sądził, że to właśnie jemu uda się zdobyć Helenę, ale słowa Odyseusza zmąciły w nich tę pewność. Wszyscy wpatrywali się w niego w napięciu, czekając, aż przedstawi jakieś rozwiązanie.

– Proponuję zatem, byśmy przysięgli, że bez względu na to, kogo Helena wybierze, będziemy ją chronić wspólnymi siłami. Przysięgnijmy uroczyście, że własnym życiem będziemy bronić prawa wybranka zarówno do posiadania jej, jak i zatrzymania.

Nasz ojciec aż podskoczył z radości, bo Odyseusz uratował jego triumfalny dzień przed niemal pewną katastrofą.

– Ofiaruję swojego najlepszego konia! A wy wszyscy złożycie bogom przysięgę na jego krew – wykrzyknął.

I tak się stało, nasz ojciec stracił tego dnia tylko swojego konia. A raczej konia i córkę, do tego także siostrzenicę, co uczyniło z tego całkiem niezły interes. Uwolniono go od nich za jednym zamachem, bo wystarczyło, żeby Helena wypowiedziała imię Menelaosa, a on zerwał się na równe nogi i uścisnąwszy jej dłoń, wypowiedział słowa wdzięczności i oddania; nie minęła sekunda, a Odyseusz poprosił o rękę Penelopy; mój wzrok przykuł jednak gburowaty, ciemnowłosy brat Menelaosa, który nie odrywał wzroku od kamiennej posadzki. A był nim Agamemnon.

– Dlaczego wybrałaś Menelaosa? – zapytałam później Helenę. Otaczała ją chmara służebnic, które upinały na niej suknię, układały jej włosy w misterne loki i dokonywały niezliczonych i kompletnie niepotrzebnych poprawek i upiększeń.

Helena się zamyśliła. Ludzie mówili tylko o jej olśniewającej urodzie, która inspirowała ich, by sławić ją poezją lub pieśnią. Nikt nigdy nie wspominał, że była troskliwa i życzliwa. Nie przeczę, że gdy dorastałam w cieniu swojej olśniewającej bliźniaczki, niekiedy dopadała mnie zazdrość, zimna i trująca. Ale Helena nie była dla mnie okrutna ani się nade mną nie pastwiła. Nigdy nie chełpiła się urodą ani nie wyszydzała swej młodszej siostry. Była równie bezsilna wobec natrętnych spojrzeń, które towarzyszyły jej na każdym kroku, co wobec morskich prądów targających oceanami. Byłam z tym pogodzona i prawdę mówiąc, nie tęskniłam za ciężarem jej legendarnego powabu.

– Menelaos… – zamyśliła się Helena, świadomie przeciągając sylaby. Wzruszyła ramionami, okręcając jedwabisty kosmyk włosów wokół palca, ku widocznej irytacji jednej ze służebnic, której pieczołowite zabiegi spełzły na niczym, bo wystarczył jeden gest Heleny, by jej włosy wymknęły się dyscyplinie grzebienia.

– Być może byli inni, bogatsi lub przystojniejsi – powiedziała. – Z pewnością odważniejsi. – Skrzywiła się nieznacznie, być może na wspomnienie niewidocznej, acz wyczuwalnej aury przemocy, która unosiła się w sali, gdy zalotnicy mierzyli się wzrokiem. – Ale Menelaos… wydawał się inny.

Nie potrzebowała skarbów; Sparta i tak była wystarczająco bogata. Nie potrzebowała urody; miała jej tyle, że mogła obdarować nią hojnie każdego partnera. Wszyscy mężczyźni marzyli, by pojąć ją za żonę. A zatem, czegóż mogła pragnąć? Byłam ciekawa, skąd wiedziała, że między nią a Menelaosem coś zaiskrzyło, i skąd kobieta mogła czerpać pewność, że wybrany mężczyzna jest tym właściwym. Wyprostowałam się na krześle, czekając, aż mnie oświeci.

– Myślę, że… – westchnęła, gdy dziewczyna podała jej lusterko z uchwytem z kości słoniowej, na którego odwrocie wyrzeźbiono maleńką postać Afrodyty wyłaniającej się z wielkiej muszli. Zerknęła na swoje odbicie, odrzuciła włosy i poprawiła złoty diadem, który zdobił jej loki. Służące wstrzymały oddech w oczekiwaniu, aż oceni ich zbędne wysiłki. – Sądzę, że – dodała z uśmiechem – był mi po prostu bardzo wdzięczny.

