Wydawca: Klasyka Legimi Kategoria: Edukacja Język: polski Rok wydania: 1

Uzyskaj dostęp do tej
i ponad 25000 książek
od 6,99 zł miesięcznie.

Wypróbuj przez
7 dni za darmo
0,00
Do koszyka

Ebooka przeczytasz w aplikacjach Legimi na:

e-czytniku (w tym Kindle) kup za 1 zł
tablecie  
smartfonie  
komputerze  
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Liczba stron: 33

Odsłuch ebooka (TTS) dostępny w abonamencie „ebooki+audiobooki bez limitu” w aplikacji Legimi na:

Androida
iOS
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Ebooka przeczytasz na:

Kindlu MOBI
e-czytniku EPUB kup za 1 zł
tablecie EPUB
smartfonie EPUB
komputerze EPUB
Czytaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?
Czytaj i słuchaj w chmurze®
w aplikacjach Legimi.
Dlaczego warto?

Pobierz fragment dostosowany na:

Zabezpieczenie: watermark

Opinie o ebooku Ballady i romanse - Adam Mickiewicz

Fragment ebooka Ballady i romanse - Adam Mickiewicz

Adam Mickiewicz

Ballady i romanse

Lil­je[1]

(z pie­śni gmin­nej)

Zbrod­nia to nie­sły­cha­na,  
Pa­ni za­bi­ja pa­na.  
Za­biw­szy grze­bie w ga­ju,  
Na łącz­ce przy ru­cza­ju,  
Grób li­li­ją za­sie­wa,  
Za­sie­wa­jąc tak śpie­wa:  
„Ro­śnij kwie­cie wy­so­ko,  
Jak pan le­ży głę­bo­ko;  
Jak pan le­ży głę­bo­ko,  
Tak ty ro­śnij wy­so­ko”.  
Po­tem ca­ła skrwa­wio­na,  
Mę­ża zbój­czy­ni żo­na,  
Bie­ży przez łą­ki, przez knie­je,  
I gó­rą, i do­łem, i gó­rą.  
Zmrok pa­da, wie­trzyk wie­je;  
Ciem­no, wietrz­no, po­nu­ro.  
Wro­na gdzie­nie­gdzie kra­cze,  
I pu­cha­ją pu­cha­cze.  
Bie­ży w dół do stru­my­ka,  
Gdzie sta­ry ro­śnie buk,  
Do chat­ki pu­stel­ni­ka  
Stuk stuk, stuk stuk!  
„Kto tam?” Spa­dła za­po­ra,  
Wy­cho­dzi sta­rzec, świe­ci;  
Pa­ni na kształt upio­ra  
Z krzy­kiem do chat­ki le­ci.  
Ha! ha! zsi­nia­łe usta,  
Oczy prze­wra­ca w słup,  
Drżą­ca, zbla­dła jak chu­s­ta:  
„Ha! mąż, ha! trup!”  
– „Nie­wia­sto, Pan Bóg z to­bą!  
Co cie­bie tu­taj nie­sie?  
Wie­czor­ną, słot­ną do­bą,  
Co ro­bisz sa­ma w le­sie?”  
– „Tu za la­sem, za sta­wem,  
Błysz­czą mych zam­ków ścia­ny,  
Mąż z kró­lem Bo­le­sła­wem  
Po­szedł na Ki­jo­wia­ny.  
La­to za la­tem bie­ży,  
Nie masz go z bo­jo­wi­ska,  
Ja mło­da śród mło­dzie­ży,  
A dro­ga cno­ty śli­ska!  
Nie do­cho­wa­łam wia­ry,  
Ach! bia­da mo­jej gło­wie!  
Król sro­gie gło­si ka­ry;  
Po­wró­ci­li mę­żo­wie.  
Ha! ha! mąż się nie do­wie!  
Oto krew! oto nóż!  
Po nim już, po nim już!  
Star­cze: wy­zna­łam szcze­rze,  
Ty głoś świę­te­mi usty,  
Ja­kie mó­wić pa­cie­rze,  
Gdzie mam iść na od­pu­sty?  
Ach! pój­dę aż do pie­kła,  
Znio­sę bi­cze, po­chod­nie,  
By­le­by mo­ję zbrod­nię  
Wie­czy­sta noc po­wle­kła”.  
„Nie­wia­sto – rze­cze sta­ry –  
Więc ci nie żal roz­bo­ju,  
Ale tyl­ko strach ka­ry?  
Idź­że so­bie w po­ko­ju,  
Rzuć bo­jaźń, roz­jaśń li­ca,  
Wiecz­na twa ta­jem­ni­ca.  
Bo ta­kie są­dy Bo­że,  
Iż co ty zro­bisz skry­cie,  
