Edyp w Kolonie - Sofokles - ebook

Edyp w Kolonie ebook

Sofokles

0,0

Opis

Edyp w Kolonie to dramat Sofoklesa, największego obok Ajschylosa i Eurypidesa tragika starożytnej Grecji.

Edyp w Kolonie nazywana jest tragedią władzy i klasyfikowana jako chronologicznie środkowa sztuka z cyklu trzech tragedii tebańskich (Król Edyp, Edyp w Kolonie, Antygona) opartych na mitach o tebańskim rodzie Labdakidów. Utwór jest powszechnie uznawany za arcydzieło dramaturgii światowej.

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 63

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
0,0
0
0
0
0
0



Wydawnictwo Avia Artis

2022

ISBN: 978-83-8226-723-5
Ta książka elektroniczna została przygotowana dzięki StreetLib Write (https://writeapp.io).

WSTĘP

Tragedyę Edypa i jego rodu przedstawił Sofokles w trzech dramatach, Edypie królu, Edypie kolonejskim i Antygonie. Nie tworzyły one trylogii, bo w rozmaitych czasach jako samodzielne sztuki pojawiły się na scenie. Druga z nich prowadzi oślepionego króla-wygnańca do Aten, gdzie według dawnej tradycyi grób jego na przedmieściu, Kolonos zwanem, się znajdował. Miejsce to rodzinne Sofoklesa, a to nadało tragedyi jakieś szczególne ciepło osobiste, na które poeta jeszcze w starości zdobyć się umiał. Sofokles wraz z swoim bohaterem sławił w tej sztuce i wielbił serdecznem pożegnaniem Ateny i życie. Gdzie jednak grób Edypa w Kolonie się znajdował, nie było wiadomem, bo zniknięcie bohatera osłoniła jakaś tajemnica, czepiająca się chętnie zgonów świętych i wielkich postaci. Słusznie przypomniano słowa z Deuteronomium, dotyczące śmierci Mojżesza: I umarł tam Mojżesz, sługa Pański w ziemi Moabskiej na rozkazanie Pańskie. I pogrzebał go w dolinie ziemi Moabskiej przeciwko Phogor: a nie dowiedział się człowiek o grobie jego aż do teraźniejszego dnia. — Ale dla Aten miało to być w każdym razie błogosławieństwem, zastawem i zadatkiem pomyślności, że w obrębie ich kraju bohater legendy znalazł gościnny spokój i wyzwolenie.

 W opuszczonych przez Edypa Tebach zanosi się tymczasem na bratobójczą walkę. I Kreon, który tam objął rządy i Polyneikes, który z obczyzny przygotowywa zamach na Teby i brata Eteoklesa, chciałby Edypa, szukającego przytułku w Atenach, do Teb uprowadzić, bo ujęcie dawnego króla zapewniało każdej ze stron walczących powodzenie sprawy. A grób starego bohatera, byłby według odwiecznej wiary i przekonania, dla ludzi, którzy by mogli przy nim cześć oddawać zmarłemu, źródłem siły, dla tych przeciwnie, którzyby o tę mogiłę się nie troszczyli i troszczyć nie mogli, przekleństwem.  Edyp jednak odpiera z gniewem wszelkie zamysły Kreona i Polyneikesa i miota przy tem na swych następców i gród tebański złorzeczenia, które wypełniają znaczną część tragedyi i wytwarzają czarne tło, na którem tem jaśniej się odbija życzliwość króla ateńskiego Tezeusza i szlachetna Aten gościnność, zapewniająca Edypowi bezpieczeństwo i w końcu wypoczynek już wieczny. — Edyp chce w życiu i po zgonie błogosławić Atenom. Kiedy Sofokles pisał swą tragedyę, cudowna moc, płynąca z grobu bohatera, może się odświeżyła dobitnie we wierze i pamięci współczesnych. Niedawno przecie, podczas wojny peloponeskiej, wtargnęła w r. 407 beocka jazda aż pod same Ateny i może pod Kolonem poniosła klęskę ze strony jazdy ateńskiej. Ten epizod wielkiej domowej wojny odbił się według mniemania niektórych uczonych donośnem echem w tragedyi Sofoklesa. Jak Erinye ścigające Orestesa zamieniły się w Atenach na bóstwa dobrotliwe — Eumenidy, tak i klątwą obciążony, gniewny Edyp, przyjęty w ziemi attyckiej, miał być zakładnikiem i dobrą wróżbą dla szczęsnej Aten przyszłości a grób jego świętą strażnicą, o którąby się rozbijały wrogie nieprzyjaciół zamachy. Błogosławieństwa z grobów płynące przyniosły tu poecie ciepłe natchnienia i poddały słowa wymowne.  Powstanie tej tragedyi oplotły później nadzwyczaj bujnie opowieści literackie, w których jest pewnie jakieś jądro autentycznej prawdy. Zbiegają się one w jednozgodnem twierdzeniu, że Edyp w Kolonie był utworem późnej poety sędziwości. Perypatetyk Satyros opowiadał prócz tego, że syn poety Iofon pozwał zestarzałego ojca przed sąd o nieprawidłowe rozporządzanie majątkiem i obłęd umysłowy, że jednak Sofokles, aby ten zarzut odeprzeć, odczytał Edypa kolonejskiego przed sędziami, którzy w uniesieniu nad tym utworem uznali rzekomo oskarżenie Iofona nieusprawiedliwionem. Wreszcie doszła nas wiadomość, dotycząca przedstawienia tej tragedyi, a wiadomość ta opiewa, że sztukę tę dopiero po śmierci poety, w r. 401 przed Chr., wnuk Sofoklesa tego samego imienia wprowadził na scenę. Jest więc prawdopodobnem, że Sofokles w ostatnich latach przedzgonnych nad tym dramatem pracował. Dziwnej świeżości i sprężystości serca i myśli byłby on dowodem; tylko wyjątkowym i uprzywilejowanym naturom, jak n. p. Verdi’emu, sprzyjają tak Muzy i Charyty do ostatnich chwil życia. Wyrażono zaś już w dawniejszych czasach przypuszczenie, odświeżone w nowem dziele Roberta, że cały epizod tragedyi, odnoszący się do sporu między Edypem i Polyneikesem, był odgłosem tych niesnasków rodzinnych i że go poeta do wątku dramatu pod wrażeniem własnych przeżyć wtłoczył i doczepił. — Pewnem jednak to zdanie nie jest; natomiast pewnem nieomal, że posiadamy w tej tragedyi ostatnie dzieło poety. To też czytając je, przywtórzymy słowom Cycerona, twierdzącego z zachwytem: Manent ingenia senibus...  Na dnie podań o Edyposie, które kilkakrotnie powracały w dramatach Sofoklesa, leżała jakaś wiara w chtoniczne bóstwo, które z matki ziemi urodzone, jak każdy płód ziemi z nią się następnie łączy i żeni, ciągle się odnawia i usuwa przeszłość, t. j. dawny rok, a więc własnego ojca. To ziemskie bóstwo morduje więc corocznie swego rodzica i poślubia własną matkę. Fantazya Greków zamieniła matkę-ziemię w śmiertelną kobietę, a jej syna-małżonka w króla i bohatera, ubierając ich losy w tysiączne barwy i różnorodne zdarzenia. A z człowiekiem dostały się do starej religijnej opowieści o przełomach w naturze zbrodnia i występek, które tak złowrogo zaciężyły na biednym, nieświadomym winy, Edypie.