Zamilkłam; słowa, których szukałam, wyparowały w nicość.

Helena zwróciła uwagę na moje milczenie i być może doszukała się w nim niemego wyrzutu, bo wyprostowała się i spojrzała mi prosto w oczy.

– Wiesz, że nasza matka została wyróżniona przez Zeusa – powiedziała. – Była tak urodziwa, że przyciąg-nęła jego wzrok z samego szczytu Olimpu. Gdyby nasz ojciec nie był spokojny i spolegliwy… kto wie, jak by zareagował? Gdyby, weźmy na to, był bardziej podobny do Agamemnona niż do Menelaosa.

Poczułam się nieswojo. Co takiego miała na myśli?

– Agamemnon nie wygląda mi na mężczyznę, który przyjąłby zniewagę bez słowa protestu – kontynuowała. – Czy chlubiłby się faktem, że jego żona została wybranką boga, czy potraktowałby to jako afront? Nie wiem, jakie jest moje przeznaczenie, ale wiem, że nie urodziłam się, by spoczywać na laurach. Nie wiem, co Mojry dla mnie zaplanowały, ale uznałam, że… – zawiesiła głos, szukając właściwego słowa – warto zachować ostrożność, dokonując wyboru.

Pomyślałam o Menelaosie, o uwielbieniu, z jakim spoglądał na Helenę.

Zastanawiałam się, na ile słuszne są jej przypuszczenia, że jej wybranek będzie skłonny przyjąć perspektywę naszego ojca. Czy wygrana w konkursie w naszych komnatach naprawdę okaże się dla niego wystarczającym zwycięstwem, niezależnie od ich dalszych losów?

– Poza tym dzięki temu będę mogła zostać w Sparcie – dodała.

Byłam jej za to bardzo wdzięczna.

– A zatem to postanowione? Zamieszkacie w Sparcie?

– Menelaos pomoże ojcu w zarządzaniu królestwem – odparła Helena. – A nasz ojciec zrewanżuje mu się tym samym.

– Jak to?

– Co wiesz o nim i Agamemnonie? – zapytała Helena. – I o Mykenach?

Pokręciłam głową.

– Słyszałam opowieści o ich rodzinie. Te same co ty. O klątwie rzuconej na ich przodków, o ojcach mordujących synów i zwaśnionych braciach. Ale to wszystko przeszłość, nieprawdaż?

– Nie do końca. – Helena odprawiła służebnice i przysunęła się do mnie. Poczułam dreszczyk podniecenia. – Wiesz, że przybyli tu z Kalidonu.

Przytaknęłam.

– Ale to nie jest ich dom, zatrzymali się u tamtejszego króla. Ofiarował im gościnę, ale nie mógł im dać tego, czego naprawdę potrzebują. Tego, co może dać im nasz ojciec.

– Co masz na myśli?

Uśmiechnęła się, ucieszona, że może mi zdradzić tajemnicę.

– Wojsko.

– Naprawdę? Po co im wojsko?

– Po to, by mogli odzyskać Mykeny. – Helena potrząsnęła głową. – Mają zamiar odzyskać swoją spuściznę. Wuj zabił im ojca i wygnał ich z domu, gdy byli jeszcze dziećmi. A teraz są dorośli i mają poparcie Sparty.

Ten fragment historii był mi znany. Menelaos i Agamemnon byli synami Atreusza, którego brat, Tiestes, zamordował, by objąć tron, a ich wypędził z królestwa. Przypuszczam, że był na tyle miłosierny, że nie chciał splamić rąk krwią dzieci. Za zbrodnię dzieciobójstwa z rąk Tantala ich rodzina została przeklęta przez bogów kilka pokoleń wcześniej.

A może fakt, że Menelaos tak zaintrygował Helenę, wcale nie był zaskakujący, pomyślałam. Stara legenda o rodzinie była dość typowa, ot kolejna makabryczna historia, która mroziła krew w żyłach, ale wydawała się odległa od rzeczywistości. Teraz nabrała realnych kształtów – dwaj bracia walczyli o sprawiedliwość, pragnąc raz na zawsze położyć kres rodzinnej udręce.