Mąż tyl­ko wy­dać mo­że,  
A mąż twój stra­cił ży­cie”.  
Pa­ni z wy­ro­ku ra­da,  
Jak wpa­dła, tak wy­pa­da.  
Bie­ży no­cą do do­mu,  
Nic nie mó­wiąc ni­ko­mu.  
Sto­ją dzie­ci przed bra­mą:  
„Ma­mo – wo­ła­ją – ma­mo!  
A gdzie zo­stał nasz ta­to?”  
„Nie­bosz­czyk? co? wasz ta­to?”  
– Nie wie, co mó­wić na to –  
„Zo­stał w le­sie za dwo­rem,  
Po­wró­ci dziś wie­czo­rem”.  
Cze­ka­ją wie­czór dzie­ci;  
Cze­ka­ją dru­gi, trze­ci,  
Cze­ka­ją ty­dzień ca­ły;  
Na­resz­cie za­po­mnia­ły.  
Pa­ni za­po­mnieć trud­no,  
Nie wy­gnać z my­śli grze­chu,  
Za­wsze na ser­cu nud­no,  
Ni­g­dy na ustach śmie­chu,  
Ni­g­dy snu na źre­ni­cy!  
Bo czę­sto w noc­nej po­rze,  
Coś stu­ka się na dwo­rze,  
Coś cho­dzi po świe­tli­cy:  
„Dzie­ci, – wo­ła – to ja to,  
To ja, dzie­ci, wasz ta­to!”  
Noc prze­szła, za­snąć trud­no;  
Nie wy­gnać z my­śli grze­chu,  
Za­wsze na ser­cu nud­no,  
Ni­g­dy na ustach śmie­chu!  
„Idź, Han­ko, przez dzie­dzi­niec:  
Sły­szę tę­tent na mo­ście,  
I ku­rzy się go­ści­niec:  
Czy nie ja­dą tu go­ście?  
Idź na go­ści­niec i w las,  
Czy kto nie je­dzie do nas?” –  
– „Ja­dą, ja­dą w tę stro­nę,  
Tu­man na dro­dze wiel­ki,  
Rżą, rżą ko­ni­ki wro­ne[2],  
Ostre błysz­czą sza­bel­ki,  
Ja­dą, ja­dą pa­no­wie,  
Nie­bosz­czy­ka bra­to­wie!” –  
– „A wi­taj­że, czy zdro­wa?  
Wi­taj­że nam, bra­to­wa.  
Gdzie brat?” – „Nie­bosz­czyk brat,  
Już po­że­gnał ten świat”.  
– „Kie­dy?” – „Daw­no, rok mi­nął,  
Umarł… na woj­nie zgi­nął”.  
– „To kłam­stwo, bądź spo­koj­na,  
Już skoń­czy­ła się woj­na;  
Brat zdro­wy i ocho­czy,  
Uj­rzysz go na twe oczy”.  
Pa­ni ze stra­chu zbla­dła,  
Ze­mdla­ła i upa­dła;  
Oczy prze­wra­ca w słup,  
Z trwo­gą do­ko­ła rzu­ca:  
„Gdzie on? gdzie mąż? gdzie trup?”  
Po­wo­li się ocu­ca;  
Mdla­ła ni­by z ra­do­ści  
I py­ta­ła u go­ści:  
„Gdzie mąż, gdzie me ko­cha­nie,  
Kie­dy przede mną sta­nie?”  
– „Po­wra­cał ra­zem z na­mi,  
Lecz przo­dem chciał po­spie­szyć,  
Nas przy­jąć z ry­ce­rza­mi,  
I two­je łzy po­cie­szyć.  
Dziś, ju­tro, pew­nie bę­dzie,  
Pew­nie kę­dyś w obłę­dzie[3]
Ubi­te mi­nął szla­ki.  
Za­cze­kaj­my dzień ja­ki,  
Po­szle­my szu­kać wszę­dzie,  
Dziś, ju­tro, pew­nie bę­dzie”.  
Po­sła­li wszę­dzie słu­gi,  
Cze­ka­li dzień i dru­gi;  
Gdy nic nie do­cze­ka­li,  
Z pła­czem chcą je­chać da­léj.  
Za­cho­dzi dro­gę pa­ni:  
„Bra­cia moi ko­cha­ni,  
Je­sień zła do po­dró­ży,  
Wia­try, sło­ty i desz­cze,  
Wszak cze­ka­li­ście dłu­żéj,  
Cze­kaj­cie tro­chę jesz­cze”.  
Cze­ka­ją. Przy­szła zi­ma,  
Bra­ta nié ma i nié ma.  
Cze­ka­ją; my­ślą so­bie:  
Mo­że po­wró­ci z wio­sną?  
A on już le­ży w gro­bie,  
A nad nim kwiat­ki ro­sną,  
A ro­sną tak wy­so­ko,  
Jak on le­ży głę­bo­ko.  
I wio­snę prze­cze­ka­li,  
I już nie ja­dą da­léj.  
Do sma­ku im go­spo­da,  
Bo go­spo­dy­ni mło­da;  
Że chcą je­chać, uda­ją,  
A tym­cza­sem cze­ka­ją,  
Cze­ka­ją aż do la­ta,  
Za­po­mi­na­ją bra­ta.