Dziady. Część 3 - Adam Mickiewicz - ebook + audiobook

Dziady. Część 3 ebook

Adam Mickiewicz

2,2

Opis

Trzecia, ostatnia ukończona część dramatu, została napisana wiosną 1832 roku (wiąże się to z pobytem Mickiewicza w Dreźnie). Przez badaczy ta część ‘Dziadów’ jest uważana za arcydzieło polskiego dramatu romantycznego, m.in. ze względu na połączenie w jednym utworze problematyki polityczno-historycznej z metafizyczną. Charakterystyczną cechą tego dramatu jest jego nieciągłość, fragmentaryczność i otwarta, swobodna kompozycja. Żaden z licznych wątków fabularnych nie został ukończony, losy bohaterów są niedopowiedziane (z wyjątkiem Doktora, który ginie od uderzenia piorunem). Do całego cyklu nawiązuje scena IX (obrzęd tytułowych Dziadów). Plan historyczny utworu dzieli się na dwie części: jawną (oficjalny wymiar rzeczywistości) i ukrytą (martyrologia, spiski i walka narodowowyzwoleńcza). W części jawnej (Dom wiejski pode Lwowem, Salon Warszawski, Pan Senator) poeta staje się bezlitosnym analitykiem i krytycznym obserwatorem zaprezentowanej w utworze zbiorowości. Zbiorowość ta dzieli się na "lewą" i "prawą" stronę. W części ukrytej autor zawarł swoją drezdeńską koncepcję martyrologicznej historii Polski. (Za Wikipedią).

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
czytnikach certyfikowanych
przez Legimi
czytnikach Kindle™
(dla wybranych pakietów)
Windows
10
Windows
Phone

Liczba stron: 182

Odsłuch ebooka (TTS) dostepny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacjach Legimi na:

Androidzie
iOS
Oceny
2,2 (9 ocen)
0
2
1
3
3
Więcej informacji
Więcej informacji
Legimi nie weryfikuje, czy opinie pochodzą od konsumentów, którzy nabyli lub czytali/słuchali daną pozycję, ale usuwa fałszywe opinie, jeśli je wykryje.
Sortuj według:
NatkaS

Z braku laku…

Kto wpadł na pomysł, że tak trudne dzieło będzie odpowiednie dla uczniów 2 klasy liceum?
40
77monia

Nie polecam

wolalabym wyskoczyc przez okno niz to przeczytac
30
Maksinek

Dobrze spędzony czas

Piękne dzieło Mickiewicza
23

Popularność




Adam Mickiewicz

 

 

 

Dziady

CZĘŚĆ III

 

 

 

 

Armoryka

Sandomierz

 

 

 

Projekt okładki: Juliusz Susak

 

Na okładce: Czesław Borys Jankowski (1862–1941), Ilustracja do Dziadów Adama Mickiewicza (1896),

licencja domena publiczna, źródło: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Adam_Mickiewicz_-_Dziady_część_I,_II_i_IV_p142.png

Plik rozpoznano jako wolny od znanych ograniczeń praw autorskich,

włącznie z prawami zależnymi i pokrewnymi.

 

Tekst wg edycji:

Krakowska Spółka Wydawnicza,

Kraków 1920 i Czytelnik, Warszawa 1974

 

Zachowano oryginalną pisownię.

 

© Wydawnictwo Armoryka

 

Wydawnictwo Armoryka

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierz

http://www.armoryka.pl/

 

ISBN 978-83-7639-397-1

 

 

Dziady, część III

Świętej pamięci

JANOWI SOBOLEWSKIEMU

CYPRIANOWI DASZKIEWICZOWI

FELIKSOWI KOŁAKOWSKIEMU1

spółuczniom, spółwięźniom, spółwygnańcom

za miłość ku ojczyźnie prześladowanym,

z tęsknoty ku ojczyźnie zmarłym

w Archangielsku, na Moskwie, w Petersburgu –

narodowej sprawy męczennikom

poświęca Autor

PRZEDMOWA

Polska od pół wieku przedstawia widok z jednej strony tak ciągłego, niezmordowanego i niezbłaganego okrucieństwa tyranów, z drugiej tak nieograniczonego poświęcenia się ludu i tak uporczywej wytrwałości, jakich nie było przykładu od czasu prześladowania chrześcijaństwa. Zdaje się, że królowie mają przeczucie Herodowe o zjawieniu się nowego światła na ziemi i o bliskim swoim upadku, a lud coraz mocniej wierzy w swoje odrodzenie się i zmartwychwstanie.

