Edyp w Kolonie - Sofokles - ebook

Edyp w Kolonie ebook

Sofokles

0,0

Opis

Edyp w Kolonie, Edyp w Kolonos – ostatni utwór napisany przez Sofoklesa. Jeden z trzech jego dramatów, przedstawiających tragedię Edypa; dwa pozostałe to „Król Edyp” i „Antygona”. Nie tworzyły one trylogii, bo w różnych czasach pojawiły się na scenie jako samodzielne sztuki. (za Wikipedią).

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 66

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS

Popularność




 

Sofokles

 

Edyp w Kolonie

 

przełożył Kazimierz Morawski

 

Armoryka

Sandomierz

 

Projekt okładki: Juliusz Susak

 

Tekst wg edycji:

Sofokles

Edyp w Kolonie

Kraków 1916

Zachowano oryginalną pisownię.

 

© Wydawnictwo Armoryka

 

Wydawnictwo Armoryka

ul. Krucza

27-600 Sandomierz

http://www.armoryka.pl/

 

ISBN 978-83-7950-991-1

 

 

Edyp w Kolonie.

 

 Tragedyę Edypa i jego rodu przedstawił Sofokles w trzech dramatach, Edypie królu, Edypie kolonejskim i Antygonie. Nie tworzyły one trylogii, bo w rozmaitych czasach jako samodzielne sztuki pojawiły się na scenie. Druga z nich prowadzi oślepionego króla-wygnańca do Aten, gdzie według dawnej tradycyi grób jego na przedmieściu, Kolonos zwanem, się znajdował. Miejsce to rodzinne Sofoklesa, a to nadało tragedyi jakieś szczególne ciepło osobiste, na które poeta jeszcze w starości zdobyć się umiał. Sofokles wraz z swoim bohaterem sławił w tej sztuce i wielbił serdecznem pożegnaniem Ateny i życie. Gdzie jednak grób Edypa w Kolonie się znajdował, nie było wiadomem, bo zniknięcie bohatera osłoniła jakaś tajemnica, czepiająca się chętnie zgonów świętych i wielkich postaci. Słusznie przypomniano słowa z Deuteronomium , —, dotyczące śmierci Mojżesza: I umarł tam Mojżesz, sługa Pański w ziemi Moabskiej na rozkazanie Pańskie. I pogrzebał go w dolinie ziemi Moabskiej przeciwko Phogor: a nie dowiedział się człowiek o grobie jego aż do teraźniejszego dnia. — Ale dla Aten miało to być w każdym razie błogosławieństwem, zastawem i zadatkiem pomyślności, że w obrębie ich kraju bohater legendy znalazł gościnny spokój i wyzwolenie.

 W opuszczonych przez Edypa Tebach zanosi się tymczasem na bratobójczą walkę. I Kreon, który tam objął rządy i Polyneikes, który z obczyzny przygotowywa zamach na Teby i brata Eteoklesa, chciałby Edypa, szukającego przytułku w Atenach, do Teb uprowadzić, bo ujęcie dawnego króla zapewniało każdej ze stron walczących powodzenie sprawy. A grób starego bohatera, byłby według odwiecznej wiary i przekonania, dla ludzi, którzy by mogli przy nim cześć oddawać zmarłemu, źródłem siły, dla tych przeciwnie, którzyby o tę mogiłę się nie troszczyli i troszczyć nie mogli, przekleństwem.

 Edyp jednak odpiera z gniewem wszelkie zamysły Kreona i Polyneikesa i miota przy tem na swych następców i gród tebański złorzeczenia, które wypełniają znaczną część tragedyi i wytwarzają czarne tło, na którem tem jaśniej się odbija życzliwość króla ateńskiego Tezeusza i szlachetna Aten gościnność, zapewniająca Edypowi bezpieczeństwo i w końcu wypoczynek już wieczny. — Edyp chce w życiu i po zgonie błogosławić Atenom. Kiedy Sofokles pisał swą tragedyę, cudowna moc, płynąca z grobu bohatera, może się odświeżyła dobitnie we wierze i pamięci współczesnych. Niedawno przecie, podczas wojny peloponeskiej, wtargnęła w r.  beocka jazda aż pod same Ateny i może pod Kolonem poniosła klęskę ze strony jazdy ateńskiej. Ten epizod wielkiej domowej wojny odbił się według mniemania niektórych uczonych donośnem echem w tragedyi Sofoklesa [Robert odnosi tę aluzyę do dawniejszych czasów i myśli raczej o roku  przed Chr., wyprawie króla spartańskiego Kleomenesa, popartego przez Beotczyków, na Ateny]. Jak Erinye ścigające Orestesa zamieniły się w Atenach na bóstwa dobrotliwe — Eumenidy, tak i klątwą obciążony, gniewny Edyp, przyjęty w ziemi attyckiej, miał być zakładnikiem i dobrą wróżbą dla szczęsnej Aten przyszłości a grób jego świętą strażnicą, o którąby się rozbijały wrogie nieprzyjaciół zamachy. Błogosławieństwa z grobów płynące przyniosły tu poecie ciepłe natchnienia i poddały słowa wymowne.