– Skąd wiesz, że Menelaos nie będzie chciał wrócić do Myken? – zapytałam.

– Agamemnon odbije Mykeny – odparła Helena. – Menelaos będzie szczęśliwy, jeśli zostanie w Sparcie.

A zatem Menelaosowi przypadnie w udziale Helena, a Agamemnon przejmie miasto. Bez wątpienia ten układ zadowoli ich obu.

– Pytanie, co zrobią z chłopcem?

– Jakim chłopcem?

– Ajgistosem – powiedziała Helena. – Synem Tiestesa. To zaledwie dziecko, jest w tym samym wieku co bracia, gdy zabito im ojca.

– Nie zamierzają go wygnać?

Helena uniosła brew.

– Mają pozwolić, by dorósł? By tak jak oni pielęgnował pragnienie zemsty? Agamemnon nie będzie chciał ryzykować.

Zadrżałam.

– Ale nie zabiją tego małego chłopca, prawda? – Rozumiałam tę brutalną logikę, ale nie mogłam sobie wyobrazić tych młodych mężczyzn mordujących zapłakane dziecko.

– Może nie. – Helena wstała, wygładzając suknię. – Ale nie mówmy już o wojnie. W końcu wychodzę dziś za mąż.

Gdy zapadł zmrok, wymknęłam się chyłkiem z weselnej uczty. Wiedziałam, że potrwa całą noc, że goście będą pić i biesiadować jeszcze wiele godzin, ale byłam zmęczona i czułam się nieswojo. Miałam dość unikania coraz bardziej pijanych spartańskich dostojników; zwykle wstrzemięźliwi i wyniośli generałowie czerwienieli na pyskach i bełkotali, wyciągając niezdarnie ręce jak macki ośmiornicy.

Wszyscy aż puszyli się z samozadowolenia i wzajemnie gratulowali sobie sojuszu i przysięgi, którą złożyli greccy możni, zobowiązując się bronić wybranki Menelaosa. Od tej chwili ich lojalność była związana ze Spartą.

Poszłam nad rzekę. Szerokie koryto leniwej Eurotas wiło się przez nasze miasto do odległego południowego portu, który był jedyną drogą, jaką mogli do nas dotrzeć najeźdźcy. Od zachodu i wschodu Spartę osłaniały wysokie szczyty Taygetus i Parnon, a północne wyżyny były równie niedostępne dla wojsk. Było nam przytulnie w naszej dolinie, byliśmy bezpieczni, bo fortyfikacje broniły nas przed każdym, kto mógłby przybyć z zamiarem ograbienia nas z bogactw i pełnych urody kobiet, z których słynęliśmy. A teraz najpiękniejsza z nich miała do dyspozycji armię gotową bronić jej czci przed potencjalnymi wrogami. Nic dziwnego, że mężczyźni odprężyli się i nie wylewali za kołnierz.

W całej dolinie świeciły latarnie, jasne płomienie, które podrygiwały w ciemnościach, podkreślały nadzwyczajną doniosłość tego dnia. Nad każdą świątynią unosił się dym, który dryfował prosto do Olimpu, niosąc zapach świeżo ubitych śnieżnobiałych byków.

Zauważyłam, że tylko Agamemnon nie brał udziału w uroczystościach. Bez wątpienia był zajęty planowaniem inwazji na Mykeny. A nowy mąż Heleny zamierzał wyjechać w ciągu kilku dni, by walczyć u boku brata. Mieli do dyspozycji armię, a ja wiedziałam, że spartańscy żołnierze słyną ze swych umiejętności i okrucieństwa.

Nie było powodu do zmartwień. Mimo to w zakamarkach mojego umysłu zaczęła kiełkować podstępna, robaczywa myśl. Gdyby bitwa nie potoczyła się według planu braci, gdyby nie wrócili, wtedy nic by się nie zmieniło. Razem z Heleną mogłybyśmy żyć jak dawniej, jeszcze przez jakiś czas.

I wtedy go zobaczyłam, na wpół ukrytego w cieniu.

Odwrócił się w tym samym momencie co ja i nasze spojrzenia się spotkały. Zauważyłam, że podobnie jak ja był zaskoczony i zmieszany.