Dzieje męczeńskiej Polski obejmują wiele pokoleń i niezliczone mnóstwo ofiar; krwawe sceny toczą się po wszystkich stronach ziemi naszej i po obcych krajach. – Poema, które dziś ogłaszamy, zawiera kilka drobnych rysów tego ogromnego obrazu, kilka wypadków z czasu prześladowania podniesionego przez Imperatora Aleksandra.

Około roku 1822 polityka Imperatora Aleksandra, przeciwna wszelkiej wolności, zaczęła się wyjaśniać, gruntować i pewny brać kierunek. W ten czas podniesiono na cały ród polski prześladowanie powszechne, które coraz stawało się gwałtowniejsze i krwawsze. Wystąpił na scenę pamiętny w naszych dziejach senator Nowosilcow. On pierwszy instynktową i zwierzęcą nienawiść rządu rosyjskiego ku Polakom wyrozumował jak zbawienną i polityczną, wziął ją za podstawę swoich działań, a za cel położył zniszczenie polskiej narodowości. W ten czas całą przestrzeń ziemi od Prosny aż do Dniepru i od Galicji do Bałtyckiego morza zamknięto i urządzono jako ogromne więzienie. Całą administracją nakręcono jako jedną wielką Polaków torturę, której koło obracali carewicz Konstanty i senator Nowosilcow.

Systematyczny Nowosilcow wziął naprzód na męki dzieci i młodzież, aby nadzieje przyszłych pokoleń w zarodzie samym wytępić. Założył główną kwaterę katowstwa w Wilnie, w stolicy naukowej prowincji litewsko-ruskich. Były wówczas między młodzieżą uniwersytetu różne towarzystwa literackie, mające na celu utrzymanie języka i narodowości polskiej, Kongresem Wiedeńskim i przywilejami Imperatora zostawionej Polakom. Towarzystwa te, widząc wzmagające się podejrzenia rządu, rozwiązały się wprzód jeszcze, nim ukaz zabronił ich bytu. Ale Nowosilcow, chociaż w rok po rozwiązaniu się towarzystw przybył do Wilna, udał przed Imperatorem, że je znalazł działające; ich literackie zatrudnienia wystawił jako wyraźny bunt przeciwko rządowi, uwięził kilkaset młodzieży i ustanowił pod swoim wpływem trybunały wojenne na sądzenie studentów. W tajemnej procedurze rosyjskiej oskarżeni nie mają sposobu bronienia się, bo często nie wiedzą, o co ich powołano: bez zeznania nawet komisja według woli swojej jedne przyjmuje i w raporcie umieszcza, drugie uchyla. Nowosilcow, z władzą nieograniczoną od carewicza Konstantego zesłany, był oskarżycielem, sędzią i katem.

Skasował kilka szkół w Litwie, z nakazem, aby młodzież do nich uczęszczającą uważano za cywilnie umarłą, aby jej do żadnych posług obywatelskich, na żadne urzędy nie przyjmowano i aby jej nie dozwolono ani w publicznych, ani w prywatnych zakładach kończyć nauk. Taki ukaz, zabraniający uczyć się, nie ma przykładu w dziejach i jest oryginalnym rosyjskim wymysłem. Obok zamknienia szkół, skazano kilkudziesięciu studentów do min sybirskich, do taczek, do garnizonów azjatyckich. W liczbie ich byli małoletni, należący do znakomitych rodzin litewskich. Dwudziestu kilku, już nauczycieli, już uczniów uniwersytetu, wysłano na wieczne wygnanie w głąb Rosji jako podejrzanych o polską narodowość. Z tylu wygnańców jednemu tylko dotąd udało się wydobyć się z Rosji.

Wszyscy pisarze, którzy uczynili wzmiankę o prześladowaniu ówczesnym Litwy, zgadzają się na to, że w sprawie uczniów wileńskich było coś mistycznego i tajemniczego. Charakter mistyczny, łagodny, ale niezachwiany Tomasza Zana, naczelnika młodzieży, religijna rezygnacja, braterska zgoda i miłość młodych więźniów, kara boża, sięgająca widomie prześladowców, zostawiły głębokie wrażenie na umyśle tych, którzy byli świadkami lub uczestnikami zdarzeń; a opisane zdają się przenosić czytelników w czasy dawne, czasy wiary i cudów.