 Powstanie tej tragedyi oplotły później nadzwyczaj bujnie opowieści literackie, w których jest pewnie jakieś jądro autentycznej prawdy. Zbiegają się one w jednozgodnem twierdzeniu, że Edyp w Kolonie był utworem późnej poety sędziwości. Perypatetyk Satyros opowiadał prócz tego, że syn poety Iofon pozwał zestarzałego ojca przed sąd o nieprawidłowe rozporządzanie majątkiem i obłęd umysłowy, że jednak Sofokles, aby ten zarzut odeprzeć, odczytał Edypa kolonejskiego przed sędziami [Plutarch wspomina tylko o odczytaniu chóru, sławiącego Ateny, co brzmi prawdopodobniej], którzy w uniesieniu nad tym utworem uznali rzekomo oskarżenie Iofona nieusprawiedliwionem. Wreszcie doszła nas wiadomość, dotycząca przedstawienia tej tragedyi, a wiadomość ta opiewa, że sztukę tę dopiero po śmierci poety, w r.  przed Chr., wnuk Sofoklesa tego samego imienia wprowadził na scenę. Jest więc prawdopodobnem, że Sofokles w ostatnich latach przedzgonnych nad tym dramatem pracował. Dziwnej świeżości i sprężystości serca i myśli byłby on dowodem; tylko wyjątkowym i uprzywilejowanym naturom, jak n. p. Verdi’emu, sprzyjają tak Muzy i Charyty do ostatnich chwil życia. Wyrażono zaś już w dawniejszych czasach przypuszczenie, odświeżone w nowem dziele Roberta, że cały epizod tragedyi, odnoszący się do sporu między Edypem i Polyneikesem, był odgłosem tych niesnasków rodzinnych i że go poeta do wątku dramatu pod wrażeniem własnych przeżyć wtłoczył i doczepił. — Pewnem jednak to zdanie nie jest; natomiast pewnem nieomal, że posiadamy w tej tragedyi ostatnie dzieło poety. To też czytając je, przywtórzymy słowom Cycerona, twierdzącego z zachwytem: Manent ingenia senibus...

 Na dnie podań o Edyposie, które kilkakrotnie powracały w dramatach Sofoklesa, leżała jakaś wiara w chtoniczne bóstwo, które z matki ziemi urodzone, jak każdy płód ziemi z nią się następnie łączy i żeni, ciągle się odnawia i usuwa przeszłość, t. j. dawny rok, a więc własnego ojca. To ziemskie bóstwo morduje więc corocznie swego rodzica i poślubia własną matkę. Fantazya Greków zamieniła matkę-ziemię w śmiertelną kobietę, a jej syna-małżonka w króla i bohatera, ubierając ich losy w tysiączne barwy i różnorodne zdarzenia. A z człowiekiem dostały się do starej religijnej opowieści o przełomach w naturze zbrodnia i występek, które tak złowrogo zaciężyły na biednym, nieświadomym winy, Edypie.

 

Od tłomacza.

 

Wygnany szedłeś w dalekie ostępy

Z twarzą, na której znak klęski widnieje,

Z duszą nieszczęściem starganą na strzępy,

Na trud nie bacząc, na głód i zawieje.

I szedłeś naprzód znękany, lecz dumny,

Choć dawne grozy cię gnały jak jędze,

Szukając w dali i grobu i trumny,

 Aby w nich złożyć twe nędze.

 

Lecz cię owiła jak skrzydłem anioła

Wierna twa dziewka, Antygona biała,

Ona, gdy przeszłość klątwami ci woła,

W kir twej żałoby łzy serca dzierzgała,

Ona, gdyś klęską żywota zmęczony

I twą tułaczką, ustawał pod znojem,

Miłośnie ciebie wspierała ramiony,

 Kwiatem ci była, powojem.