– Nie wiedziałem, że ktoś tu jest – oznajmił, wycofując się.

– Dlaczego nie biesiadujesz? – zapytałam.

Do tej pory nie zamieniłam z Agamemnonem ani słowa i z pewnością nie powinnam rozpoczynać z nim rozmowy w ciemnościach, i to na uboczu. Ale coś w bezruchu nocy, wybuchach śmiechu dobiegających z pałacu, w poczuciu, że nic już nie będzie takie jak dawniej, sprawiło, że stałam się lekkomyślna.

Zawahał się.

– Nie chcesz świętować z bratem?

Ściągnął brwi. Wyglądało na to, że mi nie ufa i nie jest skory do rozmowy.

Westchnęłam zniecierpliwiona.

– A może chcesz poczekać, aż podbijecie Mykeny?

– A co ty o tym możesz wiedzieć?

Poczułam satysfakcję, że udało mi się sprowokować go do odpowiedzi. Gdy wiatr zmarszczył powierzchnię wody, dopadła mnie nagła tęsknota za czymś, czego nie potrafiłam nazwać. Tak wiele się wydarzyło – śluby, wojna, ale żadna z tych rzeczy nie dotyczyła mnie.

– Wiem, co zrobił Tiestes – odparłam. – Twojemu ojcu i tobie. Wiem, że odebrał ci królestwo.

Przytaknął mi uprzejmie. Widać było, że chce odejść i wrócić do środka.

– Ale co zamierzasz zrobić z tym chłopcem? – zapytałam go.

Agamemnon spojrzał na mnie z niedowierzaniem.

– Z chłopcem?

– Z synem Tiestesa – doprecyzowałam. – Puścisz go wolno?

– A tobie co do tego?

Zastanawiałam się, czy pozwoliłam sobie na zbyt wiele i czy rzeczywiście moje słowa tak go zszokowały. Wszystko w tej rozmowie szło nie tak, jak powinno. Ale było za późno, żeby się wycofać.

– Zabierasz ze sobą wojska Sparty. Wszystko, co zrobisz, zrobisz także w imieniu naszej armii.

– To wojska twojego ojca. I Menelaosa.

– Po prostu wydaje mi się to niewłaściwe.

– Masz prawo tak myśleć. Ale dopuszczenie do tego, by chłopak, który nosi w sercu zadrę, dorósł, mogłoby okazać się niebezpieczne – stwierdził Agamemnon, wbijając wzrok w wodę. Biło od niego zakłopotanie, ale zerknął na mnie w przelocie. – Na mojej rodzinie ciąży klątwa; czas położyć temu kres.

– Czy można to tak zakończyć? A jeśli to jeszcze bardziej rozgniewa bogów?

Potrząsnął głową.

– Chcesz być miłosierna – powiedział. – Jesteś kobietą. Ale wojna to sprawa mężczyzn.

Ogarnęła mnie złość.

– Spartę już masz. Zdobędziesz Mykeny. A wszyscy ci mężczyźni, wszyscy wojownicy, władcy i książęta, którzy przybyli w konkury do mojej siostry, ślubowali lojalność twojemu bratu. Masz szansę zjednoczyć pod sobą wiele królestw. Władza będzie należeć do ciebie, więc jak miałby ci zagrozić jeden mały chłopiec, nawet gdyby chciał się na tobie mścić? Cóż takiego mógłby ci zrobić? Mając tylu ludzi pod swoją komendą, z pewnością mógłbyś być największym ze wszystkich Greków.

To przykuło jego uwagę.

– Interesujące – zadumał się. – Największy ze wszystkich Greków. Dziękuję, Klitajmestro.

I wtedy to zobaczyłam, tuż zanim zniknął za kolumnadą, skąd dobiegały odgłosy biesiady. Na jego surowych ustach zamigotał wreszcie cień uśmiechu.

* * *

koniec darmowego fragmentuzapraszamy do zakupu pełnej wersji

Warszawskie Wydawnictwo Literackie

MUZA SA

ul. Sienna 73

00-833 Warszawa

tel. +4822 6211775

e-mail: [email protected]

Księgarnia internetowa: www.muza.com.pl

Wersja elektroniczna: MAGRAF sp.j., Bydgoszcz