Kto zna dobrze ówczesne wypadki, da świadectwo autorowi, że sceny historyczne i charaktery osób działających skryślił sumiennie, nic nie dodając i nigdzie nie przesadzając. I po cóż by miał dodawać albo przesadzać; czy dla ożywienia w sercu rodaków nienawiści ku wrogom? czy dla obudzenia litości w Europie? – Czymże są wszystkie ówczesne okrucieństwa w porównaniu tego, co naród polski teraz cierpi i na co Europa teraz obojętnie patrzy! Autor chciał tylko zachować narodowi wierną pamiątkę z historii litewskiej lat kilkunastu: nie potrzebował ohydzać rodakom wrogów, których znają od wieków; a do litościwych narodów europejskich, które płakały nad Polską jak niedołężne niewiasty Jeruzalemu nad Chrystusem, naród nasz przemawiać tylko będzie słowami Zbawiciela: «Córki Jerozolimskie, nie płaczcie nade mną, ale nad samymi sobą».

WSTĘP

I. OD GUSTAWA DO KONRADA

Dziesięć lat długich i brzemiennych w życiu Mickiewicza upłynęło między napisaniem w Kownie Czwartej części Dziadów a Trzecią ich częścią, w Dreźnie utworzoną. Droga do Rosji, zaczęta w końcu października 1824 r., prowadziła najpierw do stolicy nadnewskiej, gdzie szereg niezwykłych wrażeń i stosunków utkwił w wyobraźni poety na zawsze: poczynając od spiskowców rosyjskich, Rylejewa i Biestużewa, a idąc do malarza, mistyka i wolnomularza Oleszkiewicza, i dalej do rozczytywania się w teozoficznych rojeniach Martineza i Saint-Martina.

Wchodził w świat obcy mu duchem, wstrętny, przygnębiający... Nastały ciężkie dla Mickiewicza lata. On, którego dusza nie znała dotychczas, co fałsz i podstęp, zmuszony był na każdym kroku do tajenia swych najlepszych uczuć. Tam się nauczył »pod ziemię kryć z gniewem i być jak otchłań w myślach niedościgły«. Z ciągłą nadzieją wydostania się zczasem za granicę, Mickiewicz był na pozór spokojny, »ledwie nie rozumny«, »postać miał skromną jako wąż wystygły«, Tylko w zaufanem kółku najbliższych filomatów, przebywających z nim razem na wygnaniu w Moskwie (Malewski, Daszkiewicz, Jeżowski, Pietraszkiewicz), składał maskę »spokoju« rzekomego, był znowu sobą. Zbliżył się powoli do kilku Rosjan, z którymi łączyła go sympatyczna nić wspólnych literackich lub społecznych zapatrywań. Tu na pierwszem miejscu wymienić należy poetów: Puszkina, Żukowskiego, Kozłowa, Baratyńskiego, dalej kniazia Wiaziemskiego, K. Polewoja, Pogodina. Przed tą garstką Rosjan szlachetnych, którzy nie taili swej sympatji dla Polski, miał poeta nasz »gołębią prostotę«; do nich-to zwrócił wspaniałą odezwę z III-ej części Dziadów: „Do Przyjaciół Moskali“, w której tak streścił przymus duchowy, jakiemu ulegać musiał w latach 1825–1829:

Pókim był w okuciach,

Pełzając milczkiem jak wąż, łudziłem despotę,

Lecz wam odkryłem tajnie, zamknięte w uczuciach.

Uczucia to były gwałtowne – tem gwałtowniejsze, że tajone. Do wszystkich cierpień wygnańca-patrjoty dołączały się męczarnie poety, który rwał się do czynu-pieśni, a każdy poryw natchnienia hamować musiał względami na cenzurę:

...Zdejmą mi tylko z rąk i nóg kajdany,

Ale wtłoczą na duszę...

Błąkać się w cudzoziemców, w nieprzyjaciół tłumie

Ja śpiewak, – i nikt z mojej pieśni nie zrozumie

Nic, oprócz niekształtnego i marnego dźwięku...

Żywy... zostanę dla mej Ojczyzny umarły.

Przecież, choć »broń mu przełamano w ręku«, nie umarł dla Ojczyzny, nawet tam – w sercu wroga.

Pobyt Mickiewicza w Rosji był twardą szkołą życia, z której i jako człowiek i jako poeta wyszedł zwycięsko. Jako człowiek hartował się w uczuciach filareckich, które przez pięć lat tęsknoty wezbrały tajemnie w olbrzymiem sercu jego, czyniąc je zdolnem do miłości i cierpień »za miljony«; jako poeta: Sonetami, Wallenrodem i Farysem doszedł już niemal szczytu doskonałości i czekał tylko na sposobną chwilę, aby uwieńczyć swe skronie Improwizacją Konrada. Olbrzymią doniosłość rozwoju wewnętrznego Mickiewicza w Rosji streścił świetnie Kozłow, ociemniały poeta rosyjski, w tych kilku słowach, wypowiedzianych do Odyńca: »Daliście go nam silnym, oddajemy go wam potężnym«.