OD TŁUMACZA

Wygnany szedłeś w dalekie ostępy Z twarzą, na której znak klęski widnieje, Z duszą nieszczęściem starganą na strzępy, Na trud nie bacząc, na głód i zawieje. I szedłeś naprzód znękany, lecz dumny, Choć dawne grozy cię gnały jak jędze, Szukając w dali i grobu i trumny,  Aby w nich złożyć twe nędze.

Lecz cię owiła jak skrzydłem anioła Wierna twa dziewka, Antygona biała, Ona, gdy przeszłość klątwami ci woła, W kir twej żałoby łzy serca dzierzgała, Ona, gdyś klęską żywota zmęczony I twą tułaczką, ustawał pod znojem, Miłośnie ciebie wspierała ramiony,  Kwiatem ci była, powojem.

I wnet znalazłeś jałmużnicę drugą, Która do męża, co bojem się łamie, Z ostatnią raźnie przystąpi usługą, Mroźnej litości wydłuży swe ramię, By ulgę przynieść i zetrzeć pot z czoła I precz cię wywieść z upaleń i znoju Nad niepamięci strumienie i sioła,  W senne królestwo pokoju.

W Atenach przyszło dokonać ci miary Dni i nieszczęścia. Wieszcz Aten przy zgonie Zaklął swą pieśnią wsze ziemi swej czary,

Cienie swych gajów i kwiatów swych wonie, I śpiew słowików, co cię ukołysze  Na wieczną ciszę, Więc jakby hołdem podzwonnym rozbrzmiały  Aten ci chwały.

Żegnając ciebie, wieszcz żegnał się z niemi, Bo czuł, że nad nim też chyli się słońce, Że z wszystkiem, co tu pokochał na ziemi, Rozstać się przyjdzie wnet w śmierci rozłące. To też gdy wielbi te cuda i życie, Jakaś mu żałość blask Aten przysłania, Znać, że już drgały w miłosnym zachwycie  Łzy pożegnania.

I w swym ojczystym roztworzył Kolonie Grób dla Edypa... Tak uczcił on siły, Które od duchów, co ziemia pochłonie, Życiem i męstwem powioną z mogiły. Wierzył w moc grobów.

 Ja wespół z nim wierzę, Bo gdy mym krajem targają dziś burze, Gdy co dnia biją weń krzywdy, grabieże, Wiem, że pod ziemią śpią skarbów mych straże, A śnią i baczą, by serce me biło. Więc, choć mi dusza dziś krwawi się żalem, Krzepię ja męstwo nad ojców mogiłą, Nad zmarłych moich świętem Jeruzalem I w śmierć ja wierzę, co z głębi podziemi  Życiem, miłością się plemi.

OSOBY DRAMATU

EDYP. ANTYGONA. KOLONEJCZYK. CHÓR STARCÓW ATEŃSKICH. ISMENA. TEZEUSZ. KREON. POLYNEIKES. POSŁANIEC.

EDYP W KOLONIE

EDYP.

Ciemnego starca dziecię, Antygono, Do jakiej ziemi przyszliśmy i grodu? Któż dziś błędnego Edypa uraczy Drobną daniną? O mało on prosi, A gdy chce mało, mniej jeszcze otrzyma; Lecz to mi starczy, bo dawne cierpienia I czas przydługi, duch wreszcie wrodzony, Jako się godzić z losem mnie poucza. Ale, o dziecię, jeżeli siedzibę Widzisz ty jaką na miejscu nieświętem, Lub w bożych gajach, to przystań, daj spocząć, Aby się zwiedzieć, gdzieśmy się znaleźli. Obcym trza pytać się ludzi tutejszych, A co usłyszym, wykonać bez zwłoki.

ANTYGONA.

O biedny ojcze Edypie, opodal Wieże na miasto wskazywać się zdają, Świętem zaś chyba to miejsce, bo buja Bluszczu, oliwek