 

I wnet znalazłeś jałmużnicę drugą,

Która do męża, co bojem się łamie,

Z ostatnią raźnie przystąpi usługą,

Mroźnej litości wydłuży swe ramię,

By ulgę przynieść i zetrzeć pot z czoła

I precz cię wywieść z upaleń i znoju

Nad niepamięci strumienie i sioła,

 W senne królestwo pokoju.

 

W Atenach przyszło dokonać ci miary

Dni i nieszczęścia. Wieszcz Aten przy zgonie

Zaklął swą pieśnią wsze ziemi swej czary,

 

Cienie swych gajów i kwiatów swych wonie,

I śpiew słowików, co cię ukołysze

 Na wieczną ciszę,

Więc jakby hołdem podzwonnym rozbrzmiały

 Aten ci chwały.

 

Żegnając ciebie, wieszcz żegnał się z niemi,

Bo czuł, że nad nim też chyli się słońce,

Że z wszystkiem, co tu pokochał na ziemi,

Rozstać się przyjdzie wnet w śmierci rozłące.

To też gdy wielbi te cuda i życie,

Jakaś mu żałość blask Aten przysłania,

Znać, że już drgały w miłosnym zachwycie

 Łzy pożegnania.

 

I w swym ojczystym roztworzył Kolonie

Grób dla Edypa... Tak uczcił on siły,

Które od duchów, co ziemia pochłonie,

Życiem i męstwem powioną z mogiły.

Wierzył w moc grobów.

 

 Ja wespół z nim wierzę,

Bo gdy mym krajem targają dziś burze,

Gdy co dnia biją weń krzywdy, grabieże,

Wiem, że pod ziemią śpią skarbów mych straże,

A śnią i baczą, by serce me biło.

Więc, choć mi dusza dziś krwawi się żalem,

Krzepię ja męstwo nad ojców mogiłą,

Nad zmarłych moich świętem Jeruzalem

I w śmierć ja wierzę, co z głębi podziemi

 Życiem, miłością się plemi.

 

Osoby dramatu.

 

EDYP.

ANTYGONA.

KOLONEJCZYK.

CHÓR STARCÓW ATEŃSKICH.

ISMENA.

TEZEUSZ.

KREON.

POLYNEIKES.

POSŁANIEC.

 

 

EDYP.

Ciemnego starca dziecię, Antygono,

Do jakiej ziemi przyszliśmy i grodu?

Któż dziś błędnego Edypa uraczy

Drobną daniną? O mało on prosi,

A gdy chce mało, mniej jeszcze otrzyma;

Lecz to mi starczy, bo dawne cierpienia

I czas przydługi, duch wreszcie wrodzony,

Jako się godzić z losem mnie poucza.

Ale, o dziecię, jeżeli siedzibę

Widzisz ty jaką na miejscu nieświętem,

Lub w bożych gajach, to przystań, daj spocząć,

Aby się zwiedzieć, gdzieśmy się znaleźli.

Obcym trza pytać się ludzi tutejszych,

A co usłyszym, wykonać bez zwłoki.

 

ANTYGONA.

O biedny ojcze Edypie, opodal

Wieże na miasto wskazywać się zdają,

Świętem zaś chyba to miejsce, bo buja

Bluszczu, oliwek i winnic zielenią

I brzmi wszechpieniem słowików skrzydlatych.

Skłoń więc tu członki na szorstkim tym głazie,

Na starca długą masz drogę za sobą.

 

EDYP.

Posadź mnie tedy i pilnuj ciemnego.

 

ANTYGONA.

Czas długi sprawił, iż zbędne zlecenia.

 

EDYP.

Czy więc rzec możesz, dokąd los nas zagnał?

 

ANTYGONA.

Wiem, że do Aten; czem ostęp ten, nie wiem.

 

EDYP.

Tamto, co jeden nam mówił wędrowiec.

 

ANTYGONA.

Czem więc to miejsce, pójść może się zwiedzieć?

 

EDYP.

Tak, dziecię, jeśli ten okręg nie pusty.

 

ANTYGONA.

O, tu mieszkają ludzie! nie potrzeba

Dalszych wywodów, bo widzę tuż męża.

 

EDYP.

Czyż idzie ku nam i spiesznie tu zdąża?

 

ANTYGONA.

Już on przed nami, mów przeto do niego,

O