Rozum i uczucie dochodziły w nim do najpiękniejszej miary i harmonji. Rozum zdawał się w nim wówczas brać górę nad uczuciem; ale było to pozornem. Ten sam Oleszkiewicz, który w końcu roku 1824 otwierał mu pobyt w Rosji, mistyczne dając klucze do zrozumienia dziwnych dróg Opatrzności, teraz żegnał go na wyjezdnem i wróżył, że będzie »naczyniem wybranem«, i że »prędzej czy później Łaska go napełni i przez niego spłynie na drugich«. Napróżno Mickiewicz chciał w żarty obrócić słowa Oleszkiewicza. »Ty myślisz teraz – odpowiedział mu »guślarz-malarz« – że ty strasznie rozumny i że niema światła nad rozum. Ale to nic nie szkodzi; jak Pan Bóg chce, tak będzie«...

Przyjdą czasy, kiedy Mickiewicz uchyli czoła przed duchem Oleszkiewicza i wyzna w pokorze:

Rozumie ludzki! Tyś mały przed Panem,

Tyś kroplą w Jego wszechmogącej dłoni –

i powie:

Pan maluczkim objawia, czego wielkim odmawia.

A dzięki Oleszkiewiczowi rozpocznie się ferment duchowy, który dokona się w Rzymie, a któremu na imię w III części Dziadów: X. Piotr.

Wyjechawszy 27 maja 1829 r. z Petersburga, podróżował Mickiewicz naprzód po Niemczech. Woził z sobą wszędzie Pismo św. i mówił w Berlinie W. Cybulskiemu, że ma zamiar napisać coś w stylu biblijnym. Jest to godnem uwagi zjawiskiem w rozwoju duchowym poety, że już wówczas, od chwili wyjazdu z Rosji, pod wpływem poważnej zapowiedzi Oleszkiewicza, toczy się w jego duszy walka rozumu z uczuciem, pychy z pokorą. Coraz wyraźniej zapowiada się zwycięstwo uczucia i pokory. W podróży z Karlsbadu do Weimaru poucza Mickiewicz Odyńca, że »prawdy rozumem nie dojdziesz. Natchnienie, dar Boży, objawia ją niekiedy«. Później, w Darmstadzie, zastanawiając się nad dramatycznością historji polskiej, hołd składa dziejom ojczystym, bo historja nasza »obraca się w sferach wyższych nad sam ziemski rozum... i ma to podobieństwo z poetycką Helladą, że wszystkie sprawy tego świata przez uczucie i wiarę ze światem nadprzyrodzonym jednoczy, a podług praw jego i natchnień sama się w swych działaniach kieruje«. Jakże już tu bliscy jesteśmy owej zasadniczej idei Dziadów, idei-matki o wierze w wpływ świata pozagrobowego na sferę działań ludzkich. Zanim jeszcze stanął w progach Wiecznego Miasta, poeta stoczył w sobie walkę duchową wewnętrzną, której wynikiem było głębokie przekonanie, że rozum ludzki za mały jest i za słaby, aby się zmierzyć z wszechświatem ducha, że tylko uczucie, i to przez pokorę, dochodzi do uwierzenia w prawdę objawioną, a przez wiarę do przeświadczenia o tej prawdzie.

Pobyt w Rzymie miał przekonania te pogłębić i utrwalić. Nie szło to zrazu łatwo wśród gwaru życia towarzyskiego. Ale prąd, nurtujący w głębi duszy, koniecznie szukał już wtedy ujścia poetyckiego. W ciągu grudnia 1829 r. zamyślał Mickiewicz w Rzymie napisać tragedję p. t. Prometeusz. Odyniec opowiada w swych Listach, że dzieło Brumoy (Théatre des Grecs), zawierające tłumaczenie francuskie tragików greckich, przypomniało Mickiewiczowi Ajschylowego Prometeusza, o którym »myślał już oddawna. Kupił sobie oryginał grecki. Powróciwszy raz z teatru, zastał Odyniec Mickiewicza »kiwającego się jak rabin nad książeczką, której właściwie nie czytał, ale medytował nad nią i ustawicznie do niej zaglądał«. Wyraz twarzy przypomniał Odyńcowi chwilę w Wilnie, kiedy przyszedłszy raz wieczorem, zastał poetę, piszącego IV część Dziadów. Mickiewicz zaczął mówić o Prometeuszu, wreszcie tłumaczyć i deklamować z zapałem scenę między Prometeuszem a Hermesem. »Adam był tak wzruszony, że twarz i usta mu drgały, a łzy świeciły się w oczach. Skończywszy, zaczął opowiadać główny zarys swego planu. »Nie będzie to – mówił on – ani tłumaczenie, ani nawet proste naśladownictwo poety greckiego, ale tylko daleka parafraza jego idei, zastosowana do chrześcijańskich pojęć duchowych. W treści zaś jest to odwieczna historja ducha ludzkiego, nie bez dobrej woli w gruncie, ale obłąkanego przez pychę, w zapasach z potęgami wyższemi, a raczej tylko silniejszemi od niego, których on ani uznać, ani im ulec nie chce i nie może«. Te myśli zatem, które niedawno przedtem rozwijał przed grobowcem Galileusza w kościele Santa Croce we Florencji, starał się Mickiewicz w końcu roku 1829 ująć w tragedję myśli w Rzymie. Zanosiło się na polskiego Prometeusza, którego stłumiły wówczas niepomyślne dla twórczości warunki pobytu rzymskiego; ale ziarno prometeuszowe nie przepadło i nie uschło w piersi poety, czekało tylko na stosowną do wzrostu porę. Jak dalece przejęty był Mickiewicz na wskróś Prometeuszem Ajschylosa, dowodzi świadectwo Odyńca, który stanowczo twierdzi: »Przekonany jestem najmocniej, że scena Improwizacji z III-ej części Dziadów jest zabytkiem tylko i odbiciem głównej treści tego dramatu, który głęboko tkwił w duszy autora«.

Z wiosną r. 1830 poeta, bywając częściej w domu hr. Ankwiczów, poznał bliżej, a niebawem pokochał córkę ich Henrykę Ewę, cichą, rozmarzoną religijnie pannę, która mogła mu przypominać Marylę. Nowa ta miłość Mickiewicza nie miała siły i nastroju pierwszej, Gustawowej; było to uczucie niemal ojcowskie człowieka, który wiele w życiu przecierpiał, przebolał i szukał osłody w niewinnym uśmiechu dziewczęcia polskiego. Dawał jej w sercu swem miejsce drugie, skoro pierwsze zajął był kto inny raz na zawsze.2 Religijna atmosfera domu Ankwiczów zaczęła zwolna oddziaływać na Mickiewicza. Już z początkiem stycznia 1830 r. powróciwszy z kościoła Jezuitów, gdzie widział »panie swoje« spowiadające się, napisał poeta znamienne i pełne natchnienia religijnego wiersze, znane potem jako wiersz do Marceliny Łempickiej. Znajdujemy w nim pierwszy od lat kilku ton religijny, tak głęboki i czysty, że już sam ten ton dowodzi wielkiej i stanowczej ewolucji duchowej w kierunku wiary głębokiej. Już tutaj wyraża Mickiewicz silną wiarę w potężny wpływ aniołów na ludzi.

Rola anioła jest tam tak samo pojęta i określona, jak później w III-ej części Dziadów. Całe widzenie Ewy (scena IV) jest właściwie rozwinięciem i spotęgowaniem myśli, zaznaczonych lekko w wierszu do M. Łempickiej. Już poeta silnych sam doznać musiał wrażeń religijnych, już ocenił doniosłość duchowej ekstazy, skoro wiersz swój do panny Łempickiej tak kończy:

Ja bym dni wszystkich rozkosz za nic ważył,

Gdybym noc jedną tak jak ty przemarzył.

Gdybym!... Cała trudność i niepewność spokoju ducha widnieje z tych słów końcowych. Serce jego rwało się ku marzeniom cichym, niebiańskim, anielskim, ale rzeczywistość burzyła rojenia tęczowe i »srodze budziła« z marzeń religijnych. Filareci: Daszkiewicz i Jan Sobolewski zmarli w tym roku (1830) na wygnaniu; ta wieść żałobna rzuciła cień smutku na jasne dni włoskie. Złowrogie przeczucia owładnęły Mickiewiczem. W lipcu 1830 r. napisał prześliczny wiersz Do Matki Polki, wieszcząc na kilka miesięcy przed 29 listopada męczeństwo bez zmartwychpowstania.

W październiku 1830 r. stosunek z Ankwiczami uległ stanowczej zmianie. Ojciec Henryki dał wyraźnie Mickiewiczowi do zrozumienia, że nie powinien się łudzić nadzieją małżeństwa. Poeta odchorował ten nowy zawód. A jak w r. 1823 na rozpacze serca kochanek Maryli znalazł gorzkie, lecz uzdrawiające lekarstwo w celi Bazyljańskiej, tak teraz niespodziewany wybuch wojny narodowej położył kres troskom osobistym i kazał drżeć nie o własne, lecz o narodu szczęście.

Zdala od Polski, pozbawiony dokładnych wiadomości o rewolucji listopadowej, »całemi dniami biegał w Rzymie bez celu, a wieczorami myślał«. »Różne przeszkody« zatrzymywały go w Rzymie dłużej, niż sam pragnął. Jakkolwiek przeczuwał niepomyślny wynik wojny z Rosją, to przecież uważał za swój obowiązek śpieszyć do kraju i stanąć w szeregach bratnich. Dopiero d. 19 kwietnia 1831 r. mógł z Rzymu wyjechać.

Kiedy w sierpniu 1831 r. przedostał się Mickiewicz w Poznańskie, już nie było właściwie poco wkraczać do Kongresówki. Los powstania był rozstrzygnięty. We wrześniu składano już na granicy pruskiej broń, a Poznańskie zaroiło się od emigrantów. Opowiadania świadków i uczestników świeżej walki narodowej podziałały wstrząsająco na twórcę Konrada Wallenroda. Zrozumiał rozpaczliwe położenie narodu, ocenił niepowetowaną stratę we własnem życiu, że nie był uczestnikiem boju o niepodległość. Przeszedł znowu męki zwątpienia i rozpaczy; bliskim był samobójstwa. Po ośmiu miesiącach pobytu w Poznańskiem dał się unieść fali emigracyjnej do Drezna.

Tu w kwietniu 1832 r. nastąpił prawie wulkaniczny wybuch twórczości, który dał nam trzecią część Dziadów. Wybuch ten zaskoczył poetę niespodziewanie. Raz, modląc się w kościele drezdeńskim, poczuł, »jakby się nad nim bania z poezją rozbiła«. Natchnienie uniosło go ku tym stronom i czasom, kiedy na łonie Ojczyzny, wśród braci filareckiej, wśród trosk serdecznych żył przecież »całem i zupełnem życiem«. Zapragnął młodość własną powołać do życia, przeszłość chlubną filarecką wcielić do »narodowego pamiątek kościoła« i dać jej nieśmiertelność.

Natchnienie płynęło nań rzeką wezbraną i szumiącą. Sam uważał się tylko za narzędzie, posłuszne temu natchnieniu. »Stałem się Schreibmaschine – pisał 26 kwietnia 1832 r. do hr. J. Grabowskiego – i przez całe te kilka tygodni pióra z ręki nie wypuszczam. Jeszcze nie wszystko, com zaczął, pokończone, a póki nie skończę, to nie ruszę się z Drezna. Pisanie jest rodzajem cietrzewiej piosnki, z której i wystrzałem trudno przebudzić. Nie wychylam się wcale z domu«... A do brata, Franciszka, w trzy dni potem pisze: »Tak jestem zatrudniony od kilku tygodni, że ledwie mam czas brodę ogolić. Pisałem tyle, że liczba wierszy skleconych w ciągu tego miesiąca, wyrównywa trzeciej części, a może i połowie wszystkiego, com dotąd ogłosił. Nie wszystko jeszcze, com zaczął, pokończone i póki nie skończę, zostanę zapewne w Dreźnie«.

W połowie maja 1832 r. Mickiewicz miał już III-ą część Dziadów gotową do druku. Wezbrana fala natchnienia opadła po sześciu tygodniach zalewu poetyckiego. Nowy utwór swój uważał jako »kontynuacją wojny, którą teraz, kiedy miecze schowano, dalej trzeba piórami prowadzić«.

Zastanówmy się na chwilę nad genezą tego utworu.

II. GENEZA III CZĘŚCI DZIADÓW

Na wybuch natchnienia zanosiło się oddawna. Kiedy Mickiewicz pewnego poranka kwietniowego 1832 r. poczuł w kościele drezdeńskim, że się nad nim jakoby »bania z poezją rozbiła«, to była to tylko jasna świadomość, że cierpliwie oczekiwany moment twórczy nadszedł, że się czasy wypełniły i że arcydziełu myśli i uczuć pora na świat... Od lat kilku wzbierały w nim prometeuszowe myśli: póki był w Rosji, w okuciach tłumić w sobie musiał żale i cierpienia; gdy odetchnął pełną piersią za granicą, spotkał się tam z taką różnolitością wrażeń, z tylu nowemi podnietami umysłowemi (Hegel, Goethe, Lamennais, przeszłość klasyczna, muzea, Dante i t. d.), że fantazja jego ucichła narazie, jakkolwiek wewnętrzna walka rozumu z wiarą dążyła już wówczas (w końcu 1829 r.) do przybrania poetycznych kształtów w tragedji »prometeuszowej«. Na prometeuszowe myśli padają w r. 1831 bezustanku iskry narodowego pożaru: dokonana niedawno w Rzymie wewnętrzna budowa wiary, miłości i nadziei zatrzęsła się w posadach swoich po katastrofie r. 1831. Pierś Prometeusza polskiego przygniotło nowe, straszne brzemię. Zasunął się ołowianemi chmurami naokół horyzont jego duszy. Myślom jego coraz nieznośniej i duszniej było; ten nadmiar bólu patrjotycznego i zgryzoty, zwątpienia i rozpaczy byłby mu rozsadził pierś, gdyby nie był znalazł ujścia... Łzawnica przepełniona była nad brzegi: »bania z poezją« pęknąć musiała, na szczęście dla poety i dla naszej poezji... Co z tego skłębionego waru uczuć i żalów buchnęło najpierw: czy skarga Polaka na zgwałcenie jego najdroższych nadziei, czy tytaniczny bunt myśli ludzkiej przeciw nieodgadnionym wyrokom myśli Bożej? – tego na pewno nie będziemy już nigdy wiedzieli i to, ostatecznie, może nam być obojętne. Z psychologicznego punktu widzenia jest rzeczą jasną, że niebotycznym wierzchołkiem owych prometeuszowych myśli, nękających poetę od r. 1829, była Improwizacja Konrada. Co więcej; Improwizacja Konrada jest nietylko najsilniejszym objawem natchnienia, ale jest poprostu tak gwałtownym, żywiołowym niemal wybuchem twórczości, tak potężnem wyładowaniem się nagromadzonych w poecie przez lata całe prądów tytanicznych, że musimy jej dać chronologicznie nawet, pierwszeństwo przed wszystkiemi innemi scenami III-ej części Dziadów i uznać, że zrodziła się ona w Dreźnie, bardzo wcześnie w kwietniu 1832 r., może tej samej nocy3 po owym pamiętnym dniu, kiedy się nad poetą »bania z poezją rozbiła«. To pewna, że jako człowiek gorąco wierzący pragnął co rychlej pozbyć się tego grzechu pychy, do której się poczuwał w sumieniu. Sam potem uważał Improwizację za »zwrotnikowy (a więc najwyższy) punkt Byronowskiego kierunku«, za utwór, w którym »szał pychy rozumu dosięga ostatecznych granic, a tylko pokorna wiara broni Konrada od ostatecznego upadku i zguby«. Improwizacja była zatem poniekąd wielką, generalną spowiedzią z tego grzechu pychy, który tak ostro osądził sam, już w r. 1829. Spowiedzią? zaiste, nie w rodzaju spowiedzi Św. Augustyna albo Tołstoja, ale straszną, jako szczere, namiętne wyznanie stanu duszy wierzącej, a zbolałej, spragnionej sprawiedliwości, a pojonej octem bezprawnej przemocy. Wyznanie to wyrasta z przerażającą, zawrotną szybkością na wyzwanie, rzucone Bogu, wyzwanie, jakiemu równego w sile natchnienia i mocy słowa nie ma żadna obca poezja.

Improwizacja nie mogła być oczywiście z góry obmyślana, jako scena III-ej części Dziadów. Zrodziła się ona samoistnie i samowolnie. Pomimo późniejszej pracy kompozycyjnej Mickiewicza, dziś jeszcze Improwizacja działa na nas nie jako część całości, ale owszem jako całość zupełnie w sobie zawarta, skończona, odrębna. Po jej dokonaniu poeta nie mógł tego dumnego wyzwania tytanicznej myśli pozostawić bez odpowiedzi. Prometeuszowi-Konradowi, uosobieniu pychy ludzkiej, przeciwstawił wcielenie chrześcijańskiej pokory i poddania się woli Bożej w X. Piotrze. W Dziadach drezdeńskich mamy zatem echo tych walk duchowych, które przebywał poeta i dawniej, w Rosji, i niedawno w Rzymie: a dumnemu Konradowi, imiennikowi z serca i uczuć Wallenroda, staje na drodze cichy, niepozorny X. Piotr, który uzdrawia i ratuje go tak, jak niegdyś poetę w Petersburgu Oleszkiewicz, a potem w Rzymie X. Chołoniewski.

Ten krwawo okupiony dorobek swego ducha, to odrodzenie moralne człowieka, chciał Mickiewicz przedstawić na tle historycznem zdarzeń filareckich z r. 1823, w których sam tak wybitną grał rolę. Dzieje filareckie nabierały wobec wojny narodowej r. 1831 znamienia przedświtu jej niejako i zapowiedzi. Tortury duchowe, zniesione godnie przez młodzież wileńską w r. 1823, domagały się teraz, po świeżych ofiarach, aby je przypomniał narodowi czynny ich uczestnik i naoczny świadek. Broszura Lelewela z r. 1831 p. t. Nowosilcow w Wilnie odświeżyła w pamięci poety owe niezapomniane miesiące więzienia u Bazyljanów; obecność Domeyki w Dreźnie poruszała codziennie całe mnóstwo szczegółów charakterystycznych z owej epoki gwałtu i ucisku. Te dwie historje serdeczne: własnych przejść duchowych i filareckiej niedoli splatały się wówczas w Dreźnie w jedno tęczowe pasmo poetyckiego natchnienia, w jeden prawdziwy, przeżyty dramat. A gdy pomyślał, że w tym dramacie zrosły się niemal dzieje bohatyrskie młodzieży filareckiej z tem, co sam wtedy przebolał i co dało punkt wyjścia jego walkom wewnętrznym, a stało się zawiązkiem jego duchowej ewolucji: treść obfita, niewyczerpana zaczęła się snuć ze zbolałej duszy poety i trzecia część Dziadów wtedy się zrodziła.

O ile Improwizacja Konrada wpłynęła na zawiązek i rozbudowanie III-ej części Dziadów, da się dzisiaj dopiero wykazać na podstawie odszukanego niedawno autografu poprawnego. Ze stanu tego autografu widać, że Improwizacja przepisana była z bruljonu (zagubionego i nieznanego dziś), zanim inne sceny były napisane. Kartki, zawierające Improwizację, są u góry oznaczone liczbami 1, 2, co samo przez się świadczy o pierwotnej odrębności tych kartek, dopiero później włączonych do całości. Najlepszym zaś dowodem wcześniejszego napisania Improwizacji jest ten fakt, że u samej góry kartki, na początku, napisał Poeta pierwotnie: »Gustaw«. Imię to potem silnie zamazane. Zamiast niego wpisał na boku: »Konrad, po długiem milczeniu«. Autograf drugi (poprawny) stwierdza zatem dowodnie, że Improwizacja powstała wówczas, kiedy jeszcze nie było słynnej potem przemiany Gustawa w Konrada. Improwizację bowiem wygłaszał pierwotnie Gustaw.

Słynny zaś napis na ścianie w celi więziennej: Gustavus obiit... hic natus est Conradus dopisał Mickiewicz pierwotnie do sceny pierwszej, jak widać w autografie poprawnym (ob. poniżej uwagi wydawcy na str. 56 do w. 28). Później przeniósł poeta tę łacińską inskrypcję do sceny, w której Gustaw śpi pod opieką Anioła Stróża, a z której to sceny w końcu zrobił Prolog.

Geneza III-ej części Dziadów, o ile możemy się jej domyślać ze skąpych wskazówek a litograficznych, wykazuje jeden znamienny rys: luźność scen, które nie wiążą się ze sobą żadną nicią intrygi dramatycznej, ale pomimo całej rozmaitości miejsca (Wilno, okolice Lwowa, Warszawa, wieś za Wilnem) i czasu, spojone są ze sobą tajemniczą nicią idei przewodniej: wiary w wpływ dobrych i złych duchów na sferę działań ludzkich, wiary w wielkie, powszechne obcowanie świata zmysłowego z światem zagrobowym, z zaświatem. Ta wiara była samą treścią duszy Mickiewicza; nic dziwnego, że pełne są jej wszystkie niemal sceny III-ej części Dziadów, zwłaszcza te, w których poeta dał wyraz osobistym swym uczuciom. Ale nawet sceny historyczne, t. j. sceny, zawierające przedmiotowo wierne skreślenie wypadków filareckich, nie mogły uniknąć wpływu subjektywnego nastroju poety i odznaczają się pewnem zabarwieniem religijnem, które zresztą Mickiewicz starał się już w przedmowie do III-ej części Dziadów usprawiedliwić i uzasadnić: »Wszyscy pisarze – czytamy tam – którzy uczynili wzmiankę o prześladowaniu ówczesnem Litwy, zgadzają się na to, że w sprawie uczniów wileńskich było coś mistycznego i tajemniczego. Charakter mistyczny Zana..., religijna rezygnacja, braterska zgoda i miłość młodych więźniów, kara Boża sięgająca widomie prześladowców, pozostawiły głębokie wrażenie na umyśle tych, którzy byli świadkami lub uczestnikami zdarzeń; a opisane, zdają się przenosić czytelników w czasy dawne, czasy wiary i cudów«.

Jeśli dodamy